Pierwszy dzień świąt. Ale jakich?

Zadaję pytanie w tytule i piszę nieco chaotycznie, aby dać wyraz mojemu rozczarowaniu, że tak właśnie piszę. Mam na to uzasadnienie.

Kilka razy wznosiłem dziś, pierwszego dnia świąt, toasty, choć to podobno raczej nie wypada, ale były one bardzo skromne, kieliszeczkami, góra 25 milimetrów wysokości, najpierw za zdrowie pań, potem za zdrowie rodziny, wśród której w dyskusji wyróżniały się dzieci, niezwykle skutecznie zabierające głos. Podejrzewam, że śledzą one z pasją debaty prowadzone w Sejmie przez miłosiernie panującą nam partię, w szczególności zaś wypowiedzi posła Suskiego, który mówi wolno, dostojnie i z błyskiem zęba mądrości. Otóż ten błysk zauważyłem u jednego z dzieciątek rodzinnych, śledzących – jak wspomniałem – dyskusje w Sejmie, na które opozycja otrzymała regularny przydział jednej minuty na osobę.

Kończąc sprawę toastów, ostatni mój toast był „Za zdrowie szampana”, imienia nie wymienię, bo było zagraniczne, czyli obce, co nie jest miłe.

Pierwszy dzień świąt był niezwykle udany. Były to najsmaczniejsze święta mojego życia: zupa grzybowa, karp smażony, tak dobry, że go ucałowałem z radości w wyimaginowany pysk, zanim go zjadłem, różne pierożki, sałaty i inne frykasy. Obserwując siebie uważnie przy stole zauważyłem, że cieszę się niezmiernie, że inni Polacy też się cieszą, że rząd się cieszy, ponieważ pierwszy dostrzegł światła naszej wspólnej wspaniałej przyszłości opartej na współpracy i serdeczności.

– Trzeba mieć oczy jak reflektory, aby je zauważyć – dziwnie zauważył Iwan Iwanowicz, mój sąsiad z osiedla, przewodniczący Komitetu Narad przy Krawężniku.

Z rzeczy mniej miłych, na które musimy być przygotowani, choć życie układa nam się jak po różach, bez kolców, wymienię informację, że pewien obcokrajowiec (co dobrze wiedzieć), niejaki Gene Sharp, napisał książkę po tytułem „Od dyktatury do demokracji”, którą można pobrać bezpłatnie ze strony http://www.aeinstein.org/free-resources/free-publications/polski/ (Albert Einstein Insititution). Nie wiem, po co komu taka książka, skoro na świecie, w Europie, nie mówiąc o naszym kraju, jest przecież bajecznie i nigdy nie było tak dobrze, mimo marnej pogody, i nie ma potrzeby myśleć o przechodzeniu stamtąd dotąd.

Uzupełnię jeszcze moje wcześniejsze życzenia świąteczne życząc Panu Prezesowi Kaczyńskiemu dużej podaży sensownych w cenie premierów do wymiany, zaś Panu Ministrowi Macierewiczowi świeżutkiego szampana „Russkoje Igristoje”, który nie tylko że jest smaczny, ale i głowa po nim nie boli.

Rechrystianizacja – ceny koni idą ostro w górę.

Ważne wydarzenie zawróciło mi w głowie do tego stopnia, że tylko o nim myślę. Chodzi o marzenie Premiera Morawieckiego o rechrystianizacji Europy. Sprawdziłem w Wikipedii. Jest tylko chrystianizacja, czyli proces wypierania pogańskich wierzeń przez wiarę chrześcijańską, zastępowanie oznak rodzimej wiary niechrześcijańskiej chrześcijańskimi symbolami, wznoszenie kościołów w miejscu świętych gajów i świątyń, ustalanie świąt kościelnych w dniach, w których obchodzono uroczystości religijne, zastępowanie lokalnych bóstw kultem świętych chrześcijańskich itp. Teraz, jak rozumiem, musimy dokonać powtórki chrystianizacji i rechrystianizować to, co wymaga odnowienia w duchu postępowego chrześcijaństwa Premiera Morawieckiego, jego rządu i partii.

Nie wiem jeszcze, jak to będzie wyglądać w szczegółach, ale chyba szykuje się krucjata, ponieważ ceny koni poszły ostro w górę. Co do mnie, to już zdecydowałem: będę Premierowi pomagać. Przygotowuję się, nabywając pośpiesznie brakujących mi umiejętności. Na koniu jeździć umiem, czyli wsiadać i zsiadać, popędzić i zatrzymać, oraz – o czym nie mogę za żadne skarby zapomnieć – jechać i to do przodu, nie do tyłu, bo taki jest kierunek rządowych działań. Gorzej jest ze spadaniem, bo i na to muszę być przygotowany, kiedy na przykład przyjdzie mi dobić osobnika uparcie opierającego się rechrystianizacji, czego nie można wykluczyć.

Muszę też nauczyć się rozpoznawać innowierców, ponieważ obawiam się, że jakbym natknął się gdzieś w Europie na Rysia Czarneckiego, to nie wiem, czy nie wziąłbym go za Turka, z tym jego okrągłym obliczem, szarawarami i orientalną mową. Myślę o nim, ponieważ nie jestem pewien, czy on jest prawdziwym chrześcijaninem, czy też udaje, bo złapałem go na kłamstwie. Na szczęście tylko raz, ale Bóg jeden wie, co w Rysiu siedzi. To straszne, jak poganie i innowiercy potrafią udawać!

Tak czy inaczej temat rechrystianizacji jest ważny. Nie będę jednak przygotowany do krucjaty przed Bożym Narodzeniem, ponieważ zbyt wolno myślę i chyba nie zdążę załapać się na pierwszą krucjatę. Zdaje się, że Premier Morawiecki jeszcze w tym tygodniu jedzie do Brukseli, aby zbadać grunt pod rechrystianizację. To dobrze. Życzę my wszystkiego najlepszego kończąc słowami: Boże dopomóż w zbożnym dziele!

Jakżeż ja się cieszę, że jesteśmy prawdziwie chrześcijańskim narodem!

Zaproszenie:

Serdecznie zapraszam na moje spotkanie autorskie w dniu 18 grudnia br. (poniedziałek), godz. 18.30, Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku, ul. Długi Targ 39/40.

O ludziach, kraju, partii i dwóch prezydentach

Spotkałem w lesie człowieka. Znamy się od dawna, to mój czytelnik. Był ostry jak brzytwa. Dokumentnie schlastał moją ostatnią twórczość blogerską.

– Piszesz, człowieku, jakbyś nie jadł od dłuższego czasu. – Był z psem, który milczał, kiwał tylko głową potakująco.

Leśne słowa wziąłem sobie do serca, wróciłem i biczowałem się dłuższy czas. Taki już jestem – przyjmuję prawdę z godnością. Jestem w tym podobny do ministra przyrody, tego o twarzy dzika z przekrwawionymi oczami, który w odruchu patriotycznej szczerości podał Puszczę Białowieską do prokuratora za bezprawne zapisanie się do Unesco.

– Kto to jest ten Unesco? – Krzyczał minister. – Jest nikim. W ministerstwie nigdy o nim nic dobrego nie słyszeliśmy, oprócz tego, że przyjmuje lasy i puszcze pod bezprawną opiekę.

W perspektywie mamy wizytę prezydenta USA, Donalda, tego właściwego. Spotka się z naszym prezydentem, też Donaldem, tylko trochę innym.

– To mój odpowiednik. Jest drobniejszy niż ja, więc łatwo mu wyrwę rękę w geście powitania. – Powiedział Donald T.

Trzeba wiedzieć, że historia z ręką nie jest żadnym żartem. Pokazuje to video w Internecie. Prezydent Donald „szarpie, ciągnie, zgniata, poklepuje i długo trzyma cudze dłonie”.

– Mam słabość do dłoni. To kwestia serdeczności. Okazuję ją tylko przyjaciołom. Innym ludziom dłoni nie podaję i nie szarpię. – Tak to objaśnił.

My nie jesteśmy gorsi, mamy najwyższej klasy specjalistę od całowania dłoni, rąk i przedramion damskich. Widać go czasami na nocnych przemarszach. Lubi chodzić nocą i śpiewać.

Rząd i Partia zaplanowały wielki zjazd ludzi na spotkanie z Donaldem T. Oprócz autokarów, rowerów, koni, czołgów i helikopterów, będą tylko prawomyślni obywatele, bez przedstawicieli PO, Nowoczesnej i KOD, którzy postawili się poza nawias społeczeństwa. Prezydent Trump ma nas chwalić za odwagę i potęgę europejską. Jest już wstępne porozumienie: Polska i USA stworzą nowy sojusz militarno-gospodarczy, poza Unią Europejską.

– Co mi tam Chiny, Rosja i Unia Europejska! Polska to jest dla mnie partner! – Taką deklarację złoży prezydenta Donald.

Minister Antoni przygotował już wojsko do defilady. Najpierw będą szły konie, dla upamiętnienia tradycji, potem czołgi, dla pokazania siły, następnie pojawią się helikoptery, które dolecą, kiedy zostaną zakupione.

Władze przygotowały godne przyjęcie gościa. Przedstawiciele Partii i Rządu będą podchodzić dwójkami i całować go w … ciało w dowód wdzięczności za poparcie naszego wyjścia z Unii Europejskiej. Przygotowano pierwsze trzy trójki. Nie będzie tam tylko pani premier, bo kobiecie nie wypada całować się publicznie.

Rozmowy gospodarcze będą bardzo intensywne, ale konkretne. USA będzie nam dostarczać gaz ziemny, a my im węgiel. – Mamy więcej miejsca na składowanie. – Wyjaśnił prezydent T.

Nie wiadomo jeszcze, czy Naczelnik spotka się z Prezydentem.

– Kiedy myślę o waszym Prezydencie, mam złe skojarzenia. On jest taki nieporadny. – Wyjaśnił swoje stanowisko. Nie było to całkiem zrozumiałe, bo kiedy mówił, patrzył w kierunku dużego pałacu, a nie małego międzynarodowego lotniska.

Wszystko to jest jakieś tajemnicze. Właściwie to niewiele mnie już dziwi, bo idziemy coraz szybciej i w coraz lepszym kierunku. Skutecznie nie dopuszczamy do siebie uchodźców ani terrorystów, co w sumie znaczy to samo. Potrafimy nawet opluć uciekinierkę, która z czarnej Afryki przyjechała do Berlina, a stamtąd do Polski, aby pomodlić się w kościele. Jeden z wiernych rozpoznał w niej znaną i niebezpieczną brudaskę. Mamy czujnych obywateli. Kiedy to zrobił, krzyknął reklamowo: Brawo my!