Informacja o zmianie miejsca blogowania. Ważne!

Pragnę poinformować Wszystkich Czytelników, że zmieniam miejsce blogowania. Odkryłem w sobie ducha dziennikarstwa społecznego i udzielam się teraz na portalu www.wiadomosci24.pl pod tym samym imieniem „Michael Tequila”.

Poniżej przedstawiam link do ostatniego (dzisiejszego) artykułu.

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/o_pragnieniu_zmiany_jako_sile_motorycznej_wyborow_prezydenckich_331303.html

Jeśli zechcecie Państwo mnie czytać i komentować, na co bardzo liczę, proszę zaglądać na www.wiadomosci24.pl wpisując w wyszukiwarce portalu (u góry po prawej stronie) „Michael Tequila”.

Pozdrawiam serdecznie,

Michael Tequila

 

PS. Zachęcam również do przeczytania mojej powieści, która przedstawia literacką, bardziej dramatyczną opcję wydarzeń zbliżonych do wyborów prezydenckich 2015. Powieść jest dostępna w księgarniach w wersji drukowanej i elektronicznej (ebooka).

Poniżej zamieszczam linki do dwóch najnowszych recenzji:

http://www.kolegaliterat.pl/michael-tequilla-sedzia-od-swietego-jerzego/

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/recenzja_sedziego_od_swietego_jerzego_michaela_tequili_329971.html

O pięcioletnim szczęściu narodu

Naród podzielił się na dwie części jak nierówne połowy jabłka. Jedni głosowali na Andrzeja Dudę, drudzy na Bronisława Komorowskiego. Jeśli wierzyć wypowiedziom internautów, to obydwaj kłamali jak najęci i byli agresywni. Logicznie wynikałoby z tego, że ktokolwiek nie wygrał to kłamca i osoba gwałtowna.

Wygrał lepszy zgodnie z teorią Darwina. Współcześnie znaczy to głośniejszy i młodszy. To mnie uspokoiło, bo też wierzę w młodość, aczkolwiek głosowałem na starość. Ale to był błąd, który muszę jeszcze sobie wybaczyć.

Serdecznie gratuluję osobom z najbliższej rodziny, bliskim memu skołatanemu z wrażeń sercu. Postawili na lepszego konia, który tylko na początku był czarny. Teraz nobilitowany szlachectwem tytułu prezydenckiego jest biały. Akceptuję go w pełni jako głowę państwa i podobnie jak oni oczekuję zmian na lepsze, o jakich mówił obficie i szczerze obiecał. Ponieważ jest on osobą mającą szacunek dla stanowiska głowy państwa, wobec tego życzę mu, aby i o nim mówiono – kiedy już będzie odchodził – równie miłe słowa, jakie sam kierował pod adresem ustępującej głowy państwa.

Proszę o informowanie mnie o każdej zmianie na lepsze, abym nic nie przeoczył. Już cieszę się, że przyniosą one mnóstwo satysfakcji zwłaszcza tym osobom, które z największym przekonaniem popierały nowowybranego prezydenta.  

Podobnie jak Paweł Kukiz jestem tak bardzo pod wrażeniem głównej wygranej w totolotku prezydenckim, że również udaję się na kilkudniowy wypoczynek. Pan Kukiz będzie nabierać sił, aby stać się siłą polityczną w najbliższych wyborach parlamentarnych. Czekam na to z utęsknieniem, ale nie martwię się, bo znowu mogę się mylić. W myleniu się jestem ostatnio dobry.

W proroczej części moich snów widzę ambitny naród polski na szerokiej drodze zmian ku lepszemu. Serdecznie gratuluję wszystkim, którzy zostaną uszczęśliwieni. 

Mam prawo czuć się skołowany

Generalnie wyłączyłem się z dyskusji na temat wyborów, zmęczyli mnie obydwaj kandydaci. Dzięki ich zmęczeniu kraj jednak posunął się do przodu. Kilka tygodni kampanii + kandydat Kukiz ujawnili poziom rozgoryczenia dużej części społeczeństwa, zwłaszcza ludzi młodych. To nie było takie widoczne wcześniej.

Głosować oczywiście będę na mojego kandydata Komorowskiego. Uważam, że otrzymał dobrą nauczkę, on i PO, aby żywiej myśleć i działać w nowej kadencji. Ludzie czasem potrzebują kopniaka od życia, aby zrozumieć, co się dzieje. Jeśli wygra, nie będzie mieć już więcej kadencji. W takich sytuacjach prezydenci stają się bardziej niezależni od swojej bazy politycznej. To też może mu pomóc.

Rozmawiałem o tym wszystkim z Iwanem Iwanowiczem, kiedy spłynęła na nas niby błogosławieństwo ojca Rydzyka lista osób, którzy także głosują na kandydata B. Komorowskiego.

Politycy: Aleksander Kwaśniewski, Lech Wałęsa, Cimoszewicz Włodzimierz i 5 byłych ministrów spraw zagranicznych:  http://wiadomosci.onet.pl/kraj/list-otwarty-bylych-szefow-msz-ws-polityki-zagranicznej-kraju/8wmgqd  

Aktorzy, reżyserzy, ludzie estrady: Bajon Filip, Bałtroczyk Piotr, Barciś Artur, Boczarska Magdalena, Chyra Andrzej, Czartoryska-Niemczycka Anna, Fedorowicz Jacek, Figura Katarzyna, Frycz Olga, Gajos Janusz, Grabowski Andrzej, Hoffman Jerzy, Holland Agnieszka, Jackowska Kora, Janda Krystyna, Karolak Tomasz, Kayah, Kowalewski Krzysztof, Krall Hanna, Lis Tomasz, Łukaszewicz Olgierd, Materna Krzysztof, Mleczko Andrzej, Młynarski Wojciech, Nehrebecka Anna, Olbrychski Daniel, Opania Marian, Penderecki Krzysztof, Pszoniak Wojciech, Seweryn Andrzej, Skolimowski Jerzy, Szaflarska Danuta, Turnau Grzegorz, Tym Stanisław, Wajda Andrzej, Wojewódzki Kuba, Zachwatowicz Krystyna, Zamachowski Zbigniew.

Sportowcy: Fortuna Wojciech, Gortat Marcin, Hołowczyc Krzysztof, Jędrzejczak Otylia, Korzeniowski Robert, Kuśnierewicz Mateusz, Michalczewski Dariusz, Saleta Przemysław, Sonik Rafał, Szewińska Irena, Szurkowski Ryszard, Wszoła Jacek, Zasada Sobiesław. 

Popatrzyliśmy sobie w oczy i zapytaliśmy się: Oni także się mylą?

Potem spłynęła na nas druga lista, tym razem poparcia znanych postaci dla kandydata Dudy/PiS: Pietrzak Jan, Rewiński Janusz „Siara”, Zelnik Jerzy. Nie wiem, ilu sportowców wybitnych sportowców popiera tego kandydata i stojącą za nim formacje polityczną. 

Zadaję sobie pytanie: czy naprawdę mam prawo czuć się skołowany?

 

 

 

Ostatki wyborcze

Zapętliłem się przedwyborczo tak niesamowicie, że nie wiem jak teraz wyzwolić się od nadmiaru uczuć. Pod naporem dyskusji internetowych i facebookowych o prezydencie zidentyfikowanym jako Komoruski, zmieniłem zdanie. Jestem neutralny.

Daję równe szanse obu kandydatom na prezydenta, kierując się zasadą rewolucji francuskiej: Równość, Wolność, Braterstwo. W polskim braterstwie wyraża się miłość do bliźniego w formach, o których nie śniło się nawet Świętemu Franciszkowi.

Moja ocena kandydatów: Bronisław. Komorowski jest starszy i powolniejszy, co mam mu za złe, Andrzej Duda jest młodszy i szybszy, także w składaniu obietnic, co mam mu za dobre. Rokuję mu więc lepsze szanse. Dzisiaj największe znaczenie ma ilość słów nadziei, nie całusy, uściski i kiełbasa wyborcza z całego kurczaka.

Obejrzałem spot a Andrzejem Dudą, jego rodziną osobistą i rodziną partyjną. Pojawił się na nim także Jarosław Kaczyński, uśmiechał się i szedł bardzo wolno. Wyglądał mi na chorego. Wszyscy pozostali byli zdrowi.

Żona pana Dudy oświadczyła, że stoi za mężem, po czym patrząc w oczy panu Prezesowi oświadczyła wznosząc ostrzegawczo palec środkowy uniesiony w górę: „Stoję za mężem i nie boję się Pana Prezesa”. Na co on odpowiedział godnym milczeniem i tak łagodnym uśmiechem, jakby prosił o pigułkę przeciwbólową. Wydawało mi się, że wyszeptał suchymi wargami: Ja też się pani nie boję! Czy pokazywał coś palcem środkowym, tego nie zauważyłem.

Czekam z niecierpliwością na wynik dyskusji wyborczej, a potem wyborów. Jestem dobrej myśli. Jeśli wygra Komorowski, wygrają starsi dojrzali obywatele, tacy jak ja, którzy oczekują stabilności i zwykłego rozwoju, jeśli wygra Duda, wygra młodość, która wyżyje się w nowych stanowiskach pracy, szybszych awansach, szybszych powrotach z emigracji; w sumie kraj ruszy jak z kopyta ku prawdzie, uczciwości i zamożności.

Starsi obywatele będą potrzebować skrzydeł, aby dotrzymać im kroku. Słabsi w ramionach mogą potrzebować szczudeł. Nie martwię się on nich jednakże, bo pan Antoni Macierewicz będzie ministrem obrony narodowej i każdemu przydzieli skrzydła bezpieczeństwa. Będzie dobrze.

W gronie osób popierających pana Dudę, ktoś trzymał transparent: „Popieraj Andrzeja Dudę! Zawsze możesz popełnić samobójstwo!” Myśl, pomyślałem, jest przednia, ponieważ daje popierającemu opcję wolności, gdyby się zawiódł, co nie jest możliwe, choć niektórzy mówią, że jest możliwe. Krótko mówiąc, różnie to ludzie mówią.

Od dzisiaj ogłaszam dla siebie stan milczenia przedwyborczego. Usta już zakleiłem, teraz tylko przymocuję ręce do biurka z dala od klawiatury.

Do zoba przy urnach wyborczych! 

Czterdzieści procent zbuntowanych

Znam pewien kraj, gdzie bezrobocie wynosi 11%, ale nieszczęśliwych, rozczarowanych, zbuntowanych a nawet wściekłych jest 40%.

Dzisiaj ten próg został przekroczony, ponieważ ja też przekroczyłem barierę cierpliwości i deklaruję moją wściekłość. Jestem zły na rząd i prezydenta. Napisałem powieść, włożyłem duże pieniądze w jej wydanie, a ona mimo bardzo dobrych recenzji sprzedaje się marnie. Podobnie jak ludzie bez pracy też mam ambicje, ale ani rząd ani prezydent mi nie pomagają. Jestem starszym facetem, a wokół jest tylu młodych, uważam to za niesprawiedliwe. Inni mają energię i pomysły, a ja jej nie mam, kiedy inni są ożywieni jak szczygły, ja popadam w uśpienie.

Drogę do mieszkania, samochodów, podróży i dobrej emerytury miałem usłaną różami. Nie brałem nigdy żadnych kredytów, mieszkanie samo mi się kupowało, kredyt sam się spłacał i to zawsze nisko oprocentowany, dobre kwalifikacje zawodowe podano mi na tacy, wybrano mi kierunek studiów, który gwarantował mi pracę, w dodatku rewelacyjnie płatną, dużo lepiej płatną, bo za czasów PRL-u. To były dobre czasy, bo pracy było dużo. Najciekawsze, że za tę pracę doskonale płacili: za miesięczny zarobek mogłeś sobie kupić pół a może nawet jedną trzecią pralki. O dostępności pracy za PRL wszyscy pamiętają, zarobki jakoś wyparowują z pamięci. Kiedy pytałem wtedy, jak wyżyć z pensji miesięcznej, za którą można było kupić taki solidny kawał pralki, wszyscy rzucali się z odpowiedziami, dzięki czemu dobrze sobie radziłem. Pierwszy samochód, a był to Fiat 125 P, dano mi bezpłatnie, kiedy byłem nastolatkiem, a nie w wieku 33 lat, po kilku latach oszczędzania, jak mówią ludzie mi nieżyczliwi.

Oczywiście porównywanie poprzedniego ustroju z obecnym nie ma najmniejszego uzasadnienia. W demokracji sukces osobisty nie jest wynikiem osiągnieć jednostki, tylko systemu, rządu i prezydenta.

Potem wyjechałem za granicę, do Australii. Tam od razu znalazłem raj. Rząd i gubernator (odpowiednik prezydenta) zrobili wszystko, aby mi pomóc. Od razu napisali za mnie ponad 130 podań, dzwonili, pytali, jeździli na rozmowy kwalifikacyjne, nie tracili wiary i cierpliwości. Najpierw pomogli mi zdobyć kwalifikacje, nauczyć się solidnie języka angielskiego, wszystko za mnie załatwiali. Życie mnie pieściło, pławiłem się w luksusie, nie wymagałem nic od siebie, niczego się nie wyrzekałem. Liczyłem na rządzących, a oni mnie nie zawiedli. Przez pierwsze trzy lata pracy odczuwali nawet za mnie ból żołądka, tak się denerwowali, czy sprostają oczekiwaniom pracodawcy. Pracy oczywiście było w bród, bo rząd i gubernator królowej (zamiast prezydenta) tworzyli stanowiska pracy. To był ich parszywy obowiązek.

Co do emigracji, to emigracja i praca za granicą jest przekleństwem, to mówię wam ja, człowiek, który żył i pracował za granicą wiele lat, może, dlatego, że nie wymagają tam niczego, ani pracowitości, ani rzutkości, przedsiębiorczości, poświęcenia, tylko dobrze płacą,  

Teraz jestem w kraju i też jestem wściekły i w imieniu ogółu żądam sprawiedliwości zarobkowo-kredytowo-mieszkaniowo-samochodowej. Jestem po waszej stronie, nieszczęśliwi i pokrzywdzeni, ambitni i pragnący. Mnie to przyszło za darmo i teraz pławię się w luksusie, co mi nawet rodzina życzliwie wypomina. Oczywiście nie zapracowałem na to, wystarczyło, że czekałem. I doczekałem się.

Zakończę pozytywnie. Życzę wszystkim młodym i starszym współobywatelom „godziwych” zarobków, apartamentów, domów, samochodów, podróży wakacyjnych, spotkań w restauracji, dobrych rowerów (a nie jakiejś tam tandety za 800 zł), aparatów fotograficznych, smartfonów, laptopów (każdy przecież to musi mieć), tanich żłobków, wszystkiego, co człowiekowi się należy od życia. I to wszystko to bez wyrzeczeń i narzekania.

Na szczęście mamy Andrzeja Dudę i Kukiza, teraz też jestem ich zwolennikiem, bo wiem, że oni załatwią to, czego obecny rząd i obecny prezydent nie załatwili. Tak mi obiecali.

Dzięki za uwagę. Niech Bóg nam wszystkim błogosławi. Będę głosować tak jak wy. Na jedynie słusznego kandydata.

Wyścig Szczurów i Smoka

Zaniedbałem się, ale nie bez powodu. Opóźniłem się z blogiem o dwa dni, ponieważ w powietrzu wiszą zmiany i musiałem wysilić swój węch, aby wyczuć, w jakim kierunku one zmierzają. Pytania: Co będzie, jeśli spełnią spełnia się scenariusze, i co będzie, jeśli się nie spełnią, tak mnie przytłoczyły dzisiaj, że po śniadaniu, obfitszym niż zwykle, przysnąłem, aby dośnić sny przedziwne, jakimi karią mnie od dwóch dnia kandydaci na prezydenta, wyborcy i telewizja.

Oto moje podsumowanie wydarzeń i myśli.

Ogórek, z której kandydowania wyszła zupa ogórkowa, do wypicia przez Leszka Millera, nalegała w ostatniej mowie oskarżycielskiej, że Polska nie jest jeszcze przygotowana, podobnie jak Stany Zjednoczone, na pierwszą kobietę-prezydenta. Leszek Miller dodal, że było to zwycięstwo, którego społeczeństwo nie zrozumiało. Kandydatkę uznałem za najbardziej bezczelną i rozczarowującą babę (pardon le mot, szukałem lepszego słowa w słownikach i encyklopediach, ale nie znalazłem) w polityce, o jakiej słyszałem w życiu. Spisałem ją na straty na wszystkich frontach.

Kukiz. Sukces nadzwyczajny, ponad 20-procentowe poparcie, którym kandydat upił się na scenie i zaczął śpiewać. Śpiewanie dobrze mu wychodzi. Nie rokuję mu jednak dalszych sukcesów, z bardzo prostego względu: nadzieje zmian, jakie obudził w społeczeństwie, są abstrakcyjnie niekonkretne. Ma zmienić ustrój, ordynację wyborczą, konstytucję, rząd, parlament, prawo (i lewo?), wszystko. Kiedy jednak zapytać popierające go osoby, na co konkretnie ma to wszystko zmienić, nikt nie ma pojęcia, co i jak Wielki Kukiz uczyni. Jednomandatowe okręgi wyborcze, tak jak działa ten system, jeszcze bardziej zabetonuje scenę polityczną, ponieważ sprzyja wielkim partiom, czyli PO i PiS, ale on o tym jeszcze nie wie, a jeszcze mniej wiedzą jego zwolennicy. A ustrój polityczny? Jaki nowy ustrój? Kapitalizm muzyczny? Feudalizm? Bo chyba nie demokracja, która się tak fatalnie przejadła? A konstytucja? Co dokładnie zmieni się w konstytucji i jak ta zmiana zajdzie, skoro do zmiany konstytucji potrzeba dwie trzecie głosów, czyli 66 % parlamentarzystów, a on ma poparcie 20%, i mówi "nie" zarówno PO jak i PiS-owi? Ciekawe, bardzo ciekawe! A najciekawsze jest to, że z grupy ludzi młodych od szkoły średniej po studia wyższe, popiera jego jednego aż 40 %. Imponujące! Teraz wiem, że są to ludzie zdecydowanie pragnący zmian, przeciwnicy obecnych układów partyjnych, rządu i prezydenta, bez najmniejszego pojęcia, co i jak dokładnie należy zmienić. Cudowne!

Andrzej Duda urodzony jest pod znakiem Szczura według horoskopu chińskiego, sprzyjającemu mu w tym roku w skali 7 na 10. Bronisław Komorowski urodzony jest pod znakiem Smoka, a horoskop chiński sprzyja mu w stopniu 8 na 10. Zapowiada się więc pasjonujący wyścig Szczurów i Smoka, zważywszy, że za Andrzejem Dudą stoi Jarosław Kaczyński, też Szczur horoskopowy.

Obydwóm kandydatom na stanowisko prezydenta nowej kadencji daję szansę 50/50. Oczekuję, że po stronie Smoka zmobilizuje się mocniej PO i starsi wyborcy, którzy chyba lenili się uczestniczyć w pierwszej turze wyborów, a po stronie Szczura nastąpi wzmocnienie szeregów napływem zwolenników Kukiza, nie wszystkich, ale chyba większości. Jestem za wzmocnieniem roli referendów, obniżką kwoty wolnej od opodatkowania, w Polsce żenująco niskiej, jestem nawet za okręgami jednomandatowymi, jeśli doprowadzą one do dalszej konsolidacji sceny wyborczej. Im mniej szczurów w wyścigu na przyszłość, tym chyba lepiej. Propozycję Andrzeja Dudy obniżenia wieku emerytalnego uważam za chorą; wszystkie kraje na świecie wydłużają wiek emerytalny, a on chce go skrócić, w dodatku i tak nie jest w stanie tego zrobić, bo decyzję podejmuje parlament, nie prezydent. To oszukańczy chwyt kandydata Dudy.

Prezydent Komorowski wzmocni swoją pozycję, jeśli zamiast być wstrzemięźliwy w obietnicach, złoży ich więcej i obieca zmiany na lepsze, na przykład redukcji i poprawy pracy administracji państwowej, obniżki kwoty wolnej od podatków, rozbudowy sfery nowoczesnej gospodarki, bo dzisiejsi zbuntowani wyborcy pragną i oczekują zmian. Nie wiedzą wprawdzie jakich konkretnie, ani też nie zdają sobie sprawy, że siebie też powinni trochę zmienić na bardziej przedsiębiorczych i mądrzejszych, a nie oczekiwać pełni dobrodziejstw ludzkich i boskich wyłącznie od rządu i prezydenta. Nie ma takiego rządu na świecie, który zapewnia wszystkim pracę i szczęście osobiste. Towarzysz Lenin niestety odszedł już do mauzoleum.  

Co do mnie, będę głosować na Bronisława Komorowskiego, dysponującego doświadczeniem politycznym i rozwagą, który swoim własnym życiorysem udowodnił, że umie sprzeciwić się, jeśli zajdzie potrzeba, a w każdym razie przeciwdziałać trudnym wyzwaniom, na przykład temu, jakie narzuca Polsce i światu Prezydent Rosji, Putin. Jest to niejasne, wręcz mroczne zagrożenie, do którego Ogórek i Korwin Mikke wyciągali rękę z braterskim zrozumieniem.

Zagrożenie naszego bezpieczeństwa (a co najmniej stabilizacji) ze strony imperializmu rosyjskiego uważam za poważniejsze niż inne, w porównaniu na przykład z bezrobociem (spadającym), a nawet (pochylającym ludzi w dół) smutkiem smoleńskim, który w przypadku zwycięstwa Szczurów zyska szansę dalszego, bujnego rozwoju.

Dyskusje polityczne gigantów

W telewizji trwa dyskusja kandydatów na stanowisko prezydenta. Posłuchałem ich autoprezentacji, potem wypowiedzi o polityce zagranicznej, potem wynurzeń o sprawach społecznych i gospodarczych.

Dyskusja bardzo mi się podobała, poczułem się odnowiony, motywowany do życia. Ponieważ ciężko mi było, że obecnie mamy jedynie same problemy, że otaczają nas zewsząd wrogowie, zdrajcy, Żydzi, masoni, wrodzy nam Amerykanie, przyjaźni nam Rosjanie, polski przemysł zbrojeniowy gotów dostarczać za pół darmo supernowoczesną broń, cały jej asortyment, już za dziesięć lat, prezydent, który nie jest patriotą a tylko kucykiem polityki zagranicznej w porównaniu z Magdaleną Ogórek, Braunem i Korwinem Mikke – jej wyścigowymi wierzchowcami, którzy ponadto są patriotami do głębi szczerozłotych serc, kiedy popatrzyłem na tych wszystkich kandydatów, z wyjątkiem może jednego, góra dwóch, poszedłem do łazienki i wyżygałem się. Od razu zrobiło mi się lżej na duszy.

Pan Kukiz, trzeci w kolejce do prezydentury, istny magnat poparcia społecznego, od razu oczarował mnie głębią wiedzy i szarmancji, proponując szczerze i przekonywująco zniesienie podatków, nie wiem czy wszystkich, lecz z mocy jego słów wnoszę, że bardzo wielu.

Poraził mnie nie tyle poziom ignorancji czy wręcz tępoty niektórych kandydatów, ile tych dziesiątek tysięcy ludzi, którzy ich popierają. Nie wiedziałem, że jesteśmy tak potwornie bogaci w guano intelektualne, masy słuchające i przyjmujące za dobrą monetę argumenty o zniesieniu podatków ( i podobnie nonsensy), nierozumiejące, że są one źródłem finansowania lub co najmniej dofinansowania wszystkiego, co nas otacza: wyższych uczelni i szkół średnich, szkół podstawowych, armii, policji, straży pożarnych, administracji, autostrad, kolei, kultury, emerytur i rent, ochrony zdrowia i ochrony przyrody, świadczeń społecznych a nawet dopłat do górnictwa. Czyli, znieśmy podatki, i wszystko samo się będzie finansować. Chyba z datków dobroczynnych? – Tak sobie spekuluję.

Poza tym argumentowano, jak bardzo jesteśmy samowystarczalni, nie potrzebujemy żadnych sojuszy, ani współpracy, ani wymiany towarowej, ani z UE, ani ze Stanami Zjednoczonymi, tymi manipulantami, tylko z Litwą, Łotwą i Estonią, nie, z nimi też nie, ani dobrych relacji ze światem, z wyjątkiem Rosji i Putina.

Jest to tak straszne, że nie jestem w stanie napisać nic więcej o kampanii prezydenckiej, bo pognębię się do końca, skurczę się i nie będę musiał udawać, że mnie z tymi ludźmi cokolwiek łączy. Boże, czemu mnie każesz świadomością, że obok ludzi mądrych i przytomnych, mamy w Polsce nieprzenikniony ciemnogród, który coraz bardziej wydaje mi się nie do pokonania?

Nie pozostanę jednak negatywem w morzu narodowego optymizmu. Myśląc o dobrodziejstwie posiadania tylu zdolnych kandydatów na prezydenta uważam, że powinno być tylu prezydentów, ilu mamy kandydatów. Wtedy wszyscy popierający danego kandydata mieliby swojego prezydenta. Jest to jedyna pewna droga narodu do pojednania i szczęścia.

Iwan Iwanowicz i depresja. Część 2, ostatnia.

Kilka dni później, jak na ironię tuż przy budynku, gdzie wyrzuca się śmieci, los znowu mnie zetknął z Iwanem Iwanowiczem, osobnikiem twardym w dyskusji jak skala gibraltarska  hartowana wiatrami rządzącymi cieśniną między morzem a oceanem.

– Jak to jest możliwe? – Pyta pan, Michaelu Tequilowiczu. – Niech pan lepiej zapyta, jak to czynią? Już panu mówię. Tatuś pije, bije dzieci i żonę, krzyczy straszne słowa, przynosi wstyd sąsiadom i zakładowi pracy, nie wspominając ludzkości, zarzyga raz i drugi poczekalnię u lekarza jego samego nazywając konowałem od siedmiu boleści. Tak to się zaczyna. – Iwan Iwanowicz rześko podjął wątek urwany okolicznościami poprzedniego spotkania. – Albo, równe możliwe i tragiczne, mamusia chwali nieprzerwanie dziecko, kiedy wykazuje ono perfekcjonizm na przykład spędzając długie godziny nad kajetami, rysując precyzyjne obrazki, ucząc się, aby być pierwszym w klasie, żeby tylko oni, rodzice, byli szczęśliwi. I są szczęśliwi, że mają przykładne dziecko, które nie zrobi nic złego, nie rozbije nikomu okna, nie przeklnie brzydkim słowem, nie naruszy czyichś dóbr osobistych, nie bije się z rówieśnikami, aby pokazać, że jest samcem. Jest wyłącznie przykładnym uczniem żywiącym się pochwałami i radością rodziców, że jest takich udany.

– Co w tym złego, Iwanie Iwanowiczu? – Zapytałem z czystej ciekawości, ponieważ nie wierzyłem w przesadę spraw oczywistych.

– To, że owo pacholę wchodząc w życie, jest do niego kompletnie nieprzygotowane. Nie wie, co płeć przeciwna ma pod spódniczką, gdyż jest zbyt nieśmiały, aby to sprawdzić z czystej ciekawości lub z pierwszego miłosnego uniesienia, kieruje się oczekiwaniami innych a nie swoimi pragnieniami, przywiązuje chorobliwą wagę do wykonywania wszystkiego w sposób doskonały zamiast odwalać robotę, aby mieć ją z głowy, a nie wykonać w sposób zasługujący na pochwalę Najwyższego. To nie wszystko, drogi Michaelu Tequilowiczu! – Wykrzyknął samozwańczy ekspert medyczny widząc moje usta otwarte do następnego pytania.

– Czasy i ludzie sączą w dziecko filmy o okrucieństwach wojny, ociekających posoką potworach zgniatając w ten sposób jego wyobraźnię jak orzeszek laskowy, zamiast rzucić ją na otwarte przestrzenie piękna i słońca.

Zbliżaliśmy się do końca ulicy. Mój towarzysz zapewnił mnie szybko.

– Zmierzam do zakończenia opowiadania, ponieważ widzę już stragan z warzywami, gdzie muszę kupić sześć marchewek i trzy pietruszki, jeśli są mniejsze, lub dwie pietruszki, jeśli są większe. Takie otrzymałem polecenie. – Otóż taki młody człowiek staje się zaproszeniem in blanco do depresji czyhającej za rogiem z podniesioną pałką, jak policjant w komedii Charlesa Chaplina, aby wystąpić nagle jeden krok do przodu i uderzyć z cała mocą.

– Kończę już, rzekł Iwan Iwanowicz, zatrzymując się na krawędzi ulicy. – Jeśli ma pan dziecko i zauważy pan, że jest ono wyjątkowo spokojne, ulegle, nie ma oczekiwań, jest ideałem, to wiedz pan, że jest ono na najlepszej drodze do depresji. Życie dołoży mu jedno lub dwa cięższe przeżycia i depresja przyjdzie sama, nieproszona. Przeraź się więc pan jak najwcześniej i przeciwdziałaj! Mówi to panu obserwator życia, zdrowia i chorób, naturalnych i nienaturalnych, somatycznych, psychosomatycznych i psychicznych.

– Który wie, co mówi! – Dodałem od siebie, absolutnie szczerze.

Dokładnie tak. – Odparł Iwan Iwanowicz, po czym uścisnęliśmy sobie ręce serdecznie jak zrośnięci ze sobą bracia.

Tego dnia nie kupiłem nic na obiad, aby dokładnie przetrawić i przyswoić sobie wszystko, co powiedział mi Iwan Iwanowicz Iwanczyn.

Wybory prezydenckie w Polsce i w Moskwie

Polskie wybory prezydenckie są szeroko komentowane w Rosji. Znana jest rozpoznawalność kandydatów: Duda 2 %, Komorowski 5 %, Ogórek 20%, Korwin Mikke 90 %. Wszyscy mówią o polskiej polityce i politykach.

„Korwin Mikke to najbardziej znany w Rosji polski paralityk, kandydat do stanowiska prezydenta w Polsce”. – Powtarzają w dziennikach telewizyjnych komentatorzy moskiewscy. „Wygrał ostatnio drugą nagrodę w ogólnorosyjskim konkursie politycznym”.

Nagrody były następujące: Trzecia nagroda: „Wycieczka na dwa tygodnie na Syberię”. Druga nagroda: „Wycieczka na dwa tygodnie na Syberię bez możliwości powrotu”, pierwsza zaś to „Osobiste spotkanie z Towarzyszem Leninem”. Korwin Mikke o mało co nie zdobył pierwszej nagrody.

Drugą nagrodę wygrał podając trafną odpowiedź na pytanie konkursowe: Kto, gdzie, kiedy i ilu szkolił spadochroniarzy amerykańskich, mających wykonać desant na Kreml? Korwin Mikke odpowiedział: „Rząd polski, na Placu Defilad, 2014 rok, 15 tysięcy żołnierzy amerykańskich”.

W wywiadzie po rozmowie z Prezydentem Putinem zachował się bardzo skromnie. „Ujawniłem tylko prawdę historyczną. Za to mnie cenią w Rosji. Nazywają mnie tutaj Siwym Wilkiem, Drugim Dzierżyńskim, trochę tylko przekręcają moje nazwisko mówiąc Kurwin-Mikke, ale tak lepiej brzmi po rosyjsku i to mi się podoba. Amerykanie to zdrajcy, a Polacy im pomagają”. – Dodał wykrzywiając usta z niesmakiem. – „Ja to wszystko rozwalę, łącznie z Unią Europejską, jak tylko zostanę prezydentem”.

Jego wypowiedzi wywołały ogromny entuzjazm po obydwu stronach granicy. Rosjanie proponują nam pojednanie na zasadzie: Oddacie nam tylko jedną trzecią województwa mazowieckiego i połowę województwa warmińsko-mazurskiego.

Popularność kandydatki Ogórek wynika z dyskusji o zakazie importu do Rosji polskich warzyw i owoców. Ogórki, ziemniaki jabłka to trzy podstawowe produkty zdjęte z list importowych. W odróżnieniu od ziemniaków i jabłek, w Rosji kochają polskie ogórki. Przy okazji wspomina się tam, że Leszek Miller też bardzo je lubi.

Nigdy jeszcze nie byliśmy tak popularni politycznie w Rosji jak za sprawą Korwina Mikke, a w Polsce za sprawą Leszka Millera.

Iwan Iwanowicz i depresja. Część 1.

Odkryłem Iwana Iwanowicza zanim on odkrył siebie. Nie odkryłem go w sensie dosłownym na przykład ściągając z niego kołdrę, co byłoby absurdem do kwadratu, lecz jako badacza, naukowca z powołania, pasjonata obserwacji i samoobserwacji.

– Widzisz pan. – Zaczął Iwan Iwanowicz, przyłączywszy się do mnie w drodze do sklepu, miejsca regularnych pielgrzymek wszystkich osób wierzących w konieczność jedzenia. – Depresja, ta straszna dolegliwość, która niszczy człowieka psychicznie zachowując go w stanie fizycznej nienaruszalności niczym mumię Ramzesa Któregoś z Kolei, jest wytworem jej właściciela. Rozumie pan? Nie istnieje ona obiektywnie, gdzieś w przestworzach, ale pojawia się na własne pańskie zaproszenie, kiedy uzna pan za stosowne je wysyłać.

– Zaprotestuję, szanowny Iwanie Iwanowiczu – odparłem z przekonaniem – zachowując głęboki szacunek dla pańskiego wieku i fantazji. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie zaprasza depresji, aby w nim zamieszkała! – Okazałem stanowczość, która mnie samego zdumiała, w obronie medycyny i psychiatrii.

– Dobrze pan to ujął, drogi myślicielu, wytwórco fikcji literackiej! – Pochwalił mnie rozmówca, co przyjąłem ostrożnie jako zapowiedź burzy argumentów, jaką zamierzał zwalić na mnie za chwilę. – O zdrowych zmysłach! Otóż to! Kiedy osobnik jest niedojrzały, aby rozumieć i poprawnie reagować na bodźce zewnętrzne – czasem w sposób kulturalny, czasem prymitywny, jak dyktuje mu jego ograniczony umysł – daje wówczas sygnał depresji, aby do niego przyszła. Zilustruję to tak: kiedy trzeba negocjować, negocjujesz, a kiedy trzeba dać w pysk, to nie ociągasz się jak kunktator, tylko dajesz w pysk oponentowi, chorobie lub samemu sobie, w zależności od potrzeby.

W czym, szanowny Iwanie Iwanowiczu, wyraża się owo niezrównoważenie, które pan tak śmiało diagnozujesz, jeśli wolno zapytać? – Rzuciłem w kierunku rozmówcy mając świadomość, że uprzejme słowa w rodzaju „szanowny panie”, „jeśli wolno zapytać” są ukrytą formą agresji, której przeciwnikiem jesteśmy wszyscy od dziecka. Jedynym zwolennikiem otwartej agresji, o jakim ostatnio słyszałem, był tylko dowódca konwoju z armatami przenikającego chyłkiem na Ukrainę w pomocą, której mieszkańcy sobie nie życzyli. Nie wyjaśniałem tego niuansu towarzyszącemu mi początkującemu, żywotnemu jak żeńszeń, starcowi.

– Dobry przykład! Dobry jak cholera! – Zakrzyknął w zachwycie Iwan Iwanowicz wzywając niebo na świadka oczami wzniesionymi w górę.

– Niezrównoważenie wyraża się w nadmiernej wrażliwości na innych ludzi, chęci spełnienia wszystkich życzeń mamusi i tatusia, a potem ukochanej dziewczyny, żony lub partnerki, staromodnie zwanej konkubiną, a także w pedantyzmie i nadmiernej układności. Jak pan się domyśla, nie jest to dorobek dziecka, które za moich czasów zwano pacholęciem, tylko jego rodziców. Nie wyrabiają oni w nich cech, które przeciwdziałają depresji, wręcz przeciwnie umacniają, pielęgnując i hołubiąc w nim słabości, pobłażając mu i chwaląc go nadmiernie, zamiast dać mu w kość trzeźwą oceną jego postępowania i osiągnięć, aby go uodpornić na wyzwania życia. Dopiero, kiedy depresja wybuchnie w nim jak świąteczna petarda powalając nieszczęśnika na matę nieskończonego smutku, wtedy dopiero dostrzegają, po niewczasie, że wyrządzili mu niedźwiedzią przysługę.

– No dobrze, Iwanie Iwanowiczu. – Poczułem, że tracę grunt pod nogami, że zręcznym fechtunkiem bojowniczy starzec wybija mi z rąk argumenty, będące mi tarczą i włócznią. – Ale jak to jest możliwe? – Zakrzyknąłem prawie w rozpaczy.

Nie skończyliśmy dyskusji, gdyż nasze drogi rozeszły się nagle jak szyny wysadzone w powietrze przez rewolucjonistę; ja poszedłem za głosem powonienia w kierunku skupu z kiełbasą bez dodatków chemicznych, Iwan Iwanowicz popędził w kierunku piekarni naglony wyciem żołądka spragnionego bułeczki z białej mąki. Zdołaliśmy tylko ustalić, że dokończymy temat, śmieszny dla mojego rozmówcy, lecz jakżeż bolesny dla milionów osób depresyjnie ciemiężonych.

Sensacyjne doniesienie wyborcze

Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie! Jest to wiadomość świeża jak ciepłe bułeczki w piekarni, gdzie kupuje kiełbasę dla siebie, kisiel dla rodziny i kości dla psa. Jeśli chodzi i świeżość informacji, to piekarnia od wieków jest najpewniejszym źródłem. Piekarnie istniały już wtedy, kiedy nie znano jeszcze słowa gazeta.

Dokładniej mówiąc były to prawybory, a konkretnie w Chojnicach. Duda uzyskał przewagę nad prezydentem Komorowskim i wygrał. PiS natychmiast ogłosił święto narodowe, nie mógł go jednak od razu wprowadzić, ponieważ nie ma jeszcze ojczyny. Kiedy już ją wymodli, a może nawet wyperswaduje u pana Boga, to wtedy święto stanie się faktem. Dla osób zainteresowanych podaję pierwsze słowa inwokacji: Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie!.

Dla uczczenia zwycięstwa, pierwszego od dziesięciu lat, PiS wynajął największe pomieszczenie w kraju: Salę Kongresową. Tam odbędzie się intronizacja Andrzeja Dudy na prezydenta Chojnic. Nie wahał się długo. „W Warszawie powietrze jest niezdrowe, tłumy, ciasnota, wygrana obarczona jest wysokim ryzykiem. Tutaj koronę trzymam już w ręku. – Powiedział i machnął na zgodę ręką wolną od korony.

Pozostała sprawa dotychczasowego prezydenta Chojnic, który czuł się niezwykle mocno związany z miastem. Wywieziono go na taczce zgodnie z tradycją zmian warty prezydenckiej. Prawą rączkę trzymał Brudziński, lewą – Czarnecki, zdetronizowany prezydent siedział na taczce (nawet poduszki mu nie dali!) usiłując wyskoczyć z niej na zakrętach, kiedy się przechylała. Groziło to kompromitacją. Zapobiegł jej Jacek Kurski. Żgał przegranego ostrym kijem, drugą ręką pisząc petycję do prezesa PiS o przyjęcie w poczet członków.

Zaczynało się to mniej więcej tak: Szanowny Panie Prezesie. Pragnę ponownie zostać członkiem PiS, na początku nawet bardziej niż zwyczajnym. Nie mogę już dłużej żyć bez poczucia Pańskiej siły moralnej za plecami. Obiecuję nie stawiać żądań o podwyżkę. Błagam o przyjęcie. Szczerze panu oddany Jacek K. Dalej był dopisek. P.S. Wazelinę kupiłem w najlepszym gatunku.

W związku z wygraną Andrzeja Dudy i objęciem stanowiska prezydenta Chojnic, majowe wybory prezydenckie zostały anulowane przez PiS na podstawie doniesienia do Prokuratury i zaskarżenie do Trybunału Stanu. Antoni Macierewicz wygłosił przemówienie okolicznościowe na temat terroryzmu w transporcie lotniczym. Wszyscy płakali, z moim wyjątkiem. Po prostu zabrało mi łez.

P.S. Moja powieść „Sędzia od Świętego Jerzego” ukazała się już także w formie ebooka w księgarniach  www.ebookpoint.pl i www.woblink.pl, i stopniowo będzie udostępnana także przez inne księgarnie internetowe.

Blog o życiu i pisaniu

Życie nie jest całościowe, lecz fragmentaryczne. Patrzę przez okno i obserwuję mężczyznę, nie wiem jak go nazwać, chyba jest to sprzątacz. Wychodzi z niewielkiego budynku mieszczącego pojemniki ze śmieciami, w ręku trzyma kubełek i wielką szczotkę. Widzę go codziennie jak zbiera śmieci, podmiata, piele, porządkuje, uzdatnia wszystko, czego wymaga osiedle. Osiedle nazywa się „Klimaty”, może i trafnie; wczoraj słońce spacerowało po drodze wewnętrznej, ścianach budynków i zieleni, dzisiaj popaduje deszcz. Pogoda i sprzątacz stworzyli poranny fragment mojego życia.

Wcześniej był fragment przedporanny, z zaciemnionymi przysłonami w oknach. Nie mogę spać, chyba dlatego, że wypiłem wczoraj trochę wina (tak mało, że aż prawie wstyd się przyznać), co mnie jednak wytrąciło z równowagi snu i czuwania. Spaceruję więc po pokoju, gdzie mieści się łóżko i biurko, potem idę do salonu, znowu spaceruję, okrążam stół kilka razy, kładę się na kanapie, usiłuję znaleźć dobre położenie, leżę, wstaję, znowu spaceruję. Kiedy nastaje godzina siódma, decyduję się zrobić sobie kawę. Nie lubię gotować wody z samego rana, ponieważ czajnik elektryczny pracuje bardzo głośno. Piszę „pracuje”, ale czy to bezduszne stworzenie jest zdolne do prawdziwej pracy?

Ten fragment życia obejmuje głównie rozmyślania, rozmamłane, senne, przez półwidzące oczy. To nieprzyjemny stan samopoczucia. Chce ci się spać, a równocześnie nie możesz zasnąć. Tak mnie to męczy, że przeklinam cicho od czasu do czasu, nie zawsze, ponieważ przeklinanie zależy od intensywności męczenia się. Po głowie przemieszczają mi się imiona i myśli-mrówki, uparcie wyłażące z zakamarków pamięci: Zenon, tylko imię filozofa, niewiele z nim kojarzę, a zaraz potem Epiktet, o którym od miesięcy planuję poczytać, potem figowe drzewo-dusiciel (dosłownie duszące inne drzewo swoimi oplotami)

450px-Drzewo_dusiciel

 

oraz drzewko „krwawiące serce”, którego dokładnie co dwudziesty liść (jak sobie przypominam) jest czerwony.

Bleeding-Heart-300x224

w końcu krokodyl na plaży, trzy ostatnie wspomnienia z dawno zakopanej w pamięci wycieczki do Queenslandu.

Te wspomnienia nie wracają do mnie bez kozery. Pracuję nad powieścią, wydaną już kilka lat temu w formie ebooka na amerykańskiej platformie wydawniczej, o której prawdopodobnie żaden czytelnik w Polsce nie słyszał. Utwór chcę teraz wydać w postaci książki drukowanej. To była moja pierwsza powieść, uznałem, że potrzebuje i wymaga ona znaczących zmian i poprawek. Akcja dzieje się w Australii, i bardzo dobrze, ale niewiele jest w niej australijskości, konkretów, z wyjątkiem ogólnej atmosfery, imion, nazw miejscowości i kilku obiektów, głównie gastronomicznych. Tę słabość teraz eliminuję, stąd moje międzykontynentalne skojarzenia.

Po południu oglądam program TV „Tak jest” i słyszę z ust kobiety, w których mieści się PiS radosnej twórczości: „Prezydent cynicznie wykorzystał Konwencję o przemocy. Bez namysłu, bez refleksji. Tylko tytuł jest dobry w konwencji i my go akceptujemy”. Jej słowa dopingują mnie do dalszej pracy. Gdyby nie PiS, w kraju nie byłoby nic do poprawienia. Czułbym się jak na pustyni. To ostatnia część dnia, fragment uskrzydlenia.

Serdecznie zapraszam na moje spotkania autorskie w Gdańsku:

 

Gdzie ja jestem?

Szukam odpowiedzi na trudne pytania. Nie wiem, gdzie jestem. Mam ciągle omamy. Rozglądam się wokół, ludzie chodzą wolni i radośni jak wiosenne słońce po łące, a w Warszawie mrok i smutek.

Niestety proszę Państwa, byłem w błędzie. Nie jesteśmy wolni. Tak mnie dzisiaj poinformowali moi najulubieńsi aktorzy: Kaczyński, Czarnecki, Mastalerek, Błaszczak. Jak mam im nie wierzyć, kiedy nawet Jan Pietrzak z rękami związanymi sznurem śpiewa tęsknie o wolności. Skleił sobie na stałe dwa palce na kształt litery V, aby pokazać, że jego wiara w wolność jest niezwyciężona.

Niewola, w której żyje trzydzieści procent naszego społeczeństwa, skłania mnie do refleksji głębokiej jak dół. Nie potrafię cieszyć się w samotności, kiedy inni cierpią. Od dzisiaj modlę się, aby i im pan Bóg dał wolność. Nie wiem, dlaczego dotychczas im nie dał. To niesprawiedliwe. Najgorsze, że prawdopodobnie On o tym nie wie, że ludzie u nas tysiącami żyją w niewoli. Nie rozumiem tego.

Jedynym pocieszycielem w ciężkich czasach jest pan Antoni Macierewicz, pirotechnik. Podobnie jak ja strasznie lubi fajerwerki, iluminacje, nocne oświetlenia, głosy płynące z góry, detonacje. Samolot, na którym eksperymentuje wciąż wybucha. To może być niebezpieczne. Martwię się o niego. Sam dym z takiej ilości wybuchów może być niebezpieczny. Pan Antoni może poważnie się zatruć.

On jest nadzwyczajny. Gromadzi wciąż naukowców, a ci cierpliwie wyjaśniają teorie kolejnych wybuchów. Samo liczenie tych wybuchów i teorii wymaga ogromnego wysiłku. Naukowców pana Macierewicza są na szczęście miliony. Kiedy wchodzą czwórkami za stół konferencyjny, aż ziemia drży. Lubię te momenty. Wzruszenie i radość ściskają mi gardło. Zwłaszcza wtedy, kiedy razem z panem Macierewiczem posiedzeniu przewodniczy pani Paranoja.

Paranoja nadrzewna

Właśnie usłyszałem w telewizji Adama Bielana. – Oni tu już idą! – Zawołał strasznym głosem.

– Kto? – Krzyknąłem.

– Oni! Aresztanci! Kułacy! Złodzieje! Oficerowie śledczy! Hodowcy królików! Uciekajcie! – Krzyknął ostrzegawczo.

Szczerze powiem: zapłakałem z rozpaczy. Znowu okupanci!

Linki do najnowszych recenzji powieści Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego:

09 04 2015 Autorka recenzji: Agnieszka Kolanowska, http://nieterazwlasnieczytam.blogspot.com

10 04 2015 Autorka recenzji: Katarzyna Roszczenko, http://www.zksiazkawdloni.pl

Balkonowy obchód świąteczny

Jest to opowiadanie abstrakcyjne. Jeśli je czytasz, to na własną odpowiedzialność.

Wyszedłem na obchód świąteczny razem z Kurczakiem, zrodzonym w nocy ze święconego jajka wielkanocnego ożywionego oparami kieliszka półwytrawnego szampana Henkell, idealnej kombinacji ceny i jakości.

Udaliśmy się na balkon w temperaturę skromnego mrozu, jak na kwiecień przystało. Wyświetlała się godzina 5.30. Domyśliliśmy się, że rano, nie wieczorem. Logika, która pojawiła się chwilę później, wyjaśniła, że wieczorem byłaby godzina 17.30. Przyjęliśmy to do wiadomości, a zarazem odrzuciliśmy, ponieważ o czasie wieczornym mówi się i tak, i tak. Na poparcie tej tezy przytaczam słowa znanego mi osobiście trzyletniego Adasia, który na pytanie: Czy ten samochód z lampą na dachu jedzie czy nie jedzie? Odpowiedział: Może tak, może nie.

Pejzaż przełomu nocy i dnia był bajeczny. Był jedyną prawdą, reszta świata nie liczyła się. W nocy spadł śnieg. Drzewa, domy w oddali, nawet księżyc były ośnieżone w zachwycający sposób. Obydwaj wiedzieliśmy, że za godzinę, dwie lub sześć fantastyczny zimowy pejzaż zniknie bezpowrotnie. Oczywiście, kurczaki i ludzie znikają dłużej, ale jakie to ma znaczenie wobec wieczności, której nikt nie potrafi zdefiniować, a już z pewnością wyobrazić sobie.

W chwili filozoficznej zadumy nad pejzażem rodem z ośnieżonej Szwajcarii, równie drogim i rewelacyjnym jak najnowszy szwajcarski zegarek (który oprócz ciśnienia krwi pokazuje ilość kroków, które przeszedłeś w ciągu dnia oraz ilość spalonych kalorii) zdaliśmy sobie sprawę z abstrakcyjności życia, jego nietrwałości i przemijania. Nie było to nam potrzebne, lecz stało się, jak wiele innych spraw życiowych.

– Czy wiesz, dlaczego przychodzą mi do głowy takie myśli? – Zapytałem Kurczaka, który w międzyczasie opierzył się, nabrał puszystego, żółtego koloru i wyostrzył dziób na śniadanie. Nie wiedział. Nie miałem mu jednak za złe prostackiej ignorancji (szalejącej powszechnie), wyrażającej się nieznajomością odpowiedzi na proste pytania.

– Tak naprawdę to odpowiedź nie jest mi potrzebna. – Wyjaśniłem nie czekając na Kurczaka, ponieważ nie odczuwam głodu po uczcie światecznej połączonej z debatą polityczną w gronie poszerzonej rodziny.

Wspólnie z towarzyszem balkonowym, który urósł już do rangi dużego Kurczaka, ustaliliśmy bez wysiłku listę pytań bez odpowiedzi:

– Dlaczego ludzie otyli jedzą nieprzerwanie, choć nie są głodni? To było pytanie wynikające z oburzenia wulgarnością otyłości. – Popatrz rozebrany w lustro, a zgodzisz się ze mną łatwo. – Zaproponowałem Kurczakowi mając na myśli wszystkie myślące i wrażliwe istoty.

– Dlaczego Rosjanie potrzebują imperium, kiedy już je mają w postaci niezmierzonego terytorium z niezmierzonymi bogactwami mineralnymi oraz milionami ludzi umierających z przepicia?

Kurczak uzupełnił mój wywód ilustracją: To tak, jakbym potrzebował drugi, trzeci i czwarty rowerek, kiedy już mam jeden zgrabny i sprawny.

– Chciwość jest chorobą toczącą nasze społeczeństwo. Chciwość władzy skłania polityków do kłamstwa, wielki kraj do grożenia innym bronią jądrową, sytych do dalszego obżerania się, miliarderów do zabiegania o dalsze bogactwa, ignorantów do pogardzania faktami i odrzucania rozumu na rzecz chimerycznych wyobrażeń i pokrętnych uczuć.

– Chłopie – poufale ostrzegł mnie Kurczak – popadasz w zły nastrój.

– Co mi pozostaje? – Zapytałem bezwstydnie, w sposób bliski wyuzdania intelektualnego.

– Wrócić do stołu, znowu jeść ponad miarę, rozmawiać o niczym albo kłócić się, czy nadzór finansowy nad „Skokami” jest potrzeby czy nie, zapomnieć o spacerze i w ogóle robić rzeczy, które psu na budę się zdały.

Z tego wszystkiego uznaliśmy, że jedyną udaną konstrukcją w otaczającym nas życiu jest buda dla psa, drugą zaś prawdopodobnie groteska, skutecznie objaśniająca świat niewytłumaczalny. Na pocieszenie objęliśmy się z Kurczakiem serdecznie jak gryzące się partie polityczne (w kraju głęboko katolickim) w geście „teraz przekażcie sobie znak pokoju”, po czym Kurczak w akcie pojednania rzucił się na ruszt w celu podrumienienia się.

Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego, ISBN 978-83-7942-566-2. Powieść jest w sprzedaży także w księgarniach stacjonarnych Matras. W ciągu najbliższych dni ukaże się w formie ebooka.

Życzenia Wielkanocne

Postanowiłem popełnić dzisiaj, w przeddzień Wielkanocy, blog radosny, równie okolicznościowy jak makaron czterojajeczny, który tym różni się od dwujajecznego, że zawiera tę samą ilość jajek.

Z okazji Świąt Wielkanocnych składam moim Czytelnikom i Czytelniczkom najserdeczniejsze życzenia, a w szczególności:

  • Nienasyconym jajecznie – jaja strusiego, odpowiednika 27 jaj kurzych.
  • Facetom bez jaj – kopy jaj lub żony z charakterem. Ktoś w domu musi przecież nosić spodnie.
  • Kangurom i kanguropodobnym – większej torby na zakupy wielkanocne.
  • Przeklinającym brzydkimi wyrazami „kurza twarz” – nauczenia się przekleństw godnych mężczyzny.
  • Czującym wielkanocną suchość w ustach – wiosennego deszczu za oknem.
  • Jajogłowym – kwadratowej głowy lub otwarcia w pobliżu sklepu ze stosownymi kapeluszami.
  • Osobom z problemami – pomysłów typu „Jajko Kolumba” lub miecz do przecinania węzłów gordyjskich.
  • Mężczyznom-kogutom – seksownych kur domowych lub zmiany znaku horoskopu chińskiego na poważniejszy.
  • Powagi – tym, którzy robią sobie jaja ze wszystkiego.
  • Kurom – okolicznościowego złożenia pisanek ekologicznych oraz uznania historycznego pierwszeństwa jaja.
  • Jajom – uznania historycznego pierwszeństwa kury.
  • Politykom – zakończenia wkurzającej wszystkich wojny polsko-polskiej.
  • Istotom jajorodnym – rozważenia innej opcji przychodzenia na świat.

IMG_20120926_070725

Wszystkim zaś, bez względu płeć, przynależność, poglądy, zboczenia i stosunek do świąt i jaj, życzę pięknej pogody, dobrego samopoczucia oraz szczerego i pełnego pojednania z sobą, bliźnimi i losem.

PS. Struś i kangur to jedyne zwierzęta, które nie umieją chodzić do tyłu. Kangurowi się nie dziwię, ale struś? Strusiowi też nie, bo w razie problemu może schować głowę w piasek.

 

 

 

Zanim zacznę poważne życzenia

Zanim zacznę poważne życzenia, najpierw dla rozgrzewki wiersz okolicznościowy, popełniony wiele lat temu, stanowiący dowód budzącej się religijności i umiłowania kariery, która nie przypadła mi w udziale.

Wielkanoc

W wielkanocną Wielką Sobotę,

nim rozpoczął kropidłem robotę,

Dobrodziej witał rozanielony

„Niech będzie   poświęcony”.

 

Wiernych wodą pobłogosławił,

ich i jaja ich wielkanocne,

kropidłem wiarę utrwalił

i zwyczaje wierze pomocne.

 

Siedzą teraz szczęśliwi jak w raju

i święcone potrawy wcinają,

ale wódki nie wleją do szklanki,

aby grzechem nie splamić pisanki.

 

I my wdziejmy wiosenne stroje,

precz odrzućmy myśli wszeteczne

i otwórzmy gościom podwoje.

Niechaj żyją nam Święta Jajeczne!

Michael Tequila

Unley, 6 kwietnia 1996

 

O wielkich i małych, ludziach i rzeczach

Dzisiaj blog pisze się sam, od niechcenia. Łagodnie, na luzie, zrelaksowany. Piwko oraz świeżutki chlebuś żytni, razowy z masełkiem działają cuda.

Wybaczcie mi to piwko, chlebuś, masełko. Piszę jak rodacy zdziecinniali już w wieku, kiedy kobieta i mężczyzna ciągną się wzajemne do łóżka w celach tak radosnych, że nawet ksiądz profesor Oko nie wypowiada się o tym bez wzruszenia. Podobnie jak Danusia Kępa, moja ulubiona artystka cyrkowa, która urodziła się z wrodzoną wadą wykonywania stójki na języku. Nikt dzisiaj nie rodzi się w takim stylu. Ja przynajmniej nie słyszałem.

Wada Danusi okazała się w dojrzałym wieku (choć nigdy nie dojrzał on całkowicie) ważną umiejętnością, potem zaletą, a w końcu cnotą, z którą obnosi się ona publicznie, jak na mój gust trochę bezwstydnie. Niektórzy nazywają tę cnotę deformacją, ale co oni mogą wiedzieć o tajnikach kobiecego organizmu. Organizm naszej bohaterki telewizyjnej należy rozumieć szeroko, oddzielając starannie sferę ciała od duszy i dokumentów, trzech elementów, z których się składa. Przepraszam, zapomniałem o języku, który jest bardziej żywiołem niż elementem.

Po tym wstępie domyślasz się, Czytelniku, że chodzi mi o rzeczy wielkie i małe. Ze spraw wielkich na myśl przychodzą mi tylko ludzie, a wśród nich najbardziej Prezydent Putin, który jest wyjątkiem, ponieważ będąc mały jest wielki. I na odwrót, będąc wielki jest mały. Tu należy poczynić rozróżnienie logiczne. W jednym wypadku chodzi o rozmiar myślenia, w drugim o rozmiar ciała. Można myśleć jak gigant, a być malutkim jak krasnalek. Może przesadziłem.

Wielkość i małość zależą od puntu widzenia. Rosjanie patrzą na swojego Prezydenta bardziej od dołu, może na leżąco, a może na kolanach, i widzą go wielkim. My jesteśmy oddaleni i chyba bardziej niezależni okulistycznie, i patrzymy na niego siedząc albo stojąc, stąd wydaje się on nam mniejszy.

Społeczeństwo rosyjskie dzieli się na dwie grupy. Ta większa to patrioci, którzy podziwiają, zachwycają się, uwielbiają, adorują, kochają i zachłystują się Prezydentem. Są oni pełni werwy, nonszalancji, niezależności i optymizmu. Podziwiam ich za to. Na półeczce stoi słoik dżemu, na stole wódka z zakąską, dalej widać trochę chleba, a oni: Cudownie! Rewelacja! Nadzwyczajnie! Nigdy jeszcze nie było tak dobrze. To wszystko zawdzięczamy naszemu Prezydentowi!.

Druga grupa Rosjan, trochę mniejsza, jest niemrawa, wyciszona, przytłumiona, bez ikry. Może dlatego, że gorzej się odżywia, bo mieszka za granicą. W telewizji mówiono, że ostatnio (czyżby w ciągu jednego roku?) wyjechało za granicę 300.000 Rosjan. Nie liczyłem ich, dlatego nie będę się upierać, czy to prawda, czy nie. Odkąd pewnej nocy odnalazłem pod łóżkiem własny rozum, nic mnie już nie dziwi.

Prezydent Putin wykonał ostatnio ciekawy krok. Może jest to pierwszy ze słynnych leninowskich kroków do przodu, zwanych po rosyjsku „szagami”?. Dwa kroki naprzód, trzy kroki wstecz. Otóż, jak słyszę, Prezydent znacjonalizował Bank Centralny Rosji. Znaczy się podporządkował go rządowi. To mnie zachwyciło, podobnie jak zachwycają mnie pan Duda-PiS, nadzwyczaj zdolny kandydat oraz pan Mastalerek-PiS, powszechnie ceniony recenzent wydarzeń światowych. (Boże, ile ja osób lubię!)

W krajach bezmyślnych, innych niż Rosja, bank centralny jest instytucją niezależną, a jego cele są stosunkowo proste: dbać o stabilność waluty, pilnować inflacji oraz hamować gospodarkę, kiedy zaczyna się przegrzewać i pobudzać, kiedy jest zbyt leniwa. Bank centralny jest w stanie to czynićdlatego, że nikt z rządu nie szepcze mu na ucho, co wolno, a czego nie wolno.

Dopiero teraz gospodarka rosyjska popędzi do przodu. Na telefon z Kremla: „Chłopcy, drukujcie pieniądze i pompujcie w gospodarkę, bo potrzebujemy ekspansji!”, mennica ruszy niczym Pendolino.

– A co z inflacją?- Śmiałby nieśmiało zapytać dyrektor banku.

– Nie martwcie się, towarzyszu, mamy potężną armię, to i inflację się powstrzyma.

Dyrektor się podporządkował, za to Rubel stał się niezależny. To mnie też zdziwiło, ponieważ zawsze myślałem, że jest on niezależny od lat. Dopiero teraz Rubel zacznie chodzić własnymi ścieżkami, nawet jeśli będzie to oblodzona ścieżka pod górę w Himalajach.

Wszystko zaczyna sie od „Dopiero teraz..”.

Spotkania z pisarzami

Przytaczam komentarz Czytelnika na blogu z 27 bm (temat: Stasiuk):

Pisarz nie powinien chodzić na żadne spotkania autorskie organizowane dla innych Pisarzy. Owszem powinni się Oni kontaktować ze sobą tak często jak tylko to jest możliwe ale nie na spotkaniach autorskich tylko gdzieś w pabach przy degustacji i ocenie wysokoenergetycznych i wysokoprocentowych trunków. Ostatecznie może być piwo. W tej materii ich uwagi i sugestie przyniosą więcej dobrego i pożytecznego niż wymiana zdań na spotkaniach autorskich, które moim zdaniem bywają nudne i wymuszone. Organizowane są przeważnie przez Wydawców i mają charakter wyraźnie komercyjny. Czytelników ( ich chlebodawców ) mniej interesuje pisarz jako osoba a bardziej ludzie i problemy o których pisze. Zainteresowanie czytelników osobą samego pisarza czyni z niego mimo woli Celebrytę a to już nie ma nic wspólnego z literaturą. Pan Andrzej wyraźnie nie chce nim być.

Dzięki za bardzo rzeczowy i cenny komentarz.

Uczestniczyłem w kilku spotkaniach autorskich i zacząłem powoli tracić zainteresowanie. Uczestniczyłem w nich, aby zobaczyć jak one przebiegają, kto przychodzi, o czym toczy się dyskusja, również dlatego, że sam prowadzę spotkania autorskie i chciałbym, aby wypadały one jak najlepiej.

Zdaje się, że nie jest to takie proste. Rozmawiałem z kierowniczką jednej z bibliotek publicznych na temat takich spotkań. Twierdziła, że czytelnicy nie zawsze chętnie przychodzą, ze najchętniej to by przyszli, gdyby zapewniła pisarza lub pisarkę wielkiej sławy, że nie za bardzo lubią zdawać pytania, że obawiają się, iż prowadzący spotkanie może zaskoczyć uczestnika pytaniem, aby zachęcić do dyskusji.

Co do moich spotkań, to sam je organizuję niezależnie od wydawcy. Moim zamysłem jest nie tyle dyskusja o mojej powieści czy twórczości, ile o sztuce pisania, sprawach warsztatowych, promocji i autopromocji i podobnych kwestiach.

Co do spotkań z innymi pisarzami, to mieszkam na Wybrzeżu od niedawna i nie nawiązałem jeszcze kontaktów. Jest to oczywiście naturalne środowisko wymiany poglądów na poziomie zawodowym, nie jestem jednak pewien, czy ludzie z branży chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami i wiedzą. Testowałem to wstępnie na jednym lub dwóch spotkaniach z pisarzami.

Sam nie odczuwam takich ograniczeń; uważam, że swobodne dzielenie się z innymi „sekretami” zawodu w niczym nie umniejsza mojej pozycji ani szans powodzenia, ponieważ pisarstwo jest rzeczą niezwykle indywidualną a na rynku jest dosyć miejsca dla dowolnej liczby geniuszy.

Istnienie setek podręczników, kursów pisarskich i udział nawet w dziesiątkach spotkań, samo z siebie nie uczyni z nikogo dobrego pisarza. Jest to efekt – jak to określił pewien amerykański pisarz a zarazem redaktor magazynu dla pisarzy – trzech czynników: wrodzonego talentu (rozumiem to jako naturalną łatwość ekspresji) umiejętności pisarskich (warsztat, którego można nauczyć się) oraz wytrwałości. Ostatni czynnik jest chyba niedoceniany.

Zapraszam na moje spotkania autorskie:

16 kwietnia godz. 18.30, Biblioteka Morena, Ul Wyrobka 5A, 80-288 Gdańsk, tel. 58 348 70 06

24 kwietnia godz. 18.00, Biblioteka Manhattan, al. Grunwaldzka 82, 80-244 Gdańsk-Wrzeszcz, tel.: 58 500 00 80

Oto najświeższy link do opinii o mojej powieści: Kamil Na półce przeczytane 2015 03 28

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251623/sedzia-od-swietego-jerzego

Proszę pamiętać o przewinięciu strony docelowej, ponieważ jest tam kilka opinii umieszczonych jedna pod drugą.

Jestem reakcjonistą

Podobał mi się sondaż poparcia dla kandydatów na prezydenta wykonany w marcu b.r. przez Polish Daily News w Nowym Jorku. Poziom poparcia uzupełniam komentarzami, jakie ukazały się na formularzach sondażowych.

Duda – 44,7 % – A young, dynamic and handsome bloke. We love President Kaczinsky!

Brown – 14,0 % – The greatest Polish movie director.

Kukiz – 12,3 % – Dajcie mu Ministerstwo Kultury!

Kowalski – 8,8 % – Tradycyjne polskie nazwisko. Support tradition, not Russia!

Korwin-Mikke – 8,8 % – Communist and EU fighter! We love him.

Wilk – 7,9 % – Tyż popieram animal protection.

Komorowski – 1,8% – Kto to jest? Pierwszy raz słyszę to nazwisko.

Słomka – 0,9 % – Popieram, bezdomnych trzeba dorzywiac!

Jarubas – 0,9 – Lubie polskie sery Krakus i Jarubas.

Ogorek – 0,0% – Precz z Unią Europejską!

Znam Polonię, mieszkałem długo za granicą. Nowy Jork jest na końcu świata. Samolot ze Smoleńska rozbił się u nich dopiero dwa tygodnie temu. Cieszę się, że Polonia z Nowego Jorku wróci do Polski zgodnie z programem repatriacji PiS, kiedy już krajem rządzić będzie Prezydent Duda.

Z ostatniej chwili!

Reporter „Naszej Tuby” donosi: Dzisiaj Mastalerek w programie „Kawa na ławę” niezwykle zręcznie robił lewatywę uczestnikom spotkania i telewidzom tłumacząc, jak PiS walczył, walczy i będzie walczyć o kontrolę Komisji Nadzoru Bankowego nad Skokami.

Wniosek nasunął mi się sam: Potrzebujemy więcej szpitali psychiatrycznych. Będę głosować na kandydata, który przedstawi ten temat w swoim programie wyborczym. Jeśli nikt tego nie zrobi, to zobaczycie mnie na ulicach Gdańska, a może i całego Pomorza, jak nocą przemierzam z pochodnią oświaty polityczno-medycznej autostrady, szosy, trakty, drogi polne i ścieżki promując PiS i rozwój psychiatrii w Polsce.

Dla relaksu, zobacz video „Just fun” ze śmieciarką i koszem na śmieci. Jest niesamowite. Sprawdziłem poniższy adres, jest poprawny. Jeśli nie uruchomi się bezpośrednio ze strony blogu, proszę go przekopiować w pasek adresowy Googla lub innej wyszukiwarki, wtedy zadziała. Życzę miłego oglądania.

https://www.facebook.com/video.php?v=358812820973533&fref=nf

Andrzej Stasiuk, pisarz. Co z nim?  

Uczestniczyłem dzisiaj w spotkaniu z Andrzejem Stasiukiem. Przeczytałem wcześniej na Wikipedii jego życiorys. Bardzo znany i zasłużony dla literatury i kultury polskiej pisarz. Zabrałem ze sobą jego książkę „Wschód”, otrzymałem ją na imieniny w upominku, podpisał mi. Ucałowałem jego autograf i zalałem się łzami. Może i zrobiłbym to, gdyby jej autor był w lepszej formie w czasie spotkania.

Po niedawnym spotkaniu z Katarzyną Bonda, znaną autorką kryminałów i dzisiaj z Andrzejem Stasiukiem, bardzo znanym pisarzem, porównałem ich sobie Australijczykami. W Adelajdzie też uczestniczyłem w spotkaniach z pisarzami. Wypadli oni korzystniej. W moim odczuciu byli bardziej otwarci w kontaktach z publicznością, bardziej zaangażowani, chętni do rozmowy, bardziej sympatyczni.

Pan Stasiuk stwarzał wrażenie, jakby był zmęczony albo znużony pytaniami, jakie mu zadawano. Dużo jeździł na Wschód, Rosja, byłe republiki radzieckie, Ukraina, Azja. Zapytany, jak widzi różnice miedzy Rosjaninem i Ukraińcem, oświadczył coś w rodzaju, że nie posiada takiej wiedzy, albo że nie czuje się kompetentny mówić na ten temat.

Jeździł prawie wyłącznie na wschód i na południe od Polski. Napisał w związku z tymi podróżami kilka książek. Lubi przestrzenie, kultury i ludzkie losy. Zapytałem go, czy nie miał chęci zwiedzić Ameryki Południowej i Środkowej. Tam też są ogromne przestrzenie, bogate kultury i przebogata literatura. Nie, nie miał takiej chęci. Był tylko raz w Stanach Zjednoczonych, lecz chętnie pojechałby tam ponownie. Pomyślałem, że nie czułby się dobrze w Ameryce Południowej ze względów językowych, jeśli nie zna albo zna słabo język hiszpański i angielski. To drobny szczegół, który być może lepiej określa motywacje podróży niż inne względy. To jest oczywiście moja spekulacja. Ale myślę, że jest w tym trochę prawdy.

Tak czy inaczej, ta i inne odpowiedzi pisarza wzbudziły we mnie sceptycyzm, co do autentyczności jego kontaktów z audytorium. Szczerość, otwartość, naturalność dają się wyczuć, wydają mi się wspaniałą cechą u autora czy autorki, którzy są także ludźmi. W wymienionych zachowaniach jest prawda i autentyczność, taka sama jak w pejzażach, dzieciach, zwierzętach i przyrodzie. Coś, co ujmuje, zjednuje i cieszy.

U wielu Polaków wyczuwam prawie nieuchwytną sztuczność, jakiś łagodny albo i nie łagodny rodzaj nadęcia, nienaturalność, nawet arogancję. Coś w rodzaju: Co ja będę z wami rozmawiać!? Już tyle razy mnie o to pytano!

Być może, kiedy jesteś już bardzo popularny, nie potrzebujesz więcej uznania i uwagi bliźnich. Temat godny ujęcia w powieści.

Pytanie: Gdzie zamieszczać opinie o książce i jej autorze?

A. Na stronach księgarni internetowych, zwłaszcza tych większych.

B. Na poważnych portalach pisarskich, literackich i czytelniczych:

www.lubimyczytac.pl

http://liternet.pl

http://portalliteracki.pl

www.granice.pl

www.portal-pisarski.pl