Wspomnienia powyborcze. Prywatna rezolucja polityczna.

 

 

 

 

 

 

Francisco Goya: Caprichos.

Po dwóch dniach od wyborów do Sejmu i Senatu zobaczyłem Przyszłość. Zaskoczyła mnie nocą pukając w moją głowę tak uporczywie, że obudziłem się z przestrachu, że wybuchła wojna dwóch światów, tego dobrego, który reprezentuje Wielki Mistrz, i tego przewrotnego, do którego sam się zapisałem. Przyszłość opowiedziała mi o swoich planach. Brzmiało to mniej więcej tak:

Przed wyborami Wielki Mistrz wyciągnął przed siebie ręce, spojrzał w niebo i krzyknął do Premiera:

– Módlmy się o deszcz!

Obydwaj modlili się o deszcz pieniędzy z Unii Europejskiej. I wymodlili. Ma przyjść już wkrótce w formie ogromnej chmury pomocy dla uciekinierów zalewających Unię Europejską z południa.

– Damy te pieniądze Polsce, bo ona najbardziej nam pomaga. – Zgodnie oświadczyli premierzy Grecji, Cypru, Malty, Włoch, Francji i Hiszpanii.

Przyszłość rozgadała się. Można by powiedzieć, że plotła androny, a ja w mojej radosnej naiwności wierzyłem w nie. Kontynuowała:

– Dodatkowe środki przyjdą z podatków, których jeszcze nie ma, ale będą. Przyjdą w różnej postaci, bo z pustego to i Salomon nie wypełni kotła potrzeb społecznych, ponadto dochody TVP z reklam wyborczych oraz datki zebrane w trakcie publicznych orędzi księży w ramach akcji „Głosuj przeciwko perwertom”. Naród mamy lotny, w mig chwytał zdrowe myśli i poniósł je ze sobą do urn wyborczych. Stąd nasze zwycięstwo. Nie pamiętam, kto to powiedział, może to ja sama to powiedziałam – oświadczyła Przyszłość.

Myśl, jak głosować, poniosłem i ja, ponieważ obiecano mi trzynastą i czternastą emeryturę już do końca, a spodziewam się żyć długo i szczęśliwie. Dla pewności poczekam jeszcze kilka dni na zapisanie tych dodatkowych emerytur w budżecie państwa, choć nie jest to konieczne, bo co się odwlecze to i uciecze, jak mawiała pewna pijana ręka z kieliszkiem spadając z dachu na łeb pewnego łysonia. Czy zwróciliście uwagę, jak często używam zwrotów w rodzaju „pewna ręka”, „pewni ludzie”, „pewne poglądy”? To zapożyczenia od Wielkiego Mistrza. 

Od dnia wyborczego zwycięstwa wierzę mocniej w Naród, Wielkiego Mistrza, Partię Powszechnego Dobrobytu oraz śledztwa w drobnych sprawach: działeczki pana premiera, samolocików marszałka Kuchcińskiego, trolli Ministra Sprawiedliwości, domku szybkiej radości pana prezesa NIK, Skoków pana senatora Biernackiego, zapłaty fakturek pana Birgfellnera i podobnych drobiazgów. Oczywiście żartowałem, bo to wszystko są zmyślenia i dobrze wiemy, że prokuratura i sądy w praworządnym państwie nie powinny zajmować się takimi głupstwami. Co innego śledztwo w sprawie Amber Gold, VAT-u i wystawnych kolacji z owocami morza okraszonymi przekleństwami. To były poważne sprawy.

*****

Na tej relacji postanowiłem ostatecznie zakończyć moją blogerską aktywność polityczną. Gdybym coś kiedyś przypadkowo chlapnął, to może to być tylko jakaś drobna dygresja, i tylko przez zapomnienie albo wyjątkowy upór. Sam nie muszę już myśleć. Wybaczcie mi, że w ogóle pisałem, było to potrzebne jak trzecie skrzydło u samolotu, którego wrak miał do nas wrócić a nie wrócił.

– Tam gdzie jest, jest mu dobrze. Nie jest już nam zresztą potrzebny. – Uspokoił mnie pan Antoni, główny teoretyk rozumowania katastroficznego.

Nie piszcie do mnie. Może wyrażę to w formie życzenia. Piszcie do mnie tylko wtedy, kiedy w Sejmie powstanie Kółko Swobodnej Myśli Politycznej, na którym będziemy mogli wszyscy obiecywać sobie nawzajem złote góry bez podatków, głosować przeciwko przedstawicielom własnego kraju w Unii Europejskiej, mówić o własnej historii, która ma tylko jasne strony, ograniczać do jednej minuty czas wypowiedzi upartych posłów opozycji, jeść z tacki plastikowej i swobodnie przeklinać jak pani Krysia, wyróżniać hejtami ulubionych sędziów, odpowiadać na pytania reporterów pozdrowieniem „Teraz jestem zajęty”, a nade wszystko nie będziemy potrzebowali prowadzić nudnych dochodzeń prokuratorskich w sprawach, które nas samych dotyczą.

Rozczuliłem się. I taki już pozostanę. Z ustami złośliwie skrzywionymi od płaczu. Może pomyślicie o jakimś pomniczku dla takich jak ja na centralnym placu dużego miasta? Może to być teren z odzysku. Byłbym wdzięczny.

0Shares

Zdrowa Paranoja i My, Ciężkomyślący.

Drodzy Czytelnicy!

Dziś, w Dniu Odnowionej Nadziei, w obliczu zbliżających się Wyborów do Sejmu i Senatu, konsolidacji sił po lewej i po prawej stronie, podjąłem ważną decyzję. Przemyślałem wszystko. Zmieniam karierę, aby zmieniać świat na lepsze. Dobra zmiana to dobra zmiana. Powtarzam te święte słowa, aby raz na zawsze zapamiętać, o co chodzi, ponieważ jesienna pamięć łatwo rozmaka na deszczu. Nie będę już pisać rzeczy lekkich; wiem, że ich czytanie jest czynnością wyczerpującą, podobnie jak myślenie. Głowa od tego puchnie. Ponadto nie ma czasu na czytanie.

Skoncentruję się na popieraniu sił postępu. Zachęcili mnie do tego ich czołowi działacze: marszałek Kuchciński oraz wiceminister sprawiedliwości Piebiak, którzy w pełni sił umysłowych podali się do dymisji, aby sprawić Suwerenowi radość, czyli także mnie, ponieważ jestem jego częścią. Niedużą, ale zgrabną i udaną, jak mniemam.

Marszałek Kuchciński powiedział mi w zaufaniu:

– Chłopie! Popierasz nas, to radość ci się należy. Teraz jak polecę bezpłatnie samolotem rządowym na Światową Konferencję Powszechnej Uczciwości, nikt nie będzie mieć już do mnie pretensji. Nie będziesz musiał świecić za mnie oczami. Mam już własną latarkę.

Wiceminister Piebiak, niezwykle pracowity i skuteczny organizator pracy sądownictwa, wyznał mi SMS-em: Odchodzę ze spółki „Raj”. Koniec z rządowymi trollami. Tworzę własny zespół. Mam zlecenia. Zbieram fachowców. Podobno coś pisałeś i masz pomysły? Może chciałbyś przyłączyć się do zespołu?

Odpowiedziałem bez namysłu, bo co tu myśleć w tak niezwykłej chwili:

– Dzięki za propo. Zapisuję się z przyjemnością. Żądam podwyżki oraz gwarancji, że mnie nie aresztujecie.

Odpisał:

– Obiecuję. Zrobione. Zadzwonię. Naostrz zęby, trzeba będzie dogryźć. Podam komu. Dobra zmiana może być tylko lepsza!

Też chcę być taki jak oni, ludzie z wyobraźnią, piękni i silni, wobec czego rezygnuję z kariery pisarskiej, poezji, biurka, Gabriela Garcii Marqueza oraz Ody do młodości i starości, i poświęcam się promocji uczciwości i ciężkiego myślenia. Ludzie ciężko pracują, ci popierający rząd także ciężko myślą. To trzeba docenić. Będę promować ciężkie myślenie. To moja misja. Aby sprostać szlachetnemu wyzwaniu, zakładam dwa towarzystwa wsparcia władzy i jej ludu: „Zdrowa Paranoja” oraz „My, Ciężkomyślący”. Czynię to po to, aby naród nie musiał już czytać Gazety Wyborczej i torturować się intelektualnie.

Jeśli będziesz stać w ulicznym korku, jechać tramwajem, autobusem lub pociągiem, zajrzyj do mnie! Komunikaty będą krótkie i błyskotliwe jak myśl przewodnia Ukochanego Brata Jarosława. Oby Bóg miał go w opiece zdrowotnej!

Nie jesteśmy sami. Kto i co pisze o Polsce? 

Politicohttps://tinyurl.com/y3p3xc4a
Financial Timeshttps://www.ft.com/content/a670c8c2-c32c-11e9-a8e9-296ca66511c9
Washington Posthttps://tinyurl.com/y2nola4h 

0Shares

Zbliżają się wybory do Sejmu. PiS reklamuje się.

Wicemarszałek z PiS: „Nie ma powodów do dymisji szefowej Kancelarii Sejmu”.

Marszałek Sejmu odchodzi, ale nikt nie bije się w pierś. A co z szefową Kancelarii Sejmu i Centrum Informacji Sejmu, którzy kłamali i wprowadzali opinie publiczną w błąd? Kto – i czy w ogóle – poniesie odpowiedzialność za wprowadzanie dziennikarzy i opinii publicznej w błąd? Kto wymyślił kłamstwo w sprawie lotów Kuchcińskiego, którym próbowano tuszować sprawę?

Kilka komentarzy zamieszczonych pod tą informacją na www.wyborcza.pl:

Malagosia 09.08.2019. To jeszcze nikt nie zgłosił do prokuratury, że pani była uprzejma popełnić przestępstwo? Przekroczyła uprawnienia ewidentnie. Drugie przestępstwo, to nie dopełnienie obowiązków – lala nie wykonała wyroku sądu.

ciemny_lud09.08.2019: Skoro premier kłamie, skoro marszałek sejmu kłamie, skoro (były) minister obrony kłamie jak najęty, skoro kłamie szeregowy poseł, to czemu ma nie kłamać szefowa kancelarii Sejmu?

chardonnay09.08.2019: Ależ do niczego nigdy nie ma powodów. Cała Polska z was się śmieje, kłamcy, oszuści i złodzieje.

jerzy201509.08.2019: Pani tylko kłamała w dobrej wierze -ochraniała szefa z PISu.

aliud201809.08.2019: mafia ściga swoich członków za nielojalność a nie za popełnianie przestępstw. to oczywiste. dopóki rządzi obecny układ o charakterze mafijnym, będziemy mieli grę pozorów, pozorowanych działań, pustych deklaracji, fałszywych wyjaśnień, przemilczeń, odwracania uwagi, wmawiania błędów opozycji, ścigania dociekliwych i agresywnej retoryki wojennej. Wpadną na tej strategii. Pytanie jednak ile do tego momentu jeszcze zdemolują? Na razie jest tak, że nawet przez siebie uchwalonego prawa nie są w stanie przestrzegać. Tego wcześniejszego nawet nie zamierzali. Bo było rzekomo postkomunistyczne. A przy takim stosunku do prawa to raczej nie ma co liczyć na legalistyczną postawę. Nie ma tu miejsca na prawo i sprawiedliwość. Jest rzeczą oczywista, że ktoś powinien złożyć skargę do prokuratury. Jeśli odmowi ona śledztwa to będzie przynajmniej kolejny dowód na jej upolitycznienie i korupcje.

DH09.08.2019: Pani marszałek bez zgody wielkiego SZU nic nie zrobi. Ma tylko robić dobre wrażenie.

0Shares

Tajemnica Marszałka. Powieść psychodeliczna. Odc. 18.

Tajemnica Marszałka pogłębiała się. W ocenie Śruby, byłego grabarza, podobno bardzo utalentowanego, grał na cytrze, harfie i skrzypach, , była już pół metra pod ziemią.

– Może trochę mniej, może trochę więcej. Tego nie da się zmierzyć linijką – wyjaśnił trzeźwo.

W sumie były dwie tajemnice, może nawet więcej. Z jednej strony chodziło o rodzinę Marszałka, jak bardzo była liczna i dlaczego zamiast chodzić dla zdrowia piechotą, latała samolotami. To było niejasne. Z drugiej strony ludzie zastanawiali się, dlaczego Marszałek oddalił się tak nagle od swego biurka i ukochanej buławy w plecaku, skoro nie złamał prawa, ani dobrych obyczajów, nie kłamał, nie złorzeczył, nie kradł sprzętu jak ten sędzia od wiertarki i młotka, zachowywał się godnie w samolocie, pluł wyłącznie do spluwaczki, o niczym nie wiedział i nie wydawał pieniędzy państwowych na lody i podobne fanaberie.

Marszałek niepokoił się też, dlaczego opinia publiczna odwróciła się od niego, skoro był czysty jak łza. Na wszelki wypadek sypnął groszem na cele charytatywne, a nuż los się odmieni. Dla zrelaksowania się, wciągnął mocniej powietrze w płuca i wtedy poczuł zapach bagienny, niemiły, otwarcie mówiąc mocno śmierdzący.  Zdziwił się: 

– Teraz? W ciągu lata?

Gryzł się coraz bardziej otaczającymi go tajemnicami, ale tylko w prawą rękę. Widać to na zdjęciu, jak stoi z obandażowaną dłonią i z twarzą smutną jakby zawieszoną na krzyżu.

To nie było wszystko. Martwił się również, dlaczego Namiestnik Kukuła nie podziękował mu za lata służby narodowi i Partii Powszechnego Dobrobytu. Ludzie różnie tłumaczyli zachowanie Namiestnika. A to, że się zapomniał, był już przecież na emeryturze, charakteryzującej się słabszą pamięcią, nawet amnezją. Twierdzili, że rano, zanim wypił kawę, przez nieuwagę zasznurował sobie usta zamiast butów i nie będzie mógł ich otworzyć wcześniej niż jesienią, która podobno zapowiada się burzliwie.

– W sumie wygląda to paranoidalnie – tłumaczył pewien malarz abstrakcyjny, specjalista od interpretacji arcydzieł sztuki politycznej.

Tylko Fanatycy ze wschodu kraju, wierni Partii i Ideałom, zapowiadali zgodnie:

– Nie martwcie się. Jesteśmy z wami aż do grobowej deski a może i dłużej. Pytali też dziennikarzy: – Po co o tym piszecie? Po co rozdrapujecie rany Marszałka? Kto je będzie leczyć i kiedy, skoro kolejki w służbie zdrowia wydłużyły się?

Pytań i pytających było wielu, brak było tylko wyjaśnień.  

0Shares

Marszałek kończy oświadczenie w sprawie lotów. Powieść psychodeliczna. Odc. 17.

– Dla mnie rodzina jest najważniejsza. Mówię to szczerze. – Kontynuował Marszałek. – Znacie mnie. Jestem prawdomówny i prostolinijny. Jeśli ktoś miałby wątpliwości co do mego charakteru, niech przypomni sobie przemówienie pana Namiestnika Kukuły, kiedy nadawał mi tytuł Marszałka. Jestem mu wdzięczny. Jest dla mnie jak ojciec. Nie boję się odejść ze stanowiska, Mój los jest w rękach Boga.

– Czy wierzy pan w tego samego Boga, co my? – Krzyknął mężczyzna z opozycji. Nikt go nie lubił, bo zabierał głos tak natarczywie, że skracano mu czas wypowiedzi do jednej minuty. Kiedy czas ten przekraczał, a robił to często, płacił dobrowolnie pieniądze na cele charytatywne. Tłumaczył się potem brakiem równowagi, ponieważ jedną nogę miał krótszą.

– Moja wiara jest prosta. Bóg jest tu, z nami, na tej sali. To on decyduje o wszystkim. – Marszałek popatrzył w kierunku Namiestnika. Rozległy się oklaski.

– Co do kosztów przelotu, to zawsze chciałem płacić za loty mojej rodziny, nalegałem na to, nawet groziłem, że jak nie przyjmą zapłaty, to nie polecę. Nic to nie dało, odmawiano mi wydania biletów i przyjęcia należności.

– Zepsuł nam się biletomat pokładowy, nie jesteśmy w stanie go uruchomić. – Takie tłumaczenie wydało mi się niezbyt poważne. Prowadzimy dochodzenie w tej sprawie. Nie wiadomo, kiedy się skończy, bo jest to sprawa skomplikowana. Musimy przesłuchać dziesiątki ludzi. Były też inne poważne względy. Kiedy byłem u spowiedzi, ksiądz powiedział mi:

– Chłopie. Byłeś dobrym ogrodnikiem, a teraz jesteś dobrym marszałkiem i co najważniejsze, dobrym chrześcijaninem. Korzystaj z życia. Carpe diem. Coś w tym stylu. Poczytałem i zrozumiałem, że życie ludzkie jest zbyt krótkie, aby spędzać je w pociągu, autobusie czy nawet w samochodzie osobowym. Wziąłem sobie to do serca, postanowiłem dawać wzór innym ludziom nie umiejącym żyć ani latać. Taki już jestem. – Dodał Marszałek na zakończenie, odrzucając jednym ruchem głowy grzywę włosów do tyłu. – I nie zmienię się za nic. Taki już jestem – powtórzył. – Co ważne, nie latam dla przyjemności. Nie lubię latać. Latanie sprawia mi autentyczną przykrość. W samolocie jest duszno i ciasno. Kiedy w czasie lotu usiłowałem otworzyć drzwi, aby wywietrzyć, napadli na mnie pilot i stewardessa i powalili mnie na podłogę. Co jeszcze mogę powiedzieć? Jedzenie w samolocie też jest podłe. Nic tylko frytki i hamburgery. Fotel z kolei jest tak twardy, że – przepraszam za określenie – dupa drętwieje mi nieprzerwanie.

Po wyjaśnieniach Marszałka poparcie dla niego wzrosło trzykrotnie. Ludzie uwierzyli w prawdę, którą głosił.

– Teraz nikt nie mówi prawdy, tylko on jeden. To nadzwyczajny człowiek. – Mówiono.

Spontanicznie powstawały komitety poparcia dla Marszałka. Hierarchowie kościelni złożyli mu nawet propozycję, aby został kaznodzieją.

– Mówisz cudownie. Z ust płynie ci prawda w ilościach, którymi można wykarmić pół narodu. Jesteś nam potrzebny dla szerzenia wiary w uczciwość, mądrość i sprawiedliwość. Przyłącz się do nas, udostępnimy ci ambonę. Nie jedną, ale wiele. Zorganizujemy ci także wielkie Alleluja z grillem i kiełbaskami. Piwo musisz jednak sam przynieść, bo my nie pijemy tandety za trzy złote z groszami.

0Shares

Kampania wyborcza trwa. Prawda czy nie prawda?

Moje motto:

„Myślę, więc piszę. Piszę, więc kopię. W ten sposób demonstruję zwierzęcą naturę człowieka”. 

Kancelaria Sejmu wciąż nie ujawnia pełnego wykazu 23 rodzinnych lotów marszałka Marka Kuchcińskiego. Zamiast tego prezes PiS zarządził, by takie przeloty można było zalegalizować i opłacać. Sam Kuchciński milczy. We wtorek w Sejmie omijał ekipy dziennikarskie. Jeden z reporterów krzyknął: „Panie marszałku, dlaczego pan zabierał rodzinę na pokład i czy nie jest panu wstyd?”. Kuchciński nie zareagował, a funkcjonariusz straży marszałkowskiej zabronił dziennikarzom filmowania.

Wykazy z listą pasażerów i z datami, w których Kuchciński wraz z rodziną latał rządowym gulfstreamem na trasie Warszawa-Rzeszów i z powrotem, są ważne z dwóch powodów. Na podstawie dat można sprawdzić, czy marszałek – jak twierdzi – wykonywał w tym czasie obowiązki służbowe, czy też po prostu wykorzystywał samolot specjalny, by latać na weekendy do domu. Z kolei listy pasażerów pozwoliłyby zweryfikować spekulacje, że zdarzały się przeloty, w czasie których Kuchcińskiego nie było na pokładzie, a samolot przewoził tylko jego żonę lub któreś z trojga dzieci. Informacje o tym, że na lotnisku w Rzeszowie z samolotu wysiadały same dzieci marszałka, podała wczoraj „Rzeczpospolita” powołując się na relacje pracowników lotniska.

Bądź przyzwoity! Głosuj na PiS!

0Shares

Dodatek nadzwyczajny „Powaga i Groteska” dla osób intelektualnie i uczuciowo błądzących i niepewnych.

Kampania wyborcza trwa.

Krzyczą: Prywatyzacja Trybunału Konstytucyjnego! Tanie przewozy małej rodziny wielkim boeingiem Marszałka Ogrodnika! Dotacja narodowa cztery miliardy złotych dla zubożałych Skoków! Pytam: Czy to jest koniec świata, małe piwo czy duża paranoja? Głosuj na PiS!

Po torach chodził siwy facet z krótszą prawą nogą. Lewą miał w porządku. Mówił, że tamci to wszystko oddali za darmo albo ukradli. Potem machał grzechotką w telewizji i składał obietnice. Wszystkim się to podobało. Szczególnie niewidomym. – Mamy tak mało rozrywki. – Mówili, a potem zachęcali: Głosuj na PiS!

0Shares

Życzenia Świąteczne i Noworoczne

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku 2019 życzę:

  • Aptekarzom – epidemii grypy, aby ludzie kupowali jak najwięcej lekarstw;
  • Ludziom, aby zdrowi byli i nie musieli truć się lekarstwami;
  • Antoniemu Macierewiczowi – nowego Misia oraz złotego medalu zasługi za skuteczne odchudzenie wojska z generałów, nowoczesnego sprzętu wojskowego i funduszy na modernizację;
  • Bezrobotnym pozostającym na garnuszku mamusi – pracy, która sama przyjdzie do nich i nie będzie wymagać kwalifikacji ani wysiłku;
  • Członkom PiS – najwyższych odznaczeń hołdowniczych i lenniczych z rąk Tego, Co Stoi Nad Nimi, za wierność jego chimerycznym ideom i przywiązaniu do przeszłości;
  • Donaldowi Tuskowi – powrotu do kraju w samo południe, na białym lub czarnym koniu;

  • Dzieciom – aby korzystając nieprzerwanie ze smartfonów nie zapomniały całkowicie języka w gębie, ruchu na świeżym powietrzu, sportu oraz rozumienia żywego człowieka;
  • Ekshibicjonistom – łagodnej pogody, wygodnego płaszcza oraz uznania za osiągnięcia w demonstracji dzieł sztuki zdobniczej;
  • Górnikom i prezydentowi Dudzie – aby widzieli mniej czarnego węgla pod ziemią a więcej szarego CO2 w powietrzu,
  • Grzegorzowi Schetynie – uśmiechu pełniejszego niż uśmiech spłoszonego zajączka oraz pięści jak młot do wykucia porozumienia partii opozycyjnych;

  • Henrykowi Kowalczykowi, Ministrowi Środowiska – uniknięcia awansu na stanowisko Ministra Ochrony Środowiska, aby nie musiał wypowiadać się o energetyce innej niż węglowa;
  • Krystynie Pawłowicz z PiS – jeszcze więcej testosteronu oraz obfitości wymyślnych przekleństw pod choinką, w sali sejmowej i w sądzie;
  • Księżom pedofilom – długich i szczęśliwych lat za kratami z widokiem na ogródek jordanowski;
  • Łagodnym zboczeńcom i dewiantom seksualnym – uczestnictwa w kolorowych paradach na przekór cnotliwym politykom;
  • Marszałkowi Sejmu, mocarnej laski marszałkowskiej, aby uderzając w podłogę wyzwalał z niej kolejne źródła krystalicznej wody przyzwoitości i szacunku dla opozycji i obywateli;
  • Mężczyznom nie umiejącym kochać – skorzystania z porad zawartych w książce „Pokochaj swego penisa”;
  • Obywatelom nadmiernie powściągliwym w wyrażaniu opinii o władzy – wniebowstąpienia razem z całym swoim dobytkiem cnoty i skromności;
  • Obywatelom nie czytającym nawet jednej książki rocznie – aby zapoznali się z ogłoszeniem o metodach czytania literatury pięknej przez sen;
  • Ojcu Rydzykowi – skromnego roweru, o jakim zawsze marzył, objęcia stanowiska I-go Sekretarza partii Ruch Prawdziwa Europa oraz niekończących się snów o potędze;

  • Osobom notorycznie przeklinającym – żeby im pypeć wyrósł na języku;
  • Paniom ekspedientkom, kształtnym i uśmiechniętym, Czarnym Łaniom ze sklepu wędliniarskiego, Białym Łaniom ze sklepu piekarniczego oraz Zielonym Gazelom z Żabki – spełnienia egzotycznych marzeń;
  • Panu Bogu – aby nie zapomnieli o nim wierzący i przytulili Go do serca przynajmniej raz w roku na Boże Narodzenie;
  • Partiom opozycyjnym – zwartości frontu przeciw kafarom usiłującym wbić państwo, prawo i obywatela w ramy posłuszeństwa partii rządzącej;
  • Premierowi Morawieckiemu – wora słodkich kłamstw pod choinką oraz powrotu pamięci liczb i zdarzeń sprzed roku 2015;
  • Prezesowi Kaczyńskiemu – objęcia na Broadway czołowej roli w sztuce Straszny Dziadunio oraz pokojowej nagrody Nobla w kategorii Siwy Jastrząb Pojednania i Pokoju;

  • Prezydentowi Dudzie – tysiącwatowej żarówki, aby nie prześladowały go fatamorgany wyimaginowanych wspólnot i tajemniczych sędziów-przestępców, a także zaszczytnego tytułu Einsteina Polityki Zagranicznej;
  • Psom – długiego łańcucha i kagańca dla właścicieli, aby i oni zaznali rozkoszy wolnego wybiegu;
  • Senatorowi Biereckiemu ze Skoków – sławy sądowej odpowiadającej skali jego osiągnięć towarzyskich i majątkowych;
  • Stanisławowi Karczewskiemu, chirurgowi z zawodu – ostrego skalpela do sprawniejszego wycinania wypowiedzi opozycji i pytań dziennikarzy;
  • Wstającym z klęczek – aby pozostali jak najdłużej w takiej pozie, skoro im to sprawia tyle przyjemności;
  • Zbigniewowi Ziobro – tytułu Macho Praworządności oraz licznych wyrazów wdzięczności za reformę systemu sprawiedliwości oddalającą nas na bezpieczną odległość od Unii Europejskiej;
  • Zwierzętom z Ogólnopolskiego Folwarku Zwierzęcego im George’a Orwella – odzyskania głosu w noc noworoczną i użycia go w czasie nadchodzących wyborów parlamentarnych.

W końcu Nam Wszystkim, zwyczajnym ludziom i obywatelom – abyśmy zdrowi byli jak konie i nie dali się skopać wiekowi, pogodzie, nadmiernym obowiązkom oraz wrednym politykom.

Michael Tequila

7Shares

Kilka myśli dosadnych i krótkich jak pieszczota w locie ptaka

U młodych ludzi ślepota objawia się dzisiaj często niewidzeniem niczego poza ekranem smartfonu.

Litania do Najwyższego: Boże spraw, aby nasz ukochany kraj przestał płynąć mlekiem, miodem i banknotami pięćsetzłotowymi, a spłynął normalnością.

W kraju szybkich awansów wszystko jest możliwe. W ciągu jednego dnia doktor praw może stać się łajdakiem, skromny prezes – narodowym oszołomem, ogrodnik – ministrem, szlachetny rewolucjonista – szpiegiem, chirurg – marszałkiem, szef staży pożarnej – premierem z kokardą, ksiądz –pedofilem.

0Shares

Myśli i aforyzmy

Wszyscy głupcy i politycy mają prawo milczeć; szkoda, że tak rzadko z niego korzystają.

Zdolny satrapa potrafi rządzić krajem przy pomocy jednego suwerena, jednego premiera, jednego prezydenta, dwóch marszałków i tysięcy kłamstw.

W Polsce, marszałkom Sejmu i Senatu wystarcza trzydzieści sekund, aby dać się szczerze i swobodnie wypowiedzieć demokratycznej opozycji.

0Shares

Kronika narodu wybranego. Odc. 7: Pokutnicy

Na wieczorne posiedzenie parlamentu premier Cudny przybył wraz z całym gabinetem. Był to poruszający widok; mężczyźni mieli na sobie grube, czarne włosienice, kobiety podobne, lecz w jaśniejszym kolorze z delikatniejszej tkaniny. Wchodząc zawodzili z wielkim żalem i posypywali sobie głowy popiołem.

– Przyszliśmy tutaj – wzruszony premier ogarnął wzrokiem stadko najbliższych współpracowników – aby się pokajać i prosić o przebaczenie. Wzięliśmy pieniądze, które nie były nasze, prawdziwe srebrniki, które nam wciśnięto, ale to była nasza wina, że nie domyśliliśmy się, że nie wypada ich brać.

Słaniając się po brzemieniem winy premier poprosił ministrów o zwrot pieniędzy.

– Co kto może! – zachęcał. Śmiało! – wołał.

Ministrowie oddawali pieniądze z płaczem radości. Niektórzy bili się w piersi i krzyczeli przejmująco: Mea culpa! Mea culpa! Mea culpa! Na początku pieniądze rzucano na tacę stojącą przed ławą jego Czcigodności, który patronował akcji pokajania błogosławiąc podchodzących, potem do wielkiego kosza, w końcu na stos na środku sali. Wkrótce urosła tak wielka góra pieniędzy, że trzeba było przesunąć ławy parlamentarne, aby zrobić miejsce.

Posłów opozycji, cyników z natury i przekonania, serdecznie poruszyły żal i szczerość intencji członków rządu. Nastąpiło wielkie rozrzewnienie; rząd i opozycja padali sobie w ramiona, wybaczając sobie nawzajem przewinienia.

Potem nastąpiła druga część uroczystości. Na wniosek premiera ustawili się w kolejce ministrowie, wiceministrowie i sekretarze stanu pragnący złożyć rezygnacje ze stanowisk. Marszałek zaczął ich liczyć, lecz musiał przerwać, ponieważ wciąż dochodzili nowi. Pierwsze liczenie dało wynik 17, drugie 46, trzecie 92. Tłum gęstniał, zrobiło się duszno, otworzono okna. W tym momencie marszałek przerwał uroczystość, oświadczając głośno: – Nie mogę pozwolić na dalsze rezygnacje, bo nikt nie zostanie rządzie. Uczciwość rządu przerosła moją wyobraźnię.

Po wygłoszeniu tego oświadczenia marszałek poprosił wszystkich posłów o powstanie i uczczenie uczciwości rządu minutą milczenia. Całą uroczystość transmitowała telewizja publiczna.

4Shares

Knajpa Nieokiełznanej Szczęśliwości

Iwan Iwanowicz wybrał się na spacer po Folwarku Przyszłości. Opowiedział mi całą historię.

– Im bardziej zagłębiałem się w teren, tym głośniejsze stawały się wybuchy. Coraz głośniej szczekały też psy, ale inaczej niż w okresie świątecznych petard, bardziej entuzjastycznie. W końcu okazało się, że wybuchy dochodziły z dużej przydrożnej knajpy, a były to wybuchy autentycznej radości. Wewnątrz było pełno ludzi, wszyscy trzeźwi, niektórzy na klęczkach jakby szukali czegoś na podłodze, większość jednak wyprostowana, patrząca śmiało przed siebie, oczy rześkie, piersi wypięte do przodu jak u pijanego łabędzia lądującego na lodzie. Widać było, że rozpierała ich duma. Wznosili okrzyki:

– Żyjemy w kraju powszechnej szczęśliwości. Wszystko jest nasze. Niech żyje wielebny pan prezes! Niech żyje pani prezes trybunalska, kobieta wolności, nasz ukochany ideał.

Iwan Iwanowicz, człowiek starszej już daty i trochę już niecierpliwy, zapytał:

– Kim wy jesteście i co jest wasze, o czym tak głośno wrzeszczycie?

Obściskano go za to dwuznacznie, że niby taki mądry, a pyta o rzeczy oczywiste.

 Jesteśmy kwiatem narodu. Wszystko jest nasze – entuzjazmowali się zgromadzeni. – Mu tu rządzimy. Minister Sprawiedliwości jest nasz. Sędziowie są nasi. Sprawiedliwość jest nasza. Prezes, Premier i Trybunał są nasze. Parlament jest nasz, nasz wierny Marszałek decyduje tam o wszystkim. Prezydent jest nasz. Media są nasze, przynajmniej te najważniejsze. Do nas należy też Kościół, matka nasza. Nawet czarna noc jest nasza, dlatego pracujemy tylko nocą. Czy jest jeszcze coś, co nie jest nasze?

– Co to za knajpa? – zapytał Iwan Iwanowicz.

– To Knajpa Nieokiełznanej Szczęśliwości – odkrzyknęli gremialnie zebrani zdmuchując pianę z kufli piwa prosto w twarz Iwana Iwanowicza.

– Robili to dla żartu, oczywiście – wyjaśnił Iwan Iwanowicz. Kiedy to mówił, oczy mu ściemniały, nie wiadomo czy z gniewu, czy z przerażenia.  

0Shares

Eksperymentu ciąg dalszy tym razem dokończony

Eksperymentując czerpię natchnienie z pobożności, broń Boże własnej, płynącej z samotnego odwiedzania kościoła, choć i tam bywam, i wiem jak wygląd osobnik duchowny, ile z oglądania ważnych osób chodzących do kościoła gromadnie, tych ze świecznika a może nawet i spod kandelabra, różnych prezydentów, premierów, ministrów, prezesów, sekretarzy różnych stanów, senatorów i marszałków, posłów i innych ważniaków

– „Eh, jest tego do groma” – chciałoby się powiedzieć, jak mawiał słynny malarz hiszpański Francisco José de Goya y Lucientes, który też się zachwycał nienormalnością, różnymi inkwizycjami, przekształcając je pędzlem w psy, parasolki, wisielców, chimery oraz czarownice ucztujące na piekielnym sabacie.

Widzę ich często, te osobistości spod świecznika i kandelabra, w kościele, jak patrzą poważnie do przodu, sztywni, w garniturach z kantami, stoją razem, klękają razem, razem otwierają usta, razem wchodzą i razem wychodzą, ocierając się o siebie aż iskrzy. Coś z tego chyba wynika.

Ostatnio gryząc orzechy rozgryzłem, że to coś, to wątpliwe korzyści dla kraju, tego, tutaj, który był znany w Europie i na świecie, a teraz jest jeszcze bardziej znany, tylko w odwrotnym kierunku, kiedy obcy wskazują na nas palcami, a na ich wargach pojawia się wielki znak zapytania, jak to się stało, lub przerażenia, że można zajść tak daleko, tak szybko i tak beznadziejnie głupio.

Pobożne Naczalstwo spod urządzeń oświetleniowych, bo tak można by ich nazwać, jest tematem wielkiego obrazu, większego niż Panorama Racławicka, który maluję zbieranymi każdego dnia fragmentami, do czasu do czasu chlapiąc na płótno złotem orderów, czerwienią wstydu, bielą niepewności oraz lazurem nadziei.

Michael Tequila w księgarniach:

  • Sędzia od Świętego Jerzego (powieść),
  • Klęczy cisza niezmącona (poezje),
  • Niezwykła decyzja Abuelo Caduco (humoreski i opowiadania).

Jeśli blogi ci się podobają, kup coś, dla siebie albo na upominek, albo tak w ogóle. Najtaniej w księgarni internetowej "Znak" https://goo.gl/uC5orq.  

 

0Shares

Oda do obywateli o głowie i prawie do gwałtu na politykach

autor-anonimowy-public-domain

Jest godzina 3.08. Opanowała mnie bezsenność. Błogosławię ją; gdybym spał dobrze w nocy, nie pisałbym blogów pełnych miłości, którą obdarzam Rząd i Partię, przodującą siłę narodu.

Wychodzę na balkon, a tam księżyc w pełni. Coś ostrzegawczego mi szepcze: Nie wychodź!, ale przełamuję się, bo mam rozum. Jest, jaki jest, nie może być większy, bo gdyby był, musiałbym mieć większą glowę, a mając większą głowę musiałbym mieć większe ciało, żeby zachować proporcje. Gdybym miał większe ciało, sprawiłbym przykrość Naczelnikowi Państwa, Piłsudskiemu, bo ma skromniejsze rozmiary. On wciąż żyje, doskonale rządzi i chyba szykuje jakiś przewrót.

Przewrót dobrze mi się kojarzy: z baraszkowaniem, pieszczotami, leżeniem na plecach albo na brzuchu, zależnie jak się upadnie. Myśląc o przewrocie, myślę oczywiście o polityce i politykach, przedmiocie ubóstwienia narodu. Komuniści mieli Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina, Chińczycy Mao Tse Tunga i Czang Kai Szeka, a my mamy Partię Pamięci i Szczebiotu, która też wskazuje nam kierunek ku słońcu. Wrodzoną cechą wybitnych polityków jest to, że gwałcą naród. Nasi ostatnio gwałcą wszystko, co po drodze, łącznie z prawem narodu do radości i spokoju, a my, naród, pół Suweren, pół Niesuweren, nie możemy ich gwałcić. A przecież wzywa nas do tego wieszcz Adam Mickiewicz: „Gwałt niech się gwałtem odciska!” Mickiewicza wszyscy cenimy, bo jest historyczny, patriotyczny i ma pomniki, bardzo modne ostatnio.

Sam się sobie dziwię, jak mogę żyć bez pomnika. Jeśli mnie czytacie i ciarki wam chodzą po plecach z radości, zrzućcie się na pomnik, niekoniecznie dla mnie. Chciałbym, aby stał w centrum Warszawy, bo tam jest dużo miejsca i miejsce jest popularne. Może dla pana Boga, aby nas zauważył i uczynił cud, aby nie było nam tak dobrze, jak jest, bo to przesada. – Co za dużo to niezdrowo. – Nie powiedział tego byle kto, tylko Święty Dietetyk.

Zamierzam złożyć projekt do Laski Marszałkowskiej o prawie obywateli do gwałtu na rządzących politykach. Jest budżet obywatelski, czyli prawo do budżetu państwowego, dlaczego nie może być prawa obywateli do gwałcenia polityków? Projekt złożę do Laski Marszałkowskiej, nie do Marszałka, bo on ma łączność tylko z Naczelnikiem Państwa, nie z niebem, gdzie potrzebna jest interwencja. Laska dobrze mi się kojarzy, dwie długie, smukłe i namiętne nogi zaczynające się od ramion. Kojarzenie Marszałka daje gorsze wyniki. Wygląda jakiś taki nieświeży i mówi, jakby jego język dostał spowolnionej padaczki.

Uwierzcie mi, jest cudownie, a będzie jeszcze lepiej. Po tych wszystkich inwokacjach, ulżyło mi. Jest mi dużo lepiej. Chyba będę wymiotować. Gdzie jest najbliższy sedes? Jeśli czujesz się równie dobrze jak ja, to potrzebujemy wielu sedesów. I to jest piękne, bo wzrost zapotrzebowania na sedesy napędza gospodarkę. A czego nam trzeba więcej oprócz cudu gospodarczego?

Publikacje i zapowiedzi:

  • Michael Tequila: Klęczy cisza niezmącona. Poezja. Nowy nakład w przygotowaniu. Przewidywany termin wydania: koniec 2016.
  • Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego. Powieść. Wydanie w ciągłej sprzedaży: Matras, Dom Książki, wszystkie księgarnie internetowe. W przypadku braku książki w księgarni, prosić o ściągniecie z magazynu.
  • Michael Tequila: Niezwykła decyzja Abuelo Caduco i inne opowiadania. Opowiadania i humoreski. Publikacja w trakcie negocjacji. Przewidywany termin wydania: koniec 2016.
  • Michael Tequila: Księga zdarzeń. Powieść. W przygotowaniu. Przewidywany termin wydania 2017.
0Shares

Nowy Hamlet: Opublikować czy zaprzysiąc? Oto jest pytanie.

Teatr L'Assemblèye_eud_Normandie, by Man vyi, public domain Biegam po lesie. Już wiosennym, rozświetlonym, radosnym. Trwa nowy sezon teatralny zwany bolesnym. Mimo słońca, wszędzie gęste opary, po których błądzą Don Kichoty, Hamlety, Sancho Panse, bracia Karamazow i zwykli obywatele.

Lecą sztuki poważne i nowatorskie: „W oparach absurdu”, „Pytania bez odpowiedzi”, „Pan Paranoja” oraz humoreska: „Wielka zabawa w kotka i myszkę”.

Można by powiedzieć, jeden wielki spektakl rozrywkowo-edukacyjny. Na widowni połączonej oryginalnie ze sceną jest tłoczno. Ponure i radosne postacie, mary, duchy i zwidy, widoczni i niewidoczni, głuche głosy i szepty. A pośrodku solidny pomnik, a na nim postać Wielkiego Małego Człowieka wskazującego środkowym palcem w nieznanym kierunku. Wszyscy tam patrzą i nic nie widzą.

Obok mnie przebiega aktor, były faraon, w międzyczasie TW, aktualnie zwolennik postępu poprzez demontaż, nowej formy bytu społecznego. Tacha przed sobą krzywe zwierciadło, patrzy w nie upiornym wzrokiem i krzyczy przerażony: To nie ja! To on!

– Doskonała gra. – Ktoś mówi obok mnie, zachwyca się i klaszcze.

Nieco dalej widać opozycjonistów wobec pomnika, palca, kierunku i zwolenników. Ich sylwetki raz po raz migają na ekranie leśnej TV: przyzwoite, spokojne, lekko sparaliżowane, proponujące w lekkim ukłonie: Opublikujcie! Zaprzysięgnij! Będziemy negocjować.

Z pomnika odpowiada im osobnik z zaciśniętymi zębami. – Nie podpiszemy!

Wtóruje mu rezolutna postać, jak się okazuje, kobieta, z kolczykiem w lewym uchu, zdobnym, regularnie wymiennym: – Drukarnia nam się zepsuła! To nie jest jeszcze wyrok! Nie ma tragedii. Nie podpiszemy!

Nieco dalej przemieszcza się po stoku ostatni fragment trójkąta bermudzkiego, gdzie giną wszystkie samoloty i okręty, płynna postać objaśniająca w przelocie: Nie zaprzysięgnę! Przecież widzicie, że jestem zajęty!

– A co będzie jak pójdziecie pod trybunał? – Pyta tłumek ciekawskich, bez związku, ni przypiął ni przyłatał. – To co wtedy?

Kobieta i ten na stoku rozmyli się. Tylko echo z pomnika mruczy przez zęby: – To posiedzą tam kilka lat. Sami tego chcieli. Wiedziały gały, co brały.

Po lewej stronie, gdzie budują Cyrk Wiecznej Szczęśliwości, kłusuje rześko 6.000 nowych urzędników. To najnowszy wynalazek, patent na pełne zatrudnienie: zwolnić brzydkich i starych, a więc nieudolnych prezesów firm i mianować nowych, piękniejszych, wybranych z listy „Precz z nepotyzmem”.

– Szukam pracy. Jakie zawody są dziś poszukiwane? – Pyta młodzieniec o twarzy zdeformowanej naiwnością.

Odpowiada mu spokojny, pewny siebie, uśmiech: szwaczki, nowej szlachty, fryzjera, manicurzystki, zasłużonego, znajomego oraz trzeciego dziecka pana Królika. Chodzi o ludzi o wyższych kwalifikacjach i wielkim doświadczeniu. Muszą przecież gdzieś pracować. – Wyjaśnia uprzejmie marszałek o pomarszczonej siwiźnie.

Dla mnie, konia biegającego po lesie, rozwiązanie jest proste: – Tu jest ostateczny mur. Podpisać! Zaprzysiąc! Ani kroku ustępstwa! Ale co ja? Zwykły Koń-Marzyciel, zezwierzęcony obywatel od pługa, tęskniący za żłobem i przywilejami, a nie za spokojem i normalnością.

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

5Shares

Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 5: Narada

Zaproszeni nie mieli pojęcia, czego naprawdę dotyczyć będzie narada u prezydenta ani jak długo będzie trwać. Wezwano ich w trybie pilnym bez bliższych wyjaśnień.

Dowiecie się państwo na miejscu. Mogę tylko powiedzieć, że to bardzo ważne i poufne spotkanie. Nie mogę nic więcej ujawnić – sekretarka prezydenta mówiła przytłumionym głosem jakby bała się, aby jej nie podsłuchano. Na spotkanie oprócz Premiera zaproszeni zostali marszałkowie Sejmu i Senatu, minister spraw wewnętrznych oraz minister spraw zagranicznych. Obecny miał być także doradca polityczny prezydenta.

Prezydent spóźnił się czternaście minut. Nie było to do niego podobne, gdyż zawsze był bardzo punktualny. Cenił sobie punktualność. Kiedy wchodził do gabinetu, wszyscy siedzieli już jak na rozgrzanych węglach. Premier był zdecydowany opuścić Pałac Prezydencki nie czekając ani chwili dłużej.

Wydatny brzuch i krótkie nogi głowy państwa nie tworzyły najlepszego wrażenia. Nie miało to jednak większego znaczenia. Był popularny. Inne, pozytywne cechy zadecydowały, że człowiek o tak nieatrakcyjnej posturze i wyglądzie wybrany został na najwyższy urząd w państwie. Prezydent był doskonałym mówcą i wytrawnym graczem politycznym. Znany też był ze stanowczego charakteru. Niektórzy nazywali to uporem. Nikt jednak nie kwestionował jego oddania dla społeczeństwa i kraju. Wielu uważało go za prawdziwego patriotę.

Prezydent przywitał się, przeprosił za spóźnienie i zaprosił obecnych do Małego Gabinetu. Gestem ręki wskazał miejsca w niezbyt wygodnych fotelach. Przedstawiciel sił zbrojnych nie jest nam potrzebny. Ja jestem wodzem naczelnym – wyjaśnił prezydent lakonicznie. Uśmiechnął się przy tym dziwnie jakby chciał zdezorientować obecnych, czy żartuje czy mówi poważnie.

Przepraszam, że zaprosiłem państwa w nagłym trybie. Sytuacja kraju to dyktuje. Dzisiaj otrzymałem kolejny raport wskazujący na znaczne pogorszenie się atmosfery politycznej. Walka polityczna prowadzi nasz kraj na manowce. Powiedzmy sobie szczerze: nikt nad tym nie panuje. Ani ja, ani parlament, ani pan, panie premierze. Słabosilny nie oponował, nie było sensu zaprzeczać prawdzie. W Małym Gabinecie czuło się napięcie.

Coraz gorzej jest też z nadzieją na poprawę sytuacji – kontynuował prezydent. Społeczeństwo nie ufa politykom. Nie znosi ich. Nie wezwałem jednak państwa po to, aby przelewać z pustego w próżne i mówić to, co wszyscy i tak już wiemy – prezydent przebiegł wzrokiem po obecnych. Wyczuł raczej niż zauważył natężoną uwagę i pewien niepokój. Postanowił nie przeciągać spotkania.

Za kilka dni odbędą się ostatnie przed wyborami parlamentarnymi rozgrywki sportowe partii i organizacji politycznych. Sportowe Igrzyska Polityczne to nasza tradycja. Każdy lubi komuś dokopać – zażartował. Zniechęcony brakiem pozytywnej reakcji audytorium, szybko wymazał uśmiech z twarzy.

Po cichu organizuje się ogromną demonstrację w dniu otwarcia igrzysk – Prezydent podniósł nieco głos, aby podkreślić rangę wypowiadanych słów. Nie wiemy, kto to wymyślił ani kto za tym stoi. Mogę jedynie domyślać się. Wygląda mi to na ryzykowny a może i niebezpieczny eksperyment społeczny. Niektórzy przywódcy partii politycznych pod pozorem rozgrywek sportowych chętnie rozprawiliby się z przeciwnikami politycznymi. Byłaby to wielka kompromitacja dla politycznego establishmentu jak i dla całego kraju. Może nawet coś bardziej niebezpiecznego niż kompromitacja. Rozgrywek nie można zakazać, ponieważ nie ma takiego prawa. Organizatorzy uzyskali już formalną zgodę władz lokalnych. Teren rozgrywek znajduje się kilkanaście kilometrów poza granicami administracyjnymi stolicy, gdzie wśród terenów leśnych jest w budowie wielki kompleks sportowy.

Nastała chwila milczenia. W pobliżu stołu konferencyjnego zaczęła krążyć mucha. Jej uparte brzęczenie kojarzyło się z przysłowiową ciszą przed burzą.

Życzyłbym sobie, aby sportowe rozgrywki partii politycznych przyniosły korzyść całemu społeczeństwu, a nie tylko zwycięskim zespołom i entuzjastom sportu. Przesilenie społeczne jest nieuniknione. Może objawi się ono właśnie w rywalizacji sportowej, która jest wyrazem rywalizacji politycznej? Partie polityczne traktują wygraną swojej drużyny jak zwycięstwo polityczne. Nie jest to tak bardzo niezrozumiałe i nielogiczne. Cieszyłbym się, gdyby rozgrywki sportowe pokazały społeczeństwu, które siły polityczne najbardziej zasługują na jego zaufanie swą grą i zachowaniem swoich kibiców, a które są najsłabsze sportowo i najbliższe zachowaniom antyspołecznym i anarchii.

Panie prezydencie! Czy ten eksperyment społeczny, jak pan to nazwał, nie jest zbyt niebezpieczny i czy w związku z tym nie powinien go pan zakazać? Konstytucja daje panu stosowne uprawnienia. Impreza jest pod pańskim patronatem, co nie jest bez znaczenia – sugerował premier, który pierwszy zabrał głos po zakończeniu wystąpienia głowy państwa.

Prezydentowi nie podobała się sugestia premiera.

Chce, abym za niego i innych wybierał gorące kasztany z ognia. Cholerny Leon. Wydaje mu się, że jak jego imię oznacza lwa, to jest naprawdę lwem. Obydwa Leony zalazły mi już za skórę: ten drugi, bo jest nieprzytomnie agresywny i ten tutaj, ponieważ nie umie go poskromić. Zachowuje się wobec niego jak stara panna na wydaniu wobec spóźnionego fatyganta do ręki. Po wyładowaniu w myślach negatywnych uczuć wobec szefa rządu i jego głównego przeciwnika, prezydent udzielił odpowiedzi.

Myślałem o tym i powiedziałem sobie: nie! Są to największe na kontynencie rozgrywki sportowe partii i organizacji politycznych, gdzie wszyscy spotkają się z wszystkimi, aby się skonfrontować. W naszym kraju sport ma niezwykle wysoką rangę, pełni role symboliczną i przewodnią. Powiedziałem sobie: wóz albo przewóz. Albo wygrają siły porządku i spokoju, albo wichrzyciele i anarchiści. Proszę nie cytować mojego ostatniego zdania, gdyż nigdy go nie wypowiedziałem. Mam nadzieje, że wygrają ci, którzy są lepiej przygotowani, bardziej zdyscyplinowani, przekonywujący i godni uznania społecznego. Mam już dosyć dwuznaczności, która formacja polityczna najbardziej nadaje się do rządzenia krajem w imieniu społeczeństwa. Niechby to się rozstrzygnęło choćby i na stadionie! – kilka sekund później prezydent zacisnął zęby na dolnej wardze z uczuciem niezadowolenia z niefortunnie sformułowanej wypowiedzi. Schylił się do swojego doradcy do spraw politycznych i podzielił swoją obawą. Moje ostatnie zdanie wypadło co najmniej niezręcznie. Nie sądzisz? Rozstrzyganie sporów politycznych na stadionie! Co za fatalne sformułowanie!

Nie uważam, że było tam cos niestosownego. Proszę się nie martwić, nikt nie zwrócił na to uwagi. Wszyscy są przyzwyczajeni do takiego myślenia. Polityka i rywalizacja idą razem ręka w rękę. Czy to rywalizacja sportowa czy inna, to jest bez znaczenia.

Prezydent odetchnął z ulgą tym bardziej, że nikt nie zamierzał zadawać dalszych pytań. Odebrano jego komunikaty jako zupełnie zrozumiale.

Rozgrywki sportowe partii i organizacji politycznych miały wymiar znacznie szerszy niż sport. Były równoległe i związane z rozstrzygnięciami natury politycznej. Kto wygra na stadionie, wygra prawdopodobnie w wyborach! – Premier Słabosilny nie musiał przekonywać siebie do tego hasła. On w nie wierzył. Wiedział, że musi przywalić Kaczanowi w rozgrywkach, jeśli chce ostatecznie i zdecydowanie przekonać społeczeństwo do siebie i swojej partii. Jego rozmyślania przerwał Prezydent, aby dokończyć przesłanie wciąż błąkające się w jego głowie.

Nie jestem jedyny, który przywiązuje wielką wagę do rozgrywek i ich wyników. Działam w porozumieniu ze środowiskami społecznymi, które podobnie jak ja przejmują się losem kraju. One będą organizatorami igrzysk, które odbędą się dokładnie od dziś za dwa tygodnie. Dodam, że sugerowano mi, że sędzią głównym igrzysk będzie ktoś, kto umie radzić sobie z kłopotliwymi sytuacjami na największych imprezach sportowych. Komitet organizacyjny Sportowych Igrzysk Politycznych powiadomi państwa o bliższych szczegółach imprezy. Sam nie mam nic więcej do powiedzenia. Sugeruję przygotować się do tych rozgrywek szczególnie starannie. Strzeżonego pan Bóg strzeże!

Wychodząc z Pałacu Prezydenckiego Premier Słabosilny podzielił się swoimi odczuciami i wątpliwościami z towarzyszącymi mu ministrami. Miał do nich pełne zaufanie.

Nie sądzicie, że ostatni fragment wypowiedzi Prezydenta zabrzmiał ostrzegawczo?. Co ten szczwany lis z wydatnym brzuchem miał na myśli? W ogóle to całe spotkanie było dla mnie niejasne. On gra jakąś dwuznaczną rolę. Mówił tak, jakby chciał, aby nasza partia i rząd na imprezie sportowej dokonali konfrontacji z Kaczanem i opozycją w celu pokazania społeczeństwu, kogo należy obdarzyć zaufaniem i władzą w najbliższych wyborach parlamentarnych. Prezydent zachował się jak Piłat, który umywa ręce i obarcza nas odpowiedzialnością za to, co stanie się w trakcie Igrzysk.

Wiesz co, Leon? To brzmi może i nonsensownie na pierwszy rzut oka, ale nie jest takie głupie. Musimy się nad tym porządnie zastanowić w wąskim gronie i stworzyć plan gry. Nie pod orkiestrę prezydenta ani Kaczana, ale naszą własną. Z muzyką skomponowaną przez rząd i odtańczoną przez nasz zespół. Mam nadzieję, że to, co powiedziałem nie zabrzmiało zbyt po indiańsku – Minister Spraw Wewnętrznych zatrzymał się po zakończeniu wypowiedzi. Wraz z nim zatrzymali się jego towarzysze. Trzej prominentni przedstawiciele Partii Ewolucjonistów popatrzyli po sobie ze zrozumieniem, skinęli głowami na znak aprobaty i podali sobie ręce na krzyż. Sześć dłoni splotło się w uścisku przymierza, którego celem było zwycięstwo.

3Shares