Informacja o zmianie miejsca blogowania. Ważne!

Pragnę poinformować Wszystkich Czytelników, że zmieniam miejsce blogowania. Odkryłem w sobie ducha dziennikarstwa społecznego i udzielam się teraz na portalu www.wiadomosci24.pl pod tym samym imieniem „Michael Tequila”.

Poniżej przedstawiam link do ostatniego (dzisiejszego) artykułu.

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/o_pragnieniu_zmiany_jako_sile_motorycznej_wyborow_prezydenckich_331303.html

Jeśli zechcecie Państwo mnie czytać i komentować, na co bardzo liczę, proszę zaglądać na www.wiadomosci24.pl wpisując w wyszukiwarce portalu (u góry po prawej stronie) „Michael Tequila”.

Pozdrawiam serdecznie,

Michael Tequila

 

PS. Zachęcam również do przeczytania mojej powieści, która przedstawia literacką, bardziej dramatyczną opcję wydarzeń zbliżonych do wyborów prezydenckich 2015. Powieść jest dostępna w księgarniach w wersji drukowanej i elektronicznej (ebooka).

Poniżej zamieszczam linki do dwóch najnowszych recenzji:

http://www.kolegaliterat.pl/michael-tequilla-sedzia-od-swietego-jerzego/

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/recenzja_sedziego_od_swietego_jerzego_michaela_tequili_329971.html

Spotkania z pisarzami

Przytaczam komentarz Czytelnika na blogu z 27 bm (temat: Stasiuk):

Pisarz nie powinien chodzić na żadne spotkania autorskie organizowane dla innych Pisarzy. Owszem powinni się Oni kontaktować ze sobą tak często jak tylko to jest możliwe ale nie na spotkaniach autorskich tylko gdzieś w pabach przy degustacji i ocenie wysokoenergetycznych i wysokoprocentowych trunków. Ostatecznie może być piwo. W tej materii ich uwagi i sugestie przyniosą więcej dobrego i pożytecznego niż wymiana zdań na spotkaniach autorskich, które moim zdaniem bywają nudne i wymuszone. Organizowane są przeważnie przez Wydawców i mają charakter wyraźnie komercyjny. Czytelników ( ich chlebodawców ) mniej interesuje pisarz jako osoba a bardziej ludzie i problemy o których pisze. Zainteresowanie czytelników osobą samego pisarza czyni z niego mimo woli Celebrytę a to już nie ma nic wspólnego z literaturą. Pan Andrzej wyraźnie nie chce nim być.

Dzięki za bardzo rzeczowy i cenny komentarz.

Uczestniczyłem w kilku spotkaniach autorskich i zacząłem powoli tracić zainteresowanie. Uczestniczyłem w nich, aby zobaczyć jak one przebiegają, kto przychodzi, o czym toczy się dyskusja, również dlatego, że sam prowadzę spotkania autorskie i chciałbym, aby wypadały one jak najlepiej.

Zdaje się, że nie jest to takie proste. Rozmawiałem z kierowniczką jednej z bibliotek publicznych na temat takich spotkań. Twierdziła, że czytelnicy nie zawsze chętnie przychodzą, ze najchętniej to by przyszli, gdyby zapewniła pisarza lub pisarkę wielkiej sławy, że nie za bardzo lubią zdawać pytania, że obawiają się, iż prowadzący spotkanie może zaskoczyć uczestnika pytaniem, aby zachęcić do dyskusji.

Co do moich spotkań, to sam je organizuję niezależnie od wydawcy. Moim zamysłem jest nie tyle dyskusja o mojej powieści czy twórczości, ile o sztuce pisania, sprawach warsztatowych, promocji i autopromocji i podobnych kwestiach.

Co do spotkań z innymi pisarzami, to mieszkam na Wybrzeżu od niedawna i nie nawiązałem jeszcze kontaktów. Jest to oczywiście naturalne środowisko wymiany poglądów na poziomie zawodowym, nie jestem jednak pewien, czy ludzie z branży chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami i wiedzą. Testowałem to wstępnie na jednym lub dwóch spotkaniach z pisarzami.

Sam nie odczuwam takich ograniczeń; uważam, że swobodne dzielenie się z innymi „sekretami” zawodu w niczym nie umniejsza mojej pozycji ani szans powodzenia, ponieważ pisarstwo jest rzeczą niezwykle indywidualną a na rynku jest dosyć miejsca dla dowolnej liczby geniuszy.

Istnienie setek podręczników, kursów pisarskich i udział nawet w dziesiątkach spotkań, samo z siebie nie uczyni z nikogo dobrego pisarza. Jest to efekt – jak to określił pewien amerykański pisarz a zarazem redaktor magazynu dla pisarzy – trzech czynników: wrodzonego talentu (rozumiem to jako naturalną łatwość ekspresji) umiejętności pisarskich (warsztat, którego można nauczyć się) oraz wytrwałości. Ostatni czynnik jest chyba niedoceniany.

Zapraszam na moje spotkania autorskie:

16 kwietnia godz. 18.30, Biblioteka Morena, Ul Wyrobka 5A, 80-288 Gdańsk, tel. 58 348 70 06

24 kwietnia godz. 18.00, Biblioteka Manhattan, al. Grunwaldzka 82, 80-244 Gdańsk-Wrzeszcz, tel.: 58 500 00 80

Oto najświeższy link do opinii o mojej powieści: Kamil Na półce przeczytane 2015 03 28

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251623/sedzia-od-swietego-jerzego

Proszę pamiętać o przewinięciu strony docelowej, ponieważ jest tam kilka opinii umieszczonych jedna pod drugą.

Sędzia od Świętego Jerzego

Drodzy Czytelnicy,

W związku z faktem, że moja powieść jest już w sprzedaży w wielu księgarniach, pragnę udostępnić tę informację łącznie z informacją o samej powieści. Zależy mi na maksymalnym spopularyzowaniu książki i osiągnięciu poziomu sprzedaży, który zagwarantuje powodzenie rynkowe dalszych pozycji. Pierwsza powieść może tylko utorować drogę autorowi, który wcześniej nie publikował w Polsce.

W przygotowaniu mam już dwie kolejne powieści oraz zbiór opowiadań nadający się prawie natychmiast do publikacji. Wydawcy niechętnie jednak akceptują opowiadania, ponieważ sprzedają się one słabiej niż powieści. Pierwszy sukces autora i powieści otwiera szerzej rynek i serca wydawców.

Będzie mi miło, jeśli zechcecie Państwo kupić i rekomendować moją powieść. Wkrótce będę pisać o gwarancji satysfakcji i innych poważnych i mniej poważnych sprawach.

Informacja o powieści

Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego, ISBN 978-83-7942-566-2, Format: książka drukowana, 19,5 cm x 12 cm, 116 stron, Wydawca Novae Res, Gdynia.

10838084_1066630610029624_4327640429651752916_o

Streszczenie powieści

Społeczeństwo żyje w stanie niepewności. Niebezpiecznie jest mieć „niewłaściwe” poglądy polityczne. To efekt śmiertelnej rywalizacji największych partii politycznych i polaryzacji społecznej.

Ani rząd, ani prezydent nie umieją rozwiązać problemu. Perspektywa wydarzeń staje się coraz bardziej niejasna. Sportowe igrzyska polityczne doprowadzają do niebezpiecznej konfrontacji przywódców dwóch partii. Rozstrzyga ją sędzia główny igrzysk ku bezgranicznej radości tysięcy widzów na trybunach. Uważają go za bohatera.

W ocenie prezydenta państwa decyzja sędziego jest bardzo ryzykowna. Prezydent nie myli się. W najmniej oczekiwanym momencie przynosi ona nieoczekiwane, szokujące konsekwencje.

Powieść można zaliczyć do gatunku psychologiczno-obyczajowo-kryminalnego. Stanowi ona swobodną alegorię kraju, gdzie rywalizacja czołowych postaci nabiera wymiarów szaleństwa. W narracji i dialogach autor chętnie korzysta z łagodnej groteski i karykatury.

Księgarnie sprzedające powieść Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego

(Stan z dnia 9.03.2015 godzina 24.00)

www.bookmaster.pl                           19,80 zł

www.eskahurt.pl                                23,00 zł

www.gandalf.com.pl                         19,50 zł

www.hokus.osdw.pl                           20,00 zł

www.inbook.pl                                  17,31 zł

www.ksiegarnia.pwn.pl                     20,70 zł

www.ksiegarniaklimczok.pl              20,20 zł

www.ksiegarnialichosik.pl                21,80 zl

www.lideria.pl                                   17,25 zł

www.madbooks.pl                             17,50 zł

www.merlin.pl                                   23,00 zł

www.nieprzeczytane.pl                     15,15 zł

www.pocztaksiazkowa.pl                  23,00 zł

www.profit24.pl                                 16,61 zł

www.ravelo.pl                                   17,02 zł

www.sklep.gildia.pl                           20,70 zł

www.taniaksiazka.pl                         20,24 zl

www.tropy.pl                                     23,00 zł

www.wydawnictwopzwl.pl               20,70 zł

www.zaczytani.pl                              19,00 zł

www.zinamon.pl                                20,70 zł

Serdecznie pozdrawiam,

Michael Tequila

 

O autopromocji powieści i autora. Pasja zwierzęca.

Z pasją i zaangażowaniem rzuciłem się w wir promocji mojej powieści „Sędzia od Świętego Jerzego” . Pasję mogę nazwać zwierzęcą, zaangażowanie ma charakter ludzki z uwagi na narzędzia. Jest godzina 5.08 rano, a ja siedzę przy komputerze i piszę ten blog. Los powieści od dnia ukazania się na rynku w końcu lutego br. już teraz spędza mi sen z oczu.

2015 02 10 Pisarz grafika

Najpierw ogólnie o promocji książki i autora. Podstawową promocję prowadzi wydawnictwo, drugi nurt realizuje autor. Uznałem, że jest to nie tylko moim obowiązkiem, ale wręcz koniecznością (o czym później i więcej) i postawiłem tę sprawę na piedestale priorytetów działań w najbliższych miesiącach.

Źródła motywacji autora są liczniejsze niż dopływy świętej rzeki Ganges, nad którą chciałby dać się spalić każdy wyznawca hinduizmu. Palić się nie zamierzam, ponieważ nie będę mieć czasu na rozrywkę. Oto powody:

Sukces sprzedaży „Sędziego” w formie drukowanej zachęci Wydawcę do aktywniejszego zaangażowania w dalsze działania: wydanie powieści w wersji elektronicznej (ebook) oraz wydanie zbioru opowiadań, który od ponad pół roku czeka na decyzję „tak”. Opowiadania sprzedają się gorzej niż powieści. Jeśli „Sędzia” będzie sprzedawać się dobrze, to zwiększy to szansę wydania tomu opowiadań. Co więcej, mam już zaawansowaną kolejną powieść, o innym charakterze, równie albo jeszcze bardziej atrakcyjną, którą chciałbym jak najszybciej opublikować.

Moja aktywność promocyjna płynie także z przekonania, że „Sędzia od Świętego Jerzego” jest dobrą powieścią (niezależnie od tego, że to ja jestem jej autorem, pierwszym miłośnikiem i adoratorem, szaloną kombinacją ojca, matki dwóch dziadków i dwóch babć udanego nad wyraz dziecka, którego z miłości nazwałbym rozkosznym bobasem, gdyby nie jego psychologiczno-obyczajowo-kryminalna natura).

O jakości powieści wnioskuję po fakcie, że propozycję publikacji wysłałem – niejako sondażowo, od czegoś trzeba zacząć – tylko do dwóch wydawnictw. Jedno z nich (aktualny wydawca) od razu zaakceptował moją propozycję. Drugie wydawnictwo odpowiedziało mi, że „Powieść podoba się nam, lecz ma za małą objętość’ (nota bene, pod wpływem tej sugestii powiększyłem objętość utworu; powieść, która ukaże się w sprzedaży w końcu tego miesiąca jest obszerniejsza niż ta pierwotna przesłana do oceny wydawców). Okazało śię, że sama jakość nie wystarczy, powieść musi być dostatecznie duża objętościowo.

Podsumowując, wydawcy otrzymują takie ilości manuskryptów do publikacji, że są w stanie zaakceptować – jak to czytam – nie więcej niż pięć procent wszystkich nadsyłanych propozycji. „Sędzia od Świętego Jerzego ” znalazł się już przy pierwszym podejściu w wyróżnionych pięciu procentach. To musi coś znaczyć.

 

4000 podziękowań

Dokąd ja właściwie idę 04 2012Kicia i pan 2006Drodzy Czytelnicy!

Czekałem na ten moment z butelką szampana. W ciągu jednego miesiąca nastąpił wzrost o prawie 1000 abonentów na moim blogu. Licznik WordPress, platformy www.MichaelTequila.com zarejestrował dzisiaj równe 4000 abonentów.

Jest to dla mnie wielka uroczystość. Teraz tym bardziej będę budzić się w nocy lub nad ranem, aby dokonać zapisu nowego pomysłu, który przychodzi mi do głowy o kretyńskiej porze. Nie muszę tego robić, ponieważ mam już zanotowanych kilkadziesiąt różnych pomysłów; niewolnictwo niekoniecznie jest mi pisane. Pozostanę jednak uzależniony, ale nie zamierzam się leczyć (jeszcze), gdyż nie jest to najgorsze ze zboczeń współczesności.

W tej chwili nie mogę wznieść toastu, ponieważ mam jeszcze obowiązki do spełnienia, lecz uczynię to wieczorem. Wypiję Wasze zdrowie z wdzięczności i w nadziei, że pozostaniecie moimi czytelnikami. Henri Matisse 145266-matisse-h xara ths zwhs 1905

O inkwizycji politycznej i osobistej

Zauważyłem ciekawe komentarze pod ostatnim wpisem na blogu. Nasunęły mi one refleksje na tematy własne i cudze.

Każdy z nas komentuje wydarzenia w sposób odzwierciedlający nie tylko fakty, ale i własną osobowość, sposób myślenia i widzenia świata, system wartości. Dla mnie znamienne były nie tyle wyniki wyborów, ile niska frekwencja. Społeczeństwo ma wysokie wymagania wobec władz, ustawodawczych i wykonawczych, ale w większości nie zadaje sobie minimalnego trudu, aby własnym aktem woli wyrazić opinię, kogo widziałoby przy władzy.

Czytam właśnie „Idiotę” Fiodora Dostojewskiego i tak sobie myślę, że ludzie szukają ideałów. Ideał jest tylko wyobrażeniem, pożądanym stanem, który nie istnieje w rzeczywistości. Podejrzewam, że niejeden wyborca tak bardzo bierze sobie to do serca, że gdy nie widzi partii idealnie odpowiadającej jego czy jej odczuciom, to nie idzie na wybory. Dręczy mnie czasami myśl, dosłownie i w przenośni, czy gdybyśmy prześwietlili osoby najbardziej krytyczne wobec największych partii, PO i PiS-u, z których każda ma swoich zajadłych przeciwników i gorących zwolenników, to jak wypadłyby te osoby w sprawach takich jak uczciwość, prawda, obowiązkowość, szacunek dla bliźniego itp. Czy okazałyby się one takimi ideałami, jakimi chciałyby widzieć każdą z tych partii i ich przywódców?

Może warto stanąć raz – tytułem eksperymentu – nie po stronie Inkwizycji, ale po tej drugiej stronie, czyli obiektów jej zainteresowań? Kiedy sam to czynię, lub przynajmniej wyobrażam sobie, że czynię, wówczas jawi mi się przed oczami obraz Francisco Goyi: „Kiedy umysł zasypia, budzą się potwory”. Napawa mnie on przerażeniem, a zarazem radością. Radością, ponieważ dowiaduję się czegoś ciekawego o sobie, co ściąga mnie w dół i twardo osadza na ziemi.

Zachęcam do nader pouczającej lektury „Inkwizycja hiszpańska” Henry’ego Kamen’a. Jest dostępna w bibliotekach publicznych.

Ciu, ciu, ciu w trzech kategoriach

Wpis pod zdjęciem oseska na Facebooku okazał się nieudany, wadliwy i rażący jak sztuczna noga u kota. Było mi przykro z tego powodu. Celowałem w dziesiątkę, a trafiłem kulą w płot. Ja, który miałem najlepsze w całej kompanii wyniki strzelania z CKM-u serią pięciu naboi! Człowiek strzela, pan Bóg kule nosi. Szedł raz żołnierz przez pole i coś mu do łba strzeliło. Proszę mi wybaczyć tę fanfaronadę dymu i huku, to tylko dla obudzenia się z letargu.

Wpis okazał się drogą do piekła, wybrukowaną dobrymi intencjami w formie końskich łbów, niekształtnych jak bryły śniegu zmieszanego z błotem. Przeprosiłem rodziców dziecka. Szczerze i bezwarunkowo. W odróżnieniu od biskupów nie mogłem powiedzieć „Wybaczam”, bo nie było czego wybaczać. Dzisiaj łatwiej jest być biskupem niż zwykłym człowiekiem, który jest kanciasty w swoim postępowaniu, kiedy steruje nim opatrzność na spółkę z rozumem rzucając go od Annasza intencji dobrych i mądrych do Kajfasza spraw pomylonych i kłopotliwych.

Strony ze zdjęciami nowonarodzonych dzieci na Facebooku przeznaczone są dla dorosłych. Oseski ich nie czytają ani nie oglądają. Nie wiem zresztą dlaczego, gdyż treść niektórych wpisów „ciu, ciu, ciu” jest przeznaczona dla dziecka (Może dopiero wtedy, kiedy dorośnie?). To mnie zmyliło.

Guido Reni - Drinking Bacchus

Są trzy żelazne tematy wpisów pod zdjęciami dzieci.

Pierwszy to owo „Ciu, ciu, ciu!”, pod którym przedstawia się kwiatuszki, laleczki, gwiazdki, falbaneczki, koszuleczki, koteczki, lampunie itp. drobiażdżki. Wszyscy patrzą i cmokają. Jest to psychiczna pępowina łącząca dorosłych z oseskami. Chyba niewielu zdaje sobie z tego sprawę. Nie wiem nawet, czy to ma jakieś większe znaczenie.

Drugi to „Podobieństwa”, odmieniane na wszystkie strony świata. – Jakżeż on/ona, czyli nowonarodzony maluszek jest podobny do taty! Nie, nie do taty, do mamy! Co ty opowiadasz? Na moment pojawia się ton pojednawczy: Właściwe to podobny jest do jednego i drugiego. I za chwile znowu: A skądże! Podobny jest do dziadzia. Potem dojść może jeszcze ciocia od wujka i ciocia, siostra mamusi. Dzisiaj nie rozróżniamy już wujenki od cioci. Nie przeszkadza to, że podobieństwa rodzinne są niezliczone.

Raphael's Baby Jesus

Trzeci to zachwyty i pienia nad pięknem dziecka. Będę pisać ostrożnie, ponieważ dwa dziesięciolecia temu popełniłem mój pierwszy wielki błąd nazywając malutką istotkę „brzydulką”, nie mając w ogóle niczego złego na myśli. Po prostu uważałem, że piękno dziecka uwidacznia się dopiero w wieku dwóch, trzech lat, może nieco wcześniej, ale jeszcze nie wtedy, kiedy ma nieproporcjonalnie dużą głowę, obfite policzki i niezbyt kształtne ciałko. Gdyby ktoś się ze mna nie zgadzał, to mam na myśli porównanie z modelką Claudią Schiffer, 180 cm, 58 kg, włosy blond, oczy niebieskie, teraz, a nie wtedy kiedy była dzieckiem.

W ogóle to osesek jest bajecznie piękny. Wiem nawet dlaczego. Jest piękny, ponieważ jest kochany i uwielbiany przez rodziców, dziadków i inne pomniejsze segmenty rodziny. To jest źródło piękna, kategorii estetycznej, nie piękno samo w sobie z racji urodzenia. Podobno w roli oseska też byłem urodziwy, lecz co z tego? Wyrosłem na bukiet przekleństw przetykanych pokrzywami, nie pomógł nawet chrzest celebrowany przez duchownego mocno zbliżonego do Pana Boga, a co najmniej do Watykanu.

Wpisy pod zdjęciami osesków wyglądają niekiedy tak, jakby dziecko miało je czytać, a nie rodzice, przyjaciele rodziny i osoby postronne, które łączy z dzieckiem jedynie domniemanie ich człowieczeństwa. Jest ono przypisane tylko istotom dwunożnym. Nie liczą się tu osoby z jedną nogą, których korsarze, piraci i autorzy morskich powieści kryminalnych zwą kuternogami. Z uwagi na niekompletność anatomiczną kuternoga nie spełnia warunku „dwunożności” i już z definicji nie może być człowiekiem. Brak rozumu nie przeszkadza natomiast w uzyskaniu tego statusu.

Z życzliwością człowieka boleśnie doświadczonego ostrzegam przed wpisami pod zdjęciami istot w wieku becikowym, o ile nie kwalifikują się do jednej z wymienionych kategorii. Z drugiej strony zachęcam właścicieli stron na Facebooku do korzystania z narzędzi kasowania niepożądanych wpisów. Jest ono po to, aby nie upodobnić się do serwisów takich jak Onet. Miłuje on nade wszystko oglądalność i czytelnictwo, i dlatego nie moderuje dyskusji na forach i nie usuwa wpisów dokonywanych prosto ze szpitali chorób ciężkich z powikłaniami umiejscowionymi tam, gdzie lekarze domyślają się głowy.

I ty masz szansę zostać pisarzem!

Pisarzem trzeba się urodzić!

Czy widziałeś kiedyś nowonarodzone dziecię witane okrzykami: Urodzony pisarz! Prawdziwy Żeromski! Nie, to już bardziej Hemingway!

Pisarzem trzeba się obudzić!

Im wcześniej, tym lepiej! Generalnie ludzie preferują wynagrodzenie za życia. Wyjątek to wierzący w życie pozagrobowe tak głęboko, że wierzą nie tylko w przebudzenie, ale i nagrody pośmiertne. Trzeba mieć naprawdę głęboką wiarę w siebie! Samo przebudzenie nie wystarczy.

Aby pisać, trzeba mieć depresję!

Zycie stwarza ci coraz większe szanse zostania pisarzem. Oto przykłady:

Hans Christian Andersen, Albert Camus, Raymond Chandler, Agatha Christie, Joseph Conrad, Charles Dickens, Ernest Hemingway, Henry James, JK Rowling, Lew Tołstoj, Mark Twain, Zdzisław Beksiński.

Oto mniej udane przykłady czyli samobójcy z depresją: Virginia Woolf, Sylvia Plath, Ernest Hemingway, Arthur Koestler i Anne Sexton.

„Anne Sexton cierpiała przez większą część życia na depresję, pisanie poezji zostało jej zalecone przez psychiatrę w ramach terapii. W tym celu zapisała się na kurs tworzenia poezji, po ukończeniu którego szybko zaczęła odnosić sukcesy” (Wikipedia).

Dzień radości

Dziś, w czwartek 27 marca A.D. 2014, wspólnie obchodzimy święto prywatne, którego treść ujawnię na końcu.

Temat przewodni widzę oczyma duszy mojej („in my mind’s eyes” jak u Szekspira) w różnych postaciach geometrycznych: kwadratu, prostokąta, rombu lub koła. Ostatecznie decyduję się na prostokąt 50 x 40 +1. Figura ta  rosła wzdłuż i wszerz jak dobrze karmiony osesek, aby dzisiaj pokazać się w aureoli. Wiek figury: około 3 lat. Lat pracowitych, utkanych udanymi i mniej udanymi występami, refleksjami, krotochwilami, obserwacjami oraz obrazami postaci lubianych jak gruby portfel lub wrednych jak kret podgryzający korzonki szlachetnej rośliny.

Wprowadziłem trochę zamętu w opisie, aby z tym większymi fanfarami objawić radość. Liczba czytelników-subskrybentów zarejestrowanych na blogu www.MichaelTequila.com osiągnęła dzisiaj 2001!

Serdecznie dziękuję Wam, Drodzy Czytelnicy, za życzliwość okazywaną autorowi opóźnionemu w odkrywaniu miłości do pisania.

Od nastroju do Nobla

Dzień był mroczny, zimny, zmiennoustrojowy, jednym słowem – obskurny i nędzny. Prawdziwa zmora, która skacze ci na plecy i dusi nie czekając nawet nocy. Nastrój sklecony pośpiesznie przez zmorę był jeszcze gorszy. Katastrofa siedziała na plecach klęski, a ta na moim grzbiecie. Kiedy podły nastrój ujawnił swe czarne oblicze w wianuszku zimnych przekleństw, wrzasnąłem do niego: Nogi ci z …..powyrywam! Po literze „z”, która jest ostatnią literą alfabetu o symbolicznym znaczeniu końca, zawiesiłem głos. Dłuższy czas wisiał w powietrzu jak skała nad domem niewinnych staruszków.

Skąd mi je powyrywasz? – odkrzyknął nastrój z przekory albo z głupoty. Czytaj dalej

Miniopowiadanie: Perwersja i niewinność

Wśród nadzwyczajnych wydarzeń światowych Chiny i referendum w Warszawie schowały się do mysiej dziurki a na plan pierwszy wysunęło się zdarzenie, które zaskarbiło sobie ciepłe miejsce w sercu każdego wrażliwego obywatela i obywatelki. Wydarzeniem tym były słowa Wysokiego Urzędnika „Bliskości z Bogiem”, wszechświatowej organizacji, która organizuje przepływ myśli i uczuć między człowiekiem a Stwórcą.

Ów Wysoki Urzędnik, dla porządku nazwijmy go WU, oświadczył z wielkim żalem, że źródłem zła w świecie ducha i ciała są nieletnie dzieci. Była to wypowiedź równie śmiała, co odkrywcza.
Czy możesz, Wielki Mistrzu, uchylić rąbka tajemnicy dotyczącej dochodzenia, jakie przeprowadziłeś w tej materii? – zapytał jeden z pomniejszych urzędników, też służących Panu Bogu.

Dzisiejsza dziatwa, która kochaliśmy zawsze i nade wszystko, jest zepsuta jak zegarek rozdeptany przez słonia – WU zawahał się, czy objawić całą czeluść piekielną – przez co skłonna do pedofilii – dodał opuszczając oczy ze wstydu. Znam to z relacji braci oraz moich własnych obserwacji – oświadczył z powagą poprawiając swoje okulary krótkowidza, aby dodać braciom otuchy.

Przykładem może być ośmioletnie pacholę męskie żyjące w gorącym klimacie. Patrzy ono pożądliwie na niewinnego kapłana i kiedy tylko znajdą się sam na sam, zagląda mu pod suknię, wślizguje się pod nią i dotyka bezwstydnymi rękami a nawet całuje jego ciało.
Bracia zamarli z przerażenia.

Gorzej, każe się fotografować i jeszcze mocniej dotykać. Nago! – potrafi taki krzyknąć na swą ofiarę, kiedy ta broni się przed rozbieraniem.

I cóż ma począć niewinny brat w takim momencie? – padło niespokojne, pełne troski pytanie.

Brat jest niepewny i zdezorientowany, tym bardziej, że może mieć problemy zawodowe, rodzinne i kucharskie.

Jak to kucharskie? – oczy słuchających wyrażały niezrozumienie.

Brat nasz, żyjąc w ubóstwie – cierpliwie wyjaśniał Wysoki Urzędnik – sam sobie musi naprawiać sandały, sprzątać oraz gotować potrawy na maszynce spirytusowej. Nie ma co się dziwić, że przypali je od czasu do czasu, co dla każdego jest wstrząsem – WU uronił łzę, a może nawet kilka, wielkich jak najurodziwsze perły hodowlane z Broom, i z wyraźnym bólem kontynuował opowieść. Brat nasz nie potrafi dać małoletniemu pedofilowi odporu, gdyż ten go szantażuje.

Ascetyczne twarze zebranych wydłużały się chłonąc każde słowo. Otóż ten mały potwór – kontynuował WU – szepcze bratu do ucha łagodnym jak puch głosem, że jeśli rzeknie komuś choćby słówko o dotyku i pieszczotach, to Bóg mu tego nie wybaczy; co gorsza, dowie się o tym jego przełożony. Wstyd, strach i niepewność ogarniają niewinną ofiarę, która nie ma innego wyjścia jak ulec małoletniemu lubieżnikowi.

Czy są jeszcze, Wielebny Wysoki Urzędniku, inne fakty świadczące o zgniłej moralności i wyuzdaniu małolatów? – pytania zalewały WU kaskadą troski o losy kapłaństwa.

O tak, trafiłeś bracie w 10-kę jak w grze w bierki lub 21-kę jak w grze w pokera. Takie z pozoru niewinne małolaty w wieku 8 czy 12 lat, przekupują swoje ofiary oferując im pieniądze na cukierki, gumę do żucia i zabawki, kiedy sami wożą swoje wypasłe brzuchy pięknymi samochodami w cieniu palm lub sosen.

WU nie był w stanie obnażać dalej strasznej prawdy, gdyż się rozpłakał. Cały naród rzucił się do piór, długopisów i klawiatur komputerowych, aby okazać znak solidarności z zagubionymi i zdezorientowanymi sługami bożymi wykorzystywanymi przez perwersyjne dzieci.

O tempora, o mores!

Miniopowiadanie: Mroczna historia życia Jara Jarosławowicza

Jar Jarosławowicz już od dziecka pożądał władzy. Kiedy inne maleństwa umilały sobie czas zabawkami, on śmigał na rowerku po „Parku Marzeń” w poszukiwaniu metod panowania nad światem. Z ambitnego dziecka wyrósł wkrótce dzielny młodzieniec, który dzięki wytrwałym ćwiczeniom ze sztangą ukształtował swe ciało na wzór niezbyt wyrośniętego kulturysty.
Pochodzenie Jara jest znane tylko do pierwszego pokolenia wstecz. Rzeczone wstecznictwo zakorzeniło się w nim głęboko, nie przeszkadzało mu jednak w prowadzeniu szczęśliwego życia. Wcześniejsze pokolenia Jara Jarosławowicza, dziadków, pradziadków, prapradziadków i praprapradziadków, otaczają mroczne tajemnice, głównie Wieków Średnich, kiedy żyły jeszcze czarownice powołane do istnienia przez Inkwizycję w celu palenia ich na stosie. JJ, jak pieszczotliwie nazywali go koledzy i koleżanki pasjonujący się literaturą amerykańską, zapożyczył sobie z owych czasów głęboką wiarę w Boga, wydarzenia katastroficzne, czarownice i stos, który ogniem oczyszcza niewiernych z niewłaściwych poglądów.
Infidele żyją nie tylko w świecie muzułmańskim, u nas ich także nie brakuje – zwykł mawiać nasz JJ.
Jar Jarosławowicz rozmawiał niekiedy o tych sprawach z czarnym kotem, swoim jedynym przyjacielem, który z przybłędy stał się jego adoratorem i konfidentem.
Chyba jutro założę partię polityczną – zdecydował JJ pewnego dnia patrząc z uwielbieniem w żółte kocie oczy przyjaciela.
Dopiero jutro? – czarny jak smoła zwierzak przypominający mroki Średniowiecza spytał powściągliwe, aby nie denerwować Założyciela Nowej Partii. Jestem zwolennikiem natychmiastowego działania – podkreślił kot masując delikatne wąsiki prawą łapką. Lewą łapką stawiał kabałę w celu obliczenia szans JJ zdobycia niepodzielnej władzy.
Brak mi jeszcze dobrej nazwy dla mojej formacji politycznej – odparł Jar wertując podręcznik ekonomii politycznej w poszukiwaniu idei, jaka to mogłaby być za partia.
A program partii już masz? – dociekał kot wyprowadzając z równowagi rozmówcę swym nieprzemyślanym pytaniem. Przyznajmy, że beznadziejnym w treści, o ile nie w formie.Po jaką cholerę mi program polityczny?! – oburzył się zapytany wznosząc ręce ku niebu w geście wzywającym Opatrzność na świadka, że jego partia nie potrzebuje programu. Nam wystarcza idea przewodnia: „Tylko my znamy prawdę”.

Po przygotowaniu transparentów i logo partia była gotowa. JJ nazwał ją Partią Rycerzy. W dyskusji z kotem, który wspierał go czterema łapami w budowie dobrobytu dla społeczeństwa gnębionego przez rząd Satrapy, Jar wyjaśnił szeptem: Z racji naszych rycerskich przyłbic i hełmów, przylgnęła do nas nazwa: Zakute Łby. Ma ona niewątpliwie swój urok i głębię, ale ja wolę oficjalną nazwę „Partia Rycerzy”.
Co o tym sądzisz? – zwrócił się Jar do czarnego futerka, lecz nie otrzymał odpowiedzi, gdyż zagłębiło się ono w marzenia senne o myszach, które w imieniu Partii Rycerzy uchronią naród przed myśleniem o dobrobycie i przyszłości.

Opowiadanie: Spektakl. Odcinek 14

Następnego ranka, a była to sobota, dzień wolności dla jednych i znoju dla innych, Jakub Kowalski spotkał się Piotrem, swoim niezastąpionym sekretarzem, pomocnikiem i towarzyszem. Potrzebował podzielić się wrażeniami z ostatnich wydarzeń. Myślał o tym, aby wycofać się z aktywnego życia. Przynajmniej na jakiś czas.
Powiedz mi, kochany Jakubie, o czym tak intensywnie myślisz? – Piotr patrzył na zamyśloną twarz mistrza.
O wczorajszym dniu i wywiadzie dla telewizji. Chciałem powiedzieć więcej, ale nie zdążyłem. Chyba pamięć mnie zawodzi. Niektóre sprawy umknęły mojej uwadze.
Opowiedz mi o nich. Wiesz, że lubię cię słuchać.
Jak sobie życzysz. Postąpię jak nauczyciel i je wyliczę. To belferski nawyk, logiczny, choć męczący, jeśli wylicza się zbyt często.
Po pierwsze, zdecydowałem się zmienić moje postępowanie. Będę przybierać postać ludzką nie tyle po to, aby objawić się innym ludziom, ale po to, aby lepiej zrozumieć ich punkt widzenia. Bóg stał się zbyt odległy i niepojęty dla wielu osób. Może dlatego wybierają własną drogą odchodząc od kościoła i przypisując sobie mądrość, której w istocie nie posiadają.
Religii i kościołów jest wiele. Który z nich powinni wybrać? – Piotra od dawna nurtowało pytanie, jak wiara jest najbliższa Bogu.
Pierwszym wyborem jest zazwyczaj wiara rodziców lub opiekunów. Po osiągnięciu dorosłości, człowiek decyduje sam, najczęściej pozostaje w kościele, do którego zawsze należał. Ale to się też zmienia, jak zmieniają się warunki życia. Czasem ludzie emigrują, łączą się w związki małżeńskie z osobą innej wiary, przestaje im odpowiadać ceremoniał kościelny lub sposób nauczania. Zmiana wiary jest możliwa, jeśli wynika z potrzeby serca a nie jest podyktowane wygodą, korzyściami materialnymi, naciskiem innych osób czy konwencją społeczną gdzie „wypada” coś zrobić. Tak, tak, Piotrze. Tu mogą wystąpić prawdziwe dylematy – westchnął Jan Kowalski. To są problemy na wskroś ludzkie. Ja mam swoje problemy.
Jakie ty, drogi Jakubie, możesz mieć problemy? Ty możesz mieć wszystko.
Mój problem polega na tym, że aby rozumieć człowieka współczesnego, nieokiełznanego w swoich dążeniach i rozwoju, muszę nauczyć się patrzeć na świat bardziej filozoficznie, bezstronnie. Tak jak obiektywny, bezinteresowny naukowiec, który obserwuje rzeczywistość, ale nie stara się jej zmienić.  Musze oduczyć się kontrolować wszystko.
Drogi Jakubie, szokujesz mnie swoimi nowymi poglądami. Chcesz chyba wywrócić świat do góry nogami? – Piotr był w najwyższym stopniu zaskoczony wypowiedziami mistrza i przyjaciela, nie otrzymał jednak odpowiedzi na swoje pytanie.
Po trzecie, dam ludziom nieograniczone prawo do eksperymentowania i popełniania błędów. Nie będę interweniować nawet, gdyby mieli zrobić coś nieodpowiedzialnego, coś bardzo złego. Mają możliwość wyboru, niech sobie radzą jak potrafią najlepiej. „I tak rzadko mnie słuchacie!”. To powiem im na zakończenie – Jakub niezrażony reakcją Piotra kontynuował swoją relację. Kiedy skończył, zamilkł i popadł w zamyślenie.
Kochany Jakubie – odparł Piotr, wierny i zawsze wdzięczny słuchacz. Znam ciebie tak długo, ale nigdy nie zrozumiałem cię do końca. Zawsze mnie czymś zaskoczysz. Jesteś nieodgadniony. Jesteś i pozostaniesz zagadką. Nie wiem, dlaczego podejmujesz takie decyzje.

 

Opowiadanie Spektakl Odcinek 8

Jakub Kowalski poczuł się zmęczony. Może bardziej niż zmęczony, czuł się znużony życiem pełnym ruchu, obowiązków i odpowiedzialności.
Wiesz, Piotrze, chętnie podzieliłbym się odpowiedzialnością z kimś innym, ale nie znam nikogo, kto mógłby przejąć choćby jej część i potrafił wypełniać moje obowiązki. Wszystko sam wymyśliłem i teraz ponoszę tego konsekwencje. Jestem jak ten rzeźbiarz, który kupił ogromną górę i wykuł w niej wizerunki amerykańskich prezydentów. Teraz musi oprowadzać turystów, pobierać opłaty, opowiadać historię tworzenia rzeźb, pilnować ich przed zniszczeniem, usuwać grafitti i tak dalej. Niekończąca się praca. Ponadto musi słuchać nie tylko wyrazów uwielbienia dla swego talentu i osiągnięć, ale i krytyki. Ludzie potrafią wyrażać niezadowolenie, że muszą iść pod górę dziesiątki stopni, nawet wtedy, gdy mają udogodnienia w postaci elektrycznych wind. Niektórym nie podobają się same rzeźby. Jak widzisz, Piotrze, mam powody, aby czuć się zmęczony. Chyba muszę coś zmienić w moim życiu.
Piotr od dawna był prawą ręką Jakuba, którego ogromnie szanował, wręcz uwielbiał. Nazywał go Drogim Jakubem, Kochanym Jakubem, a czasem nawet Wielkim Jakubem, tak ogromny był jego podziw dla autora dzieł pełnych artyzmu i złożoności, które stworzył na przestrzeni swego wyjątkowo długiego życia. Cóż takiego trapi cię dzisiaj, Kochany Jakubie? Nie wydajesz się być w dobrym nastroju, choć dzień jest taki piękny – zamilkł, aby pozwolić mówić temu, kto był ważniejszy i mądrzejszy.
Niepokoi mnie narastający rozdźwięk między moimi możliwościami a oczekiwaniami tych, którymi się opiekuję i którym pomagam. Dawniej polegali na mnie całkowicie i akceptowali prawie wszystko, co dla nich robiłem. Bali się mnie i szanowali. Teraz tworzą coraz więcej sami, uniezależniają się ode mnie. Co więcej, niektórzy zaczynają mnie ignorować, uważają, że są mądrzejsi. Nie mam ich tego za złe, to bardzo ludzka cecha, tak samo jak niewdzięczność za wyświadczone dobro. Oczywiście uogólniam, nie wszyscy są tacy. Jest wielu wspaniałych ludzi.
Przepraszam cię, Drogi Jakubie, ale nie za bardzo rozumiem, o czym mówisz – Piotr był inteligentnym człowiekiem, jednakże nie zawsze nadążał za myślami szefa. Niekiedy jego wypowiedzi wydawały mu się wręcz abstrakcyjne.
Chodzi o nowoczesną technologię, inżynierię genetyczną, ogólny postęp nauki i wiedzy, za którym wielu nie nadąża. Czy to wszystko może służyć człowiekowi z pożytkiem? Jakub zamyślił się głęboko. Nie wiem – odpowiedział sam sobie po chwili rozkładając ręce. W istocie rzeczy pragnął tylko podzielić się troskami i niepokojami z Piotrem. Miał do niego ogromne zaufanie z racji jego wiary, dobroci i poświęcenia dla ludzi.
Ludzie zaczynają manipulować dobrami, które im powierzyłem. Tworzyłem je przez wieki i tysiąclecia, zostały dopracowane w najmniejszych szczegółach. A teraz oni usiłują – i to obawiam się skutecznie – powielać moje metody produkcji. Nie mają jednak cierpliwości, aby każdy nowy twór, nowe osiągnięcie testować tak długo, jak ja, aby uzyskać pewność, że jest idealny. To, co oni tworzą, obraca się często przeciwko nim.
Na przykład co? – Piotr bezwiednie przerwał Jakubowi, choć słuchał go jak zwykle z uwagą i szacunkiem. Mimo zaawansowanych lat zachowywał się wobec Jakuba jak student wobec uwielbianego mistrza, któremu nikt nie jest w stanie dorównać.
Na przykład elektryczność, samochód, telewizja, bomba atomowa, telefon komórkowy, narkotyki, chemiczne środki ochrony roślin. Wszystko, co zazwyczaj daje ludziom korzyści, ale równocześnie czemuś zagraża, coś niszczy, unicestwia: czyste środowisko naturalne, zdrowie a nawet życie, spokój ducha, poczucie więzi, miłość bliźniego, faunę. Taki telefon komórkowy. Znakomity wynalazek. Ale czy wiesz, jak niektórzy ludzie rozmawiają przez telefon komórkowy: plotą godzinami, co im ślina na język przyniesie, bez żadnego lub ze znikomym pożytkiem. Nie czyni to ich mądrzejszymi, lepszymi czy zdrowszymi. To mnie martwi – podsumował Jakub.
I co zamierzasz w tych sprawach zrobić, Kochany Jakubie? – Piotr starał się delikatnie doprowadzić dyskusję do końca, ponieważ miał jeszcze obowiązki do spełnienia.
Mam kilka pomysłów. Testuję je po kolei. Przede wszystkim wcielam się w ludzką postać i idę między ludzi. Rozmawiam z nimi, uczę się lepiej ich rozumieć, ich czasy i warunki. To daje mi szansę ogarnięcia wszystkiego i minimalizacji zła, które jawi się często niewinnie i niepostrzeżenie. Dobro napotyka nieprzerwany opór. Jak powiedział pewien ojciec trojga dzieci o swoim synu: On jest odporny na wiedzę! Czy to nie pięknie powiedziane? – Jakub zachwycił się skojarzeniem nabywania wiedzy z odpornością.
Gdzie ty ich uczysz, Drogi Jakubie? Sam kiedyś nauczałem trochę, ale były to czasy prostoty – Piotr przypomniał sobie otwarte place i przestrzenie oraz tłumy, przed którymi występował jako mówca i nauczyciel. Dzisiaj to chyba nie wchodzi w rachubę – wyraził wątpliwość.
Nie, raczej nie. Tylko muzycy, piosenkarze, sportowcy i politycy są w stanie przyciągnąć wielotysięczne tłumy. Przeważnie jest to tania rozrywka, niewymagająca wiele myślenia. Zwłaszcza mecze, gdzie kopie się piłkę lub … przeciwnika – odpowiedział Jakub. Ja stosuję inne metody. Chętnie rozmawiam z ludźmi nawet w pubie.
W pubie? – twarz Piotra wyrażała zaskoczenie. Kiedyś to było nie do pomyślenia – dodał w myśli.
A tak, Piotrze. Jesteś zaskoczony, ponieważ za twoich czasów było to nie do pomyślenia – Jakub czytał myśli Piotra, którego ta nadzwyczajna zdolność mistrza zawsze wprowadzała w zdumienie i niepokój.
Wiem, że wielu ludziom nie spodobałyby się moje metody. Ale tradycyjne metody są coraz mniej skuteczne. Ludzie gonią czas i inaczej słuchają. Na kazaniach w kościele słyszą o grzechu, pijaństwie i okrucieństwie wobec bliźnich. Ale czy biorą to sobie do serca? Ilu to mężczyzn znęcających się nad żonami lub dziećmi zmieniło się pod wpływem kazania? Przekaz musi zawierać coś głębszego, zaangażować słuchacza, poruszyć jego wrażliwość. W pubie – kontynuował Jakub – ludzie koncentrują się tylko na dwóch rzeczach: zawartości kieliszka lub kufla i rozmowie. Łatwiej jest przekonywać. Ludzie mają czas i słuchają.
Nie pytają ciebie kim jesteś? – rozmowa tak dalece wciągnęła Piotra, że zapomniał o swoich obowiązkach.
Czasami. Wtedy odpowiadam, że jestem człowiekiem wielu zawodów, a także kaznodzieją. Nie przeszkadza im to. Wiedzą, że każdy ma jakiś talent i musi zarabiać. Tylko jednemu redaktorowi przyznałem się ostatnio, że jestem Bogiem. Musiałbyś widzieć jego minę. Był totalnie zdezorientowany. Nie wiedział, co z sobą zrobić.
Czy nikt, Kochany Jakubie, nie powiedział ci czegoś złośliwego na temat głoszenia nauk w pubie? – Piotr nie był zachwycony metodą mistrza.
Bardzo rzadko. Kiedyś powiedziałem, że Bóg zamyka jedne drzwi, ale otwiera inne. Daje ludziom szansę na coś nowego. Wtedy ktoś skomentował: Czasem są to drzwi do tego samego domu, czasem do piwniczki z dużą ilością alkoholu, a czasem do celi więziennej lub pomieszczenia z mocnym hakiem i sznurem u sufitu.
Jak możesz się domyślić, wszyscy wybuchnęli śmiechem. Też się zaśmiałem, bo to był żart. Była w nim prawda, ale niekompletna. To był ostry żart dobrego obserwatora, poczyniony na pograniczu śmiechu i rozpaczy. Jesteś bystrym i inteligentnym człowiekiem – powiedziałem wtedy autorowi żartu. Musiałem żart skomentować, aby zrozumiano jego pełny sens. Zamykając jedne drzwi, Bóg otwiera inne, ale do człowieka należy wybór, z których skorzysta. Po to Bóg dał mu rozum i serce, aby dokonywał mądrych wyborów. Ponosi ryzyko, ale i osiąga korzyści. Opatrzność czasami, ale bardzo rzadko, dokonuje wyboru za ciebie. W sytuacji, kiedy sam doprowadzasz się do haka u sufitu, sznur potrafi się urwać. Wtedy w bolesnym zderzeniu z podłogą, otrzymujesz lekcję od Opatrzności, szansę głębokiej refleksji i zmian w życiu.

Dyskusja o blogowaniu na Forum Pisarskim. Część 1.

Od czasu do czasu udzielam się na forum Platformy Pisarskiej. Postanowiłem wykorzystać te wpisy jak i wypowiedzi innych osób w charakterze przerywników pisarskich na blogu. Kilka dni temu dowiedziałem się, że jedna z niezwykle popularnych dzisiaj pozycji beletrystycznych była najpierw opublikowana przez autorkę w odcinkach na blogu, a dopiero później została wydana w formie książkowej. To mnie umocniło w przekonaniu, że temat jest znaczący.

Być może stanie się to jedną z ciekawszych form wydawniczych: pisanie utworów literackich i publikowanie ich na blogu. Czytelnicy mają przyjemność, autor ma satysfakcję, nikt nie ma pieniędzy. Może to i jest coś nowatorskiego? Czyżby nowy, dyskretny styl walki z rozbuchanym konsumpcjonizmem?

Wpis z 13.01.2013 Michael Tequila

Wracam na forum omalże jako syn marnotrawny, który opuścił gościnny dom i wałęsał się po świecie dorabiając się jedynie pytań i wątpliwości. Liczę na to, że rozumni i skłonni do wybaczania zechcą oświetlić mnie swoimi przemyśleniami.

Prowadzę blog autorski. Jest on dla mnie ważny. Obciąża on jednak bardzo moją kulejącą (bo raczej powolną) aktywność pisarską. Pisząc blog, poświęcam mniej czasu „właściwemu” pisaniu. Zbiór opowiadań, który rozpaczliwie usiłuję zakończyć, piszę już ponad rok. I tak to szarpię się między blogiem, który ma służyć promocji mojego pisarstwa a uprawianiem właściwie rozumianego pisarstwa (opowiadania, nowele, powieści).

Tu nasuwa się pytanie: Jakie znaczenie ma blog autorski dla twórczości pisarskiej? Czy prowadzenie blogu nie jest przypadkiem przeszkodą w rozwoju tej twórczości? Czy rosnąca popularność blogu ma sens, jeśli się nie publikuje się książek? Jak pogodzić pisanie blogów z pisaniem utworów literackich?

Szukając odpowiedzi eksperymentuję. Ostatnio rozpocząłem pisanie na blogu opowiadania w odcinkach. Chciałbym je później opublikować razem z innymi opowiadaniami w postaci ebooka. Jak taki blog jest oceniany? Czy ktoś ma jakieś doświadczenia w materii blogowania i pisarstwa na poważnie? Pozdrawiam z ciepłej Adelajdy.

Wpis 2 z 14-01-2013 Eksztyn D.

Ja też planowałem zagarnąć trochę miejsca w sieci dla siebie, ale z opcji blog zrezygnowałem, bo ma nieszczęśliwą zobowiązującą formę. Wiadomo o co chodzi, układ chronologiczny. Może lepsza byłaby strona www, którą można wzbogacać i przekonstruowywać.

Takie spostrzeżenie z punktu widzenia twórcy: blog posuwa się dalej, co wpływa na faworyzowanie nowości względem przecież równie istotnych starości, a stronę się rozszerza, wszystko jest w niej jakby na jednej płaszczyźnie/poziomie. Niby nic, ale moim zdaniem przez to blog wpisuje się swoją formą w nowinkarski, ciekawostkowy nurt, z którym twórczość poważniejsza nie powinna chyba chcieć się znać

Wpis 3 z 14-01-2013 Michael Tequila

Nieco inaczej widzę blog i jego możliwości. Mój blog podzieliłem na przykład na cztery części tematyczne. Jeśli „poważniejsze” tematy chciałbym wyróżnić, to mogę je oznaczyć jako takie. Z drugiej strony to, co autor bloga uważa za wartościowszy lub poważniejszy temat, niekoniecznie jest tak widziane przez czytelnika.

Układ chronologiczny ma swoją logikę, która dominuje chyba nad wszystkimi innymi. Mianowicie taką, że najnowsze wiadomości są najbardziej poszukiwane, gdyż zawierają wypowiedzi autora i komentarze czytelników na to, co jest najbardziej aktualne. Chronologia zmusza jednak blogera do regularnego poświęcania czasu na blogowanie, ponieważ nikt nie czyta blogów, które pojawiają się raz od wielkiego dzwonu, nieregularnie. Taki blog jest jak gazeta, która zawiera te same treści na początku, w środku i na końcu miesiąca.

Dla mnie największym wyzwaniem jest przedstawianie tematów na blogu, które są ważne dla czytelnika oraz zachowanie równowagi między czasem poświęcanym na pisanie blogu a czasem poświęcanym pisarstwu „właściwemu”.

Chętnie zobaczyłbym tutaj komentarze, jak widziany jest mój blog w sensie jakości oraz znaczenia jego treści dla czytelnika.

Prywatne lekcje pisania opowiadań. Część 2.

Druga wersja opowiadania „Izabella i Królowa” zachowała te same postacie, zmieniony został natomiast charakter ich interakcji. Usunąłem elementy parodystyczne, wyśmiewające słabości monarchini, te, w których na przykład żartuje ona na temat swojej i nie tylko swojej rodziny. I ta wersja nie okazała dostatecznie dobra, ponieważ opowiadanie straciło pierwotny charakter nie nabywając nowego, lepszego. Powstała nowa jakość, ale tak problematyczna, że zrezygnowałem i z tej wersji opowiadania.

Trzecia wersja, która dopiero teraz dojrzewa, budzi we mnie raczej pozytywne odczucia. To dobry znak. Mam poczucie, że zmierzam we właściwym kierunku. Zmieniłem tytuł na „Izabella i Księżna” oraz charakter postaci księżnej, która w poprzednich wersjach była królową. Powstaje historia przypadkowego spotkania dwóch kobiet, które łączy ze sobą jedno pewne pragnienie, z którego nie zdają sobie sprawy (przynajmniej na początku).

Przed stworzeniem trzeciej wersji przygotowałem opisy dwóch głównych postaci, ich pełną charakterystykę. Jest to podejście zalecane przez pisarzy, którzy mają „wypracowane” metody pracy, sukcesy publicystyczne i nieraz prowadzą zajęcia z zakresu twórczości pisarskiej. Przygotowanie opisów głównych postaci oznacza dla autora dodatkową pracę, ale tez daje niemałe efekty. W trakcie pisania opowiadania jestem w stanie dużo lepiej wczuć się w opisywaną postać; rozumieć jej charakter, przeszłość, słabości, ambicje, sposób zachowania, wygląd itp. Dialogi i akcje z udziałem takich postaci stają się bogatsze, prawdziwsze, bardziej przekonywujące. Postacie, które sobie wcześniej stworzyłem, zbliżyły mnie do rzeczywistości opowiadania. Czuję się tak, jakbym pisał o osobach, które dobrze znam. Mam nadzieję, że czytelnicy dostrzegą i docenią walory opowiadania, wyrosłego na błędach, uczeniu się, wytrwałości i solidnej pracy autora.

O biografiach, pisarkach i polityce. Część 1.

Nigdy nie lubiłem biografii. Może dokładniej, nie interesowały mnie one. Nie była to chyba zbyt mądra postawa. Być może każdy musi dojrzeć do zrozumienia, co jest naprawdę ciekawe i pasjonujące w literaturze.

Dwie sprawy są święte dla pisarza: pisanie i czytanie. Wytrwałe, uparte i aktywne pisanie o tym, co nurtuje pisarza i co sobie zamierzył napisać . A równocześnie czytanie innych, najlepiej wybitnych, najlepszych pisarzy, którzy stworzyli najpiękniejsze dzieła literackie.

Kończę właśnie czytanie zbioru wywiadów z 16 pisarkami australijskimi starszego pokolenia, urodzonymi przed Drugą Wojną Światową (My writing life. Interviews with Australian women writers. Autorka: Giulia Giuffre. Sydney, Allen and Unwin, 1990). Ich twórczość literacka przypadała na lat przedwojenne, okres wojny oraz lata powojenne mniej więcej do lat 1985-1986, kiedy to Giulia Giuffre przeprowadzała z nimi wywiady.

Każdy z wywiadów to historia twórczości i życia pisarki. Każda z historii zachwyciła mnie, a przynajmniej ujęła szczegółami takimi jak ich pochodzenie i tradycje, co czytały, ich ulubieni pisarze, skąd brały pomysły bohaterów swoich książek, jaka była ich przynależności ideologiczna i partyjna, poczucie izolacji pisarza, ich wiara w Boga, agnostycyzm lub ateizm, ich stosunek do życia i śmierci. Wywiady stanowią ciekawą i bogatą kopalnię wiadomości o sztuce i rzemiośle pisania oraz o Australii dwudziestego wieku.

Najbardziej zaskoczyło mnie u pisarek australijskich ich zaangażowanie ideologiczne i polityczne. I to jakie! Niejedna z nich w młodości i latach średnich, o ile nie większość, wykazywała orientację lewicową, socjalistyczną a nawet komunistyczną. Przykładem mogą być Katherine Susannah Prichard, Jean Devanny, Majorie Barnard, Eleanor Dark. Pamiętajmy jednak, że chodzi tu o lata przedwojenne i wczesne powojenne. To były czasy aktywności Partii Komunistycznej Australii, której zwolennicy żyli ideologią komunistyczną i oczekiwali z niecierpliwością na biuletyny informacyjne o tym, co dzieje się w Związku Radzieckim.

PS. Komunistyczna Partia Australii została założona w 1920 roku i rozwiązana w 1991 roku. Jej następczynią była Socjalistyczna Partia Australii, która później zmieniła nazwę na Komunistyczną Partię Australii. Dzisja nie odgrywa ona żadnej znaczącej roli.

Jak pisać? Mieć coś ważnego do powiedzenia

Od kilku tygodni czytam z uwagą i autentycznym zainteresowaniem książkę autorstwa Giulii Giuffre, dziennikarki, zatytułowaną „A Writing Life”, który to tytuł (znając treść książki) przetłumaczyłbym na polski język jako „Życie pisarki”. Jest to zbiór wywiadów z 16 pisarkami australijskimi starszego pokolenia (książka została wydana w 1990 roku). Jedna z pisarek, Helen Heney, co jest nader ciekawe, spędziła w Polsce pięć lat i to w latach 1950-ych, co mnie jeszcze bardziej zaintrygowało. Helen Heney mówi o osobie: Po prostu zakochałam się w tym kraju (I simply lost my heart to the place). Moja pierwsza powieść jest osadzona w Polsce (The Proud Lady, 1951).

Wydaje się, że w wywiadach przewijają się wszystkie tematy, jakie mogą interesować pisarza (Posługuję się rodzajem męskim opisu zawodu, aczkolwiek mam na myśli jak najbardziej także kobiety-pisarki. Każdy język ma swoje słabości i niedostatki. W języku polskim brak jest terminu, który obejmowałby zarówno mężczyzn jak i kobiety uprawiające zawód pisarski).

Wywiady dostarczają niezwykłej, „z pierwszej ręki” wiedzy zawierającej zalecenia jak pisać. Z własnego doświadczenia wiem, jak znaczące mogą to być zalecenia.

„Miej coś ważnego do powiedzenia”. Szczerze podzielam tę opinię-imperatyw. Nie sposób jest napisać dobrą powieść, jeśli nie mam czegoś ważnego do przedstawienia. W powieści chcę coś zakomunikować, wyrazić coś, co ma szczególne znaczenie: przeżycie, ostrzeżenie, opinię o czymś lub o kimś ważnym. Może to być konflikt, walka, miłość lub niezdolność do kochania, okropna porażka lub wielkie zwycięstwo, odkrycie, cierpienie lub szczególne przeżycie, tęsknota, cokolwiek, co czytelnik zrozumie i doceni.

„Ważność” tego, co chcemy wyrazić, inspiruje wyobraźnię i wyzwala myśli i sformułowania, których inaczej nie sposób wydobyć. Tak widzę w szczególności twórczość poetycką i towarzyszące jej dwa krańcowe nastroje: wzniosłości, uniesienia, ogromnej radości oraz przygnębienia, smutku i rozpaczy. Poruszanie się między dwoma ekstremami uczuć pozwala dogłębniej widzieć dwie strony rzeczywistości, wzbogaca i stymuluje zdolność pisania.

Aby dobrze pisać, musisz naprawdę pragnąć wyrazić coś doniosłego, niebanalnego.