Liga Polskich Rodzin wraca do polityki

Poniższy materiał pochodzi w całości z  www.dorzeczy.pl

W latach 2005-2007 Liga Polskich Rodzin wraz z Prawem i Sprawiedliwością oraz Samoobroną tworzyła koalicję rządzącą. Po upadku rządu, LPR Romana Giertycha odszedł w cień. Teraz, mec. Giertych jawi się jako jeden z największych krytyków PiS, a LPR udziela oficjalnego poparcia Koalicji Europejskiej.

Poparcie dla Koalicji Europejskiej podczas zbliżających się wyborów wyraził obecny przewodniczący Ligi Polskich Rodzin, Witold Bałażak. „Ponieważ polska historia zna przypadki ponadpartyjnej, ponad światopoglądowej współpracy dla przeciwstawienia się dyktatorskim formom sprawowania władzy, wyrażamy uznanie dla powstałej i budowanej inicjatywy Koalicji Europejskiej, która ma za zadanie wygrać wybory do Parlamentu Europejskiego i odbudować należne Polsce miejsce oraz wzmocnić pozycję naszego Kraju na forum Unii Europejskiej” – czytamy w stanowisku rady politycznej LPR.

„Mając na uwadze dobro naszej Ojczyzny – będącej od 15 lat członkiem Unii Europejskiej – w tak skomplikowanej sytuacji geopolitycznej Europy i świata, apelujemy o wybór gwarantujący bezpieczeństwo Europy i powrót Polski do roli jednego z głównych filarów europejskiej polityki opartej na fundamencie zachodniej cywilizacji. Obecne okoliczności, przed którymi stajemy, jako Państwo i Naród, nie pozwalają na, bardzo bolesne i kosztowne, polityczne eksperymenty rodem z cywilizacji wschodniej, wiarę w już sprawdzone i niewiarygodne obietnice, czy demagogiczne i uwłaczające godności Polaków obiecanki wyborcze, obliczone wyłącznie na krótkoterminowy interes partyjny PiS.

Dlatego stanowczo apelujemy o wykreślenie z narodowych wyborczych kalkulacji ugrupowania Prawo i Sprawiedliwość wraz z ewentualnymi przystawkami, które z pewnością usankcjonowałyby naszą marginalizację w ramach UE, wzmocniły izolację na forum międzynarodowym, co w oczywisty sposób miałoby ujemny wpływ na wiarygodność, bezpieczeństwo, rozwój i pozycję Polski w Europie i świecie” – stwierdza LPR.

Do Koalicji Europejskiej należą Platforma Obywatelska, Polskie Stronnictwo Ludowe, Nowoczesna, Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz Zieloni. Akces do KE obok LPR złożyły też takie ugrupowania jak Teraz Ryszarda Petru, Socjaldemokracja Polska czy Unia Europejskich Demokratów. (Koniec cytatu)

Z Iwanem Iwanowiczem zadajemy sobie pytanie, dlaczego wszyscy sprzysięgli się przeciwko PiS. Może nie lubią siwych staruszków? Może nie podoba im się jakiś konkretny staruszek i to co on mówi?

1Shares

Z okazji Dnia Kobiet

Z okazji Dnia Kobiet, Dnia Wiosny oraz Dnia Miłosnych Uniesień, składam Wszystkim Paniom najserdeczniejsze życzenia zdrowia, szczęścia i pomyślności.

Paniom smutnym życzę radości, radosnym, aby takie pozostały, a wszystkim bez wyjątku życzę miłości, dzieci pięknych i mądrych, mężów i partnerów wiernych jak pingwin, czułych jak rybka i bogatych jak szejk arabski, także egzotycznych wycieczek

oraz uposażeń na poziomie dyrektorek departamentów Narodowego Banku Polskiego.

Do życzeń dołączam wiersz i wielkie, kwieciste Alleluja.
Michael Tequila

Kwietne szaleństwo

Czy są wdzięczniejsze polne kwiaty
nad polskie chabry, maki, bławaty?
Kolory w zboża dziki wiatr wwiewa,
Stwórca ogrody swoje obsiewa.

Na niwach tańczą wonne storczyki
wiatru słuchając cichej muzyki.
Kolorem lila płoną ostróżki,
drżą drobne listki, łodyżek nóżki.

Kwiat łąk podmokłych – żółte kaczeńce
jak panny chylą swych płatków wieńce.
W rosie się kąpie z wczesnego rana
kaczęcość wiatrem rozkołysana.

Gdy ciepłym latem idziesz miedzą
i wonność wdychasz – kwiaty cię śledzą,
ich dzikie piękno wzrok twój omamia,
czarem cię wabi i w siebie wchłania.

Oddaj się cały, odwróć swą rolę,
zamień niewolę w kwietną swawolę,
wśród łąk i lasów pachnących alej
rzuć się przed siebie, kwietnie oszalej!

Australia, Morphett Vale, 24 luty 1996
(Ze zbioru: Michael Tequila: „Oniemiałość”, przewidzianego do publikacji w 2019)

PS „wiernych jak pingwin, czułych jak rybka” to zapożyczenie z GS24.pl.

4Shares

Krótko o tym, co w trawie piszczy

Rozmawiałem dziś z Iwanem Iwanowiczem. Obydwaj lubimy wiedzieć, co w trawie piszczy.

Piszczy szczególnie w Warszawie, choć trawy jest jeszcze jak na lekarstwo. Zachwycaliśmy się przedsiębiorczością obywateli.

Cytuję Wyborczą (z grubsza):

Sondaż, którego wyniki publikuje dziś „Wyborcza”, nie pozostawia wątpliwości: większość Polaków negatywnie ocenia biznesowe działania prezesa PiS, związane z budową wartego 1,3 mld zł wieżowca na działce spółki Srebrna. Nie podoba się to nawet zwolennikom PiS. Blisko 60 proc. badanych przez CBOS Polaków uważa, że nagrania z partyjnej centrali przy Nowogrodzkiej stawiają prezesa PiS w złym świetle. Takie zdanie ma także 21 proc. wyborców PiS. Spośród ośmiu stwierdzeń, najlepiej podsumowujących to, co słychać na ujawnionych przez „Gazetę Wyborczą” „taśmach Kaczyńskiego”, ankietowani często wybierali zdania: „PiS nadużywa władzy, aby budować swoje zaplecze finansowe” oraz „Jarosław Kaczyński de facto podejmuje decyzje biznesowe, czego nie powinien robić”.

Rwiemy do przodu, Bracia i Siostry!

3Shares

Prywatna kronika Iwana Iwanowicza. Wyścig do Wielkiej Europy.

Drodzy Czytelnicy,

Przedstawiam próbkę tekstu powieści, której format, fabułę, styl, od kilku lat bezskutecznie staram się wypracować, aby była to dobra, interesująca i pouczająca lektura. Powieść ma formę kroniki opisującej w literacki, swobodny i nieco fantazyjny sposób to, co dzieje się wokół nas od roku 2015.

Będę wdzięczny za uwagi, komentarze, sugestie. Jeśli jest to coś zjadliwego (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), przekażcie link do tej strony swoim przyjaciołom i znajomym. Liczba wejść na stronę będzie najlepszym wskazaniem, czy moje wysiłki zasługują na kontynuację, czy też nie. Jest to ważne, ponieważ mogę poświęcić czas czemuś innemu. Mam co pisać, gdyż równolegle pracuję nad zbiorem opowiadań kryminalnych, który mógłbym opublikować jeszcze w tym roku.

Pozdrawiam serdecznie,

Michael Tequila

Iwan Iwanowicz sprężył się. Myślał. Od dawna nic nie zapisywał w swojej prywatnej kronice, a przecież działy się w kraju ważne rzeczy. Zbliżały się wybory do parlamentu Wielkiej Europy. PPD, Partia Powszechnego Dobrobytu, wystawiła mocnych kandydatów. Iwan Iwanowicz uznał to za niezwykle ważne wydarzenie, ponieważ Wielka Europa, WE, od dłuższego czasu błądziła, tkwiąc w starym sposobie myślenia, zagubiona w świecie wielkiej polityki, wielkich mocarstw i nowoczesnych technologii. Trzeba było sprowadzić ją na właściwe tory i nikt nie nadawał się do tego lepiej niż PPD.

– Tyle trzeba jeszcze zmienić na naszym kontynencie. – Iwan Iwanowicz westchnął i przyciągnął do siebie klawiaturę, aby wreszcie zacząć pisać.

Nie wiedział jak zacząć. Chciał, aby pamiętnik był nie tylko wyczerpującym rejestrem ważnych wydarzeń krajowych i zagranicznych, ale także, aby zapisy były wykonane interesującym, rzeczowym i pięknym językiem.

Udział kraju w wyborach do parlamentu Wielkiej Europy postanowił przedstawić w formie opisu wyścigu koni. Lubił konie. Sam kiedyś myślał o kupieniu sobie wierzchowca do jazdy konnej. Jeździł konno od czasu do czasu, bardzo mile wspominał te chwile. Pierwszy raz jechał z duszą na ramieniu. Było to w Alberti, w Ameryce Południowej, gdzie był na dłuższej wycieczce, kiedy posadzono go na czarnego jak diabeł młodego, pełnego energii wałacha. – Iwan Iwanowicz rozmarzył się. Popatrzył w okno, aby oderwać się od ubocznych myśli. Starał się zdyscyplinować swój umysł. Wrócił do pisania.

PPD wystawiła mocną drużynę. Obserwował ostatnią fazę nominacji kandydatów na kongresie tej partii. Podobało mu się. Najbardziej poruszyła go pieśń „My ze spalonych miast, my z głodujących wsi” zakończona słowami, „Dziś niczym, jutro wszystkim my”. Słowa „Dziś niczym, jutro wszystkim my” stały się hasłem kampanii wyborczej PPD do parlamentu wielkoeuropejskiego. Iwanowi Iwanowiczowi nie podobało się, że opozycja wyśmiewała to hasło przeinaczając je na „Dziś niczym, jutro jeszcze bardziej niczym my”.

Iwan Iwanowicz był demokratą, nie miał nic przeciwko opozycji, ale to akurat nie podobało mu się. Nie było w jego stylu. Starał się być obiektywny, choć czasem było to trudne. Był tego świadomy. Po cichu najczęściej sprzyjał PPD. Nie można powiedzieć, że lubił Naczelnika Kukułę, szefa partii, ale z pewnością cenił jego charakter i cechy przywódcze. Słabość Iwana Iwanowicza do PPD stała nieco w sprzeczności z jego deklarowaną obiektywnością. Nic na to nie mógł poradzić.

– Nie ma sensu wyzbywać się pozytywnych uczuć, muszę tylko pilnować się, aby nie wpływały one na obiektywność moich zapisów kronikalnych. – Tłumaczył sobie.

Jeszcze raz popatrzył w okno, jakby stamtąd miała nadejść wena i koncentracja. I rzeczywiście, myśli zaczęły mu się układać w logiczny ciąg słów i wyrażeń.

W bieżącym zapisie postanowił przedstawić listę kandydatów PPD do parlamentu wielkoeuropejskiego. To oni mieli zmienić Wielką Europę, wykuć jej nową jakość, dać jej przykład, jak się organizować, jakimi wartościami się kierować, jak rządzić. Zaczął od najważniejszej kandydatki, byłej premier. Notował.

Zaza Urala. Twarda sztuka, choć z wyglądu przypomina pulchną właścicielkę gospodarstwa rolnego sprzedającą na rynku rąbankę.

Tak o niej pisali złośliwi internauci. On nie podzielał tej opinii, bo była premier cieszyła się wielkim poparciem społecznym. Ludzie utożsamiali się z nią. Była taka sama jak oni. Rumiana na twarzy, prosta, bezpośrednia, niezwykle uczciwa, chętnie dzieląca się z innymi. Co więcej, znała doskonale język angielski i niemiecki. Obydwu języków uczyła się sama nocami. Iwan Iwanowicz widział i słyszał wielokrotnie w telewizji, jak sprawnie i z jaką swadą rozmawia z dziennikarzami zagranicznymi. Spotykała się także z prezydentami, monarchami i innymi znanymi ludźmi. Było pewne, że umie poruszać się po salonach wielkiej polityki. Było to ważne dla kraju.

Iwan Iwanowicz przerwał stukanie w klawiaturę, pomyślał chwilę i pisał dalej.

To ona pierwsza wyprowadziła sztandar Wielkiej Europy ze swego gabinetu, aby uświadomić obywatelom, że każdy kraj ma prawo do protestu. Jej odważny gest został bardzo dobrze przyjęty przez inne kraje członkowskie. Zyskaliśmy wielkie uznanie. Inni premierzy też zaczęli wynosić ze swoich gabinetów sztandar WE, co wstrząsnęło tą organizacją od podstaw. Po raz pierwszy władze Wielkiej Europy przyznały, że wymaga ona zmian. Urala przedstawiła stosowne propozycje. Rozpatrzono je na posiedzeniu parlamentu WE; w głosowaniu przeszły prawie bez zmian. To był wielki sukces.

– Tak. Zaza Urala to nasza wielka nadzieja. – Pomyślał Iwan Iwanowicz, ale nie zapisał tego. Uznał, że byłoby to wyrazem jego osobistych odczuć, a chciał pozostać obiektywny.

Na dobro Urali zapisał też jej zwycięstwo w wyborach przewodniczącego Wielkiej Europy. Dzielna kobieta sprzeciwiła się premierom dwudziestu siedmiu krajów i tak długo ich przekonywała, aż zdobyła poparcie większości. Wystawiono nowych kandydatów. Zajęło to dodatkowy miesiąc, ale udało się. Przeszedł kandydat wytypowany przez jej rząd i zatwierdzony przez Naczelnika Kukułę. Później jednak, z niezrozumiałych względów, zorganizowano drugie głosowanie i na przewodniczącego wybrano Dona Rudobrodego, co do którego Naczelnik Kukuła miał poważne zastrzeżenia.

Naczelnik był w kraju i w PPD postacią pierwszoplanową. Mąż stanu, patriota do szpiku kości, grał pierwsze skrzypce w życiu publicznym. Opanowany do granic przyzwoitości, wyważony, szanujący opozycję, zatwierdzał wszystkie ważne decyzje partii. Nie to, że musiał, czy też oczekiwano tego od niego. Po prostu członkowie PPD mu wierzyli, jego intuicji i doświadczeniu. Był dla nich ojcem. Ubóstwiali go. Siwy jak gołąb, lecz wciąż silny jak tur, przypominał słynnego Che Levarę, rewolucjonistę, ideologa i pisarza, który stworzył własną oryginalną formę wojny partyzanckiej (foco guerrillero) prowadzonej przez chłopów. Naczelnik Kukuła też stworzył coś podobnego, z tym, że jego preferowaną formą walki była wojna domowa prowadzona przez masy ludowe wsi i małych miasteczek oraz wielkomiejski proletariat. Niektóre z przydomków, jakimi obdarzono Che Levarę, jak Żagiew Sprawiedliwości, Gwiazda Zaranna Uciśnionych, Ostrze Rewolucji czy Pomnik Nieustraszony, używano teraz w stosunku do Naczelnika Kukuły. Podobnie jak w przypadku Levary pisano też o nim wiersze. Ministerstwo edukacji organizowało w tym celu konkursy w szkołach. Rodzice powszechnie domagali się tego.

Dla uczczenia zasług Naczelnika Kukuły społeczeństwo kraju złożyło się na budowę dwóch wielkich wież w stolicy. Były to wspaniałe konstrukcje: kilkaset metrów wysokości, okrągłe, jasnoniebieskie kolory szkła i stali. Na szczycie wież miał być umieszczony jego podwójny wizerunek. Jeden to on sam, en face, drugi to jego słynny sobowtór, z profilu. Przejściowo budowę wstrzymano, ponieważ wybuchł spór prawny o niezapłacone faktury. Pisano też, że naczelnik Kukuła był osobiście zamieszany w budowę wież, wydając polecenia architektowi, kierownikowi budowy oraz inwestorowi głównemu. PPD twierdziło, że to oczywista bzdura, opozycja, że prawda.

Iwan Iwanowicz przeczytał uważnie cały tekst, poprawił co nieco. Zapis wydał mu się sensowny. Postanowił skończyć wieczorem. Musiał jeszcze wyjść na spacer. Robił to codziennie, aby utrzymać się w formie.

– Mens sana in corpore sano. – Westchnął, ciesząc się, że pozostała mu jeszcze dobra pamięć. Przypomniał sobie, co zdarzyło mu się w środku nocy i zadrżał. Nie mógł odtworzyć w pamięci nazwiska autora książki „Przygoda z owcą”. Wstał z łóżka i sprawdził hasło „Alzheimer”. Czytał z pół godziny, tak go to wciągnęło; w końcu uspokoił się. Dopiero wtedy przypomniał sobie autora: Haruki Murakami.

Wyjątkowo korzystne ceny książek w księgarni Taniaksiazka.pl . Michael Tequila – książki https://tinyurl.com/y895884p

2Shares

Kto płaci za zniszczenie towaru w sklepie? Sam chciałem to wiedzieć, dlatego publikuję.

Zachowanie sprzedawcy w przypadku zniszczenia towaru w sklepie przez klienta wydaje się oczywistą konsekwencją brzmienia artykułu 415 kodeksu cywilnego, który określa odpowiedzialność za szkodę.

„Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.”

W tym wypadku kluczowy jest zwrot „z winy swej”, który jednocześnie jest odpowiedzią na pytanie czytelnika. Klient odpowiada za wyrządzoną w sklepie szkodę, jeżeli wyrządził ją ze swojej winy. Kluczowe jest zatem ustalenie tego, po czyjej stronie leży wina. To wcale nie oznacza tego, że zawsze płaci ten, kto strącił. To na sprzedawcy ciąży obowiązek, aby towary w sklepie były rozmieszczone w taki sposób, żeby zapewniały możliwość nieskrępowanego zapoznania się z nimi przez klientów.

art. 546[1] Kodeksu Cywilnego – „Sprzedawca jest obowiązany zapewnić w miejscu sprzedaży odpowiednie warunki techniczno-organizacyjne umożliwiające dokonanie wyboru rzeczy sprzedanej i sprawdzenie jej jakości, kompletności oraz funkcjonowania głównych mechanizmów i podstawowych podzespołów„.

Ten niepozorny przepis oznacza nie tylko to, że klient ma pełne prawo dokładnie zapoznać się z towarem przed jego zakupem. To również obowiązek nałożony na sprzedawcę, żeby towary w sklepie odpowiednio ułożyć. Nie ma znaczenia, czy to sklep ze sprzętem RTV czy z alkoholem. Konieczność chodzenia na palcach i budowanie z opakowań i palet toru przeszkód z pewnością nie jest stwarzaniem odpowiednich warunków techniczno-organizacyjnych. W takim przypadku strącenie opisywanego słoika wynikałoby z zaniedbania sprzedawcy. W końcu nikt o zdrowych zmysłach nie zakłada, że klient przychodzi do sklepu porzucać sobie butelkami.

W praktyce o tym, kto płaci za zniszczenie towaru w sklepie, powinien decydować zdrowy rozsądek. O ile zatem wina klienta nie będzie oczywista, sprzedawca powinien takie sytuacje po prostu „wrzucić w koszty i ryzyko” prowadzonej przez siebie działalności. W razie ewentualnych wątpliwości lub zniszczenia mienia dużej wartości zawsze można sprawdzić monitoring, żeby dokładnie ustalić przebieg wydarzeń.

2Shares

W piątek jak zwykle trochę poezji

Przedstawiam kolejne wiersze z mojego zbioru „Klęczy cisza niezmącona” (w sprzedaży w księgarniach za niewielkie pieniądze, bodaj że od trzynastu złotych wzwyż). To moja dawna twórczość, ale jej treść stała się chyba jeszcze bardziej aktualna niż w czasie, kiedy zajmowałem się poezją.

Jezioro w kraterze

Mocarz nieznany, w którego wierzę,
oko jeziora zatopił w kraterze
wśród brzóz i sosen; w płycizn szpary
tajemnym szeptom utkał szuwary.

Brzegi usypał strome jak granie,
by jak najpóźniej w chciwe władanie
człowiek wziął wodę, przeciął pomostem
i łódką zdeptał niewinności kosztem.

Czemuż ja milczę, pusty i święty,
niwecząc prawdę czystego sumienia,
czemuż bezwolny i obojętny
nie bronię piękna boskiego tchnienia?

Sopot, 3 maja 1998

Kalgoorlie

(Jest to miasto gorączki złota lat 1890-ych,
które umiejscowiło Australię Zachodnią
na mapie świata).

Miasto wyrosłe ze szlachetnej rudy
karmi przechodnia resztkami ułudy,
relikwiami budynków o szlachetnym kształcie;
przeszłość dogorywa przy szarym asfalcie.

Oczy wykłuwają rdzewiejące trupy,
szczątki postępu zwalone na kupy,
szare i nijakie, kryte warstwą pyłu:
technika – naprzód, krajobraz – do tyłu.

Górnik-dynamitard, rywal sił natury,
złotonośną ziemię odziera ze skóry,
wnętrze wyszarpują koparki czerpaki,
rozdrabniają walce i sieją przetaki.

Gdzie ręka kilofem podziobała wzgórza,
potężnych maszyn postępuje burza
i pejzaż bezbronny w pustynię hałd zmienia,
by gram złota wypłukać z pół tony kamienia.

Kalgoorlie, Australia, 22 października 1996

Kim jesteś Panie?

Nieskończonością jesteś niepojętą,
wszechświat jednoczysz wolą rozpiętą,
życie obdarzasz czarowną urodą,
losy naznaczasz kochania przygodą.

Tyś tym, co burze przetacza z łoskotem,
wiedzą, co było i co będzie potem,
Ty jesteś ciszą, co tworzy przestrzenie,
w Tobie myśl żyje, pulsowanie drzemie.

Choćbym się oddał na stos całopalny
Ciebie nie pojmę, boś niepoznawalny.
W sercu zachwycam się Tobą, o Panie,
bo Tyś jest prawdą, jam jest zakłamaniem.

Morphett Vale, Australia, 30 września 1996

1Shares

Nie samym chlebem człowiek żyje. Studiuję najnowszą historię Partii Wielkich Nadziei. Na zakończenie trochę humoru.

 Day dreams by Godward.

Dziś jest niedziela. Postanowiłem poluzować sobie jak furtka zawiasom w dobrze naoliwiony dzień. Tyle otwartych pytań i odpowiedzi, ile unosi się obecnie w atmosferze, i mnie zachęca do otwartości. Co to zresztą za otwartość? To tylko śledzenie i obserwowanie dziejów Partii Wielkich Nadziei. I napisanie od czasu do czasu zwięzłego przeglądu dziejów ludzi i organizacji kochających cień i uroki w nim pozostawania. Historię opowiedział mi przyjaciel z osiedla.

*****

Iwan Iwanowicz rozmawiał z Królem Jaro. Król wyglądał trochę przygaszony. Chciał być cesarzem, a tu nagle kłody same zaczęły mu się rzucać pod nogi. Na pytanie Iwana Iwanowicza, co słychać, odpowiedział:

– Jest nieźle, ale mogłoby być lepiej. Miałem plan, który spalił na panewce. Nie! Nie! Nie na panewce, ale na kapiszonie, w dodatku wilgotnym. Miałem plan i szukałem wykonawcy, kogoś młodego i ambitnego. Kuzyn naraił mi innego kuzyna, Austriaka. Polak i Austriak dwa bratanki. I od wieży, i od szklanki, jak mówią. Na imię ma Josef Birkemaier. Albo Hohenzollern. Nie pamiętam. Czasem pamięć mnie zawodzi. – Józiek! – Mówię. – Zbudujesz mi dwa pomniki? – Czemu nie? A w jakim kształcie? – Zapytał. – Dwóch wież z głowami wybitnych ludzi na szczycie.

– Jak wysokie mają być te wieże? – Dwieście – trzysta metrów. Nie mniejsze niż w Dubaju. Co ważne, muszą być skonstruowane jak koń trojański. Z zewnątrz nie widać, co jest wewnątrz. Chcę zrobić wszystkim niespodziankę. – Daj mi tylko upoważnienie. – Powiedział kuzyn. Wyciągnąłem kartkę i od ręki wypisałem mu upoważnienie. Ustaliśmy, co ma robić i kiedy.

– I co? – Zapytał Iwan Iwanowicz.

– Nic. – Wyjaśnił Król. – Kilka dni temu Józiek przyszedł do mnie z rachunkiem grubości książki telefonicznej za wykonaną robotę. Powiedziałem, że nie zapłacę, bo suma jest wyższa nawet niż te dwie wieże. Kiedy się zdziwił, wyjaśniłem, że żartowałem, dając mu to zlecenie. Jakaś umiarowa kwota, sto lub dwieście złotych, to tak, ale nie półtora miliona złotych.

– A jak chciałbyś mi zapłacić po wykonaniu wszystkich prac? To byłoby ponad jeden miliard. – Zapytał kuzyn. – To nie jest problem. – Odpowiedziałem. – Ja i moi przyjaciele znamy kilka firm. W większości to fundacje. Zrobią zrzutki. To dobrzy ludzie, pobożni, solidni. Chętnie robią darowizny. – Jak byś ich przekonał do zapłacenia takiej kwoty? Mogliby nie chcieć. – Zapytał Józiek. – Może to głupie pytanie, ale mnie to interesuje. My Austriacy lubimy dociekać sedna sprawy. – Te firmy i fundacje są skonfigurowane na kształt konia. A ja trzymam lejce. Rozumiesz? – Wyjaśniłem kuzynowi kryjąc uśmiech za okularami, które ostatnio zacząłem nosić. Więcej nie rozmawialiśmy, bo przyleciał goniec i powiedział, że ma dla mnie wiadomość od mego przyjaciela z prokuratury, który ma chwilę wolnego czasu i zaprasza mnie na kawę i kieliszeczek wina.

– Jak ktoś jest królem, to ma wszędzie przyjaciół. Szczęściarz! – Westchnął Iwan Iwanowicz.

Ciekawskim udostępniam kilka linków:

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/kuzyn-kaczynskiego-to-nie-ja-nagralem-prezesa/56gsf4q

https://onet100.vod.pl/i/news/matczak-o-tasmach-kaczynskiego-lekcewazenie-tej-sytuacji-jest-niepowazne/ex36f1

https://onet100.vod.pl/http://onet100.vod.pl/i/news/borowski-o-kaczynskim-on-unika-jakiejkolwiek-odpowiedzialnosci/5kzez2

https://onet100.vod.pl/i/news/onet24-kaczynski-i-50-tys-zl-dla-ksiedza/e392h5

Na zakończenie, dla poprawy humoru, znakomity i dowcipny (szkoda, że tak krótki) występ kabaretowy kilku moich ulubionych artystów.

 

4Shares

Pozostałe zdjęcia i wspomnienia z Tajlandii

Piszę spóźniony blog. Postanowiłem umieścić w nim zdjęcia, które mi pozostały. Tajlandia to prawdziwa egzotyka zwłaszcza jeśli zagłębimy się w dominującą religię tego kraju, buddyzm. W hotelu Asia Pattaya znalazłem na stoliku nocnym dwie książki jak już wspomniałem. Jedną z nich pobrałem na komputer; jest ona dostępna bezpłatnie w języku angielskim. Jest to ciekawa pozycja; nie traktuje bezpośrednio o buddyzmie, ale wyjaśnia jego historię, znaczenie, rolę, praktykę.

Teraz zdjęcia. Sporo tego.

 Jeden z wielu klubów Go-Go w Pattaya Transseksualiści z Alcazar w Pattaya

Motyw ze świątyni w Parku Centralnym w Pattaya.

Rodzice nie tracący pociechy z widoku nawet w trakcie posiłku w restauracji. 

Zejście na plażę w hotelu Asia Pattaya

Figurka na balustradzie zejścia.

 

Biała Świątynia, własność prywatna artysty..

1Shares

Dawne stolice Tajlandii: Sukothai (1238-143) i Ayutthai (1350-1767). Kobieca postać Buddy.

Pozostałości świątyń pierwszej historycznej stolicy Tajlandii Sukothai (lata 1238 – 1436) mieszczą się w parku historycznym. Zwiedzamy je na rowerach. Sama przejażdżka po rozległym terenie parku jest frajdą. Idealny dzień, idealna temperatura. Zdjęcia zamieszczam bez większych komentarzy.

Moją uwagę zwraca materiał, z jakiego wykonano wszystkie obiekty: wypalana cegła. Zastanawiam się, czy twórcy tej świątynie nie mieli wyobraźni, aby przewidzieć skutki nietrwałości tego materiału. Teren leży blisko rzeki, w okresie deszczów jest podmokły, mury świątyń są nierówne, często zwichrowane. Doskonałość Buddy dziwnie łączy się z niedoskonałością władców i wykonawców, którzy wierzyli w jego boską doskonałość i pragnęli ją uwiecznić.

To jedyny Budda o wyraźnie kobiecych kształtach, jakiego widziałem w Tajlandii. Jest to metalowy odlew. Musiał go wykonać artysta o miękkich rękach i płynnych ruchach.

  King_Ramkhamhaeng Monument

Why travel to Sukothai? Zainteresowanych przeczytaniem tekstu w języku angielskim kieruję pod link: https://traveloutlandish.com/blog/sukhothai-vs-ayutthaya-ancient-cities-thailand/

Po śniadaniu wyjeżdżamy z Kanchanaburi do Ayutthai, drugiej historycznej stolicy Tajlandii (lata 1350-1767).

Stupy buddyjskie zwane są w Tajlandii chedi. Dla buddystów stupa jest materialną reprezentacją doskonałego oświecenia. Obrazuje przekształcenie wszystkich emocji i żywiołów w oświeconą mądrość i pięć rodzin buddów. Pierwszym etapem budowy stupy jest złożenie pod fundamentem skarbów i przedmiotów odpowiadających jej funkcji. Jeśli stupa ma pełnić np. rolę „strażnika przed złymi siłami” składa się tam oprócz złota czy srebra także białą broń. We wnętrzu stupy umieszcza się relikwie Buddy lub sutry. Buddyści odwiedzają stupy jako symbole obecności samego Buddy, trzykrotne je okrążając zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, aby gromadzić dobroczynne przyczyny karmiczne. (Wikipedia)

 Wiele posągów Buddy zostało pozbawionych głów przez najeźdźców z Birmy poszukujących złota w nich ukrytego.   Wizerunek głowy Buddy wyrzeźbionej w korzeniach drzewa.

.Miniaturowa rekonstrukcja świątyni w Ayuttayi.

3Shares

Tajlandia. Bangkok. Widowisko sceniczne Siam Niramit.

Nazwa widowiska Siam Niramit – Podróż do zaczarowanego królestwa Syjamu.

Przedstawiam trzy opinie na temat tego niesamowitego widowiska. Pierwszego recenzenta brzuch chyba bolał w czasie oglądania spektaklu. Zgadzam się z dwiema ostatnimi recenzjami. Spektakl był znakomity. Kiedy pod koniec w poprzek sali przeszedł wielki słoń z trzema osobami na grzbiecie, polał widzów wodą i triumfalnie zatrąbił, uznałem widowisko za fenomenalne.

Przedstawienie słabo oświetlone, sala ogromna, scena daleko. Jest przeładowane efektami, niepotrzebnie występują żywe słonie, kozy i kury, na scenie płynie prawdziwa rzeka, z góry pada deszcz. Całość wyreżyserowana na sposób żywych obrazów, mało dynamiczna. Bezpośrednio przed przedstawieniem wyświetlono film ku czci zmarłego króla i wysłuchaliśmy hymnu na stojąco.

Spektakl niesamowity. Najpierw pieśń o królu, potem hymn narodowy na stojąco. Wszyscy trochę zdziwieni. Potem niesamowity spektakl z padającym deszczem, z bogami i księżniczkami latającymi w powietrzu ze statkami pływającymi po rzece na scenie. Wyszliśmy oszołomieni. Warto poczytać zanim się tam pójdzie bo to spektakl narodowy. A scena – coś wspaniałego. Serdecznie polecam.

To chyba największy kulturalny show, jaki udało mi się widzieć na Dalekim Wschodzie. Ogromna scena, z potokiem przepływającym przez scenę, łodzie, słonie. Historia Syjamu, życie codzienne, tradycje. Wspaniałe stroje, znakomite nagłośnienie. A cały pokaz poprzedzony jest naprawdę bogatą kolacją będącą przeglądem klasycznych dań tajskich. Naprawdę warto.

Poniższy opis w języku angielskim i zdjęcia tutaj zamieszczone (z wyjątkiem jednego) pochodzą ze strony www.SiamNiramit.com: One of the largest stage productions in the world. Performed on the gigantic stage listed in the Guinness World Records. 100 performers with more than 500 costumes. Amazing special effects using the world’s most advanced technology. An excellent introduction to Thailand’s history and culture. Investment: 40 Million US$. Area:  10 acres. Theatre Capacity: 2,000 seats and 25 wheel chair spaces. Show Duration: 80 minutes.

    

Wiedziałem, ze kobiety lgną do mnie jak muchy do miodu, ale nie aż tak piękne  i w takiej liczbie! To artyści Siam Niramit popularyzujący spektakl. Zdjęcie kosztowało mnie 150 bahtów (czyli nieco ponad 15 zł).

PS. Słoń rzeczywiście przemaszerował w poprzek sali, ale to polewanie wodą i trąbienie to był tylko żart. 

4Shares

PRL i Tajlandia. Wspomnienia i zdjęcia.

Gdybyśmy nadal żyli w PRL, nie wyjeżdżalibyśmy do Tajlandii na wycieczki. Za PRL tylko szczęśliwcy nosili portfele grubości świni. PRL kojarzy mi się jednak dobrze, głównie z twórczymi hasłami w rodzaju „Każdy rolnik postępowy sam zapładnia swoje krowy”, „Zamiast szczypać w rowie dziwki, rób wiosenne podorywki” oraz „Tylko margaryna mleczna przeciw ciąży jest skuteczna”. Żywo kojarzy mi się także z prezesem Kaczyńskim i PiS, postępową partią starającą się nadać ton Unii Europejskiej, a w kraju przywrócić powszechny dobrobyt oparty o scentralizowaną gospodarkę, lotniska wielkości Luksemburga oraz samochody elektryczne produkowane w ilościach zdolnych obsłużyć wszystkich obywateli Chin. To nasza szansa eksportowa.

W Tajlandii podobały mi rozwiązania z odległości nieco przypominające nasz styl. Rządzi u nich junta wojskowa, co gwarantuje uczciwość sędziowską, porządek i szybką sprawiedliwość. Jedno tylko jest inne niż u nas: każdy tajski policjant musi sam kupić sobie rewolwer. Rząd uruchomił w tym celu specjalny program importowy, aby obniżyć ceny. Nie wyssałem tego z palca, tylko przeczytałem w dzienniku „Bangkok Post”. Sytuacja przypomina mityczną rybę, którą można jeść od głowy lub od ogona, z tym, że nie wiadomo dokładnie, gdzie jest jej początek.

Dziś trochę o miejscowości Pattaya. Mieszkałem tam sześć dni w hotelu Asia Pattaya. Sam hotel podobał mi się. Jeśli o nim nie pisałem, to napiszę.

Cytuję za Wikipedia: Pattaya – miasto w Tajlandii, nad Zatoką Tajlandzką, 120 km od Bangkoku. Liczba mieszkańców w 2003 roku wynosiła ok. 80 tys. Miasto jest jednym z najsłynniejszych ośrodków wypoczynkowych w Azji. W 2007 roku Pattaya odwiedziła rekordowa liczba turystów 6,5 mln. Do rozwoju miasta przyczyniają się seksturystyka i port lotniczy, który jest położony pomiędzy Bangkokiem a Pattaya. W latach 1991-2015 odbywał się tam kobiecy turniej tenisowy, zaliczany do cyklu WTA – PTT Pattaya Open.

Co zapamiętałem z Pattaya? Wszędzie, w hotelu, w sklepach, na ulicach, w restauracjach napisy w języku rosyjski, broszury, mapy, plany. Na ulicach słyszy się bardzo często język rosyjski.

Pattaya. Reklama apteki w języku rosyjskim.

Teraz Rosjan jest już tam niej; to od czasu, kiedy rubel spadł na łeb na szyję i wycieczki zaczęły kosztować dwa razy więcej lub podobnie. Transport uliczny w Pattayi: kilka rodzajów taksówek, różne tuk-tuki i inne. Ceny negocjuje się. Jedziesz sam taksówką, możesz zapłacić 250 bahtów (nieco ponad 25 złotych), jedziesz w kilka osób, cena może spaść nawet do 10 bahtów za osobę. Kiedy pada deszcz, cena wzrasta (to moja obserwacja).

Jedno z najbardziej znanych miejsc Pattayi to Walking Street (owa seksturystyka), miejsce znane z licznych klubów Go-Go, sklepów ze wszystkim, co produkuje Azja oraz tłumów turystów i ciekawskich, jacy pojawiają się tam wieczorem delektując się m. in. widokami roznegliżowanych pań, zachęcających do odwiedzenia ich klubu. Na ulicy panuje wielki ruch, prawie ścisk, hałas, głośna muzyka. Było to miejsce, gdzie doznałem ekstazy.  

0Shares

Piszę bo muszę. Lasy Państwowe utajniają skalę wycinki drzew. Przy okazji więcej o Tajlandii.

Państwowe przedsiębiorstwo Lasów Państwowych znalazło sposób, by zataić skalę wycinki drzew: namawia swoich odbiorców, by nie podawali, ile drewna kupują. Ma to utrudnić aktywistom zbieranie informacji. Sieć Obywatelska Watchdog Polska dotarła do wzoru pisma, które nadleśnictwa Lasów Państwowych rozsyłają swoim klientom – firmom i indywidualnym osobom. Kto je wypełni i odeśle, ten się zgadza, by informacje o sprzedanym mu drewnie – cenie, ilości, historii zakupów, rodzaju drewna – nie były podawane do publicznej wiadomości. Nazwane jest to „tajemnicą przedsiębiorstwa”. Może potrzeba nam pustyni? Brawo PiS!

Pobyt w Tajlandii wzbogacałem sobie czytaniem Bangkok Post. Zebrałem kilka wiadomości na temat niedawnej uroczystości koronacji króla. Może i my będziemy mieli króla? Mam nawet mocną kandydaturę.

Zdjęcie to zrobiłem przy jakiejś świątyni. Nawet nie pamiętam gdzie.

 W drodze na targ na wodzie. Świątyńka przy domu. Służy do odstraszania złych duchów. Każdy szanujący się budynek ma taką.

To zdjęcie z rynku na wodzie. Ogromny zachwycający pięknem stół z jakiegoś rodzimego gatunku drzewa.

 W drodze na targ na wodzie. To chyba łódź – podręczna elektrownia?

 Sprzedaż z łodzi.Rzadki sklep z dziełami sztuki malarskiej. Cudowne były niektóre malunki. Ciekawe ujęcia, intensywne barwy. To taka moda teraz.

Głodomory targowe, azjatyckie, w głębi polskie. Znajomi z wycieczki. Sam jadłem tam lody kokosowe serwowane w połówce łupiny z kokosa. Sprzedawał je sympatyczny grubas. Wszyscy miłośnicy lodów kupowali właśnie u niego.

3Shares

Najnowsza historia Azji. Alternatywna Republika Tajlandii.

Od 2015 roku dużą częścią Tajlandii rządzi powszechnie znany samozwańczy król Chropat I, przewodniczący Prawicowej Partii Ludowo-Populistycznej.

Dochodząc legalnie do władzy w drodze wyborów powszechnych stworzył on w trudno dostępnej części kraju Alternatywną Republikę Tajlandii, powołując własny rząd oraz podporządkowując sobie instytucje państwowe. Chropat I sam nie zajmuje żadnego stanowiska oprócz stanowiska przewodniczącego partii. Swoją republiką Chropat I rządzi przez zaufanych i wybranych osobiście ludzi zachowując pozory pełnej demokracji. Oprócz niego, najważniejsze postacie życia politycznego to: prezydent w osobie generała porucznika Samu Khunampai, premier, generał major Prawet Phusara, oraz minister sprawiedliwości, generał major Prayut Sarai.

Główne cele polityczne Chropata I to: stworzenie państwa powszechnego dobrobytu, pokazanie państwowotwórczej roli starszego brata tragicznie zmarłego w zamachu stanu, przeprowadzenie głębokiej reformy szkolnictwa w oparciu o podręczniki historii odkrywające nowych bohaterów narodowych,

zmniejszenie armii poprzez drastyczne ograniczenie wydatków, ukazanie roli ostatniego króla w niekorzystnym świetle, aktywne zaangażowanie buddystów w rządzenie krajem, rozwój energetyki opartej na paliwach kopalnych, wyjście Alternatywnej Republiki Tajlandii z ASEAN (Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej) lub odzyskanie w nim wiodącej roli, w końcu państwowa własność głównych mediów: telewizji, radia i prasy.

Najnowszym przedsięwzięciem Chropata I jest budowa dwóch gigantycznych wieżowców w centrum stolicy. Ich wierzchołki będą kształtem przypominać głowy Chropata I oraz jego brata. Sprawa jest aktualnie dyskutowana w parlamencie i na forum publicznym. Główną kwestią jest to, czy przygotowaniem i realizacją projektu powinien zajmować się sam Chropat I czy też wyznaczony przez niego specjalny komitet budowlany. Wieże mają być ozdobione u podstaw wizerunkami postaci historycznych, mitologicznych i religijnych Alternatywnej Republiki Tajlandii.

Wyzwaniami dla Alternatywnej Republiki Tajlandii są: wielkie zanieczyszczenie powietrza w dużych miastach, najbliższe wybory parlamentarne (Chropat I obawia się, że opozycja zechce je sfałszować), niepokoje społeczne wzniecane przez zbuntowane gospodynie domowe i opozycję, ochrona granic kraju przed inwazją obcokrajowców, trudne stosunki z ASEAN’em, budowa gigantycznego lotniska obsługującego także sąsiednie kraje (Myanmar (dawna Birma) oraz Laos), produkcja samochodów elektrycznych w skali wyższej niż produkcja chińska, rozwój turystyki cielesnej związane z masażami całego ciała, pożary wysypisk wzniecane przez terrorystów oraz dalsza obniżka wieku emerytalnego do 45 lat dla mężczyzn i 40 lat dla kobiet.

Mieszkańcy Tajlandii i krajów sąsiednich z wielkim zainteresowaniem obserwują rozwój wydarzeń w Alternatywnej Republice Tajlandii licząc na to, że wreszcie w całym kraju nastanie porządek oparty na rządach silnej ręki, gwarantującej powszechny dobrobyt, porządek i sprawiedliwość oraz polityczną niezależność od wielkich potęg.

0Shares

Dzisiaj jestem pesymistą. Hurtem o Tajlandii.

Po wypiciu trzech mocnych kaw, intensywnym spacerze, obejrzeniu filmu o uzależnieniu od smartfonu i dostrzeżeniu trzech lajków na moim wczorajszym blogu na temat Tajlandii postanowiłem zaprotestować. Powodem jest uzależnienie. W Tajlandii, w samolocie, w hotelu i na ulicy widać tysiące osób uzależnionych od smartfonu. Wiele osób trzyma w ręku to urządzenie i klika, podobnie jak u nas. Takie społeczeństwo łatwo znajdzie sobie drogę do informacji w Internecie przedstawiających inny kraj. Dziś nie powinno się pisać blogów z wycieczki, tylko rzucić hasła i każdy sam znajdzie sobie odpowiednie teksty i zdjęcia do obejrzenia.

Tajlandia jest niezwykła, podobnie jak Indie i inne kraje Azji, ale bardzo zaśmiecona. Ilość śmieci i zaniedbania przerasta moje mieszczańskie polskie i australijskie wyobrażenia. Śmieci raziły mnie w Tajlandii. Przy kanałach prowadzących na targ wodny drzewa i krzewy bujnie rosną i kwitną na naturalnie nawadnianej, żyznej ziemi. W ich otoczeniu stoją domy. Widokowo byłby to raj na ziemi, gdyby nie brud. W miastach setki kabli kłębi się i zwisa żałośnie ze słupów i ścian; chodniki dla pieszych wykonane są jak pułapki, miejskie strumienie i niektóre kanały są mocno zanieczyszczone.

Apel do osób myślących o wycieczce do Tajlandii: Strzeżcie się! Napływa tam coraz więcej turystów z potężniejących gospodarczo Chin, chyba niewiele mniej z Indii. Za kilka lat Tajlandia, tańsza dzisiaj niż Polska, będzie dużo droższa, jeszcze bardziej zanieczyszczona i jeszcze bardziej zapchana ludźmi. Nie jestem dobrej myśli. Tym, czym dzisiaj cieszą się turyści, przyroda, naturalne widoki i pejzaże, będzie ulegać dalszej degradacji. Przewodnik wycieczki wspominał, jeśli go dobrze zrozumiałem, że w minionych stu dwudziestu latach wycięto w Tajlandii osiemdziesiąt procent dziewiczych lasów.

Rzeczywiście, jadąc wiele godzin autobusem na północ od Bangkoku, a potem kilkadziesiąt minut pociągiem wzdłuż rzeki Kwai nie przypominam sobie, abym widział zwartą ścianę lasu, ścianę zieleni, jedynie połcie poszatkowanej przez człowieka ziemi, działki monokultury, jakieś zabudowania. Obawiam się, że piękna już tam nie przybędzie, przybędzie natomiast turystów, wyższych cen, punktów sprzedaży tandety, garkuchni ulicznych, autobusów, śmieci oraz zatrutego powietrza w dużych miastach.

Zmęczyła mnie ta prognoza. Dla odmiany załączam nowe zdjęcia na różne tematy.

Fragment zdobień ściany świątyni buddyjskiej.

.Na targu. Pracownicy przygotowujący kwiaty do sprzedaży.

. Produkty tragowe.

 Też widoczek z tego samego targu.Podobnie jak kot. Ten lepiej się wyeksponował..

 Bogato zaopatrzone stoisko targowe.  Inne stoisko.    Widok z okna pociągu na rzekę Kwai.Most na rzece Kwai.

Na blasze u dołu uliczny sprzedawca oferuje pieczone polne szczury.

Widok z okna pociągu na trasie wzdłuż  rzeki Kwai.

Vicky. Nasza tajska przewodniczka, niepodobna do Tajki.

Ludzie różnie się fotografują ze strażnikiem Wielkiego Pałacu Królewskiego w Bangkoku.

W drodze do Wielkiego Pałacu Królewskiego. Para idąca przede mną była tak nietypowa, że postanowiłem zrobić im zdjęcie. Kobieta w rzeczywistości była jeszcze większa niż widać to na zdjęciu.

Tego rodzaju maszkary zdobią wiele świątyń buddyjskich. Baśń łączy się tam nader łatwo z religią.

6Shares

Tajlandia, Bangkok, Palace hotel, Świątynia Złotego Buddy. Odc 3.

Trzeci dzień podróży, konkretnie 21 stycznia 2019. Jesteśmy zakwaterowani w Palace Hotel w Bangkoku.

Figurka wewnątrz hotelu.

Bangkok to trzecie miasto na świecie o najbardziej zanieczyszczonej atmosferze. Kilka dni później premier w randze generała (rządzi junta woskowa) informował o działaniach rządu mających na celu zmniejszenie zanieczyszczeń powietrza i jego skutków, między innymi o ograniczeniu ruchu po mieście samochodów z silnikami diesla. Także o polewaniu jednej z głównych ulic miasta strumieniem wody z wysokości trzydziestego szóstego piętra. Można i tak walczyć z zanieczyszczeniem powietrza.  

Po śniadaniu w Palace Hotel w Bangkoku zwiedzamy Świątynię Złotego Buddy (Wat Pho zwana też Wat Prachetupon). Odpoczywający złoty Budda ma 46 m długości i 15 m wysokości. Ciekawe są zdobienia jego stóp. Poniższe zdjęcia wykonane zostały w świątyni.

Detal świątynnego dachu.

Postać powyżej to Farang. Tak Tajowie nazywają obcokrajowców.

 Portrety królów Tajlandii można zobaczyć w świątyniach i miejscach publicznych bardzo często.

6Shares

Ku pamięci Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza

Zamieszczam wiersz z mojego niepublikowanego jeszcze zbioru „Oniemiałość”. Dedykuję go pamięci Prezydenta Miasta Gdańska, Pawła Adamowicza, zamordowanego przez szaleńca ukształtowanego – nie mam wątpliwości, że co najmniej w jakiejś mierze – przez mowę bezmyślności, głupoty i nienawiści intensywnie kwitnącą u nas od trzech lat. Nie jest to dobry czas; życzyłbym sobie, aby zmiana na lepsze nastąpiła jak najszybciej. Wiersz jest tylko przybliżeniem tego, co odczuwam.

Do wiersza dołączam link do artykułu „Prof. Janusz Czapiński o ataku na prezydenta Adamowicza: To była rozmyślna, intencjonalna napaść”. Warto przeczytać, nawet ktoś się nie zgadza z wszystkimi opiniami profesora.

http://wyborcza.pl/7,75398,24362309,prof-janusz-czapinski-o-ataku-na-prezydenta-adamowicza-to.html#a=190&c=8000

Co mnie przeraża

Niespełniona miłość mnie przeraża
i duch fanatyzmu, deprawator ludzi,
zabójca dziecka, co Boga obraża
i ranek, co radości nie budzi.

Współczesność przeraża, jej ślepa tępota,
co myślącą istotę przemienia w robota,
okrutnik, co ptaka żywego nadziewa,
by wątrobę utuczyć rozpychając trzewia.

Oślepła religia, co nie pomni Boga,
asfalt, gdzie deszcz spijała polna droga,
człowiek, wróg natury dostojnego piękna
i jego kanałów martwota zatęchła.

Australia, Morphett Vale, 18 marca 1996

9Shares

Poezja na niedziele i święta. Wiersze: „Ja tylko pragnę” i „Jadzi P.”

Muza Poezji by Konstantin Makovsky.

Jak zwykle, w niedzielę, oprócz modlitwy o chleb powszedni i karę piekielną dla pedofilów i podobnych oszustów w ludzkiej skórze, trochę poezji. Pierwszy wiersz dedykuję osobom poszukującym zrozumienia w miłości, która niestety różnie się spełnia, sukcesem całkowitym, połowicznym, czasem także niepowodzeniem.

Obydwa wiersze, podobnie jak i poprzednie, pochodzą z tomiku Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona”, dostępnego za kilkanaście złotych we wszystkich księgarniach. 

Ja tylko pragnę

Tak bardzo chciałbym wziąć cię w ramiona,
gdybyś nie była tak roztargniona,
po prostu przyszła tu, gdzie jestem
bukietem kwiatów, oczekiwań dreszczem.

Kiedy już przyjdziesz, spójrz mi w oczy,
może nieśmiałość cię zauroczy
i pozwól wejrzeć w swoich oczu głębie,
bezwstydnie ciepłe, lśniące, gołębie.

Weź mnie za rękę i mów coś do mnie
powoli, rozważnie, posłucham przytomnie
i choć mam tyle do powiedzenia
ja tylko pragnę twego zrozumienia.

Gdynia, 12 kwietnia 1999

Drugi wiersz, jak można domyśleć się z tytułu, był dedykowany konkretnej osobie, pani Jadzi P. W zależności od pory roku wciąż widzę ją ze skrzydłami anioła powiewającymi dla schłodzenia powietrza, kiedy jest gorąco i ogrzania go, kiedy jest zimno. Ideałów jest tak mało, że warto pamiętać, aby przekazać im (co najmniej raz w roku, na urodziny lub imieniny) jak najwięcej serdeczności w podzięce za ich dobroć, a nawet samą obecność.

Jadzi P.

Wpośród jarzębin czerwonych kiści
wiatr zmywa ślady babiego lata,
życie odmierza jej barwą liści,
nastrojem duszy, owadem w kwiatach,
…wierszem istnienia.

W katedrze lasu ona myśli zbiera,
a tam, u góry, nad koron powałą
Najwyższy czuwa, widzi ją całą
w ciszy zapachów i wiatru szumie,
…on ją rozumie.

Lato już przeszło i jesień dojrzewa,
ptaki ucichły i złocą się drzewa;
wśród runa leśnego i traw poszycia
ona coś szuka. Okruchów życia
…czy pocieszenia?

Wędruje stepem zagubiona dusza,
drogami wspomnień, smuci się, wzrusza,
cieszy i trafia wciąż na rozstaje,
miłość garściami owoców rozdaje,
…istota ciepła.

Sopot, 4 października 1997

2Shares

Prezydent Duda i konsensusy

Prezydent Duda powiedział ostatnio:

„Ja nie wiem, na ile w rzeczywistości człowiek przyczynia się do zmian klimatycznych. Głosy naukowców są bardzo różne, mamy do czynienia też ze skrajnościami. Zmiany klimatu były w historii świata i przyczyny były naturalne – nie było wtedy na świecie człowieka i ta emisja musiała następować w inny sposób”.

Oto komentarz Microsoft News – Wiadomości:

Każdy naukowiec to indywidualna osoba i zawsze znajdą się tacy, którzy mają opinię różniącą się od innych. Istnieje jednak zasada naukowego konsensusu – czyli takiego poglądu, który wyznaje większość świata nauki, i który jest poparty odpowiednimi badaniami oraz wyjaśniającymi wyniki tych badań teoriami (nie mylić z hipotezami). Przykłady takich consensusów w świecie nauki:

Konsensus w tej sprawie obejmuje następujące podstawowe fakty:

  • Zmiany organizmów w dużej skali na Ziemi wyjaśnia mechanizm doboru naturalnego.
  • Powstanie wszechświata w wyniku Wielkiego Wybuchu.
  • Bakteryjne i wirusowe pochodzenie chorób.
  • Organizmy dziedziczą swoje cechy po przodkach dzięki mechanizmowi genetycznemu.

Kolejnym z takich powszechnych consensusów jest właśnie powszechna zgoda na temat tego, że obserwowaną zmianę klimatu spowodowała działalność człowieka. Konsensus w tej sprawie obejmuje następujące podstawowe fakty:

  • Ziemski klimat uległ znaczącemu ociepleniu od końca 19. wieku
  • Główną przyczyną są gazy cieplarniane, z dwutlenkiem węgla na czele, pochodzące z działalności człowieka
  • Dalsza emisja na tym poziomie może mieć katastrofalne skutki dla naszej planety

Możemy zapobiec tym skutkom poprzez zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do atmosfery.

Iwan Iwanowicz, nasz ekspert osiedlowy uważnie śledzący wielką politykę światową, przytoczył słowa publicznej spowiedzi prezydenta, jaką odbył on wkrótce po wypowiedzi o zmianach klimatycznych:

„Tak bardzo się zmieniłem, że kiedy stanąłem przed lustrem, to zobaczyłem innego człowieka.

Zacząłem z nim konwersację, jak to ja, niezwykle rozważną i uczciwą. Zapytałem go o datę urodzenia oraz imiona rodziców. Kiedy podał mi te dane, zorientowałem się, że to przecież jestem ja. Wtedy zrozumiałem, że jestem rozdwojony. Nie wiem tylko jeszcze, co to za rozdwojenie. Czasem coś słyszę, ale jakbym nie słyszał. Wiem, że gdzieś dzwonią, ale nie wiem w jakim kościele”.

2Shares

Pierwsza niedzielna poezja noworoczna

Czuję się jak nawiedzony kaznodzieja. Byłem kontestatorem. Nadal nim jestem.

Wyjątkowo nie podoba mi się to, co człowiek czyni z przyrodą. Jest nieskończonym barbarzyńcą. Współczesność, z wyjątkiem „prymitywnych” społeczności z Amazonii i podobnych obszarów, traktuje ziemię i przyrodę jak swoją własność. To potworność. Aborygeni australijscy mieli bardzo specyficzny stosunek do ziemi. Uważali, jakżeż logicznie, że człowiek nie może być właścicielem ziemi, wzgórza, strumienia czy źródła. One istniały zanim on się pojawił i będą istnieć, kiedy jego już dawno nie będzie.

Niszczenie przyrody postępuje tak szybko, że prawie jestem przekonany, że ludzie ją zdewastują do granic samounicestwienia własnego gatunku. Nie ma takiej potworności, czy głupoty, której człowiek by nie popełnił. Ze wszystkich gatunków zwierząt istniejących kiedykolwiek na świecie, osiemdziesiąt procent już znikło. Nie sądźmy, że gatunek ludzki jest wieczny.

Poniższy wiersz to poetycki krzyk rozpaczy w obronie przyrody, Nie ma dla mnie nic piękniejszego niż przyroda. To jedyna „rzecz”, na jaką mogę patrzeć nieprzerwanie i zachwycać się.

Gdzie są olszyny nadbrzeżne?

Gdzie są olszyny nadbrzeżne, wysepki szuwarów,
łachy piasków i łąki nadrzecznych oparów?
Dzikich brzegów zakola, czar nurtu urzekał,
gdzie teraz kamieniem cembrowana rzeka.

Czy w kamieniu jaskółka gniazdo uwije,
zwinna wydra nocą wśród wykrotów uśnie,
dzika kaczka za rybą zanurzy wdzięczną szyję
albo człek znużony rozmarzy się gnuśnie?

Miast się roztańczyć dźwięcznym ptaków śpiewem
ja płaczę, płaczę żalem i rozpaczam gniewem,
bo mnie piękno prawdziwe wolnością urzeka,
a nie kajdany rzece kute przez człowieka!

Busselton, Australia, 11 listopada 1996

Groty Ngilgi w Yallingup

Przepastne wieki strumień nachalny
wapń zlizywał, ściekał zimnym potem,
by w ciszy wyrzeźbić teatr skalny
i światu objawić głuchym skał łoskotem.

Przez tysiącleci niezmienny bieg czasu,
kropla po kropli, z pełnym namaszczeniem,
kryształy splatał zimnego atłasu,
tajemnic broniąc niezgłębionym cieniem.

Minerał scalał w ażurowe krople,
z sufitów zwieszał stalaktytów sople,
z góry sączył kalcyt deszczami rozmyty
cierpliwie tężały wzniosłe stalagmity.

W teatrze podziemi cisza rządzi głucha,
ciemność oślepła szmerów wody słucha.
Reflektor światła wprowadza reformy,
bezdusznego piękna zniewalają normy.

Busselton, Australia, 24 listopada 1996


Busselton. Dawny budynek sądu i posterunku policji.

2Shares

Diabelski sen, ponury dzień. Swawolna dykteryjka dla panien na wydaniu i mężczyzn spragnionych szaleństwa.

Noc była czarna i gęsta. Iwanowi Iwanowiczowi przyśnił się diabeł. Obudził go w środku nocy. Był straszny: kudłaty, długi ogon, rogi, oczy jak węgle.

– Wstawaj. – Krzyknął. – Dziś jest święto Trzech Króli. Ludziom należą się upominki. Masz robotę do wykonania. Będziesz złoczyńcą. Wybatożysz trzech osobników, moich konkurentów do sławy.

Wcisnął mu w rękę ośmiorzemienny harap i popędził do wyjścia. Przeszli ulicą kawałek drogi i weszli do dużego okrągłego budynku. Pilnowali go strażnicy, ale akurat posnęli; minęli ich niezauważeni. Na korytarzach przechadzali się ludzie. Odbywały się akurat jakieś obrady.

– Lej tego! – Diabeł wskazał brudnym paluchem inteligencika z cieniutkimi okularami.

– Za co? – Zapytał przytomnie Iwan Iwanowicz.

– Za kłamstwa. Łże jak najęty.

Wykonując diabelskie wskazanie Iwan Iwanowicz serdecznie przyłożył wskazanemu. Ten nawet nie drgnął. Odezwał się tylko szyderczo.

– Mnie kłamstwa ani baty nie ruszają. Jestem odporny. Mam skórę grubą na palec. Tacy jesteśmy, my, cała formacja.

Potem weszli go jakiegoś gabinetu. Siedział tam starszy mężczyzna, tęgawy, zastały w sobie, siwy. Patrzył spode łba.

– Przyłóż mu. To nic, że jest już prawie na emeryturze. To nie zwalnia go z obowiązku przyzwoitości. – Warknął diabeł i nie czekając na pytanie Iwana Iwanowicza wyjaśnił.

– To za piekielne pomysły. Nie wiem dokąd on zmierza, jaką nienormalność lub podłość chce jeszcze popełnić. To facet niezrównoważony.

Kiedy już Iwan Iwanowicz skończył swoją katowską robotę, przewodnik po piekle i okolicach powiedział:

– Idziemy dalej. Szukam gogusia, co lubi głośno i koślawie przemawiać. To krzywoprzysięzca.

Poznali go z daleka. Miał różowe policzki, a głowa mu latała z lewa w prawo w oczekiwaniu na aplauz. Przemawiając krzyczał; był to jego ulubiony styl prezentacji słownej.

– Temu przyłóż najmocniej. On jeden mógł zatrzymać falę niegodziwości, ale nie zatrzymał. – Powiedział diabeł, po czym dodał łagodniejszym głosem:

– Na tym zakończymy twój sen, Iwanie Iwanowiczu. – Powiedział to i wycofał się. Przedtem zaśmiał się piekielnie. Adresatowi diabelskiego śmiechu zrobiło się nijako na duszy.

*****

Po diabelskiej nocy nadszedł dzień tak ponury, że ludzie masowo popełniali samobójstwa. Wszędzie widoczne były gałęzie z grubymi sznurami. Mroźna cisza wwiercała się w uszy, samochody przymarzały do podłoża, kierowcy przymarzali do karoserii. Widoki były nie z tej ziemi.

– Co mi z takiego życia, kiedy nawet potrójna kawa, półnaga kobieta ani krzyk żony nie stawiają mnie na nogi. – Rozlegały się okrzyki.

Krzyczeli mężczyźni, kobietom było to nie na rękę; opiekowały się dziećmi i albo gotowały obiad, albo sprzątały zagrodę, albo snuły wizje przyszłości z dużymi pieniędzmi i miłością wypełniającą całe ich życie.

– Były jeszcze inne zajścia, przede wszystkim wypadki drogowe, kolejowe, lotnicze i pożarnicze. – Wyjaśnił Iwan Iwanowicz. – Ale to nie ja będę je relacjonować. – Od tego jest telewizja.

Taka to była noc z piątego na szóstego stycznia 2019 oraz dzień szóstego stycznia tegoż roku, zwany Dniem Trzech Króli.

6Shares