Tajlandia. Bangkok. Widowisko sceniczne Siam Niramit.

Nazwa widowiska Siam Niramit – Podróż do zaczarowanego królestwa Syjamu.

Przedstawiam trzy opinie na temat tego niesamowitego widowiska. Pierwszego recenzenta brzuch chyba bolał w czasie oglądania spektaklu. Zgadzam się z dwiema ostatnimi recenzjami. Spektakl był znakomity. Kiedy pod koniec w poprzek sali przeszedł wielki słoń z trzema osobami na grzbiecie, polał widzów wodą i triumfalnie zatrąbił, uznałem widowisko za fenomenalne.

Przedstawienie słabo oświetlone, sala ogromna, scena daleko. Jest przeładowane efektami, niepotrzebnie występują żywe słonie, kozy i kury, na scenie płynie prawdziwa rzeka, z góry pada deszcz. Całość wyreżyserowana na sposób żywych obrazów, mało dynamiczna. Bezpośrednio przed przedstawieniem wyświetlono film ku czci zmarłego króla i wysłuchaliśmy hymnu na stojąco.

Spektakl niesamowity. Najpierw pieśń o królu, potem hymn narodowy na stojąco. Wszyscy trochę zdziwieni. Potem niesamowity spektakl z padającym deszczem, z bogami i księżniczkami latającymi w powietrzu ze statkami pływającymi po rzece na scenie. Wyszliśmy oszołomieni. Warto poczytać zanim się tam pójdzie bo to spektakl narodowy. A scena – coś wspaniałego. Serdecznie polecam.

To chyba największy kulturalny show, jaki udało mi się widzieć na Dalekim Wschodzie. Ogromna scena, z potokiem przepływającym przez scenę, łodzie, słonie. Historia Syjamu, życie codzienne, tradycje. Wspaniałe stroje, znakomite nagłośnienie. A cały pokaz poprzedzony jest naprawdę bogatą kolacją będącą przeglądem klasycznych dań tajskich. Naprawdę warto.

Poniższy opis w języku angielskim i zdjęcia tutaj zamieszczone (z wyjątkiem jednego) pochodzą ze strony www.SiamNiramit.com: One of the largest stage productions in the world. Performed on the gigantic stage listed in the Guinness World Records. 100 performers with more than 500 costumes. Amazing special effects using the world’s most advanced technology. An excellent introduction to Thailand’s history and culture. Investment: 40 Million US$. Area:  10 acres. Theatre Capacity: 2,000 seats and 25 wheel chair spaces. Show Duration: 80 minutes.

    

Wiedziałem, ze kobiety lgną do mnie jak muchy do miodu, ale nie aż tak piękne  i w takiej liczbie! To artyści Siam Niramit popularyzujący spektakl. Zdjęcie kosztowało mnie 150 bahtów (czyli nieco ponad 15 zł).

PS. Słoń rzeczywiście przemaszerował w poprzek sali, ale to polewanie wodą i trąbienie to był tylko żart. 

PRL i Tajlandia. Wspomnienia i zdjęcia.

Gdybyśmy nadal żyli w PRL, nie wyjeżdżalibyśmy do Tajlandii na wycieczki. Za PRL tylko szczęśliwcy nosili portfele grubości świni. PRL kojarzy mi się jednak dobrze, głównie z twórczymi hasłami w rodzaju „Każdy rolnik postępowy sam zapładnia swoje krowy”, „Zamiast szczypać w rowie dziwki, rób wiosenne podorywki” oraz „Tylko margaryna mleczna przeciw ciąży jest skuteczna”. Żywo kojarzy mi się także z prezesem Kaczyńskim i PiS, postępową partią starającą się nadać ton Unii Europejskiej, a w kraju przywrócić powszechny dobrobyt oparty o scentralizowaną gospodarkę, lotniska wielkości Luksemburga oraz samochody elektryczne produkowane w ilościach zdolnych obsłużyć wszystkich obywateli Chin. To nasza szansa eksportowa.

W Tajlandii podobały mi rozwiązania z odległości nieco przypominające nasz styl. Rządzi u nich junta wojskowa, co gwarantuje uczciwość sędziowską, porządek i szybką sprawiedliwość. Jedno tylko jest inne niż u nas: każdy tajski policjant musi sam kupić sobie rewolwer. Rząd uruchomił w tym celu specjalny program importowy, aby obniżyć ceny. Nie wyssałem tego z palca, tylko przeczytałem w dzienniku „Bangkok Post”. Sytuacja przypomina mityczną rybę, którą można jeść od głowy lub od ogona, z tym, że nie wiadomo dokładnie, gdzie jest jej początek.

Dziś trochę o miejscowości Pattaya. Mieszkałem tam sześć dni w hotelu Asia Pattaya. Sam hotel podobał mi się. Jeśli o nim nie pisałem, to napiszę.

Cytuję za Wikipedia: Pattaya – miasto w Tajlandii, nad Zatoką Tajlandzką, 120 km od Bangkoku. Liczba mieszkańców w 2003 roku wynosiła ok. 80 tys. Miasto jest jednym z najsłynniejszych ośrodków wypoczynkowych w Azji. W 2007 roku Pattaya odwiedziła rekordowa liczba turystów 6,5 mln. Do rozwoju miasta przyczyniają się seksturystyka i port lotniczy, który jest położony pomiędzy Bangkokiem a Pattaya. W latach 1991-2015 odbywał się tam kobiecy turniej tenisowy, zaliczany do cyklu WTA – PTT Pattaya Open.

Co zapamiętałem z Pattaya? Wszędzie, w hotelu, w sklepach, na ulicach, w restauracjach napisy w języku rosyjski, broszury, mapy, plany. Na ulicach słyszy się bardzo często język rosyjski.

Pattaya. Reklama apteki w języku rosyjskim.

Teraz Rosjan jest już tam niej; to od czasu, kiedy rubel spadł na łeb na szyję i wycieczki zaczęły kosztować dwa razy więcej lub podobnie. Transport uliczny w Pattayi: kilka rodzajów taksówek, różne tuk-tuki i inne. Ceny negocjuje się. Jedziesz sam taksówką, możesz zapłacić 250 bahtów (nieco ponad 25 złotych), jedziesz w kilka osób, cena może spaść nawet do 10 bahtów za osobę. Kiedy pada deszcz, cena wzrasta (to moja obserwacja).

Jedno z najbardziej znanych miejsc Pattayi to Walking Street (owa seksturystyka), miejsce znane z licznych klubów Go-Go, sklepów ze wszystkim, co produkuje Azja oraz tłumów turystów i ciekawskich, jacy pojawiają się tam wieczorem delektując się m. in. widokami roznegliżowanych pań, zachęcających do odwiedzenia ich klubu. Na ulicy panuje wielki ruch, prawie ścisk, hałas, głośna muzyka. Było to miejsce, gdzie doznałem ekstazy.  

Piszę bo muszę. Lasy Państwowe utajniają skalę wycinki drzew. Przy okazji więcej o Tajlandii.

Państwowe przedsiębiorstwo Lasów Państwowych znalazło sposób, by zataić skalę wycinki drzew: namawia swoich odbiorców, by nie podawali, ile drewna kupują. Ma to utrudnić aktywistom zbieranie informacji. Sieć Obywatelska Watchdog Polska dotarła do wzoru pisma, które nadleśnictwa Lasów Państwowych rozsyłają swoim klientom – firmom i indywidualnym osobom. Kto je wypełni i odeśle, ten się zgadza, by informacje o sprzedanym mu drewnie – cenie, ilości, historii zakupów, rodzaju drewna – nie były podawane do publicznej wiadomości. Nazwane jest to „tajemnicą przedsiębiorstwa”. Może potrzeba nam pustyni? Brawo PiS!

Pobyt w Tajlandii wzbogacałem sobie czytaniem Bangkok Post. Zebrałem kilka wiadomości na temat niedawnej uroczystości koronacji króla. Może i my będziemy mieli króla? Mam nawet mocną kandydaturę.

Zdjęcie to zrobiłem przy jakiejś świątyni. Nawet nie pamiętam gdzie.

 W drodze na targ na wodzie. Świątyńka przy domu. Służy do odstraszania złych duchów. Każdy szanujący się budynek ma taką.

To zdjęcie z rynku na wodzie. Ogromny zachwycający pięknem stół z jakiegoś rodzimego gatunku drzewa.

 W drodze na targ na wodzie. To chyba łódź – podręczna elektrownia?

 Sprzedaż z łodzi.Rzadki sklep z dziełami sztuki malarskiej. Cudowne były niektóre malunki. Ciekawe ujęcia, intensywne barwy. To taka moda teraz.

Głodomory targowe, azjatyckie, w głębi polskie. Znajomi z wycieczki. Sam jadłem tam lody kokosowe serwowane w połówce łupiny z kokosa. Sprzedawał je sympatyczny grubas. Wszyscy miłośnicy lodów kupowali właśnie u niego.

Najnowsza historia Azji. Alternatywna Republika Tajlandii.

Od 2015 roku dużą częścią Tajlandii rządzi powszechnie znany samozwańczy król Chropat I, przewodniczący Prawicowej Partii Ludowo-Populistycznej.

Dochodząc legalnie do władzy w drodze wyborów powszechnych stworzył on w trudno dostępnej części kraju Alternatywną Republikę Tajlandii, powołując własny rząd oraz podporządkowując sobie instytucje państwowe. Chropat I sam nie zajmuje żadnego stanowiska oprócz stanowiska przewodniczącego partii. Swoją republiką Chropat I rządzi przez zaufanych i wybranych osobiście ludzi zachowując pozory pełnej demokracji. Oprócz niego, najważniejsze postacie życia politycznego to: prezydent w osobie generała porucznika Samu Khunampai, premier, generał major Prawet Phusara, oraz minister sprawiedliwości, generał major Prayut Sarai.

Główne cele polityczne Chropata I to: stworzenie państwa powszechnego dobrobytu, pokazanie państwowotwórczej roli starszego brata tragicznie zmarłego w zamachu stanu, przeprowadzenie głębokiej reformy szkolnictwa w oparciu o podręczniki historii odkrywające nowych bohaterów narodowych,

zmniejszenie armii poprzez drastyczne ograniczenie wydatków, ukazanie roli ostatniego króla w niekorzystnym świetle, aktywne zaangażowanie buddystów w rządzenie krajem, rozwój energetyki opartej na paliwach kopalnych, wyjście Alternatywnej Republiki Tajlandii z ASEAN (Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej) lub odzyskanie w nim wiodącej roli, w końcu państwowa własność głównych mediów: telewizji, radia i prasy.

Najnowszym przedsięwzięciem Chropata I jest budowa dwóch gigantycznych wieżowców w centrum stolicy. Ich wierzchołki będą kształtem przypominać głowy Chropata I oraz jego brata. Sprawa jest aktualnie dyskutowana w parlamencie i na forum publicznym. Główną kwestią jest to, czy przygotowaniem i realizacją projektu powinien zajmować się sam Chropat I czy też wyznaczony przez niego specjalny komitet budowlany. Wieże mają być ozdobione u podstaw wizerunkami postaci historycznych, mitologicznych i religijnych Alternatywnej Republiki Tajlandii.

Wyzwaniami dla Alternatywnej Republiki Tajlandii są: wielkie zanieczyszczenie powietrza w dużych miastach, najbliższe wybory parlamentarne (Chropat I obawia się, że opozycja zechce je sfałszować), niepokoje społeczne wzniecane przez zbuntowane gospodynie domowe i opozycję, ochrona granic kraju przed inwazją obcokrajowców, trudne stosunki z ASEAN’em, budowa gigantycznego lotniska obsługującego także sąsiednie kraje (Myanmar (dawna Birma) oraz Laos), produkcja samochodów elektrycznych w skali wyższej niż produkcja chińska, rozwój turystyki cielesnej związane z masażami całego ciała, pożary wysypisk wzniecane przez terrorystów oraz dalsza obniżka wieku emerytalnego do 45 lat dla mężczyzn i 40 lat dla kobiet.

Mieszkańcy Tajlandii i krajów sąsiednich z wielkim zainteresowaniem obserwują rozwój wydarzeń w Alternatywnej Republice Tajlandii licząc na to, że wreszcie w całym kraju nastanie porządek oparty na rządach silnej ręki, gwarantującej powszechny dobrobyt, porządek i sprawiedliwość oraz polityczną niezależność od wielkich potęg.

Dzisiaj jestem pesymistą. Hurtem o Tajlandii.

Po wypiciu trzech mocnych kaw, intensywnym spacerze, obejrzeniu filmu o uzależnieniu od smartfonu i dostrzeżeniu trzech lajków na moim wczorajszym blogu na temat Tajlandii postanowiłem zaprotestować. Powodem jest uzależnienie. W Tajlandii, w samolocie, w hotelu i na ulicy widać tysiące osób uzależnionych od smartfonu. Wiele osób trzyma w ręku to urządzenie i klika, podobnie jak u nas. Takie społeczeństwo łatwo znajdzie sobie drogę do informacji w Internecie przedstawiających inny kraj. Dziś nie powinno się pisać blogów z wycieczki, tylko rzucić hasła i każdy sam znajdzie sobie odpowiednie teksty i zdjęcia do obejrzenia.

Tajlandia jest niezwykła, podobnie jak Indie i inne kraje Azji, ale bardzo zaśmiecona. Ilość śmieci i zaniedbania przerasta moje mieszczańskie polskie i australijskie wyobrażenia. Śmieci raziły mnie w Tajlandii. Przy kanałach prowadzących na targ wodny drzewa i krzewy bujnie rosną i kwitną na naturalnie nawadnianej, żyznej ziemi. W ich otoczeniu stoją domy. Widokowo byłby to raj na ziemi, gdyby nie brud. W miastach setki kabli kłębi się i zwisa żałośnie ze słupów i ścian; chodniki dla pieszych wykonane są jak pułapki, miejskie strumienie i niektóre kanały są mocno zanieczyszczone.

Apel do osób myślących o wycieczce do Tajlandii: Strzeżcie się! Napływa tam coraz więcej turystów z potężniejących gospodarczo Chin, chyba niewiele mniej z Indii. Za kilka lat Tajlandia, tańsza dzisiaj niż Polska, będzie dużo droższa, jeszcze bardziej zanieczyszczona i jeszcze bardziej zapchana ludźmi. Nie jestem dobrej myśli. Tym, czym dzisiaj cieszą się turyści, przyroda, naturalne widoki i pejzaże, będzie ulegać dalszej degradacji. Przewodnik wycieczki wspominał, jeśli go dobrze zrozumiałem, że w minionych stu dwudziestu latach wycięto w Tajlandii osiemdziesiąt procent dziewiczych lasów.

Rzeczywiście, jadąc wiele godzin autobusem na północ od Bangkoku, a potem kilkadziesiąt minut pociągiem wzdłuż rzeki Kwai nie przypominam sobie, abym widział zwartą ścianę lasu, ścianę zieleni, jedynie połcie poszatkowanej przez człowieka ziemi, działki monokultury, jakieś zabudowania. Obawiam się, że piękna już tam nie przybędzie, przybędzie natomiast turystów, wyższych cen, punktów sprzedaży tandety, garkuchni ulicznych, autobusów, śmieci oraz zatrutego powietrza w dużych miastach.

Zmęczyła mnie ta prognoza. Dla odmiany załączam nowe zdjęcia na różne tematy.

Fragment zdobień ściany świątyni buddyjskiej.

.Na targu. Pracownicy przygotowujący kwiaty do sprzedaży.

. Produkty tragowe.

 Też widoczek z tego samego targu.Podobnie jak kot. Ten lepiej się wyeksponował..

 Bogato zaopatrzone stoisko targowe.  Inne stoisko.    Widok z okna pociągu na rzekę Kwai.Most na rzece Kwai.

Na blasze u dołu uliczny sprzedawca oferuje pieczone polne szczury.

Widok z okna pociągu na trasie wzdłuż  rzeki Kwai.

Vicky. Nasza tajska przewodniczka, niepodobna do Tajki.

Ludzie różnie się fotografują ze strażnikiem Wielkiego Pałacu Królewskiego w Bangkoku.

W drodze do Wielkiego Pałacu Królewskiego. Para idąca przede mną była tak nietypowa, że postanowiłem zrobić im zdjęcie. Kobieta w rzeczywistości była jeszcze większa niż widać to na zdjęciu.

Tego rodzaju maszkary zdobią wiele świątyń buddyjskich. Baśń łączy się tam nader łatwo z religią.

Tajlandia, Bangkok, Palace hotel, Świątynia Złotego Buddy. Odc 3.

Trzeci dzień podróży, konkretnie 21 stycznia 2019. Jesteśmy zakwaterowani w Palace Hotel w Bangkoku.

Figurka wewnątrz hotelu.

Bangkok to trzecie miasto na świecie o najbardziej zanieczyszczonej atmosferze. Kilka dni później premier w randze generała (rządzi junta woskowa) informował o działaniach rządu mających na celu zmniejszenie zanieczyszczeń powietrza i jego skutków, między innymi o ograniczeniu ruchu po mieście samochodów z silnikami diesla. Także o polewaniu jednej z głównych ulic miasta strumieniem wody z wysokości trzydziestego szóstego piętra. Można i tak walczyć z zanieczyszczeniem powietrza.  

Po śniadaniu w Palace Hotel w Bangkoku zwiedzamy Świątynię Złotego Buddy (Wat Pho zwana też Wat Prachetupon). Odpoczywający złoty Budda ma 46 m długości i 15 m wysokości. Ciekawe są zdobienia jego stóp. Poniższe zdjęcia wykonane zostały w świątyni.

Detal świątynnego dachu.

Postać powyżej to Farang. Tak Tajowie nazywają obcokrajowców.

 Portrety królów Tajlandii można zobaczyć w świątyniach i miejscach publicznych bardzo często.

Ku pamięci Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza

Zamieszczam wiersz z mojego niepublikowanego jeszcze zbioru „Oniemiałość”. Dedykuję go pamięci Prezydenta Miasta Gdańska, Pawła Adamowicza, zamordowanego przez szaleńca ukształtowanego – nie mam wątpliwości, że co najmniej w jakiejś mierze – przez mowę bezmyślności, głupoty i nienawiści intensywnie kwitnącą u nas od trzech lat. Nie jest to dobry czas; życzyłbym sobie, aby zmiana na lepsze nastąpiła jak najszybciej. Wiersz jest tylko przybliżeniem tego, co odczuwam.

Do wiersza dołączam link do artykułu „Prof. Janusz Czapiński o ataku na prezydenta Adamowicza: To była rozmyślna, intencjonalna napaść”. Warto przeczytać, nawet ktoś się nie zgadza z wszystkimi opiniami profesora.

http://wyborcza.pl/7,75398,24362309,prof-janusz-czapinski-o-ataku-na-prezydenta-adamowicza-to.html#a=190&c=8000

Co mnie przeraża

Niespełniona miłość mnie przeraża
i duch fanatyzmu, deprawator ludzi,
zabójca dziecka, co Boga obraża
i ranek, co radości nie budzi.

Współczesność przeraża, jej ślepa tępota,
co myślącą istotę przemienia w robota,
okrutnik, co ptaka żywego nadziewa,
by wątrobę utuczyć rozpychając trzewia.

Oślepła religia, co nie pomni Boga,
asfalt, gdzie deszcz spijała polna droga,
człowiek, wróg natury dostojnego piękna
i jego kanałów martwota zatęchła.

Australia, Morphett Vale, 18 marca 1996

Poezja na niedziele i święta. Wiersze: „Ja tylko pragnę” i „Jadzi P.”

Muza Poezji by Konstantin Makovsky.

Jak zwykle, w niedzielę, oprócz modlitwy o chleb powszedni i karę piekielną dla pedofilów i podobnych oszustów w ludzkiej skórze, trochę poezji. Pierwszy wiersz dedykuję osobom poszukującym zrozumienia w miłości, która niestety różnie się spełnia, sukcesem całkowitym, połowicznym, czasem także niepowodzeniem.

Obydwa wiersze, podobnie jak i poprzednie, pochodzą z tomiku Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona”, dostępnego za kilkanaście złotych we wszystkich księgarniach. 

Ja tylko pragnę

Tak bardzo chciałbym wziąć cię w ramiona,
gdybyś nie była tak roztargniona,
po prostu przyszła tu, gdzie jestem
bukietem kwiatów, oczekiwań dreszczem.

Kiedy już przyjdziesz, spójrz mi w oczy,
może nieśmiałość cię zauroczy
i pozwól wejrzeć w swoich oczu głębie,
bezwstydnie ciepłe, lśniące, gołębie.

Weź mnie za rękę i mów coś do mnie
powoli, rozważnie, posłucham przytomnie
i choć mam tyle do powiedzenia
ja tylko pragnę twego zrozumienia.

Gdynia, 12 kwietnia 1999

Drugi wiersz, jak można domyśleć się z tytułu, był dedykowany konkretnej osobie, pani Jadzi P. W zależności od pory roku wciąż widzę ją ze skrzydłami anioła powiewającymi dla schłodzenia powietrza, kiedy jest gorąco i ogrzania go, kiedy jest zimno. Ideałów jest tak mało, że warto pamiętać, aby przekazać im (co najmniej raz w roku, na urodziny lub imieniny) jak najwięcej serdeczności w podzięce za ich dobroć, a nawet samą obecność.

Jadzi P.

Wpośród jarzębin czerwonych kiści
wiatr zmywa ślady babiego lata,
życie odmierza jej barwą liści,
nastrojem duszy, owadem w kwiatach,
…wierszem istnienia.

W katedrze lasu ona myśli zbiera,
a tam, u góry, nad koron powałą
Najwyższy czuwa, widzi ją całą
w ciszy zapachów i wiatru szumie,
…on ją rozumie.

Lato już przeszło i jesień dojrzewa,
ptaki ucichły i złocą się drzewa;
wśród runa leśnego i traw poszycia
ona coś szuka. Okruchów życia
…czy pocieszenia?

Wędruje stepem zagubiona dusza,
drogami wspomnień, smuci się, wzrusza,
cieszy i trafia wciąż na rozstaje,
miłość garściami owoców rozdaje,
…istota ciepła.

Sopot, 4 października 1997

Prezydent Duda i konsensusy

Prezydent Duda powiedział ostatnio:

„Ja nie wiem, na ile w rzeczywistości człowiek przyczynia się do zmian klimatycznych. Głosy naukowców są bardzo różne, mamy do czynienia też ze skrajnościami. Zmiany klimatu były w historii świata i przyczyny były naturalne – nie było wtedy na świecie człowieka i ta emisja musiała następować w inny sposób”.

Oto komentarz Microsoft News – Wiadomości:

Każdy naukowiec to indywidualna osoba i zawsze znajdą się tacy, którzy mają opinię różniącą się od innych. Istnieje jednak zasada naukowego konsensusu – czyli takiego poglądu, który wyznaje większość świata nauki, i który jest poparty odpowiednimi badaniami oraz wyjaśniającymi wyniki tych badań teoriami (nie mylić z hipotezami). Przykłady takich consensusów w świecie nauki:

Konsensus w tej sprawie obejmuje następujące podstawowe fakty:

  • Zmiany organizmów w dużej skali na Ziemi wyjaśnia mechanizm doboru naturalnego.
  • Powstanie wszechświata w wyniku Wielkiego Wybuchu.
  • Bakteryjne i wirusowe pochodzenie chorób.
  • Organizmy dziedziczą swoje cechy po przodkach dzięki mechanizmowi genetycznemu.

Kolejnym z takich powszechnych consensusów jest właśnie powszechna zgoda na temat tego, że obserwowaną zmianę klimatu spowodowała działalność człowieka. Konsensus w tej sprawie obejmuje następujące podstawowe fakty:

  • Ziemski klimat uległ znaczącemu ociepleniu od końca 19. wieku
  • Główną przyczyną są gazy cieplarniane, z dwutlenkiem węgla na czele, pochodzące z działalności człowieka
  • Dalsza emisja na tym poziomie może mieć katastrofalne skutki dla naszej planety

Możemy zapobiec tym skutkom poprzez zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do atmosfery.

Iwan Iwanowicz, nasz ekspert osiedlowy uważnie śledzący wielką politykę światową, przytoczył słowa publicznej spowiedzi prezydenta, jaką odbył on wkrótce po wypowiedzi o zmianach klimatycznych:

„Tak bardzo się zmieniłem, że kiedy stanąłem przed lustrem, to zobaczyłem innego człowieka.

Zacząłem z nim konwersację, jak to ja, niezwykle rozważną i uczciwą. Zapytałem go o datę urodzenia oraz imiona rodziców. Kiedy podał mi te dane, zorientowałem się, że to przecież jestem ja. Wtedy zrozumiałem, że jestem rozdwojony. Nie wiem tylko jeszcze, co to za rozdwojenie. Czasem coś słyszę, ale jakbym nie słyszał. Wiem, że gdzieś dzwonią, ale nie wiem w jakim kościele”.

Pierwsza niedzielna poezja noworoczna

Czuję się jak nawiedzony kaznodzieja. Byłem kontestatorem. Nadal nim jestem.

Wyjątkowo nie podoba mi się to, co człowiek czyni z przyrodą. Jest nieskończonym barbarzyńcą. Współczesność, z wyjątkiem „prymitywnych” społeczności z Amazonii i podobnych obszarów, traktuje ziemię i przyrodę jak swoją własność. To potworność. Aborygeni australijscy mieli bardzo specyficzny stosunek do ziemi. Uważali, jakżeż logicznie, że człowiek nie może być właścicielem ziemi, wzgórza, strumienia czy źródła. One istniały zanim on się pojawił i będą istnieć, kiedy jego już dawno nie będzie.

Niszczenie przyrody postępuje tak szybko, że prawie jestem przekonany, że ludzie ją zdewastują do granic samounicestwienia własnego gatunku. Nie ma takiej potworności, czy głupoty, której człowiek by nie popełnił. Ze wszystkich gatunków zwierząt istniejących kiedykolwiek na świecie, osiemdziesiąt procent już znikło. Nie sądźmy, że gatunek ludzki jest wieczny.

Poniższy wiersz to poetycki krzyk rozpaczy w obronie przyrody, Nie ma dla mnie nic piękniejszego niż przyroda. To jedyna „rzecz”, na jaką mogę patrzeć nieprzerwanie i zachwycać się.

Gdzie są olszyny nadbrzeżne?

Gdzie są olszyny nadbrzeżne, wysepki szuwarów,
łachy piasków i łąki nadrzecznych oparów?
Dzikich brzegów zakola, czar nurtu urzekał,
gdzie teraz kamieniem cembrowana rzeka.

Czy w kamieniu jaskółka gniazdo uwije,
zwinna wydra nocą wśród wykrotów uśnie,
dzika kaczka za rybą zanurzy wdzięczną szyję
albo człek znużony rozmarzy się gnuśnie?

Miast się roztańczyć dźwięcznym ptaków śpiewem
ja płaczę, płaczę żalem i rozpaczam gniewem,
bo mnie piękno prawdziwe wolnością urzeka,
a nie kajdany rzece kute przez człowieka!

Busselton, Australia, 11 listopada 1996

Groty Ngilgi w Yallingup

Przepastne wieki strumień nachalny
wapń zlizywał, ściekał zimnym potem,
by w ciszy wyrzeźbić teatr skalny
i światu objawić głuchym skał łoskotem.

Przez tysiącleci niezmienny bieg czasu,
kropla po kropli, z pełnym namaszczeniem,
kryształy splatał zimnego atłasu,
tajemnic broniąc niezgłębionym cieniem.

Minerał scalał w ażurowe krople,
z sufitów zwieszał stalaktytów sople,
z góry sączył kalcyt deszczami rozmyty
cierpliwie tężały wzniosłe stalagmity.

W teatrze podziemi cisza rządzi głucha,
ciemność oślepła szmerów wody słucha.
Reflektor światła wprowadza reformy,
bezdusznego piękna zniewalają normy.

Busselton, Australia, 24 listopada 1996


Busselton. Dawny budynek sądu i posterunku policji.

Diabelski sen, ponury dzień. Swawolna dykteryjka dla panien na wydaniu i mężczyzn spragnionych szaleństwa.

Noc była czarna i gęsta. Iwanowi Iwanowiczowi przyśnił się diabeł. Obudził go w środku nocy. Był straszny: kudłaty, długi ogon, rogi, oczy jak węgle.

– Wstawaj. – Krzyknął. – Dziś jest święto Trzech Króli. Ludziom należą się upominki. Masz robotę do wykonania. Będziesz złoczyńcą. Wybatożysz trzech osobników, moich konkurentów do sławy.

Wcisnął mu w rękę ośmiorzemienny harap i popędził do wyjścia. Przeszli ulicą kawałek drogi i weszli do dużego okrągłego budynku. Pilnowali go strażnicy, ale akurat posnęli; minęli ich niezauważeni. Na korytarzach przechadzali się ludzie. Odbywały się akurat jakieś obrady.

– Lej tego! – Diabeł wskazał brudnym paluchem inteligencika z cieniutkimi okularami.

– Za co? – Zapytał przytomnie Iwan Iwanowicz.

– Za kłamstwa. Łże jak najęty.

Wykonując diabelskie wskazanie Iwan Iwanowicz serdecznie przyłożył wskazanemu. Ten nawet nie drgnął. Odezwał się tylko szyderczo.

– Mnie kłamstwa ani baty nie ruszają. Jestem odporny. Mam skórę grubą na palec. Tacy jesteśmy, my, cała formacja.

Potem weszli go jakiegoś gabinetu. Siedział tam starszy mężczyzna, tęgawy, zastały w sobie, siwy. Patrzył spode łba.

– Przyłóż mu. To nic, że jest już prawie na emeryturze. To nie zwalnia go z obowiązku przyzwoitości. – Warknął diabeł i nie czekając na pytanie Iwana Iwanowicza wyjaśnił.

– To za piekielne pomysły. Nie wiem dokąd on zmierza, jaką nienormalność lub podłość chce jeszcze popełnić. To facet niezrównoważony.

Kiedy już Iwan Iwanowicz skończył swoją katowską robotę, przewodnik po piekle i okolicach powiedział:

– Idziemy dalej. Szukam gogusia, co lubi głośno i koślawie przemawiać. To krzywoprzysięzca.

Poznali go z daleka. Miał różowe policzki, a głowa mu latała z lewa w prawo w oczekiwaniu na aplauz. Przemawiając krzyczał; był to jego ulubiony styl prezentacji słownej.

– Temu przyłóż najmocniej. On jeden mógł zatrzymać falę niegodziwości, ale nie zatrzymał. – Powiedział diabeł, po czym dodał łagodniejszym głosem:

– Na tym zakończymy twój sen, Iwanie Iwanowiczu. – Powiedział to i wycofał się. Przedtem zaśmiał się piekielnie. Adresatowi diabelskiego śmiechu zrobiło się nijako na duszy.

*****

Po diabelskiej nocy nadszedł dzień tak ponury, że ludzie masowo popełniali samobójstwa. Wszędzie widoczne były gałęzie z grubymi sznurami. Mroźna cisza wwiercała się w uszy, samochody przymarzały do podłoża, kierowcy przymarzali do karoserii. Widoki były nie z tej ziemi.

– Co mi z takiego życia, kiedy nawet potrójna kawa, półnaga kobieta ani krzyk żony nie stawiają mnie na nogi. – Rozlegały się okrzyki.

Krzyczeli mężczyźni, kobietom było to nie na rękę; opiekowały się dziećmi i albo gotowały obiad, albo sprzątały zagrodę, albo snuły wizje przyszłości z dużymi pieniędzmi i miłością wypełniającą całe ich życie.

– Były jeszcze inne zajścia, przede wszystkim wypadki drogowe, kolejowe, lotnicze i pożarnicze. – Wyjaśnił Iwan Iwanowicz. – Ale to nie ja będę je relacjonować. – Od tego jest telewizja.

Taka to była noc z piątego na szóstego stycznia 2019 oraz dzień szóstego stycznia tegoż roku, zwany Dniem Trzech Króli.

Izraelski magik Tomer Dudai

Mój przyjaciel, George, przysłał mi z Australii nagranie, które postanowiłem udostępnić Państwu. Jest niesamowite.

 

        Israeli Magician…...

 

 

You don’t have to understand Hebrew.

Just click below.

 https://www.youtube.com/ embed/ DXxtLIb0iF8 

 

Trzej królowie i przyrzeczenia noworoczne

Iwan Iwanowicz jest u mnie pierwszy po Nostradamusie. Przewiduje przyszłość. Zaproponował mi, abym notował jego proroctwa. Na razie opisał mi tylko widzenie, jakie miał w noc sylwestrową.

– Kiedy inni tańczyli Sylwestra z butelką szampana w ręce i paczką tanich fajerwerków w kieszeni, mnie ukazali się trzej królowie. Przywiodła ich do mnie żarówka samodzielnie poruszająca się po niebie. Mówili niewyraźnie, jakby języki przymarzły im do brody. Jak zrozumiałem, był to jakiś prezydent, jakiś prezes i jakiś premier. Co najciekawsze, wszyscy trzej mówili ludzkim głosem i to tak wyraźnie, że mój kot i pies aż zaniemówiły i porozumiewały się na migi.

Królowie uklękli we trójkę przed Ojcem Ryzykiem (lata 2019 i dalsze) i składali zobowiązania noworoczne, kolorowe jak rajski ptak z kopalni złota i diamentów w Afryce Południowej. 

Premier obiecał, że nie będzie kłamać, a jeśli nawet, to tak udanie, że nikt się na tym nie pozna.

Prezydent, że przetrze sobie oczy, bo ostatnio widział rzeczy wyimaginowane, a nie jest to przecież jego ulubiony punkt widzenia.

Prezes obiecał, że nie będzie wyglądać jak z krzyża zdjęty, ale weźmie się za siebie i odświeży sportowo ćwicząc na świeżym powietrzu jak ten Rudobrody z Brukseli, którego nie znosi.

– Ja im dobrze życzę, znaczy się tym i innym królom, nawet życzę im doskonale, aby tylko pozostali w swoim Muzeum Samowładztwa i Zamordyzmu i nie wyciągali rąk zbyt daleko do polityki, bo jak ktoś niechcący włączy młockarnię sprawiedliwości dziejowej to mogą stracić palce, a wiadomo, że bez palców to jak bez rąk, do gęby nie można nic włożyć. I klepsydra gotowa – podsumował Iwan Iwanowicz z wyraźnym smutkiem.

Na zakończenie podyktował mi sentencję. Wziąłem ją sobie do serca i polecam równie serdecznie jak rożki czekoladowe od Sowy:

„Głosując w wyborach parlamentarnych nie głosuj na tych, którzy kłamią więcej niż potrzeba”.

Populizm. Cytat i opinia z wywiadu M Nogasia z Robem Riemenem

Przedstawiam fragment opinii, ponieważ wydaje mi się ona wyjątkowo trafną diagnozą sytuacji w kilku krajach, także u nas.

Źródło: http://wyborcza.pl/7,75517,24314745,10-najwazniejszych-zdan-ktore-uslyszalem-od-pisarzy-w-2018.html

„Bycie odrobinę populistą to tak jak bycie odrobinę w ciąży. Nie ma czegoś takiego jak odrobina populizmu. Prędzej czy później – zwykle raczej prędzej – populizm prowadzi do faszyzmu”

− Rob Riemen, holenderski politolog i filozof cytujący peruwiańskiego noblistę Mario Vargasa Llosę

Zdaniem Riemena faszyzm powrócił do Europy, co więcej – rozgościł się również za Atlantykiem. Jak wyjaśnia w wywiadzie dla „Książek. Magazynu do Czytania”, żyjemy w świecie, w którym wielu politykom udało się zredukować naszą tożsamość do kwestii narodowości, tak byśmy uwierzyli, że o wszystkim decyduje miejsce urodzenia. Jego zdaniem to ślepa uliczka, bo rozbudzanie kwestii narodowościowych zawsze leży wyłącznie w interesie grupy, która chce zagarnąć władzę i zniszczyć obowiązujące reguły gry.

Czy tę sytuację można odwrócić? Riemen uważa, że jeszcze tak, że żyjemy dopiero w początkowym stadium powracającego faszyzmu, ale by podjąć walkę, znów musimy zacząć brać odpowiedzialność za wypowiadane publicznie słowa.

Przeprosiny i pośpieszne życzenia noworoczne

Przepraszam Państwa. Nie zdążyłem z opowiadaniem. Mam pierwszy fragment ale to za mało. Za dużo czasu ukradło mi spotkanie z Iwanem Iwanowiczem.

Spotkaliśmy się zupełnie przypadkowo w momencie pojawienia się na niebie pierwszej gwiazdki starorocznej. Wykorzystaliśmy ten moment do podzielenia się opłatkiem noworocznym. Wybaczyliśmy sobie urazy, prosiliśmy o wybaczenie i udzieliliśmy sobie wybaczenia. Opracowaliśmy też króciutką laurkę okraszoną życzeniami z związku z ostatnimi informacjami przekazywanymi przez TVP.

Życzymy obecnym Władzom Państwa i Prawa wszystkiego najlepszego, przede wszystkim szczęśliwego przywrócenia amputowanej pamięci oraz przyzwoitości jak również skutecznej pomocy psychologicznej w powrocie do zdrowia. Także otrząśnięcia się z wrażenia, że jesteśmy potrzebni w Unii Europejskiej, że Polexit jest nieszczęściem oraz że konstytucja nie jest przeżytkiem i że w ogóle naród potrzebuje jakiejkolwiek ceny za energię elektryczną.

Przy okazji wznieśliśmy toast za zdrowie Ministra Sprawiedliwości jako męża opatrznościowego, który doprowadzi nas do ziemi obiecanej, gdzie czekać będzie na najbardziej zasłużonych obywateli Trybunał Stanu oprawiony w pozłacane ramy oraz – w charakterze upominku – zgrabna gilotynka do przycinania paznokci u rąk i nóg.

Życzymy Sobie i Wszystkim, obyśmy w Nowym Roku 2019 zdrowi byli na ciele i umyśle!

Myśli i aforyzmy sylwestrowe

Dorosłych i dzieci zbliża to do siebie, że na starość ludzie dziecinnieją.

Przejściowi potentaci, prezydenci, premierzy i wielcy prezesi, lubią szczycić się swoją głupotą. Nie ma co się dziwić, nic ich to nie kosztuje. Robią to na rachunek obywateli, których reprezentują.

Korzyść uzyskania większego wpływu kościoła na państwo uzasadnia użyczanie ambon nawet oszołomom politycznym.

Widziałem posła Stanisława Piotrowicza z wielkim różańcem w ręku na przyjęciu urodzinowym Radia Maryja jak błagał Ojca Rydzyka o błogosławieństwo i pomoc w organizacji międzynarodowego kongresu „Partie populistyczne wszystkich krajów łączcie się!”.

Kobieta z bezrobotnym mężem i trójką dzieci może śmiało powiedzieć, że ma czwórkę dzieci pod opieką. Mężczyźni są mniej macierzyńscy.

Ostatnie tegoroczne piątkowe myśli i aforyzmy.

Tyle nagości w zimny grudniowy dzień, aż ciarki chodzą po plecach!

Doskonale podzielna uwaga pozwalała mu rozbierać wzrokiem równocześnie dwie kobiety bez pominięcia najdrobniejszego szczegółu ubioru lub ciała.

Miał tak silnego zeza, że w wojsku zatrudniono go do prowadzenia obserwacji pola walki zza węgła.

 China Sex Museum.

Męskość w stanie uniesienia nie trwa wiecznie. Jest jak chimera; pojawia się i znika.

Są mężczyźni, którzy wierzą, że odkrywanie prawdy jest najpiękniejsze wtedy, kiedy jest naga i znajduje się obok pod kołdrą. Nie musi być zresztą naga, ważne, aby była.

Jeśli umiesz wyobrazić sobie naród jako dojrzałe i zdrowe jabłko, to wyobraź sobie partię, która w czasie jednej kadencji potrafi udowodnić, że jest ono co najmniej w połowie brzydkie i robaczywe.

Aforyzmy, myśli, powiedzenia

Kościół, żywa pochodnia wiary, troszcząc się o siebie i zapominając o Bogu, staje się wypaloną zapałką.

Prezes Kaczyński na Podkarpaciu: Dubaju tu nie zbudujemy. Zbudujemy natomiast Szwajcarię. Nie! Nie! Zbudujemy Bawarię! Głosuj na PiS, a będziesz mieć 3 w 1.

Teściowa to wczesne ostrzeżenie, czego w przyszłości możesz oczekiwać od żony. 

Mężczyzna żeni się po to, aby dowiedzieć się prawdy o sobie. Kto inny powie mu, że ma krótką szyję, świńskie oczka i krzywe nogi?

Życzenia Świąteczne i Noworoczne

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku 2019 życzę:

  • Aptekarzom – epidemii grypy, aby ludzie kupowali jak najwięcej lekarstw;
  • Ludziom, aby zdrowi byli i nie musieli truć się lekarstwami;
  • Antoniemu Macierewiczowi – nowego Misia oraz złotego medalu zasługi za skuteczne odchudzenie wojska z generałów, nowoczesnego sprzętu wojskowego i funduszy na modernizację;
  • Bezrobotnym pozostającym na garnuszku mamusi – pracy, która sama przyjdzie do nich i nie będzie wymagać kwalifikacji ani wysiłku;
  • Członkom PiS – najwyższych odznaczeń hołdowniczych i lenniczych z rąk Tego, Co Stoi Nad Nimi, za wierność jego chimerycznym ideom i przywiązaniu do przeszłości;
  • Donaldowi Tuskowi – powrotu do kraju w samo południe, na białym lub czarnym koniu;

  • Dzieciom – aby korzystając nieprzerwanie ze smartfonów nie zapomniały całkowicie języka w gębie, ruchu na świeżym powietrzu, sportu oraz rozumienia żywego człowieka;
  • Ekshibicjonistom – łagodnej pogody, wygodnego płaszcza oraz uznania za osiągnięcia w demonstracji dzieł sztuki zdobniczej;
  • Górnikom i prezydentowi Dudzie – aby widzieli mniej czarnego węgla pod ziemią a więcej szarego CO2 w powietrzu,
  • Grzegorzowi Schetynie – uśmiechu pełniejszego niż uśmiech spłoszonego zajączka oraz pięści jak młot do wykucia porozumienia partii opozycyjnych;

  • Henrykowi Kowalczykowi, Ministrowi Środowiska – uniknięcia awansu na stanowisko Ministra Ochrony Środowiska, aby nie musiał wypowiadać się o energetyce innej niż węglowa;
  • Krystynie Pawłowicz z PiS – jeszcze więcej testosteronu oraz obfitości wymyślnych przekleństw pod choinką, w sali sejmowej i w sądzie;
  • Księżom pedofilom – długich i szczęśliwych lat za kratami z widokiem na ogródek jordanowski;
  • Łagodnym zboczeńcom i dewiantom seksualnym – uczestnictwa w kolorowych paradach na przekór cnotliwym politykom;
  • Marszałkowi Sejmu, mocarnej laski marszałkowskiej, aby uderzając w podłogę wyzwalał z niej kolejne źródła krystalicznej wody przyzwoitości i szacunku dla opozycji i obywateli;
  • Mężczyznom nie umiejącym kochać – skorzystania z porad zawartych w książce „Pokochaj swego penisa”;
  • Obywatelom nadmiernie powściągliwym w wyrażaniu opinii o władzy – wniebowstąpienia razem z całym swoim dobytkiem cnoty i skromności;
  • Obywatelom nie czytającym nawet jednej książki rocznie – aby zapoznali się z ogłoszeniem o metodach czytania literatury pięknej przez sen;
  • Ojcu Rydzykowi – skromnego roweru, o jakim zawsze marzył, objęcia stanowiska I-go Sekretarza partii Ruch Prawdziwa Europa oraz niekończących się snów o potędze;

  • Osobom notorycznie przeklinającym – żeby im pypeć wyrósł na języku;
  • Paniom ekspedientkom, kształtnym i uśmiechniętym, Czarnym Łaniom ze sklepu wędliniarskiego, Białym Łaniom ze sklepu piekarniczego oraz Zielonym Gazelom z Żabki – spełnienia egzotycznych marzeń;
  • Panu Bogu – aby nie zapomnieli o nim wierzący i przytulili Go do serca przynajmniej raz w roku na Boże Narodzenie;
  • Partiom opozycyjnym – zwartości frontu przeciw kafarom usiłującym wbić państwo, prawo i obywatela w ramy posłuszeństwa partii rządzącej;
  • Premierowi Morawieckiemu – wora słodkich kłamstw pod choinką oraz powrotu pamięci liczb i zdarzeń sprzed roku 2015;
  • Prezesowi Kaczyńskiemu – objęcia na Broadway czołowej roli w sztuce Straszny Dziadunio oraz pokojowej nagrody Nobla w kategorii Siwy Jastrząb Pojednania i Pokoju;

  • Prezydentowi Dudzie – tysiącwatowej żarówki, aby nie prześladowały go fatamorgany wyimaginowanych wspólnot i tajemniczych sędziów-przestępców, a także zaszczytnego tytułu Einsteina Polityki Zagranicznej;
  • Psom – długiego łańcucha i kagańca dla właścicieli, aby i oni zaznali rozkoszy wolnego wybiegu;
  • Senatorowi Biereckiemu ze Skoków – sławy sądowej odpowiadającej skali jego osiągnięć towarzyskich i majątkowych;
  • Stanisławowi Karczewskiemu, chirurgowi z zawodu – ostrego skalpela do sprawniejszego wycinania wypowiedzi opozycji i pytań dziennikarzy;
  • Wstającym z klęczek – aby pozostali jak najdłużej w takiej pozie, skoro im to sprawia tyle przyjemności;
  • Zbigniewowi Ziobro – tytułu Macho Praworządności oraz licznych wyrazów wdzięczności za reformę systemu sprawiedliwości oddalającą nas na bezpieczną odległość od Unii Europejskiej;
  • Zwierzętom z Ogólnopolskiego Folwarku Zwierzęcego im George’a Orwella – odzyskania głosu w noc noworoczną i użycia go w czasie nadchodzących wyborów parlamentarnych.

W końcu Nam Wszystkim, zwyczajnym ludziom i obywatelom – abyśmy zdrowi byli jak konie i nie dali się skopać wiekowi, pogodzie, nadmiernym obowiązkom oraz wrednym politykom.

Michael Tequila

Myśli i aforyzmy przedświąteczne

Żył tak długo, że w końcu pamięć go opuściła. Co za dużo, to niezdrowo. Cholernie nie lubię przesady. – Powiedziała odchodząc. 

Viagra to dyskretna proteza męskości podobna w działaniu do strażaka ratującego przerażonego kota.

Najpoważniejszym dowodem na to, że przyznanie prawa głosu sto lat temu kobietom w Polsce było błędem, jest Krystyna Pawłowicz, najbardziej męska posłanka PiS.

Michael Tequila – książki: https://tinyurl.com/y7cza5nc