Polskie półtora metra pod ziemią

– Zamyśliłem się głęboko nad życiem. Potem jeszcze głębiej. Zanim się spostrzegłem, byłem już półtora metra pod ziemią.- Iwan Iwanowicz Iwanczyn podzielił się ze mną swoim niezwykłym doświadczeniem.

Pochyliliśmy się nad problemem głębokości zamyślenia oddając hołd tysiącom myślicieli, którzy byli przed nami.

– I tysiącom ludzi myślących, którzy przyjdą po nas. – Dorzucił Wiktor, mój przyjaciel, który przyplątał się Bóg wie skąd i dołączył do towarzystwa.

– O, to nie jest takie pewne. Te tysiące ludzi myślących po nas. – Wyjaśnił Iwan Iwanowicz z wrodzoną dla niego żywością i spostrzegawczością. Myślenie nie jest dzisiaj w cenie.

– Popatrzyłem na niego z uwagą.

– Może zechcesz łaskawco wyłożyć, co masz pan na swoim żywym jak rtęć umyśle. – Zapytał Wiktor dowcipnie, a może i trochę kąśliwie, a ja od razu pomyślałem, że rtęć jest trująca. Obydwaj mężczyźni rywalizowali ze sobą w ćwiczeniach umysłowych, które chronią osobę ostatecznie dojrzewającą przed utratą pamięci, amnezją, chorobą Parkinsona a nawet zanikiem zdrowego rozsądku.

– I chorobą szalonych krów. – Dodałem w myśli swoje trzy grosze, całkiem niewinnie, ponieważ miałem na uwadze dobro społeczeństwa coraz bardziej zapadającego na umyśle, sercu i moralności politycznej.

– Wgryźliśmy się w temat tak głęboko, że o mało co znowu nie znaleźliśmy się owe prawie historyczne półtora metrów pod ziemią. Nie wiem, dlaczego przypomniała mi się Alina i Balladyna, obydwie panie z „Balladyny” Juliusza Słowackiego, oraz lilie rosnące wysoko, lecz kojarzące z głębokością pochówku.

– Dzisiaj, drodzy panowie – Iwan Iwanowicz gestem głowy zachęcił nas do spiskowego zbliżenia głów – nie ma czasu na myślenie. Dzisiaj się żyje, ogląda reklamy w telewizji, słucha dziesięć godzin relacji o tym samym wybuchu gazu w kamienicy na południu Polski, robi grilla, rozmawia przez telefon komórkowy, słowem pędzi życie jałowe intelektualnie jak gazik do opatrywania ran po ukąszeniu moskita.

– Dzisiaj ludzie nie spotykają się, aby porozmawiać poważnie na poważny temat, tylko słuchają polityków, choćby takich jak ów Ziobro, który mówi o redukcji zanieczyszczeń środowiska w taki sposób, aby ludzie myśleli, że chodzi tylko o pognębienie ich wyższymi cenami energii. To stało się, szanowni panowie, motywem przewodnim polityków opozycji: mówić nie po to, aby objaśnić gruntownie i uczciwie problem ochrony środowiska, ale po to, aby udowodnić, że pani premier powinna trafić do trybunału stanu. Te dwie postawy mają się do siebie jak łopata do cygara. – Nie pamiętam, który z nas trzech to powiedział.

– Ja tych skurwysynów, zdenerwował się Wiktor, powyrzynałbym.

Jakich?

Tych, co mącą społeczeństwu w głowach. Autentycznie skopałbym ich na głębokość półtora metra pod ziemię.- Rzucił zdecydowanie, zaskakując tym również siebie samego, ponieważ jest człowiekiem raczej łagodnej natury, choć nieco porywczej.

– To po ojcu – pomyślałem cicho, nie chcąc mieszać do dyskusji wiktorskiego rodziciela, który mógłby mieć lepszy charakter.

– Oni, to znaczy politycy w Polsce, nie różnią się bardzo od polityków w innych krajach, z tym jednym wyjątkiem, że są kompletnie niemoralni. Mówią tylko to, co ma ich doprowadzić do władzy, a nie to, co leży w interesie społeczeństwa.

– Prawda nie jest po to, aby ją wyjawiać społeczeństwu, ale po to, aby ją wykręcić jak szmatę we własnym interesie. – Iwan Iwanowicz rzeczowo włączył się do dyskusji.

– Rozumiem, że każdy polityk dba o własny interes, ale nie może to być w stu procentach. Troska o siebie i dbałość o społeczeństwo powinny zachować co najmniej proporcjach 50/50. – Oświadczenie to spłynęło na nas z góry od kogoś, kto dodał: – Nie po to stworzyłem świat, aby opanowało go kłamstwo i posunięte do absurdu chciejstwo. A gdzie jest zwykła uczciwość, altruizm, interes innych ludzi i przysłowiowy bliźni? – Zapytał z góry groźny i tajemniczy głos. Brzmiał jak dzwon sumienia.

Na obronę polskich polityków zaczęliśmy szukać atrybutów człowieczeństwa u polityka Ziobry i jemu podobnych. Znaleźliśmy je na głębokości półtora metra pod ziemią.

– Panowie, zupełnie rozsądnie wydaje mi się, że na tej głębokości leży przyszłość narodu, który być może sam nie łże, lecz chętnie doprowadza do władzy ludzi o pyskach wykrzywionych kłamstwem.

Zdjęliśmy czapki i pochyliliśmy głowy w cichej modlitwie nad umierającą prawdą. Było to bardzo na miejscu zważywszy zbliżający się Dzień Zaduszny.

 

Przekaż dalej
0udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *