Spór międzygatunkowy

Poszło o pierzynę puchową. Została wyprana w pralce, po raz któryś z rzędu. Rzędy bywają długie, prorokuję więc, że będzie jeszcze wielokrotnie prana.

Powyższa scena jest początkiem opisu odmienności widzenia świata przez mężczyznę i kobietę, strony odwiecznego sporu. Dokładniej, po stronie żeńskiej były w sporze pierzynowym nie jedna, ale dwie niewiasty, sprzężone poglądami jak siostry syjamskie widzące tylko na jedno oko. Przeciwwagą dla nich był osobnik rodzaju męskiego, gatunku podobno na wymarciu, pozostający sam jak palce w słusznym rozumieniu teorii i praktyki suszenia pierzyn.

Są to trzy dramatis personae, gdyż sprawa jest natury dramatyczno-teatralnej.

Suszenie pierzyny okazało się niełatwe. Pralko-suszarka włączała automatyczny program „Pranie delikatne” na dwie godziny, ni mniej ni więcej, co mężczyzna postanowił zmienić.

– Pranie przez dwie godziny zda się tylko psu na budę. It tak pierzyna będzie bardzo wilgotna i trzeba będzie suszyć ją na słońcu.- Wyjaśnił potomek odległego dziejowo Adama sympatycznie kojarzonego z rajem i panem Bogiem.

Wiedział, co mówi; miał doświadczenie. Dzień był gorący, trzydzieści stopni Celsjusza, słońce na balkonie sypało ogniem piekielnym, zmienił więc czas suszenia na piętnaście minut po konsultacji z instrukcją obsługi. Konsultację z kobietami uznał za niepotrzebnie wyczerpującą. Po zakończeniu aktu suszenia, wyjął pierzynę i rozwiesił na suszarce balkonowej na słońcu.

Wezwanie było krótkie. – Słuchaj przez minutę i nic nie mów. Jeśli perzyna nie wyschnie, to ty nie będziesz … Ostrzeżenie było podobnie zdecydowane jak pięćset osiemdziesiąte trzecie ostrzeżenie kierowane przez Chińską Republikę Ludową przeciwko Republice Indii w słynnym przed laty sporze granicznym.

Mężczyzna miał już coś powiedzieć, kiedy jedna z dwóch sprężonych ze sobą niewiast oświadczyła: – Lepiej, żeby pan nic nie mówił. A jeszcze lepiej, gdyby pan ugryzł się w język!

Sugestia była zwierzęca, a sytuacja nabrzmiała politycznie. Adresat podjął męską decyzję.

– Nie ugryzę się w język, a odgryzę sobie język! Co uczynił. Męska decyzja niekiedy bardziej świadczy o męskości niż genitalia.

Bohater opowiadania, do końca nie wiadomo dokładnie, pozytywny czy negatywny, czy też fifty-fifty, cieszy się teraz niebiańskim spokojem. Nagle odkrył, jak bardzo jest bogaty, zważywszy, że „milczenie jest złotem”. Ze światem zewnętrznym komunikuje się pisemnie, co znaczy, że bardziej rozważnie. Jest też powszechnie uznawany za osobę dyskretną.

–„ Nic nie wypapla, nie dyskutuje, nie kłóci się. Po prostu ideał” – tak mówią teraz nawet ci, którzy nie przepadali za nim w przeszłości.

Sądzę, że gdyby zapytać o zdanie kobiety, to większość z nich wyraziłaby podobne opinie. Sytuacja objaśnia też lepiej słowa Pisma Świętego definiujące mężczyznę: „Cichy, niepokornego serca”.

 

Historia głodu i miłości

W wiosce od wielu dni panował głód. Pożywienia było jak na lekarstwo, gdyż od dawna nikt nie zapuszczał się w te strony z uwagi na upały, komary i ostrzeżenia o kanibalach grasujących na rozstajach dróg i w buszu. Kanibale też muszą jeść.

W chacie na skraju wsi trwały przygotowania do wyprawy w dalsze okolice w poszukiwaniu żywności. W drogę ruszali ojciec z synem, lat osiem, dla którego nadszedł czas wtajemniczenia w arkana sztuki zdobywania pożywienia. Pani domu wyposażyła męża i syna w wodę, świeżo uprane przepaski na biodra oraz pożegnała czułymi pocałunkami: synka w czoło, a męża w usta. Kobieta i mężczyzna byli dobrym małżeństwem; wprost nie mogli oderwać się od siebie, tak wielką pałali do siebie miłością. Jak ja przeżyję to rozstanie? – Zamyśliła się żona kanibala. Podobne myśli, tylko bardziej intensywne i namiętne, kłębiły się w głowie męża.

Wyruszyli. Szli już trzeci dzień, jeszcze bardziej głodni i spragnieni niż w momencie wyprawy z domu. Nigdzie nie było widać śladów ani innych oznak życia ze strony potencjalnego pokarmu. Zbliżając się do rzeki mężczyzna zauważył w cieniu drzewa eukaliptusowego młodą kobietę. Natychmiast zwrócił na nią uwagę synkowi, aby ten przypadkiem okrzykiem radości nie wystraszył ofiary.

Przyglądając się jej z uwagą dzikus obmyślał technikę ujęcia ofiary. Był wrażliwy na piękno natury, a teraz miał do czynienia z wyjątkowym jego obiektem. Powabne piersi unosiły się i opadały w miarę oddychania, różane usta były rozchylone jak do pocałunku, biodra zachwycały swymi pełnymi kształtami ujawnianymi przez obcisły kostium kąpielowy.

– Jest to pewnie turystka z dużego miasta. – Spekulował mężczyzna czerpiąc idee ze skarbca kanibalskiej akademii życia. -Przybyła w te dzikie okolice, aby doznać prawdziwej samotności i pomedytować na łonie przyrody, ufna i niewinna. Zdał sobie sprawę, że i on sam jest osobą wrażliwą. Stłumił w sobie uczucie, zbyteczne i sprzeczne z obyczajami i tradycjami plemienia.

Przy zgrabnym nosku śpiącej niewiasty myśliwy zauważył kropelkę potu, która powolutku i urokliwie zbliżała się do namiętnych ust żeglując ku wardze koloru świeżej maliny. Ojciec i syn oblizali się z głodu. Obydwaj ubóstwiali świeże dzikie maliny, jakie nasadzili w buszu ich praprzodkowie przybyli z Azji. Ojciec patrzyłby zapewne dłużej w zamyśleniu, gdyby nie synek, który trącił go delikatnie w łokieć i wyszeptał. – Tato, na co my czekamy? Jestem strasznie głodny! Proszę cię. Zjedzmy ją tutaj, na miejscu!.

– Jak możesz być tak niewytrwały! – Ojciec wpadł prawie w gniew. Uczę cię sztuki polowania wymagającej cierpliwości i artyzmu ze strony myśliwego, a ty chcesz zepsuć wszystko! – Wykrzyknął ojciec i dodał wracając do opamiętania: Czy ty oszalałeś, synku? Zabierzemy ją do domu. Mamusię zjemy!

Pean prawdy o kobiecie

Postanowiłem zostać peanistą czyli osobnikiem piszącym peany. Jeśli nie ma takiego wyrazu w słowniku języka polskiego, to czas, aby zaistniał.

Chodzi o pean na cześć kobiet, gatunek literacki często uprawiany w przeszłości w celu wyrażenia podziwu oraz –podejrzewam – ocieplenia relacji damsko męskich. Są to sprawy wielkiej miary, godne wysiłku pisarskiego i cennej uwagi czytelnika.

Moje myśli o kobietach są dwoistej (jeśli nie troistej) natury: pozytywne i szlachetne, ale także krytyczne i mroczne. Taki jest mój świat: we wszystkim upatruję dualizm charakteryzujący się warunkami krańcowymi, ekstremami. Jestem osobnikiem miotającym się między krańcowościami: z jednej strony – uwielbieniem i szacunkiem dla płci pięknej, z drugiej strony – jej niezrozumieniem i niechęcią. Zastanawiałem się nad tym, czy jest to postawa sensowna i doszedłem do wniosku, że i tak, i nie. Jeśli moje rozważania wydają ci się pokrętne, to posłuchaj posłów debatujących dowolną kwestię przekraczającą elementarne umiejętności czytania, pisania i mówienia.

Wracam do zagadnień feministycznych.

W życiu codziennym kobiety tematem „Numero Uno” jest czystość, w szczególności zaś kurz rozumiany przez nią jako waga, na której ważą się szale życia przyzwoitego i szacownego. Wiąże się to ze szczególnym wzrokiem kobiety, wyostrzonym przez samego Stwórcę do wzroku orła dostrzegającego z odległości kilometra malutką myszkę przykucniętą pod nawisem trawy. Kobieta dostrzeże pyłek nawet tam, gdzie go nie ma. To znaczy nie ma dla mężczyzny, ale jest dla kobiety. Dyktuje to niezwykła wrażliwość kobiety na piękno, której pan Bóg pozbawił mężczyznę, czyniąc go przykładowo włochatym tam, gdzie aksamit skóry kobiety odbija srebrne światło księżyca w momentach uniesienia, czyli na piersiach. Jakże wzruszającym przykładem miłości kobiety do czystości jest całodzienny zakaz wydany dzieciom przez matkę unikania salonu, gdzie podłoga została świeżo wypastowana i wypolerowana. Objawia się w tym bezwzględny priorytet czystości nad domownikami, nawet dziećmi. Niech się uczą czystości!

Co do dzieci, to kobieta uwielbia je dotykiem, wzrokiem, słowem i uczuciem. Jest to uwielbienie autentyczne i głębokie, w odróżnieniu od męskiego, które wydaje mi się omalże prostackie i mało rozróżniające. Słowa i uczucia! Fiodor Dostojewski w „Idiocie” dal dowody finezji słownej wyrażania uczuć i myśli osób dorosłych, zwłaszcza zaś księcia Myszkina cierpiącego na epilepsję. Nieśmiało uzupełnię to delikatnymi jak eolska bryza obserwacjami dotyczącymi niewiast oraz dzieci biegających po gołej podłodze i łomocących tak, że sąsiadom z dołu wypadają sztuczne zęby. Kobieta widzi ten problem prosto i jasno: moje dziecko – inne dzieci. – Mój Jasiu to ideał, dziecko spokojne i inteligentne, dziecko sąsiadów z góry to bachor i smarkacz bez wychowania!

Kobieta widzi świat w sposób bardziej konkretny, wyrafinowany oraz … na wskroś sprawiedliwy. Nic tego nie zilustruje lepiej niż historia z życia wzięta. Pewien mężczyzna przyniósł na życzenie żony garnek z piwnicy. Następnego dnia pani domu gotowa w nim mleko. Pech chciał, że mleko i garnek fatalnie się przypaliły. – To twoja wina! – Wykrzyknęła nieszczęśliwa żona. To ty przyniosłeś ten garnek z piwnicy!

Znamienny fakt winy męża powtarzający się w historiach wielu małżeństw i podobnych związków wyjaśnia (przynajmniej częściowo), dlaczego w Stanach Zjednoczonych 70 000 mężczyzn wychodzi z domu do kiosku po zapałki, traci orientację i … już nigdy nie wraca. Rozmarzyłem się myśląc w tym kontekście o moim ulubionym aktorze dramatycznym. Czy nie byłoby cudownie, gdyby Jarosław K. ożenił się, wyszedł do kiosku po „Głos Nawiedzonych”, stracił orientację i nigdy nie wrócił do domu, uszczęśliwiając tym nie tylko żonę, ale i setki tysięcy obywateli kochających ojczyznę w sposób mniej patriotyczny niż on sam?

Myślę, że to dobre zakończenie blogu. Zacząłem od kobiety, która wedle znaków na niebie i ziemi jest istotą doskonałą, i skończyłem na mężczyźnie, który jest również doskonałością w swej nieskończonej wierze w zwycięstwo, miłość do ojczyny oraz nienawiść do przeciwników politycznych.

Relaks powyborczy

Wybory do Europarlamentu wywołały więcej pytań niż dały odpowiedzi. Tak to już jest: łatwiej jest pytać niż odpowiadać.

PiS poniósł kolejną siódmą lub ósmą porażkę wyborczą, tym razem delikatną jak piana na piwie. Wynik wyborów wzbudził ich podejrzenia już kilka dni przed wyborami. Antoni Macierewicz jeździł po kraju i głosił potajemnie, że wybory będą sfałszowane.

– Jest to pełzające oszustwo, a my śledzimy wszelkie przejawy pełzania w kraju – Wyjaśniał potrząsając siwą jak czapla czupryną.

– Skąd pan to wie?

– Mam przeczucie. – Odpowiadał pochylając zamyślone czoło nad niegodziwością ludzką.

Po wyborach Joachim Brudziński demonstrował jak można sfałszować kartę wyborczą. Inni członkowie jego partii mówili jeszcze o „dziwnej przegranej”. Najbardziej zmartwiło mnie to, że nie wyjaśnili, czy fałszowanie wyborów bylo przeciw czy na korzyść PiS-u.

Janusz Palikot chodzi wstrząśnięty. Żaden z jego posłów nie dostał się do Europarlamentu. On sam postarzał się, nieprzerwanie kręci głową z niedowierzaniem na to, co się stało. Posłowie, którzy stali za nim murem są mu wdzięczni. Mur upadł i odzyskali wolność. Przejściowy wódz wyzwolił ich od odległej, zimnej i drogiej Brukseli.

Do rządu wpłynął wniosek na budowę pomnika dla posła Korwina-Mikkego, bohatera wyborów, twórcy partii zrodzonej z popiołów jak Sfinks żywiący się tekstami o kobietach mówiących „no” zamiast „yes”, głuchym i niewidomym Adolfie Hitlerze oraz raju bez podatków. Nowa Prawica to wyraz rozpaczy tych, którzy nie widzą wartości w innych partiach, i nadziei tych, których olśnił blask nowej gwiazdy zarannej. Wszyscy czekamy teraz na ciekawe występy aktorów Nowej Prawicy w teatrze Unii Europejskiej, z nową inscenizacją wzbogaconą fajerwerkami i wybuchami. Niezła jest też idea pana Korwina-Mikkego zamiany UE w wielki dom publiczny. Ileż to kobiet poczuje się szczęśliwych, że męża nie ma w domu, ileż to kobiet (i mężczyzn) poczuje się szczęśliwych, że może umilać czas na nowiutkich kanapach zamożnym posłom z całej Europy.

Mówiąc poważnie, prawdziwe nieszczęścia to wojna, bieda, ciężka choroba i ciężka ignorancja. Śmierć nie jest tylko połowicznym nieszczęściem, ponieważ dotyczy jedynie tych, którzy zostali na tym padole łez rozpaczy i rozpusty słownej.

Przy powyższych, sukcesy i występy Korwina Mikkego, potknięcia Janusza Palikota, przegrana kilku znanych posłów i przywidzenia PiS-u to tylko ludowy folklor i łagodna rozrywka dla osób, które umieją patrzeć na życie z dystansu większego niż krzesło przed telewizorem i gazeta przed oczami.

Z innych ważnych spraw warto wspomnieć, że Pradziadek Mick Jagger kontynuuje koncerty po świecie. Rząd chce go wypożyczyć na dwa tygodnie, aby objeżdżał Polskę agitując za dalszym podwyższeniem wieku emerytalnego. Pradziadek będzie miał dwa mocne argumenty w ręku: w wieku 75 lat można twórczo pracować i zarabiać dobre pieniądze, oraz drugi, równie ważny: Dziś ludzie żyją dłużej. Ma on podobno plan założenia w Polsce „Muzycznego Stowarzyszenia Geriatrycznego”.

W świąteczny dzień ciszy wyborczej

Mam do pomocy już dwie osoby, Wiktora i Martynę, które proszę od czasu do czasu, aby zrelacjonowały wydarzenia bieżące, filozoficzne i ponadczasowe. Dzisiaj akurat takich nie było i to jest dobra wiadomość. „No news is a good news” mawiają ludzie po drugiej stronie kuli ziemskiej chodzący do góry nogami, kiedy my tutaj chodzimy na dół nogami, co wydaje mi się ze wszech miar rozsądne.

Wiktor zrelacjonował mi swój stosunek do osób, reprezentowanych tym razem przez kobietę, która uznała, że wie wszystko. Nie o wszystkim, ale o pewnym schorzeniu. Jest to osoba wyjątkowo miła, uczynna i sympatyczna, jednakże od czasu do czasu chyba wskutek nieuwagi nabiera w płuca tak wielką ilość powietrza, że zaczyna głosić prawdy uniwersalne. Jeśli cierpisz na uporczywe bóle wątroby, żyjesz z tym od lat, byłeś u dwudziestu a może nawet dwustu lekarzy, spędziłeś godziny w Internecie szukając informacji na temat, jak złagodzić swoje cierpienie, wówczas – Wiktor zawiesił głos i pokręcił głową z niedowierzaniem, że taka rzecz jest możliwa – wyprowadza cię z równowagi czyjeś przeświadczenie, że wie najlepiej, co ci jest i jak to wyleczyć.

Pokiwałem głową i dodałem własną obserwacje. Mój przyjaciel z Adelajdy, Polak z pochodzenia, wielokrotnie przebywał w Polsce, mieszkał tu nawet dłuższy czas. „Polacy mają powiększone ego” – skwitował kiedyś w rozmowie, z czym zgodziłem się bez większych wahań sugerując jedynie uściślenie: „Nie wszyscy” i zamiast „Powiększone ego” mówić „Nadęte ego”, co lepiej kojarzy tę przypadłość z naturą męczącego i obrzydliwego wzdęcia brzucha.

Z czego bierze się wspomniana dętość, nie umiem powiedzieć. Jest wytworem klimatu, warunków bytowych, poczucia rozpaczy? – Nie wiem. Kojarzy mi się z zarozumialstwem, przeświadczeniem, że doświadczenia życiowe jednostki wywyższają ją ponad przeciętność, a nawet i ponadprzeciętność. Rozumiałem niechętną reakcję Wiktora wobec sytuacji, która go spotkała i pozostaję wdzięczny za historyjkę, która przypomniała mi także o własnych możliwościach nadymania ego.

Czas spokoju i zastanowienia

Osiemnaście minut po północy rozpoczął się czas relaksu i wspomnień. Myślałem o ludziach pewnych.

Pewien mężczyzna w gumowcach, z twarzą upudrowaną, różową i uśmiechniętą, wszedł do studio TV z wiaderkiem pełnym błota i udzielajac wywiadu, łopatką rzucał błoto na przywódcę partii, której nie znosił. Wyjaśnił, że jest spóźnionym prawnukiem dawnego celebryty Goebbelsa, znanego mistrza PR-u, który go pouczał, że rzucanie błotem jest pozytywne, bowiem „zawsze coś przylgnie do ciała i już się nie odmyje”.

Dlaczego rzuca pan tak dużo błota? – Prowadząca spotkanie redaktorka pragnęła zaspokoić swoją kobiecą ciekawość, choć dobrze znała odpowiedź.

Muszę, bo jeśli coś zostanie, to szef wysmaruje resztę na mnie.

W tym momencie na ekranie ukazał się napis pewnego widza, który stwierdził, że specjalista od błota przekonał go do głosowania na PO. Zaczęto więc podejrzewać tego od wiadra, że jest podwójnym agentem; tak obrzuca PO błotem, że przekonuje tym widzów do głosowania na tę partię. Może to i dobrze, pomyślałem, ponieważ szef owego PO mówi głosem osoby umierającej, której nie stać choćby na jedno warkniecie na faceta z wiadrem i jego szefa i powiedzenie im mocnymi słowami, co o nich myśli. Nie dziw, że w obecnym wyścigu na Zachód żaden z nich nie może wyprzedzić drugiego.

Potem wystąpiła pewna kobieta w wieku podwójnie maturalnym. Kierowała samochodem, odwracała się do tyłu i siedzącej tam pasażerce palcem wskazywała mężczyznę obok, dużo starszego, przysypiającego na fotelu. Bardzo ją to bawiło. Jego nie, kiedy się obudził, bo nikt nie lubi, kiedy się śmieją z niego za plecami.

Jest to filmik edukacyjny dla szkół pokazujący, że można być nieetycznym niezależnie od tego, czy się chodzi na lekcje religii i do kościoła czy nie. Kobieta przy kierownicy przestaje śmiać się i myśli. Zastanawia się, czy przypadkiem nie jest osobą zbyt uniwersalną, niepotrzebnie mówiącą niemiłe rzeczy w różnych miejscach i różnym czasie.

Leczenie odwykowe

Myślę o leczeniu odwykowym. Mam problem ze snem i dobrymi radami.

Za mało sypiam. Budzę się o godzinie trzeciej nad ranem, siadam przy komputerze i piszę. Pisze mi się bardzo dobrze, wręcz znakomicie, w efekcie czego w ciągu niecałych dwóch godzin powstaje blog, fragment opowiadania lub powieści, na który musiałbym poświęcić kilka godzin w mniej sprzyjających warunkach.

Wszystko ma jednak swoją cenę. There are no free lunches. – Jak mówią w odległym, wielkim kraju, gdzie zesłańcy już dawno wymarli, pozostał jednak język angielski. Moją ceną jest niewyspanie, ból głowy, słaba koncentracja.

Wspomniałem o tym siostrze Wiktora, pani Martynie. Od razu udzieliła mi dobrej rady, którą sama z wielkim powodzeniem wypróbowała na członkach rodziny, królikach i kocie: „Psychologowie mówią, że nie należy siedzieć przy komputerze więcej niż pół godziny dziennie. Ja moją rodzinę odzwyczaiłam od siedzenia przy komputerze”.

Tak mnie ta szokująco twórcza i jakżeż prosta, mądra i skuteczna rada poruszyła, że odpowiedziałem jej natychmiast pełen wdzięczności: „Niech pani powie temu psychologowi, co to wymyślił, żeby mnie w dupę pocałował!”. Teraz mam wyrzuty sumienia. To było nie fair.

Przepraszam Czytelników, panią Martynę i świadków rozmowy, na końcu zaś siebie, za użycie wulgarnych słów: „Niech pani powie temu psychologowi”. To było obrzydliwe. Powinienem był powiedzieć: „ Proszę powiedzieć temu psychologowi”.

Beata K, the Superwoman

Rzadko mam okazję relacjonować wydarzenie tak wyjątkowe, jak dzisiaj. Polka porwana kilka dni temu przez faszyzującą organizację „Supernatural Gender Criminals” wyrwała się z niewoli i przybyła prosto do studia telewizyjnego w Warszawie. Tam skąd przybyła, traktowano ja ze szczególnym okrucieństwem. Nie mogła wydobyć z siebie słowa, dopóki redaktorka prowadząca spotkanie nie pomogła jej rozwiązać języka zadzierzgniętego w supeł wielkości pięści.

Francisco-Goya-Sabat-Czarownic

– Nazywam się Beata K. Nazwiska nie mogę podać. Boję się. To potwory! – Zaczęła dławić się własnym głosem. Z trudem doprowadziła się do ładu.

– Co oni pani robili? – Zapytała przerażona redaktorka.

– Nic, tylko uczyli mnie. Jak seksualizować dzieci, jak uczyć je masturbacji, jak wdrożyć chałupniczy program inżynierii społecznej! Ni z tego, ni z owego zaczęła rozdzierająco wołać wskutek szoku: Płci nie są równe! Mężczyźni żyją krócej, kobiety użyją dłużej! Był to jedyny moment, kiedy skurcz uśmiechu rozdarł jej uduchowioną twarz. – Kazali mi przebierać się za kota i zmuszali do zmiany gatunku. Relacja była tak rozdzierająco bolesna, że starsza niewiasta na wózku inwalidzkim obecna w studio krzyknęła: Zamknijcie jej pysk!

Przepraszam, Drodzy Czytelnicy, nie mogłem się powstrzymać, musiałem o tym napisać. Słowa Beaty K były dla mnie jak spowiedź, pokuta i oczyszczenie.

Boże, coś Polskę! Ratunku!

Francisco Goya: Gdy rozum śpi, budzą sie potwory. Francisko Goya, gdy rozum śpi budzą się potwory

Dlaczego nie lubimy chodzić?

* Bo odczuwamy to jako stratę czasu. Czas stał się esencją istnienia, wartością naczelną, którą liczymy i hołubimy, której wciąż mamy za mało. Time is money. Nie będę mnożyć listy wyjaśnień, dlaczego czas jest traktowany jako usprawiedliwienie niechodzenia, niespacerowania, ponieważ żal mi na to czasu.

* Bo nie lubimy samotności. Żyjemy w zwariowanym świecie, gdzie przebywamy najczęściej z innymi osobami, lubianymi lub kochanymi przez nas, dziećmi i kochankami, które to określenie obejmuje także żony i przyjaciółki, mężów i przyjaciół, nawet jeśli są to geje i lesbijki, gatunek rzadki, ale upowszechniający się. Są ludzie, którzy się nudzą w samotności, co jest dla mnie krzywdą, jaką zadajemy sami sobie, niezrozumiałą i smutną. Czyż można być tak nudnym i beznadziejnym, abym nudzić z samym sobą?

* Bo nie rozumiemy znaczenia chodzenia, spacerowania, joggingu, biegania, wszystkich form fizycznej aktywności, różniącej się tylko szybkością poruszania się i zużyciem obuwia, lub stóp, jeśli chodzimy boso, a może i nago, co zresztą nie ma tu znaczenia. A może i ma? My współcześni chodzimy dziesięć razy mniej niż nasi przodkowie. Brak ruchu rujnuje nas jednostkowo i społecznie. Poziom takiego „głupiego” cholesterolu, który wcale głupi nie jest, nie zależy tylko od jedzenia, ale także od chodzenia, tej najprostszej i najbardziej pospolitej formy ruchu. Dziesiątki aspektów naszego zdrowia i samopoczucia zależą od ruchu. Nie muszę więcej tłumaczyć, ponieważ jest to wszystko w Internecie.

Zaoszczędzam więc sporo czasu, który poświecę na chodzenie. Czynię to prawie każdego dnia, minimum pół godziny dziennie, to mój standard. Chodzenie, ruch, traktuję jako obowiązek wobec własnego ciała, które razem z czasem danym nam do przeżycia, są naprawdę jedynym darem otrzymanym od Boga (Opatrzności, Natury, Stwórcy, czy jak tam to nazwiesz). Dbałość o ciało poprzez ruch to moralny obowiązek, o którym powinni mówić księża i biskupi na ambonie. Niechodzenie, brak ruchu, jest grzechem. Nie mówią tego i mam im to za złe. Nie mówią, ponieważ nie rozumieją, jakie jest to ważne. Widać to po ich sylwetkach i obfitości fałdów.

Sytuacja kojarzy mi się to zamkniętym kręgiem ubóstwa, które może być różnej natury: finansowej, fizycznej, psychicznej, moralnej. Jeśli masz wśród rodziny, przyjaciół lub znajomych księdza lub inną osobę duchowną, powiedz jej o tym blogu, aby i ona otrzymała bezpłatną naukę z Ambony Obiektywnej i Niewzruszonej Prawdy. Zawsze chciałem być kaznodzieją.

Na zakończenie przytoczę „kawał”, formę literacką zasadzającą się na nonsensie, paradoksie, nietypowym skojarzeniu.

Żona budzi się w nocy i widzi, że mąż chodzi i chodzi po mieszkaniu, wyraźnie wyprowadzony z równowagi. – Kochanie, dlaczego nie spisz, tylko chodzisz po mieszkaniu? – Bo tak mi się strasznie kochać chcę, że wprost nie mogę wytrzymać! Ona patrzy na niego ze zdziwieniem, odchyla kołdrę i mówi: No to chodź! Na co on jeszcze bardziej zdenerwowany: – No przecież chodzę!

To przedni żart, sztandarowy, z którym chętnie się obnoszę. Usłyszałem go pierwszy raz od kobiety, bliskiej mi i przemiłej osoby. Kiedyś jej to wspomniałem, na co ona mi odpowiedziała, że było odwrotnie, że to ona usłyszała ten żart pierwszy raz de mnie.

Kobiety mnie zaskakują, podobnie jak pamięć.

Dom Wariatów Zaleczonych

W sali przyjęć prezydent, nowy premier (kobieta podobna do Beaty Kępy, pseudonim partyzancki „Gendera”), nowy przywódca opozycji, były premier i były przywódca opozycji składali sobie gratulacje, kiedy podbiegł szef rachmistrzów i podał karteczkę pani premier.

Panowie, widzę przed społeczeństwem pasmo szczęścia długie jak kariera byłego premiera. Dzięki przeglądowi stanu zdrowia społeczeństwa mamy do dyspozycji nadwyżki żywności idące w miliony ton, nadwyżki lekarstw wyrażające się w tysiącach ton oraz pokłady entuzjazmu społecznego grube jak guano chilijskie.

Mężczyźni rzucili się do pani premier (kobieta podobna do Beaty Kępy), aby pocałunkami wyrazić jej podziękowanie, lecz ta odepchnęła ich wzrokiem zakończonym ostrym ostrzeżeniem: Hola, hola, panowie! To, co chcecie robić, to czysty genderyzm. Nic z tego. To jest rząd odnowy narodowej i moim zadaniem jest uszczęśliwiać kobiety, a nie mężczyzn. Nie pozwolę, aby mnie całowano. To przewrotna forma korupcji. Prezydent i były premier zmieszali się, nowy przywódca opozycji wybuchł nie wiadomo czemu śmiechem, a były przywódca opozycji jeszcze bardziej się skurczył.

Wychodzimy. – Energicznie zakomenderowała pani premier i skierowała się ku drzwiom wyjściowym ręką zachęcając towarzystwo, aby poszło w jej ślady. Na zewnątrz zatrzymali się na chwilę, aby rzucić okiem na budynek, który przeszedł do historii jako miejsce pojednania sił politycznych i rozwiązania palącego problemu służby zdrowia.

Czy mógłbym wiedzieć, gdzie jest teraz pan Antoni Macierewicz? – zapytał  były przywódca opozycji. Pełen był najgorszych przeczuć. – Wiem, że rozmawiał z panią Premier.

Tak, rozmawiał. Od wczoraj jest naszym ambasadorem w Moskwie.  Na zaskoczone spojrzenie obecnych wyjaśniła rzeczowo: Obiecał, że w ciągu trzech dni będzie już przed moim biurem z wrakiem samolotu i delegacją rządu rosyjskiego z przeprosinami w zębach. Nowy rząd, nowa energia, nowe pomysły! – Odpowiedziała wznosząc pięści na wysokość piersi.

Prezydent przyjrzał się uważnie piersiom i rękom. – Tak to ona, premier, kobieta podobna do Beaty Kępy. – Upewnił się w diagnozie. Odwrócił się dyskretnie w bok i splunął przez zęby: Na psa urok! Ponownie odwrócił się i skinął dyskretnie na kelnera z tacą i kieliszkami. – Wnieśmy toast za zdrowie pani Premier. Naród zasłużył sobie na takiego przywódcę! Krew z jego krwi i kość z jego kości!

Okazało się to, panowie, nader proste – podsumowała Premier (kobieta podobna do Beaty Kępy, pseudonim partyzancki „Gendera”) kierując wzrok na złoty napis nad drzwiami wyjściowymi: Dom Wariatów Podleczonych, Sala Odpraw od Tyłu. – Naród ma wreszcie to, na co sobie zasłużył. – Szepnęła dostatecznie głośno, aby ją słyszano, i czknęła szampanem.

O astronomicznej mentalności

Komentarz Czytelnika zamieszczony w poprzednim blogu zaimponował mi i ucieszył mnie tak bardzo, że postanowiłem zamieścić go jako nowy krótki wpis. Komentarz wyjaśnia naukowo, jak to jest z kobietami, które są z Wenus. Są tacy, którzy nie wierzą w Boga, ale czy można nie wierzyć w naukę? O takim bezeceństwie jeszcze nie słyszałem!

Oto treść wypowiedzi Czytelnika:  „Zakłócenia w komunikacji miedzy Marsem a Wenus spowodowane są pewnie ziemską orbitą, która dzieli odległość między nimi w nierównych proporcjach. Z Ziemi do Marsa jest 56 mil.km, a z Wenus do Ziemi tylko 38 mil.km. Dodatkowo doba na Wenus jest dłuższa od roku i jakby tego było mało to Planeta obraca się odwrotnie od pozostałych czyli z Zachodu na Wschód. Mając powyższe na uwadze nie dziwi mnie przypisywana jej ( słusznie ) mentalność Kobiety”.

Powyższą argumentacje zamieszczam jako odtrutkę na zawartość serwisu „Faceci to kretyni”, na którym 50 000 kobiet prowadzi propagandę poniżania potomków biblijnego Adama, którego stworzył przecież sam Pan Bóg. Moja pobożność, która nie wiem dlaczego rozkwita głównie nocą i poi mnie miłością bliźniego każe mi zawołać: „Wybacz im, Panie, albowiem nie wiedzą, co czynią”.

Rozmowa Marsa z Wenus

Ten blog zawsze planowałem popełnić. Chodzi mi po głowie od bardzo dawna i męczy. Może nawet od dziecka. Dzieciństwo jest trudnym okresem, jeśli dojrzewasz zbyt wolno. Potem też może być ciężko. Kiedy już dojrzałeś, istnieje niebezpieczeństwo, że zdziecinniejesz zbyt szybko. Czuj duch, gdyż trudno jest czasem zauważyć zmiany zachodzące w sobie samym. Będąc blisko siebie, co jest nieuniknione, tracisz właściwy dystans obserwacji o ile nie masz rozdwojenia jaźni. To tak, jakbyś ustawił sobie kieliszek na nosie i oceniał jego zawartość unikając zeza lub zadyszki oczu.

On jest z Marsa, Ona jest z Wenus. Nie znaczy to, że on ma marsową minę i jest dzielny jak Marsjanin, a ona jest piękna jak Wenus, choć nie jest to wykluczone. Znaczy to, że są to planety bardzo od siebie oddalone. Potrafią znaleźć się także w takiej konfiguracji niebieskiej, że będąc bardzo blisko siebie są bardzo daleko. Komunikacja jest wtedy utrudniona, ulega deformacji i wymaga interpretacji.

Interpretacja słów kobiety to najbardziej karkołomna szkoła jazdy. Ci, którzy ją ukończyli, to osoby o niebiańskiej cierpliwości, słabosłyszący lub pantoflarze. Nie wiem jak radzą sobie inni mężczyźni, bo ja czuję się stale w lesie i tam już pozostanę. „Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, nim mąż prawy zrozumie kobietę” – mówi Pismo Święte. Zastrzegam się, że nie znam tak dobrze Pisma Świętego jak Świadkowie Jehowy, których Bóg obdarzył szczególną pasją wiary i nadzwyczajną wytrwałością nawracania tych, którzy już wierzą w Boga.

Nie podejmę ryzyka opiniowania zachowania kobiet. Życie jest mi nadal miłe. Podam za to przykłady, jak myśli i mówi kobieta. Przysięgam, że są one wzięte z życia. Podrzucili mi je przyjaciele, mam też własne obserwacje. Za progiem stoją tysiące innych przykładów gotowych świadczyć prawdę.

Scena 1: Mąż podaje żonie posiłek

Czym będziesz jadła?

Sama nie wiem.

Jak się zdecydujesz, to mi powiesz, dobrze?

Musi być i jedno i drugie.

Co masz na myśli?

Widelec i łyżkę.

Scena 2: Maż wychodzi z domu po zakupy

Czy mam ci kupić coś z pieczywa?

Tak, bułeczkę, z tych długich krótkich, ale nie innych.

Scena 3: Żona zwraca się do męża:

Czy przyniosłeś odkurzacz z piwnicy?

Nie, ale zaraz przyniosę.

Dobrze. Teraz podaj mi pantofle. Trzeba bardzo dobrze wytrzeć szmatą.

Pantofle?

Nie, odkurzacz!

Moją prezentację zgrabnie uzupełnił Wiktor. Wnioski, do których doszedł sam, bez pomocy zewnętrznej, są następujące:

Kobiety są uroczo enigmatyczne, Mówią tak, abyś musiał zgadywać lub domyślać się, o co dokładnie chodzi. Co ona ma na myśli? – Oto jest pytanie, które musisz sobie nieprzerwanie zadawać.

Kobiety mówią skrótami. Ten, kto wymyślił alfabet Morsa a może nawet i trudniejsze szyfry, to nie był On, tylko Ona. Skrót jest podstawą myślenia i wyrażania się kobiety. Jeśli nie wiesz, jaki to skrót, to jesteś nie na czasie. Przyznaj szczerze, że nie nadążasz. Jeśli to cię bardzo męczy, to pomyśl, że możesz zostać pustelnikiem.

 

Życzenia Wielkanocne 2014

Otrzymaliście już Państwo życzenia od przywódców politycznych i duchowych. Niewiele więcej szczęścia może Was już spotkać. Tym niemniej nachalnie wpycham się z moimi życzenia, płynącymi od serca z jedynej w kraju Ambony Obiektywnej Prawdy.

Życzę wszystkim moim Czytelnikom oraz ich Rodzinom, Przyjaciołom i Znajomym radosnych, pogodnych i ciepłych Świąt Wielkanocnych z dodatkiem w postaci wypasionego zajączka objuczonego sakwami pełnymi nowych banknotów w dużych nominałach. Tym, którzy mnie nie czytają, nic nie życzę, ponieważ moje życzenia i tak do nich nie dotrą.

W szczególności zaś życzę:

  • Samotnym – zastanowienia się nad myślą (chyba) Sokratesa: „Czy się ożenisz, czy się nie ożenisz i tak będziesz tego żałować”.
  • Biednym – dużych pieniędzy w Toto Lotku.
  • Pracoholikom – opamiętania.
  • Osobom duchownym na stanowiskach – umiaru w jedzeniu, piciu i wypowiedziach.
  • Bogatym – aby ich nie okradziono.
  • Mężczyznom – aby żyli dłużej.
  • Kobietom – cudownych kosmetyków, kosztownej biżuterii i nieprzeklinania.
  • Zwolennikom PiS – utrzymania przy władzy Jarosława Kaczyńskiego, gwaranta zwycięstw opozycji.
  • Zwolennikom PO – pozostania Jarosława Kaczyńskiego przy władzy w PiS.
  • Antoniemu Macierewiczowi – świętości.

In Vitro Veritas. Rozpacz i Nadzieja.

Do mieszkania przenikało już światło dnia zimowego, kiedy zawitała Inspektorka ds. Perfekcji, pani Razynka, oddelegowana do małżeństwa Z przez Organizację Ambitnych Kobiet Polskich. OAKP powstała jak Sfinks z tym, że nie z popiołu, ale z pragnień kobiet rodzących się z wbudowanym mechanizmem perfekcji. Perfekcja objawia się w każdym najmniejszym akcie ich działań i zajmuje tak wiele miejsca, że mężom pozostaje już tylko akt skruchy. Albo depresji. To fantastyczne odkrycie zostało opisane w miesięczniku chirurgicznym „Lancet na mężczyznę”, który stwierdził: „Dotychczas sądzono, że u podstaw depresji mężczyzny leży jego własna skłonność do perfekcji. Teraz już wiemy, że jest to perfekcja żony lub partnerki, dawniej zwaną kochanką, przyjaciółką lub konkubiną”. Czytaj dalej

O zagubieniu damsko-męskim

Zebranie w bibliotece publicznej miało na celu dyskusję, która rozgrzałaby ludzi w deszczowy zimny dzień.

Kto pierwszy zabierze głos? Dyskusja jest na dowolny temat, aby tylko był gorący. – Kierowniczka biblioteki podjęła przewodnictwo zebrania.

Kim chciałbyś być? – Wiktor pierwszy wyrwał się z pytaniem. Wywołało ono konsternację. Pytający z satysfakcją potoczył okiem triumfatora po sali.

Pytanie jest proste jak drut, Wiktorze. – Usiłowałem ratować honor trzódki zagubionych współplemieńców bibliotecznych. Czytaj dalej

Opętanie

Okresy początkowe rodzą dzieci absurdu i opętania. Tak jest z początkiem roku, który w ogóle nie jest początkiem, gdyż czas jest ciągły. Jeśli wierzysz w Nowy Rok, to równie dobrze mógłbyś uwierzyć, że noga zaczyna się od kolana albo od kostki. Nowy Rok jest Starym Rokiem, który powiedział sobie: Dzisiaj odradzam się w niewiadomym celu. Bo czas nie ma celu. A może ma? – Zadał sobie pytanie osobnik wybrany na mężczyznę przez nieznane siły.

Samoistny rozum patrzył przez okno i obserwował go. Mężczyzna szedł do tyłu, ale wyglądało to tak, jakby szedł do przodu. Bo gdzie jest tył, tam jest przód. Wystarczy, że się obrócisz o 180 stopni. Podobnie jest z golizną. Wewnątrz ubrania jesteś goły jak święty turecki albo jak oskubany indyk. Albo jak nowonarodzony polityk, który nie mając w sobie ani jednej myśli jest próżny jak pustak cementowo-wapienny albo dźwięk, który nadto jest głuchy jak pień. Tak sobie spekulował samotny rozum, milcząco i poważnie, posiłkując się terminologią budowlaną i przyrodniczą.

Dzień był słoneczny w sposób ekscentryczny. Światło nie dochodziło do mieszkań z zewnątrz, tylko promieniowało od wewnątrz z kuchni, łazienki, pokojów. Oświetlało i ogrzewało ściany i obrazy. Było przyjemnie. Nie wszyscy jednak cieszyli się. Prezes firmy „Energia dla Narodu” załamał się, kiedy mu powiedziano, że pobór energii spadł poniżej zera i zamarzł na kamień.

To gorsze niż bankructwo. To dyshonor dla mnie, głód dla rodziny, nędza dla narodu i spadek dochodów dla państwa – pomyślał ten dzielny człowiek. Nie zastanawiał się długo, wezwał zastępcę, posłał po sznur i kazał ciasno przywiązać się w pasie, gdzie wymacał żołądek. Zmarł z głodu podszytego rozpaczą. Czemuż, ach, czemuż, nie mamy więcej takich prezesów? – Zawyło echo, kiedy wydawał ostatnie tchnienie.

Kobieta jest odwróconym facetem. Tam gdzie jest on wypukły, ona jest wklęsła, a gdzie on wklęsły, ona jest wypukła. Wkłęsłości i wypukłości nie sumują się jak plus i minus, ponieważ plus może być większy od minusa i na odwrót.

Kobieta jest mózgiem – wykrzyknęła niewiasta wyraźnie ponętna, lecz niezdająca sobie z tego sprawy. Mózgiem skorumpowanym – coś odkrzyknęło w odpowiedzi z rogu mieszkania zakrytego kanapą mieszczącą w swych wnętrznościach butelki wina, piwa oraz cykorię i książkę kucharską „Kamasutra na stole kuchennym”. Myśl o korupcji była tak przejmująca i szalona, że krzykadło nie chciało ujawnić swej tożsamości. – Podaj chociaż datę wydania dowodu osobistego, jeśli nie możesz podać numeru PESEL – błagali obecni w pokoju. Kwalifikujesz się do nagrody Nobala w dziedzinie pomysłów literackich.

Krzyki o mózgu rozpaliły debatę na temat istoty kobiecości i męskości. Kobiety są piękne, słodkie, powabne i czułe. Dzięki tym cechom potrafią być równocześnie (podkreślam „równocześnie”) zdradliwe, podłe i okrutne. To samo dokładnie można powiedzieć o mężczyznach z tym, że zamiast „piękny” mówimy „przystojny”, zamiast „słodki” mówimy „delikatny”, zamiast „powabny” mówimy „miły” itd. Rzecznik powszechnie znanej i popularnej partii politycznej jest piękny, słodki, powabny i też jest strawny dla wielu. Krótko mówiąc, jesteśmy mieszańcami cech męskich i żeńskich. W pstrokaciźnie obojnactwa jakoś pchamy ten świat do przodu. My: trefnisie, księgowi, pisarze, babki klozetowe, dyrektorzy zakładów przetwarzających mięso padłych zwierząt, lubieżnicy i paranormalni rodzice.

Od czasu Adama i Ewy tony zjedzonych jabłek, środki masowego przekazu oraz nawoływania Jarosława K. zmieniły naturę kobiety i mężczyzny. Najważniejsze w tyglu zmian są jabłka; smaczne, lecz niebezpieczne. Ich smak, najwyższy w pieczonej kaczce, potęguje jej żeński charakter wsparty na kruchości i delikatności zachęcając do natychmiastowej entuzjastycznej konsumpcji. Myśl ta poraża jak piorun z jasnego nieba, gdyż nawet wegetarianina może doprowadzić do kanibalizmu. Aby uniknąć nieszczęścia, kanibal z wegetarianką wyszli do drugiego pokoju w celu przedyskutowania na gorąco drażliwego tematu. Zamiast trzymać się za ręce nieśli między sobą opasłe tomisko „Kamasutry na stole kuchennym”. Było to ciężar tak znaczny, że już w drodze zrzucili z siebie wierzchnie wdzianka. Szli ochoczo inspirowani szlachetnym pragnieniem pojednania.

Drodzy Czytelnicy!

Powyższy wpis na blogu nie jest typowy. Napisałem go z potrzeby serca, aby dać wyraz fantazji, absurdalności, nonsensowi i potrzebie świeżości. Został on stworzony dla rozrywki i przyjemności, którą odnajdujemy w słowach, myślach i skojarzeniach. Jeśli podoba się Wam, dajcie znać przez komentarz pod blogiem lub pisząc do mnie na adres michael.tequila@michaeltequila.com.

W styczniu br. zgłoszę mój blog do konkursu na najlepszy blog roku. Konkurs obejmuje wiele kategorii i w każdej wyróżnia dziesięć najlepszych blogów. Jest tam miejsce dla wielu blogerów i blogów. Organizatorzy konkursu namawiają, aby zachęcać przyjaciół, znajomych i rodzinę do czytania i zapisywania się na blog zgłoszony do uczestnictwa.

Będę Wam wdzięczny za życzliwą pomoc w popularyzacji mojego blogu.

Radosne wiadomości Nowego Roku 2014

Wychodząc naprzeciw społeczeństwu umęczonemu w minionym roku ponurymi wiadomościami bezrobocia, biedy i nieszczęść związanych z despotycznym premierem i rządem rodem z „Nędzników” Wiktora Hugo, który to rząd musimy obalić, spieszę w roli posłańca dobrych wiadomości. Jest godzina 9.00 czasu noworocznego.

Pięć minut wcześniej wpadł do mnie mój przyjaciel Wiktor z siostrą, aby złożyć życzenia noworoczne. Są oni bliźniakami jednojajowymi, choć bardzo różnią się od siebie. Jajo, z którego się wykluli, było wewnętrznie bardzo zróżnicowane. Pani Asia, siostra Wiktora, jest istotą pełną życia i życiodajnego śmiechu, którym jest w stanie obdarzyć pół świata. Będę proponować ją na nowego premiera w miejsce tego faceta, który ma aspiracje do rządzenia światem, tylko brakuje mu jeszcze wąsików. Energia pani Asi jest tak wielka, że przestałem się martwić o dostawy ropy naftowej i gazu z Rosji. Nie czas jednak pisać o energetyce, tylko o szczęściu narodu. Poczyniłem obserwacje.

Naród szczęśliwy je jak koń i pije jak spragniony wielbłąd z zapasowym garbem na plecach, czyli dużo. U Sowy, znanego nawet w Bollywood jako dostawca najlepszych ciast i słodyczy, w ostatni dzień roku kolejka była jak do najlepszego lekarza (Do przeciętnego lekarza kolejek nie ma lub są krótsze. Przeciętność lekarzy to pomysł na kolejki w przychodniach i szpitalach. Tych dobrych powinniśmy eksportować z grube pieniądze, a słabszych importować skąd się da. Pomysł ten podsuwam gratis ministrowi zdrowia, któremu grozi szafot, jeśli nie skróci kolejek). U Sowy było tłoczno, duszno i ludzie wydzierali ciasta z rąk ekspedientek.

Zdziwiłam się – wyznała pani Asia. Oni nie kupowali ciast na wagę, tylko brali całymi blachami. Nawet pralinki, które kosztowały 200 zł za kilogram! 200 zł za kilogram! Kto ma taka forsę?

Naród jest biedny – przypomniałem gościom święte słowa Prezesa PiS. Ta partia to zmieni i ludzie będą kupować praliny u Sowy nawet po 300 zł, bo będą mieli więcej pieniędzy. Ogarnęło mnie wzruszenie, że będzie lepiej i poszedłem pocieszyć się malutkim kawałeczkiem odświeżającej mandarynki, aby przy okazji stłumić szalejący we mnie szampan. Mogę być głodny, ale szampana sobie nie żałuję.

Nie mogłam nic kupić. Został tylko makownik i to w takich ilościach, że wystarczy do następnego Sylwestra – dokończyła pani Asia wybuchając śmiechem tak radosnym i zaraźliwym, że wszystkim podejrzewanym o depresję lekarze powinni zapisywać go zamiast pigułek na śniadanie.

Chyba nie kupują makownika, ponieważ mak zawiera opium. Po co komu odurzenie opiumowe, jeśli rzeczywistość jawi się bogato i szczęśliwie? Mnie i dwóm innym klientom kobieta wykupiła przed nosem w lokalnej piekarni wszystkie malutkie rogaliczki z wisienką. Chciałem tylko 14 sztuk, a ona zabrała chyba 3 kilogramy. Ludzie przerzucili się teraz na ciastka i torty z wyjątkiem Maryli Rodowicz, która występowała na Sylwestra w Gdyni szczuplejsza o 10 kilogramów i młodsza o 20 lat. – Pokazałem, że jestem na bieżąco z plotkami, celebrytami i sytuacją zaopatrzeniową kraju. Zapytajcie mnie, ile kosztuje chleb, jajko lub butelka wódki, od razu powiem.

Pani Asia znowu wybuchnęła śmiechem. Życzę sobie, aby przez ten blog przelał się on na monitory PC-ów, laptopy, tablety, smartfony i stamtąd w serca Polaków, aby uwierzyli w siebie i Unię Europejską. Jest to życzenie mickiewiczowskie z natury: Może dożyję i ja tej pociechy, gdy śmiech pani Asi zabłądzi pod strzechy.

Spojrzałem na statystykę blogu i ogarnęło mnie upojenie wielkie, puszyste i ciepłe jak niedźwiedź syberyjski. Wczoraj wieczorem liczba subskrybentów blogu wynosiła 1397 i modliłem się o 3 dodatkowe osoby. Skąd się wzięło dzisiaj 1419, tego nie wiem, ale domyślam się, że nie wszyscy biegają za ciastami i chodzą na wielkie imprezy sylwestrowe na świeżym powietrzu, gdzie podnieta udziela się szybciej niż perlisty śmiech siostry Wiktora. Czuję się jak stachanowiec z czasów Bieruta, który wyrabia 250% normy w ramach czynu pierwszomajowego.

Gorąco pozdrawiam Wszystkich Czytelników!

Spotkałem ciekawych ludzi

Mgła i deszcz w temperaturze trzech stopni Celsjusza nie służą rozwojowi relacji z ludźmi. Z określenia „ludzie” wykreślam oczywiście tych polityków, którzy kolebią się niepewnie w społecznych kolejkach do sklepów, gdzie sprzedają szczęście na wagę.

Wyruszyłem do warzywniaka. Najpierw spotkałem dobrze zbudowanego mężczyznę, który w stroju z Lycry rozgrzewał nogi i tors przy bramce prowadzącej na ugór, gdzie niegdyś panował las. Przekształcanie lasu w ugór i gęsta zabudowa to specjalność firm deweloperskich. Dawniej podobnie pracował Władysław Gomułka, ale on przekształcał jasne kuchnie w piwnice bez okna, aby łatwiej było przechowywać wino.

Biegacz w obcisłym stroju prezentował ciało jak z czasów starożytnych olimpiad greckich. Sam też chciałbym tak biegać, zapytałem więc grzecznie, czy taki strój nie jest za zimny do biegania po deszczu. Zapytany udzielił mi wyczerpującej odpowiedzi z uśmiechem na twarzy, co zapisałem mu na duży plus. Jestem teraz bogatszy w wiedzę na temat zimowych przeciwdeszczowych strojów sportowych.

Kiedy zbliżałem się do bramy osiedla, kobieta podobna wiekowo do lekkoatlety przyciskała guziczki, aby mi otworzyć bramkę boczną. Domyśliłem się, że robiła to również dla siebie, co wydało mi się sprawiedliwe. Nie byłem w stanie ocenić jej kształtów, gdyż była grubo ubrana. Kobiety zimą są bardziej skryte niż mężczyźni, nad czym boleję jako artysta i żałuję jako człowiek, ponieważ nie mogę teraz zrelacjonować uroków tej postaci.

Jest Pani bardzo miła zgadując moje ciche życzenie – rzuciłem w jej kierunku. Nie miała mi z a złe, że rzucam słowa, gdyż obdarzyła mnie obfitym uśmiechem.

Zachęcony rezultatem dodałem ciepło: Święty Piotr zapisze ten dobry uczynek pod pani numerem PESEL. Niepewne spojrzenie niewiasty kazało mi wyjaśnić tajemnicę wszechobecnej numeracji.

W kolejce użytkowników PESELU na przedzie stoi Urząd Skarbowy, który jest pewniejszy w działaniu niż śmierć, a jeśli nie pewniejszy to z pewnością szybszy w dotarciu do portfela i serca obywatela. Potem idzie Święty Piotr z urzędem meldunkowym, szybciej, sprawniej i taniej rejestrującym przybycie dostojnego gościa ziemi niż jego naziemna służba (kościelno-cmentarna – dodam poufnie), potem Wydział Meldunkowy Urzędu Miejskiego, Urząd Komunikacyjny z dokumentacją rejestracji pojazdów i wiele, wiele innych urzędów.

Kobieta odeszła uspokojona podobnie jak Jarosław Kaczyński po powrocie z Ukrainy, gdzie gorąco zachęcał naszych sąsiadów do zapisywania się do Unii Europejskiej, aby kilka dni później, 13 grudnia, w „Dzień Zwycięstwa nad Solidarnością i Narodem” radośnie przekonywać Polaków do Unii transparentem „Unia Europejska = Obóz Koncentracyjny”. Napis był w języku niemieckim chyba dlatego, że Wielki Wódz Indian, Mała Kopa, wolałby, aby najpierw dowiedzieli się o tym Niemcy, a dopiero potem Polacy.

Mała Kopa to nasz wspólny, rodzimy, niesforny, rubaszny a zarazem pobożny Indianin wychowany na diecie z dużą ilością cholesterolu. Oprócz niskich emerytur wszyscy odziedziczyliśmy w spadku po PRL-u także Wielkiego Wodza. Zrozumienie Małej Kopy wymaga znajomości języków obcych, niemieckiego i ukraińskiego, oraz psychologii, a może nawet psychiatrii. Na pewno psychiatrii – twierdzę po namyśle.

Rozmowy z kobietami

Czy zjadłbyś coś dobrego? – pyta mnie żona. Pytanie niby proste, ale prowadzi jak po dyszlu prosto w bagno egzystencjalnej rozterki. Myślę intensywnie, co powinienem odpowiedzieć. Mój intelektualny dwutakt z czasów wcześniejszych niż Wartburg zaczyna szybciej pracować; dobrze chociaż, że nie dymi.

Co ona ma na myśli? Ogórek kiszony? Wczoraj kupiłem ogóreczki, że palce lizać. Rolada czekoladowa? A może placki ziemniaczane?

Chodzi oczywiście o słodycze. Z tym nie jest u mnie najlepiej. Wyjaśniałem kiedyś tę kwestię pani ekspedientce w piekarni.

Od jedzenia słodyczy nie staję się słodszy, jedynie grubszy, co okazyjnie przeradza się w gorycz, gdy patrzę w lustro. Kobieta, to to innego, ona staje się słodsza.

Jak to? – pyta piekarka, kobieta powabem pokrewna świeżej maślanej bułeczce z rodzynkami.

Daj kobiecie coś słodkiego, to od razu staje się cieplejsza i milsza, gotowa pójść na ustępstwa. Może nawet do sypialni…

Zapada milczenie, które nie jest złotem, a jedynie niepewnością, czy zamierzam mówić o tym, o czym głównie myślą mężczyźni nie będący pracoholikami. Dla takich twarde biurko jest milsze niż łóżko w rodzonej sypialni. Oczywiście, jeśli nie mają sofy w miejscu pracy.

…aby wywietrzyć pościel – kontynuuję mój wywód. Kobieta lubi czystość i sprząta nawet wtedy, gdy nie ma kurzu. Jest to forma zaślepienia, a co najmniej tęsknoty za doskonałością. Ja nie mam takich ambicji – wyjaśniam brutalnie, ponieważ razem z przodkami ewoluowałem od małpy, istoty zwykłej zdobywać żywność, wypoczywać i nocować w trudnych warunkach, nawet znacznego zapylenia.

Kobieta patrzy na mnie z niedowierzaniem, ponure groźby wyzierają jej z oczu. Ponownie zapada milczenie. Ratując sytuację sumituję się, że oczywiście od małpy człekokształtnej, a nie tej pospolitej, bezwstydnej, wulgarnej, z czerwonym tyłkiem.

Milczenie trwa nadal, kobieta stoi i myśli: Co on wygaduje? Przecież człowiek pochodzi od Boga – zaprzeczenie mojej tezy świeci się w jej oczach wyraźnie jak energooszczędna lampka ledowa.

Też tak myślę – wpadam w tok jej rozumowania i zadaję pytanie: Czy pani sądzi, że od Boga można pochodzić w prostej linii tak, jak to uważa Antoni Macierewicz i Ska? Ja i garstka innych osób czytamy Darwina i wiemy, że Bóg najpierw stworzył małpę, aby ta zapoczątkowała ewolucję i doprowadziła współbraci do człowieczeństwa. Przyznam, że wątpliwego, jeśli pomyślimy o Stalinie, Hitlerze, Pol-Pocie i kilku parlamentarzystach, którzy wprawdzie nie mają zabójstw na sumieniu, ale stalowymi klinami rozdzielają społeczeństwo na miłujących prawdę i niemiłujących prawdy.

Znowu milczenie. Widzę, że muszę poświęcić się, aby uparta cisza nie doprowadziła nas do utraty zdolności obracania językiem w celach innych niż jedzenie i namiętna miłość.

Ja nie dostrzegam cech człowieczeństwa w wielu ludziach, w niektórych tak, w niektórych innych nie. Czy kłamanie w żywe oczy, bezczelne zaprzeczanie oczywistym faktom, mówienie o dzieciach molestujących dorosłych, gangsterstwo i łajdactwo to cechy ludzkie?

Oni mogą nie mieć racji – zabiera z trudem głos piekarka. Chodzi mi o polityków i tych … tam … tego … – zabrnęła w ślepy zaułek i zamilkła.

Tu zgadzam się z panią. Jest w tym wielka prawda. Oni uprzytamniają nam jednak, jak bardzo człowiek jest spokrewniony z różnymi zwierzętami, nie tylko z małpą. Nie będę robić porównań z jakimi; niektóre z nich są tłuste i jedzą rzeczy „be”, podobnie jak czyni to coraz więcej ludzi. Obżarstwo nie jest wyłącznie domeną ludzką. Taka jest prawda.

Piekarka popatrzyła na mnie w dziwny sposób. Wydaje mi się, że chciał pan coś kupić? Jej głos był drętwy, chyba od dłuższego stania na nogach.

Kupiłem paluch maślany.

Zatkam się i nie będę gadać po próżnicy. Nie będę konkurować z niektórymi ekspertami z telewizji, którzy oprócz tego, że mówią, co im ślina na język przyniesie, to jeszcze opluwają mi ekran od środka. Jak tak można?! Czy ja im robię jakieś świństwa?

Być łajdakiem

Mężczyźni są łajdakami – doszedłem do takiego wniosku kierując się własnym przykładem. Znam wprawdzie jeszcze dwóch łajdaków ze słyszenia, z dzienników, magazynów i telewizji, ale nie mogę podać ich nazwisk nie wspominając o imionach. Nazywanie kogoś łajdakiem jest u nas zabronione, ponieważ mógłby taki obrazić się śmiertelnie, choć nie miałby ku temu najmniejszego powodu. Tak niestety skonstruowany jest ten niedoskonały świat. Można być łajdakiem, ale nikt nie lubi, kiedy się go tak nazywa. Obraża się, odwraca tyłem, złorzeczy, skarży innym, a w końcu zdesperowany kieruje sprawę do sądu. Udowodnienie, że ma się rację nazywając danego łajdaka łajdakiem, kanalią, szubrawcem, psubratem lub podobnie, jest niezwykle trudne. Tak to sobie spekuluję i wyobrażam, ponieważ nigdy tego nie praktykowałem.

Siebie samego możesz natomiast wyzywać od łajdaków bez ograniczeń miejsca, pory dnia i tygodnia, słownictwa i okazji. Jesteś wolny jak ptak. Najlepiej robić to przed lustrem, gdyż wtedy najlepiej widać, do kogo mówisz i co on (ona) o tym sądzi. Radzę spróbować. Ja próbowałem i poczułem się świetnie … kiedy skończyłem. Jest to podobne do kąpieli w cholernie zimnej wodzie; kiedy już ją zakończysz czujesz się jak nowonarodzony w rodzinie multimiliardera.

Przy okazji wspomnę dykteryjkę o mężczyźnie występującym na „Światowym Zjeździe Masochistów” w Mrągowie. Siedział sobie spokojnie pod ścianą skąpiutko ubrany, gdyż dzień był gorący,  i uderzał się młotkiem po najbardziej wrażliwej części męskiego ciała. Usiłowałem zgadnąć, dlaczego to robi. Przyszło mi do głowy, że widocznie męskość sprawiła mu jakąś ogromną przykrość i tak mu to dojadło, że teraz chce ją ukarać. Zemsta bywa słodka; każdy z nas prawdopodobnie posiłkował się zemstą jako walutą wymienną w rozliczeniach z innymi ludźmi jak i częściami własnegoo ciała. Masochista jak wiadomo, czerpie przyjemność z zadawania sobie bólu. Siedzący pod ścianą uczestnik zjazdu zapytany, kiedy odczuwa przyjemność bijąc się młotkiem po tym, o czym już pisałem, jakżeż ciekawie odpowiedział: Kiedy nie trafię!

Masochizm nurzania się w zmrożonej wodzie praktykują osobnicy i osobniczki zwący siebie morsami, choć naprawdę są ludźmi. Jest w tym pewien fałsz: uważać się za morsa nie będąc morsem. Oszukują oczywiście siebie samych obrzucając się nazwami zwierząt bardziej niż oni kochających zimną wodę. Osobiście nie uważam tych zwierząt za nadzwyczajne istoty. Jest im ciepło, bo mają na sobie kupę tłuszczu, przez co prawdopodobnie i sklerozę. Nie szaleję także na temat ich urody.

Wracając do mojego łajdactwa, to sprowadza się ono do mówienia nieprawdy kobietom i to w taki sposób, że są nią zachwycone. Chodzi oczywiście o komplementy, które zanurzone w kwiatach bajecznych słów i kosztownych perfumach pozytywnych przekonań odurzają istotę żeńską do granic szaleństwa. Niejeden raz widziałem kobietę wybiegającą z domu z rozwianym włosem i płonącymi oczami oszalałą z rozkoszy po usłyszeniu komplementu od mężczyzny, o którym myślała, że jest niemy od urodzenia.

Pisząc mężczyzna niekoniecznie mam na myśli męża. W ostatnich latach sprawy damsko-męskie pokręciły się jak wąż na rzeźbie „Grupa Laokoona”; mąż stracił na znaczeniu, poprawiły się natomiast notowania partnera, kochanka, konkubenta, fatyganta, aspiranta do ręki, przyjaciela, adoratora, wielbiciela, zalotnika. Nie będę wymieniał więcej z obawy, że się skompromituję ubóstwem języka i marną znajomością materii życia.

Na koniec mój wiersz okolicznościowy o tym, jak oczarować kobietę ( z tomiku „Klęczy cisza niezmącona”). Jeśli jesteś w dobrym humorze, podziel się tym blogiem z przyjaciółmi – zbieram punkty na konkurs na najlepszy blog, w którym zamierzam wziąć udział na początku nowego roku.

Z kobietą sam na sam

Gdyś jest z kobietą sam na sam,
nie spijaj jej na umór,
kieliszkiem poczęstuj, małym, dla dam,
łatwiej wtedy o humor.
 
Rozmową wdzięczną nawiąż do cnót
ciała, co są jej przemiłe
i nie bój się, że łżesz jak z nut;
kobiety są w cnotach roztyłe.
 
O oczach praw, o kształcie nóg
i o zaletach ducha,
jak ją ogromnie nagrodził Bóg;
kobieta uwielbia kłamczucha.
 
Gdy szczerą prawdą wzruszysz się sam,
czułością cię dama otoczy,
lecz gdy coś zełżesz u raju bram,
nie ujrzysz szczęścia na oczy.
 

Streaky Bay, 14 października 1996