Poezja niedzielna po raz trzeci

Dzisiaj to i ja mam szczęście, ponieważ przedstawiam Państwu dwa wiersze szczególnie przeze mnie ulubione. Ten drugi, „Chwytanie piękna” uważam za szczególnie „poetycki”.

Są to wiersze ze zbioru „Klęczy cisza niezmącona”, drugie wydanie (własne), z nieporównywalnie piękniejszą okładką niż wydanie pierwsze (Bernardinum). Ku mojemu zaskoczeniu stwierdziłem już kilka lat temu, że ten tomik (pierwsze wydanie) znalazł się w zbiorach ośmiu bibliotek uniwersyteckich w Polsce. Uważam to za nobilitację, niezależnie od faktu, że do dwóch trafił za moim pośrednictwem.

W przyszłym roku planuję wydać drugi (i ostatni) zbiór moich wierszy zatytułowany „Oniemiałość”. Wysłałem go na konkurs literacki, który zostanie rozstrzygnięty pod koniec marca 2019. Jeśli mi się tam nie powiedzie, będę szukać innego wydawcy.

Chciałbym miłość spotkać

Chciałbym miłość spotkać i wziąć ją w ramiona
– myśl taka prosta, a taka szalona –
śmiać się serdecznie i płakać do woli,
spazm szczęścia przeżyć, kiedy nic nie boli.

Chciałbym wybiec na łąkę, gdzie trawa zielona
– myśl taka prosta, a taka szalona –
krzyczeć w słońce i pędzić przed siebie,
tylko na chwilę znaleźć się w niebie.

Albo odejść od zmysłów, gdzie jaźń pomylona
– myśl taka prosta, a taka szalona –
wejrzeć w głąb duszy i odnaleźć Boga,
pojąć, jaka najprostsza do szczęścia jest droga.

Sopot, 18 stycznia 1998

Chwytanie piękna

Spadochron marzeń dostojnie spływa
pawimi piórami, łagodnością puchu,
serce pragnieniem się wyrywa,
biegniesz…lecz ciało tkwi w bezruchu.

Wzrok jednoczy się z pejzażem,
mrokiem strzelają drzew wodotryski,
rzęsy w cień kryją zmysłowe twarze,
drażnią uśpionej żądzy zmysły.

Biegniesz naprzeciw smukle radosny
i chwytasz piękno w ramion objęcia
…a ono znika jak podmuch wiosny,
zwodzi jak puchu nieme zaklęcia.

Sopot, 3 stycznia 1998

Poezja autorska, pierwsza dawka niedzielna, późnolistopadowa

Obiecałem sobie publikować w niedzielę dla przyjemności Czytelników, jak i promocji własnej twórczości, moje wiersze opatrując wpisy krótkimi komentarzami od serca i duszy (która podobno jest nieśmiertelna). Dzisiejszą dawkę poezji nazwijmy śmiało polsko-australijską, depresyjno-przyrodniczą.

Jeśli komuś z Państwa zdarzy się spotkać wiersz o podobnym nastroju jak ten pierwszy, to wiedzcie, że jest wysoce prawdopodobne, że autor pisał go w nastoju depresji. Nie jest to jakiś szczególny przypadek twórczości poetyckiej.

Kiedyś uznałem, że terapia przez sztukę, jeden z rodzajów współczesnej psychoterapii, mogłaby być wykorzystana do diagnozowania tej coraz bardziej upowszechniającej się przypadłości, prawdziwej choroby cywilizacyjnej. Pięć lat temu prognozowano w Australii, że najbliższej przyszłości 25 procent mieszkańców tego kraju doświadczy depresji. Jest to w pewnym sensie choroba zabójcza, potrafi stłamsić (czytaj: zgnoić) człowieka do dna, wydusić z niego energetyczne bebechy i rozpłaszczyć jak walec drogowy szczura-samobójcę na twardej drodze zwierzęcego istnienia.

Wśród ludzi cierpiących na depresję notuje się szlachetne wyjątki. Przykładem jest Winston Churchill. Cierpiał na depresję, nazywał ją black dog. Mimo wielkiej przypadłości prowadził wyjątkowo aktywne życie. Wikipedia pisze o nim: „brytyjski polityk, mąż stanu, mówca, strateg, pisarz i historyk, malarz, dwukrotny premier Zjednoczonego Królestwa, laureat literackiej Nagrody Nobla, honorowy obywatel Stanów Zjednoczonych. W 2002 w plebiscycie organizowanym przez BBC został uznany najwybitniejszym Brytyjczykiem wszechczasów”.

„Balladę o bohaterze” napisałem w Polsce, podobnie jak i sporo innych wierszy. Prawda jest jednak taka, że cała moja poezja bez wyjątku była inspirowana Australią.

 Vincent van Gogh: Stary człowiek w rozpaczy

Ballada o bohaterze

Niby spokojny…on drży cały,
lęk pierś przeszywa i sercem targa,
w otchłań się zwala spopielały,
ciszę rozrywa krzyku skarga.

Myśl rwie na strzępy paroksyzm strachu,
cień się otula czarniejszym cieniem
i w dół go spycha z potwornego dachu,
dręczy złowrogim, kamiennym tchnieniem.

Jakżeż on chciałby być bohaterem,
trzepot przemienić w serce lwa
i stanąć śmiało nad kraterem,
i runąć w przepaść, sięgając dna!

Michael Tequila, Sopot, 24 października 1997
(z tomiku: Klęczy cisza niezmącona – w księgarniach)

Bunyeroo Gorge

Bloki kamienia pną się ostrym skosem,
wulkaniczny powalił je cios;
nie ma ucieczki przez wszechmocnym losem,
co skały łamie jak wiatr zboża kłos.

Drąży materię duch nieokiełznany,
krople skalne rozkruszają ściany,
rzeki korytarz odlewają z głazów,
cierpliwością epok, czasem bez wyrazu.

Eukaliptus, heros wspaniały,
soki życia czerpie z bezlitosnej skały;
natura drzewa martwotę wypiera,
uporem łamie, korzeniem rozdziera.

Nad grań wyniosłą jak dzika kozica
akacja się wspięła; jej liściaste lica
żółtością barwione podmuch wiatru mieni;
kwiat symbolem słońca palących promieni.

Hawker, Australia, 7 października 1996
(z tomiku: Klęczy cisza niezmącona – w księgarniach)

Dzień Wszystkich Świętych. Poezje i obrazy.

Dzień zmarłych

Świetliki nocy przywracają żywym
ojców i matki, dzieci i braci,
w słowach modlitwy i wzruszeniu tkliwym
wracają bliscy, których każdy traci.

Kamień nagrobny zwodzi pozorem
trwałości. Ileż wytrwa kruchy cement,
nim pod upartych dni naporem
w ziemię też zrzuci prochu brzemię?

Tu nie ma życia. Tam jest życie,
gdzie nie ma bólu i żalu rozstań,
w obliczu Boga, na jasności szczycie,
gdzie niepojęta, ostatnia przystań.

Michael Tequila
Gdynia, 1 listopada 2000
(niepublikowane)

Czymżesz ty jesteś

Czymżesz ty jesteś? Jesteś przemijaniem,
beztroską i bólem, braniem i dawaniem,
palącą solą jesteś w oku,
geniuszem błysków w górskim potoku.

Bóg ciebie skazał na istnienie,
miłość polecił oddać w niewolę,
a czasem łamać serca łaknienie
i grać w niepokoju nieznaną rolę.

Czas przyjdzie, zrobisz wielkie pranie,
w szczerej modlitwie oczyścisz siebie,
fałszywych pozorów zrzucisz ubranie,
prawdę zasiejesz w użyźnionej glebie.

Michael Tequila
Gdynia, 16 października 1998
(Z tomiku: Klęczy cisza niezmącona)

Oto stoję na brzegiem

Oto stoję nad brzegiem, u skraju urwiska,
ocean huczy w dole, gejzerami tryska
i myśl upartą kuje; jakiż człek jest mały,
gdy go ocean otoczy i odwieczne skały.

Objął mnie mocarz szumnych fal ramieniem,
cichością się stałem i myśli skupieniem.
Gdy poczucie nicości w sercu już rozpalił,
odszedł milczący w zapomnienie fali.

O, rodzaju ludzki, co żyjesz złudzeniem,
że wieczność obdarzysz dumnych czynów mieniem,
niespokojnych pokoleń przeminą tysiące,
pozostaną tylko ocean i słońce.

Michael Tequila
Morphett Vale, 19 sierpnia 1996
(niepublikowane)

Wesoły cmentarz

Nagrobek przybrany w betonowe szaty,
na nim dłutem wyryto nazwiska,
urodził się… zmarł… ale gdzie daty?
Każda rubryka pusta, szara, czysta.

Niektórzy za życia już po tamtej stronie,
a ja marzenia uparcie wciąż gonię.
Nie dam się zepchnąć pod strojne marmury,
wybieram wolność spopielałej chmury.

Hindus nad Gangesem płomieniem się wzbiję,
lekkością zachwycę i blaskiem opiję,
nie pozwolę się oddać do wiecznej kasacji,
wrócę w łańcuchu reinkarnacji.

Mnie myśl ociężała przy ziemi nie trzyma,
wierzę w mądrość Stwórcy, dobroci olbrzyma,
nie zniżę czoła do cmentarnej jaźni;
ulotnością żyć będę w boskiej wyobraźni.

Michael Tequila
Zwierzyniec, 20 lipca 1997
(niepublikowane)

W kościele żywych

W kościele żywych nie klękam, nie siadam,
bo konfesjonał bólu nie leczy,
czasem głos skryty do mnie zagada;
on jeden istotę zna rzeczy.

W końcu przychodzi anioł zbawienia,
przy ołtarzu klęka i gra na harfie,
aż z serca wypłoszy żale i złudzenia,
gdy strunę smutku ostatnią rozszarpie.

Michael Tequila
Gdynia, 8 marca 2000
(niepublikowane)

Poezje, Michael Tequila „Klęczy cisza niezmącona” http://michaeltequila.com/?page_id=47

Poezja ducha i proza życia

 Generał Akashi Gidayu piszący poemat

Jest to drugi wpis w dniu dzisiejszym na blogu autorskim. To niepublikowana poezja.

Dedykuję ją zboczeńcom, szumowinom i dewiantom oraz bezbożnikom o zwichniętych poglądach na świat, którzy przedkładają zwykłą poezję nad radosną prozę partyjną, kufel zimnego piwa nad koryto miodem i mlekiem płynące, szarą przeszłość nad kolorową teraźniejszość, sądy przeciętne nad sądy sprawiedliwe, zmęczonego sędziego nad prężnego prokuratora, wspólnotę zwykłą nad wyimaginowaną oraz brudnego uchodźcę nad bezpieczne pranie mózgu.  

Nie szukaj Boga

Nie szukaj Boga, on jest wszędzie,
w Matki Teresy miłosiernym czynie
i w spadających wód obłędzie,
to, co jest wielkie, nie przeminie.

Patrzę w światło, jak o chłodnym świcie
różanych kwiatów zapachy mnoży
i skrzące krople rozwiązuje skrycie;
milczę, mnie tylko godzi się ukorzyć.

Oczy zogromniałe w lazurowe niebo
błądzą po wzgórzach, gdzie lśni zamyślenie,
owad-czarodziej sieć misterną przędzie;
nie szukaj Boga, on jest wszędzie.

Michael Tequila
Valley View
11 kwietnia 2005

Opinie o zbiorze poezji: Michael Tequila „Klęczy cisza niezmącona” http://michaeltequila.com/?page_id=47

 

Wakacyjna poezja ratunkowa

Podróżnym, pięknym kobietom i bogatym mężczyznom, wysokim czynnikom połączonym chomątem pożądania władzy, biedakom oczekującym cudu, bezdomnym lunatykom pracującym pod mostem nad pomysłem lepszego życia oraz wszystkim Czytelnikom zagubionym w upale lub w deszczu oferuję nastrojowy wiersz ze słonecznej Australii, latem wściekle gorącej, zimą chłodnej i wietrznej, a zawsze przestrzennej. Czy wiesz, że najniższa temperatura zanotowana w Australii to – 22 stopnie C, a najwyższa to + 55 stopni C. 

Od dzisiaj żłopię

Tekst napisany w nastroju kempingowym w spokojnej, nadmorskiej miejscowości Streaky Bay na półwyspie Eyre.

Od dzisiaj żłopię jak ten cham,
upijam się na umór,
wódę kuflami od piwa chlam,
utrwalam szklankami rumu.

Kiedym wstawiony, poezją łkam,
serdecznym wzruszeniem szlocham,
pięknieję w oczach wrażliwych dam;
za tę wrażliwość je kocham.

Potocznej mowy odrzucam szlam,
wykwintne dobieram słowa,
oprawiam w rymy złoconych ram;
artysty kieliszka to mowa.

A gdy w delirium ostatnim drgam
i mózg dopala wzruszenie,
na mowy plebejskość po prostu plwam;
ja wieszcza już jestem wcieleniem.

Streaky Bay, 14 października 1997

Link do opinii o zbiorze poezji Michael Tequila „Klęczy cisza niezmącona” http://michaeltequila.com/?page_id=47 

Odezwa do Czytelników 

Droga Czytelniczko!  Drogi Czytelniku! 

Zakrzyknę jak niegdyś Edward Gierek: „Pomożecie?”, a Wy mi odpowiedzcie: „Pomożemy!”, nawet gdybyście mieli skłamać.To mi doda otuchy. Nie będziecie pierwsi, którzy nie mówią prawdy. Kłamstwo jest dzisiaj w cenie, szczególnie w polityce. Widocznie czemuś ono służy, skoro jest w cenie. Na pewno ludziom łatwowiernych i szukającym mądrości w innych, nie w sobie. 

Zmieniłem zamysł. Miałem pisać na mojej stronie autorskiej opowiadanie, piszę powieść w odcinkach. Poniżej trzeci odcinek. Pomysły czerpię z otaczającej nas rzeczywistości, rodzimej i międzynarodowej. Przedstawiam to, co widzę, czytam, słyszę, co mi się śni w nocy, cofam się w tył, wybiegam do przodu, fantazjuję. Staram się, aby była to najlepszej klasy groteska, parodia, także realizm magiczny, który mnie urzeka (uwielbiam Gabriela Garcię Marqueza)

Pisanie kosztuje mnie dużo wysiłku. Jeden wpis na blogu (300 – 600 wyrazów) to 3 do 5 godzin pracy, może nawet dłużej. Sprawdzam treść wielokrotnie, zmieniam, uzupełniam, aby tekst był celny, interesujący, atrakcyjny. Pisząc blog, zaniedbuję inną powieść, nad którą pracuję już od blisko roku. To dodatkowe obciążenie dla mnie.

Dlatego, jeśli moje teksty Ci się podobają, zachęcaj jak najczęściej do wchodzenia na moją stronę przyjaciół, znajomych i rodzinę. Jeśli możesz, umieść link do mojej strony autorskiej na swoim Facebooku lub blogu. Będę wdzięczny. Im więcej osób mnie czyta, tym większa jest moja motywacja do pisania; czynię to w czynie społecznym.

Szczególnie byłym zachwycony, gdyby na mojej stronie pojawił się ktoś z Twoich znajomych, dziennikarz, pisarz, księgarz, recenzent, bibliotekarz, aktor, bloger książkowy, znana osobistość, jednym słowem osoba opiniotwórcza. To dla mnie bardzo ważne, gdyż potrzebuję promocji. Nawet najwybitniejsi pisarze się promowali. W księgarniach są moje trzy książki, mają dobre i bardzo dobre recenzje (patrz górny pasek menu nad blogiem), ale jestem mało znany. Nieliczni mnie kupują, rynek jest szalenie konkurencyjny.

Na zakończenie: uwielbiam uwagi, recenzje, sugestie. Nic mnie tak nie cieszy, jak krytyka; pisząc polubiłem cierpienie. Bądź markizem Donatien-Alphonse-François de Sade, chłostaj mnie krytyką! Pisz komentarze, jeśli życzysz sobie także bezpośrednio do mnie. Podaję adres: michael.tequila@anciano.pl

Pozdrawiam serdecznie,

Michael Tequila

Linki:

Michael Tequila, próbki poezji, zbiór: „Klęczy cisza niezmącona”

Wiersz „Bunyeroo Gorge”: Bloki kamienia pną się ostrym skosem, wulkaniczny powalił je cios; nie ma ucieczki przez wszechmocnym losem, co skały łamie jak wiatr zboża kłos.

Wiersz „Ballada o bohaterze”: Myśl rwie na strzępy paroksyzm strachu, cień się otula czarniejszym cieniem i w dół go spycha z potwornego dachu, dręczy złowrogim, kamiennym tchnieniem.

Wiersz tytułowy „Klęczy cisza niezmącona”: Klęczy cisza niezmącona, czerwonych wzgórz cierpliwa żona, pełna pokory, lecz bez lęku, karmi się każdą kroplą dźwięku./Klęczy samotna i bez końca, wzrusza cieniami wstającego słońca, czasem zapomni się w przestworzu i pieści wiatrem wydartym morzu.

Dziś najtaniej w:  www.znak.com.pl 

 

Dzień zmarłych.

Dzień zmarłych 

Świetliki nocy przywracają żywym
ojców i matki, dzieci i braci,

w słowach modlitwy i wzruszeniu tkliwym
wracają bliscy, których każdy traci.

Kamień nagrobny zwodzi pozorem
trwałości. Ileż wytrwa kruchy cement,

nim pod upartych dni naporem
w ziemię też zrzuci swego prochu brzemię?

Tu nie ma życia. Tam jest życie,
gdzie nie ma bólu i żalu rozstań,

w obliczu Boga, na jasności szczycie,
gdzie niepojęta, ostatnia przystań.

Michael Tequila, Gdynia, 1 listopada 2000

 

Nie szukaj Boga

Nie szukaj Boga, on jest wszędzie,
w Matki Teresy miłosiernym czynie

i w spadających wód obłędzie;
to, co jest wielkie, nie przeminie.

Patrzę w światłość, co chłodnym rankiem
różanych kwiatów zapachy mnoży

i skrzące krople rozwiązuje skrycie;
milczę, mnie tylko godzi się ukorzyć.

Oczy zogromniałe jak błękitne niebo
błądzą po wzgórzach, gdzie lśni zamyślenie,

owad-czarodziej sieć misterną przędzie;
nie szukaj Boga, on jest wszędzie.

Michael Tequila, Valley View, 11 kwietnia 2005

 

Życzenia Wielkanocne

Wszystkim moim Miłym Czytelniczkom i Czytelnikom składam najserdeczniejsze życzenia zdrowych i szczęśliwych Świąt Wielkanocnych, pełnych radości, miłości i zwierzątek, gotowanych kurczaczków w pisankach oraz zajączków w czekoladzie.

Wielkanoc

W wielkanocną Wielką Sobotę,

nim rozpoczął kropidłem robotę,

Dobrodziej witał rozanielony

„Niech będzie…poświęcony”.

 

Wiernych wodą pobłogosławił,

ich i jaja ich wielkanocne,

kropidłem wiarę utrwalił

i zwyczaje wierze pomocne.

 

Siedzą teraz szczęśliwi jak w raju

i święcone potrawy wcinają,

ale wódki nie wleją do szklanki,

aby grzechem nie splamić pisanki.

 

I my wdziejmy wiosenne stroje,

precz odrzućmy myśli wszeteczne

i otwórzmy gościom podwoje.

Niechaj żyją nam Święta Jajeczne!

Unley, 6 kwietnia 1996

(Michael Tequila, wiersze niepublikowane)

PS. W dniu jutrzejszym specjalne świąteczno-polityczne wydanie blogu.

Rozmyślania wielkanocne Cz 1

Każdy przeżywa Święta Wielkanocne w inny sposób. Czasem wzruszający, czasem prozaiczny, a niekiedy bez zastanowienia. Dobry Bóg dał nam wybory, z których korzystamy na miarę wyobraźni i rozumu. To nasze zasoby. Z tymi zasobami jest jak z produktami konsumpcyjnymi w czasach kwitnącego socjalizmu (niech mu ziemia ciężką będzie): czasem są, czasem ich nie ma, a czasem są marnej jakości.

Kilkanaście lat temu napisałem wiersz. Bodźcem było inspirujące spojrzenie na pisankę, z której mógłby był wykluć się kurczaczek, gdyby nie potrzeby żywieniowe i artystyczne Najwyższego Tworu Natury czyli Człowieka. Myśl o tragicznej drodze jajka do piękności oraz radosnym nastroju świątecznym skłoniła mnie do nadania jej formy poetyckiej. Być może jest ona trwalsza nawet niż spiż, a z pewnością trwalsza niż partie polityczne w Polsce. Zwróćcie uwagę, jak łatwo przejść można od Świąt Wielkanocnych do ich symboliki w postaci pisanki, następnie do polityki oraz refleksji nad życiem (po)tworów politycznych.

Wielkanoc

W wielkanocną Wielką Sobotę,
nim rozpoczął kropidłem robotę,
Dobrodziej witał rozanielony
słowami: „Niech będzie   poświęcony”.
 
Wiernych wodą pobłogosławił,
ich i jaja ich wielkanocne,
kropidłem wiarę ludu utrwalił
i zwyczaje wierze pomocne.
 
Siedzą teraz radośni jak w raju
i święcone potrawy wcinają,
ale wódki nie wleją do szklanki,
aby grzechem nie splamić pisanki.
 
I my wdziejmy wiosenne stroje,
precz odrzućmy myśli wszeteczne
i otwórzmy gościom podwoje.
Niechaj żyją nam Święta Jajeczne!

Unley, 6 kwietnia 1996

Przyjaciele zaprosili mnie razem z żoną na obiad. Dali oni pokaz kunsztu kulinarnego, który zasługuje na niekończące się pochwały oraz twórczej atmosfery, która okazała się bardziej polityczna niż religijna.

Dyskutowaliśmy na temat roli partii rządzącej i partii opozycyjnej, tu w Australii oraz w Polsce. Punkt najtrudniejszy do rozstrzygnięcia został zdefiniowany. Partia opozycyjna ma obowiązek krytykowania partii rządzącej oraz określenia, z jakimi decyzjami czy planami rządu się nie zgadza. W tym miejscu dyskusja lekko wykoleiła się: jedna strona uznała, że to za mało, że opozycja powinna przedstawić merytoryczne propozycje, jakie rozwiązania by wprowadziła w miejsce rządowych. Druga strona uważała, że opozycja ma zasadniczo skrytykować i wyrazić sprzeciw wobec rozwiązań, które uznaje za złe, lecz nie musi przedstawiać własnych propozycji rozwiązań (na to przyjdzie czas przed wyborami). Obydwie strony miały rację w jednej kwestii: najlepsza w rządzeniu jest ta partia, którą indywidualnie popieramy. Tak to mniej więcej zrozumiałem. Jestem szczęśliwy, że aż tyle zrozumiałem, ponieważ gospodarz szczerze dolewał mi do kieliszka znakomitego wina Shiraz marki Willow Point, rocznik 2008.

Piekło po australijsku

Piekło kojarzy mi się z wysokimi temperaturami, ogniem, cierpieniem, bezlitosnym żywiołem. W lokalnym adelajdzkim wymiarze piekłem może być upał utrzymujący się przez kilka dni. Minionej nocy temperatura nie spadła poniżej 27 stopni C, dziś o godzinie 7 rano wynosiła już 37 stopni. Teraz jest 41 stopni C. Zapowiadają się kolejne
upalne dni. To najgorsze, co może się zdarzyć. Wysokie temperatury w dzień i w nocy wymagają nieprzerwanego korzystania z klimatyzacji.

Liście żywopłotu,który przyciąłem kilka dni temu, są częściowo lub całkowicie popalone,  pokurczone i powykręcane. Przygnębiający to widok: kolor spopielałego brązu.  Być może sam się do tego przyczyniłem. Kilka dni wcześniej przyciąłem żywopłot, co obnażyło gałązki i liście poprzednio ukryte wewnątrz i nieprzyzwyczajone do bezpośredniego promieniowania słońca.

Wydarzenie to przypomniało mi wiersz, który napisałem kilkanaście lat temu. Wysłałem go wówczas przyjaciołom do przeczytania (było to małżeństwo Heleny i Tadeusza obecnie mieszkające w Polsce). Helena powiedziała mi, że nie powinna czytać takich
wierszy wieczorem, bo potem spać nie może. Treść wiersza była dla niej
straszna. Zaskoczyło mnie to i rozbawiło, ponieważ wiersz jest to tylko tworem
wyobraźni. Przedstawiłem w nim wizję końca świata. Koniec świata w wymiarze
kosmicznym nie jest możliwy, ponieważ kosmos jest niezniszczalny tak jak
przestrzeń i czas. Może tylko ulegać przemianom. Czy umiesz sobie wyobrazić rzeczywistość, gdzie nie ma materii, przestrzeni i czasu?

Koniec świata

Góry się rozwierają, powietrze się burzy

i płonie czerwienią – barwą krwawej róży.

Słup ognia wystrzela, płomień się rozrasta

i w nicość obraca lasy, domy, miasta.

 

Los koniec odmienił w prapoczątek ziemi,

skały płyną stopione śród żółtych płomieni,

gaz zwęgla powietrze i pyły rozwleka,

życie kona rozdarte, duch z niego wycieka.

 

Rzeka unosi się w górę, obłokiem się wzbija,

przestwór ognia ją chłonie i chciwie wypija.

Niedostrzegalny atom w proch też się rozpada

czarny – światła wygasiła kosmiczna zagłada.

 

Z krańców galaktyki tajnej mocy ręka

zgniata kulę ziemską, która z hukiem pęka;

jej szczątki ulatują w Gwiazdozbiór Kangura

i nikną powoli – wsysa je czarna dziura.

 

Z odrobin i pyłów nowy byt się tworzy,

miliardy lat kołuje w pierścieniach przestworzy,

nim znów duch go scali – pan wszechświata,

co kryje się w kosmosu bezgranicznych latach.

Morphett Vale, 23 sierpień 1996

Powyższy wiersz znajdziesz w tomiku „Oniemiałość” po kliknięciu linka http://www.smashwords.com/profile/view/MichaelTequila