Nowiny wyborcze. Prognoza składu nowego rządu.

Botero, Malabarista_y_contorsionista_Fernando_BoteroW telewizji przemawiał premier Marcinkiewicz. Były, ale wiadomości miał aktualne.

– Głosujcie!- Zachęcił dostatecznie głośno i wyraźnie, aby poszły za nim miliony. Zrobił się tłok.

– PiS ma wielu zdolnych ludzi. – Potwierdził znane porzekadło. Nie uwierzyłem mu, ponieważ mrugał lewym okiem. Znaczyło to: Robię reklamę. Dorabiam na boku. Człowiek musi z czegoś żyć, kiedy go żona opuści.

Zastanowiłem się nad utalentowanymi ludźmi w PiS-ie. Faktycznie, jest ich niemało. To oni stworzą nowy rząd. Zapowiada się bardziej atrakcyjnie dla narodu niż pośmiertny raj dla ludzi Wschodu z dziewicami i zieloną trawą na pustyni.

• Premier – Beata Szydło, fundatorka słynnej restauracji Ewa i Przyjaciele. Ostre nazwisko z uśmiechem na twarzy. Pierwsza odkryła, że to Platforma Obywatelska stała za Macierewiczem, kiedy mówił o Tusku w NRD-owskim Stasi, a ludzie o Macierewiczu jako Ministrze Obrony Narodowej.

• Wicepremier – Jarosław Kaczyński, wybitny wynalazca, zwany polskim Edisonem. Jarosław Kaczyński wynalazł i opatentował: Prezydenta Wszystkich Polaków, Premiera Tymczasowego, Sterowanie Premierem z Tylnego Siodełka, hymn Ojczyznę Wolną Racz Nam Wrócić Panie, Stałą Przepustkę Nieobecności na Posiedzenia Rady Bezpieczeństwa, Tymczasową Skuteczną Kryjówkę, Prawdę o Kłamstwie Smoleńskim i Kłamstwo o Prawdzie Smoleńskiej, Podział Polaków na Prawdziwych i Nieprawdziwych Patriotów, Polskę w Ruinie, Polityczne Przemówienia z Ambony Częstochowskiej oraz dokonał cudu zamiany 7 Wspaniałych Porażek na 7 Wspaniałych Zwycięstw.

• Ministerstwo Edukacji – Beata Kępa, specjalista od spraw gender, kobieta nakręcana, potrafiąca odpowiedzieć na każde pytanie, nie odpowiadając na żadne.

• Ministerstwo Górnictwa – Piotr Duda, właściciel Hotelu Związkowego i psa z wymaganiami lorda, ceniony generator pogróżek pod adresem rządu nie takiego, jak trzeba.

• Ministerstwo Pomocy Społecznej – Janusz Wojciechowski, wynalazca (wspólnie z A. Dudą) Przenośnego Biura Pomocy Społecznej w Okresie Wyborów Prezydenckich.

• Ministerstwo Prawdy – Marcin Mastalerek, wybranek losu wyborczego porzucony w lesie przez Prezesa i podniesiony z kolan przez Panią Premier.

• Ministerstwo Sprawiedliwości – Zbigniew Ziobro, twórca instytucji prawnej Przestępstwo Sprowokowane.

• Ministerstwo Szkolnictwa – Mariusz Błaszczak, rzecznik nauczania prawdy poprzez mechaniczne powtarzanie.

• Ministerstwo Uczciwości – Adam Hofman, znany z mocnej budowy anatomicznej, ekspert w zakresie tanich podróży do Madrytu.

• Ministerstwo Wiedzy i Wiary – Ksiądz Profesor Oko, stowarzyszony ideologicznie z Seksem i Kościołem.

• Ministerstwo Współpracy Obywatelskiej – Paweł Kukiz, znany muzyk, genialny twórca Wielkiego Gniewu Społecznego.

• Ministerstwo Współpracy z Kościołem – Andrzej Gowin, zwany Pobożnym Cierpiętnikiem, Ex z Platformy Obywatelskiej.

• Ministerstwo Wyżywienia Publicznego – Prof. Krystyna Pawłowicz, wynalazca Szybkich Posiłków oraz Tłustych Rąk i Okrzyków na Sali Sejmowej.

• Ministerstwo Zdrowia Psychicznego – Antoni Macierewicz, naukowiec ds. katastrof, przywódca polityczny o międzynarodowym dorobku historycznym.

Prezydent: Podjąłem decyzję, że uszanuję decyzję.

Prezydent Duda Billboard
Pan Prezydent ma za sobą wszystkich: partię, która popiera go otwarcie, co on odwzajemnia, partie popierające go skrycie, czego nie odwzajemnia, żonę, córkę, armię, od niedawna także prezydenta z Tallina. Brak mu tylko kronikarza.

Wszystkie funkcje w otoczeniu PP zostały już objęte. Pełnią je najlepsi funkcjonariusze partyjni. Nie ustaliłem jeszcze, jakiej partii. Prawdopodobnie reprezentacja całego narodu, jego najlepszy partyjno-społeczny przekrój. Nie ma tylko jeszcze kronikarza. Sam miałbym chęć nim zostać. Mam ambicje, choć jestem samoukiem. Oficjalny Kronikarz Pana Prezydenta. W skrócie OKPP. Brzmi super.

Od chwili orędzia w Sejmie chwytam wszelkie przejawy myśli, słów i czynów Pana Prezydenta. Czynię to w locie jak jaskółka, trawię kawałkami jak gęś francuska, a następnie przedstawiam w punktach, aby czytelnicy mogli je szybko i łatwo przeczytać. Dzisiaj nikt nie ma czasu słuchać z wyjątkiem Pana Prezydenta, Pani Premier Kopacz i Pani Premier Szydło.

Pan Prezydent stanął w pałacu przed wielkim lustrem i przyjrzał się sobie uważnie. Był zadowolony. W oczy rzuciła mu się głowa, nie byle jaka, bo państwa. Zadowolony, pozytywnie ocenił lustro. Kiedyś, za PRL-u, były aparaty fotograficzne 6 x 9. – Pomyślał. Dzisiaj mam w pałacu lustro 6 x9. Tylko że wtedy było w centymetrach, a teraz jest w metrach. Poczuł się większy. Dla pewności sprawdził, z czego wykonano ściany pałacu. Zapukał. Odpowiedział mu dudniący glos. Dobrze! –Zdecydował. – Myślałem, że to dykta. Cały kraj jest pokryty dyktą, ale nie u mnie. To go uspokoiło.

Zrobił inwentaryzację zdarzeń ostatnich kilkunastu dni. Odnotowywał wszystko w myśli, punkt po punkcie.

1. Kasza. Byłem na Święcie Kaszy. Pojechałem, bo myślałem, że to Święto Kasy. Przydałaby się nam, jeśli naród w referendum zlikwiduje finansowanie partii politycznych z budżetu.

2. Wydatki. Zobaczyłem wydatki kancelarii mojego poprzednika. Były przesadne. Ja będę rządzić oszczędnie. Nie podwyższę ich więcej niż o 10%.

3. Polska. Oficjalnie uznałem, że Polska jest piękna. Powiedziałem to publicznie w gronie wysokich woskowych. Poprzednio myślałem, że kraj jest zabity dyktą i w ruinie. Od czasu nominacji widzę lepiej. Mam te nowe, różowe okulary. Dobrze w nich wyglądam. Był zadowolony.

4. Kościół. Odwiedziłem kościół kilka razy, modliłem się nawet, i raz odwiedziłem cerkwię. Wszyscy wiedzą, że jestem pobożny i nie czepiam się konkordatu. Popieram ludzi wierzących, ale tylko tych, którzy naprawdę wierzą. Wielu udaje. Taki to kraj. Ale piękny!

5. Ochrona środowiska. Posadziłem drzewo. Widziałem siebie w telewizji z łopatą. Dobrze się kojarzy. Prezydent bliski ludziom pracy.

6. Rada Gabinetowa. Odrzuciłem propozycję Premier Kopacz. To było niegrzeczne z jej strony. Sam zwołam Radę Gabinetową, kiedy uznam to za słuszne. Nikt nie będzie stawiać mi warunków. Jestem głową Państwa.

7. Referendum. W sprawie referendum, ja Prezydent, podjąłem decyzję, że uszanuję decyzję Prezydenta. Poprzedniego. Trzeba mieć charakter.

8. Znowu referendum. Referendum 1 uzupełniłem o Referendum 2. Dodałem je do kalendarza wyborczego. Kalendarze nie są dzisiaj drogie, więc naród nie poniesie wielkich kosztów. Trzeba być oszczędnym.

9. 500 zł na dziecko. Zaproponowałem to w kampanii wyborczej. Poprosiłem rząd, aby przygotował dokumenty i zorganizował wypłatę. Odmówili. Powiedzieli, że mam gabinet i sam mogę opracować, a oni nad tym podyskutują w Sejmie. To jest po prostu niewyobrażalne. Muszę to zmienić.

Prezydent zakończył podsumowanie. Poczuł stan wzniosłości. Czytał kiedyś, że cierpią na to tylko ludzie na najwyższych stanowiskach. Trudno się było z tym nie zgodzić. Czeka teraz na dalszy rozwój wydarzeń. Zdecydował się sponsorować niektóre z nich. Te najlepsze dla kraju.

Czytaj wiecej: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/prezydent_podjalem_decyzje_ze_uszanuje_decyzje_335717.html

O nienawiści, 1 powieści, 10 recenzjach i alkoholizowanym autorze

Kiedy pisałem powieść „Sędzia od Świętego Jerzego” nie miałem najmniejszego pojęcia, że zostanie ona jednoznacznie zakwalifikowana przez recenzentów jako „polityczna”. Zaskoczyło mnie to. Polityka jest niewątpliwe jej tłem, ale niekoniecznie najważniejszym.

Treściowo równie wiele jest tam sportu, co polityki. Dla mnie tematem wiodącym powieści jest nietolerancja i nienawiść, czyli zjawiska, które można odnieść – oprócz polityki – także do ideologii, religii, sportu, komunikacji społecznej czy nawet gospodarki i technologii. W tle jest również rywalizacja, nieodzowny element systemu demokratycznego, opartego na wolności przekonań i działań. W polityce nietolerancja i nienawiść są z pewnością najbardziej widoczne, także dlatego, że media karmią nas wiadomościami politycznymi nieprzerwanie, każdej godziny i minuty.

Powieść doczekała się dziesięciu recenzji, jednej na poziomie „dobrej”, kilku na poziomie „bardzo dobrej”, większości na poziomie „rewelacyjnej” (8 w skali 10). Wszystkie recenzje, bez wyjątku, definiują ją jako powieść „polityczną”; ja określam ją jako międzygatunkową, obyczajowo – psychologiczno -kryminalną, ponieważ zawiera w sobie te trzy wątki.

Piszę to wszystko, aby dać ujście poczuciu, że polityka w Polsce stała się czymś tak obrzydliwym, że fenomen rywalizacji i nienawiści pokazany w powieści został w recenzjach „zepchnięty” na tor boczny. Polityka uprawiana przez PiS, Kukiza i na dobrą sprawę także inne partie, stała się kłębowiskiem ignorancji, nietolerancji, nieposkromionych ambicji i zwichniętej religijności („moja wiara w Boga jest jedyna i słuszna”).

Polityka jest zjawiskiem wyjątkowo szerokim i złożonym. W istocie rzeczy dyskusja polityczna to dyskusja na tematy społeczne, ochrony zdrowia, obronności, edukacji, gospodarki, zatrudnienia, moralności i podobne. Wiele osób wypowiada się bez sensownego ich zrozumienia i umiaru w wyrażaniu opinii, i to jest bulwersujące. Do rozsądnej dyskusji potrzebne jest wykształcenie (uporządkowana wiedza), zdolność obserwacji i analizy, oraz samoświadomość, co wiem, a czego nie wiem, oraz wyczucie, ile i co wypada mi powiedzieć. Demokracja zapewniła nam wolność i ludzi ogarnęło nagłe przeświadczenie, że mogą mówić wszystko, co im ślina na język przyniesie. W wielu zrodziło to aroganckie przekonanie, że ich pogląd jest jedynie słuszny – prosta droga do niechęci i nienawiści osób o odmiennych poglądach. Odwołuję się w tym miejscu do obrazu Francisca de Goya y Lucientes: „Gdzie umysł zasypia, budzą się potwory”, doskonale ilustrującego powyższe wywody.

Francisco Goya, gdy rozum zasypia, budzą się potwory

W powieści starałem się pokazać nietolerancję i nienawiść, bardziej niż politykę. „Sędzia od Świętego Jerzego” jest groteską (z elementami humoreski), ponieważ chyba tylko ona jest w stanie wyrazić absurdalność zachowań społecznych. Groteska jest formą literackiego powiększenia, pomniejszenia i deformacji zjawisk świata przedstawionego, dzięki czemu idealnie nadaje się do interpretacji bulwersujących zachowań.

Osobom zainteresowanym weryfikacją tych poglądów przekazuję linki do kilku recenzji dołączając nabożne błogosławieństwo, którego w końcu i ja, człowiek wolny, mogę swobodnie i z natchnieniem udzielać z prywatnej ambony, głosząc prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, przejmującą i gorącą jak namiętność polityczna.

2015 04 09 http://nieterazwlasnieczytam.blogspot.com/2015/04/sedzia-od-swietego-jerzego-m-tequila.html
2015 04 10 http://www.zksiazkawdloni.pl/2015/04/sedzia-od-swietego-jerzego-michael.html
2015 04 26 http://www.kolegaliterat.pl/michael-tequilla-sedzia-od-swietego-jerzego/
2015 05 03 http://czytelnia-mola-ksiazkowego.blogspot.com/2015/05/michael-tequila-sedzia-od-swietego.html
2015 05 07 http://www.wiadomosci24.pl/artykul/recenzja_sedziego_od_swietego_jerzego_michaela_tequili_329971.html
2015 06 03 http://recenzjeoptymisty.blogspot.com/2015/06/michael-tequila-sedzia-od-swietego.html

Informacja o zmianie miejsca blogowania. Ważne!

Pragnę poinformować Wszystkich Czytelników, że zmieniam miejsce blogowania. Odkryłem w sobie ducha dziennikarstwa społecznego i udzielam się teraz na portalu www.wiadomosci24.pl pod tym samym imieniem „Michael Tequila”.

Poniżej przedstawiam link do ostatniego (dzisiejszego) artykułu.

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/o_pragnieniu_zmiany_jako_sile_motorycznej_wyborow_prezydenckich_331303.html

Jeśli zechcecie Państwo mnie czytać i komentować, na co bardzo liczę, proszę zaglądać na www.wiadomosci24.pl wpisując w wyszukiwarce portalu (u góry po prawej stronie) „Michael Tequila”.

Pozdrawiam serdecznie,

Michael Tequila

 

PS. Zachęcam również do przeczytania mojej powieści, która przedstawia literacką, bardziej dramatyczną opcję wydarzeń zbliżonych do wyborów prezydenckich 2015. Powieść jest dostępna w księgarniach w wersji drukowanej i elektronicznej (ebooka).

Poniżej zamieszczam linki do dwóch najnowszych recenzji:

http://www.kolegaliterat.pl/michael-tequilla-sedzia-od-swietego-jerzego/

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/recenzja_sedziego_od_swietego_jerzego_michaela_tequili_329971.html

Wybory prezydenckie w Polsce i w Moskwie

Polskie wybory prezydenckie są szeroko komentowane w Rosji. Znana jest rozpoznawalność kandydatów: Duda 2 %, Komorowski 5 %, Ogórek 20%, Korwin Mikke 90 %. Wszyscy mówią o polskiej polityce i politykach.

„Korwin Mikke to najbardziej znany w Rosji polski paralityk, kandydat do stanowiska prezydenta w Polsce”. – Powtarzają w dziennikach telewizyjnych komentatorzy moskiewscy. „Wygrał ostatnio drugą nagrodę w ogólnorosyjskim konkursie politycznym”.

Nagrody były następujące: Trzecia nagroda: „Wycieczka na dwa tygodnie na Syberię”. Druga nagroda: „Wycieczka na dwa tygodnie na Syberię bez możliwości powrotu”, pierwsza zaś to „Osobiste spotkanie z Towarzyszem Leninem”. Korwin Mikke o mało co nie zdobył pierwszej nagrody.

Drugą nagrodę wygrał podając trafną odpowiedź na pytanie konkursowe: Kto, gdzie, kiedy i ilu szkolił spadochroniarzy amerykańskich, mających wykonać desant na Kreml? Korwin Mikke odpowiedział: „Rząd polski, na Placu Defilad, 2014 rok, 15 tysięcy żołnierzy amerykańskich”.

W wywiadzie po rozmowie z Prezydentem Putinem zachował się bardzo skromnie. „Ujawniłem tylko prawdę historyczną. Za to mnie cenią w Rosji. Nazywają mnie tutaj Siwym Wilkiem, Drugim Dzierżyńskim, trochę tylko przekręcają moje nazwisko mówiąc Kurwin-Mikke, ale tak lepiej brzmi po rosyjsku i to mi się podoba. Amerykanie to zdrajcy, a Polacy im pomagają”. – Dodał wykrzywiając usta z niesmakiem. – „Ja to wszystko rozwalę, łącznie z Unią Europejską, jak tylko zostanę prezydentem”.

Jego wypowiedzi wywołały ogromny entuzjazm po obydwu stronach granicy. Rosjanie proponują nam pojednanie na zasadzie: Oddacie nam tylko jedną trzecią województwa mazowieckiego i połowę województwa warmińsko-mazurskiego.

Popularność kandydatki Ogórek wynika z dyskusji o zakazie importu do Rosji polskich warzyw i owoców. Ogórki, ziemniaki jabłka to trzy podstawowe produkty zdjęte z list importowych. W odróżnieniu od ziemniaków i jabłek, w Rosji kochają polskie ogórki. Przy okazji wspomina się tam, że Leszek Miller też bardzo je lubi.

Nigdy jeszcze nie byliśmy tak popularni politycznie w Rosji jak za sprawą Korwina Mikke, a w Polsce za sprawą Leszka Millera.

Sensacyjne doniesienie wyborcze

Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie! Jest to wiadomość świeża jak ciepłe bułeczki w piekarni, gdzie kupuje kiełbasę dla siebie, kisiel dla rodziny i kości dla psa. Jeśli chodzi i świeżość informacji, to piekarnia od wieków jest najpewniejszym źródłem. Piekarnie istniały już wtedy, kiedy nie znano jeszcze słowa gazeta.

Dokładniej mówiąc były to prawybory, a konkretnie w Chojnicach. Duda uzyskał przewagę nad prezydentem Komorowskim i wygrał. PiS natychmiast ogłosił święto narodowe, nie mógł go jednak od razu wprowadzić, ponieważ nie ma jeszcze ojczyny. Kiedy już ją wymodli, a może nawet wyperswaduje u pana Boga, to wtedy święto stanie się faktem. Dla osób zainteresowanych podaję pierwsze słowa inwokacji: Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie!.

Dla uczczenia zwycięstwa, pierwszego od dziesięciu lat, PiS wynajął największe pomieszczenie w kraju: Salę Kongresową. Tam odbędzie się intronizacja Andrzeja Dudy na prezydenta Chojnic. Nie wahał się długo. „W Warszawie powietrze jest niezdrowe, tłumy, ciasnota, wygrana obarczona jest wysokim ryzykiem. Tutaj koronę trzymam już w ręku. – Powiedział i machnął na zgodę ręką wolną od korony.

Pozostała sprawa dotychczasowego prezydenta Chojnic, który czuł się niezwykle mocno związany z miastem. Wywieziono go na taczce zgodnie z tradycją zmian warty prezydenckiej. Prawą rączkę trzymał Brudziński, lewą – Czarnecki, zdetronizowany prezydent siedział na taczce (nawet poduszki mu nie dali!) usiłując wyskoczyć z niej na zakrętach, kiedy się przechylała. Groziło to kompromitacją. Zapobiegł jej Jacek Kurski. Żgał przegranego ostrym kijem, drugą ręką pisząc petycję do prezesa PiS o przyjęcie w poczet członków.

Zaczynało się to mniej więcej tak: Szanowny Panie Prezesie. Pragnę ponownie zostać członkiem PiS, na początku nawet bardziej niż zwyczajnym. Nie mogę już dłużej żyć bez poczucia Pańskiej siły moralnej za plecami. Obiecuję nie stawiać żądań o podwyżkę. Błagam o przyjęcie. Szczerze panu oddany Jacek K. Dalej był dopisek. P.S. Wazelinę kupiłem w najlepszym gatunku.

W związku z wygraną Andrzeja Dudy i objęciem stanowiska prezydenta Chojnic, majowe wybory prezydenckie zostały anulowane przez PiS na podstawie doniesienia do Prokuratury i zaskarżenie do Trybunału Stanu. Antoni Macierewicz wygłosił przemówienie okolicznościowe na temat terroryzmu w transporcie lotniczym. Wszyscy płakali, z moim wyjątkiem. Po prostu zabrało mi łez.

P.S. Moja powieść „Sędzia od Świętego Jerzego” ukazała się już także w formie ebooka w księgarniach  www.ebookpoint.pl i www.woblink.pl, i stopniowo będzie udostępnana także przez inne księgarnie internetowe.

O wielkich i małych, ludziach i rzeczach

Dzisiaj blog pisze się sam, od niechcenia. Łagodnie, na luzie, zrelaksowany. Piwko oraz świeżutki chlebuś żytni, razowy z masełkiem działają cuda.

Wybaczcie mi to piwko, chlebuś, masełko. Piszę jak rodacy zdziecinniali już w wieku, kiedy kobieta i mężczyzna ciągną się wzajemne do łóżka w celach tak radosnych, że nawet ksiądz profesor Oko nie wypowiada się o tym bez wzruszenia. Podobnie jak Danusia Kępa, moja ulubiona artystka cyrkowa, która urodziła się z wrodzoną wadą wykonywania stójki na języku. Nikt dzisiaj nie rodzi się w takim stylu. Ja przynajmniej nie słyszałem.

Wada Danusi okazała się w dojrzałym wieku (choć nigdy nie dojrzał on całkowicie) ważną umiejętnością, potem zaletą, a w końcu cnotą, z którą obnosi się ona publicznie, jak na mój gust trochę bezwstydnie. Niektórzy nazywają tę cnotę deformacją, ale co oni mogą wiedzieć o tajnikach kobiecego organizmu. Organizm naszej bohaterki telewizyjnej należy rozumieć szeroko, oddzielając starannie sferę ciała od duszy i dokumentów, trzech elementów, z których się składa. Przepraszam, zapomniałem o języku, który jest bardziej żywiołem niż elementem.

Po tym wstępie domyślasz się, Czytelniku, że chodzi mi o rzeczy wielkie i małe. Ze spraw wielkich na myśl przychodzą mi tylko ludzie, a wśród nich najbardziej Prezydent Putin, który jest wyjątkiem, ponieważ będąc mały jest wielki. I na odwrót, będąc wielki jest mały. Tu należy poczynić rozróżnienie logiczne. W jednym wypadku chodzi o rozmiar myślenia, w drugim o rozmiar ciała. Można myśleć jak gigant, a być malutkim jak krasnalek. Może przesadziłem.

Wielkość i małość zależą od puntu widzenia. Rosjanie patrzą na swojego Prezydenta bardziej od dołu, może na leżąco, a może na kolanach, i widzą go wielkim. My jesteśmy oddaleni i chyba bardziej niezależni okulistycznie, i patrzymy na niego siedząc albo stojąc, stąd wydaje się on nam mniejszy.

Społeczeństwo rosyjskie dzieli się na dwie grupy. Ta większa to patrioci, którzy podziwiają, zachwycają się, uwielbiają, adorują, kochają i zachłystują się Prezydentem. Są oni pełni werwy, nonszalancji, niezależności i optymizmu. Podziwiam ich za to. Na półeczce stoi słoik dżemu, na stole wódka z zakąską, dalej widać trochę chleba, a oni: Cudownie! Rewelacja! Nadzwyczajnie! Nigdy jeszcze nie było tak dobrze. To wszystko zawdzięczamy naszemu Prezydentowi!.

Druga grupa Rosjan, trochę mniejsza, jest niemrawa, wyciszona, przytłumiona, bez ikry. Może dlatego, że gorzej się odżywia, bo mieszka za granicą. W telewizji mówiono, że ostatnio (czyżby w ciągu jednego roku?) wyjechało za granicę 300.000 Rosjan. Nie liczyłem ich, dlatego nie będę się upierać, czy to prawda, czy nie. Odkąd pewnej nocy odnalazłem pod łóżkiem własny rozum, nic mnie już nie dziwi.

Prezydent Putin wykonał ostatnio ciekawy krok. Może jest to pierwszy ze słynnych leninowskich kroków do przodu, zwanych po rosyjsku „szagami”?. Dwa kroki naprzód, trzy kroki wstecz. Otóż, jak słyszę, Prezydent znacjonalizował Bank Centralny Rosji. Znaczy się podporządkował go rządowi. To mnie zachwyciło, podobnie jak zachwycają mnie pan Duda-PiS, nadzwyczaj zdolny kandydat oraz pan Mastalerek-PiS, powszechnie ceniony recenzent wydarzeń światowych. (Boże, ile ja osób lubię!)

W krajach bezmyślnych, innych niż Rosja, bank centralny jest instytucją niezależną, a jego cele są stosunkowo proste: dbać o stabilność waluty, pilnować inflacji oraz hamować gospodarkę, kiedy zaczyna się przegrzewać i pobudzać, kiedy jest zbyt leniwa. Bank centralny jest w stanie to czynićdlatego, że nikt z rządu nie szepcze mu na ucho, co wolno, a czego nie wolno.

Dopiero teraz gospodarka rosyjska popędzi do przodu. Na telefon z Kremla: „Chłopcy, drukujcie pieniądze i pompujcie w gospodarkę, bo potrzebujemy ekspansji!”, mennica ruszy niczym Pendolino.

– A co z inflacją?- Śmiałby nieśmiało zapytać dyrektor banku.

– Nie martwcie się, towarzyszu, mamy potężną armię, to i inflację się powstrzyma.

Dyrektor się podporządkował, za to Rubel stał się niezależny. To mnie też zdziwiło, ponieważ zawsze myślałem, że jest on niezależny od lat. Dopiero teraz Rubel zacznie chodzić własnymi ścieżkami, nawet jeśli będzie to oblodzona ścieżka pod górę w Himalajach.

Wszystko zaczyna sie od „Dopiero teraz..”.

Jestem reakcjonistą

Podobał mi się sondaż poparcia dla kandydatów na prezydenta wykonany w marcu b.r. przez Polish Daily News w Nowym Jorku. Poziom poparcia uzupełniam komentarzami, jakie ukazały się na formularzach sondażowych.

Duda – 44,7 % – A young, dynamic and handsome bloke. We love President Kaczinsky!

Brown – 14,0 % – The greatest Polish movie director.

Kukiz – 12,3 % – Dajcie mu Ministerstwo Kultury!

Kowalski – 8,8 % – Tradycyjne polskie nazwisko. Support tradition, not Russia!

Korwin-Mikke – 8,8 % – Communist and EU fighter! We love him.

Wilk – 7,9 % – Tyż popieram animal protection.

Komorowski – 1,8% – Kto to jest? Pierwszy raz słyszę to nazwisko.

Słomka – 0,9 % – Popieram, bezdomnych trzeba dorzywiac!

Jarubas – 0,9 – Lubie polskie sery Krakus i Jarubas.

Ogorek – 0,0% – Precz z Unią Europejską!

Znam Polonię, mieszkałem długo za granicą. Nowy Jork jest na końcu świata. Samolot ze Smoleńska rozbił się u nich dopiero dwa tygodnie temu. Cieszę się, że Polonia z Nowego Jorku wróci do Polski zgodnie z programem repatriacji PiS, kiedy już krajem rządzić będzie Prezydent Duda.

Z ostatniej chwili!

Reporter „Naszej Tuby” donosi: Dzisiaj Mastalerek w programie „Kawa na ławę” niezwykle zręcznie robił lewatywę uczestnikom spotkania i telewidzom tłumacząc, jak PiS walczył, walczy i będzie walczyć o kontrolę Komisji Nadzoru Bankowego nad Skokami.

Wniosek nasunął mi się sam: Potrzebujemy więcej szpitali psychiatrycznych. Będę głosować na kandydata, który przedstawi ten temat w swoim programie wyborczym. Jeśli nikt tego nie zrobi, to zobaczycie mnie na ulicach Gdańska, a może i całego Pomorza, jak nocą przemierzam z pochodnią oświaty polityczno-medycznej autostrady, szosy, trakty, drogi polne i ścieżki promując PiS i rozwój psychiatrii w Polsce.

Dla relaksu, zobacz video „Just fun” ze śmieciarką i koszem na śmieci. Jest niesamowite. Sprawdziłem poniższy adres, jest poprawny. Jeśli nie uruchomi się bezpośrednio ze strony blogu, proszę go przekopiować w pasek adresowy Googla lub innej wyszukiwarki, wtedy zadziała. Życzę miłego oglądania.

https://www.facebook.com/video.php?v=358812820973533&fref=nf

Groteska: Publiczne oświecenie polityczne

– Czas podsumować sytuację polityczną kraju. – Reporterka magazynu „Naród i Społeczeństwo”’ rozpoczęła wywiad z redaktorem naczelnym „Tuby Wyborczej”. Siedział przy niskim stoliku ukrywając twarz, nogi i tułów za zasłoną.

– Czym zajmuje się obecnie „Tuba Wyborcza?”

– Prowadzimy kampanie wyborcze dwóch kandydatów i jednej kandydatki na prezydenta.

– Czy oni nie są w stanie sami tego robić?

– Nie są, niestety, dostatecznie samodzielni. Wymagają pomocy.

-W jaki sposób im pomagacie?

– Pomagamy im uprawiać bełkot polityczny, które ma na celu pokazać prawdę o polityce i państwie.

– Czy oni są waszymi zleceniodawcami? Kto za to płaci?

– Nie. Zlecenia udzieliły nam partie polityczne. One same pozostają w cieniu, bo jest za gorąco.

– Jakim językiem posługujecie się w kampaniach wyborczych?

– Językiem wykształconych oszołomów, demagogów i osób nawiedzonych, który zna i rozumie zdumiewająco duża część społeczeństwa, popierająca naszych kandydatów.

– Co zalecacie mówić kandydatom na prezydenta?

– O pieskach imperialistów amerykańskich, prezydencie Putinie, którego broń Boże nie powinniśmy drażnić, choć on nas drażni, o wyjściu z Unii Europejskiej, obniżeniu wieku emerytalnego, choć na świecie wszyscy podwyższają ten wiek, o tym, że nie mogą rozmawiać z dziennikarzami i o wielu innych ciekawych sprawach.

– Męczy mnie, dlaczego ukrywa się pan za zasłoną? Kieruję do pana to pytanie w imieniu społeczeństwa, które chce wiedzieć jak najwięcej o kandydatach.

– Tego, że się ukrywam, nie mogę ani potwierdzić, ani zaprzeczyć.

– Mówi pan dziwnym językiem, jakoś bełkotliwie. Czy ktoś może dybie na pańskie życie?

– Dybał, nie gdybał. Niech pani wyjaśni społeczeństwu, że my i nasi klienci reprezentujemy język polityki polskiej, która ma na celu ujawnienie prawdy, ale w taki sposób, aby pozostała ona niejasna i zakryta, podobnie jak moja twarz, tułów i nogi.

– To dlaczego ma pan odkryte ręce, skoro pozostała część ciała jest zakryta?

– Ręce reprezentują mowę ciała. Mogę podnieść środkowy palec do góry, kiedy mnie wyzywają, lub skierować do przodu palec wskazujący, aby potępić in vitro, aut vitro, down vitro, up vitro oraz pedofilię, która napawa mnie obrzydzeniem.

– Chociaż uprawia ją sześć procent społeczeństwa, jak ogłosiła pewna posłanka o głosie cienkim jak makaron włoski. – Wyjaśniła dziennikarka.

– Nie sześć, a jeden procent. Tak powiedział ksiądz profesor o okrągłym, twarzowym nazwisku. Mówię zagadkami, zgodnie z duchem kampanii wyborczej.

– Czy kandydaci, których pan reprezentuje akceptują pedofilię?

– To trudne pytanie. Zaleciłem im odpowiadać: I tak, i nie. To zależy. Czy ja wiem?

– Skąd u pana taki styl wypowiedzi?

– To styl, który odkupiłem od dobrze mi znanego mężczyzny, którego podejrzewałem, że jest moim bratem, ale on temu zaprzecza. Dzisiaj nic nie jest pewne.

– Jakie partie oni reprezentują? Ci pańscy kandydaci.

– Partię Negatywów, Partię Niewiadomych Pozytywów oraz Partię Imienia Kandydata. Ich kandydaci to parka, chłopiec i dziewczynka, oraz rześki staruszek. Wszyscy bardzo młodzi.

– Nie znam ich ani ich partii.

– Bo ukrywają się pod szyldami. Podam pani szyfrem. Jedna partia wszystko neguje i krytykuje: rząd, konkurentów politycznych, mleko karmiących matek, pomoc dla Ukrainy, Unię Europejską, Związek Amerykański, kołki w plocie, bezrobocie i emigrację, która to bezrobocie rozładowuje, wiek emerytalny, który zresztą zniesie.

– A druga partia?

– Druga partia zmieni prawo i wszystko zrobi od nowa, choć nie wiadomo co, bo kandydatka nie odpowiada na pytania dziennikarzy. Sama za to zadaje nieprzerwanie pytania. Ma też gdzieś zadzwonić, ale się waha, bo nie wie, czy po drugiej stronie rozmówca podniesie słuchawkę.

– A trzecia partia?

– Trzecia partia to ten jurny staruszek i kilka sztuk młodzieży, która dopiero uczy się myśleć. On potrafi im wybełkotać, jak to robić.

– Aha, rozumiem.

– Nic pani nie rozumie. Ja też tego nie rozumiem. Nikt tego nie rozumie.

Prezydent Putin w Egipcie. Wiadomość krótka i rzeczowa.

Prezydent Putin odbył wizytę w Egipcie. Przy powitaniu zagrano hymn, który tylko z nazwy i domniemania był hymnem Federacji Rosyjskiej. Prezydent z wrażenia najpierw zdębiał, potem zdrętwiał, zamarł, zastygł , a w końu skamienial, ale tylko na twarzy. Zachował jej kamienny wyraz i po zakończeniu rozmów odleciał z nim do Moskwy. Można go teraz oglądać – jakim go Egipt stworzył – w telewizji państwowej. Społeczeństwo rosyjskie liczy na to, że niedługo przyjdzie odwilż i drętwota zniknie z jego oblicza.

Zapytany, dlaczego nie uśmiecha się, Prezydent odpowiedział:

– Nie mam ku temu powodów ani okazji. Podejmuję intensywne starania zakończenia wojny na wschodzie Ukrainie, ale są one torpedowane przez Unię Europejską, USA, Ukrainę i separatystów.

Zagraniczni dziennikarze twierdzili, że wykazał nadzwyczajne, wrodzone mu zresztą poczucie humoru. Rosjanie byli innej myśli, choć powinno ich cieszyć, że ich przywódca ma to poczucie.

– Separatystów? Tych, co tak biegle mówią po rosyjsku i umieją obsługiwać katiusze? – Zapytała zdziwiona dziennikarka, której wydało się, że prezydent przejęzyczył się. Nie było taktowne posądzać Prezydent Rosji o przejęzyczenie się. Tym razem intuicja jej nie zawiodła.

– Ach, przepraszam! – Prezydent schylił się, aby szarmancko ucałować rączki dziennikarki. – Omyliłem się. Separatyści to porządni ludzie. Tak! Tak! – Dodał. – Mimo, że nie są to moi separatyści. Wzruszył się, jego twarz pozostała jednak kamienna.

Mam pomysł: Co dalej? Część 2.

Mały krępy wraca do domu i dzwoni do tęgiej kobiety i przystojnego lowelasa. – Co wy robicie? Uzbrajacie tych ludzi?

A ona na to spokojnie: – My? Ależ nigdy w życiu. Nie mamy pojęcia, o czym pan mówi. Wykluczone, nikogo nie uzbrajamy. I powtarzają mu jeszcze raz na koniec: – My nikogo nie zbroimy.

Sytuacja nie jest łatwa. W domu Zakapiora leje się wódka. Usiłują zrozumieć, o co tu chodzi.

– Słuchaj, szefie, oni łżą jak psy. To niebezpieczni ludzie. Ta sprawa może nas sporo kosztować. Co robić?

– Trudno chłopcy, wydaje mi się, że tym razem to my będziemy musieli do nich pojechać i porozmawiać. Bo oni mówią „tak”, oczywiście, ale w istocie Bóg jeden wie, co mają na myśli.

– Szefie, w dodatku to oni są nieobliczalni. Na magazynie, w którym trzymamy cały importowany sprzęt i żywność, ktoś założył jeszcze większe kłódki i mocnej przykręcił śruby. Wczoraj miał nadejść transport sprzętu do filtrowania alkoholu, nie nadszedł. Napisali email, że nic na to nie poradzą, że nie mogą na nas liczyć, że jesteśmy niewypłacalni.

Dwa dni później przychodzą do Zakapiora ludzie ze wsi i skarżą się.

– Szefie, strasznie podrożała żywność, wody nam brakuje, a elektryczność jest tylko co drugi dzień. Lepiej ściągnąć tych elektryków z placu, niech zostawią te naprawy sprzętu, który ktoś im ciągle psuje, a zajmą się naszą elektrownią.

Zakapior kiwa ze zrozumieniem głową. Doszedł już do siebie. Nie jest mu łatwo, ale wydaje odpowiednie dyspozycje. Wieczorem tłumaczy w telewizji, której jest współwłaścicielem, że sytuacja się zmieniła, że obcokrajowcy są wrodzy narodowi, ale mają pieniądze, że były mniejsze urodzaje. Naród to rozumie. Wszystko jest znowu dobrze, tylko poparcie mu spada z osiemdziesięciu pięciu do sześćdziesiąt pięciu procent.

Po kolejnym odsłonięciu kurtyny, na scenę wychodzą ludzie z transparentami. Pierwszy nosi napis: „Czasem musisz udać głupka, kiedy masz do czynienia z niebezpiecznym facetem”. „Cwaniaczek wie, co robi, ale udaje przygłupa”. Inny: „Kiedy zaczynasz grać tak samo, przeciwnik traci orientację i zaczyna myśleć”. „On do ciebie z kosą, ty do niego z paralizatorem”. „Gość zaczyna cię cenić, kiedy zrozumiał, że już się go nie boisz”.

2015 02 09 Putin na Krymie

Widownia wstaje i milczy przez minutę dla uczczenia zakończenia. Niektórzy nucą w pamięci Marsyliankę. Robi się cicho i spokojnie.

– Pokój z wami!. – Głośno komunikuje anioł spod powały. Jest uzbrojony w pistolet maszynowy na wypadek, gdyby ktoś go nie zrozumiał.

 

Mam pomysł. Co dalej? Część 1.

Wczoraj o godzinie 22.22 wyszedłem na spacer. Było ślisko. Upadłem i uderzyłem głową o chodnik. To mnie ożywiło i rozjaśniło w głowie. Widocznie była tam jakaś blokada zaciemniająca. Wróciłem do domu i napisałem sztukę teatralną. Przedstawiam scenariusz.

„Na dużym placu mały, krępy facet, za którym stoją wielkie draby z pałami, bije dwóch ludzi. Ci krwawią, a on ich dalej leje. Obok stoi grupka osób i trzęsie się ze strachu. Sytuacja jest znana ludziom w okolicy, bo trwa już od dłuższego czasu.

2015 02 08 badzior w masce z kwiatem

Na miejsce przyjeżdża delegacja społeczna: kobieta, niezbyt ładna, ale rosła, oraz mężczyzna, trochę lowelas, ale przystojny i zaczynają tłumaczyć małemu facetowi:

– Proszę pana, nie może pan ich tak bić, to nie jest zgodne z zasadami. Ustalmy jakieś zasady.

– Co proponujecie? – Pyta mały zakapior. Trochę się zmęczył i jest chętny otworzyć gębę dla rozrywki.

– Po pierwsze, że nie będzie pan bić wszystkich ludzi, tylko tych dwóch. Po drugie, że będzie pan to robić nie na całym placu, tylko w tamtym rogu. Wspólnie ustalimy granice i oznaczymy je palikami. Po trzecie, musimy ustalić wspólnie obserwatorów, aby patrzyli, jak pan się sprawuje.

Mały facet nachylił się do nich, oni do niego, coś im powiedział i delegacja odjechała. Na odchodnym powiedział bardzo wyraźnie:

– Zapamiętajcie sobie, ja nikogo nie biję.

– Ależ bije pan.

– Zapewniam was, że nie biję. Mogę powtórzyć to w telewizji”.

Nie podobał mi się ten scenariusz. Był za mało wyrazisty, napisałem więc drugi.

„ Na dużym placu mały, krępy facet, za którym stoją wielkie draby z pałami, bije dwóch ludzi. Ci krwawią, a on ich dalej leje. Obok stoi grupka innych osób i trzęsie się ze strachu. Sytuacja jest znana ludziom w okolicy, bo trwa już od dłuższego czasu.

W pokoju siedzi kobieta, niezbyt ładna, ale rosła i mężczyzna, trochę lowelas, ale przystojny i naradzają się.

– Rozmawialiśmy już z nim kilka razy, nie ma co strzępić języka. To ugrzeczniony bandzior o uśmiechniętej twarzy. Słowami nie trafimy do niego. Przywołują do siebie jeszcze jednego faceta, wysokiego, szczupłego, o ciemnej karnacji. Nachylają się razem i coś szepczą.

Na drugi dzień do dwóch wciąż jeszcze pokrwawionych mężczyzn na placu przychodzi zakapior i zaczyna zakasywać rękawy. Patrzy i oczom nie wierzy. Dwaj okrwawieni mają kastety w ręku, a za nimi stoją draby, jest ich mniej niż jego kompanów, ale mają jeszcze większe pały i w dodatku paralizatory, których sam na oczy nie widział. Jego to nie zraża i zaczyna ich bić. Wynik jest jednak trochę inny. Sam wychodzi poturbowany. W dodatku okazuje się, że jego zespół stracił trzy pały, a wiadomo ile one kosztują.

Sytuacja powtarza się kilka razy. Jest trudna, impas jest widoczny po obydwu stronach.

Ciąg dalszy jutro.

Klub sejmowy „Prymityw Polski”

Wczoraj w TV wystąpił poseł Wipler. Mówił bardzo przekonywająco o pani lady Margaret Thatcher. Podkreślił jej pozycję nazywając ją panią po polsku i lady po angielsku, co również znaczy pani. W tej sposób uznał dwukrotnie jej kobiecość. Jak to mówią Francuzi, był charmant.

O pani premier Kopacz mówił mniej kobieco. Nazwał ją Lawirantką. Wyjaśnienie było zawiłe i nie wszystkim posłom się podobało. Mnie również nie, bo jest ona premierem wszystkich Polaków, bez względu na to, czy komuś się to podoba czy nie. Zdecydowała o tym większość narodu wybierając PO.

Poseł Wipler uniósł się, choć jest ciężki. Chwilę lewitował w powietrzu. Aby go ściągnąć na ziemie, z sali padały okrzyki „Pijak! Pijak”. Nie wiem dlaczego, bo obywatelom przed telewizorami wydawało się, że powinni krzyczeć „moczymorda”.

Poseł wyjaśnił w przypływie wzmożonej egzaltacji, że przewodniczy teraz nowemu klubowi sejmowemu „Prymityw Polski”, organizacji walczącej o prawa lady Thatcher i górników brytyjskich. Prasa brytyjska pisała, że przewróciła się ona w grobie, kiedy dowiedziała się, że słynny polski Wipler krzyczał o niej z zachwytem. Była tym bardziej zachwycona, że zlikwidowała górnictwo węglowe, bez którego żyje się teraz Brytyjczykom lepiej i bogaciej niż z węglem. I on o tym mówil z dumą.

Węgiel w dobie taniej ropy naftowej jest ciężarem, drogim i zanieczyszczającym środowisko. – Krzyknął na zakończenie poseł Wipler, po czym z wyczerpania i upojenia upadł i zsunął się do rynsztoka. To smutny fakt dla narodu, który reprezentuje. Co do mnie, to jeszcze nie zdecydowałem się, czy powinienem być smutny z tego powodu.

Savoir vivre

„Savoir Vivre” znaczy dosłownie „wiedzieć, jak żyć” i jest o dobrych manierach i rzeczach praktycznych, jak na przykład, kiedy wyjąć słomę z butów, a kiedy ją tam włożyć. O sianie Savoir Vivre nie traktuje, a jest ono ważne. W armii carskiej rekrutom-analfabetom, którzy nie wiedzieli, co to znaczy „prawa” i „lewa”, przyczepiano wiązkę siana do jednego buta i wiązkę słomy do drugiego. Kapral, który w wojsku ma od zawsze opinię sukinsyna, wydawał wtedy komendy: słoma, siano, słoma, siano, zamiast prawa, lewa, prawa, lewa.

Kolejność mogłem pomylić, ponieważ od dawna nie widziałem wojska. Widziałem tylko na ulicach całego kraju, jak długi i szeroki, zwarte oddziały PiS z okrzykami na ustach: Precz z wyborami! Precz! Precz! Precz! Ich usta były namiętnie czerwone, co mi przypomniało pieśń z dawnych lat: „Niech żyje nam towarzysz Stalin, co usta słodsze ma od malin”.

Towarzysz Stalin ułatwił mi przejście do innego tematu i innych towarzyszy. Ostatnio panowie Jerzy Urban i Leszek Miller wymienili się uprzejmościami na temat pogrzebów. Miller życzył Urbanowi skromnego i spokojnego pogrzebu, zgodnie z miarą skromności, którą bohater kilku pokoleń wykazywał przez całe życie. Urban przypominał z kolei zasługi pana Leszka: był sekretarzem KC PZPR i poprowadził SLD do klęski w ostatnich wyborach samorządowych. Potem nazwał go sztywnym umrzykiem czy czymś w tym rodzaju i zaprosił na swój pogrzeb wyrażając ubolewanie, że nie będzie tam księdza, bo księża nie przychodzą na takie małe pogrzeby. Są podobno nieopłacalne.

Atmosfera smutku towarzysząca wymianie poglądów była zrozumiała.

– Wymarli już wszyscy, których darzyliśmy miłością: Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, Komunistyczna Parta Związku Radzieckiego i wszystkie inne bratnie partie, które sobie wzajemnie pomagały. Leonid Breżniew to nawet całował Honeckera w usta. Teraz już nie ma takiej przyjaźni. – Wzdychali obydwaj panowie.

– SLD też nie czuje się  najlepiej. – Dodał pan Leszek. Mówię to szczerze. – Podniósł głos, kiedy zauważył błysk wątpliwości w oczach rozmówcy. Do końca zachowali jednak dobre maniery tytułując się uprzejmie: Kochany Leszku, Drogi Jurku. Wymiana uprzejmości była zgodna z protokołem Savoir Vivre, wersja partyjna, publikowanym od lat na łamach postępowego czasopisma „Nie”.

 

Post scriptum:

Od dnia 3 do 17 grudnia br. odbywam wyprawę do Indii. Jestem szczęściarzem: będę jeździć na słoniu i walczyć z amebą. Słonia jestem pewien, ameba jednak pozostawia wątpliwości. Nie tęsknię za nią, choć to podobno bardzo gościnne stworzenie.

Piszę o tym na wypadek, gdyby miały wystąpić jakieś anomalie na blogu, któremu życzę dużo szczęścia i radości podobnie jak i jego Czytelnikom.

Vive Savoir Vivre!

 

Polityka męcząca

Obiecuję sobie, że nie będę pisać o polityce, ale jakżeż tu nie pisać skoro długopis jak nóż sam otwiera się w dłoni.

Myślę o niepodliczonych jeszcze do końca wyborach samorządowych. Widzę, jak dwie partie i kilku polityków mieszają ludziom w głowach. Mnie nie, nie przyjmuję ich argumentów do wiadomości. Ostatnio szczepiłem się i jestem odporny. Inni obywatele wydają się być zagubieni.

Podsumuję kilka spraw.

  1. Wybory samorządowe jako destabilizacja państwa i klęska narodowa. Totalna bzdura. Żadne pojedyncze wydarzenie nie jest wstanie zdestabilizować państwa, tylko ciąg powtarzających się negatywnych zdarzeń o poważnych konsekwencjach społecznych, politycznych czy ekonomicznych. Przykłady: rządy PRL czy rządy Prezydenta Putina.
  2. Obarczanie rządu i lub prezydenta Komorowskiego problemami podliczania głosów. Druga bzdura. Państwowa Komisja Wyborcza, jej organy i działania są niezależne od prezydenta i rządu. Nawet sejm, najwyższa władza w Państwie, nie ma na nich wpływu. Jest tylko droga sądowa i to nie w odniesieniu do całości wyborów, tylko poszczególnych nieprawidłowości.
  3. Głośno krzyczący politycy są zwykłymi łajdakami. To, co głoszą, czynią wyłącznie dla własnej korzyści, nie z troski o dobro społeczeństwa.
    1. Kaczyński, atakując rząd, który nie ma nic wspólnego z wyborami, chce zniechęcić społeczeństwo do popierania PO.
    2. Duda, oskarżając Prezydenta Komorowskiego, stara się osłabić jego pozycję i umocnić swoją w zbliżających się wyborach prezydenckich.
    3. Miller żąda powtórzenia wyborów. SLD pod jego przywództwem doznało sromotnej porażki. Cokolwiek by się teraz nie stało, może tylko mu pomoc np. odwracając uwagę od jego odpowiedzialności za wynik wyborczy.
    4. Gowin (przypomina mi blady balon), chce dać się poznać jako mąż opatrznościowy, jedyny sprawiedliwy, człowiek piętnujący zło, aby zwiększyć swoją popularność społeczną i polityczną.
    5. Wipler, kandydat na prezydenta Warszawy. Niechby i został tym prezydentem, mieszkańcy mieliby szansę rozpicia się a on utonięcia w Wiśle.
  4. Błędy systemu wyborczego. Jest to błąd z gatunku „sztuki zarządzania”. Niechby każdy z krytyków podliczania głosów poddał się ocenie publicznej, jak sobie radzi we własnym życiu, zobaczylibyśmy, czy nie popełnia równie poważnych błędów. Kaczyński popełnił 7 (przegrane wyborcze) i jego zwolennicy powinni żądać wobec niego (tak jak on wobec PKW) zniknięcia z życia publicznego. Nie zmienia faktu, że takie błędy czy zaniedbania jakie wystąpiły w czasie wyborów są niedopuszczalne.

Podsumowanie: Ludzie czynią czasem coś podłego dla osiągniecia korzyści własnych, lecz ilość łajdactw i łajdaków w naszym kraju przekracza miarę normalności.

Po naradzie z Wiktorem, Iwanem Iwanowiczem Iwanczynem i własnym sumieniem proponuję:

  • Wprowadzić karę dożywotniego więzienia za podżeganie (ciężka forma łajdactwa), skoro nie możemy zastosować kary wyższej.
  • Dziesięciokrotnie zwiększyć nakłady na edukację polityczną, społeczną i ekonomiczną, aby ludzie nie dali manipulować się łajdakom. Dołożymy się finansowo.
  • Postawić pomnik facecjoniście z okresu międzywojennego (nazwiska nie pamiętam), który powiedział: Nie będzie w Polsce lepiej, dopóki nie rozstrzela się 70 000 łajdaków (Jest jeszcze ciąg dalszy tego powiedzenia).

Polski Dr Jekyll and Mr Hyde

Święto Narodowe 11 Listopada nigdy jeszcze nie było obchodzone równie uroczyście jak w roku 2014. Masy rzeczników i wyznawców patriotyzmu były tak wielkie, że musiano je zorganizować w dwie odrębne demonstracje. Pierwszą nazwano „Marszem dla Niepodległej”. Na jej czele kroczył Prezydent Komorowski ściskając ręce na lewo i na prawo, a czasem do przodu i do tyłu, oddając po drodze cześć twórcom  niepodległości, którzy ustawili się szeregiem na pomnikach.

Druga demonstracja zwana „Marszem Niepodległości 2014” jak i „Demonstracją Narodowców”, była większa, głośniejsza i bardziej kolorowa. Setki i setki a potem tysiące i tysiące demonstrantów ubranych – z uwagi na chłód – w maski zasłaniające twarz, niosły w rękach symbole narodowego patriotyzmu: w jednej sztandar biało-czerwony, w drugiej szary kamień. Obydwa symbole były duże i widoczne, co cieszyło pozostałą część narodu: bogatszą zebraną przy telewizorach, biedniejszą przy odbiornikach radiowych i najbiedniejszą przy piwie i narkotykach.

Kamień i sztandar mają w Polsce wymowę narodowo-chrześcijańsko-patriotyczną. „Jak ty we mnie kamieniem, to ja ci sztandarem, symbolem miłości do ojczyzny”. Kiedy pochód narodowców ocieplany twarzowymi maskami dotarł pod Stadion Narodowy, wybuchł tam radością rac, petard, flar i kostek bruku.

Pokazywał to TVN. Nie podobało się to rzecznikowi patriotyzmu narodowego, lekko niedożywionemu mężczyźnie o nazwisku Zawisza, podobno sobowtórowi mocno historycznego Zawiszy, który zwykł mawiać o sobie „Polegaj na mnie jak na Zawiszy”. Zawisza, ten słabiej odżywiony, stwierdził niezwykle słusznie, że TV pokazuje tylko wybrane sceny. Nie można odmówić mu słuszności, gdyż telewizję nadal obwiązuje reglamentacja z czasów PRL, poniewaz w nowej konstytucji nie ma nic o zniesieniu reglamentacji. Jeśli tak, to telewizja ma obowiązek pokazywać tylko te sceny z udziałem narodowców, które wskażą jej sami narodowcy, właściciele znaku i logo polskiego patriotyzmu.

Nic o nas bez nas. – Zakończył pan Zawisza, sobowtór historycznego Zawiszy, który mawiał o sobie „Polegaj na mnie jak na Zawiszy”.

Z innych darów, jakimi obdarzyło nas Święto Niepodległości, była jeszcze zapowiedź Prezesa Jarosława Kaczyńskiego, że kandydatem jego partii na prezydenta Polski jest i będzie Andrzej Duda, który wsławił się tym, że będąc ważnym urzędnikiem Śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego na mocy tego urzędowo-historycznego powinowactwa będzie kontynuować wielkie czyny Marszałka Piłsudskiego. Kocham Jarosława Kaczyńskiego za jego skojarzenia wielkości ludzi teraźniejszych i niedawno zmarłych z niegdysiejszymi, dawno zmarłymi. Jest to rodzaj pamięci sponsorowany przez znicze Święta Zmarłych. Aby nie pozostać dłużnym historii ani czytelnikom wypada zacytować powiedzenie Marszałka Piłsudskiego: „Racja jest jak dupa. Każdy ma swoją.” Jest w nim urok głębi i logiki.

Życzę nocy pełnej ciepła dla ducha i podniet dla ciała, do których każdy z nas ma prawo równie niezbywalne jak do własnej dupy i racji.

PS. Co do Dr Jekyll’a i Mr Hyde’a, to kiedy uczestnik drugiego, narodowego pochodu patriotycznego pokazywał się przodem, to ujawniał się Dr Jekyll, kiedy zaś tyłem, to ujawniał się Mr Hyde. Po angielsku nazywa się to re-enactment.

 

Polska plaga narodowa

Afryka ma Ebolę i AIDS, Polska ma Adama Hofmana, Mariusza A. Kamińskiego i Adama Rogackiego (w dodatku z małżonkami, jeśli rzecz dzieje się w samolocie). Niby to samo, a jednak różnice są. Można je dostrzec pod mikroskopem, ponieważ gołym okiem (Dlaczego oko miałoby być gołe? – Pytam i od razu odpowiadam: Nie wiem!) niczego nie da się wyśledzić w polityce i moralności, które nawet w alfabecie są od siebie odległe.

Ostatnio Sejm nabył nowy mikroskop elektronowy i sam pan marszałek, osobnik anglojęzyczny, postawny i inteligentny, lecz skażony nieco zanikami pamięci, będzie badać wirusy osobiście. Badanie to nazwał audytem. Jest to określenie niewątpliwie zgrabne, lecz nie za bardzo pasujące do kontekstu. Jest przesadne. Wolałbym, aby ludzie mówili i pisali prostym językiem. Tak jak ja. Ja, jak nawet przeklinam, to używam prostych słów, związanych najczęściej z częściami i funkcjami ciała. Poczytuję to sobie za plus.

Cytuję Wikipedię, źródło zbiorowej mądrości świata. Audyt to „systematyczna i niezależna ocena danej organizacji, systemu, procesu, projektu lub produktu. Przedmiot audytu jest badany na zgodność z określonym punktem odniesienia listą kontrolną, przepisami prawa, normami, standardami lub przepisami wewnętrznymi danej organizacji (polityki, procedury)”.

W Wikipedii znalazłem 17 rodzajów audytu plus audyt wewnętrzny i zewnętrzny. Do trzech oskarżonych z PiS, prawie już martwych, należałoby zastosować audyt wielowymiarowy: etyczny, finansowy, operacyjny, personalny, wiedzy. Proponuję też audyt badania klinicznego, a mianowicie, czy oskarżeni przeszli kiedykolwiek kliniczne badania głowy.

Między Polską a Afryką jest więcej różnic folklorystycznych: AIDS i ebola rozprzestrzeniają się przez kontakt osobisty, polskie choroby samochodem i samolotem. Polska okazała się być bardziej nowoczesna. I to mnie cieszy. Pewnemu młodzieńcowi, znam go osobiście, wydawało mu się, że pojęcie chorób parlamentarnych jest prostsze i daje się katalogować jak książki w Bibliotece Filii nr 222 pod wezwaniem „Rzeźni Numer Pięć” Kurta Vonneguta. Adresu biblioteki nie pamiętam.

Oskarżenia wobec braci w wierze PiS i grożenie audytem boleśnie uderzyły w Prezesa PiS. Całą noc leżał krzyżem w gabinecie, publicznie przyznał się, że jest katolikiem niewybaczającym i obiecał lincz, a potem rzeź. Myślał okrutnie, mówił łagodnie (Przeważnie jest na odwrót). Jego słowa brzmiały łagodnie. To wyraz głębokiego katolicyzmu, który opiera się na prawdzie. Powtarzał nieprzerwanie: będę wnioskować, będę proponować, zobaczymy, co można zrobić, komitet polityczny ustali. I tak dalej.

Kiedy uświadomiłem sobie, jak bolesne jest dla człowieka, który wyhodował trójkę dobrze zbudowanych mężczyzn na własnej piersi, karmił ich własną piersią, tulił do własnej piersi i teraz musi ich unicestwić wyrzucając na zimny i wilgotny bruk, poczułem bezmiar miłości bliźniego. I tak już pozostanę w uduchowionym stanie, podobnie jak wszyscy członkowie w PiS z wyjątkiem nowego rzecznika, Marcina Mastalerka, który w postępowaniu trzech skazańców dostrzegł rękę i szalik Donalda Tuska oraz głowę Platformy Obywatelskiej. Dziś od rana nowy rzecznik PiS ćwiczył nogę, aby pomóc staremu rzecznikowi PiS sprawnie odejść na emeryturę partyjną. Ma chłop w sobie dobroć.

Marcin Mastalerek z żoną na sesji ślubnej

PS. Podobno ten krótki osobnik u dołu na zdjęciu uczył pana Marcina nowych chwytów oratorskich.

Spotkanie wyborcze w fabryce serów

Po ważnym dla kraju wydarzeniu spotkaliśmy się we trójkę, Iwan Iwanowicz Iwanczyn, Wiktor i ja, aby omówić sytuację polityczną. Mówią o nas na osiedlu, że jesteśmy podobni do Bandy Czworga, która niegdyś stanowiła przewodnią siłę polityczną Chin. Szczerze mówiąc nie widzę podobieństwa.

Przedmiotem spotkania była ocena wystąpienia przywódcy Prawa i Pięści w serowarni. Porządek dnia zorganizował się sam w przysłowiowe try miga. Omawialiśmy temat po temacie.

Miejsce wizyty.

Rewelacyjne. Hałas maszyn stanowił doskonałe tło do wygłaszania mocnych tez politycznych i społecznych. W pewnym momencie hałas był tak wielki, że przywódca PiP musiał przekrzykiwać się z mikrofonem, dziennikarzami i pracownikami zakładu pracy. To pogłębiło siłę dyskusji i uwydatniło problemy, z jakimi boryka się kraj.

Hasło wyborcze.

Wyśmienite. Nikt nie mógł wymyśleć nic lepszego. „Suchać sołeczeństwa i sużyć sołeczeństwu”. Tego nie wymyśliłby nawet sam Michał Kamiński u szczytu formy. Hasło nadawało wiarygodność przywódcy i ujmowało esencję programu PiP. – Wiktor podsumował to tak udatnie, że rzuciliśmy się obydwaj, aby go całować. Odmówił. To człowiek skromny.

Prezencja przywódcy.

Bez zarzutu. Ciemny garnitur w prążki doskonale kontrastował z żółtym kolorem serów i białymi z nazwy fartuchami pracowników serowarni. Brak hełmu ochronnego na głowie był przemyślany. Świadczył o zdolności przeciwstawienia się bzdurnym przepisom BHP. Podobały nam się też stonowane, rzeczowe wypowiedzi suchych ust oraz sylwetka w modnym stylu „kloc drewna”.

Twarz była jednym z największych osiągnięć. To zasługa charakteryzatorów. Króciutkie, siwoblade włosy przyklejone do skroni, drewniana, ciosana w alabastrze twarz, sardoniczny uśmiech przyklejony raz do prawej, raz do lewej strony ust w zależności od kierunku, w jakim obraca się głowa, lub poniżej kącików ust, kiedy mówca patrzy w dół, aby nabrać natchnienia. W górę nie patrzył, ponieważ mogłoby to sugerować brak natchnienia, błaganie o łaskę lub oczekiwanie pomocy z nieba.

– Ludzie mogliby to odebrać jako brak moich własnych pomysłów, których mam przecież w nadmiarze”. – Wyjaśnił w chwili przerwy (w hałasie) współpracownikom tak głeboko wierzącym, że nie występowali z żadnymi pytaniami o nic, jak to bywa w przypadku słabszych przywódców prowadzących dyskurs z członkami własnej partii.

Wyprostowana sylwetka nie pozostawiała złudzeń: oto człowiek o moralnym kręgosłupie.

– W moralności nie dotrzymuje mu pola żaden inny polityk, a nawet rosnąca w siłę trzecia płeć obficie reprezentowana przez partię „Cala Naprzód”. – Uznaliśmy zgodnie. Inni politycy umieją tylko kołysać się w prawo i w lewo, niby gałęzie na wietrze podlegające naciskom nieobliczalnych grup społecznych, górników, pielęgniarek, nauczycieli i emerytów, geodetów i producentów piwa, wyciągających ręce po podwyżki lub pięści zaciśnięte w gniewie. „Być dobrym a zarazem być skutecznym” to była dewiza PiP, człowiek z serowarni obiecywał więc szczodrze tak długo, jak długo pieniędzmi rządzi inna partia.

Tylko niepełnosprawni nie wywierali na niego presji, gdyż nie mieli siły. Tym bardziej o nich pamiętał i był do nich życzliwie usposobiony.

– Jeśli o nich nie wspomina, to tylko z delikatności, aby nie przypominać im inwalidztwa. To pozytywna i wrażliwa postawa. – Doszliśmy do wniosku. Nie musieliśmy długo iść, aby uzyskać konsensus.

Reakcja otoczenia.

Była bardzo pozytywna. Nikt nie rzucał jajami, ani nawet serami, co byłoby łatwiejsze. Ocenialiśmy wypowiedzi politologów, socjologów i wybitnych dziennikarzy, komentujących wystąpienie w serowni.

– Przywódca partii Prawo i Pięść śmiał się do kamery jak głupi do sera. – Bzdura. – To była nasza ocena. Odrzuciliśmy ich opinię jako próbę zdyskredytowania zdolnego przywódcy politycznego, który już wkrótce będzie rządzić krajem.

Pod koniec wystąpienia w serowarni wybuchły owacje. Nie było ich słychać, ponieważ zagłuszały je maszyny. Pierwsza naszą myślą było, że to sabotaż partii rządzącej. Ostatecznie uznaliśmy, że był to dobrze przemyślany scenariusz wystąpienia, podkreślający skromność człowieka, który pierwszy w historii światowej polityki zdobył tytuł „Siedem zwycięskich przegranych wyborczych”.

W końcu naszego spotkania dokonaliśmy podsumowania.

– To najlepszy Kim Dzong Un, jakiego los dał krajowi. Nie tylko Korea Północna ma szczęście do światłego przywódcy.

– Co oni zrobiliby bez niego?

– Bez jego wytycznych nie umieliby nawet zbudować głupiego lotniska.

Dzięki takim ludziom jak przywódca PiP w Polsce i Kim Dzong Un w Korei Północnej słońce świeci nieprzerwanym blaskiem a dzieci chodzą spokojnie do szkoły.- Stwierdzenie to przyjęliśmy przez aklamację.

Polskie półtora metra pod ziemią

– Zamyśliłem się głęboko nad życiem. Potem jeszcze głębiej. Zanim się spostrzegłem, byłem już półtora metra pod ziemią.- Iwan Iwanowicz Iwanczyn podzielił się ze mną swoim niezwykłym doświadczeniem.

Pochyliliśmy się nad problemem głębokości zamyślenia oddając hołd tysiącom myślicieli, którzy byli przed nami.

– I tysiącom ludzi myślących, którzy przyjdą po nas. – Dorzucił Wiktor, mój przyjaciel, który przyplątał się Bóg wie skąd i dołączył do towarzystwa.

– O, to nie jest takie pewne. Te tysiące ludzi myślących po nas. – Wyjaśnił Iwan Iwanowicz z wrodzoną dla niego żywością i spostrzegawczością. Myślenie nie jest dzisiaj w cenie.

– Popatrzyłem na niego z uwagą.

– Może zechcesz łaskawco wyłożyć, co masz pan na swoim żywym jak rtęć umyśle. – Zapytał Wiktor dowcipnie, a może i trochę kąśliwie, a ja od razu pomyślałem, że rtęć jest trująca. Obydwaj mężczyźni rywalizowali ze sobą w ćwiczeniach umysłowych, które chronią osobę ostatecznie dojrzewającą przed utratą pamięci, amnezją, chorobą Parkinsona a nawet zanikiem zdrowego rozsądku.

– I chorobą szalonych krów. – Dodałem w myśli swoje trzy grosze, całkiem niewinnie, ponieważ miałem na uwadze dobro społeczeństwa coraz bardziej zapadającego na umyśle, sercu i moralności politycznej.

– Wgryźliśmy się w temat tak głęboko, że o mało co znowu nie znaleźliśmy się owe prawie historyczne półtora metrów pod ziemią. Nie wiem, dlaczego przypomniała mi się Alina i Balladyna, obydwie panie z „Balladyny” Juliusza Słowackiego, oraz lilie rosnące wysoko, lecz kojarzące z głębokością pochówku.

– Dzisiaj, drodzy panowie – Iwan Iwanowicz gestem głowy zachęcił nas do spiskowego zbliżenia głów – nie ma czasu na myślenie. Dzisiaj się żyje, ogląda reklamy w telewizji, słucha dziesięć godzin relacji o tym samym wybuchu gazu w kamienicy na południu Polski, robi grilla, rozmawia przez telefon komórkowy, słowem pędzi życie jałowe intelektualnie jak gazik do opatrywania ran po ukąszeniu moskita.

– Dzisiaj ludzie nie spotykają się, aby porozmawiać poważnie na poważny temat, tylko słuchają polityków, choćby takich jak ów Ziobro, który mówi o redukcji zanieczyszczeń środowiska w taki sposób, aby ludzie myśleli, że chodzi tylko o pognębienie ich wyższymi cenami energii. To stało się, szanowni panowie, motywem przewodnim polityków opozycji: mówić nie po to, aby objaśnić gruntownie i uczciwie problem ochrony środowiska, ale po to, aby udowodnić, że pani premier powinna trafić do trybunału stanu. Te dwie postawy mają się do siebie jak łopata do cygara. – Nie pamiętam, który z nas trzech to powiedział.

– Ja tych skurwysynów, zdenerwował się Wiktor, powyrzynałbym.

Jakich?

Tych, co mącą społeczeństwu w głowach. Autentycznie skopałbym ich na głębokość półtora metra pod ziemię.- Rzucił zdecydowanie, zaskakując tym również siebie samego, ponieważ jest człowiekiem raczej łagodnej natury, choć nieco porywczej.

– To po ojcu – pomyślałem cicho, nie chcąc mieszać do dyskusji wiktorskiego rodziciela, który mógłby mieć lepszy charakter.

– Oni, to znaczy politycy w Polsce, nie różnią się bardzo od polityków w innych krajach, z tym jednym wyjątkiem, że są kompletnie niemoralni. Mówią tylko to, co ma ich doprowadzić do władzy, a nie to, co leży w interesie społeczeństwa.

– Prawda nie jest po to, aby ją wyjawiać społeczeństwu, ale po to, aby ją wykręcić jak szmatę we własnym interesie. – Iwan Iwanowicz rzeczowo włączył się do dyskusji.

– Rozumiem, że każdy polityk dba o własny interes, ale nie może to być w stu procentach. Troska o siebie i dbałość o społeczeństwo powinny zachować co najmniej proporcjach 50/50. – Oświadczenie to spłynęło na nas z góry od kogoś, kto dodał: – Nie po to stworzyłem świat, aby opanowało go kłamstwo i posunięte do absurdu chciejstwo. A gdzie jest zwykła uczciwość, altruizm, interes innych ludzi i przysłowiowy bliźni? – Zapytał z góry groźny i tajemniczy głos. Brzmiał jak dzwon sumienia.

Na obronę polskich polityków zaczęliśmy szukać atrybutów człowieczeństwa u polityka Ziobry i jemu podobnych. Znaleźliśmy je na głębokości półtora metra pod ziemią.

– Panowie, zupełnie rozsądnie wydaje mi się, że na tej głębokości leży przyszłość narodu, który być może sam nie łże, lecz chętnie doprowadza do władzy ludzi o pyskach wykrzywionych kłamstwem.

Zdjęliśmy czapki i pochyliliśmy głowy w cichej modlitwie nad umierającą prawdą. Było to bardzo na miejscu zważywszy zbliżający się Dzień Zaduszny.

 

Miododajne usta

Dziś każdy pragnie być na piedestale, najchętniej międzynarodowym. Przypomnijmy sobie prawie zapomnianego już Donalda Tuska, premiera, który porzucił Polskę drewnianą, aby budować Europę murowaną, zdrową pokojowo, co zapewne będzie wymagać nowego Muru Chińskiego dla powstrzymania nowych barbarzyńców.

– Od każdej teorii są oczywiście wyjątki. Od teorii „osobowości na piedestale”, jest tylko jeden, a mianowicie mój ulubiony aktor i prestidigitator polityczny, Jarosław Kaczyński. Kiedy wszyscy pędzą do przodu jak armatnia salwa kartaczy, on chowa się pod jaszcz, inaczej mówiąc wózek z amunicją, gdzie jest najcieplej, zwłaszcza w przypadku, kiedy trafi tam bomba. Od pewnego czasu prezes  Jarosław ukrywa się, nie pokazuje publicznie, za co go chwalę i modlę się razem w wszystkimi pobożnymi ludźmi, aby tak już pozostało. Niechętni mu mówią, że poddał się liftingowi i wróci z nową, świeżą twarzą, aczkolwiek ze starym tułowiem. – Takim to wstępem przywitał mnie Igor Igorowicz Iwanczyn, najwybitniejsza osobowość roku 2014.

– Będę na niego głosować jeśli tylko zechce kandydować w wyborach parlamentarnych lub prezydenckich. – Postanowiłem. Potrzeba nam ludzi myślących, postawnych, doświadczonych, inteligentnych i z charakterem. Myśląc to, nie za bardzo pamiętałam, czy myślę o Iwanie Iwanowicz, o sobie, czy o Jarosławie Kaczyńskim. W Polsce wszystko jest możliwe.

Iwan Iwanowicz w toku naszego spotkania zrelacjonował mi spotkanie z młodym pszczelarzem z Miodolandii, zwanym także bartnikiem, pasiecznikiem, pszczelnikiem.

– Przyjemnie było z nim rozmawiać. Młody człowiek, fachowiec, bardzo aktywny, dynamiczny. Pasiekę ma w jednym miejscu, mieszka w innym, miód przygotowuje w jeszcze innym. W dodatku pisze blog, choć na nie ma to czasu, czyli właściwie nie pisze. Na miodzie zna się jednak jak mało kto, dużo czyta, jeździ na spotkania i konferencje pszczelarzy, jednym słowem stanowi piękny symbol pomyślnie rozwijającej się Polski.

– Mówi pan to szczerze, Iwanie Iwanowiczu? – Pytanie było podyktowane nieufnością typową dla mieszkańca kraju, gdzie ludzie preferują rozmawiać o nieszczęściach i chorobach, raczej niż osiągnięciach, radościach i sukcesach.

– Jak najbardziej. Proszę w to nie wątpić. –Zapewnił mnie z łagodną przyganą w głosie starszy pan, który w tym momencie wydał mi się starcem godnym powagi, zdrowym jak rydz wzorcem dla całego społeczeństwa, włącznie z nową panią Premier przeżywającą w niepokoju jutrzejsze expose sejmowe. Tak przynajmniej twierdzą o niej w telewizji eksperci, którzy zdaje się znają się na gospodarce i polityce jak Manemunes na gęsich jajach (jak mawiał mój świętej pamięci rodzic).

– Poświęcanie czasu i uwagi temu, o czym będzie lub nie będzie mówić pani Premier w expose, jest z pewnością zajęciem godnym ludzi mądrych i rozważnych, którzy dla nas, obywateli, zapełniają korytarze sejmowe i wypełniają studia telewizyjne. Pasjami lubię oglądać programy polityczne w telewizji. – Oświadczył Iwan Iwanowicz i ostentacyjnie splunął w kierunku stolicy.