Dom Wariatów

 

W dniach 1 Maja i 3 Maja połączonych razem niby bracia syjamscy dniem wolnym od pracy, po którym wierni mogą swobodnie przechodzić od klarownej Monarchii Edwarda Gierka do niejasnej Demokracji Tuska i Kaczyńskiego, społeczeństwo nabyło prawo do nadziei i proroctw.

Wybory do parlamentu rozstrzygnęły losy narodu pewnego, że powinno i musi być lepiej. Powstała zupełnie nowa koalicja partyjna, z której wszyscy byli zadowoleni. Zapanował powszechny szał radości. Nieliczni malkontenci kryli się po lasach, lecz ich szybko wyłapano i rozstrzelano. Nowy rząd działał sprawnie i zdecydowanie. W kraju pozostali tylko ludzie pozytywni.

Pierwszym zadaniem rządu,  składającego się po raz pierwszy wyłącznie z ludzi uczciwych, była ocena zdrowia społeczeństwa niezbędna do wprowadzenia szybkiej i konkretnej reformy służby zdrowia. Żądali tego emeryci, renciści, ludzie mający bardzo dużo czasu oraz członkowie byłej opozycji, którzy poważnie zasłabli w wyniku wyborów parlamentarnych.

Na drzwiami wejściowymi do sali, gdzie zasiadło konsylium lekarskie, widniał wielkimi literami napis: „Dom Wariatów” z drugim mniejszym napisem poniżej „Sala Przyjęć” ( w skrócie DW SP). Przed budynkiem stały niezliczone tłumy i wiwatowały.

– Ilu tu ludzi! – ni to zdziwił się, ni to zapytał niepozorny osobnik z krzywymi ustami wyglądający na profesora robiącego za eksperta w słynnej Komisji Antoniego Macierewicza.

Otaczający go obywatele przyglądali mu się z niedowierzaniem, niektórzy wręcz z pogardą.

– Jedyny głupi, który nie wie. Cały naród, człowieku! – warknął przyćmiony osobnik z gębą od pługa i alkoholu.

Pierwszy trafił przed oblicze konsylium mężczyzna z brzuchem.

Niech pan wyjmie tę piłkę spod koszuli! – zażądał lekarz w białym kitlu. Musi pan wyprostować sylwetkę. To panu dobrze zrobi.

To nie piłka, to mój brzuch. – wyjaśnił zaskoczony i zdegustowany pacjent.

Rozumiem. Sprawa jest więc prosta. Ile pan waży i ile ma pan lat?

92 kilogramy i 55 lat. Chyba nie dożyję do emerytury.

Proszę się nie martwić. Niech pan się lepiej kłopocze, z czego pan będzie żyć na emeryturze. – lekarz zakończył poradę i odwrócił głowę w kierunku pielęgniarki.

Proszę wypisać receptę: sześć miesięcy diety z jedną szklanka wody dziennie. Tylko w niedziele pacjent może zjeść bułeczkę. – Lekarz odwrócił głowę i krzyknął: Następny proszę.

Przy stoliku pod ścianą rachmistrze medyczno-ekonomiczni obliczali oszczędności, jakie poniesie służba zdrowia: wartość zaoszczędzonego jedzenia, lekarstw i kosztów leczenia. Szło im to sprawnie dzięki komputerowi z programem „Obliczenia dla Mas” zakupionemu w Chinach.

Po zbadaniu pierwszych sześciuset osób, tłum przed budynkiem zaczął się poruszać i dyskutować, czy społeczeństwu rzeczywiste jest potrzebna reforma służby zdrowia. Ja tam nie narzekam. Ja też nie! I ja! I ja! – Ludzie zaczęli się licytować. Kiedy do sali odpraw wchodził pacjent numer trzy tysiące, wtargnęła za nim delegacja pozostałych trzydziestu pięciu milionów i 650 tysięcy obywateli z kategorycznym żądaniem zachowania służby zdrowia taką, jaka ona jest. Decyzja została podjęta rzez komitet strajkowy, kiedy dowiedziano się, że słabującym byłym członkom opozycji nr 2754 i 2755 na liście oczekujących pacjentów odebrano diety poselskie i zapisano lewatywę, aby zmniejszyć wysoki cholesterol utrudniający im nie tylko oddychanie ale i myślenie. Osoby z byłej i nowej opozycji, przedstawiciele Nowej i Starej Partii Rządzącej, których niesposób było odróżnić od siebie, i osoby niezaangażowane politycznie, czyli większość społeczeństwa, szybko doszli do porozumienia, że reforma służby zdrowia nie jest wcale potrzebna.

Potrzebne są tylko pieniądze! – krzyczeli jedni.

Skąd je wziąć? – pytali drudzy.

Z kieszeni podatnika! – odpowiedzieli trzeci, niezidentyfikowani, przytomnie kryjący się za plecami innych z obawy przed zlinczowaniem. Rachmistrze medyczno-ekonomiczni w pośpiechu obliczali koszty oszczędności.

Niezliczone tłumy zgromadzone przed budynkiem Domu Wariatów zaczęły się rozchodzić, Gratulowano sobie wzajemnie nowego rządu koalicyjnego i szybkiego rozwiązania problemu, którego poprzedni nieudolny i skorumpowany rząd nie chciał lub nie potrafił rozwiązać przez tyle lat.

C.d.n.

 

Przekaż dalej
0udostępnień

1 komentarz do “Dom Wariatów

  1. Nic dodać , nic ująć. Taki sposób wprowadzania reform jest znany od dawna. Najpierw wszystko uprzykrzyć i jeszcze bardziej zagmatwać, ( oczywiście w imię postępu i nowoczesności ) żeby potem jak przy okazji nie da się nic uszczknąć powrócić do starych metod. Do znudzenia powracają jak up……wa mucha słowa wypowiedziane przez głównego bohatera powieści Giuseppe Tomasi di Lampedusa pod tytułem „ Lampart” księcia Fabrizzio Salina: „ Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak jak jest, wszystko musi się zmienić”. Powieść zawiera jeszcze kilka innych szczególnych myśli ale nie pasują one do powyższego wpisu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *