Miniopowiadanie: Mroczna historia życia Jara Jarosławowicza

Jar Jarosławowicz już od dziecka pożądał władzy. Kiedy inne maleństwa umilały sobie czas zabawkami, on śmigał na rowerku po „Parku Marzeń” w poszukiwaniu metod panowania nad światem. Z ambitnego dziecka wyrósł wkrótce dzielny młodzieniec, który dzięki wytrwałym ćwiczeniom ze sztangą ukształtował swe ciało na wzór niezbyt wyrośniętego kulturysty.
Pochodzenie Jara jest znane tylko do pierwszego pokolenia wstecz. Rzeczone wstecznictwo zakorzeniło się w nim głęboko, nie przeszkadzało mu jednak w prowadzeniu szczęśliwego życia. Wcześniejsze pokolenia Jara Jarosławowicza, dziadków, pradziadków, prapradziadków i praprapradziadków, otaczają mroczne tajemnice, głównie Wieków Średnich, kiedy żyły jeszcze czarownice powołane do istnienia przez Inkwizycję w celu palenia ich na stosie. JJ, jak pieszczotliwie nazywali go koledzy i koleżanki pasjonujący się literaturą amerykańską, zapożyczył sobie z owych czasów głęboką wiarę w Boga, wydarzenia katastroficzne, czarownice i stos, który ogniem oczyszcza niewiernych z niewłaściwych poglądów.
Infidele żyją nie tylko w świecie muzułmańskim, u nas ich także nie brakuje – zwykł mawiać nasz JJ.
Jar Jarosławowicz rozmawiał niekiedy o tych sprawach z czarnym kotem, swoim jedynym przyjacielem, który z przybłędy stał się jego adoratorem i konfidentem.
Chyba jutro założę partię polityczną – zdecydował JJ pewnego dnia patrząc z uwielbieniem w żółte kocie oczy przyjaciela.
Dopiero jutro? – czarny jak smoła zwierzak przypominający mroki Średniowiecza spytał powściągliwe, aby nie denerwować Założyciela Nowej Partii. Jestem zwolennikiem natychmiastowego działania – podkreślił kot masując delikatne wąsiki prawą łapką. Lewą łapką stawiał kabałę w celu obliczenia szans JJ zdobycia niepodzielnej władzy.
Brak mi jeszcze dobrej nazwy dla mojej formacji politycznej – odparł Jar wertując podręcznik ekonomii politycznej w poszukiwaniu idei, jaka to mogłaby być za partia.
A program partii już masz? – dociekał kot wyprowadzając z równowagi rozmówcę swym nieprzemyślanym pytaniem. Przyznajmy, że beznadziejnym w treści, o ile nie w formie.Po jaką cholerę mi program polityczny?! – oburzył się zapytany wznosząc ręce ku niebu w geście wzywającym Opatrzność na świadka, że jego partia nie potrzebuje programu. Nam wystarcza idea przewodnia: „Tylko my znamy prawdę”.

Po przygotowaniu transparentów i logo partia była gotowa. JJ nazwał ją Partią Rycerzy. W dyskusji z kotem, który wspierał go czterema łapami w budowie dobrobytu dla społeczeństwa gnębionego przez rząd Satrapy, Jar wyjaśnił szeptem: Z racji naszych rycerskich przyłbic i hełmów, przylgnęła do nas nazwa: Zakute Łby. Ma ona niewątpliwie swój urok i głębię, ale ja wolę oficjalną nazwę „Partia Rycerzy”.
Co o tym sądzisz? – zwrócił się Jar do czarnego futerka, lecz nie otrzymał odpowiedzi, gdyż zagłębiło się ono w marzenia senne o myszach, które w imieniu Partii Rycerzy uchronią naród przed myśleniem o dobrobycie i przyszłości.

Przekaż dalej
0udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *