Dzisiaj nie muszę siłować się z wyobraźnią

Los był dla mnie, i nie tylko dla mnie, łaskawy. Szczodrze mnie obdarzył bogactwem myśli i serca dwóch wielkich ludzi. Przygotowałem tylko zwięzły opis zdarzenia opatrując go własnym tytułem: „PiS mocarstwem głowy i ręki. Morawiecki i Kaczyński – giganci literatury x 100!”

Reszta w ciekawie ilustrowanym wywiadzie http://wyborcza.pl/7,75410,25187478,moj-dom-moj-prad-moja-twierdza.html#a=190&c=8000…

Tytuł wywiadu: „Kaczyński miał piękne poematy o kotach i prostytutkach, Morawiecki jest bardziej ekonomiczny”. To źródło inspiracji, studnia cytatów, genialna reklama wyborcza PiS do Sejmu i Senatu.

Obszerny cytat z „Wyborczej”:

Morawiecki ma o wiele większą niż Kaczyński i Szydło zdolność intrygowania ludzi spoza żelaznego elektoratu. I Kaczyński świetnie sobie z tego zdaje sprawę. Mnie to jednak przeraża, bo jest w Morawieckim coś laboratoryjnego, syntetycznego, on wygląda jak produkt. Jak wytwór naukowca hochsztaplera. Jest posklejany z kilku polskich charakterów. Łączą się w nim polski karierowicz, biznesmen w typie stereotypowego Janusza, dresiarz, kibol, Hugo Kołłątaj, ksiądz Skarga, Emilia Plater i prymas Wyszyński. Wszystkie te twarze są dość płaskie, żadna nie jest porządnie zamocowana i nie uważam, by się z tego mogło narodzić coś konstruktywnego. Sęk w tym, że ludzie nie widzą tych wielu twarzy jednocześnie. Widzą jedną, tę, którą chcą widzieć.

Morawiecki wygląda jak program komputerowy napisany, by za wszelką cenę zintegrować społeczeństwo. Czuję się z tym nieswojo, bo to niczym scenariusz odcinka „Black Mirror”. Nie widzę tu tak ważnych wymiarów życia publicznego jak głębia idei, odwaga zmian, dążenie do poszerzania praw i wolności. Widzę robota, który powie wszystko i każdemu.

 

0Shares

Zwięzły i oszczędny przegląd wydarzeń politycznych.

Przedstawiam przegląd wydarzeń z ostatniego tygodnia (opracowany na podstawie informacji Gazety Wyborczej”). Dają one obraz postępowania obecnie rządzących władz oraz sytuacji politycznej w kraju. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, sprawdź w innych źródłach, co jest a co nie jest prawdą. Trwa kampania wyborcza do Sejmu i warto wiedzieć na kogo głosować, a na kogo nie głosować. Jako człowiek pobożny dodam „Boże, miej nas w swej opiece!”

  • PiS konsekwentnie odmawia ujawnienia, kto poparł członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa, która pomaga ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze w „porządkowaniu” wymiaru sprawiedliwości. Ignoruje także prawomocny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Najpierw jego wykonanie zablokował – łamiąc prawo zdaniem specjalistów – szef Urzędu Ochrony Danych Osobowych, były radny PiS.
  • Grupa posłów PiS poszła jeszcze dalej. Chce, aby Trybunał Konstytucyjny „skasował” wyroki nakazujące ujawnienie list poparcia. Te działania sugerują niedwuznacznie, że członkowie nowej KRS nie mieli wystarczającej liczby podpisów albo podpisywali sobie listy nawzajem.
  • Marszałek Sejmu Marek Kuchciński złożył dymisję po ujawnieniu „rodzinnych lotów” do domu rządowym gulfstreamem. I choć instrukcja organizacji lotów HEAD najważniejszych osób w państwie jest jasna i zabrania zabierania członków rodziny czy postronnych gości, to i Kuchciński i Jarosław Kaczyński zapewniają, że ani prawo, ani dobre obyczaje nie zostały złamane.
  • Honorowy patronat prezydenta, udział szefów IPON i Urzędu ds. Kombatantów oraz wicemarszałka Sejmu, wielogodzinna relacja rządowej TVP z uroczystości w Warszawie – tak obóz władzy świętował 75-lecie powstania Brygady Świętokrzyskiej NSZ, jedynej polskiej formacji zbrojnej kolaborującej z Niemcami w trakcie II wojny światowej.
  • Szwedzki minister sprawiedliwości zarzuca kłamstwo europosłance PiS Beacie Mazurek, która twierdziła, że Szwedzi masowo uciekają do Polski przed powstającymi w ich kraju „strefami szariatu”. – Pani poseł powinna raczej zapytać, dlaczego tak wielu Polaków ucieka z Polski – zwrócił się do Beaty Mazurek Morgan Johansson.
  • Europoseł PiS Ryszard Czarnecki musi przeprosić europosłankę PO Różę Thun za porównanie jej do „szmalcowników” – zdecydował warszawski sąd.
  • Około 150 osób zaatakowało słownie (policja nie dopuściła tym razem do fizycznej konfrontacji) uczestników pierwszego Marszu Równości w Płocku. Wśród atakujących była grupka nastolatków krzyczących wulgarne hasła i wykonująca obsceniczne gesty.
  • Około 3 tys. osób przyszło w Krakowie na wiec poparcia dla abp. Marka Jędraszewskiego, który 1 sierpnia w Bazylice Mariackiej mówił o nowym totalitaryzmie – „tęczowej zarazie”. Pod krakowską kurią jednym z głównych haseł było „Stop homoherezji”. Wśród uczestników wiecu poparcia byli politycy PiS, m. in. wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.
  • Lekarze rezydenci wznawiają protest. „Rząd nas oszukał”. – Celujemy w okres wyborczy, żeby wymusić na rządzących lepszą realizację porozumienia z lutego 2018 r. – mówi Jan Czarnecki, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.
  • Biznesmen Gerald Birgfellner został przesłuchany w Austrii w ramach pomocy prawnej dla strony polskiej. To było siódme przesłuchanie Birgfellnera, który w styczniu br. doniósł do prokuratury, że prezes PiS Jarosław Kaczyński zatrudnił go do zbudowania drapacza chmur na działce należącej do spółki Srebrna, ale mu nie zapłacił. Polska prokuratura nie wszczęła dotąd śledztwa, bez tego nie można przesłuchać nikogo poza Birgfellnerem. Ignoruje także nagrania rozmów z Kaczyńskim, które Austriak przekazał władzom śledczym.
  • Dziwna śmierć Kosteckiego w więzieniu. Kluczowy świadek w sprawie obyczajowej afery na Podkarpaciu, w którą ma być zamieszany były marszałek Sejmu Marek Kuchciński, miał tajemnicze ślady na szyi.

0Shares

Ptachu nocą spotyka się Rudym. Powieść psychodeliczna. Odc. 22.

Trudna noc, a następnie pracowity dzień, nie zmieniły wiele. Namiestnik wrócił do domu zmęczony, rozebrał się, umył ręce i w samotności zjadł kolację. Usiłował zająć się czymś. Nie miał chęci oglądać telewizji. Wiedział, o czym będą mówić. On i jego rząd byli w centrum zainteresowania, a informacje o wypadkach drogowych, pożarach i ludzkim kalectwie go nie interesowały. Siedząc w wygodnym fotelu przysnął.

Nie był to udany wypoczynek. Budził się i znowu przysypiał. Właściwie to drzemał, kiedy zobaczył przed sobą Rudego. Nawet nie odczuł do niego niechęci. Mężczyzna siedział naprzeciwko i przyglądał mu się przyjaźnie, przynajmniej obojętnie. Takie Ptachu miał wrażenie. To go uspokoiło. Czekał, co ma mu do przekazania. Rudy po chwili otworzył usta, zawahał się, po czym przemówił. Opowiedział Ptachowi fragmenty swojego życia, jakby pragnął wyjaśnić, że nie jest takim potworem, za jakiego ma go gospodarz. Była to opowieść co najmniej dziwna, przypominająca wyznanie.

– Nie przejadałem państwowych pieniędzy, jak to głosisz. Faktem jest jednak, że spędziłem sporo godzin w restauracjach. Taki prowadziłem tryb życia. Dnia nie starczało na załatwienie wszystkich spraw rządowych. Dlatego spotykaliśmy się przy obiedzie i kolacji i kontynuowaliśmy dyskusje na najważniejsze tematy. Kazałeś to nagrywać. Teraz wiem, że było to rozsądne. Zalecam ci, abyś nagrywał także siebie i swoich ludzi. Przekonasz się, że kiedyś ci się to przyda. Ktoś napisał, że na podstawie tych nagrań opracowano scenariusz do znanego filmu „Wielkie żarcie”. To bzdura. Ten film powstał wiele lat wcześniej, w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym trzecim roku. Pomysł był rzeczywiście ciekawy: kilku mężczyzn organizuje ucztę w podmiejskiej willi, aby popełnić samobójstwo z przejedzenia. To ciekawe, ale to nie ja. To do mnie w ogóle nie pasuje. Dlatego niesłusznie mnie traktujesz, pokazując mnie i moich współpracowników jako obżartuchów. A do tego jeszcze wprowadziłeś tę historyjkę do podręczników szkolnych, jako metodę zniechęcania dzieci do objadania się. Może zamiar miałeś pozytywny, bo o szlachetność cię nie podejrzewam, ale było to nieuczciwe.

Ptachu wpatrywał się w człowieka i nie poznał go. Pomyślał o nim życzliwie, jak bardzo się zmienił. Za chwilę jednak otrząsnął się z wrażenia. Zdał sobie sprawę, że gdyby przestał myśleć o nim negatywnie, zniknąłby temat jednoczący ludzi w poparciu dla Partii Powszechnego Dobrobytu.  

– Słyszę, co mówisz, ale nie mogę niczego już zmienić. Jesteś politykiem, więc mnie zrozumiesz. Doszedłem do władzy po długich latach oczekiwań i teraz jesteś, ty i twój rząd, spoiwem mojej polityki. Mówienie i myślenie o tobie jednoczy ludzi mnie popierających, nawet jest to niesprawiedliwe, nie całkiem prawdziwe.

– To mogę zrozumieć – odpowiedział Nepomucen – ale przynajmniej nie przesadzaj, nie opowiadaj głodnych kawałów o tym, jak to nurzaliśmy się w rozpuście, nie pokazuj scen z miejsc, gdzie rzekomo pojawialiśmy się, domów schadzek, pensjonatów ukrytych w górach, nieistniejących restauracji, nawet starych sztolni górniczych. Ty, twój złotousty Zarządca i ten rozmamłany duchowo Plenipotent na spotkaniach z ludźmi opowiadają, ile to zła wyrządziłem narodowi, jaki byłem nieodpowiedzialny, rozrzutny i zdemoralizowany. Twoi ludzie rozpracowali szczegółowo moje życie. Nie będę się upierać, że to wszystko jest nieprawdą, ale zdecydowana większość zdecydowanie tak.

Głos Nepomucena stał się bardziej wyrazisty. Ptachu nie odzywał się, czekając co jeszcze ma do powiedzenia.

– Oglądaj sobie i pokazuj ludziom słupki swojego poparcia, i rób porównania z tym, jak to było za moich czasów, ale nie przejaskrawiaj, bo to zwykła polityczna blaga, oszustwo, rozbój w biały dzień. To wróci do ciebie jak bumerang i bardzo cię zrani. Kiedyś nawet naiwni przejrzą na oczy i wtedy cię rozliczą. W bardzo prosty sposób; po prostu przestaną ci wierzyć. Możesz mnie nazywać wrogiem publicznym numer jeden, ale nie oszukuj, bo na tym przegrasz. Pamiętaj, że cię ostrzegałem.

Mężczyźni patrzyli na siebie w milczeniu. Ptachu zastanawiał się nad tym, co usłyszał. Na chwilę zamknął oczy. Kiedy je otworzył, Nepomucena już nie było. Odetchnął z ulgą. Po namyśle postanowił zmienić nieco swoje postępowanie, złagodzić swoje wypowiedzi, bardziej je polerować. Miało to sens, ponieważ zbliżały się wybory. 

Książki Michaela Tequili w księgarniach – najlepsze ceny https://tinyurl.com/y2r45ew5

Recenzje powieści Michael Tequila: „ Sędzia od Świętego Jerzego”: http://michaeltequila.com/?page_id=39

Recenzje opowiadań Michaela Tequila: „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco”: http://michaeltequila.com/?page_id=1265 

Opinie czytelników o zbiorze poezji Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona” http://michaeltequila.com/?page_id=47

 

0Shares

Zbliżają się wybory do Sejmu. PiS reklamuje się.

Wicemarszałek z PiS: „Nie ma powodów do dymisji szefowej Kancelarii Sejmu”.

Marszałek Sejmu odchodzi, ale nikt nie bije się w pierś. A co z szefową Kancelarii Sejmu i Centrum Informacji Sejmu, którzy kłamali i wprowadzali opinie publiczną w błąd? Kto – i czy w ogóle – poniesie odpowiedzialność za wprowadzanie dziennikarzy i opinii publicznej w błąd? Kto wymyślił kłamstwo w sprawie lotów Kuchcińskiego, którym próbowano tuszować sprawę?

Kilka komentarzy zamieszczonych pod tą informacją na www.wyborcza.pl:

Malagosia 09.08.2019. To jeszcze nikt nie zgłosił do prokuratury, że pani była uprzejma popełnić przestępstwo? Przekroczyła uprawnienia ewidentnie. Drugie przestępstwo, to nie dopełnienie obowiązków – lala nie wykonała wyroku sądu.

ciemny_lud09.08.2019: Skoro premier kłamie, skoro marszałek sejmu kłamie, skoro (były) minister obrony kłamie jak najęty, skoro kłamie szeregowy poseł, to czemu ma nie kłamać szefowa kancelarii Sejmu?

chardonnay09.08.2019: Ależ do niczego nigdy nie ma powodów. Cała Polska z was się śmieje, kłamcy, oszuści i złodzieje.

jerzy201509.08.2019: Pani tylko kłamała w dobrej wierze -ochraniała szefa z PISu.

aliud201809.08.2019: mafia ściga swoich członków za nielojalność a nie za popełnianie przestępstw. to oczywiste. dopóki rządzi obecny układ o charakterze mafijnym, będziemy mieli grę pozorów, pozorowanych działań, pustych deklaracji, fałszywych wyjaśnień, przemilczeń, odwracania uwagi, wmawiania błędów opozycji, ścigania dociekliwych i agresywnej retoryki wojennej. Wpadną na tej strategii. Pytanie jednak ile do tego momentu jeszcze zdemolują? Na razie jest tak, że nawet przez siebie uchwalonego prawa nie są w stanie przestrzegać. Tego wcześniejszego nawet nie zamierzali. Bo było rzekomo postkomunistyczne. A przy takim stosunku do prawa to raczej nie ma co liczyć na legalistyczną postawę. Nie ma tu miejsca na prawo i sprawiedliwość. Jest rzeczą oczywista, że ktoś powinien złożyć skargę do prokuratury. Jeśli odmowi ona śledztwa to będzie przynajmniej kolejny dowód na jej upolitycznienie i korupcje.

DH09.08.2019: Pani marszałek bez zgody wielkiego SZU nic nie zrobi. Ma tylko robić dobre wrażenie.

0Shares

Tajemnica Marszałka. Powieść psychodeliczna. Odc. 18.

Tajemnica Marszałka pogłębiała się. W ocenie Śruby, byłego grabarza, podobno bardzo utalentowanego, grał na cytrze, harfie i skrzypach, , była już pół metra pod ziemią.

– Może trochę mniej, może trochę więcej. Tego nie da się zmierzyć linijką – wyjaśnił trzeźwo.

W sumie były dwie tajemnice, może nawet więcej. Z jednej strony chodziło o rodzinę Marszałka, jak bardzo była liczna i dlaczego zamiast chodzić dla zdrowia piechotą, latała samolotami. To było niejasne. Z drugiej strony ludzie zastanawiali się, dlaczego Marszałek oddalił się tak nagle od swego biurka i ukochanej buławy w plecaku, skoro nie złamał prawa, ani dobrych obyczajów, nie kłamał, nie złorzeczył, nie kradł sprzętu jak ten sędzia od wiertarki i młotka, zachowywał się godnie w samolocie, pluł wyłącznie do spluwaczki, o niczym nie wiedział i nie wydawał pieniędzy państwowych na lody i podobne fanaberie.

Marszałek niepokoił się też, dlaczego opinia publiczna odwróciła się od niego, skoro był czysty jak łza. Na wszelki wypadek sypnął groszem na cele charytatywne, a nuż los się odmieni. Dla zrelaksowania się, wciągnął mocniej powietrze w płuca i wtedy poczuł zapach bagienny, niemiły, otwarcie mówiąc mocno śmierdzący.  Zdziwił się: 

– Teraz? W ciągu lata?

Gryzł się coraz bardziej otaczającymi go tajemnicami, ale tylko w prawą rękę. Widać to na zdjęciu, jak stoi z obandażowaną dłonią i z twarzą smutną jakby zawieszoną na krzyżu.

To nie było wszystko. Martwił się również, dlaczego Namiestnik Kukuła nie podziękował mu za lata służby narodowi i Partii Powszechnego Dobrobytu. Ludzie różnie tłumaczyli zachowanie Namiestnika. A to, że się zapomniał, był już przecież na emeryturze, charakteryzującej się słabszą pamięcią, nawet amnezją. Twierdzili, że rano, zanim wypił kawę, przez nieuwagę zasznurował sobie usta zamiast butów i nie będzie mógł ich otworzyć wcześniej niż jesienią, która podobno zapowiada się burzliwie.

– W sumie wygląda to paranoidalnie – tłumaczył pewien malarz abstrakcyjny, specjalista od interpretacji arcydzieł sztuki politycznej.

Tylko Fanatycy ze wschodu kraju, wierni Partii i Ideałom, zapowiadali zgodnie:

– Nie martwcie się. Jesteśmy z wami aż do grobowej deski a może i dłużej. Pytali też dziennikarzy: – Po co o tym piszecie? Po co rozdrapujecie rany Marszałka? Kto je będzie leczyć i kiedy, skoro kolejki w służbie zdrowia wydłużyły się?

Pytań i pytających było wielu, brak było tylko wyjaśnień.  

0Shares

Dodatek nadzwyczajny „Powaga i Groteska” dla osób intelektualnie i uczuciowo błądzących i niepewnych.

Kampania wyborcza trwa.

Krzyczą: Prywatyzacja Trybunału Konstytucyjnego! Tanie przewozy małej rodziny wielkim boeingiem Marszałka Ogrodnika! Dotacja narodowa cztery miliardy złotych dla zubożałych Skoków! Pytam: Czy to jest koniec świata, małe piwo czy duża paranoja? Głosuj na PiS!

Po torach chodził siwy facet z krótszą prawą nogą. Lewą miał w porządku. Mówił, że tamci to wszystko oddali za darmo albo ukradli. Potem machał grzechotką w telewizji i składał obietnice. Wszystkim się to podobało. Szczególnie niewidomym. – Mamy tak mało rozrywki. – Mówili, a potem zachęcali: Głosuj na PiS!

0Shares

Czas pozytywnego myślenia. Frans i inni. Fakty.

Frans Timmermans mógłby być – jak piszą i mówią – idealnym kandydatem na nowego szefa Komisji Europejskiej, ale nie jest. Premier Mateusz Morawiecki oznajmił, że Timmermans idealny nie jest, bo nie jest kandydatem kompromisu i nie rozumie Europy Środkowej.

Zachwyciłem się głębokością i szerokością myślenia Premiera Morawieckiego, bo najlepszym kandydatem na to stanowisko były on sam, człowiek skłonny do kompromisu, rozumiejący Europę Wschodnią, Zachodnią, Północną i Południową i w ogóle cały świat. To człowiek, który wie, co znaczy prawo i sprawiedliwość, Murzyni i Zieloni, zwycięstwo 27 do 1, piece do spalania plastiku i starych butów, zmiany klimatyczne, Puszcza Białowieska, dzikie dziki, węgiel importowany z Rosji oraz milion samochodów elektrycznych stojących na gigantycznym lotnisku w Radomiu.

Boże, jak ja chciałbym być taki jak on, cudowny, chodziłbym w złotych okularach, z piersią wypiętą nad garbem, który rośnie od siedzenia przy komputerze, z oczami wpatrzonymi w przeszłość i widzącym przyszłość na pozłacanych protezach.

0Shares

Myślę, więc jestem. Jestem, więc piszę. Dobra Kochana Władza. Fakty.

Kampania wyborcza trwa. 

Przed ponad miesiącem Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory do Europarlamentu. Gazeta Wyborcza sprawdziła w Państwowej Komisji Wyborczej (publicznie dostępny rejestr), kto wpłacał na fundusz wyborczy PiS w 2018 r. Lista liczyła ponad 230 stron: kilkanaście tysięcy imion i nazwisk wpłacających, kody pocztowe i nazwy miejscowości, z których dokonywano wpłat.

Sprawdzono, którzy darczyńcy wpłacili najwięcej. Najwyższe kwoty (do 31 500 zł) wpłacały m.in. osoby związane z największymi spółkami skarbu państwa. Stworzone oprogramowanie porównało listę płatników z listą osób, które podczas kadencji PiS przewinęły się przez państwowe spółki. Resztę sprawdzono ręcznie, spółka po spółce, agencja po agencji. Znaleziono około 150 nazwisk związanych ze spółkami skarbu państwa i agencjami rządowymi, które przelały na fundusz wyborczy PiS w 2018 r. łącznie około miliona złotych.

Są tam wszyscy znaczący: od prezesów i nadzorców Energi, Enei, Taurona, Orlenu i ich spółek córek, przez członków rad nadzorczych regionalnych oddziałów Polskiego Radia, po osoby zatrudnione w spółkach samorządowych. To konkretne osoby, które skorzystały na rządach PiS.

Kiedy przyjdzie czas, zagłosuj, jak ci sumienie nakazuje. Ale najpierw sprawdź, czy je masz. Może akurat wyjechało na wakacje? A może uległo wypaczeniu, straciło zdolność obserwacji i refleksji i zagubiło się w lesie sztywnych poglądów na dobro i zło?

0Shares

Jak kto liczy? Historia pewnego zdarzenia.

Wynik liczenia uczestników demonstracji zależy od strony, z jakiej się patrzy na zdarzenie. Oto sobotni marsz Koalicji Obywatelskiej w Warszawie.

Jedna historia, dwie oceny.

Kamil Dąbrowa na Twitterze: Jak podaje Centrum Bezpieczeństwa i Zarządzania  Kryzysowego uczestniczyło w nim około 45 tys. osób. Na pl. Konstytucji przemawiali Donald Tusk  oraz prezydenci Kwaśniewski i Komorowski.

Podobny obrazMarsz Koalicji Europejskiej. Zdjęcie wMeritum.pl .

TVP Info podczas marszu informowała o „niskiej frekwencji na marszu z udziałem Donalda Tuska”, obrazując to nagraniami z Warszawy.  TVP podała liczbę 7 tys uczestników. 

 Marsz Koalicji Europejskiej. Zdjęcie TVP Info.

Gdzie jest prawda? Kto ją głosi? Oto są pytania! (Szekspir)

autor: PAP/Paweł Supernak Kto uczestniczy w marszu KE. Zdjęcie PAP.

Znalezione obrazy dla zapytania marsz koalicji europejskiej
Cezary Żak, uczestnik marszu Koalicji Europejskiej.

0Shares

Hasła wyborcze

Razem z Iwanem Iwanowiczem cieszymy się sukcesami PiS, partii miłości i dobrobytu. Zachwycił nas senator Bierecki, bliski krewny tej partii, którego słowa ludzie wciąż wyjmują z kontekstu, co nam – najsprawiedliwszym ze sprawiedliwych – wydaje się podłością. Senator Bierecki ma ogromnie zasługi dla Skoków, które posuwają nasz kraj do przodu, a jeśli nie kraj, to pieniądze, gdyż są to skoki pieniężne. Celowo nie używam słowa monetarne, aby nie pokazać, że wiem więcej niż inni. Sugerując, że Skoki senatora Biereckiego są skokami do przodu mam na myśli to, że do tyłu rzadko kto skacze, chyba tylko pijany zając albo wiewiórka obżarta orzechami sprowadzonymi z Czarnobyla.

W związku z postępem czasu, Iwan Iwanowicz i ja, podjęliśmy akcję wspomagania naszej, co tu ukrywać, oblubienicy politycznej,

Beaty, w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Obmyśleliśmy dla niej hasła wyborcze. 

Mam duże doświadczenie w pożarnictwie. Będę gasić pożary w Unii Europejskiej. Głosujcie na mnie! Beata

Moja zdecydowana niechęć do Donalda Tuska to najlepsza gwarancja dbałości o interesy Polski w Unii Europejskiej. Głosujcie na mnie! Beata

Znam język migowy. Jestem w stanie doskonale porozumieć się w Parlamencie Europejskim z posłami wszystkich narodowości. Głosujcie na mnie! Beata

0Shares

Trzej królowie i przyrzeczenia noworoczne

Iwan Iwanowicz jest u mnie pierwszy po Nostradamusie. Przewiduje przyszłość. Zaproponował mi, abym notował jego proroctwa. Na razie opisał mi tylko widzenie, jakie miał w noc sylwestrową.

– Kiedy inni tańczyli Sylwestra z butelką szampana w ręce i paczką tanich fajerwerków w kieszeni, mnie ukazali się trzej królowie. Przywiodła ich do mnie żarówka samodzielnie poruszająca się po niebie. Mówili niewyraźnie, jakby języki przymarzły im do brody. Jak zrozumiałem, był to jakiś prezydent, jakiś prezes i jakiś premier. Co najciekawsze, wszyscy trzej mówili ludzkim głosem i to tak wyraźnie, że mój kot i pies aż zaniemówiły i porozumiewały się na migi.

Królowie uklękli we trójkę przed Ojcem Ryzykiem (lata 2019 i dalsze) i składali zobowiązania noworoczne, kolorowe jak rajski ptak z kopalni złota i diamentów w Afryce Południowej. 

Premier obiecał, że nie będzie kłamać, a jeśli nawet, to tak udanie, że nikt się na tym nie pozna.

Prezydent, że przetrze sobie oczy, bo ostatnio widział rzeczy wyimaginowane, a nie jest to przecież jego ulubiony punkt widzenia.

Prezes obiecał, że nie będzie wyglądać jak z krzyża zdjęty, ale weźmie się za siebie i odświeży sportowo ćwicząc na świeżym powietrzu jak ten Rudobrody z Brukseli, którego nie znosi.

– Ja im dobrze życzę, znaczy się tym i innym królom, nawet życzę im doskonale, aby tylko pozostali w swoim Muzeum Samowładztwa i Zamordyzmu i nie wyciągali rąk zbyt daleko do polityki, bo jak ktoś niechcący włączy młockarnię sprawiedliwości dziejowej to mogą stracić palce, a wiadomo, że bez palców to jak bez rąk, do gęby nie można nic włożyć. I klepsydra gotowa – podsumował Iwan Iwanowicz z wyraźnym smutkiem.

Na zakończenie podyktował mi sentencję. Wziąłem ją sobie do serca i polecam równie serdecznie jak rożki czekoladowe od Sowy:

„Głosując w wyborach parlamentarnych nie głosuj na tych, którzy kłamią więcej niż potrzeba”.

3Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 97: Szampan i wiec przedwyborczy

Tuż za bramą cmentarza, na wychodzącą na końcu rodzinę i przyjaciół zmarłego, czekało dwóch kelnerów w lokajskich strojach ze stolikiem, szampanem w lodzie i kieliszkami, zachęcając serdecznie do pocieszenia się trunkiem. Byli to aktorzy wynajęci przez Sefardiego Barokę.

– To dar wspominkowy od Mistrza. – Dodawali z promiennym uśmiechem, jakby częstowanie gości pogrzebowych sprawiało im szczególną radość. Sami też nie krępowali się pić, twierdząc, że tak im nakazał zleceniodawca. Wyjaśnił im, że lubi szokować ludzi łamiąc sztywne zasady i konwenanse, i oni też tak mają postępować. Do pijących szampana przyłączyło się kilku przedstawicieli władz, kiedy im wyjaśniono, że zmarły był oryginałem i serwowanie szampana za bramą cmentarza było zgodne z jego wolą.

– Prawo tego nie zabrania – wyjaśnił z uśmiechem starszy kelner, wysuwając tacę z kieliszkami szampana w kierunku prezesa sądu okręgowego i towarzyszących mu osób.

– Prawo to prawo – podsumował gość z przekonaniem. Wciąż myśląc o tym, jak mało znał zmarłego, podniósł do góry kieliszek, aby wznieść toast. Miał już na języku „za zdrowie Sefardiego Baroki”, kiedy zdał sobie sprawę, że byłoby to niewybaczalne faux pas.

*****

Tłum gromadził się od godzin porannych, mimo że wiec miał rozpocząć się dopiero o godzinie czternastej. Organizatorzy mieli ogrom pracy do wykonania. W pierwszej kolejności należało pokierować osobami przybywającymi indywidualnie i grupowo w taki sposób, aby wchodziły na teren wiecu przez odpowiednio oznaczone bramki. Na ich prośbę, powtórzoną w przekazie radiowym i telewizyjnym przez samego gubernatora, przybywający na wiec ludzie identyfikowali się kolorami ubiorów i plakietkami osobistymi.

Ustawienie wielkiej masy ludzi wymagało jakiegoś schematu, planu przestrzennego. Przygotował go wcześniej sam gubernator. Nie oczekiwał od siebie arcydzieła, tylko zwykłego, dobrze wykonanego szkicu, co mu się udało choć nie bez wysiłku, jak każda intelektualnie angażująca czynność, oraz kilku gniewnych splunięć na podłogę, które dedykował swoim przeciwnikom politycznym. Gubernator Blawatsky potrafił był wyrazisty.

Nie zawsze planowanie wiecu szło mu dokładnie tak, jak sobie z góry założył, dlatego dla dodania sobie animuszu i rozjaśnienia umysłu, nalewał sobie do kieliszka trochę koniaku i uzupełniał go w miarę potrzeby. Camus XO Borderies był jego najulubieńszym trunkiem, można by powiedzieć, wręcz ukochanym, również ze względu na kształt butelki wykonanej w stylu retro. Planując wiec gubernator doznawał szczególnego uczucia wykonywania pracy ważnej dla społeczeństwa, kraju, a może nawet i ludzkości. Tak go to uwznioślało, że odczuwał szum w głowie. Czasem nawet miał wrażenie, że unosi się w powietrzu, a raz nawet faktycznie lewitował. Nie wspominał o tym nikomu, bo by mu nie uwierzono. Jego umysł pracował z niezwykłą jasnością, wszystko doskonale porządkował, szufladkował i pamiętał, gdzie kto sto i co robi. Gubernator miał na myśli oczywiście uczestników wiecu, których autentycznie szanował, ponieważ decydowali w wyborach o jego sukcesie.

Planując wiec przedwyborczy, na którym ludzie będą czuć się wygodnie i podniośle, przynosiło mu radość. Był to stan umysłu tak wyjątkowy, że gubernator nie potrafił go nawet dokładnie określić. Nie było zresztą takiej potrzeby. Ważne było jedynie to, że zgromadzenie było przygotowane na tip top dzięki jego perfekcyjnemu podejściu. Wyraz pedantyczny, który byłby może i lepszy do opisu sytuacji, wydawał mu się niestosowny. Nawet jeśli jego postępowanie nie zawsze było zrozumiałe dla wszystkich – tak sobie rozumował gubernator, ciesząc się, że uczestniczy w rzeczach wielkich – to nie była to jego wina, że inni nie nadążają za nim.

*****

Uczestnicy wiecu Partii Konserwatywnej zostali podzieleni na cztery kategorie. Termin „kategoria” nie kojarzył się zbyt dobrze gubernatorowi, był obcego pochodzenia i aczkolwiek zadomowiony w języku ojczystym, był niechętnie przez niego stosowany.

Przed trybuną wiecową, na samym przodzie zgromadzenia, w pierwszym rzędach krzeseł, siedzieli reprezentanci Kościoła Hierarchicznego, hierarchowie i półhierarchowie. Za nimi stali kapłani niżsi rangą i różni urzędnicy kościelni. Była to duża grupa, nazywana kościelną przez organizatorów. Na planie oznaczono ją numerem jeden. Ubrani na czarno wyróżniali się nie tylko ubiorem, ale powagą zachowania. Duchowni cieszyli się szczególnym szacunkiem gubernatora, który nie omieszkał podkreślać tego w swoich powitaniach. Kościół, ze względu na pozycję społeczną i wpływy, był jednym z najważniejszych filarów wsparcia Partii Konserwatywnej w sprawowaniu władzy i budowie wizerunku mądrego i cieszącego się zaufaniem rządu.

Za grupą kościelną ustawili się przedstawiciele wolnych zawodów, aktorzy, prawnicy, lekarze, pracownicy naukowi, włącznie z profesorami zwyczajnymi i nadzwyczajnymi. Była to grupa numer dwa. Barras traktował tych ludzi jako zaplecze intelektualne partii, z którego pomocy chętnie korzystał on i jego sztab. Jeden z zaufanych pracowników Barrasa szybko policzył członków tej grupy, o czym później dyskutowano. Na pół godziny przed rozpoczęciem wiecu zanotowano w tej grupie trzech artystów teatralno-filmowych, jednego satyryka, sześciu dziennikarzy i redaktorów, dwudziestu pracowników naukowych niższej rangi oraz trzech profesorów zwyczajnych, czterech nadzwyczajnych i dwunastu z plakietkami „profesor emeritus”. Kontakt z tymi ostatnimi był utrudniony, ponieważ byli przygłusi z powodu hałasu, na jaki byli narażeni przez kilkadziesiąt lat pracy na uczelni.

Po prawej stronie grupy kościelnej ustawiali się emeryci, renciści i inwalidzi. Była to grupa numer trzy. Ten sektor zastawiony był rzędami krzeseł, aby zapewnić wygodę starszym i mniej sprawnym uczestnikom wiecu. Było to ważne, ponieważ gubernator lubił przemawiać; podekscytowany licznym audytorium potrafił zapętlić się w długie wystąpienie.

Grupę numer cztery, stojącą na lewo od grupy kościelnej, stanowili bezrobotni i ludzie o niskich dochodach. Mieli tu także być przedstawiciele urzędów pracy, którzy wspierali jednostki poszukujące pracy poradami, jak jej szukać, jak pisać CV oraz jak udanie uczestniczyć w wywiadach. Była to usługa bezpłatna. Sporo osób korzystało z niej przed rozpoczęciem i po zakończeniu wiecu, czasem nawet w czasie jego trwania. Gubernator przymykał na to oczy, choć wolałby, aby wszyscy uczestnicy koncentrowali się na wystąpieniach przywódcy partii i zaproszonych dygnitarzy. 

Z tyłu za wszystkimi grupami zgromadzili się zwyczajni obywatele, ludzie prości, często niewykształceni. Ubrani w różne odcienie szarości, czerni i brązu, a nawet ciemnoróżowo, jak kto mógł i lubił, stanowili oni trzon społecznego wsparcia Partii Konserwatywnej. Liczebnie przewyższali wszystkie pozostałe grupy razem wzięte. Nazywano ich żelaznym elektoratem.

Nie była to łatwa grupa. Ludzie ci mieli swoje fochy i oczekiwania. Zdarzało się, że przychodzili tłumnie, innym razem sektor wyglądał jakby był przetrzebiony ciężką epidemią. Najczęściej to właśnie dla nich gubernator organizował poczęstunek, popularnie nazywany kiełbasą wyborczą. Z reguły był to caldo de pollo, solidny rosół z kawałkami mięsa kurczaka, ziemniakami i warzywami, pomidorami, cebulą, wszystko to przyprawione czosnkiem i kolendrą.

0Shares

Upalny dzień powszechnej radości. Groteska abstrakcyjna z serii „Szyderstwem w dyktaturę”.

Dzień 19 października okazał się bardziej upalny niż piec kaflowy mroźną zimą. Iwana Iwanowicza spotkałem na torach tramwajowych. Zagadaliśmy się, w ostatnim momencie uskoczyliśmy przed tramwajem. Uniknęliśmy nieszczęścia. To był dobry znak. Wdaliśmy się w rozmowę. Entuzjazm rozsadzał nam piersi. Wokół towarzystwo rozgrzane słońcem podobnie jak my. Jedna dziewczyna z nogami aż po pachy, ale to tak głęboko, że poza tym nie było widać nic więcej tylko głowę. Nogi miała ubrane we wzorzyste rajstopy, zakończone na dole długimi butami. Wszyscy domyślali się, że piersi też miała, ale nikt nie wiedział dokładnie gdzie. Ona sama na ten temat milczała.

– Czyste piękno – krzyknęliśmy zgodnie w tym samym momencie.

Na mężczyzn nie zwracaliśmy uwagi, to był inny gender. Bawiliśmy się jak dzieci. Od ręki zorganizowaliśmy Hyde Park przy chodniku, aby każdy mógł mówić, co mu się podoba. Zakazana była tylko polityka.

– W kraju i bez tego panuje zamieszanie. – Rzucił Iwan Iwanowicz z lekkością zjadacza tanich jabłek. – Słychać głosy, że robi to jakiś chudy facet i to podobno wysokiej rangi, Podejrzewam, że to wojskowy. Jego zwolennicy tłumaczą, że on nie kłamie, tylko nie mówi prawdy.

– Nagrywał się na taśmę, aby się przekonać, jaki naprawdę jest w słowach i w sumieniu. -Dodała przechodząca obok staruszka w okularach Hugo Boss Sunglasses Free Shipping. Wyglądała niebiańsko. Towarzyszył jej mężczyzna, niezwykle poważny, cały w czerni. Mówił, że prawdą jest, że niektórzy jego koledzy cudzołożą, a inni strasznie przeklinają.

– Ja sam tego nie robię. Najwyżej powiem k…a mać, ale to nie przekleństwo, tylko przecinek. Teraz inaczej nikt nie mówi, nawet dzieci. Czują, że rodzice lepiej rozumieją dziecko, kiedy używa brzydkich słów. Proste słowo nie porusza już nikogo.

– Każde dziecko na miarę złota! – Krzyknęła niewiasta pchająca przed sobą wózek z jarzynami.

To nam się podobało. Zaczęliśmy namawiać ludzi na ulicy, aby dziecinnieli, dla dobra kraju i ojczyzny. Chodziło nam o to, aby przestali być oseskami wyciągającymi chciwą rękę po obfitą matczyną pierś i świeże mleko, by w końcu spoważnieli, zadbali o rozum i zaczęli budować wielkie obiekty, porty lotnicze na tysiące samolotów i miliony dronów, oraz nabywali świeżość intelektualną opartą na tym, co mówią głosy u samej góry zalecające, aby oderwać się od bytów wyimaginowanych.

Nieoczekiwanie na chodniku pojawił się rumiany mężczyzna. Popatrzył w prawo, w lewo, uśmiechnął się rozkosznie i przedstawił się.

– Jestem Głowa. Stoję na czele wszystkiego. Jestem tu najważniejszy. – Jest źle – powiedział. Trzeba wszystkich poważnie ubranych ludzi zwolnić ze stanowisk.

– To chyba jakiś prezydent? Mówi tak dziwnie. Chyba nie myśli tego poważnie? Co on będzie nas straszyć? Czy my nie mamy własnego rozumu i nie wiemy jak się koła toczą? – Pytania padały gęsto jak wiosenny deszcz jesienią.

Okazało się, że był to prezydent Związku Wszystkich Nafciarzy.

– Co to za różnica, kim on jest?! Odezwały się głosy. – Taka Głowa to zawsze coś palnie, czy zrobi coś głupiego. To nieudacznik. Nie będzie nafciarz wciskać nam głupoty w brzuch. Niech się wreszcie weźmie do solidnej roboty, murarki, sprzątania, a nie jeździ tam i z powrotem. – Rozkrzyczeli się ludziska.

Zaraz po zniknięciu Głowy na chodniku pojawił się chudy osobnik w garniturze i okularkach w cienkiej oprawie. Zebrał się w sobie, zsynchronizował wąskie usta i zaczął obiecywać, że wkrótce będzie padać manna z nieba i żądał, aby ludzie patrzyli do tyłu, a nie do przodu jak koń. Swoją gadką tak wyprowadził z równowagi pasażerów wysiadających z tramwaju, że motorniczy krzyknął oburzony:

– Chudy cwaniaczku, co ty chcesz ukręcić? Lepiej byś przyznał się do grzechów przeszłości i wyspowiadał. Na dwóch koniach nie będziesz wiecznie jeździć. I Bogu świeczkę i diabłu zegarek!

Chudy wymamrotał spod okularów jakieś złe słowa, prawdopodobnie przekleństwa, bo powietrze zagotowało się wokół. Widać było po jego wykrzywionej facjacie, że nie zamierza do niczego się przyznawać i nie zrezygnuje z manii wielkości, która każe mu wmawiać innym, że wie najlepiej, gdzie kwitną róże.

Scenę skomentował duchowny podobny do pobożnej grubej szychy w filmie, który każdy ogląda z wyjątkiem tych, którzy nie wierzą w Boga.

– W kraju jest burdel i my to wiemy. Chodzi o naprawę, ale my nie mieszamy się do ideologii. Nam jest dobrze. Niech to rozstrzygną wybory.

– Jakie? Kiedy? – pytano. Nie umiał tego wytłumaczyć. – Nie będę mieszać się do ideologii. – Powtarzał.

3Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz 30: Rozwój kariery politycznej Barrasa Blawatsky’ego

W wyborach do parlamentu stanęły naprzeciw siebie rządząca Partia Liberalna oraz opozycyjna Partia Konserwatywna. Żadna z nich nie wiedziała, jaki los jej przypadnie w udziale, każda z nich była jednak przekonana, że to jej należy się zwycięstwo. Inne partie nie liczyły się. Rywalizacja rozpaliła emocje do tego stopnia, że na ulicach i skwerach, w kawiarniach i w klubach, pojawili się fachowcy typujący zwycięzców i dający gwarancję wygranej, jak również amatorzy-zgadywacze, hazardziści i wróżbici rzucający losy i stawiający kabałę. Wywołało to wielki szum informacyjny, przez który z trudem przebijały się programy wyborcze rywali. Do chaosu przyczynili się najbardziej liberałowie; w swojej zapiekłej hardości nie przyjmowali do wiadomości nawet najdrobniejszej możliwości porażki.

Z bezwzględnej walki wyborczej zwycięską ręką wyszła Konserwa. Przeciwnicy przyjęli to boleśnie. Szczypali się po rękach i tułowiu, aby upewnić się, że nie śnią, oszczędzając ze względów estetycznych tylko twarze. Nic im to nie pomogło. Stracili przywileje, godła, sztandary, insygnia a także paradne samochody, powozy, konie i ich pozłacaną uprząż. Wszystko zagarnęła Konserwa, kierowana przez Barrasa Blawatsky’ego, powszechnie już uznawanego za przywódcę z charyzmą. Zwycięska drużyna wynosiła go pod niebiosa przeciwstawiając go poprzednikowi.

– To poważny człowiek, geniusz. Nie to, co jego poprzednik, rudy odszczepieniec, polityk tuzinkowy, prywatnie arogancki bon vivant, jakich tysiące tuła się po spelunkach portowych całego świata – mówiąc to zwolennicy Barrasa wyzywająco spluwali na ziemię i rozcierali ślinę butem.

Pierwszego dnia po zebraniu się nowego parlamentu Partia Konserwatywna utworzyła rząd i ustanowiła Barrasa premierem, a następnie powołała go na stanowisko gubernatora kraju dla podniesienia prestiżu urzędu, który i tak był już niezmiernie wysoki.

Początki kariery życiowej i zawodowej Barrasa były skromne. Był on potomkiem pobożnego Greka i patriotycznej Nomadyjki, co mogło oznaczać tylko mieszankę wybuchową lub niezwykłą siłę pokonywania przeszkód i osiągania celów. Kiedy ukończył szkołę podstawową, rodzice oddali go do Szkoły Zakonnej im. Przeczystej Prawdy. Był to okres, kiedy ubrany w szary siermiężny strój pątniczy przepasany grubym sznurem młody Barras pielgrzymował do miejsc świętych. Skromność ukształtowaną w tamtych latach umacniał później nawykami skąpych posiłków, żyjąc w mieszkaniu zdobnym obrazami męczenników. Nigdy nie mówił o swojej pobożności, ale ludzie go znający potwierdzali ją dodając ”Niech Bóg ma go w swojej opiece” albo „Niech mu Najwyższy błogosławi”. Kiedy przychodziły jego urodziny, świętował je uczestnicząc w procesji religijnej razem z najbliższą rodziną, kuzynostwem lub współpracownikami.

Był urzędnikiem państwowym, do pracy uczęszczał pieszo. Wykonywał ją bardzo solidnie, aby zasłużyć na uznanie zwierzchników, po czym wracał do skromnego, lecz gustownie urządzonego apartamentu. Zamieszkiwał go ze swoimi ulubieńcami, królikiem i kolorową papużką. Za królikiem przepadał, ubóstwiał go wręcz; była to jedyna istota w jego życiu dająca się nieprzerwanie głaskać. W okresie pracy urzędniczej Barras zapisał się do Partii Konserwatywnej, zwanej powszechnie Konserwą, opartej na solidnych wartościach wiary, ojczyzny i tradycji. Szacunek dla tych wartości kształtował się w nim już w domu rodzinnym i szkole zakonnej.

Jako członek partii, Barras nie wykazywał się początkowo nadmierną aktywnością. Podobnie było z życiem towarzyskim. Nie stronił od ludzi; bardziej to oni stronili od niego, wskutek czego wyrobił sobie niezasłużenie opinię dziwaka. Pozostał w stanie bezżennym, nie ślubując bynajmniej stanu kawalerskiego, a czyniąc to jedynie z przyzwyczajenia, z nawyku, jaki utrwalił w sobie w szkole zakonnej. Kobietami nie pogardzał, wręcz przeciwnie, szanował je nad wyraz, przede wszystkim swoją matkę, już świętej pamięci, oraz Świętą Józefinę, powszechnie czczoną w Nomadii.

Po kilku spokojnych latach na scenie politycznej, Barras nagle uaktywnił się. Stało się to w przededniu wyborów parlamentarnych. Okazał się znakomitym organizatorem, motywatorem i agitatorem. Miał spokojny głos, jego przemówienia nie były ekscytujące, ale porywały tłumy wizją społeczeństwa uczciwego i doskonałego moralnie.

Partia uznała go za objawienie. On sam widział to inaczej, twierdząc, że to on ją wymyślił, zdefiniował w szczegółach i powołał do życia. Dla członków partii stał się ojcem i matką, fundamentem stabilizacji równie solidnej jak kasa pancerna Schuster und Schuster z potrójnie szyfrowanym zamkiem zainstalowana w banku szwajcarskim z jednym piętrem na wysokości ulicy i pięcioma ukrytymi pod ziemią.

4Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 11: Przyszłość Laboratorium

Do uzyskania licencji na stosowanie inżynierii genetycznej wymagany był dorobek w postaci badań i udanych eksperymentów genetycznych na poziomie co najmniej podstawowym. Laboratorium dysponowało takim doświadczeniem; zdobyło je eksperymentując z muszką owocową z gatunku „drosophila melanogaster”, co w języku greckim znaczy „ciemnobrzucha miłośniczka rosy”. Był to organizm modelowy, łatwy do hodowli, szybko rozmnażający się, o niezbyt skomplikowanej anatomii i fizjologii. Muszka przechodziła przez siedemnaście faz rozwoju, każda z nich była liczona w minutach, razem trwały one niecałą dobę od zapłodnienia do pojawienia się larwy. Mimo tego uzyskanie licencji było kosztownym przedsięwzięciem, ponieważ wiązało się z niekończącymi się testami, zmianami podejścia i techniki.

Po wielu nieudanych próbach z organizmem modelowym, Laboratorium udało się wyhodować muchę ponadnormatywną. Był to prawdziwy sukces. Normalnie mucha ma jedną parę oczu i jedną parę skrzydeł, mucha ponadnormatywna miała trzy pary oczu usytuowanych dookoła głowy oraz jedną parę z tyłu na odwłoku, dzięki czemu mogła ona nieprzerwanie widzieć otoczenie ze wszystkich stron. Poza tym miała dwie pary skrzydeł.

Stworzenie muchy ponadnormatywnej przyniosło Laboratorium nie tylko oczekiwaną licencję, ale i sławę. Cztery pary oczu i dwie pary skrzydeł oznaczało więcej niż zdublowanie osiągnięć ewolucji trwającej miliony lat. Muchę uznano za przełomowe osiągnięcie; szeroko pisała o tym prasa fachowa oraz informowała telewizja. Dla zrekompensowania zwiększonego ciężaru – oczy były panoramiczne i przez to większe i cięższe – mucha miała dodatkową parę skrzydeł; były one w stanie złożonym stanowiąc strategiczną rezerwę organizmu.

Pierwszy zarobek firmy pochodził ze sprzedaży patentu na muchę. Była to kwota solidna, ale nie szokująca wielkością. Prawdziwe pieniądze, wszyscy byli tym zaskoczeni, firma zarobiła dopiero na sprzedaży zdjęć muchy. Zdjęcia przemawiały tak niesamowicie do wyobraźni, że kupiły je na pniu, konkurując ostro ze sobą, trzy wielkie firmy okulistyczne, każda prowadząca działalność na innym kontynencie. Zdjęcia zostały wykorzystane w charakterze trampoliny promocyjnej do wzmocnienia haseł reklamowych „Tylko nasze okulary zapewniają kompletne widzenie świata” oraz „Tylko u nas obejrzysz siebie całego w najmniejszym szczególe” i podobnych. Ukazały się one na tysiącach bilbordów, przynosząc reklamodawcom ogromne dochody poprzez zwiększoną sprzedaż okularów.

Przyszłość Laboratorium widziano w doskonaleniu genetycznym konia i człowieka. Perspektywę tę przedstawił doktor genetyki aspirujący do stanowiska prezesa zarządu firmy. Został on zaakceptowany przez walne zgromadzanie jako najpoważniejszy kandydat. O jego ostatecznym zatrudnieniu miała zadecydować rada nadzorcza.

Głos po nim zabrał jeden z udziałowców:

– My poszliśmy do przodu, ale konie zostały z tyłu, za nami i to tak bardzo, że dały się sprowadzić do prostych funkcji: transportowych, jeździeckich, pracy w cyrku i podobnych. Konie mają więcej cech pozytywnych niż człowiek. Nie mają wprawdzie naszego rozumu, ale też nie wyrządzają tyle zła, co człowiek: nie zaśmiecają lasów ani oceanów, nie zanieczyszczają powietrza spalinami i dymem z kominów, nie umieją przeklinać, donosić ani mścić się, nie wspominając nawet o podłożeniu świni bliźniemu lub budowaniu miniaturowych bomb atomowych dla celów terrorystycznych.

Była to mocna i szokująca, choć nieco dziwna opinia, bo nikt wcześniej nie oceniał koni z tej perspektywy.

Rosaton zapytał sąsiada, kto to taki, na co otrzymał informację, że jest to duchowny jednego z mniejszych kościołów, też hodowca koni, osobnik uczuciowy, wielodzietny, w swojej moralności sięgający nieba, gdzie za firankami z muślinu i tiulu mieszkają bogowie.

Kiedy popatrzył na mówiącego z niemym zaskoczeniem, ten uznał to za zachętę do uzupełnienia wypowiedzi:

– Jest ich kilku, znaczy się bogów, bo każda religia ma swojego, którego uznaje za jedynego i właściwego, niechętnie odnosząc się do pozostałych. Ci bogowie nie rwą się do decydowania, co stanie się z koniem i człowiekiem. Dlatego odpowiedzialność za to spoczywa na nas.

Nieznajomy patrzył w oczy Rosatonowi nie odwracając wzroku, jakby chciał przekonać go do swojej racji. Było to niezwykle krępujące. Rosatonowi przeszło przez myśl, że jest to anarchista. Przyjrzał mu się uważnie. Mężczyzna wyglądał jak poważny grabarz reklamujący najpiękniejszym na świecie cmentarz z panoramicznym widokiem na morze z falami odbijającymi błękit nieba i kolorowymi plamkami łódek rybackich. Wszystko na nim było połyskliwie czarne, nawet przylizane włosy z przedziałkiem po środku. Czarny płaszcz, laska i rękawiczki były schludnie ułożone na kolanach, pantofle były dobrze wyczyszczone i błyszczące. Białe były tylko mankiety koszuli i kołnierzyk, dwa wąskie sieroce pasemka. W oczy rzucała się jego sztywnie wyprostowana sylwetka i znaczek w klapie. Był to symbol anarchistów: czerwona litera „A” przekreślona poziomo czerwoną krechą na tle białego koła.

Mieszanka krwistej czerwieni i plamek bieli na tle dominującej czerni poruszyła w Rosatonie niepokojący akord, którego oryginalnego dźwięku nie mógł sobie przypomnieć. Obraz i dźwięk kojarzyły mu się z wojną.

Recenzje zbioru opowiadań Michael Tequila: Niezwykła decyzja Abuelo Caduco. http://michaeltequila.com/?page_id=1265

4Shares

Kronika narodu wybranego. Odc 2: Iwan Iwanowicz niecierpliwi się

Iwan Iwanowicz zniecierpliwił się, a nawet wzburzył. Mógłby nawet powiedzieć, że ogarnęła go szewska pasja, gdyby tylko potrafił ocenić jej intensywność. Ten rodzaj pasji stawał się mu szczególnie bliski, kiedy przypominał sobie, że jego mateczny dziadek był szewcem. Krótko, ale był.

Wzburzenie dojrzewało w nim od dawna. Teraz czuł je w postaci dojmującego chłodu wypełniającego nogę do kostki, potem do kolana i pełznącego powoli w górę. Zdarzyło się to w najmniej stosownym momencie; Iwan Iwanowicz wracał pieszo do domu i na dworze panował siarczysty mróz. Kiedy zimno doszło do miejsca, które szanuje każdy mężczyzna a ceni, najwyżej po pieniądzach, każda szanująca się dojrzała niewiasta, Iwan Iwanowicz poczuł nieprzyjemne mrowienie. To mu przypomniało zimne lato i wchodzenie do morza.

– Najtrudniej jest zanurzyć termometr – zamruczał pod nosem – potem już idzie łatwo.

Przedmiotem jego nagłego niepokoju i zapamiętania była szalona sprzeczność, jaką od pewnego czasu dostrzegał w społeczeństwie Błądzących Nomadów, głęboko i boleśnie podzielonych. Jedna ich część entuzjazmowała się władzą, jej obietnicami i osiągnięciami i był gotowa w dowód uwielbienia obnosić ją na rękach, gdyby tylko było to możliwe. Druga część, opozycyjna, zadeptałby tę władzę razem z przywódcą, Czcigodnym Mężem, osobnikiem niezwykłej religijności, dopatrując się w nim źródła najgorszego zła.

Tego Iwan Iwanowicz nie mógł zrozumieć, a nie mogąc zrozumieć, nie mógł wybaczyć, a tym bardziej ścierpieć. Stąd jego szalony gniew.

Po godzinie, dłużącej się jak nigdy wcześniej, doszedł do siebie. Nie tylko dlatego, że wypił kawę dla uspokojenia rozkołatanego serca a potem kieliszeczek sherry, która wyjątkowo dobrze mu się kojarzyła z późnomłodzieńczymi latami, kiedy ludzie nie mieli pieniędzy i piło się malutkimi kieliszkami, a nie szklanicami i kielichami o pojemności dziecięcego nocnika. Skojarzenie z metalowym naczyniem wskrzesiło w nim moment dziecięctwa; przypomniał sobie, jak strofowała go ukochana niania, kiedy zamiast wypić mleko wlewał je w szparę między deskami podłogi, co nie uszło jej czujnemu oku.

– Dlaczego to robisz, skarbie? – zapytała, choć gniew palił jej usta bardziej niż wspomnienie gorącej czuszki.

– Enrique mi pokazał – odpowiedział z poczuciem słabnącej niewinnosci. Wydanie brata na pastwę rodziców zapamiętał jako pierwszą bolesną zdradę, długo uwierającą jego sumienie.

Po powrocie do świeżości umysłu, Iwan Iwanowicz podjął decyzję: wytłumaczy podzielonemu na fragmenty narodowi Błądzących Nomadów, jak dokonywać wyboru wodza, partii i władzy, i jak je oceniać, co przecież każdy musi czynić czy tego łaknie czy nie, gdyż być rządzonym jest losem każdego człowieka, choćby był żebrakiem, nędznym rabem kupionym na afrykańskim targu za marne centy czy robakiem zdatnym wyłącznie na rybią przynętę.

Tego dnia Iwan Iwanowicz zrobił niewiele, dużo jednak sobie obiecał. Potwierdził przede wszystkim kolejność myślenia: najpierw wódz, potem partia, w końcu władza. Nie był to wybór w rodzaju „kura czy jajo”. Obowiązała tu żelazna logika: zanim powstanie partia, musi zaistnieć czynnik organizujący, czyli przywódca. Władza pojawiała się dopiero w trzeciej kolejności jako efekt wygranych wyborów lub użycia siły bezwzględnego despotyzmu.

– To tak jak z Big Bangiem – pomyślał starzec i wyobraził sobie sekwencję zamierzchłych zdarzeń: najpierw zjawia się Wszechmocny Bóg, potem następuje kosmiczna eksplozja, w końcu nadchodzi ludzka władza.

Pozytywnie usposobiony dobrym początkiem, Iwan Iwanowicz spokojnie udał się spać. Tej nocy wyjątkowo nie miał snów.

Wszystkie książki autora w Księgarni Merlin:  https://tinyurl.com/y7cza5nc . Wszystkie recenzje na górnym pasku menu powyżej na tej stronie. 

 

3Shares

Totalne zwycięstwo Prezesa Kaczyńskiego w wojnie o sprawiedliwość

Rewolucja Fragment muralu Rewolucja 1905 Łódź PPS, by Nimrod7777, Creative Commons

Na kongresową trybunę wstąpił mój ukochany Wódz, Prezes, Król, Jarosław. Wódz to po łacinie Dux. Król to po łacinie Rex. To także mój Rex.

Na sali tłum. Sala była ogromna, tłum jeszcze większy, ponad 1000 osób. Były to wierne szeregi partyjne, jednolity standard myślenia, mowy i gestów.

W drzwiach wejściowych informowano: Żadnych dziennikarzy! No journalists! Dlaczego? – Chcemy w spokoju nacieszyć się wyborami przywódcy. Głęboko je przeżywamy. Nigdy nie wiadomo, kto zostanie wybrany.

Ku zaskoczeniu wiernych i świata wybrany został Jarosław Kaczyński. Zwycięstwo totalne, zwycięzca nieposkromiony. Eksplozja oklasków, naręcza uwielbienia, a potem pieśń świąteczna, rozległa jak wszystkie rzeki świata: „Cuda, cuda ogłaszają”.

Okazało się, że on jeden spośród wielu zgłoszonych kandydatów uzyskał sto procent głosów.

– Towarzysze, zagaił przewodniczący komisji wyborczej, takich wyników nikt nie uzyskuje dzisiaj na świecie, z wyjątkiem Azji i Afryki. Całkowita jednomyślność! Rewelacja.

Komisja skrutacyjna zgłosiła poważne zastrzeżenie: Było siedem głosów przeciw. Wszczęto natychmiastowe śledztwo. Padły pytania? Kto to zrobił? Kto wyznaczył siedmiu niewiernych, aby głosowali przeciw? Dochodzenie unieważniono, bo nastąpiła fiesta.

Nadeszły kwiaty. Prawdziwa powódź. Dowożono wozami. Strumień bukietów płynął w kierunku trybuny, zagrażając Wodzowi. Uratowano go szczęśliwie. Wrócił z naręczem, ogromnym jak wieża. Wygłosił przemówienie. Mówił mocno, zdecydowanie, używając słów barwnych jak kolory tęczy. Mówił rzeczowo i pięknie.

– Wrogowie! Kim są nasi wrogowie? – Balcerowicz. Rzepliński. Żadni profesorowie. Po prostu szkodnicy.

– Co za głos!? – Wzruszyłem się. Zawsze się wzruszam, kiedy słyszę coś, co kołysze moim umysłem, w prawo i w lewo, w lewo i w prawo, z góry na dół, z dołu do góry.

– Konstytucja. Nie ma konstytucji. Ta, co była, to PRL. Wprowadzimy nową konstytucję. Lepszą, radośniejszą. Huczne brawa. Ruch na sali.

Wierne szeregi powstają na nogi, wasale, lennicy, poddani, posłuszni, karni, ulegli, wspaniali. Wszyscy. Chcemy przysięgać na wierność Wodzowi! – Okrzyki z sali.

– Nie trzeba! Nie trzeba! – Wódz uspokaja tłumy.

– Prawo! Pytanie: Jakie prawo? Szariat PiS. Na czym on polega? Każdy na sali wie. Prawo zapewniające warunki duchowego i fizycznego rozwoju jednostki, określające czyny konieczne, chwalebne, dozwolone, naganne oraz zakazane. Skonsolidowana władza sądownicza dla dobra narodu. Dla całego narodu, pełne 39 % Suwerena!

– Program rozwoju kraju! Wspaniały. Rewelacyjny. Następują konkrety, konkretnie jeden, ale wielki, bo więcej męczy.

– Nasza strategia! – Jaka? – Dużo pieniędzy! – Skąd je weźmiemy? – Z OFE. Z tego samego OFE, skąd wzięła je Platforma Obywatelska. – Dlaczego robimy to samo? – Bo oni nie wiedzieli, co z tymi pieniędzmi zrobić, a my wiemy.

Potem występowali poddani, tradycyjnie już poseł Suski. Mówił porywająco, jak to on.

Wszystko zrozumiałem, przyjąłem do serca, przyswoiłem. Było tego tak dużo i było to tak słodkie, że dobrze mi się zrobiło. Taka jest cena rzeczy wielkich i słodkich.

Obraz: Fragment muralu o rewolucji 1905 roku w Łodzi, PPS.

0Shares

Mam prawo czuć się skołowany

Generalnie wyłączyłem się z dyskusji na temat wyborów, zmęczyli mnie obydwaj kandydaci. Dzięki ich zmęczeniu kraj jednak posunął się do przodu. Kilka tygodni kampanii + kandydat Kukiz ujawnili poziom rozgoryczenia dużej części społeczeństwa, zwłaszcza ludzi młodych. To nie było takie widoczne wcześniej.

Głosować oczywiście będę na mojego kandydata Komorowskiego. Uważam, że otrzymał dobrą nauczkę, on i PO, aby żywiej myśleć i działać w nowej kadencji. Ludzie czasem potrzebują kopniaka od życia, aby zrozumieć, co się dzieje. Jeśli wygra, nie będzie mieć już więcej kadencji. W takich sytuacjach prezydenci stają się bardziej niezależni od swojej bazy politycznej. To też może mu pomóc.

Rozmawiałem o tym wszystkim z Iwanem Iwanowiczem, kiedy spłynęła na nas niby błogosławieństwo ojca Rydzyka lista osób, którzy także głosują na kandydata B. Komorowskiego.

Politycy: Aleksander Kwaśniewski, Lech Wałęsa, Cimoszewicz Włodzimierz i 5 byłych ministrów spraw zagranicznych:  http://wiadomosci.onet.pl/kraj/list-otwarty-bylych-szefow-msz-ws-polityki-zagranicznej-kraju/8wmgqd  

Aktorzy, reżyserzy, ludzie estrady: Bajon Filip, Bałtroczyk Piotr, Barciś Artur, Boczarska Magdalena, Chyra Andrzej, Czartoryska-Niemczycka Anna, Fedorowicz Jacek, Figura Katarzyna, Frycz Olga, Gajos Janusz, Grabowski Andrzej, Hoffman Jerzy, Holland Agnieszka, Jackowska Kora, Janda Krystyna, Karolak Tomasz, Kayah, Kowalewski Krzysztof, Krall Hanna, Lis Tomasz, Łukaszewicz Olgierd, Materna Krzysztof, Mleczko Andrzej, Młynarski Wojciech, Nehrebecka Anna, Olbrychski Daniel, Opania Marian, Penderecki Krzysztof, Pszoniak Wojciech, Seweryn Andrzej, Skolimowski Jerzy, Szaflarska Danuta, Turnau Grzegorz, Tym Stanisław, Wajda Andrzej, Wojewódzki Kuba, Zachwatowicz Krystyna, Zamachowski Zbigniew.

Sportowcy: Fortuna Wojciech, Gortat Marcin, Hołowczyc Krzysztof, Jędrzejczak Otylia, Korzeniowski Robert, Kuśnierewicz Mateusz, Michalczewski Dariusz, Saleta Przemysław, Sonik Rafał, Szewińska Irena, Szurkowski Ryszard, Wszoła Jacek, Zasada Sobiesław. 

Popatrzyliśmy sobie w oczy i zapytaliśmy się: Oni także się mylą?

Potem spłynęła na nas druga lista, tym razem poparcia znanych postaci dla kandydata Dudy/PiS: Pietrzak Jan, Rewiński Janusz „Siara”, Zelnik Jerzy. Nie wiem, ilu sportowców wybitnych sportowców popiera tego kandydata i stojącą za nim formacje polityczną. 

Zadaję sobie pytanie: czy naprawdę mam prawo czuć się skołowany?

 

 

 

0Shares

Ostatki wyborcze

Zapętliłem się przedwyborczo tak niesamowicie, że nie wiem jak teraz wyzwolić się od nadmiaru uczuć. Pod naporem dyskusji internetowych i facebookowych o prezydencie zidentyfikowanym jako Komoruski, zmieniłem zdanie. Jestem neutralny.

Daję równe szanse obu kandydatom na prezydenta, kierując się zasadą rewolucji francuskiej: Równość, Wolność, Braterstwo. W polskim braterstwie wyraża się miłość do bliźniego w formach, o których nie śniło się nawet Świętemu Franciszkowi.

Moja ocena kandydatów: Bronisław. Komorowski jest starszy i powolniejszy, co mam mu za złe, Andrzej Duda jest młodszy i szybszy, także w składaniu obietnic, co mam mu za dobre. Rokuję mu więc lepsze szanse. Dzisiaj największe znaczenie ma ilość słów nadziei, nie całusy, uściski i kiełbasa wyborcza z całego kurczaka.

Obejrzałem spot a Andrzejem Dudą, jego rodziną osobistą i rodziną partyjną. Pojawił się na nim także Jarosław Kaczyński, uśmiechał się i szedł bardzo wolno. Wyglądał mi na chorego. Wszyscy pozostali byli zdrowi.

Żona pana Dudy oświadczyła, że stoi za mężem, po czym patrząc w oczy panu Prezesowi oświadczyła wznosząc ostrzegawczo palec środkowy uniesiony w górę: „Stoję za mężem i nie boję się Pana Prezesa”. Na co on odpowiedział godnym milczeniem i tak łagodnym uśmiechem, jakby prosił o pigułkę przeciwbólową. Wydawało mi się, że wyszeptał suchymi wargami: Ja też się pani nie boję! Czy pokazywał coś palcem środkowym, tego nie zauważyłem.

Czekam z niecierpliwością na wynik dyskusji wyborczej, a potem wyborów. Jestem dobrej myśli. Jeśli wygra Komorowski, wygrają starsi dojrzali obywatele, tacy jak ja, którzy oczekują stabilności i zwykłego rozwoju, jeśli wygra Duda, wygra młodość, która wyżyje się w nowych stanowiskach pracy, szybszych awansach, szybszych powrotach z emigracji; w sumie kraj ruszy jak z kopyta ku prawdzie, uczciwości i zamożności.

Starsi obywatele będą potrzebować skrzydeł, aby dotrzymać im kroku. Słabsi w ramionach mogą potrzebować szczudeł. Nie martwię się on nich jednakże, bo pan Antoni Macierewicz będzie ministrem obrony narodowej i każdemu przydzieli skrzydła bezpieczeństwa. Będzie dobrze.

W gronie osób popierających pana Dudę, ktoś trzymał transparent: „Popieraj Andrzeja Dudę! Zawsze możesz popełnić samobójstwo!” Myśl, pomyślałem, jest przednia, ponieważ daje popierającemu opcję wolności, gdyby się zawiódł, co nie jest możliwe, choć niektórzy mówią, że jest możliwe. Krótko mówiąc, różnie to ludzie mówią.

Od dzisiaj ogłaszam dla siebie stan milczenia przedwyborczego. Usta już zakleiłem, teraz tylko przymocuję ręce do biurka z dala od klawiatury.

Do zoba przy urnach wyborczych! 

0Shares

Dyskusje polityczne gigantów

W telewizji trwa dyskusja kandydatów na stanowisko prezydenta. Posłuchałem ich autoprezentacji, potem wypowiedzi o polityce zagranicznej, potem wynurzeń o sprawach społecznych i gospodarczych.

Dyskusja bardzo mi się podobała, poczułem się odnowiony, motywowany do życia. Ponieważ ciężko mi było, że obecnie mamy jedynie same problemy, że otaczają nas zewsząd wrogowie, zdrajcy, Żydzi, masoni, wrodzy nam Amerykanie, przyjaźni nam Rosjanie, polski przemysł zbrojeniowy gotów dostarczać za pół darmo supernowoczesną broń, cały jej asortyment, już za dziesięć lat, prezydent, który nie jest patriotą a tylko kucykiem polityki zagranicznej w porównaniu z Magdaleną Ogórek, Braunem i Korwinem Mikke – jej wyścigowymi wierzchowcami, którzy ponadto są patriotami do głębi szczerozłotych serc, kiedy popatrzyłem na tych wszystkich kandydatów, z wyjątkiem może jednego, góra dwóch, poszedłem do łazienki i wyżygałem się. Od razu zrobiło mi się lżej na duszy.

Pan Kukiz, trzeci w kolejce do prezydentury, istny magnat poparcia społecznego, od razu oczarował mnie głębią wiedzy i szarmancji, proponując szczerze i przekonywująco zniesienie podatków, nie wiem czy wszystkich, lecz z mocy jego słów wnoszę, że bardzo wielu.

Poraził mnie nie tyle poziom ignorancji czy wręcz tępoty niektórych kandydatów, ile tych dziesiątek tysięcy ludzi, którzy ich popierają. Nie wiedziałem, że jesteśmy tak potwornie bogaci w guano intelektualne, masy słuchające i przyjmujące za dobrą monetę argumenty o zniesieniu podatków ( i podobnie nonsensy), nierozumiejące, że są one źródłem finansowania lub co najmniej dofinansowania wszystkiego, co nas otacza: wyższych uczelni i szkół średnich, szkół podstawowych, armii, policji, straży pożarnych, administracji, autostrad, kolei, kultury, emerytur i rent, ochrony zdrowia i ochrony przyrody, świadczeń społecznych a nawet dopłat do górnictwa. Czyli, znieśmy podatki, i wszystko samo się będzie finansować. Chyba z datków dobroczynnych? – Tak sobie spekuluję.

Poza tym argumentowano, jak bardzo jesteśmy samowystarczalni, nie potrzebujemy żadnych sojuszy, ani współpracy, ani wymiany towarowej, ani z UE, ani ze Stanami Zjednoczonymi, tymi manipulantami, tylko z Litwą, Łotwą i Estonią, nie, z nimi też nie, ani dobrych relacji ze światem, z wyjątkiem Rosji i Putina.

Jest to tak straszne, że nie jestem w stanie napisać nic więcej o kampanii prezydenckiej, bo pognębię się do końca, skurczę się i nie będę musiał udawać, że mnie z tymi ludźmi cokolwiek łączy. Boże, czemu mnie każesz świadomością, że obok ludzi mądrych i przytomnych, mamy w Polsce nieprzenikniony ciemnogród, który coraz bardziej wydaje mi się nie do pokonania?

Nie pozostanę jednak negatywem w morzu narodowego optymizmu. Myśląc o dobrodziejstwie posiadania tylu zdolnych kandydatów na prezydenta uważam, że powinno być tylu prezydentów, ilu mamy kandydatów. Wtedy wszyscy popierający danego kandydata mieliby swojego prezydenta. Jest to jedyna pewna droga narodu do pojednania i szczęścia.

0Shares