Totalne zwycięstwo Prezesa Kaczyńskiego w wojnie o sprawiedliwość

Rewolucja Fragment muralu Rewolucja 1905 Łódź PPS, by Nimrod7777, Creative Commons

Na kongresową trybunę wstąpił mój ukochany Wódz, Prezes, Król, Jarosław. Wódz to po łacinie Dux. Król to po łacinie Rex. To także mój Rex.

Na sali tłum. Sala była ogromna, tłum jeszcze większy, ponad 1000 osób. Były to wierne szeregi partyjne, jednolity standard myślenia, mowy i gestów.

W drzwiach wejściowych informowano: Żadnych dziennikarzy! No journalists! Dlaczego? – Chcemy w spokoju nacieszyć się wyborami przywódcy. Głęboko je przeżywamy. Nigdy nie wiadomo, kto zostanie wybrany.

Ku zaskoczeniu wiernych i świata wybrany został Jarosław Kaczyński. Zwycięstwo totalne, zwycięzca nieposkromiony. Eksplozja oklasków, naręcza uwielbienia, a potem pieśń świąteczna, rozległa jak wszystkie rzeki świata: „Cuda, cuda ogłaszają”.

Okazało się, że on jeden spośród wielu zgłoszonych kandydatów uzyskał sto procent głosów.

– Towarzysze, zagaił przewodniczący komisji wyborczej, takich wyników nikt nie uzyskuje dzisiaj na świecie, z wyjątkiem Azji i Afryki. Całkowita jednomyślność! Rewelacja.

Komisja skrutacyjna zgłosiła poważne zastrzeżenie: Było siedem głosów przeciw. Wszczęto natychmiastowe śledztwo. Padły pytania? Kto to zrobił? Kto wyznaczył siedmiu niewiernych, aby głosowali przeciw? Dochodzenie unieważniono, bo nastąpiła fiesta.

Nadeszły kwiaty. Prawdziwa powódź. Dowożono wozami. Strumień bukietów płynął w kierunku trybuny, zagrażając Wodzowi. Uratowano go szczęśliwie. Wrócił z naręczem, ogromnym jak wieża. Wygłosił przemówienie. Mówił mocno, zdecydowanie, używając słów barwnych jak kolory tęczy. Mówił rzeczowo i pięknie.

– Wrogowie! Kim są nasi wrogowie? – Balcerowicz. Rzepliński. Żadni profesorowie. Po prostu szkodnicy.

– Co za głos!? – Wzruszyłem się. Zawsze się wzruszam, kiedy słyszę coś, co kołysze moim umysłem, w prawo i w lewo, w lewo i w prawo, z góry na dół, z dołu do góry.

– Konstytucja. Nie ma konstytucji. Ta, co była, to PRL. Wprowadzimy nową konstytucję. Lepszą, radośniejszą. Huczne brawa. Ruch na sali.

Wierne szeregi powstają na nogi, wasale, lennicy, poddani, posłuszni, karni, ulegli, wspaniali. Wszyscy. Chcemy przysięgać na wierność Wodzowi! – Okrzyki z sali.

– Nie trzeba! Nie trzeba! – Wódz uspokaja tłumy.

– Prawo! Pytanie: Jakie prawo? Szariat PiS. Na czym on polega? Każdy na sali wie. Prawo zapewniające warunki duchowego i fizycznego rozwoju jednostki, określające czyny konieczne, chwalebne, dozwolone, naganne oraz zakazane. Skonsolidowana władza sądownicza dla dobra narodu. Dla całego narodu, pełne 39 % Suwerena!

– Program rozwoju kraju! Wspaniały. Rewelacyjny. Następują konkrety, konkretnie jeden, ale wielki, bo więcej męczy.

– Nasza strategia! – Jaka? – Dużo pieniędzy! – Skąd je weźmiemy? – Z OFE. Z tego samego OFE, skąd wzięła je Platforma Obywatelska. – Dlaczego robimy to samo? – Bo oni nie wiedzieli, co z tymi pieniędzmi zrobić, a my wiemy.

Potem występowali poddani, tradycyjnie już poseł Suski. Mówił porywająco, jak to on.

Wszystko zrozumiałem, przyjąłem do serca, przyswoiłem. Było tego tak dużo i było to tak słodkie, że dobrze mi się zrobiło. Taka jest cena rzeczy wielkich i słodkich.

Obraz: Fragment muralu o rewolucji 1905 roku w Łodzi, PPS.

Odpowiedź PiS na temat marszu KOD – lewatywa

Lewatywa Kongo 19 wiek, autor nieznany, public domain

Pod adresem http://www.wiadomosci24.pl/artykul/demonstracja_kod_histeria_i_wrzask_tak_maszeruje_sie_po_wladze_347589.html#artykul-narzedzia przeczytałem ostatnio ciekawą opinię o demonstracji KOD w Warszawie w dniu 3 maja 2016.

Jest to najlepsza recenzja dotycząca sytuacji w Polsce, jaką napisano w ostatnich latach: głęboka i treściwa jak lewatywa, jaką od kilku miesięcy partia rządząca funduje bezpłatnie społeczeństwu. Lewatywa jest bardzo zdrowa. Cytuję: „Znany lekarz N. W. Walker, który żył 106 lat, a przez 50 używał lewatywy zwykł mawiać: „ …nie ma prostszego i bardziej skutecznego środka oczyszczającego człowieka od wewnętrznych brudów niż lewatywa, a osoby, które są jej przeciwne, właśnie potrzebują lewatywy najbardziej…”.

Zgadzam się, że na demonstracji KOD w dniu 3 maja w Warszawie było bardzo mało ludzi, choć fałszerze mówili o 240 000 demonstrantów. Przedstawiciel rządu w osobie rzecznika policji tylu się nie doliczył, ponieważ używał nowocześniejszego sprzętu, lunety firmy AKysz, AKysz! Myśliwi używają jej w Afryce do polowania na słonie: patrzysz przez nią z drugiej strony, słonie stają się malutkie, bierzesz sobie kilka do pudełka po zapałkach, przynosisz do domu i wypuszczasz na trawnik. Użycie liczydła zamiast komputera, narzędzia szybszego, ale mniej dokładnego, też przyczyniło się do statystycznego uzdatnienia wyników.

Też uważam, że KOD zniknie, choć z innej przyczyny i w innych okolicznościach: nastąpi to w gorący dzień, kiedy pójdzie na piwo, aby się zrelaksować i porozmawiać o tak zwanej d'Maryni, podobno niezwykle kształtnej.

PiS, matka nasza, będzie z pewnością panować długie lata, pełnię władzy osiągając wtedy, kiedy już ustąpią najgorsze plagi: padną wszystkie konie, stanowiska prezesów państwowych spółek obejmą pracowite jak mrówki sprzątaczki i utalentowane bezrobotne hipnotyzerki, w walce z kornikiem zostanie wycięta Puszcza Białowieska, europejska bomba ekologiczna, złotówka osiągnie wartość 10 centów amerykańskich, a sprywatyzowane polskie sądy i więziennictwo zostaną sprzedane na giełdzie w Warszawie w celu repolonizacji aparatu sprawiedliwości.

Co do koni, to koło Oleśnicy żyją jeszcze trzy konie, autentycznie pragnące oddać życie partii rządzącej z okrzykami na ustach ” Niech żyje Pan Prezes”! Niech żyje! Niech żyje! Jest też wiele kucyków i koników biłgorajskich żądających, aby ich przejęły stadniny Ministra Rolnictwa Jurgieła wiedząc, że pod nowym kierownictwem urosną do normalnych rozmiarów i zastąpią zbuntowane konie arabskie, jakie z głupoty wyemigrowały na porośnięte kępkami trawy pustynie w Abu Dhabi porzucając nasze bujne pastwiska.

Dzięki Panu Prezesowi, którego wszyscy kochamy i PiS, stanowiący obecnie najbogatsze na świecie źródło wody święconej przywracającej pełnię zdrowia i radości, kraj nasz przeżywa błogosławiony stan pokwitania, owocujący opiniami o rzeczywistości równie niezwykłymi jak euforyczny zez obustronny.

Umfa! Umfa!

Czy znasz miarę swego szczęścia? Ciesz się, bo idzie ku lepszemu.

Sabat czarownic The Witch's Sabbath, Francisco Goya

Kiedy zobaczyłem wczoraj w telewizji rękę pana Prezesa wyciągniętą kolejny raz do narodu w geście przebaczenia i pojednania, zacząłem ją okrywać kwiatami serdecznych pocałunków wdzięczności za ogrom dobra i cierpliwości, jakie nam od lat okazuje.

Zapragnąłem także ucałować panią Pawłowicz, naszą hinduską Boginię Jadła i Przekleństw, lecz usta miała wypełnione pierożkami oraz szparagami, nie śmiałem więc liczyć na życzliwe przyjęcie.

Żyję w nieprzerwanym uniesieniu. Dni są coraz dłuższe, coraz więcej jest słońca, ptaki śpiewają coraz piękniej. Jestem pełen optymizmu i nadziei. Widząc oznaki zmian dobrych na coraz lepsze, prorokuję:

  • Więcej dobrego prawa i sprawiedliwości w miejsce niedobrej konstytucji.
  • Więcej dzieci z programu 500 Plus. Motywowani wiosną i wysypem pieniędzy, wielodzietni rodzice ruszą masowo do sypialni i parków, aby ochoczo realizować marzenia Partii o kraju bogatym demograficznie.
  • Więcej pomników na zasadzie równowagi: jeden pomnik na każde życzenie.
  • Więcej szybszych emerytów z wydłużonymi emeryturami;
  • Więcej wizyt Komisji Weneckiej i Kongresmenów USA zainteresowanych wielkimi osiągnięciami Partii i Rządu;
  • Więcej ziemi rolnej i bogatsze plony w pobożnych rękach. Szkolmy się na traktorzystów, aby spełnić się na ojczystej roli pracą i pieśnią „Hej traktory, rumaki stalowe, hej, na pola prowadźcie wy nas!”
  • Więcej wspaniałych stanowisk dla przyjaciół, rodzin, znajomych i osób zasłużonych Partii, „aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej";
  • Więcej cielesnej zasobności najukochańszych naszych polityków. Niech widok dobrze odżywionego lekarza narodu z uduchowioną bladą twarzą napawa nas nadzieją, że koniec problemów zdrowotnych społeczeństwa jest już bliski;
  • Więcej osób na demonstracjach KOD-u nieuzasadnienie tęskniących do utraconych przywilejów, stołków i żłobu;
  • Jeszcze głębszą nostalgię widzów na spektaklach Stanisława Wyspiańskiego „Miałeś chamie złoty róg”;
  • Więcej uśmiechniętych dzieci i szczęśliwych matek z programu „Zero Aborcji” otoczonych serdeczną pomocą kościoła i państwa;
  • Więcej światełek w tunelach i mniej Ryśków, którzy je dostrzegają;
  • Owocniejszej współpracy Partii i Opozycji opartej na zdrowej zasadzie: wy zawieracie z nami kompromis, my w zamian nie publikujemy wyroków Trybunału Konstytucyjnego i nie zaprzysięgamy sędziów wybranych przez Sejm;
  • Więcej kulturalnej rozrywki w lokalach psychiatrycznych finansowanych z rządowego programu „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”;
  • Na zakończenie, więcej szczerych i głębokich wypowiedzi elity ducha, serca i intelektu, że wspomnę tylko ulubieńców publiczności panów i panie Girzyńskiego, Kępę, Macierewicza, Seniora Morawieckiego, Pawłowicz, Sellina, Suskiego i Terleckiego.

O, Wybrany Narodzie! O, Ziemio Obiecana!

Wznieśmy teraz wspólnie, Bracia i Siostry Cyrkowcy, radosny okrzyk: Alleluja, Alleluja!

Ptak wygłasza przemówienie „Zbrodnia, wina, kara i przebaczenie”

Bird Rothschild's Bird of Paradise by Ellis Rowan, public domain

Tekst był pisany na luzie, w mroku. Gdybyście zauważyli światełko w tunelu, a może nawet i dwa, dajcie znać zwykłą formą uwielbienia recenzenckiego: „Dno”. „Nędza”. „Niezłe”. „Niegłupie”. „Cudowne”, lub nawet „Rewelacja”, jeśliby komuś odbiło.

Motto: Jedni mnie będą egzorcyzmem chłostać, drudzy uciekną zdziwieni (Adam Mickiewicz: Dziady)

Jest to dwudniowa historia dwóch ptaków drapieżnych, przelotnych, usiłujących zadomowić się. Jednego z nich ornitolodzy nazwali Mocnym, choć Małym, bo żwawiej robi dziobem, drugiego zaś Słabym, choć Dużym, ponieważ w argumentach ustępuje temu pierwszemu. Nazwy ptaków mają charakter roboczy, gdyż systematyka tej kategorii ptactwa jest jeszcze niedokończona. Ornitolog-sprawozdawca, obserwator ptasiej sceny, nadal ptakom cechy ludzkie, czyli je „nahumanizował” ( w odróżnieniu od „odhumanizował”). Był chyba pijany, albo taką miał fantazję, gdyż nauka nie zna takiej sytuacji. 

Ptasie sanktuarium na otwartym powietrzu pełne było ptactwa pragnącego wysłuchać tych, którzy latając najwyżej, wiedzą najlepiej. Gdzie to było dokładnie, nie wiadomo. Ważne, że było.

W odpowiedzi na orędzie Słabego na temat „Wzajemność w przebaczeniu”, Mocny wygłosił przemówienie pod tytułem „Zbrodnia, wina, kara i przebaczenie”, ujawniające inny punkt widzenia.

– Towarzysze Bracia Cyrkowcy, Towarzyszki Siostry Cyrkówki, i Wy, Zwykłe Ptactwo Obywatelskie! – Silny, wyglądający na dyrektora, umiał serdecznie i podniośle zwrócić się do zebranych. – Ptak Słaby, choć Duży, mój syn chrzestny i adorator mojego stylu latania, specjalista od miękkiego lądowania na wodzie, mąż i ojciec nie tylko rodziny, ale i całego ptasiego narodu, przedstawił wam orędzie o przebaczaniu przestępstw dowolnego kalibru oraz wezwał was do wzajemności. Przeanalizowałem jego przemówienie dokładnie, słowo po słowie, aby nasycić się jego mądrością. Było ono wspaniałe, ale …

Kiedy do ptasiego sanktuarium wkroczył na sztywnych nogach Słaby, choć Duży, ptasie zgromadzenie wstało z miejsc z szacunku dla urzędu. Przechodząc obok Silnego, Słaby ukłonił mu się głęboko, lecz ten, zatopiony w nowych, lepszych pomysłach na rządzenie, jakich nie szczędził ptasiej społeczności, dopiero po chwili zauważył, że jakiś inny ptak przechodzi obok. Silny odwrócił się z wyrazem zniecierpliwienia, że ktoś śmie mu przeszkadzać. Kiedy zauważył swoją omyłkę, szeroki pojednawczy uśmiech radości rozjaśnił jego okrągły dziób okolony od góry siwizną. W ciasnym przejściu usiłował zrobić miejsce przechodzącemu Słabemu, lecz niechcący przydepnął mu łapę, za co od razu przeprosił ukośnym uśmiechem numer cztery, najskromniejszym z uśmiechów.

Ptasia opozycja natychmiast rozdmuchała incydent. Gęgano hasła: nie ma dymu bez ognia, rozłam w obozie ptasiej władzy, co to będzie, co to będzie? i podobne dyrdymałki. Krótko mówiąc, opozycja podjęła szalone spekulacje i jak zwykle widziała rzeczywistość zupełnie inaczej, niż widział ją obóz władzy. Jak to widział cywilizowany świat ptasi, nie wiadomo, bo – dałby Bóg, aby było to tylko chwilowe – cywilizowany świat zniknął z pola widzenia za chmurą sypiącego się obficie pierza.

Silny miał minę cierpką jak cytryna, ponieważ na widok Słabego rozbolał go dziób. Poprzedniego dnia nazwał go synem marnotrawnym, roztrwaniającym niepotrzebnie majątek nieustępliwości Ptasiego Cyrku, oferując przebaczenie bez kary za popełnione zbrodnie, dodając nawet nieroztropnie, że jeśli i on je popełnił, to też prosi o przebaczenie.

– To było głupie. Ta prośba o przebaczenie. – Skomentował ptak-wasal z rodziny hołdowników, wierny totumfacki Silnego.

– A jeśli nawet nie było całkiem głupie, to było niekompletne. – Podjął Silny. Bo musisz wiedzieć, drogi wasalu, że nie ma przebaczenia bez kary, tam gdzie jest zbrodnia. Czytałem Dostojewskiego trzy lub cztery razy i przeprowadziłem dokładną analizę tekstu „Zbrodnia i kara”. Podobnie jak Zygmunt Freud, po naszemu Zyga, jestem wielbicielem Dostojewskiego. Założę się, że o tym nie wiedziałeś. W mojej interpretacji …

…jedynej w swoim rodzaju i słusznej …- przerwał mu szczerze oddany ptak-wasal – elementem sine qua non jest kara.

– Właśnie to – podchwycił Silny – warunkiem niezbędnym przebaczenia jest kara. Jest zbrodnia, jest wina, jest kara, jest przebaczenie. Taka jest kolejność i od tego nie odstąpię. – Podsumował Silny i wykonał głęboki ruch skrzydłami dla okazania, jak wielki ciężar spadł mu z piersi.

Sójka, stojąca usłużnie z boku ptasia notariuszka, dokonała dokładnego zapisu słów Silnego, podstemplowała dokument i zwalniając autora z opłaty notarialnej przekazała go ptasim mediom do publikacji i rozpowszechnienia. Ptasia społeczność, dla której większości – jak wynika z obserwacji ornitologów – charakterystyczny jest ptasi móżdżek, przyjęła słowa do wiadomości i stosowania, gdyż pochodziły ze źródła mądrości płynącej z góry, ponieważ na ziemi Ptak Silny, choć Mały, jest pierwszy przed Bogiem. Dlatego też Sanktuarium Ptasie użycza mu wysokich ambon na drzewach dla głoszenia prawd słodkich i gorzkich, rzeczywistych i nierzeczywistych, gdyż nie samym ziarnem i rybą ptak żyje.

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras i księgarniach internetowych.

Nowa atmosfera w Sejmie. Dni rozwagi, skupienia i miłości.

Book_of_Ezekiel_Chapter_1-1_(Bible_Illustrations_by_Sweet_Media)Po pomyślnym rozwiązaniu sprawy aborcji, Prezes poprosił opozycję („po raz ostatni”, jak wyjaśnił) o dni rozwagi, skupienia i miłości. Prośbę natychmiast przyjęto; w Sejmie powstał Komitet Pokoju, łączący sercami partię rządzącą i trzy partie opozycyjne.

Czwarta partia została wyłączona.

– To partia niepoważna i hałaśliwa; biegają po scenie z gitarami, w ciężkich wojskowych buciorach. – Wyjaśnił uprzejmie Prezes. – Nie rozumieją, czego naprawdę pragniemy. Samym śpiewem niewiele ugramy, a przecież nam chodzi najbardziej, wam oczywiście mniej, o naszą ukochaną ojczyznę. Trzy ostatnie słowa wypowiedział z dużej litery. – Znacie mnie, bracia! – Kontynuował. Jestem człowiekiem konsekwentnym. Jak powiedziałem przed wyborami parlamentarnymi, że wymienimy w kraju wszystko, od sprzątaczek w radach nadzorczych po kamasze na uzbrojeniu armii, to słowa dotrzymuję. – Jeszcze raz serdecznie was proszę o zaniechanie swarów i wojny, którą prowadziliście z nami od dłuższego czasu. Zrozumcie, kochani, jesteśmy najbardziej pokojową partią na świecie. Ubiegamy się w tej sprawie o zapis w Księdze Guinnessa. Świętej pamięci Matka Teresa z Kalkuty przy nas to zwykła buntowniczka!

Trzej opozycjoniści wybuchnęli śmiechem z ogromnej radości, że wreszcie wróciły normalne czasy; rechotali i rechotali jak pijane żaby na wiosnę. Prezes mruknął wyrozumiale „spoko” i czekał, aż się uspokoją. Nie przemawiał już więcej. Powtórzył tylko łagodnym głosem prośbę o pokój do zakończenia Dni Młodzieży i wyjazdu Ojca Świętego z Polski.

– Jak tylko skończy się ten okres, od razu poprawimy wszystko. Obiecuję wam z głębi serca, że jeszcze tej samej nocy opublikujemy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, a prezydent natychmiast, bez zwłoki, jak tylko wróci z nart w Himalajach, zaprzysięgnie tych biednych trzech sędziów, którzy wskutek własnej nieuwagi zagubili się w statystyce. Zawsze chcieliśmy to zrobić, tylko nam przeszkadzano.

Kiedy skończył, wybuchł serdecznym śmiechem z radości, jaką sprawił obywatelom swoją wypowiedzią i dobrocią serca. Zza sceny dobiegły oklaski klakierów wynajętych przez Suwerena, cieszącego się z powrotu pokoju i normalności. Wszystkie partie polityczne zbratane w uścisku podjęły taniec, poważnie, cicho stąpając w miejscu, w ciżemkach zamiast woskowych buciorów, aby nie ranić uszu Prezesa.

Na wieść o pokoju w Sejmie, naród otworzył usta z zachwytu i zdumienia. Zrozumiał, że partia rządząca zmieniła się o całe 360 stopni i że teraz wszystko pójdzie jak z płatka. Ludzie pragnęli ściskać Prezesa, co drugi nawet całować go po rękach. Prezes przyzwyczajony do hołdów uśmiechał się dobrotliwie na wiadomość o pieszczotach, jakie mu oferowano.

Na scenę społeczną wróciła normalność. Obywatele rwali się do telewizorów, aby oglądać wiadomości, odwoływano karetki pogotowia, odkładano do lamusa białe kaftany. Rząd ogłosił święto „Wiosny Pokoju”. Wszyscy już rozumieli, że obietnica Prezesa to rzecz pewniejsza niż skała. Zagranica też to zaważyła. President Obama poprosił natychmiast o audiencję u Prezydenta Dudy, aby poinformować go, że dla uczczenia tej wspaniałej chwili oddaje cały arsenał militarny swojego kraju do dyspozycji Ministra Obrony Narodowej, słynnego także w USA Anthony Matsierevitsch’a.

– God bless you, dear Yaroslav. I love you! – Krzyknął President Obama przed odlotem do Waszyngtonu. Do piersi tulił malutkiego pluszowego żuberka podarowanego mu przez polski rząd na wspomnienie Puszczy Białowieskiej zjedzonej przez korniki.

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Życzenia Wielkanocne 2016

Osterstrauss, by Goldi61, Creative Commons
W roku Ognistej Małpy 2016 według Horoskopu Jacka Kryga serdecznie, wielkanocnie i politycznie życzę:

Panu Prezesowi – zdrowej sałatki warzywnej oraz dużo ćwiczeń na świeżym powietrzu z tarczą ochronną przed gniewem bożym i ludzkim;

Panu Prezydentowi – świeżutkiego jaja z majonezem i instrukcją „Jak sprawnie przyjmować przysięgę bez strachu przed Omnipotentnym”;

Pani Premier – święconki w koszyczku w kształcie broszki oraz naprawy drukarki do publikacji wyroków zanim nadejdzie zimny Śmigus-Dyngus,

Panu Antoniemu – obfitości stołu oraz odkrycia w nastroju świątecznym niespełnionej wielkiej tajemnicy i sztuki blitzkriegu;

Miłośnikom KOD – spokojnego oddania żłobów, przywilejów i stołków miłośnikom dobrej zmiany;

Kandydatom z listy nepotycznej Pana Prezesa – nieskończonej ilości dobrze płatnych stanowisk;

Opozycji – świętej cierpliwości i nauczenia się egzorcyzmów do walki z mocami nieczystymi;

Rodzinom małodzietnym – dużo miłości, więcej dzieci i jeszcze więcej dodatków finansowych;

Emigrantom – z góry płynących życzeń szczęśliwego powrotu do odnowionego kraju;

Koniom w stadninach – wiosennej trawy oraz wymiany nowych stajennych na jeszcze nowszych;

Żubrom i innym zwierzętom – nowej Puszczy Białowieskiej.

Drogim Czytelnikom, miłym Przyjaciołom i ukochanej Rodzinie oraz wszystkim innym osobom dobrej woli życzę zaś spokojnych, zdrowych i nastrojowych Świąt Wielkanocnych.

Michael Tequila

Nowy Hamlet: Opublikować czy zaprzysiąc? Oto jest pytanie.

Teatr L'Assemblèye_eud_Normandie, by Man vyi, public domain Biegam po lesie. Już wiosennym, rozświetlonym, radosnym. Trwa nowy sezon teatralny zwany bolesnym. Mimo słońca, wszędzie gęste opary, po których błądzą Don Kichoty, Hamlety, Sancho Panse, bracia Karamazow i zwykli obywatele.

Lecą sztuki poważne i nowatorskie: „W oparach absurdu”, „Pytania bez odpowiedzi”, „Pan Paranoja” oraz humoreska: „Wielka zabawa w kotka i myszkę”.

Można by powiedzieć, jeden wielki spektakl rozrywkowo-edukacyjny. Na widowni połączonej oryginalnie ze sceną jest tłoczno. Ponure i radosne postacie, mary, duchy i zwidy, widoczni i niewidoczni, głuche głosy i szepty. A pośrodku solidny pomnik, a na nim postać Wielkiego Małego Człowieka wskazującego środkowym palcem w nieznanym kierunku. Wszyscy tam patrzą i nic nie widzą.

Obok mnie przebiega aktor, były faraon, w międzyczasie TW, aktualnie zwolennik postępu poprzez demontaż, nowej formy bytu społecznego. Tacha przed sobą krzywe zwierciadło, patrzy w nie upiornym wzrokiem i krzyczy przerażony: To nie ja! To on!

– Doskonała gra. – Ktoś mówi obok mnie, zachwyca się i klaszcze.

Nieco dalej widać opozycjonistów wobec pomnika, palca, kierunku i zwolenników. Ich sylwetki raz po raz migają na ekranie leśnej TV: przyzwoite, spokojne, lekko sparaliżowane, proponujące w lekkim ukłonie: Opublikujcie! Zaprzysięgnij! Będziemy negocjować.

Z pomnika odpowiada im osobnik z zaciśniętymi zębami. – Nie podpiszemy!

Wtóruje mu rezolutna postać, jak się okazuje, kobieta, z kolczykiem w lewym uchu, zdobnym, regularnie wymiennym: – Drukarnia nam się zepsuła! To nie jest jeszcze wyrok! Nie ma tragedii. Nie podpiszemy!

Nieco dalej przemieszcza się po stoku ostatni fragment trójkąta bermudzkiego, gdzie giną wszystkie samoloty i okręty, płynna postać objaśniająca w przelocie: Nie zaprzysięgnę! Przecież widzicie, że jestem zajęty!

– A co będzie jak pójdziecie pod trybunał? – Pyta tłumek ciekawskich, bez związku, ni przypiął ni przyłatał. – To co wtedy?

Kobieta i ten na stoku rozmyli się. Tylko echo z pomnika mruczy przez zęby: – To posiedzą tam kilka lat. Sami tego chcieli. Wiedziały gały, co brały.

Po lewej stronie, gdzie budują Cyrk Wiecznej Szczęśliwości, kłusuje rześko 6.000 nowych urzędników. To najnowszy wynalazek, patent na pełne zatrudnienie: zwolnić brzydkich i starych, a więc nieudolnych prezesów firm i mianować nowych, piękniejszych, wybranych z listy „Precz z nepotyzmem”.

– Szukam pracy. Jakie zawody są dziś poszukiwane? – Pyta młodzieniec o twarzy zdeformowanej naiwnością.

Odpowiada mu spokojny, pewny siebie, uśmiech: szwaczki, nowej szlachty, fryzjera, manicurzystki, zasłużonego, znajomego oraz trzeciego dziecka pana Królika. Chodzi o ludzi o wyższych kwalifikacjach i wielkim doświadczeniu. Muszą przecież gdzieś pracować. – Wyjaśnia uprzejmie marszałek o pomarszczonej siwiźnie.

Dla mnie, konia biegającego po lesie, rozwiązanie jest proste: – Tu jest ostateczny mur. Podpisać! Zaprzysiąc! Ani kroku ustępstwa! Ale co ja? Zwykły Koń-Marzyciel, zezwierzęcony obywatel od pługa, tęskniący za żłobem i przywilejami, a nie za spokojem i normalnością.

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Koń Anonim: Jestem, więc kopię.

New year picture author unknown
Nie wiem, skąd bierze się przeświadczenie przywódców, ich bezwstydna czelność pouczania obywateli, którzy na nich nie głosowali (czy nawet głosowali), co jest słuszne, a co niesłuszne, co mądre, a co głupie i jak powinno się żyć.

Jedynym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest skrzywienie psychiczne, owa bezgraniczna arogancja lub rodzaj otępienia, który zamyka politykom oczy na różnorodność ludzkich postaw, wartości i wrażliwości.

Obudziłem się, szczęśliwy, że się w ogóle obudziłem, bo przecież mógłbym zrobić coś przeciwnego, obudziłem się – powtarzam – z dziwnym poczuciem, że coś jest nie tak. Dziwność nie zaskoczyła mnie specjalnie, bo w dzisiejszych czasach nic nie jest z góry wiadome ani pewne.

Czułem, że się zmieniłem. Sprawdzam, patrzę, faktycznie jestem inny. Stało się to albo we śnie (mam wrażenie, że wciąż rosnę wraz z dojrzewającą częścią społeczeństwa) albo pod wpływem nauczania Pana Prezesa i Pana Prezydenta. Chyba raczej to drugie. Tak, na pewno to drugie!

Uczestniczyłem ostatnio w regularnych relaksujących rekolekcjach (RRR) prowadzonych przez tych dwóch wybitych mężów stanu na temat prawdy, moralności, patriotyzmu i dumy. Dzięki ich nauczaniu wiele zrozumiałem. To mnie zmieniło.

Nie mogę dłużej ukrywać natury zmiany: stałem się Koniem.

Z koniem, Drodzy Państwo, łączą człowieka serdecznie nie tylko przysłowia i porównania: pracowity jak koń, chudy jak szkapa, rży jak koń (to o pewnej pani z parlamentu), harować jak koń (nie warto tego robić, trzeba pracować mądrze, choćby nawet i w zaprzęgu), baba z wozu, koniom lżej (to chyba niesłuszne), zdrowy jak koń czy też zad jak u kobyły (to bardzo obfite), ale i głębsze więzi, ideologiczno-ekonomiczne.

Wracam do tematu. Nie ma znaczenia, jakim koniem jestem, zwykłym, pociągowym, wyścigowym czy kawaleryjskim; ważne jest jedynie to, że ciągnie mnie do żłobu. Tak mnie zdefiniowali zgodnie rzecznicy Pana Prezesa i Pana Prezydenta na podstawie mojego uczestnictwa w manifestacjach KOD-u. Ich diagnoza, nie tylko, że słuszna, to jeszcze daje mi wyraźne korzyści. Dzięki niej stanąłem mocniej na ziemi, nie na dwóch, ale na czterech kończynach.

Na wszelki wypadek postanowiłem to sprawdzić. Pognałem kłusem na najbliższą manifestację KOD-u. Prezes i Prezydent bezwzględnie mają rację. Byli tam tylko ci, co utracili przywileje i których odsunięto od żłobu. Ani jedni ani drudzy nie mogą się z tym pogodzić. Osobiście, mówię to szczerze, po końsku, brak żłobu odczuwam bardzo boleśnie. Inne konie, uczestnicy spotkań KOD-u czują to samo. Tak mówiły.

Nie jestem pewien, czy powszechna tęsknota za żłobem to dobrze czy źle. Z jednej strony, im więcej chętnych do żłobu, tym trudniej się dopchać. Z drugiej jednak, tworzymy wspólnotę obywatelską, o której tak przekonywująco o mówił Pan Prezydent i której budowę sam mocno wspiera.

Ostatnie dwa nauczania, Prezesa Kaczyńskiego w Łomży i Prezydenta Dudy w Otwocku, ich treść, głębia i prawda, wpłynęły na mnie kojąco. Dwie wspaniałe oracje na każdym musiały zrobić wrażenie: muzyka słów, żywa gestykulacja, subtelna mowa ciała. Pan Andrzej (pozwolę sobie na to serdeczne zbliżenie) uroczo nadymał wagi i toczył wzrokiem w prawo i w lewo wymawiając hasło: „Ojczyznę dojną racz nam zwrócić, Panie!” Powtarzanie tego hasła sprawiało mu prawdziwą radość. Ludzi bili mu brawo.

Pan Jarosław z kolei podniecił się kilka razy przy mównicy tak bardzo, że zacząłem bać się o jego serce. Powinien być ostrożniejszy z podnietą. Jego reakcję uznałem za wyraz głębokich ojcowskich uczuć wobec nas, obywateli, oraz targającej nim pasji naprawy ojczyzny i likwidacji zła.

Obydwaj mężowie stanu poddali analizie zjawiska zachodzące w kraju: głębokiej, odkrywczej, prawdziwie freudowskiej. O ile poprzednio ich tylko szanowałem, to teraz ich po prostu kocham. Mężczyźnie w dojrzałym wieku nie wstyd przyznać się do prawdziwych uczuć. W telewizji wtórowała im Pani Premier i Pan Minister Sprawiedliwości; też mówili doskonale i przekonywująco, ale to jednak nie to samo.

Był to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Coś we mnie pękło ze wzruszenia, coś się narodziło. Mam nadzieję, że i inni też tak to przeżyli. Teraz to i Trybunał Konstytucyjny nie jest mi straszny.

Podsumuję: Zmieniłem się. Myślę, więc kopię!

Michael Tequila: „SĘDZIA OD ŚWIĘTEGO JERZEGO”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Credo. Powaga, satyra i groteska. Pytam i odpowiadam.

Cossack Mamay, author unknown, public domain

Mogę odmówić sobie wszystkiego, ale nie odmówię sobie przekonania, że umiem krytycznie analizować i dokonywać syntezy, że stać mnie na refleksję i na własne poglądy niezależnie od tego, co myślą inni ludzie. Jestem wolnym człowiekiem.

Wzorem pewnego dyrektora jeszcze z czasów PRL sam zadaję sobie pytania i sam na nie odpowiadam.

Pytam: Dlaczego uprawiam satyrę i groteskę jako formę dziennikarstwa społecznego?

Odpowiadam: Ponieważ są to formy literackie najlepiej nadające się do opisywania dzisiejszej ojczyźnianej rzeczywistości, która jest zarazem tragiczna i śmieszna, głupia i poważna, mająca jakiś sens i bezsensowna. Jak niegdyś dzikie króliki w Australii, objawy rodzimej paranoi uparcie i masowo wybiegają na jezdnię politycznego i społecznego szaleństwa. To mnie bulwersuje i męczy.

PiS mając pełnię władzy, przewagę głosów w Sejmie i w Senacie, co zdarzyło się po raz pierwszy od 1989 roku, i bezwarunkowe poparcie prezydenta, nie mogąc zmienić konstytucji, albo Bóg wie z jakich innych względów, dokonuje zamachów na trybunał konstytucyjny, służbę cywilną, tworząc dwuznaczne związki sądownictwa i prokuratury, opanowując w pełni tajne służby, itp.

Jarosław Kaczyński, Prezes PIS, przywódca zwycięskiej partii politycznej, odmawia objęcia stanowiska Premiera, co jest powszechnym zwyczajem w krajach demokratycznych, lecz steruje wszystkimi sprawami państwowymi, nie ponosząc z tego tytułu żadnej odpowiedzialności prawnej.

Pan Prezes, spiritus movens wszystkiego, co się rusza i stoi, co mówi i milczy, nasila konfrontacje między popierającą go częścią społeczeństwa, a tą, która coraz żywiej mu się sprzeciwia, broniąc swojej wolności. Prezes wydaje się zapominać o prawdziwości przysłowia „Qui seme le vent, recolte la tempete”, „Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”. Każde wielkie napięcie społeczne kończy się z zasady burzliwym przesileniem. Rewolucje biorą się z poczucia krzywdy, sprzeciwu, odrzucając na bok uległość i poczucie przyzwoitości.

Pan Prezes usiłuje uszczęśliwić społeczeństwo swoimi wizjami tego, co słuszne i niesłuszne, mądre i głupie, patriotyczne i niepatriotyczne, potrzebne i niepotrzebne, zapominając, że większość ludzi ma już głęboko przemyślany i utrwalony światopogląd i będzie opierać się rękami i nogami, kiedy ktoś usiłuje go zmienić.

Minister Spraw Zagranicznych w imieniu rządu występuje o opinię Komisji Weneckiej, ważnego organu opiniodawczego w sprawach konstytucji i praworządności Unii Europejskiej, której zasad zobowiązaliśmy się przestrzegać, aby wkrótce głosić, że to „tylko opinia”, „opinia jednostronna”, „nie musimy do niej się stosować”, „jesteśmy państwem całkowicie niezależnym” itp.

Dziesiątki i setki członków PiS, ludzi poniekąd myślących, głosi, pisze i powiela dokładnie to, co wymyślił sobie Prezes Kaczyński w pasji tworzenia społeczeństwa na wzór i podobieństwo swoje.

Prawnik Andrzej Duda, który po zaskakujących wyborach został nieoczekiwanie dla siebie i dla społeczeństwa Prezydentem RP, posłusznie wykonuje to, o co go prosi lub czego żąda Prezes PiS, podpisując w ciemno, często po nocy, tak jakby dzień był niestosowną porą, przedstawione mu ustawy, mimo iż wokół wszystkie instytucje prawne, organizacje społeczne, uczelnie i autorytety wytykają niezgodność takiego postępowania z zasadami prawa i demokracji.

Prezydent jeździ nocą do prezesa partii na konsultacje, kiedy w całym świecie demokratycznym to przywódcy partii politycznych jeżdżą do prezydentów, aby rozmawiać o sprawach państwowych lub choćby pokonwersować o tym, co warto, a czego nie warto jeść, pić, czytać lub słuchać.

Prezydent i Premier wykonując polecenia Prezesa Kaczyńskiego ponoszą ryzyko, że kiedyś odpowiedzą za nie wobec Trybunału Stanu i poniosą konsekwencje swoich obecnych działań, jakby żyli ułudą, że aktualna władza jest nienaruszalna i wieczna.

Kościół Katolicki, w czasach PRL-u ostoja praw człowieka i obywatela, wielki i poważny rozjemca, dzisiaj udostępnia partii rządzącej swoje ambony na głoszenie prawd zupełnie niezwiązanych z wiarą w Boga. Kościół milczy nie dostrzegając, że coraz więcej ludzi wierzących odsuwa się od niego, i wręcz staje się jego krytykami. Mówiła o tym (na manifestacji KOD-u w Gdańsku) żona Lecha Wałęsy, człowieka, którego Kościół bezwarunkowo wspierał w nieodległej przeszłości.

Przykłady sytuacji niezrozumiałych i nonsensownych, niepotrzebnych i bulwersujących, dają się mnożyć prawie w nieskończoność, lecz nie widzę potrzeby, abym ja to czynił. Moja odpowiedzią jest satyra i groteska, formy literackiego sprzeciwu wobec bezsensu, okrucieństwa i głuchoty władz.

Uprawiając satyrę i groteskę nawiązuję do teorii ewolucji Darwina w przekonaniu, że podobnie jak buntująca się część społeczeństwa pochodzę od zupełnie innej małpy niż samouwielbiająca się władza.

10 Marca: Dzień Mężczyzny

Portrait_de_Dante Alighieri by Sandro Boticelli Kiedy wypowiedziałem to głośniej, ze wszystkich kątów wyskoczyły pytania. Z pretensjami. – Jakiego mężczyzny? O czym ty mówisz? Nie przesadzasz? Zastanawianie się nad Dniem i nad Mężczyzną nie może odbywać się w próżni. Musi być kontekst.

Wszystko ma swój kontekst. Nawet pies i kot; oby Bóg dał im szczęśliwe życie!

Konteksty, które nasuwają mi się na myśl, są praktyczne i znaczące: mężczyzna a małżeństwo i rodzina, mężczyzna a seks, mężczyzna a polityka. Wybieram ostatni, bo jest najbardziej aktualny.

Historycznie rzecz biorąc mężczyzna to macho, ktoś dominujący, przywódca. Zawsze dominował. Przez wieki był żywicielem i obrońcą rodziny i ojczyzny. Ubi tu Gaius, ibi ego Gaia. To słowa wypowiadane przez kobietę przy zawieraniu małżeństwa w starożytnym Rzymie. Pamiętam je z lekcji łaciny. Gdzie ty, Gajusie, tam ja, twoja Gaja.

Mężczyzna był przywódcą także politycznym.

No i dorobiliśmy się. Dzisiaj jesteśmy politycznie na topie, w Europie i nie tylko. Zadaję sobie pytanie, jak wygląda to polskie machismo. Można je przedstawić w postaci hierarchii, struktury, trójkąta władzy.

Na najwyższym poziomie, na samym szczycie, stoi Wódz. Sam się określił, a my musimy to przyjąć do wiadomości: obsesjonat o nieokreślonych ambicjach. Nie jest demonem, tylko człowiekiem zagubionym w samym sobie, połączeniem pobożnego inkwizytora z Don Kichotem z Manchy, tym od wiatraków. Ma zapewne także dobre intencje, ale jest niepraktyczny; gotów jest przeciwstawić się całemu światu (połowie własnego społeczeństwa, Unii Europejskiej i USA). Jest roztropny. Kiedy przyjdzie czas odpowiedzialności, to nie on stanie przed Trybunałem Stanu, bo nie ponosi żadnej odpowiedzialności prawnej, ponieważ nie sprawuje funkcji publicznej, nie reprezentuje państwa.

Poziom II to Wasale, bezkrytyczni głosiciele chwały Wodza, naśladowcy chodzący na pasku, pociągani sznurkiem, jedzący z ręki, wazeliniarze, całuśnicy, marionetki. To nie są tylko moje słowa. Przypominam, że cały czas mówimy o rodzaju męskim, bo jest 10 Marca.

Poziom III to pospolite ruszenie, rycerze popierający Wodza i Wasali, rzesze błądzących we mgle, z mentalnością przeszłości i pragnieniem jakiejkolwiek zmiany, umiejący czytać i pisać, lecz niezdolni do samodzielnej analizy i syntezy.

W sumie jest to Wielkie Towarzystwo Wzajemnej Adoracji, odwzorowanie historycznej Solidarności, tylko w odwrotnym kierunku, do tyłu i w dół. W tym kotle słynny Galimatias, bóg upadłych rozmaitości, miesza zardzewiałą chochlą wymianę historii na szlachetniejszą i lepszy patriotyzm z pogardą dla dorobku materialnego poprzedników (Polska w ruinie), autarkizm (poradzimy sobie sami, bez kapitału zagranicznego), ambicje miniimperialne (koniec z dominium, to my będziemy teraz decydować), populizm (zupa dla wszystkich), w końcu komunę (wszyscy jesteśmy równi) z pokraczną dyktaturą.

Praktycznie biorąc nie ma żadnej dyskusji o gospodarce, przedsiębiorstwie, nowoczesnych technologiach, nowoczesnym nauczaniu, sprawnym systemie podatkowym, niepełnosprawnych (5.460.000 osób), seniorach w wieku 65 lat i powyżej (5.700.000 osób, w tym 1.000.000 osób w wieku ponad 80 lat), przejrzystości i sprawności informacyjnej (z trzech adresów sklepów pasmanteryjnych z numerami telefonów i faksów, jakie znalazłem w Internecie, jeden był przy innej ulicy, drugi w ogóle nie istniał a trzeci został zlikwidowany pięć lat wcześniej), decydującej o tym, czy poświęcamy godziny i dni na szukanie adresu, dodzwonienie się, uzyskanie ważnych informacji.

Mamy za to dużo o demontażu Trybunału pilnującego porządku prawnego (Dura lex, sed lex), o eutanazji urzędniczej służby cywilnej (gdzie są konkursy na stanowiska i wymagania, a nie odręczne mianowania za wierność i zasługi), przejmowaniu przez partię stadnin końskich, którym świat nie szczędził pochwał. I tak dalej.

Po nocach śni mi się mężczyzna ze sztywną deską poglądów zamiast pleców oraz grymasem gniewu i potępienia zamiast uśmiechu i zachęty. Za nim kroczą zgodnie wierne klony. Też mężczyźni.

Dzień Mężczyzny w tym roku nie jest najlepszą propozycją.

Michael Tequila: „SĘDZIA OD ŚWIĘTEGO JERZEGO”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Konie, dyrektorzy, rządowy plan sanacji stadniny państwowej.

Entrée_de_l_empereur_Charles_IV_à_Saint-Denis by Jean Fouquet
Wobec nieuzasadnionych napaści gorszej części społeczeństwa na nowego dyrektora stadniny koni, rząd opracował plan sanacji stadniny. „Sanacja” znaczy „uzdrowienie”. Jest to określenie zgodne z tradycją narodową oraz dążeniem partii rządzącej (oby żyła wiecznie!) do uszczęśliwienia narodu.

– Poprzedni dyrektor stadniny takiego planu nie miał. Nie miał żadnego planu. Rządził stadniną kierując się węchem i intuicją. – Wyjaśnił rzeczowo nowy dyrektor.

– My kierujemy się zasadami prawa i moralności. Minister Rolnictwa i Minister Sprawiedliwości przygotowują już akt oskarżenia przeciw staremu dyrektorowi oraz koniom, które uczestniczyły w spisku. Okazało się, że w stadninie zorganizowano spisek przeciwko nam, uczciwym obywatelom. Podejrzane są pewne organizacje i grupy społeczne. Nic więcej państwu nie mogę powiedzieć. – Oświadczył nowy dyrektor, po czym zamilkł, aby oddać się wspomnieniom z czasów PRL-u, a konkretnie stosunkowi towarzysza Gomułki do koni, które uważał za darmozjady zżerające owies należny w postaci płatków śniadaniowych dzieciom chłopów i robotników.

– Sam plan sanacji jest prosty, ale skuteczny. – Dyrektor podjął wątek zagubiony w zamyśleniu. – Realizujemy go w trudnych warunkach. Poprzednia ekipa rządząca, Platforma Obywatelska, zostawiła po sobie kupę gnoju rzekomo do produkcji nawozu organicznego pod pieczarki. To jest jawne kłamstwo. Kto by jadł pieczarki wyprodukowane na nawozie końskim!? – Dyrektor zarżał serdecznie.

– Proszę nie dziwić się, że śmiech mi się zmienił. Nie znam się na koniach, ale znam się na ekonomii i psychologii. To dzięki tej wiedzy mianowano mnie na to stanowisko, abym ratował, co się da uratować. Umiem myśleć i wczuwam się w nową rolę. Musimy lepiej rozumieć konie. Było zbyt wiele skarg z ich strony. Wykorzystam moje kwalifikacje, aby ulżyć ich doli. Zamiast batem i ostrogami będę motywować je łagodną perswazją do wyższej źrebaczności. Bez rozwoju demograficznego stadniny koni pozostaniemy w tyle za Europą. Myślimy o programie „600” dla koni, aby zachęcić je do większej rozrodczości. Znaczy się 600 kostek cukru miesięcznie. Francuzi stworzyli taki program dla kóz. Tylko oni dają im kostki soli. Wie pan, ile teraz Francja produkuje koziego sera?

– Dlaczego nie program „500”? Mamy już udany precedens. – Rzucił reporter, jedyny, jakiemu udało się dotrzeć na konferencję prasową. Inni nie zdążyli przyjechać. Dyrektor prawdopodobnie nie dosłyszał pytania, ponieważ nic nie odpowiedział.

– Kto będzie uczestniczyć w planie sanacji stadniny? – Reporter rzucił pytanie.

– Rozpisaliśmy role. – Podjął dyrektor. – Nie znam się na hodowli zwierząt, ale znam się na liczbach i jestem w dobrej kondycji. Będę biegać razem z końmi; by poprawić ich kondycję. Poprzedni dyrektor fatalnie ją zaniedbał. W ogóle nie biegał. Przy okazji policzę wszystkie konie, bo sporo rozkradziono. Zrobię też inwentaryzację, ilu koniom sfałszowano dokumenty.

– Jak to? Czy to możliwe? – Wydusił z siebie reporter.

– Podejrzewaliśmy, że w stadninie są – dyrektor zniżył glos – lewe Araby. Pan wie, co to znaczy!? Nasze organy bezpieczeństwa podjęły natychmiast dochodzenie i założyły podsłuchy. Efekty nie kazały na siebie czekać. Pragnę zapewnic wszystkich Polaków, w kraju i za granicą, że mogą już czuć się bezpiecznie. Odesłałem już do Kataru ogiera przebywającego u nas rzekomo na leczeniu. Jak poinformował mnie pan Prezes, za ta aferą stoją pewni ludzie oraz pewne organizacje usiłujące nas poniżyć i zdezorganizować.

– Co jeszcze planuje pan zrobić?

Razem z Ministrem Środowiska pochylimy nad uciążliwością zapachową, o której pan Minister wspomniał ostatnio w telewizji. To poważne wyzwanie dla stadniny, naszego rządu oraz Sejmu pracujących nocami, aby dotrzymać obietnic wyborczych. Robimy bokami, a mimo to w kraju śmierdzi. Uciążliwość zapachowa to temat tak trudy, że nasz rząd będzie mógł go podjąć dopiero w 2026 roku. Teraz mamy pilniejsze zadania: budowy społeczeństwa naprawdę patriotycznego, nowej historii oraz stworzenia nowej moralności.

– A co z patriotyzmem koni? – Zawołam zachwycony wyjaśnieniami redaktor.

– O patriotyzmie koni nawet nie wspominam. Sam się nimi zajmę, bo doskonale znam się na ekonomii i psychologii. Będę z nimi biegać, liczyć je i motywować. Koń polski nie będzie naszym wrogiem.

Michael Tequila: „SĘDZIA OD ŚWIĘTEGO JERZEGO”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Rzeczpospolita Końska Nr 4. Walka z bezrobociem, ostro z kopyta.

Knights and horses, autor Matthew Paris, public domainCytat: „Nie chcę, lecz muszę (pisać)”.

„Koń doskonale wpisuje się w naszą tradycję i politykę historyczną”. – Legendarny Prezes, dobroczyńca narodu, czciciel przeszłości, władzy i praworządności zakończył przemówienie. Wybuchła burza oklasków, serdeczna, szalona, wielbiąca. Ludzie kochają go. Gdzieś w oddali dało się słyszeć rżenie uszczęśliwionych zwierząt.

Po zejściu z wielkiej mównicy skromnej wielkości mówca podszedł do małego stolika i jednym zamachem ręki podpisał dwie nominacje na stanowiska dyrektorskie w państwowych stadninach koni.

„Co państwowe, to nasze”. – Pomyślał. Towarzyszyła mu Pani Premier. Też tak pomyślała.

Jeśli chodzi o dobrze płatną pracę to najlepszą agencją zatrudnienia jest obecnie PiS. Kusi mnie ta organizacja. Myślę, aby zapisać się do rządu. Zawsze chciałem być szlachetny i bogaty. Żona kiedyś mi wypominała – jakież to bolesne dla ambitnego człowieka – ten milion złotych, jaki obiecałem rzucić jej do stóp. Szeleszczące nowe banknoty i wielkie pudło dźwięcznego bilonu. Tylko setki i dwusetki. Słyszę w nich złote ostrogi, skrzydła i chorągwie, husarskie i szwoleżerskie. Całkowita, patriotyczna jedność: historia, tradycja, rząd, stanowiska, pieniądze.

Nowy dyrektor stadniny koni, dużo, dużo lepszy od poprzednika, przybył do pracy. Nigdy wcześniej tu nie był. Rozejrzał się z ciekawością. Popatrzył na Araby, które źle mu się skojarzyły (z Arabskim), i Arabki, które dobrze mu się skojarzyły (z niewybuchową kobiecością), potem popatrzył na kupę parującego, ciepłego końskiego nawozu, wciągnął w płuca powietrze i głośno wypowiedział przysięgę wyższych partyjnych urzędników państwowych: „To będzie moje nowe hobby”. Chciał jeszcze dodać: „Tak mi dopomóż Bóg!”, ale uznał, że z błogosławieństwem Pana Prezesa też sobie poradzi.

Kilkanaście godzin później, po północy, w porze nadzwyczajnej wydajności pracy zgodnej z najnowszym regulaminem parlamentarnie-rządowym, dyrektor wystosował list dziękczynny z kopią: „Do wiadomości Pani Premier”.

„Wielce Szanowny Pani Prezesie! Stadnina koni, zaniedbywana przez osiem lat przez Platformę Obywatelską, jest w totalnej ruinie. Konie jednak przeżyły. Pragnę Pana zapewnić, że pod moim kierownictwem staną się one większe i jeszcze bardziej szlachetne, będą miały dłuższe nogi, tęższe łby i mocniejsze kopyta, aby przynosić krajowi niekończący się strumień zaszczytów i dewiz”.

Jego serce wypełniło dziękczynne rżenie. Po chwili namysłu, dopisał:

„P.S. Jeśli będzie Pan sobie życzyć, to konika biłgorajskiego i tarpana też doprowadzę do właściwych rozmiarów”.

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Australia, happy hour. Polska, polityka i zwierzęta.

Psy staroegipskie Tesem couple Wikimedia Commons
Jest piątek. Piszę krótko i dosadnie, choć mógłbym rozwlekle. O zwyczajach, zwierzętach, których widok sprawia mi radość, oraz o niektórych (pożal się Boże) politykach zesłanych społeczeństwu przez los w charakterze bicza bożego za to, że dopuściło ich do władzy. W tym momencie wspomnień proszę was, Drodzy Czytelnicy, o wspólną wieczorną śpiewną modlitwę: Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie!

Dzień zaczął się obiecująco. Kupiłem gazetę, położyłem na ladzie i płaciłem, kiedy odezwał się mężczyzna obok:

– Cieszę się, że ktoś jeszcze czyta „Gazetę Wyborcza”. Też się ucieszyłem, że jest taki ktoś oprócz mnie. Wyszliśmy razem. Idąc w tym samym kierunku rozmawialiśmy o polityce i politykach. Pies mojego towarzysza drogi i czytania nic niestety nie mówił, tylko na końcu mruknął: Szkoda strzępić język.

– Mądre zwierzę. – Rozsądnie pomyślałem.

Rozpoznaliśmy sytuację polityczną; była żałobna, źle się kojarzy. Do tego stopnia, że chcieliśmy rzucić paskudnym mięsem kilka razy, lecz zaistniała obawa, że pies chwyci, zje i zejdzie śmiertelnie. I to z powodu polityki. Jad w niej zawarty jest nie do strawienia nawet dla zwierzęcia.

Dyskusją nic niestety nie załatwiliśmy, lecz połączyły nas poglądy. Ten prosty, obywatelski sojusz przyjęliśmy jako dobry początek dnia.

Jest nadal piątek, dokładnie godzina 17.00. W Australii o tej porze zaczyna się „happy hour”. Pamiętam te imprezy. Pracownicy opuszczają miejsce pracy i jak pracowite lemingi ciągną zgodnie do najbliższego pubu, aby bratać się w radosnym nastroju.

U nas z brataniem jest dużo gorzej, nawet z własnym bratem. Z jednym się bratam, drugi mnie odrzucił i nawet nie powiedział dlaczego. Tylko rządzący są mi życzliwi, głownie w tym sensie, że wiem, że nic nie trwa wiecznie. Szkoda, że oni tego nie wiedzą, zwłaszcza jeden, ten taki, dla którego zbudowano nowe mównice powiększono garnitur z przodu, aby zmieścił brzuch dobrobytu, jaki słowem i czynem niesie w darze narodowi. Jego słowa często rozumiem, czyny kojarzą mi się natomiast z czynownikiem. To chyba coś ze Wschodu.

Biegałem w lesie. Jak zwykle, oprócz drzew, ciszy i śmieci byli tam także ludzie i psy. Nic mnie tak nie cieszy, jak psy. Dzisiejsze mijane spotkania z psami i ich właścicielkami zachęciły mnie do napisania tego blogu.

Pies w języku pisanym i mówionym różnie się kojarzy: pod psem, pieski świat, pies na kobiety (dobre!), warczeć, odszczekać coś (ten termin powinien znaleźć się obowiązkowo w regulaminie Sejmu), kaganiec (to też powinno być na wyposażeniu rzeczonej instytucji, idealnie z regulacją głośności), pies z kulawą nogą, pies ogrodnika, co to sam nie zje i nie da, psy szczekają, a karawana idzie dalej, francuski piesek (tylko, jeśli masz salony), nie dla psa kiełbasa, no i najbardziej nieproduktywne „pies, który dużo szczeka, mało mleka daje”. Jak widać, człowiek nie jest psu życzliwy, a przecież jest to istota niezwykle udana.

Liczne przykłady pozytywnych zachowań zwierząt oraz przykłady fatalnych zachowań ludzi zwanych wybrańcami narodu, tych deliberujących nocą i tych szybkopiszących, rozstrajają mnie. Nie wiem, dlaczego jeden i drugi wybraniec łże jak pies, i kiedy czyni to w jakimś celu, a kiedy zupełnie bez celu. To mnie dezorientuje i deprawuje do tego stopnia, że czasem warczę na siebie patrząc w lustro. Deprawacja polityczna tylko pogłębia mój i tak już przykry charakter.

Psów się nie boję, lubię je, a one to wiedzą. Lubię także właścicieli psów, a jeśli tego nie wiedzą, to im to mówię. Nie jest to kompletny opis sytuacji, gdyż w grę wchodzi także nasza rodzima, ojczysta, niesponsorowana zza granicy, wszechobecna wielka polityka, wciskająca się w oczy jak pustynny piasek w czasie burzy.

Zwierzęta związane z polityką mogą być niebezpieczne. Gdybym spotkał pewnego wielce szacownego prezesa (poznaję go po tym, że wyznawcy jego kaznodziejskich teorii i praktyk podchodzą do niego na palcach, pochylają się i dyskretnie całują w rękę łaskawą w zaszczyty i kary), gdybym go spotkał z psem, to bałbym się, że jest podobnie nieobliczalny; znaczy się pies, bo zwierzęta szarych eminencji z racji wspólnego zamieszkania upodabniają się nierozważnie do właścicieli i cierpią już do końca życia.

Psie życie. Psia mać!

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Nowy właściciel, nowa telewizja, nowy teatr czyli sześć w jednym.

Teatr Kabuki, Odori Keiyo Edo e no sakae, autor Toyokuni Utagawa III
Mamy nową telewizję. Nie jest to produkt importowany z Chin, lecz lokalny, bardzo udany, niezwykle oryginalny. Widzowie mają gwarancję, że jest niezależny od wad i błędów w instrukcjach, i nie będzie się psuł. W razie czego wymieni się jeden czy drugi komponent i znowu będzie działać.

Gwarantem niezawodności i jakości nowej telewizji jest znana firma, zajmująca się dotychczas wynalazkami i reklamą. Wynalazła kiedyś zagubionego krewnego, zdaje się wujka, sierotę, o którym nikt wcześniej nie słyszał. Służył w tej samej formacji wojskowej, co dobry wojak Szwejk, ukrywający się tam razem z Jarosławem Haszkiem. Wujek okazał się prawdziwy i obrósł w legendę. Wynalazcę nie wiadomo dlaczego wyrzucono z wytwórni wynalazków i reklamy, gdzie pracował, potem znowu przyjęto. Okazał się przejściowym synem marnotrawnym.

W teatrze telewizyjnym wszystko się zmieniło na lepsze, zwłaszcza pejzarze. Pejzaż pisze się teraz przez „rz”, bo zmieniły się zasady ortografii. Nowa telewizja wystawia nową sztukę, a właściwie serial, pod tytułem „Groteska nieprzewidywalna”.

Akcja serialu dzieje się w Hollywood, gdzie sny stają się marzeniami, a marzenia rzeczywistością. Być może jest to jednak Bollywood, w Indiach, gdzie produkuje się najwięcej filmów na świecie. Trudno to wszystko rozeznać i zapamiętać. W Bollywood żyje pół miliarda ogłupiałych widzów i kilku bogatych producentów i reżyserów, organizujących społeczeństwu upragnione przez nich igrzyska, a sobie przyjęcia i fajerwerki.

To, co w telewizji było już wcześniej pomieszane, pomieszało się jeszcze bardziej, ale na lepsze, z korzyścią dla widza. Sam sypiam teraz doskonale, choć chodzę po nocach, pocę się intensywnie i niepokoję, czy ktoś kiedyś wynajdzie syrop na szalejącą, niebezpieczną epidemię grypy. Śnią mi się tłumy widzów, których nie ma, na ulicach, które są. Tytuł serialu jest znany, podobnie jak początek. Nieznany jest tylko środek i koniec. Jeśli w ogóle jest zakończenie.

W nowym kalejdoskopie teatralnym życie układa się coraz wyraźniej, dla poważnej części widzów życzliwie i rozwojowo, choć ich widownia trochę kurczy. Jak zapewnia reżyser o nieposkromionej wyobraźni, który jest także producentem, układ szkiełek w kalejdoskopie daje się przesypywać w dowolnym kierunku.

– W ten sposób mogę tworzyć nowe kompozycje i konfiguracje, zimowe, letnie, zabawne, smutne, prawdziwe i oryginalnie zakłamane. Celowo to wszystko przemieszałem, literaturę z teatrem, reportaż z fikcją. – Wyjaśnia z dumą. Nie wszyscy go rozumieją.

Są nowe postacie. Teatr znał je od dawna, ja nie. Może to niezbyt dokładnie powiedziane, że nowe, bo starzejące się. Pierwsza to Król Ubu, postać historyczna, zdecydowana; po scenie chodzi wolno i statecznie. Brzuch mu rośnie, ponieważ ciężko pracuje i ma mało czasu na sport. Nie wiadomo, czy celowo nie wyreżyserował tego wyglądu, aby wzbudzić szacunek.

Spektakl jest pełen cudów. Kobiety grają w nim mężczyzn, a mężczyźni kobiety. Zupełnie jak w japońskim teatrze kabuki, gdzie aktorzy noszą maski.

Spektakl jest frajdą dla widzów, o których słyszałem, że są jedynymi naturalnymi odmieńcami w Europie, choć nie wszyscy z nich o tym wiedzą. A może wiedzą, ale udają, bo to taki jest trend nowoczesnego teatru.

To wszystko śniło mi się oczywiście. Sam nie wymyśliłbym tego.

O prawdach i łgarstwach noworocznych. Bez polityki i na trzeźwo.

W południe przespałem się. Sjesta. Obudziłem się jak osesek po kieliszku ciepłego mleka prosto od piersi. Byłem twórczy. Wymyśliłem powiedzenie: „Dom bez mężczyzny jest jak ogród bez kwiatów”. Przyszło mi to z łatwością.Nie męczyłem się jak inni po nocach. Wymysł jednak średnio oryginalny, bo kobieta, którą dobrze znam, nie zachwyciła się.

Kobietom ogrody i kwiaty kojarzą się chyba głównie z kobietami. W każdej grupie społecznej są zboczeńcy. O niektórych ostatnio pisałem, ale zaniechałem. Porzuciłem tę uprawę, bo ziemia jest twarda i trudno pracować. Motyczka się łamie, chyba na kłamstwach.

Nie tylko dzieci lubią piersi. Jest w tym niesprawiedliwość zabawowa. „Pan Bóg stworzył piersi kobiece dla dzieci, ale bawią się nimi dorośli”. To nie moje powiedzenie, ale też ładne. Lubię piękno.

Czasem mówię kobietom: „Proszę nie wierzyć mężczyznom, bo kłamią. Nawet jak mówią prawdę”. To moje. Mało rodzę, ale to akurat urodziłem. Bez pieszczot i interwencji. I bez dotacji NFZ, na zasadzie: „Radź sobie sam”.

Po wypowiedzeniu powyższej sentencji obserwuję kobietę. Jedna uśmiecha się, inna chwilę zastanawia się, jeszcze inna entuzjazmuje, jakie to niezwykle trafne. Wtedy dodaję:, „Ale kobiety robią to lepiej!”. Reakcje bywają różne, przeważnie pozytywne.

Z poczuciem humoru niektórzy mają więcej szczęścia, inni mniej. Najgorsze, że nie jest ono zaraźliwe. Epidemia bardzo by się nam przydała. Choć prawdopodobnie ktoś szybko wymyśliłby szczepionkę i reklamy w telewizji.

Reklamy leków to u nas normalność. Chorobliwa, ponieważ reklama sugeruje, że coś ci dolega. Ludzi robią sobie różne uzurpacje. Przypomina mi się napis na grobie hipochondryka. „A nie mówiłem, że jestem chory”.

W Australii reklamy leków są zakazane. Mądre społeczeństwo, nie tylko pod tym względem. Wymyślili i z powodzeniem praktykują uprzejmość. Bezinteresowną, spontaniczną, naturalną. I uproszczone procedury urzędnicze. Bez pieczątek, wystarczy podpis. My też do tego dojdziemy, choć nie jest to łatwe, bo klimat jest u nas surowszy. Wciąż ciągnie zimno z lat 1945 – 1989.
Nawet młodzi ludzie bywają wyziębieni grzecznościowo, mimo, że urodzili się i wychowali już w nowym czasie. Psują ich dziadkowie i rodzice. Tych najstraszniejszych pokazują w telewizji. Pracują nocami, choć nie muszą. Coś szybko uchwalą, a potem długo chwalą. To nowi stachanowcy. Cytuję Wikipedię: „Stachanow w nocy z 30/31 sierpnia 1935 r., podczas jednej zmiany w kopalni Centralnaja-Irmino, wykonał 1475% normy (tj. wydobył 102 tony węgla)”. To bogata i w istocie niesamowita idea. Patrz Wikipedia.

Biegałem dzisiaj pół godziny. Nie jest to prawdą, bo tylko piętnaście minut. Drugie piętnaście to szybki spacer. Łatwo jest mówić prawdę, kiedy nie boli. Z bieganiem nie przesadzam, chcę jeszcze trochę pożyć. Z kłamstwem jest inaczej, noworoczne nie noworoczne. Nie skraca życia. A szkoda.

Na drogach i ścieżkach w pobliżu osiedla mnóstwo wypalonych petard. Całe puszki i pojedyncze sztuki. Jesteśmy ludźmi, bo nawet świnia nie świni. Dlatego lubię zwierzęta.

Na zakończenie, tysięczne życzenia szczęścia i pomyślności w 2016. Obyśmy zdrowi byli i dostatecznie przytomni, aby nie oglądać za dużo telewizji i nie siedzieć w Internecie. Mówię to do siebie. Niemyślenie dobrze mi robi. Innym chyba też.

Chodzę pijany ze szczęścia i przewiduję

Chodzę pijany ze szczęścia. Zarzuciłem sześciomedalowy szampan „Russkoje Igristoje”, w zamian poję się wiadomościami politycznymi: o dalszej promocji prezydenta przysłowiem „Dudy w miech”, przyszłej premier przysłowiem „Wylazło szydło z worka”, obecnej premier hasłem „PKP przyszłości” i o Jarosławie Kaczyńskim, niepromowanym, lecz promującym nienaganne maniery, ciemne garnitury, ciasne uśmiechy i deski do prasowania zamiast pleców. Ostatnio stał się bardziej pobożny, odmawia przemówień cywilnych koncentrując się na udzielaniu błogosławieństw z ambon kościelnych. Stojąc wysoko, wydaje się jeszcze wyższy. Jest dla wszystkich przykładem, jak rosnąć.

Rozmawiam z Iwanem Iwanowiczem Iwanczynem o przyszłości kraju.

– Będzie dobrze. – Entuzjazmuje się.

– A jak kościół namiesza wielką chochlą w kotle polityki i wszystko zmieni?

– To może być źle, ale i tak będzie lepiej, ponieważ naród oczekuje zmiany. Tak czy inaczej nic się nie zmieni z wyjątkiem sądów, emerytur, kontrolowanych zakupów i sprzedaży, rządu, prezesów, marszałków, konstytucji, JOWwów, składu Sejmu, podręczników szkolnych, eutanazji, euro oraz in vitro, które stanie się out vitro.

Teraz trochę prognoz. W październiku przewiduję dwa kondukty w Warszawie: jeden żałobny, drugi weselny, z pytaniami, która partia będzie szła w którym. Będą grane i śpiewane dwa wielkie dzieła muzyczne: żałobne Requiem Mozarta oraz marsz weselny Mendelssohna, obydwa w wykonaniu Pawła Kukiza i jego nowej orkiestry symfonicznej. Widzę już, jak między konduktami biega Zjednoczona Pomieszana Lewica, dumne PSL, świeże jak kwiat Niezależni.PL oraz Korwin-Mikke z pytaniami na spieczonych ustach: Ty do domu weselnego czy na stypę? Meteorolodzy zapowiadają burzliwą imprezę kulturalną połączoną z piorunami radosnych powitań i deszczami żałosnych pożegnań.

PS. Nie czekaj październikowej literatury wakacyjnej, bo może być za późno. Kup sobie lub w upominku powieść: Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego. Wielka treść wakacyjno-polityczno-kryminalna, cena 17 do 23 zł. Zasługujesz na to! Czytanie poprawi ci cerę, humor i zmniejszy zmarszczki pod oczami. Sam przeczytałem i czuję się dużo lepiej. Kup teraz, zanim poczta dostarczy ci drugą Grecję do spłacenia!

Informacja o zmianie miejsca blogowania. Ważne!

Pragnę poinformować Wszystkich Czytelników, że zmieniam miejsce blogowania. Odkryłem w sobie ducha dziennikarstwa społecznego i udzielam się teraz na portalu www.wiadomosci24.pl pod tym samym imieniem „Michael Tequila”.

Poniżej przedstawiam link do ostatniego (dzisiejszego) artykułu.

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/o_pragnieniu_zmiany_jako_sile_motorycznej_wyborow_prezydenckich_331303.html

Jeśli zechcecie Państwo mnie czytać i komentować, na co bardzo liczę, proszę zaglądać na www.wiadomosci24.pl wpisując w wyszukiwarce portalu (u góry po prawej stronie) „Michael Tequila”.

Pozdrawiam serdecznie,

Michael Tequila

 

PS. Zachęcam również do przeczytania mojej powieści, która przedstawia literacką, bardziej dramatyczną opcję wydarzeń zbliżonych do wyborów prezydenckich 2015. Powieść jest dostępna w księgarniach w wersji drukowanej i elektronicznej (ebooka).

Poniżej zamieszczam linki do dwóch najnowszych recenzji:

http://www.kolegaliterat.pl/michael-tequilla-sedzia-od-swietego-jerzego/

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/recenzja_sedziego_od_swietego_jerzego_michaela_tequili_329971.html

O pięcioletnim szczęściu narodu

Naród podzielił się na dwie części jak nierówne połowy jabłka. Jedni głosowali na Andrzeja Dudę, drudzy na Bronisława Komorowskiego. Jeśli wierzyć wypowiedziom internautów, to obydwaj kłamali jak najęci i byli agresywni. Logicznie wynikałoby z tego, że ktokolwiek nie wygrał to kłamca i osoba gwałtowna.

Wygrał lepszy zgodnie z teorią Darwina. Współcześnie znaczy to głośniejszy i młodszy. To mnie uspokoiło, bo też wierzę w młodość, aczkolwiek głosowałem na starość. Ale to był błąd, który muszę jeszcze sobie wybaczyć.

Serdecznie gratuluję osobom z najbliższej rodziny, bliskim memu skołatanemu z wrażeń sercu. Postawili na lepszego konia, który tylko na początku był czarny. Teraz nobilitowany szlachectwem tytułu prezydenckiego jest biały. Akceptuję go w pełni jako głowę państwa i podobnie jak oni oczekuję zmian na lepsze, o jakich mówił obficie i szczerze obiecał. Ponieważ jest on osobą mającą szacunek dla stanowiska głowy państwa, wobec tego życzę mu, aby i o nim mówiono – kiedy już będzie odchodził – równie miłe słowa, jakie sam kierował pod adresem ustępującej głowy państwa.

Proszę o informowanie mnie o każdej zmianie na lepsze, abym nic nie przeoczył. Już cieszę się, że przyniosą one mnóstwo satysfakcji zwłaszcza tym osobom, które z największym przekonaniem popierały nowowybranego prezydenta.  

Podobnie jak Paweł Kukiz jestem tak bardzo pod wrażeniem głównej wygranej w totolotku prezydenckim, że również udaję się na kilkudniowy wypoczynek. Pan Kukiz będzie nabierać sił, aby stać się siłą polityczną w najbliższych wyborach parlamentarnych. Czekam na to z utęsknieniem, ale nie martwię się, bo znowu mogę się mylić. W myleniu się jestem ostatnio dobry.

W proroczej części moich snów widzę ambitny naród polski na szerokiej drodze zmian ku lepszemu. Serdecznie gratuluję wszystkim, którzy zostaną uszczęśliwieni. 

Mam prawo czuć się skołowany

Generalnie wyłączyłem się z dyskusji na temat wyborów, zmęczyli mnie obydwaj kandydaci. Dzięki ich zmęczeniu kraj jednak posunął się do przodu. Kilka tygodni kampanii + kandydat Kukiz ujawnili poziom rozgoryczenia dużej części społeczeństwa, zwłaszcza ludzi młodych. To nie było takie widoczne wcześniej.

Głosować oczywiście będę na mojego kandydata Komorowskiego. Uważam, że otrzymał dobrą nauczkę, on i PO, aby żywiej myśleć i działać w nowej kadencji. Ludzie czasem potrzebują kopniaka od życia, aby zrozumieć, co się dzieje. Jeśli wygra, nie będzie mieć już więcej kadencji. W takich sytuacjach prezydenci stają się bardziej niezależni od swojej bazy politycznej. To też może mu pomóc.

Rozmawiałem o tym wszystkim z Iwanem Iwanowiczem, kiedy spłynęła na nas niby błogosławieństwo ojca Rydzyka lista osób, którzy także głosują na kandydata B. Komorowskiego.

Politycy: Aleksander Kwaśniewski, Lech Wałęsa, Cimoszewicz Włodzimierz i 5 byłych ministrów spraw zagranicznych:  http://wiadomosci.onet.pl/kraj/list-otwarty-bylych-szefow-msz-ws-polityki-zagranicznej-kraju/8wmgqd  

Aktorzy, reżyserzy, ludzie estrady: Bajon Filip, Bałtroczyk Piotr, Barciś Artur, Boczarska Magdalena, Chyra Andrzej, Czartoryska-Niemczycka Anna, Fedorowicz Jacek, Figura Katarzyna, Frycz Olga, Gajos Janusz, Grabowski Andrzej, Hoffman Jerzy, Holland Agnieszka, Jackowska Kora, Janda Krystyna, Karolak Tomasz, Kayah, Kowalewski Krzysztof, Krall Hanna, Lis Tomasz, Łukaszewicz Olgierd, Materna Krzysztof, Mleczko Andrzej, Młynarski Wojciech, Nehrebecka Anna, Olbrychski Daniel, Opania Marian, Penderecki Krzysztof, Pszoniak Wojciech, Seweryn Andrzej, Skolimowski Jerzy, Szaflarska Danuta, Turnau Grzegorz, Tym Stanisław, Wajda Andrzej, Wojewódzki Kuba, Zachwatowicz Krystyna, Zamachowski Zbigniew.

Sportowcy: Fortuna Wojciech, Gortat Marcin, Hołowczyc Krzysztof, Jędrzejczak Otylia, Korzeniowski Robert, Kuśnierewicz Mateusz, Michalczewski Dariusz, Saleta Przemysław, Sonik Rafał, Szewińska Irena, Szurkowski Ryszard, Wszoła Jacek, Zasada Sobiesław. 

Popatrzyliśmy sobie w oczy i zapytaliśmy się: Oni także się mylą?

Potem spłynęła na nas druga lista, tym razem poparcia znanych postaci dla kandydata Dudy/PiS: Pietrzak Jan, Rewiński Janusz „Siara”, Zelnik Jerzy. Nie wiem, ilu sportowców wybitnych sportowców popiera tego kandydata i stojącą za nim formacje polityczną. 

Zadaję sobie pytanie: czy naprawdę mam prawo czuć się skołowany?

 

 

 

Wyścig Szczurów i Smoka

Zaniedbałem się, ale nie bez powodu. Opóźniłem się z blogiem o dwa dni, ponieważ w powietrzu wiszą zmiany i musiałem wysilić swój węch, aby wyczuć, w jakim kierunku one zmierzają. Pytania: Co będzie, jeśli spełnią spełnia się scenariusze, i co będzie, jeśli się nie spełnią, tak mnie przytłoczyły dzisiaj, że po śniadaniu, obfitszym niż zwykle, przysnąłem, aby dośnić sny przedziwne, jakimi karią mnie od dwóch dnia kandydaci na prezydenta, wyborcy i telewizja.

Oto moje podsumowanie wydarzeń i myśli.

Ogórek, z której kandydowania wyszła zupa ogórkowa, do wypicia przez Leszka Millera, nalegała w ostatniej mowie oskarżycielskiej, że Polska nie jest jeszcze przygotowana, podobnie jak Stany Zjednoczone, na pierwszą kobietę-prezydenta. Leszek Miller dodal, że było to zwycięstwo, którego społeczeństwo nie zrozumiało. Kandydatkę uznałem za najbardziej bezczelną i rozczarowującą babę (pardon le mot, szukałem lepszego słowa w słownikach i encyklopediach, ale nie znalazłem) w polityce, o jakiej słyszałem w życiu. Spisałem ją na straty na wszystkich frontach.

Kukiz. Sukces nadzwyczajny, ponad 20-procentowe poparcie, którym kandydat upił się na scenie i zaczął śpiewać. Śpiewanie dobrze mu wychodzi. Nie rokuję mu jednak dalszych sukcesów, z bardzo prostego względu: nadzieje zmian, jakie obudził w społeczeństwie, są abstrakcyjnie niekonkretne. Ma zmienić ustrój, ordynację wyborczą, konstytucję, rząd, parlament, prawo (i lewo?), wszystko. Kiedy jednak zapytać popierające go osoby, na co konkretnie ma to wszystko zmienić, nikt nie ma pojęcia, co i jak Wielki Kukiz uczyni. Jednomandatowe okręgi wyborcze, tak jak działa ten system, jeszcze bardziej zabetonuje scenę polityczną, ponieważ sprzyja wielkim partiom, czyli PO i PiS, ale on o tym jeszcze nie wie, a jeszcze mniej wiedzą jego zwolennicy. A ustrój polityczny? Jaki nowy ustrój? Kapitalizm muzyczny? Feudalizm? Bo chyba nie demokracja, która się tak fatalnie przejadła? A konstytucja? Co dokładnie zmieni się w konstytucji i jak ta zmiana zajdzie, skoro do zmiany konstytucji potrzeba dwie trzecie głosów, czyli 66 % parlamentarzystów, a on ma poparcie 20%, i mówi "nie" zarówno PO jak i PiS-owi? Ciekawe, bardzo ciekawe! A najciekawsze jest to, że z grupy ludzi młodych od szkoły średniej po studia wyższe, popiera jego jednego aż 40 %. Imponujące! Teraz wiem, że są to ludzie zdecydowanie pragnący zmian, przeciwnicy obecnych układów partyjnych, rządu i prezydenta, bez najmniejszego pojęcia, co i jak dokładnie należy zmienić. Cudowne!

Andrzej Duda urodzony jest pod znakiem Szczura według horoskopu chińskiego, sprzyjającemu mu w tym roku w skali 7 na 10. Bronisław Komorowski urodzony jest pod znakiem Smoka, a horoskop chiński sprzyja mu w stopniu 8 na 10. Zapowiada się więc pasjonujący wyścig Szczurów i Smoka, zważywszy, że za Andrzejem Dudą stoi Jarosław Kaczyński, też Szczur horoskopowy.

Obydwóm kandydatom na stanowisko prezydenta nowej kadencji daję szansę 50/50. Oczekuję, że po stronie Smoka zmobilizuje się mocniej PO i starsi wyborcy, którzy chyba lenili się uczestniczyć w pierwszej turze wyborów, a po stronie Szczura nastąpi wzmocnienie szeregów napływem zwolenników Kukiza, nie wszystkich, ale chyba większości. Jestem za wzmocnieniem roli referendów, obniżką kwoty wolnej od opodatkowania, w Polsce żenująco niskiej, jestem nawet za okręgami jednomandatowymi, jeśli doprowadzą one do dalszej konsolidacji sceny wyborczej. Im mniej szczurów w wyścigu na przyszłość, tym chyba lepiej. Propozycję Andrzeja Dudy obniżenia wieku emerytalnego uważam za chorą; wszystkie kraje na świecie wydłużają wiek emerytalny, a on chce go skrócić, w dodatku i tak nie jest w stanie tego zrobić, bo decyzję podejmuje parlament, nie prezydent. To oszukańczy chwyt kandydata Dudy.

Prezydent Komorowski wzmocni swoją pozycję, jeśli zamiast być wstrzemięźliwy w obietnicach, złoży ich więcej i obieca zmiany na lepsze, na przykład redukcji i poprawy pracy administracji państwowej, obniżki kwoty wolnej od podatków, rozbudowy sfery nowoczesnej gospodarki, bo dzisiejsi zbuntowani wyborcy pragną i oczekują zmian. Nie wiedzą wprawdzie jakich konkretnie, ani też nie zdają sobie sprawy, że siebie też powinni trochę zmienić na bardziej przedsiębiorczych i mądrzejszych, a nie oczekiwać pełni dobrodziejstw ludzkich i boskich wyłącznie od rządu i prezydenta. Nie ma takiego rządu na świecie, który zapewnia wszystkim pracę i szczęście osobiste. Towarzysz Lenin niestety odszedł już do mauzoleum.  

Co do mnie, będę głosować na Bronisława Komorowskiego, dysponującego doświadczeniem politycznym i rozwagą, który swoim własnym życiorysem udowodnił, że umie sprzeciwić się, jeśli zajdzie potrzeba, a w każdym razie przeciwdziałać trudnym wyzwaniom, na przykład temu, jakie narzuca Polsce i światu Prezydent Rosji, Putin. Jest to niejasne, wręcz mroczne zagrożenie, do którego Ogórek i Korwin Mikke wyciągali rękę z braterskim zrozumieniem.

Zagrożenie naszego bezpieczeństwa (a co najmniej stabilizacji) ze strony imperializmu rosyjskiego uważam za poważniejsze niż inne, w porównaniu na przykład z bezrobociem (spadającym), a nawet (pochylającym ludzi w dół) smutkiem smoleńskim, który w przypadku zwycięstwa Szczurów zyska szansę dalszego, bujnego rozwoju.