Piramida snów. Powieść fantastyczna. Odc. 4

Myśl o tym, że ktoś odwiedzał Irenę pod nieobecność jej męża, prześladowała Sefardiego. Był świadomy, że to, co powiedział w obecności jej męża, było kłamstwem od początku do końca, ponieważ kobieta, która otworzyła drzwi mężczyźnie, to nie była Irena.

– Dlaczego ja to zrobiłem? – Kiedy zadał sobie to pytanie po raz kolejny, zstąpiło na niego objawienie.

Podświadomie chciał jej rozwodu. Marzył, aby się rozwiodła, ponieważ jej pragnął. Zawsze mu się podobała; kiedykolwiek ją widział, żądza ogarniała jego duszę i paliła ciało.

Rozwód Ireny nastąpił po kilku miesiącach. Kiedy były mąż wyprowadził się z mieszkania, Sefardi dwa razy rozmawiał z nią. Rozmowy wydały mu się dziwne; mało interesujące, bez polotu, nie to, czego oczekiwał. Namiętne, skrywane uczucie do Ireny wyparowało, sam nie wiedział kiedy i jak. Nie czynił sobie z tego powodu wyrzutów, ani z powodu doprowadzenia do rozpadu jej małżeństwa; uznał, że kompletnie nie pasują do siebie.

*****

Po incydencie z rozwodem, Sefardi prowadził życie, które jemu samemu wydawało się coraz dziwniejsze. Mimo sprawności fizycznej, zdarzały mu się częściej chwile niepohamowanej senności. Prowadząc samochód, zasypiał nagle na środku drogi w największym nawet ruchu, kiedy uwaga jest najbardziej napięta. Na szczęście były to mikro sny, trwające kilka sekund, po których budził się w nagłym przerażeniu. Raz nieomal utonął w basenie kąpielowym; z trudem utrzymał głowę nad powierzchnią, płynąc do drabinki wyjściowej. Innym razem wjechał na betonowy słup podtrzymujący strop w podziemnym garażu.

Mimo jawnych niedomagań z trudem zdecydował się, aby udać się do lekarza. Poddał się wielu badaniom, nie przyniosły one jednak nic konkretnego. Mogło być wiele przyczyn jego problemów. Żadna z nich nie tłumaczyła przekonująco sytuacji.

Myślał wtedy, że organizm ludzki jest tworem najbardziej skomplikowanym na ziemi. Swoimi myślami i przypuszczeniami nie dzielił się z nikim. Wiedział, jaka będzie reakcja. Będą go dopingować i dawać rady.

– Napij się mocnej kawy!

– Weź się uczciwie do roboty, to ci przejdzie!

– Nie marudź! Myślisz tylko o sobie. Nie ty jeden masz problemy.

Były to zachęty najczęściej przyjazne, rzadko kiedy uszczypliwe, w sumie jednak głupie i bez polotu, bo większość proponowanych rozwiązań już wcześniej sprawdził.

Co go trapiło najbardziej, to poczucie, jakby ktoś nim manipulował, jakby jego sen nie należał do niego, był czymś obcym w jego głowie, szalejąc tam niby rozbrykany źrebak, który nie wie, co ze sobą zrobić. Będąc człowiekiem raczej zamkniętym, otwierał się tylko wtedy, kiedy napotkał kogoś intrygującego, kto mniej mówił, a więcej słuchał zadając mu od czasu do czasu jakieś niebanalne pytanie. To go uruchamiało.

Po nieudanych wizytach i badaniach zleconych przez specjalistów, sam zaczął dociekać, co mu dolega, notować fakty, analizować, dochodzić do wniosków. Po kilku tygodniach zauważył, że – mniej więcej od trzydziestego roku życia – jego senność pozostała taka sama, ale zmienił się przebieg i treść jego snów. Stały się dziksze, zaskakujące, bardziej intensywne, nieprzewidywalne. To była jego pierwsza obserwacja. Druga była taka, zjawiła się nieco później, że sny powtarzają się, jakby się zapętliły w pewnym wzorze.

0Shares

Niedzielna dawka poezji

W niedzielę każdemu w duszy gra. Ludziom zwykłym – zwykła muzyka, miłośnikom tańca – taneczna, dyrygentom i kompozytorom – orkiestralna. Księżom z zasady grają organy, niektórym to i piękna kuchareczka zagra na organkach, lub choćby na grzebieniu, jeśli jest w dobrym nastroju, na stole palą się świece i stoi zmrożony szampan, a obok rozkosznie pachnie rumiana kaczuszka po pekińsku.

O takim to nastroju rozmawiam z Iwanem Iwanowiczem. Ze względów piękno-muzycznych obydwaj chcielibyśmy być duchownymi i mieć swój udział w raju na ziemi.

Oprócz słuchania słodkiej muzyki płynącej z ust i serca pięknej kuchareczki spowiadalibyśmy grzeszników. Iwan Iwanowicz mówi, że obok konfesjonału postawiłby małą gilotynę do karania osobników z grzechem ciężkim na sumieniu. Ustalamy prawdopodobną kolejność. Na pierwszy ogień poszliby rządzący politycy, potem ci, którzy dali sobie żłób odebrać, następnie jawnogrzesznicy, potem jednostki na wysokich stanowiskach prowadzący domy publiczne, następnie ludzie nietolerancyjni, w końcu (last but not least) nadęci prezydenci trzech państw, których od dawna mamy na oku.

Cytowane poniżej wiersze pochodzą ze zbioru Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona”.

Król drzew

Zmierzch zapada w dolinie drzew karri,
pnie-olbrzymy czernieją jak mary.
Głowy starców czułością natchniona
mgła oplata w błękitnawe ramiona.

Król drzew bajecznie wręcz stary
wznosi w górę mocarne konary,
zgrubiałe, zwęźlone jak sznury;
on z burzami staje w konkury.

Kookaburra szczerze czymś rozbawiona
w mroczną dal się śmieje szalona;
może myśl jej przychodzi do głowy,
że królową jest puszczy ptak płowy?

Australia Zachodnia, Pemberton, 27 listopada 1996

Chwytanie piękna

Spadochron marzeń dostojnie spływ
pawimi piórami, łagodnością puchu,
serce pragnieniem się wyrywa,
biegniesz…ciało tkwi w bezruchu.

Wzrok jednoczy się z pejzażem,
mrokiem strzelają drzew wodotryski,
rzęsy w cień kryją zmysłowe twarze,
drażnią uśpionej żądzy zmysły.

Biegniesz naprzeciw smukle radosny
i chwytasz piękno w ramion objęcia
…a ono znika jak podmuch wiosny,
zwodzi jak puchu nieme zaklęcia.

Sopot, 3 stycznia 1998

Księgarnia Empik: https://tinyurl.com/y52br67b

0Shares

Poezje własne: „A ja cię błagam” i „Alegorie”

Drodzy Czytelnicy,

Dla rozrywki dwa moje wiersze z przygotowywanego do publikacji drugiego zbioru poezji Michael Tequila: „Oniemiałość”. W sprzedaży jest już od trzech lat mój pierwszy zbiór o tytule „Klęczy cisza niezmącona”. 

Pozdrawiam serdecznie,
Michael Tequila 

Pieter Pourbus : Allegory of true love.

A ja Cię błagam

A ja Cię błagam, Panie świata,
byś dał mi miłość, czułości lata
i spokój życia, obecność cudu,
a wszystko inne okrył ułudą.

Niech mnie obejmie i tkliwie dotknie,
darzy uśmiechem stojąc w oknie,
choć raz zatęskni za mną ogromnie
i nie zapomni od razu o mnie.

Sacconi: Allegory of poetry

Alegorie

Z czyśćca niepokojów dusze wyjrzą płowe,
oniemiałość czynom odejmie znaczeń mowę,
w królestwie pięknej Wenus i chmurnego Marsa
Idea na tron zasiądzie. Wszystko inne to farsa.

Kiedy już dojdziesz, gdzie każdy dojść musi
i ciężar zmyślony na przejrzystość zmienisz,
ręce cię zaświerzbią i anioł podkusi,
byś bezwstydnie dotknął poezji płomieni.

0Shares

Komiks polityczny. Komandor i sumienie. Odcinek 11.

Rezygnacja z hołdu składanego Wielkiemu Artyście wywołała w Komandorze wyrzuty sumienia, krótkie jak spięcie elektryczne, lecz mniej bolesne. Mówiąc lapidarnie, nie odczuł ich w ogóle, gdyż duszę miał twardą jak niewyprawiona skóra bawola.

Dusza komandorska miała kształt wańki-wstańki. Wstrząśnięta hołdem, którego na szczęście udało się komandorowi uniknąć, drgnęła kilka razy i powróciła do równowagi, aby podnieść swego pryncypała z kolan, na które nie upadł (choć mógłby, a nawet powinien, w obliczu zasług Wielkiego Artysty), wygładzić zmarszczki jego uniformu (przypominającego sztywny garnitur naciągnięty na deskę) oraz usadzić go wygodnie na tronie nieskrępowanej władzy, jaką cieszył się od roku z woli załogi, może nie całej, ale jednak. Zaraz zgromadzili się wokół niego wasale i lennicy, aby go pocieszać, prawić mu komplementy, szeptać do ucha i słuchać jego mądrych rad. Komandor zagłębił się w zakamarki przeszłości, gdzie zazwyczaj odnajdywał skarby.

Tym razem zanurzenie się w przeszłość nie ukoiło jego duszy, gdyż była ona przepełniona winą, nie winem, za zło, jakie czynił od czasu do czasu popędzany żądzą dominacji, motywującą do działania każdego wielkiego władcę począwszy od Hammurabiego. Przykład Hammurabiego tylko częściowo przypadł Komandorowi do gustu. Był to władca typu fifty/fifty, mroczny a zarazem pozytywny. Z jednej strony był on barbarzyńcą, w dodatku niechrzczonym, co wypadało fatalnie w oczach pobożnego komandora, z drugiej strony Hammi (jak czasami komandor go nazywał) opracował kodeks zwany „rzeźniczym”, wedle którego oko odbierano za oko, a rękę za rękę, stosując surowe kary za przewinienia, co było słuszne w przekonaniu Komandora, zwolennika rzetelnej i bezwzględnej sprawiedliwości. Będąc człowiekiem rozważnie skrytym swoje przekonania karania i nagradzania trzymał blisko ciała i niechętnie dzielił się nimi z otoczeniem.

0Shares