Poezja na czas ciszy wyborczej

Dziś wiersze z niepublikowanego zbioru „Oniemiałość”, wybrane bez namysłu, dwa prawie kolejne utwory.

Pierwszy jest trudny do określenia, to gra wyobraźni o istnieniu i nieistnieniu, czyli o tym, co znamy tylko w części pierwszej, ulotnej, przemijającej, i drugiej, o której nikt nie ma najmniejszego pojęcia. Czysta refleksja.

Alegorie

Z czyśćca niepokojów dusze wyjrzą płowe,
oniemiałość czynom odejmie znaczeń mowę,
w królestwie pięknej Wenus i chmurnego Marsa
Idea na tron zasiądzie. Wszystko inne to farsa.

Kiedy już dojdziesz, gdzie każdy dojść musi
i ciężar zmyślony na przejrzystość zmienisz,
ręce cię zaświerzbią i anioł podkusi,
byś bezwstydnie dotknął poezji płomieni.

Wiersz „Bałkany” pisałem w czasie, kiedy na terenie dawnej Jugosławii panowała wojna dwóch religii, dwóch nienawiści. Historia określiła ją później jako najkrwawsze wydarzenia wojenne na terenie Europy od zakończenia II Wojny Światowej.

Bałkany

Ziemia spalona, zszarpana darnia,
szczątki ciał w siebie chciwie zgarnia,
tysiące szczątków, bo niespokojna
nie spocznie, jak długo trwa wojna.

A inne nacje, gdzie luksus syty,
z wojny ściągają haracz obfity
śląc okrucieństwa broni i sprzętu;
nie ich obejmą fale zamętu.

Poezje, Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona”, księgarnia Empik: https://tinyurl.com/yxv6dj9n

0Shares

Nienawiść organiczna. Groteska perwersyjnie optymistyczna.

Jeśli ją czytasz, to czynisz to na własną odpowiedzialność. Strzeż się wściekłego psa własnych myśli i uczuć.  

„Żyrafy. Najwyższe ze zwierząt lądowych są roślinożerne. Żyrafy żyją na wolności do 25 lat i obecnie są w czerwonej księdze IUCN zaliczane do gatunków narażonych. Dzięki półmetrowemu językowi z łatwością są w stanie skubać liście z najwyższych drzew. Te smukłe zwierzęta roślinożerne mają bardzo długie języki” – napisał do mnie kolega szkolny Joseph Microsoft na monitorze mojego komputera z Windows 10.

Wspomnienie korespondencji rozbudziło mnie niczym kubeł zimnej wody, jaki zwykł fundować synowi zmożonemu głębokim snem narkotycznym pewien – znany mi osobiście – kochający ojciec. Wstałem. Za oknem darły się koty. Była godzina czwarta czterdzieści pięć rano. Pokazał mi to zegarek lekko uderzając wskazówkami o metalową obudowę. Udałem się do łazienki i tam w cichości kabiny prysznicowej, blatu z głębokim zlewem oraz białej spłuczki i uroczej deski klozetowej przyjrzałem się mojemu językowi. Mały, czerwony, ubożuchny jak koszula ściągnięta z nieboszczyka po dwóch miesiącach zmagania się z wiecznością.

Poczułem do siebie wstręt. Zacząłem nienawidzić własne ciało. Ja, istota intelektualna i uczuciowa, reprezentowana przez lotny rozum i wezbrane miłością serce, znienawidziłem fizyczną część mojego organizmu, przede wszystkim bebechy i warstwę tłuszczu na brzuchu, i to wszystko co sobą reprezentują.

Aby umocnić i pogłębić w sobie nowe uczucia, rozebrałem się do naga i przyjrzałem się sobie dokładnie przed lustrem. Był to obraz nędzy i rozpaczy. To wzmocniło moją determinację doprowadzenia sprawy nienawiści do końca. Przyniosłem z biurka i rozłożyłem na blacie zdjęcia przywódców różnych narodowości, zboczeńców i wyuzdańców, rozchełstanych Borysów, krzykliwych Farage’ów, kłamliwych Mateuszów, stetryczałych Jarosławów, tłustych Donaldów i zdziwaczałych Dim Dongów, aby przyjrzeć się ich skwaśniałym twarzom na tle własnego niekochanego już organizmu.

W miarę przyglądania się, czułem się coraz lepiej. Uczucie nienawiści, w odróżnieniu od tego co piszą naukowcy i inni niedorobieni członkowie społeczeństwa, dobrze mi zrobiło. Poszwendałem się jeszcze trochę po łazience, doceniając szlachetny charakter klatki więziennej bez okien, i uspokojony wróciłem do łóżka.

Jeśli miałem jeszcze sny, to wyłącznie kolorowe, ponieważ rano obudziłem się śpiewny niby opity chmielem skowronek, z głową  na poduszce wysłanej promienistą tęczą. Myślałem, że to LGBT, ale nie, była to tęcza promieni słonecznych filtrowanych przez firanki w oknach sypialni.

Była to najbardziej udana noc. Nie powiem, że całego życia, bo wszystko jeszcze przede mną.

Najnowsza powieść: Michael Tequila: Cztery portrety cudze i jeden własny:  https://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

0Shares

Ptachu nocą spotyka się Rudym. Powieść psychodeliczna. Odc. 22.

Trudna noc, a następnie pracowity dzień, nie zmieniły wiele. Namiestnik wrócił do domu zmęczony, rozebrał się, umył ręce i w samotności zjadł kolację. Usiłował zająć się czymś. Nie miał chęci oglądać telewizji. Wiedział, o czym będą mówić. On i jego rząd byli w centrum zainteresowania, a informacje o wypadkach drogowych, pożarach i ludzkim kalectwie go nie interesowały. Siedząc w wygodnym fotelu przysnął.

Nie był to udany wypoczynek. Budził się i znowu przysypiał. Właściwie to drzemał, kiedy zobaczył przed sobą Rudego. Nawet nie odczuł do niego niechęci. Mężczyzna siedział naprzeciwko i przyglądał mu się przyjaźnie, przynajmniej obojętnie. Takie Ptachu miał wrażenie. To go uspokoiło. Czekał, co ma mu do przekazania. Rudy po chwili otworzył usta, zawahał się, po czym przemówił. Opowiedział Ptachowi fragmenty swojego życia, jakby pragnął wyjaśnić, że nie jest takim potworem, za jakiego ma go gospodarz. Była to opowieść co najmniej dziwna, przypominająca wyznanie.

– Nie przejadałem państwowych pieniędzy, jak to głosisz. Faktem jest jednak, że spędziłem sporo godzin w restauracjach. Taki prowadziłem tryb życia. Dnia nie starczało na załatwienie wszystkich spraw rządowych. Dlatego spotykaliśmy się przy obiedzie i kolacji i kontynuowaliśmy dyskusje na najważniejsze tematy. Kazałeś to nagrywać. Teraz wiem, że było to rozsądne. Zalecam ci, abyś nagrywał także siebie i swoich ludzi. Przekonasz się, że kiedyś ci się to przyda. Ktoś napisał, że na podstawie tych nagrań opracowano scenariusz do znanego filmu „Wielkie żarcie”. To bzdura. Ten film powstał wiele lat wcześniej, w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym trzecim roku. Pomysł był rzeczywiście ciekawy: kilku mężczyzn organizuje ucztę w podmiejskiej willi, aby popełnić samobójstwo z przejedzenia. To ciekawe, ale to nie ja. To do mnie w ogóle nie pasuje. Dlatego niesłusznie mnie traktujesz, pokazując mnie i moich współpracowników jako obżartuchów. A do tego jeszcze wprowadziłeś tę historyjkę do podręczników szkolnych, jako metodę zniechęcania dzieci do objadania się. Może zamiar miałeś pozytywny, bo o szlachetność cię nie podejrzewam, ale było to nieuczciwe.

Ptachu wpatrywał się w człowieka i nie poznał go. Pomyślał o nim życzliwie, jak bardzo się zmienił. Za chwilę jednak otrząsnął się z wrażenia. Zdał sobie sprawę, że gdyby przestał myśleć o nim negatywnie, zniknąłby temat jednoczący ludzi w poparciu dla Partii Powszechnego Dobrobytu.  

– Słyszę, co mówisz, ale nie mogę niczego już zmienić. Jesteś politykiem, więc mnie zrozumiesz. Doszedłem do władzy po długich latach oczekiwań i teraz jesteś, ty i twój rząd, spoiwem mojej polityki. Mówienie i myślenie o tobie jednoczy ludzi mnie popierających, nawet jest to niesprawiedliwe, nie całkiem prawdziwe.

– To mogę zrozumieć – odpowiedział Nepomucen – ale przynajmniej nie przesadzaj, nie opowiadaj głodnych kawałów o tym, jak to nurzaliśmy się w rozpuście, nie pokazuj scen z miejsc, gdzie rzekomo pojawialiśmy się, domów schadzek, pensjonatów ukrytych w górach, nieistniejących restauracji, nawet starych sztolni górniczych. Ty, twój złotousty Zarządca i ten rozmamłany duchowo Plenipotent na spotkaniach z ludźmi opowiadają, ile to zła wyrządziłem narodowi, jaki byłem nieodpowiedzialny, rozrzutny i zdemoralizowany. Twoi ludzie rozpracowali szczegółowo moje życie. Nie będę się upierać, że to wszystko jest nieprawdą, ale zdecydowana większość zdecydowanie tak.

Głos Nepomucena stał się bardziej wyrazisty. Ptachu nie odzywał się, czekając co jeszcze ma do powiedzenia.

– Oglądaj sobie i pokazuj ludziom słupki swojego poparcia, i rób porównania z tym, jak to było za moich czasów, ale nie przejaskrawiaj, bo to zwykła polityczna blaga, oszustwo, rozbój w biały dzień. To wróci do ciebie jak bumerang i bardzo cię zrani. Kiedyś nawet naiwni przejrzą na oczy i wtedy cię rozliczą. W bardzo prosty sposób; po prostu przestaną ci wierzyć. Możesz mnie nazywać wrogiem publicznym numer jeden, ale nie oszukuj, bo na tym przegrasz. Pamiętaj, że cię ostrzegałem.

Mężczyźni patrzyli na siebie w milczeniu. Ptachu zastanawiał się nad tym, co usłyszał. Na chwilę zamknął oczy. Kiedy je otworzył, Nepomucena już nie było. Odetchnął z ulgą. Po namyśle postanowił zmienić nieco swoje postępowanie, złagodzić swoje wypowiedzi, bardziej je polerować. Miało to sens, ponieważ zbliżały się wybory. 

Książki Michaela Tequili w księgarniach – najlepsze ceny https://tinyurl.com/y2r45ew5

Recenzje powieści Michael Tequila: „ Sędzia od Świętego Jerzego”: http://michaeltequila.com/?page_id=39

Recenzje opowiadań Michaela Tequila: „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco”: http://michaeltequila.com/?page_id=1265 

Opinie czytelników o zbiorze poezji Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona” http://michaeltequila.com/?page_id=47

 

0Shares

Ptachu i Rudy. Rywalizacja i nienawiść. Początki. Powieść rosnąco psychodeliczna. Odc. 21.

Historia nienawiści Namiestnika Leona Krzepkiego-Kukuły do Ottara Nepomucena, byłego przywódcy Partii Liberalnej, była powszechnie znana. Wspomnienia dotyczące największego wroga snuły się po głowie Namiestnika niby duszący dym nad jesiennym rżyskiem. Były zdumiewająco świeże i intensywne wobec zdarzeń z odległej przecież przeszłości. Bolało go, że sprawca jego niepowodzeń i upokorzeń wciąż chodzi po ziemi. Uczucie wrogości tak bardzo męczyło Namiestnika, że poprosił swego spowiednika o wysłuchanie i zadanie pokuty. Efekt był nieoczekiwany.

– Synu, takiego typa możesz szczerze nienawidzić! Po tym, co od ciebie usłyszałem, sam go nienawidzę, choć jest to straszne. Nie myśl sobie, że my, duchowni, nie mamy serca w piersi czy uczuć! Ze złem trzeba walczyć! Dlatego cię rozgrzeszam. Nie proponuję ci żadnego pax vobiscum, ale życzę, aby wojna między wami zakończyła się twoją wygraną. 

Namiestnik pamiętał w szczegółach wszystkie zdarzenia związane z Nepomucenem. Śnił mu się często, nękając go swoją obecnością. Czasem wydawało mu się, że pragnienie zemsty pojawiło się już w dniu pierwszego spotkania z Ottarem na podwórku, gdzie chłopcy grywali w kiczki. Byli sąsiadami. Leon był przekonany, że dobrze opanował sztukę tej gry, rówieśnicy go cenili, tymczasem przegrał i to dwa razy z rzędu z Rudym.

Od dnia objęcia władzy, Namiestnik nie szczędził czasu ani wysiłku na rejestrację, dokumentowanie, opisywanie i wycenę szkód wyrządzonych obywatelom Amnezji przez Rudego. Zatrudnił księgowego. Ważna była dokładność, dokumentacja i wyliczenie szkód, jakie spowodował Rudy budując bez opamiętania autostrady i koleje, naprawiając drogi polne, wznosząc wiadukty, budując wielkie lotniska, jakby miały lądować tam promy kosmiczne, i organizując boiska nadające się bardziej do handlu warzywami niż do uprawiania sportu. W końcu stworzył nawet ścieżki zdrowia przez bagna, gdzie oprócz pijanego diabła i nocnych oparów nie było niczego. Budował także tanie oczyszczalnie ścieków. Na to wspomnienie Ptachu odwrócił głowę i zacisnął palcami nozdrza. Dusiło go.

– Tfu! Co to był za smród! Co za pomysł, żeby coś takiego robić!

Na spotkaniach publicznych ludzie pytali Namiestnika:

– Po co on to wszystko robił? Po co komu ścieżki zdrowia przez bagna? Przecież to kosztowało majątek. Kto to wszystko będzie sprzątać i remontować?

Wszystko, co stworzył Rudy, w ocenie Namiestnika było anormalne. Cieszył się, że jego pogląd podzielają miliony obywateli, choć czasem jego oskarżenia brzmiały absurdalnie. To go umacniało, że jest na słusznej drodze. Przygotowywał się do walki. Sprawa musiała trafić do sądu. Należało liczyć się z możliwością długiego procesu. Ptachu wolałby wymierzyć sprawiedliwość Rudemu szybciej i po cichu, jeśli byłoby to możliwe, ale było to obciążone ryzykiem. Konsekwencje niepowodzenia mogły być poważne. Takie były realia. Wróg narodu nie był w ciemię bity. Wręcz przeciwnie, był kutym na cztery nogi specjalistą od malwersacji i manipulacji. Tak myślał o nim Ptachu. Również coraz więcej obywateli. Była to wojna, a nie bitwa. Potrzebna była strategia, sąd i wyrok.

– Ten rudy diabeł musi ponieść zasłużoną karę! – Powtarzał to sobie, aby nie osłabło w nim pragnienie doprowadzenia do osądzenia i ukarania złoczyńcy. We śnie widział Rudego w celi więziennej. Raz nawet, był to makabryczny sen, w celi tortur, jak darł z niego pasy i posypywał rany solą. To było tak straszne, że rano zwymiotował na samo wspomnienie.

Książki Michaela Tequili w księgarniach – najlepsze ceny https://tinyurl.com/y2r45ew5

Recenzje powieści Michael Tequila: „ Sędzia od Świętego Jerzego”: http://michaeltequila.com/?page_id=39

Recenzje opowiadań Michaela Tequila: „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco”: http://michaeltequila.com/?page_id=1265 

Opinie czytelników o zbiorze poezji Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona” http://michaeltequila.com/?page_id=47

0Shares

Powieść „Cezarea”. Odc. 2: Sprzeczka o namiestnika i kraj

Następnego dnia, w poniedziałek, z samego rana, Wirgil Taranta czekał na Teu przy krawężniku. Wiedział, że po śniadaniowe zakupy świeżego pieczywa i mleka udaje się on o godzinie ósmej rano. W sklepach nie było już wtedy tłoku. Teu szedł zamyślony, kiedy przyjaciel zatrzymał go, pozdrowił staromodnym „Witam serdecznie szanownego pana” i od razu przystąpił do wyjaśnień.

– Chciałem panu powiedzieć coś więcej na temat kroniki Cezarei i okolic. Tak ją sobie nazwałem. Centralnym wątkiem są dzieje Cezarei i losy jej najbardziej prominentnych obywateli, zwłaszcza Namiestnika Leona Krzepkiego-Kukuły. To postać pierwszoplanowa. Czy pan wie, drogi przyjacielu, że niegdyś nosił on tytuł Naczelnika Wioski i Torów Kolejowych? Teraz stoi o niebo wyżej, jest Namiestnikiem.

To człowiek nietuzinkowy. Jest podziwiany i nienawidzony jednocześnie. – Wyjaśnił Taranta. W jego oczach błyszczały iskierki entuzjazmu.

– Zdaje się, że pan go lubi, panie Wirgilu. Mnie to nie przeszkadza. Każdy ma prawo do miłości i nienawiści. Ja raczej za nim nie przepadam. Ale bez przesady. Staram się być wyważony w uczuciach do ludzi. Ciekaw jestem, co pan sam o nim sądzi? Co pan o nim wie?

– Namiestnik to osoba wielkiej kultury i możliwości. Stanowi on dla mnie labirynt tajemnic, co daje mi możliwość eksploracji, czym może być człowiek i dokąd zmierzać. – Wyjaśnił Wirgil Taranta, przyspieszając kroku, aby zrównać się z Teu.

– Nie tylko dokąd zmierza, ale także, jak wiele można wysadzić w powietrze bez ładunku wybuchowego, jeśli ma się w sobie dużo uporu, obsesji lub głupoty. – Dodał Teu nie bez uszczypliwości. Nie mógł powstrzymać się od komentarza. Namiestnik działał mu na nerwy od czasu, kiedy jego partia wygrała wybory do parlamentu Cezarei.

– Może pan mówić sobie co chce. Ja staram się być obiektywny. Czy go lubimy czy nie, jego historia jest historią Cezarei. Jest tu najważniejszą osobą, co by nie powiedzieć.

Teu podjął rzuconą mu rękawicę. Wyraził sprzeciw. Zrobił to celowo, aby wysondować, co naprawdę Wirgil sądzi o Namiestniku i Cezarei.

– Ja nie jestem takim wielkim entuzjastą Namiestnika czy Cezarei jak pan, Wirgilu. Jak na mój gust Kukuła jest zbyt pobożny, uparty i niechętnie słucha ludzi. A Cezarea to zwykła miejscowość a nie jakieś bajeczne imperium usytuowane przez samego Stwórcę na wielkim płaskowyżu między Górami Syrenimi na południu a Morzem Tyrańskim na północy.

– Oraz między dzikim Wschodem i zastałym Zachodem, gdzie antyczne zabytki zajmują większą powierzchnię niż pozostałe obszary lądu razem wzięte. – To pan chciał powiedzieć. – Replikował Taranta.

– Przyznaję, że zgrabnie mi pan dociął. – Teu uderzył w pojednawczy ton uznając, że przesadził ze zgryźliwością.

– Przyznajcie, że to wszystko brzmi fascynująco! – Wykrzyknął Wirgil Taranta w kierunku mijającego ich małżeństwa z dzieckiem.

– Zachowuje się jak aktor. – Pomyślał przyjaciel z niechęcią. – Słów udawanego podziwu nie kieruje do mnie, mimo iż znajduję się tuż obok. – Z tym, że jest inaczej, niż życzyłbym sobie, godzę się szybko od czasu kiedy zrozumiałem, że wprawdzie człowiek kule strzela, lecz Bóg je nosi dokąd mu się podoba. – Pana Boga to i ja nie rozumiem, nie tylko agnostycy i ateiści. Ci ostatni to nawet go nie dostrzegają. – Wtrącił Teu mimochodem. Myśl przyszła mu do głowy, ponieważ poprzedniego dnia czytał na ten temat w Wikipedii.

Na szczęście rozmówca był skoncentrowany na sobie. To uratowało Teu przed opinią, że jest nieuważny, mało przyjacielski lub po prostu niewierzący.

0Shares

Ku pamięci Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza

Zamieszczam wiersz z mojego niepublikowanego jeszcze zbioru „Oniemiałość”. Dedykuję go pamięci Prezydenta Miasta Gdańska, Pawła Adamowicza, zamordowanego przez szaleńca ukształtowanego – nie mam wątpliwości, że co najmniej w jakiejś mierze – przez mowę bezmyślności, głupoty i nienawiści intensywnie kwitnącą u nas od trzech lat. Nie jest to dobry czas; życzyłbym sobie, aby zmiana na lepsze nastąpiła jak najszybciej. Wiersz jest tylko przybliżeniem tego, co odczuwam.

Do wiersza dołączam link do artykułu „Prof. Janusz Czapiński o ataku na prezydenta Adamowicza: To była rozmyślna, intencjonalna napaść”. Warto przeczytać, nawet ktoś się nie zgadza z wszystkimi opiniami profesora.

http://wyborcza.pl/7,75398,24362309,prof-janusz-czapinski-o-ataku-na-prezydenta-adamowicza-to.html#a=190&c=8000

Co mnie przeraża

Niespełniona miłość mnie przeraża
i duch fanatyzmu, deprawator ludzi,
zabójca dziecka, co Boga obraża
i ranek, co radości nie budzi.

Współczesność przeraża, jej ślepa tępota,
co myślącą istotę przemienia w robota,
okrutnik, co ptaka żywego nadziewa,
by wątrobę utuczyć rozpychając trzewia.

Oślepła religia, co nie pomni Boga,
asfalt, gdzie deszcz spijała polna droga,
człowiek, wróg natury dostojnego piękna
i jego kanałów martwota zatęchła.

Australia, Morphett Vale, 18 marca 1996

9Shares

O nienawiści, 1 powieści, 10 recenzjach i alkoholizowanym autorze

Kiedy pisałem powieść „Sędzia od Świętego Jerzego” nie miałem najmniejszego pojęcia, że zostanie ona jednoznacznie zakwalifikowana przez recenzentów jako „polityczna”. Zaskoczyło mnie to. Polityka jest niewątpliwe jej tłem, ale niekoniecznie najważniejszym.

Treściowo równie wiele jest tam sportu, co polityki. Dla mnie tematem wiodącym powieści jest nietolerancja i nienawiść, czyli zjawiska, które można odnieść – oprócz polityki – także do ideologii, religii, sportu, komunikacji społecznej czy nawet gospodarki i technologii. W tle jest również rywalizacja, nieodzowny element systemu demokratycznego, opartego na wolności przekonań i działań. W polityce nietolerancja i nienawiść są z pewnością najbardziej widoczne, także dlatego, że media karmią nas wiadomościami politycznymi nieprzerwanie, każdej godziny i minuty.

Powieść doczekała się dziesięciu recenzji, jednej na poziomie „dobrej”, kilku na poziomie „bardzo dobrej”, większości na poziomie „rewelacyjnej” (8 w skali 10). Wszystkie recenzje, bez wyjątku, definiują ją jako powieść „polityczną”; ja określam ją jako międzygatunkową, obyczajowo – psychologiczno -kryminalną, ponieważ zawiera w sobie te trzy wątki.

Piszę to wszystko, aby dać ujście poczuciu, że polityka w Polsce stała się czymś tak obrzydliwym, że fenomen rywalizacji i nienawiści pokazany w powieści został w recenzjach „zepchnięty” na tor boczny. Polityka uprawiana przez PiS, Kukiza i na dobrą sprawę także inne partie, stała się kłębowiskiem ignorancji, nietolerancji, nieposkromionych ambicji i zwichniętej religijności („moja wiara w Boga jest jedyna i słuszna”).

Polityka jest zjawiskiem wyjątkowo szerokim i złożonym. W istocie rzeczy dyskusja polityczna to dyskusja na tematy społeczne, ochrony zdrowia, obronności, edukacji, gospodarki, zatrudnienia, moralności i podobne. Wiele osób wypowiada się bez sensownego ich zrozumienia i umiaru w wyrażaniu opinii, i to jest bulwersujące. Do rozsądnej dyskusji potrzebne jest wykształcenie (uporządkowana wiedza), zdolność obserwacji i analizy, oraz samoświadomość, co wiem, a czego nie wiem, oraz wyczucie, ile i co wypada mi powiedzieć. Demokracja zapewniła nam wolność i ludzi ogarnęło nagłe przeświadczenie, że mogą mówić wszystko, co im ślina na język przyniesie. W wielu zrodziło to aroganckie przekonanie, że ich pogląd jest jedynie słuszny – prosta droga do niechęci i nienawiści osób o odmiennych poglądach. Odwołuję się w tym miejscu do obrazu Francisca de Goya y Lucientes: „Gdzie umysł zasypia, budzą się potwory”, doskonale ilustrującego powyższe wywody.

Francisco Goya, gdy rozum zasypia, budzą się potwory

W powieści starałem się pokazać nietolerancję i nienawiść, bardziej niż politykę. „Sędzia od Świętego Jerzego” jest groteską (z elementami humoreski), ponieważ chyba tylko ona jest w stanie wyrazić absurdalność zachowań społecznych. Groteska jest formą literackiego powiększenia, pomniejszenia i deformacji zjawisk świata przedstawionego, dzięki czemu idealnie nadaje się do interpretacji bulwersujących zachowań.

Osobom zainteresowanym weryfikacją tych poglądów przekazuję linki do kilku recenzji dołączając nabożne błogosławieństwo, którego w końcu i ja, człowiek wolny, mogę swobodnie i z natchnieniem udzielać z prywatnej ambony, głosząc prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, przejmującą i gorącą jak namiętność polityczna.

2015 04 09 http://nieterazwlasnieczytam.blogspot.com/2015/04/sedzia-od-swietego-jerzego-m-tequila.html
2015 04 10 http://www.zksiazkawdloni.pl/2015/04/sedzia-od-swietego-jerzego-michael.html
2015 04 26 http://www.kolegaliterat.pl/michael-tequilla-sedzia-od-swietego-jerzego/
2015 05 03 http://czytelnia-mola-ksiazkowego.blogspot.com/2015/05/michael-tequila-sedzia-od-swietego.html
2015 05 07 http://www.wiadomosci24.pl/artykul/recenzja_sedziego_od_swietego_jerzego_michaela_tequili_329971.html
2015 06 03 http://recenzjeoptymisty.blogspot.com/2015/06/michael-tequila-sedzia-od-swietego.html

2Shares