Poezja katastroficzna. Czy daleka od prawdy?

To wiersz napisany jeszcze przed rokiem 2000, ale bardzo na czasie. Można by powiedzieć, że wybiega do przodu, zwłaszcza jeśli weźmiemy po uwagę potworne pożary niszczące obecnie ogromne połacie wschodniej Australii czy zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Wiersz stanowi fragment niepublikowanego jeszcze zbioru „Oniemiałość”.

Człowiek i ptak

Upał. Ziemia płonie.
Popalone twarze, poparzone dłonie.
Uderzenia słońca. Kosmiczny wybuch gazu.
Puls żyły rozrywa. To z ognia nakazu.

Drzewo. Ptak zastygły. Dziób szeroko otwarty
żarem oddycha. Wzrok mgłą niezatarty.
Żyje. W cień spływa i szuka ochłody.
O, mądrości przyrody!

Plaża. Pełnia wolności. Nikt tu nie zapędza.
Przyjdziesz, twoja decyzja. Ignorancji nędza.
Być piękniejszym. Skóra koloru spragniona.
Plamki. Potem melanoma.

Znowu upał. Ziemia płonie i powietrze płonie.
Krew. Popalone twarze, poparzone dłonie.
Jakaś zabójcza zmiana. Jakaś przyczyna nowa.
To przestrzeni nowotwór – dziura ozonowa.

Klimat coraz gorętszy.
Czy to przeciw życiu słońce się sprzysięga?
To człowiek. Jego arogancja.
Atmosferyczny śmietnik. Pociągi dwutlenku węgla.

Ptak. Trwa. W cień spływa i szuka ochłody.
O, mądrości przyrody!
Człowiek. Ozonu destrukcja, słońca eksplozja
i rozpaczy rzeka. O, szaleństwo człowieka!

Wszystkie zdjęcia pokazują pożary buszu australijskiego. 

0Shares

O abstrakcji literackiej i poezji. Sobotni dodatek rozrywkowy.

Jak Państwo być może zauważyliście, zrezygnowałem z pisania o polityce. Dobrze mi to zrobiło, ponieważ daje mi to więcej czasu i możliwości na twórczość czysto literacką.

Postanowiłem eksperymentować. Piszę drugie opowiadanie, chcę jak najszybciej opublikować je na blogu, poddać pod ocenę Czytelników. Jest odmienne od dotychczasowych; nie umiem określić jego charakteru. Kojarzy mi się z abstrakcją malarską, uruchamiającą wyobraźnię oryginalnością wzorów, układem kolorów, nieregularnością kształtów, czymś nieokreślonym. Bardzo lubię obrazy abstrakcyjne; myślę, że to „lubienie” wyraża się także w mojej twórczości literackiej. Czasem mam wrażenie, że takie opowiadania reprezentują obszar z pogranicza fantastyki-abstrakcji-absurdu-groteski.

Poniżej przedstawiam dwa wiersze z niepublikowanego zbioru „Oniemiałość”, napisanego chyba w całości w Australii. To dodatek do długiego opowiadania science-fiction opublikowanego w dniu wczorajszym.

Busz australijski 

Cichym istotom śpiącego buszu
natura skąpi żywych barw retuszu.
Choć w jej palecie kolorów wiele
tu niepodzielnie rządzą pastele.

Kontynent wyblakł już ze starości,
w słońcu ukochał wygrzewać kości.
Zmęczyły starca żywe kolory,
nęcą przymglonej zieleni wzory.

I tylko ziemia w rudę bogata
czerwień gromadzi wieki i lata,
a gdy barwności ma już do woli
twarz swą rozjaśnia wykwitem soli.

Ileż kontrastów ma buszu uroda,
czarne łabędzie, jezior słona woda,
skóra tubylców osmalona słońcem;
ono tu życia początkiem i końcem.

 

 

 

 

 

 

 

Co mnie przeraża

Niespełniona miłość mnie przeraża
i duch fanatyzmu, deprawator ludzi,
zabójca dziecka, co Boga obraża
i ranek, co radości nie budzi.

Współczesność przeraża, jej ślepa tępota,
co myślącą istotę przemienia w robota,
okrutnik, co ptaka żywego nadziewa,
by wątrobę utuczyć rozpychając trzewia.

Oślepła religia, co nie pomni Boga,
asfalt, gdzie deszcz spijała polna droga,
człowiek, wróg natury dostojnego piękna
i jego kanałów martwota zatęchła.

Michael Tequila: Klęczy cisza niezmącona. Zbiór poezji. Ebook. Empik: https://tinyurl.com/yxv6dj9n

0Shares

Nocna dawka poezji

Dla złagodzenia złych snów i wyprostowania pleców dwa wiersze ze zbioru „Klęczy cisza niezmącona”.

Burza nad lasami

Burza krąży nad lasami,
płoszy jezior chmurną toń,
werbli bije tysiącami,
strąca kwiatów słodką woń.

Chmura słońce w szal spowija,
ptakom nuty deszcz rozmywa,
przestrzeń smuci się niczyja,
jasność w szarą dal odpływa.

Pnie drzew wodą omroczniały,
liść schłodzony patrzy w dół,
krople w nim się rozszeptały;
pół ich spija, zrzuca pół.

Deszcz za deszczem płynie falą,
w strużki pereł las obleka,
przyszła bujność gra fanfarą,
w ziemię wsiąka życia rzeka.

Australia, Pemberton, Karri Valley Resort, 30 listopada 1996

Modlitwa lasu

Wiatr uczucia zamknął w liści zapomnieniu,
szmery poukrywał w omszałym kamieniu;
z kryjówek wyszły leśnych duchów zwidy
zdziwione ustaniem powiewów corridy.

Przyjdź, Zbawco, i rozwiąż przestrzenie,
wypuść na wolność liściastych harf drżenie,
niebo ustrój w wieczorne szkarłaty,
krzykiem burzy obudź pogubione kwiaty.

Przyjdź, Zbawco, przez deszczu kałuże,
rozrzuć jagody błękitem na wzgórze,
rozsyp promienie kroplami po trawie,
ukaż, co skryte, ukryj, co na jawie.

Zwierzyniec, 20 lipca 1997

Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona” w księgarni Empik w formie drukowanej i ebooka: https://www.empik.com/kleczy-cisza-niezmacona-wybor-poezji-tequila-michael,p1137202017,ksiazka-p

0Shares

Niedzielna dawka poezji

W niedzielę każdemu w duszy gra. Ludziom zwykłym – zwykła muzyka, miłośnikom tańca – taneczna, dyrygentom i kompozytorom – orkiestralna. Księżom z zasady grają organy, niektórym to i piękna kuchareczka zagra na organkach, lub choćby na grzebieniu, jeśli jest w dobrym nastroju, na stole palą się świece i stoi zmrożony szampan, a obok rozkosznie pachnie rumiana kaczuszka po pekińsku.

O takim to nastroju rozmawiam z Iwanem Iwanowiczem. Ze względów piękno-muzycznych obydwaj chcielibyśmy być duchownymi i mieć swój udział w raju na ziemi.

Oprócz słuchania słodkiej muzyki płynącej z ust i serca pięknej kuchareczki spowiadalibyśmy grzeszników. Iwan Iwanowicz mówi, że obok konfesjonału postawiłby małą gilotynę do karania osobników z grzechem ciężkim na sumieniu. Ustalamy prawdopodobną kolejność. Na pierwszy ogień poszliby rządzący politycy, potem ci, którzy dali sobie żłób odebrać, następnie jawnogrzesznicy, potem jednostki na wysokich stanowiskach prowadzący domy publiczne, następnie ludzie nietolerancyjni, w końcu (last but not least) nadęci prezydenci trzech państw, których od dawna mamy na oku.

Cytowane poniżej wiersze pochodzą ze zbioru Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona”.

Król drzew

Zmierzch zapada w dolinie drzew karri,
pnie-olbrzymy czernieją jak mary.
Głowy starców czułością natchniona
mgła oplata w błękitnawe ramiona.

Król drzew bajecznie wręcz stary
wznosi w górę mocarne konary,
zgrubiałe, zwęźlone jak sznury;
on z burzami staje w konkury.

Kookaburra szczerze czymś rozbawiona
w mroczną dal się śmieje szalona;
może myśl jej przychodzi do głowy,
że królową jest puszczy ptak płowy?

Australia Zachodnia, Pemberton, 27 listopada 1996

Chwytanie piękna

Spadochron marzeń dostojnie spływ
pawimi piórami, łagodnością puchu,
serce pragnieniem się wyrywa,
biegniesz…ciało tkwi w bezruchu.

Wzrok jednoczy się z pejzażem,
mrokiem strzelają drzew wodotryski,
rzęsy w cień kryją zmysłowe twarze,
drażnią uśpionej żądzy zmysły.

Biegniesz naprzeciw smukle radosny
i chwytasz piękno w ramion objęcia
…a ono znika jak podmuch wiosny,
zwodzi jak puchu nieme zaklęcia.

Sopot, 3 stycznia 1998

Księgarnia Empik: https://tinyurl.com/y52br67b

0Shares

Niedzielna dawka poezji, obrazów i Australii

Kontynuując niepewną tradycję publikacji poezji przedstawiam kolejną jej dawkę zaczerpniętą ze zbioru „Klęczy cisza niezmącona”, Wyd. 2.

Miłość wybiegła muzyką wesela

Słońce wzgórza nawiedza jak błyszczące echo,
by lekkie i złotawe osiąść na dnie rzeki,
hołd czasu oddać przeminionym rzekom,
ziarno prawdy wyłuskać z cudotwórczej ręki.

Na brzeg miłość wybiegła muzyką wesela,
pocałunek oczy zamglił, zaczarował usta,
jedna źrenica blask innej źrenicy powiela,
nieznanych błękitów rozwarła się chusta.

Niemy krzyk przywołał tajemnic istnienie,
czas splątał w warkocz zapomnienia,
i dane było prawdy nagiej rozjaśnienie,
radość i smutek, tęsknoty i marzenia.

Ideał miłości nie raz życie zbruka,
niewinny zachwyt zmyli, okpi, wykoślawi,
lecz uczuć rozpalonych niczym nie oszuka,
idziemy nadzy w prawdzie, nadzieją jaskrawi.

Bezgrzeszne oczy osłania objawienie ręki;
nie ja słyszę muzykę, to mnie tworzą dźwięki.

Gdynia, 19 lipca 1999

Wiersz powstał latem 1999 roku w Gdyni. Mieszkałem wtedy na ulicy Korzeniowskiego na Kamiennej Górze, na pierwszym piętrze, w nowym dwupiętrowym budynku. Był to najpiękniejszy budynek w Trójmieście. Byłem o tym przekonany. Miał potężne klasyczne kolumny z frontu i oryginalne okna na pierwszym piętrze. Był wzorowany na oryginale postawionym w tym miejscu w latach 1930ych przez dyrektora kopalni węgla ze Śląska.

Wiatr-figlarz

Wiatr-figlarz wyjrzał zza chmury,
na plażowiczów popatrzył z góry,
zakamarki nagich ciał pieści,
pieśń miłości do ucha szeleści.

Młodzieńcom studzi rozpalone głowy,
u nóg się łasi jak kot domowy,
sukienki dziewczynom podwiewa;
śmieją się, ich to nie gniewa.

Świeżego jodu rozpyla drobinki,
chłodzi ciałko spieczonej dziecinki,
krzyki roznosi na rączych skrzydłach,
płaszcze rozwiewa w cudaczne straszydła.

Jachtom żagle wydyma jak banie,
kiedy ma chęć; bo kiedy ustanie,
czai się cicho w fal zakamarkach
ducha przestworzy siła płuc szparka.

Ruchome piaski zbija w poduchy,
roślinom grząskiej dodaje otuchy,
sprzątacza wydm pełni honory,
pyłów wynosi tysięczne wory.

Czasem nieświadom zło wielkie czyni,
gdy sypkie piaski niesie z pustyni,
w szarobrązowe płachty je zwiewa;
zielenie plami bura ulewa.

Hawker, 4 października 1996

Na stronie zamieszczam obrazy z Flinders Ranges z okolic Hawker.  Ten poniżej to opuszczone domostwo. 

Sam się sobie dziwię, że inspiracja do napisania tego wiersza naszła mnie w Hawker. To mała miejscowość wewnątrz lądu, w górach Flinders Ranges w Południowej Australii (link: South Australia ), 365 kilometrów na północ od Adelaide. W 2006 roku Hawker liczyło 229 mieszkańców. Miejsce i okolice pamiętam z wielu obrazów zatrzymanych w głowie: oswojonego strusia stukającego dziobem do okna przyczepy kempingowej, stada białych papug siedzących na konarach uschłego drzewa, obrazów z widokami z Flinders Ranges wystawionych przez malarza tuż przy drodze. Jeden z nich kupiłem.  Także z wyścigów samochodowych organizowanych w dzikim terenie gdzieś niedaleko Hawker.  

„Klęczy cisza niezmącona” z 45-procentowym rabatem w księgarni internetowej (jako autor i wydawca westchnę: to straszne!https://tinyurl.com/y2r45ew5

Najnowsza moja powieść „Cztery portrety cudze i jeden własny” już w sprzedaży:   https://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p  

To książka opowiadająca o spotkaniu, rozmowach i wspomnieniach  klasowych przyjaciół ze szkoły, którą razem ukończyli kilkadziesiąt lat wcześniej.

0Shares

Poezje własne ze zbioru do publikacji „Oniemiałość”

Anioł miłości 

Anioł o rękach czystych jak kryształ
skrzydła ukrył w liściach jesieni,
ciała oplątał w nagości zmysłach,
w sercach rozniecił gorączkę płomieni.

Z nieba zstępują ideały,
w kwiatach nasturcji zapach dojrzewa,
mchy rdzawe schodzą z wilgotnej skały,
pierzasty kasztan zaczyna śpiewać.

Ten wiersz to klasyk mojej twórczości, wyraz czystej poezji. Bardzo go lubię. Łączy wiarę w Boga z młodością, namiętnością i miłością. Nawiązuje do zjawisk i miejsc trwale zadomowionych w mojej pamięci – nasturcji nad Suchym Potokiem (Dry Creek) w Adelajdzie i zakrętu kamienistej drogi prowadzącej do Parque Arqueológico de San Agustín w Departamencie Huila (wedle Wikipedii „uno de los más importantes espacios arqueológicos de Colombia”).

Nasturcje posadziłem sobie w ogrodzie za domem. Podlewane, wspaniale się rozrosły, sięgając szczytu płotu. Miały liście wielkości dwóch dużych męskich dłoni i kwiaty w kolorach żółci, pomarańczy i czerwieni.

Bałkany 

Ziemia spalona, zszarpana darnia,
szczątki ciał w siebie chciwie zgarnia,
tysiące szczątków, bo niespokojna
nie spocznie, jak długo trwa wojna.

A inne nacje, gdzie luksus syty,
z wojny ściągają haracz obfity
śląc okrucieństwa broni i sprzętu;
nie ich obejmą fale zamętu.

Wiersz powstał w okresie wojny domowej w Bośni i Hercegowinie toczącej się w latach 1991–1995. Opisy jej okrucieństw mnie prześladowały. Był to najbardziej krwawy konflikt w Europie od zakończenia II wojny światowej. Niezależni obserwatorzy podają od 97 000 do nawet 200 000. ofiar śmiertelnych, z czego 65% stanowili Bośniacy, 25% Serbowie, 8% Chorwaci, a 2% inni. W samym Sarajewie zginęło 10 000 ludzi, a 35 000 zostało rannych. Liczbę osób, które opuściły swoje domy w wyniku obu tych wojen, szacuje się na 3,5 miliona osób. Co najmniej kilkadziesiąt tysięcy kobiet zostało zgwałconych. Wszystkie strony konfliktu prowadziły politykę tzw. „czystek etnicznych”, które sprowadzały się do wysiedleń lub masowych morderstw przedstawicieli przeciwnych nacji. Za czystki etniczne powszechnie oskarża się Serbów. Zgodnie z raportem CIA, są oni odpowiedzialni za 90% zbrodni wojennych podczas wojny w Bośni. Źr: Wikipedia.

Poezje opublikowane M Tequila: Klęczy cisza niezmącona http://michaeltequila.com/?page_id=47

0Shares

Przyczaiłem się w lesie przytłaczających wydarzeń

W obliczu wydarzeń górujących nad krajem jak smok wawelski nad Krakowem albo rachunek polityczny nad rozumem zatrzymałem się w rozwoju literackim.

Nie ma co się dziwić. Dzisiaj na przykład, w dniu niezwykłych tajemnic, o których nie wolno mówić, pisać ani nawet mruczeć, wykonałem, co miałem wykonać, byłem, gdzie miałem być i zaznaczyłem, co miałem zaznaczyć. Po powrocie z tajnej misji, po wypiciu dwóch kaw, jednej wzmocnionej herbaty i dwóch litrów filtrowanej wody, ożywiłem się w stopniu pozwalającym mi pisać a nie tylko przeklinać. Zaletą dojrzałego wieku jest zdolność budzenia się po wchłonięciu dużej ilości płynów, a nie tylko w nocy, kiedy rozpiera człowieka chuć potężna jak pragnienie sławy utalentowanego wynalazcy-samobójcy.  

Po południu idę na spotkanie w Empiku z udziałem pani Arlety Szpura, ekoeksperta, autorki książki „Jak uratować świat”, aktywnej w obszarze wykorzystywania zasobów środowiska w branżach takich jak żywność, kosmetyki czy fashion (jak to się dzisiaj mówi), jeśli chodzi o marki wspierające etyczną modę.

Też mam swój dorobek proekologiczny i to wcześniejszy niż wiek XXI, na dowód czego zamieszczam dwa wiersze z mojego zbioru poezji: „Klęczy cisza niezmącona”.

Gdzie są olszyny nadbrzeżne

Gdzie są olszyny nadbrzeżne, wysepki szuwarów,
łachy piasków i łąki nadrzecznych oparów?
Dzikich brzegów zakola, czar nurtu urzekał,
gdzie teraz kamieniem cembrowana rzeka.

Czy w kamieniu jaskółka gniazdo uwije,
zwinna wydra nocą wśród wykrotów uśnie,
dzika kaczka za rybą zanurzy wdzięczną szyję
albo człek znużony rozmarzy się gnuśnie?

Miast się roztańczyć dźwięcznym ptaków śpiewem
ja płaczę, płaczę żalem i rozpaczam gniewem,
bo mnie piękno prawdziwe wolnością urzeka,
a nie kajdany rzece kute przez człowieka!

Busselton, Australia, 11 listopada 1996

Jezioro w kraterze

Mocarz nieznany, w którego wierzę,
oko jeziora zatopił w kraterze
wśród brzóz i sosen; w płycizn szpary
tajemnym szeptom utkał szuwary.

Brzegi usypał strome jak granie,
by jak najpóźniej w chciwe władanie
człowiek wziął wodę, przeciął pomostem
i łódką zdeptał niewinności kosztem.

Czemuż ja milczę, pusty i święty,
niwecząc prawdę czystego sumienia,
czemuż bezwolny i obojętny
nie bronię piękna boskiego tchnienia?

Sopot, 3 maja 1998

Opinie o zbiorze poezji Michael Tequila „Klęczy cisza niezmącona” http://michaeltequila.com/?page_id=47

0Shares

W piątek jak zwykle trochę poezji

Przedstawiam kolejne wiersze z mojego zbioru „Klęczy cisza niezmącona” (w sprzedaży w księgarniach za niewielkie pieniądze, bodaj że od trzynastu złotych wzwyż). To moja dawna twórczość, ale jej treść stała się chyba jeszcze bardziej aktualna niż w czasie, kiedy zajmowałem się poezją.

Jezioro w kraterze

Mocarz nieznany, w którego wierzę,
oko jeziora zatopił w kraterze
wśród brzóz i sosen; w płycizn szpary
tajemnym szeptom utkał szuwary.

Brzegi usypał strome jak granie,
by jak najpóźniej w chciwe władanie
człowiek wziął wodę, przeciął pomostem
i łódką zdeptał niewinności kosztem.

Czemuż ja milczę, pusty i święty,
niwecząc prawdę czystego sumienia,
czemuż bezwolny i obojętny
nie bronię piękna boskiego tchnienia?

Sopot, 3 maja 1998

Kalgoorlie

(Jest to miasto gorączki złota lat 1890-ych,
które umiejscowiło Australię Zachodnią
na mapie świata).

Miasto wyrosłe ze szlachetnej rudy
karmi przechodnia resztkami ułudy,
relikwiami budynków o szlachetnym kształcie;
przeszłość dogorywa przy szarym asfalcie.

Oczy wykłuwają rdzewiejące trupy,
szczątki postępu zwalone na kupy,
szare i nijakie, kryte warstwą pyłu:
technika – naprzód, krajobraz – do tyłu.

Górnik-dynamitard, rywal sił natury,
złotonośną ziemię odziera ze skóry,
wnętrze wyszarpują koparki czerpaki,
rozdrabniają walce i sieją przetaki.

Gdzie ręka kilofem podziobała wzgórza,
potężnych maszyn postępuje burza
i pejzaż bezbronny w pustynię hałd zmienia,
by gram złota wypłukać z pół tony kamienia.

Kalgoorlie, Australia, 22 października 1996

Kim jesteś Panie?

Nieskończonością jesteś niepojętą,
wszechświat jednoczysz wolą rozpiętą,
życie obdarzasz czarowną urodą,
losy naznaczasz kochania przygodą.

Tyś tym, co burze przetacza z łoskotem,
wiedzą, co było i co będzie potem,
Ty jesteś ciszą, co tworzy przestrzenie,
w Tobie myśl żyje, pulsowanie drzemie.

Choćbym się oddał na stos całopalny
Ciebie nie pojmę, boś niepoznawalny.
W sercu zachwycam się Tobą, o Panie,
bo Tyś jest prawdą, jam jest zakłamaniem.

Morphett Vale, Australia, 30 września 1996

1Shares

Izraelski magik Tomer Dudai

Mój przyjaciel, George, przysłał mi z Australii nagranie, które postanowiłem udostępnić Państwu. Jest niesamowite.

 

        Israeli Magician…...

 

 

You don’t have to understand Hebrew.

Just click below.

 https://www.youtube.com/ embed/ DXxtLIb0iF8 

 

2Shares

Dzisiaj jeszcze poezja jutro powieść plus opowiadanie kryminalne

 Uluru Wieka rafa koralowa 

Dwa światy

W eukalipta plamistym cieniu
ulegam dawnych dni wspomnieniu,
dąb pomnę, myślę, jak w mą dolę
wrosły dwa drzewa, dwa symbole.

Głęboko w sercu się rozrosły,
każdy z osobna potężny, wzniosły,
oba gościnne, bo w nich drzemie
starganej duszy tęskne pragnienie.

Przede mną płaszcz pól sfalowany,
te same kłosy, te same łany,
inna wszelako jest wiatru mowa,
nie taka swojska, nie te słowa.

Gdy tkwię tak w próżni, przepołowiony,
wielkiego świata nęcą dwie strony,
myśl uparta zakreśla koła,
duch Czarnolasu do mnie woła.

Australia, Merredin, 24 października 1996

Gdzie Gondwany

Gdzie Gondwany sprzed wieków
południowe ostały się zręby,
wnętrzności głębin rodzą
bezwolnej pary kłęby.

Nad lądem zapomnienia
wieczności słychać westchnienia,
gdy zjawy ogromne, krzywe,
wypełniają się białym tworzywem.

W objęcia się biorą i tańczą
w rozpierzchłym majestacie,
uchodzą w zakamarki pustyni,
kryją w bezcielesnej jej szacie.

Wiatr dziwami oniemiały,
obrazy ich klei do skały,
wlecze oddech wieloryba;
mitologiczna ożyła ryba.

Zamknięci w sobie patrzymy,
jak mnożą się wód symbole,
oceanu brzuchate olbrzymy
piętrzą się i pienią w dole.

Sopot, 27 września 1997

3Shares

Wojna i pokój

Po powrocie z Australii prezydent Duda wyjaśnił, że nie chodziło mu o zakup fregat rakietowych, ale o ich wypożyczenie w celu organizacji ważnych parad wojskowych. – Taka uroczystość mogłaby z powodzeniem odbyć się na Bałtyku naprzeciw mojej rezydencji na Helu – oświadczył prezydent.

Na spotkaniu prezydentów USA i Polski przekażą oni sobie upominki: wytyczne, jak pisać genialne tweety, oprawione w skórę Meksykanina, który nielegalnie przekroczył granicę, oraz instrukcję wygrawerowaną na miniaturowej narcie, jak sprawnie podpisywać w biegu dokumenty państwowe.

Spiżowe pomniki wystawiane przez satrapów ku chwale własnej po zmianie władzy okazują się podróbkami wypchanymi trocinami historii.

0Shares

Wakacyjna poezja ratunkowa

Podróżnym, pięknym kobietom i bogatym mężczyznom, wysokim czynnikom połączonym chomątem pożądania władzy, biedakom oczekującym cudu, bezdomnym lunatykom pracującym pod mostem nad pomysłem lepszego życia oraz wszystkim Czytelnikom zagubionym w upale lub w deszczu oferuję nastrojowy wiersz ze słonecznej Australii, latem wściekle gorącej, zimą chłodnej i wietrznej, a zawsze przestrzennej. Czy wiesz, że najniższa temperatura zanotowana w Australii to – 22 stopnie C, a najwyższa to + 55 stopni C. 

Od dzisiaj żłopię

Tekst napisany w nastroju kempingowym w spokojnej, nadmorskiej miejscowości Streaky Bay na półwyspie Eyre.

Od dzisiaj żłopię jak ten cham,
upijam się na umór,
wódę kuflami od piwa chlam,
utrwalam szklankami rumu.

Kiedym wstawiony, poezją łkam,
serdecznym wzruszeniem szlocham,
pięknieję w oczach wrażliwych dam;
za tę wrażliwość je kocham.

Potocznej mowy odrzucam szlam,
wykwintne dobieram słowa,
oprawiam w rymy złoconych ram;
artysty kieliszka to mowa.

A gdy w delirium ostatnim drgam
i mózg dopala wzruszenie,
na mowy plebejskość po prostu plwam;
ja wieszcza już jestem wcieleniem.

Streaky Bay, 14 października 1997

Link do opinii o zbiorze poezji Michael Tequila „Klęczy cisza niezmącona” http://michaeltequila.com/?page_id=47 

2Shares

Australia, happy hour. Polska, polityka i zwierzęta.

Psy staroegipskie Tesem couple Wikimedia Commons
Jest piątek. Piszę krótko i dosadnie, choć mógłbym rozwlekle. O zwyczajach, zwierzętach, których widok sprawia mi radość, oraz o niektórych (pożal się Boże) politykach zesłanych społeczeństwu przez los w charakterze bicza bożego za to, że dopuściło ich do władzy. W tym momencie wspomnień proszę was, Drodzy Czytelnicy, o wspólną wieczorną śpiewną modlitwę: Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie!

Dzień zaczął się obiecująco. Kupiłem gazetę, położyłem na ladzie i płaciłem, kiedy odezwał się mężczyzna obok:

– Cieszę się, że ktoś jeszcze czyta „Gazetę Wyborcza”. Też się ucieszyłem, że jest taki ktoś oprócz mnie. Wyszliśmy razem. Idąc w tym samym kierunku rozmawialiśmy o polityce i politykach. Pies mojego towarzysza drogi i czytania nic niestety nie mówił, tylko na końcu mruknął: Szkoda strzępić język.

– Mądre zwierzę. – Rozsądnie pomyślałem.

Rozpoznaliśmy sytuację polityczną; była żałobna, źle się kojarzy. Do tego stopnia, że chcieliśmy rzucić paskudnym mięsem kilka razy, lecz zaistniała obawa, że pies chwyci, zje i zejdzie śmiertelnie. I to z powodu polityki. Jad w niej zawarty jest nie do strawienia nawet dla zwierzęcia.

Dyskusją nic niestety nie załatwiliśmy, lecz połączyły nas poglądy. Ten prosty, obywatelski sojusz przyjęliśmy jako dobry początek dnia.

Jest nadal piątek, dokładnie godzina 17.00. W Australii o tej porze zaczyna się „happy hour”. Pamiętam te imprezy. Pracownicy opuszczają miejsce pracy i jak pracowite lemingi ciągną zgodnie do najbliższego pubu, aby bratać się w radosnym nastroju.

U nas z brataniem jest dużo gorzej, nawet z własnym bratem. Z jednym się bratam, drugi mnie odrzucił i nawet nie powiedział dlaczego. Tylko rządzący są mi życzliwi, głownie w tym sensie, że wiem, że nic nie trwa wiecznie. Szkoda, że oni tego nie wiedzą, zwłaszcza jeden, ten taki, dla którego zbudowano nowe mównice powiększono garnitur z przodu, aby zmieścił brzuch dobrobytu, jaki słowem i czynem niesie w darze narodowi. Jego słowa często rozumiem, czyny kojarzą mi się natomiast z czynownikiem. To chyba coś ze Wschodu.

Biegałem w lesie. Jak zwykle, oprócz drzew, ciszy i śmieci byli tam także ludzie i psy. Nic mnie tak nie cieszy, jak psy. Dzisiejsze mijane spotkania z psami i ich właścicielkami zachęciły mnie do napisania tego blogu.

Pies w języku pisanym i mówionym różnie się kojarzy: pod psem, pieski świat, pies na kobiety (dobre!), warczeć, odszczekać coś (ten termin powinien znaleźć się obowiązkowo w regulaminie Sejmu), kaganiec (to też powinno być na wyposażeniu rzeczonej instytucji, idealnie z regulacją głośności), pies z kulawą nogą, pies ogrodnika, co to sam nie zje i nie da, psy szczekają, a karawana idzie dalej, francuski piesek (tylko, jeśli masz salony), nie dla psa kiełbasa, no i najbardziej nieproduktywne „pies, który dużo szczeka, mało mleka daje”. Jak widać, człowiek nie jest psu życzliwy, a przecież jest to istota niezwykle udana.

Liczne przykłady pozytywnych zachowań zwierząt oraz przykłady fatalnych zachowań ludzi zwanych wybrańcami narodu, tych deliberujących nocą i tych szybkopiszących, rozstrajają mnie. Nie wiem, dlaczego jeden i drugi wybraniec łże jak pies, i kiedy czyni to w jakimś celu, a kiedy zupełnie bez celu. To mnie dezorientuje i deprawuje do tego stopnia, że czasem warczę na siebie patrząc w lustro. Deprawacja polityczna tylko pogłębia mój i tak już przykry charakter.

Psów się nie boję, lubię je, a one to wiedzą. Lubię także właścicieli psów, a jeśli tego nie wiedzą, to im to mówię. Nie jest to kompletny opis sytuacji, gdyż w grę wchodzi także nasza rodzima, ojczysta, niesponsorowana zza granicy, wszechobecna wielka polityka, wciskająca się w oczy jak pustynny piasek w czasie burzy.

Zwierzęta związane z polityką mogą być niebezpieczne. Gdybym spotkał pewnego wielce szacownego prezesa (poznaję go po tym, że wyznawcy jego kaznodziejskich teorii i praktyk podchodzą do niego na palcach, pochylają się i dyskretnie całują w rękę łaskawą w zaszczyty i kary), gdybym go spotkał z psem, to bałbym się, że jest podobnie nieobliczalny; znaczy się pies, bo zwierzęta szarych eminencji z racji wspólnego zamieszkania upodabniają się nierozważnie do właścicieli i cierpią już do końca życia.

Psie życie. Psia mać!

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

0Shares

Jest dobrze. Co dalej? Tym razem pytam siebie o przyszłość.

Obraz Ned Kelly, autor Sydney Nolan, Australia
W odpowiedzi na zachęty na Facebooku, aby kontynuować działalność społeczno-dziennikarsko-literacką, napiszę wkrótce, czym się będę zajmować. Coś będę pisać, ale nie wiem jeszcze, co i jak. Chciałbym, aby było to coś mądrego i użytecznego. Pod tym względem jestem cholernie ambitny. Marzy mi się własna dobra zmiana.

Lubię opowiadać kawały, czyli słowne żarty, ale wychodzi mi to różnie. Mógłbym przedstawiać je na piśmie. Waham się jednak. Jeśli opowiadając kawał odkrywam (razem ze słuchaczami, lub samodzielnie), że jest to coś sensownego, wtedy w pełnej zachwytu poważnej zadumie pochylam się nad sobą podobnie jak Prezes Kaczyński i Prezydent Duda nad Konstytucją, a kiedy mi nie wychodzi kawał, wtedy wdeptuję siebie w głęboki śnieg, aby otrzeźwieć, i tylko patrzę, aby nie za głęboko się wkopać. Lubię śnieg. Jest piękny zwłaszcza na Roztoczu Lubelskim, w Bieszczadach i w Australii (zima w Wiktorii).

A propos zimy. Kiedy pracowałem w banku w Adelajdzie, jeden z moich pracowników, młody Australijczyk, jeśli sobie dobrze przypominam jego nazwisko, John Toby, wziął roczny bezpłatny urlop i wyjechał do Europy. Po powrocie rozmawialiśmy o jego wojażach. Zapytałem go, co tam robił. – Pracowałem jako instruktor narciarski w Austrii. – Odpowiedział. Nie żartował, to była prawda. To mnie zachwyciło i ubawiło. Australijczyk uczy Austriaków jeździć na nartach! Prawdziwa egzotyka.

Tak sobie pomyślałem, że szkoda, że w naszej polityce jest tak mało egzotyki. Tylko zwyczajna szara przyzwoitość, nudna jak flaki z olejem.

Pozdrawiam serdecznie.

0Shares

O prawdach i łgarstwach noworocznych. Bez polityki i na trzeźwo.

W południe przespałem się. Sjesta. Obudziłem się jak osesek po kieliszku ciepłego mleka prosto od piersi. Byłem twórczy. Wymyśliłem powiedzenie: „Dom bez mężczyzny jest jak ogród bez kwiatów”. Przyszło mi to z łatwością.Nie męczyłem się jak inni po nocach. Wymysł jednak średnio oryginalny, bo kobieta, którą dobrze znam, nie zachwyciła się.

Kobietom ogrody i kwiaty kojarzą się chyba głównie z kobietami. W każdej grupie społecznej są zboczeńcy. O niektórych ostatnio pisałem, ale zaniechałem. Porzuciłem tę uprawę, bo ziemia jest twarda i trudno pracować. Motyczka się łamie, chyba na kłamstwach.

Nie tylko dzieci lubią piersi. Jest w tym niesprawiedliwość zabawowa. „Pan Bóg stworzył piersi kobiece dla dzieci, ale bawią się nimi dorośli”. To nie moje powiedzenie, ale też ładne. Lubię piękno.

Czasem mówię kobietom: „Proszę nie wierzyć mężczyznom, bo kłamią. Nawet jak mówią prawdę”. To moje. Mało rodzę, ale to akurat urodziłem. Bez pieszczot i interwencji. I bez dotacji NFZ, na zasadzie: „Radź sobie sam”.

Po wypowiedzeniu powyższej sentencji obserwuję kobietę. Jedna uśmiecha się, inna chwilę zastanawia się, jeszcze inna entuzjazmuje, jakie to niezwykle trafne. Wtedy dodaję:, „Ale kobiety robią to lepiej!”. Reakcje bywają różne, przeważnie pozytywne.

Z poczuciem humoru niektórzy mają więcej szczęścia, inni mniej. Najgorsze, że nie jest ono zaraźliwe. Epidemia bardzo by się nam przydała. Choć prawdopodobnie ktoś szybko wymyśliłby szczepionkę i reklamy w telewizji.

Reklamy leków to u nas normalność. Chorobliwa, ponieważ reklama sugeruje, że coś ci dolega. Ludzi robią sobie różne uzurpacje. Przypomina mi się napis na grobie hipochondryka. „A nie mówiłem, że jestem chory”.

W Australii reklamy leków są zakazane. Mądre społeczeństwo, nie tylko pod tym względem. Wymyślili i z powodzeniem praktykują uprzejmość. Bezinteresowną, spontaniczną, naturalną. I uproszczone procedury urzędnicze. Bez pieczątek, wystarczy podpis. My też do tego dojdziemy, choć nie jest to łatwe, bo klimat jest u nas surowszy. Wciąż ciągnie zimno z lat 1945 – 1989.
Nawet młodzi ludzie bywają wyziębieni grzecznościowo, mimo, że urodzili się i wychowali już w nowym czasie. Psują ich dziadkowie i rodzice. Tych najstraszniejszych pokazują w telewizji. Pracują nocami, choć nie muszą. Coś szybko uchwalą, a potem długo chwalą. To nowi stachanowcy. Cytuję Wikipedię: „Stachanow w nocy z 30/31 sierpnia 1935 r., podczas jednej zmiany w kopalni Centralnaja-Irmino, wykonał 1475% normy (tj. wydobył 102 tony węgla)”. To bogata i w istocie niesamowita idea. Patrz Wikipedia.

Biegałem dzisiaj pół godziny. Nie jest to prawdą, bo tylko piętnaście minut. Drugie piętnaście to szybki spacer. Łatwo jest mówić prawdę, kiedy nie boli. Z bieganiem nie przesadzam, chcę jeszcze trochę pożyć. Z kłamstwem jest inaczej, noworoczne nie noworoczne. Nie skraca życia. A szkoda.

Na drogach i ścieżkach w pobliżu osiedla mnóstwo wypalonych petard. Całe puszki i pojedyncze sztuki. Jesteśmy ludźmi, bo nawet świnia nie świni. Dlatego lubię zwierzęta.

Na zakończenie, tysięczne życzenia szczęścia i pomyślności w 2016. Obyśmy zdrowi byli i dostatecznie przytomni, aby nie oglądać za dużo telewizji i nie siedzieć w Internecie. Mówię to do siebie. Niemyślenie dobrze mi robi. Innym chyba też.

0Shares

Czterdzieści procent zbuntowanych

Znam pewien kraj, gdzie bezrobocie wynosi 11%, ale nieszczęśliwych, rozczarowanych, zbuntowanych a nawet wściekłych jest 40%.

Dzisiaj ten próg został przekroczony, ponieważ ja też przekroczyłem barierę cierpliwości i deklaruję moją wściekłość. Jestem zły na rząd i prezydenta. Napisałem powieść, włożyłem duże pieniądze w jej wydanie, a ona mimo bardzo dobrych recenzji sprzedaje się marnie. Podobnie jak ludzie bez pracy też mam ambicje, ale ani rząd ani prezydent mi nie pomagają. Jestem starszym facetem, a wokół jest tylu młodych, uważam to za niesprawiedliwe. Inni mają energię i pomysły, a ja jej nie mam, kiedy inni są ożywieni jak szczygły, ja popadam w uśpienie.

Drogę do mieszkania, samochodów, podróży i dobrej emerytury miałem usłaną różami. Nie brałem nigdy żadnych kredytów, mieszkanie samo mi się kupowało, kredyt sam się spłacał i to zawsze nisko oprocentowany, dobre kwalifikacje zawodowe podano mi na tacy, wybrano mi kierunek studiów, który gwarantował mi pracę, w dodatku rewelacyjnie płatną, dużo lepiej płatną, bo za czasów PRL-u. To były dobre czasy, bo pracy było dużo. Najciekawsze, że za tę pracę doskonale płacili: za miesięczny zarobek mogłeś sobie kupić pół a może nawet jedną trzecią pralki. O dostępności pracy za PRL wszyscy pamiętają, zarobki jakoś wyparowują z pamięci. Kiedy pytałem wtedy, jak wyżyć z pensji miesięcznej, za którą można było kupić taki solidny kawał pralki, wszyscy rzucali się z odpowiedziami, dzięki czemu dobrze sobie radziłem. Pierwszy samochód, a był to Fiat 125 P, dano mi bezpłatnie, kiedy byłem nastolatkiem, a nie w wieku 33 lat, po kilku latach oszczędzania, jak mówią ludzie mi nieżyczliwi.

Oczywiście porównywanie poprzedniego ustroju z obecnym nie ma najmniejszego uzasadnienia. W demokracji sukces osobisty nie jest wynikiem osiągnieć jednostki, tylko systemu, rządu i prezydenta.

Potem wyjechałem za granicę, do Australii. Tam od razu znalazłem raj. Rząd i gubernator (odpowiednik prezydenta) zrobili wszystko, aby mi pomóc. Od razu napisali za mnie ponad 130 podań, dzwonili, pytali, jeździli na rozmowy kwalifikacyjne, nie tracili wiary i cierpliwości. Najpierw pomogli mi zdobyć kwalifikacje, nauczyć się solidnie języka angielskiego, wszystko za mnie załatwiali. Życie mnie pieściło, pławiłem się w luksusie, nie wymagałem nic od siebie, niczego się nie wyrzekałem. Liczyłem na rządzących, a oni mnie nie zawiedli. Przez pierwsze trzy lata pracy odczuwali nawet za mnie ból żołądka, tak się denerwowali, czy sprostają oczekiwaniom pracodawcy. Pracy oczywiście było w bród, bo rząd i gubernator królowej (zamiast prezydenta) tworzyli stanowiska pracy. To był ich parszywy obowiązek.

Co do emigracji, to emigracja i praca za granicą jest przekleństwem, to mówię wam ja, człowiek, który żył i pracował za granicą wiele lat, może, dlatego, że nie wymagają tam niczego, ani pracowitości, ani rzutkości, przedsiębiorczości, poświęcenia, tylko dobrze płacą,  

Teraz jestem w kraju i też jestem wściekły i w imieniu ogółu żądam sprawiedliwości zarobkowo-kredytowo-mieszkaniowo-samochodowej. Jestem po waszej stronie, nieszczęśliwi i pokrzywdzeni, ambitni i pragnący. Mnie to przyszło za darmo i teraz pławię się w luksusie, co mi nawet rodzina życzliwie wypomina. Oczywiście nie zapracowałem na to, wystarczyło, że czekałem. I doczekałem się.

Zakończę pozytywnie. Życzę wszystkim młodym i starszym współobywatelom „godziwych” zarobków, apartamentów, domów, samochodów, podróży wakacyjnych, spotkań w restauracji, dobrych rowerów (a nie jakiejś tam tandety za 800 zł), aparatów fotograficznych, smartfonów, laptopów (każdy przecież to musi mieć), tanich żłobków, wszystkiego, co człowiekowi się należy od życia. I to wszystko to bez wyrzeczeń i narzekania.

Na szczęście mamy Andrzeja Dudę i Kukiza, teraz też jestem ich zwolennikiem, bo wiem, że oni załatwią to, czego obecny rząd i obecny prezydent nie załatwili. Tak mi obiecali.

Dzięki za uwagę. Niech Bóg nam wszystkim błogosławi. Będę głosować tak jak wy. Na jedynie słusznego kandydata.

0Shares

Ksiądz doktor habilitowany w akcji

Czasami myślę i to sprawia mi ogromną przyjemność, bo mnie podnieca. Nie mogę żyć bez podniety, gdyż ona jedna skutecznie budzi moje ciało i umysł z letargu. Myślenie jest solidniejsze w działaniu niż afrodyzjak a nawet Viagra, nie mówiąc już o wybitnie leczniczym działaniu.

Niedawno odkryłem, że nie tylko myślenie jest podniecające, ale i słuchanie. Znany mi dobrze zboczeniec mówił mi, że wprawdzie i podglądanie ma też poważne walory poznawcze, ale mu nie uwierzyłem, bo to przecież zboczeniec.

A jak jest w innych krajach? W Australii o seksie jako o podniecie mało już kto mówi od czasu, kiedy wyniki ankietowania kobiet pokazały, że 50% z nich nad seks stawia wyżej czynności domowe.

Wyraz „seksualny” przechodzi powoli do lamusa, co jest zrozumiałe o tyle, że społeczeństwo starzeje się w przyspieszonym tempie. Niektórzy są już bardzo starzy, a mimo to jarzy, skoro występują wciąż w parlamencie. Na przykład pan Kaczyński, którego pamiętam, kiedy jako pacholę energicznie tworzył nowe partie i wyzwalał nowe inicjatywy społeczne. Od czasu ś. p. hippisów był on największym objawieniem na scenie społecznej, choć nie propagował „Make sex, not war”. To powabne hasło pan Prezes zamienił w prostsze „Make war, not seks” podejmując bezpardonową walkę z rządem, przejawami liberalizmu ekonomicznego, oraz stosunkami partnerskimi. Zapomniałem jeszcze o Rosji, Niemczech, Ślązakach, ale to każdy wie, więc nie mam co szczycić się resztkami pamięci.

Poza Sejmem dzieją się rzeczy większe, niż wewnątrz. Pojawił się tam nowy rodzaj Dzieci-Kwiatów, którzy jak hippisi głoszą hasła wyzwolenia od Diabła, Szatana i Biesa.

Z oczami pełnymi łez wzruszenia i niepokoju o przyszłość narodu słuchałem kiedyś prelekcji dr hab. Natanka, którego uważam za wybitną osobę duchowną, integrującą w sobie biskupa, Matkę Teresę z Kalkuty oraz socjologa przebijającego szpilą problemy społeczne z precyzją owadologa. Krążą opinie w kręgach słuchaczy znakomitego oratora, że zostanie on prorokiem, jednakże na to nie zgadza się jeszcze Episkopat. Przyjaciel odmówił przysłania mi tego nagrania.

– Boję się, że zburzy to twoją wiarę w Boga i ludzką dobroć. – Odkrzyknął mi w telefon w trakcie negocjacji.

Ostatniej nocy księdzu doktorowi habilitowanego przyśnił się anioł. Nie był to zwykły anioł, ale czarny jak kruk, nawet skrzydła miał czarne.

– Dlaczego jesteś czarny? – Zapytał uszlachetniony tytułem naukowym duchowny, choć wszystkie odpowiedzi były mu już znane.

-To kamuflaż, synu. – Pośpieszył anioł z wyjaśnieniem, po czym dodał w pospiechu „doktorze habilitowany”, aby nie uchybić honorowi człowieka, który kładzie podwaliny pod nowy, lepszy i bogatszy kościół. – Podobnie jak ty walczę z biesami, demonami, diabłami, szatanem (wyraz ten jest uznawany za wulgarny) i kusym, które to fenomeny rozmnożyły się jak pijane szczury.

 

0Shares

Realistyczna teoria dobrobytu społecznego

Społeczeństwo mamy wrażliwe społecznie i historycznie. Czterdzieści procent ludzi tęskni za dawnym ustrojem, za którym i ja uroniłem już niejedną łzę.

Wspomnienia przeszłości zalały mnie falą szeroką jak front zrzeszający zwolenników PRL-u. Duchem i sercem przyłączyłem się do masy ludzi wrażliwych, odrzucających blichtr masowej konsumpcji i tęskniących za pełnym zatrudnieniem.

Mieliśmy wtedy naprawdę pełne zatrudnienie, prawdziwe błogosławieństwo, podobnie jak i niepełne półki. Dzisiaj mamy na odwrót, ale z jakim fatalnym skutkiem? Ludzie są nieszczęśliwi, mniej się śmieją, mało żartują i prawie w ogóle nie tańczą. W telewizji nie ma Edwarda Gierka odbierającego bochen chleba z solniczką na Święto Dożynek od rosłej dziewoi lat pięćdziesiąt sześć. A co w ogóle jest w telewizji? Jest rozrywka, ale inna, może nawet i nie taka zła: dyskusje o pedofilach i homoseksualizmie, gender panoszący się na ustach Danuty Kępy zamiast szminki, arcybiskup prowadzący rekolekcje o wyższości alkoholu nad wodą świeconą.

Czyż można się dziwić, że – niezależnie od telewizji – ludzie tęsknią do czasów PRL-u i nienawidzą rządów Tuska, który nie zapewnia pełnego zatrudnia? Nie!

Wszystko wtedy było za darmo, albo bardzo tanio, nie tylko praca. Nie tylko było jej w bród, ale była ona bogatsza. W pracy za niewielkie pieniądze nabywałeś cebulę w workach po 20 kilogramów i otrzymywałeś bezpłatne skierowanie na wczasy po uzyskaniu stempelka w legitymacji partyjnej o zapłaceniu składki. Przodownicy pracy to nawet otrzymywali vouchery na małego Fiata, bo duży nie mieścił się na ulicach i był bezużyteczny! Brak mi dzisiaj owego realizmu i tężyzny, którą wyrabiałeś sobie stojąc w kolejkach, czekając na autobus lub pędząc kilometr za stację kolejową, aby wsiąść do pociągu zanim wjedzie on na peron. To były czasy!

Jedyną przewagą dzisiejszych czasów jest tylko Odnowiony Związek Radziecki, jeszcze bardziej szlachetny niż oryginał, dowożący setkami ciężarówek pomoc humanitarną do sąsiednich krajów w ramach wymiany: My wam dajemy (bezpłatnie!) separatystów i wyrzutnie rakietowe, a wy w zamian dajecie nam Krym i kilka mniejszych miast. Takiego braterstwa to nawet wtedy nie było. Kraj ten wyrosły ze zdrowej gleby przeszłości ma też zdrowe podejście do gospodarki.-„My to nawet cieszymy się z sankcji nałożonych przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską, gdyż pozwalają nam one rozwinąć rodzimy przemysł, któremu do tej pory brakowało naturalnego bodźca rozwoju”. – Pięknie to powiedział Władimir Putin, prezydent, który dla dobra ojczyzny gotów jest pozostać dożywotnio na stanowisku, a nawet zintegrować je w stanowisko Prezydenta-Premiera. Jeden etat zamiast dwóch, jeden rząd zamiast dwóch, to ogromna oszczędność dla kraju.

Nie to, co w Australii, gdzie niezależnie od parlamentu i rządu federalnego są jeszcze parlamenty i rządy stanowe. Ambitni, ale niepraktyczni to ludzie. Taka Australia Południowa: 2 miliony ludzi i własny parlament i rząd! Ba, nawet własny, choć nie całkiem, gubernator stanowy oddelegowany do pracy przez Królowa Elżbietę II, miłosiernie panującą Królową Wielkiej Brytanii i Australii. Czyż można się dziwić, że Nowy Związek Radziecki rześko pędzi do przodu, a Australia szybko pedałuje do tylu?

Wypada mi przyznać z dumą, że na świecie to tylko Jarosław Kaczyński pedałuje szybciej do tyłu z lotnym peletonem PiS zmierzając niezawodnie po górską premię wyborczą i żółtą koszulkę lidera.

0Shares

Mój przyjaciel Dzieciol

Dzięcioł na drzewieNa wielkich, równinnych i pustynnych przestrzeniach zostawiłem za sobą wieloletniego przyjaciela. Był w bardzo dobrej kondycji. Z postury jest to mężczyzna słusznego wzrostu i o miłym owalu twarzy, z nawyków – bardzo inteligentny kolekcjoner tysięcznych faktów, liczb, wydarzeń i ludzi, z przyzwyczajenia – człowiek łatwo nawiązujący kontakty, ustosunkowany lokalnie i międzynarodowo, z natury zaś – dzieciol (pol. dzięcioł) rozstrojony upałami. Ptak ten budzi się czasami w dzień, czasami nocą, puka w drzewo jak to dzięcioły i alfabetem Morsa nadaje pytania lub zgaduje.

To ty teraz mieszkasz na Kamczatce? No, no! Nie wiedziałem. Jaka to jest miejscowość: Kołobrzeg czy Gdynia? A jak jest w twojej dziupli? Coś robisz, czy już tylko czekasz na Godota?

W tym, co pisze i o co pyta, Dzieciol jest dowcipny, gdyż pisałem już mu kilkakrotnie, gdzie mieszkam, a nawet podałem adres, lecz on widocznie zbyt szybko przesiewa pokarm literacki przez sito pamięci i rzuca kaczkom do rzeki, która płynie za oknem, wielka zimą i ubożuchna latem, kiedy ptaki, kijanki i słońce chlają wodę na potęgę.

Zdziwi się na pewno, kiedy mu napiszę, że prowadzę blog autorski, który najlepiej określa moje miejsce stania, siedzenia i leżenia, ponieważ nic tak nie określa człowieka na ziemi, jak to, co czyni. Czynisz dobro, oferujesz przyjaźń i braterską pomoc? Od razu cię rozpoznają jako Cara Dobroci, o którym jakżeż życzliwie piszą Śp. dziennikarka Anna Politkowska i Śp. Aleksander Litwinienko, amator herbaty z promieniotwórczymi dodatkami.

Tak oto historycznymi już słowami zamykam opowieść o życiu człowieka-dzieciola, który mnie zna i którego ja znam, a który coraz bardziej oddala się od rzeczywistości wymieniając sen na letarg, łatwiejszy po drugiej stronie globu, gdzie wskutek nadzwyczajnych upałów skrzydła snu i wyobraźni najzwyczajniej w świecie kleją się do ramion.

W ostatnich słowach, mego listu, jak to drzewiej pisano, pozdrawiam wszystkich przyjaciół, życząc im przebudzenia i przyjazdu na wakacje do kraju, gdzie budynki są bardziej nowoczesne, kobiety o niebo piękniejsze, a życie o trzy bezchmurne nieba ciekawsze (nawet, kiedy jest zimno) niż na antypodach.

0Shares

Poszerzanie horyzontów

Zbudził mnie niepokój, nie tak niezrozumiały, ile nieprzyjemny, że moje horyzonty są za wąskie, nieadekwatne do współczesności, węższe niż biblijne ucho igielne, przez które nie jest w stanie przejść nawet wygłodzony wielbłąd.

O wielbłąda i ucho przestałem się martwić skoro tylko zobaczyłem we śnie (równie wyraziście jak na jawie), z jaką energią i oddaniem armia izraelska poszerza na Bliskim Wschodzie wszystkie bramy i przejścia z wyjątkiem tuneli energicznie kopanych przez uzbrojone króliki palestyńskie. Uciekłem stamtąd jak najszybciej, aby nie dostać pomieszania zmysłów, co jest prawdą a co fałszem. Jest to obszar zmagań sięgających czasów przedchrystusowych, które poprzez meandry historii z udziałem różnych Wielkich Braci przerodził się w skansen zwany „Galimatiasem Pokoju i Nienawiści”.

Na Jeszcze Bliższym Wschodzie, tuż za granicą obszaru zwanego Bratem Ruro, też jest bardzo ciekawie. Ktoś dobrze wszystkim nieznany dostarcza tam bezpłatnie rozrywki turystom podróżującym samolotami z pomyloną nawigacją. Nieznani fundatorzy, którzy jak się ostatnio okazało okropnie nie znoszą jabłek, sprowadzają w szaleńczym tempie na ziemię ludzi oraz bagaże i czarne skrzynki, aby udostępnić je również bezpłatnie kolekcjonerom dokumentów, biżuterii i mocnych wrażeń.

Tak oto w lapidarny sposób przesunął się przez moją głowę kalejdoskopowy zapis zdarzeń kilku tygodni, które możni tego świata potępiają, bardzo rozważnie i z umiarem, nie za szybko i nie za mocno, aby nie wykoleić pociągu, który wiezie nas ku szczęściu. Jest to pociąg na wzór australijskiego „Ghana” podróżującego między Sydney a Perth, z wagonami restauracyjnymi i małym kasynem, lecz wyposażony w urządzenia, gdzie wycenia się, a może nawet i wymienia na twardą walutę, jawne kłamstwa i barbarzyńskie czyny.

the-ghanKangaroo and a train on the plainsthe Ghan inside

Najgorsze jest to, że człowiek, którego dobrze znam, wydawałoby się obyty i w miarę myślący, tkwi w dezorientacji, czy eksperci wyceniający czyny barbarzyńskie w twardej walucie mają rację czy nie.

Osobom wierzącym pozostawiam niezdrową nadzieję, że autor i sponsor oryginalnych wschodnich pomysłów lotniczych zacznie w końcu dławić się walutą albo jabłkami, co pobudzi jego imperialny chłodny umysł do bardziej przyziemnego myślenia.

 

 

0Shares