Komiks polityczny. Czarna demonstracja. Odcinek 1.

ship-oar-frigate-la-rieuse-author-unknown-public-domain

Iwan Iwanowicz Iwanczyn, trybun ludowy, rzecznik nieskrępowanych poglądów politycznych, jak zwykle stał przy krawężniku wygłaszając prywatne orędzie o stanie państwa. Ucieszył się na mój widok. Opowiedział mi epizod z życia kapitana żeglugi wielkiej, niejakiego Jaroszki, entuzjasty, pasjonata i proroka filozofii czystego bytu.

– Kapitan Jaroszka, znam go doskonale z telewizji, gdzie z braku wiatru oceanicznego wietrzy swoją facjatę przed kamerami (Iwan Iwanowicz oprócz siły fizycznej dysponował także szorstkim językiem), najpierw zamarzył sobie, a potem zbudował żaglowiec wielki jak góra lodowa, symbol ochrony życia uniwersalnego, dobrego i złego, bogatego jak Krezus i nędznego jak marny robak, na którym to żaglowcu zamierzał wpłynąć w wiek następny, aby zyskać sławę żeglarza wszechczasów. Musi Pan wiedzieć, że dzielny Jaroszka, zwany też kapitanem ludzkich sumień, otrzymał podobno pełnomocnictwo od samego pana Boga na sterowanie sprawami życia na ziemi. Kapitan jest człowiekiem uniwersalnym, biologiem, lekarzem i uczonym (większym nawet niż słynny Miczurin), jak i niepohamowanym entuzjastą wszystkiego, co lata, pływa i biega, innym słowem życia, także tego najbardziej bolesnego, chromego i wegetującego.

Proszę sobie wyobrazić, że pokonawszy rafy szalonej pogody, o tej porze wyjątkowo niepewnej i niebezpiecznej, kapitan zamierzał bezpiecznie wpłynąć do portu, aby ogłosić światu swoje zwycięstwo, kiedy zjawiła się banda czarno ubranych niewiast, twardych, zapalczywych i przeciwnych pomysłowi kapitana, które w szale sprzeciwu podziobały czarnymi parasolami żagle i kadłub jego statku tak gruntownie, że stracił on orientację, wszedł na mieliznę i zatonął. Zanim to się stało, na pomoc kapitanowi rzucił się oficer statkowy, niejaki Brzuchal, który wyzwał oblegające statek kobiety od niepoważnych, bałamutnych i zwariowanych bab, oraz drugi oficer, administracyjny, równie ważny, a może i ważniejszy, który wysłał kapitanowi na pomoc wielu sprawnych ochroniarzy. W wyniku nieporozumień z uczestniczkami i uczestnikami demonstracji, nad czym można tylko ubolewać, zabrano ich do lazaretu, aby ocalić im resztki zdrowia.

Jednym słowem, wyprawa po złote runo kapitana Jaroszki i jego załogi zakończyła się poważną i smutną kompromitacją, ponieważ także w innych portach kontynentu kobiety demonstrowały determinację niedopuszczenia jakiegokolwiek kapitana, komandora czy nawet admirała do decydowania, jak ma wyglądać życie, o którym one, od czasów raju, Adama i Ewy decydują i opiekują się z uprawnienia Najwyższego.

Razem z Iwanem Iwanowiczem pochyliliśmy się nad losem ambitnego kapitana, jedynego żyjącego filozofa dysponującego pełnią wiedzy, jak myśleć o życiu i jak z nim postępować w wymiarach religijnych i etycznych, ludzkich i boskich, zmysłowych i pozazmysłowych. 

Ciało w odbiciu lustrzanym. Część 6. Chyba przedostatnia.

Dawno nie widzieliśmy się. Chyba mnie unikałeś? – Wiktor nie powitał mnie ciepłym spojrzeniem. Nie dziwiłem mu się.

Mam wyrzuty sumienia wobec ciebie. Nie byłem z tobą w kontakcie od bardzo dawna. Byłem przytłoczony obowiązkami – wyjaśniłem z zażenowaniem i poczuciem winy.

To nie jest najlepsze usprawiedliwienie. Każdy tak mówi. Ale muszę przyznać, że liczne obowiązki do poważna kłoda na drodze postępu. Chodzi oczywiście nie tyle o nadmiar obowiązków, ile o nieumiejętność radzenia sobie z nimi. To jest prawdziwa przeszkoda w poprawie kondycji że tak powiem organicznej. Z trudem radzę sobie z tym. Przekląłbym szpetnie, gdyby nie to, że obnażyłbym publicznie jeszcze jedną moją słabość.

Nie możesz przeklinać przy byle okazji, Wiktorze. Przeklinanie musi być uzasadnione sytuacją. Poza tym, nie wiem, czy cieszyć się czy martwić, że obydwaj przeżywamy te same problemy.

No właśnie! – Wiktorowi oczy rozbłysły. Zajęło mi sporo czasu, zanim odkryłem tajemnicę radzenia sobie z trudnymi sytuacjami i wyciągnąłem odpowiednie wnioski. Początek zmian tkwi w osobowości i mózgu. Także w nawykach. To już zrozumiałem. Potrzebny jest przełom w postaci głębokiej reformy własnego systemu wartości. Bez tego nie ma mowy o schudnięciu czy poprawie sylwetki. Mam wrażenie, że dokonałem już takiego przełomu.

Nie, nie! – wykrzyknął Wiktor zaprzeczając sam sobie. Zaczerwienił się na twarzy.

Nie dokonałem jeszcze, ale pracuję nad tym. Walka z sobą jest diabelnie trudna. Jesteś taki, jaki jesteś, wygodny, leniwy, dogadzający sobie, a chcesz być inny, zdyscyplinowany, uporządkowany, sprężysty na ciele i umyśle. Któryś z wielkich starożytnych powiedział: Imperare sibi maximum imperium est. To znaczy: Rządzenie sobą jest najwyższą formą rządzenia. Inaczej mówiąc, wydawanie sobie rozkazów jest najwyższą formą władzy. Władza nad sobą samym!– szepnął Wiktor wznosząc w górę oczy jak aspirant do świętości marzący o życiu wiecznym.

Od czego zacząłeś? – moje łagodne pytanie miało na celu przywrócenie Wiktora do rzeczywistości.

Dobre pytanie. Przede wszystkim zdałem sobie sprawę, że byłem zbyt uległy wobec oczekiwań społeczeństwa, pracodawcy, rodziny, przyjaciół. Jak i siebie samego pozostającego wciąż w wersji tradycyjnej, nieelastycznej – uzupełnił Wiktor. Życie wymaga dyscypliny i mądrości. W pytaniu o to, kim naprawdę jestem zabrakło mi coś w rodzaju „jestem osobą, która dba o siebie i równoważy to wobec innych oczekiwań”.

Mówisz górnolotnie, ale niegłupio. Stwierdzam to w sensie pozytywnym.

W tym momencie zadzwonił telefon komórkowy Wiktora. Wiedziałem, co to oznacza.

To skończymy rozmowę innym razem – zaproponowałem w pośpiechu. Widząc, że mój sąsiad zabiera się do odejścia dodałem: To do zoba, Wiktorze.

No to nara – mruknął słuchając już głosu w telefonie.

 

 

Kawa i alkohol czyli motyw życia. Część druga i ostatnia.

Po raz trzeci wracam do znajomego faceta, Wiktora. Ostrzeżcie mnie, gdybym chciał wrócić do niego po raz czwarty, gdyż byłaby to perwersja lub co najmniej ostrzeżenie przed demencją. W smutne dni Wiktor żywi się kawą, aby utrzymać drętwy umysł i zmagające się z grawitacją ciało w stanie używalności. Stan zapaści bywa tak poważny, że trudno uwierzyć. Każdy z nas nosi bagaż, jaki włożyli mu na grzbiet przodkowie i natura. Jeden z kolegów Wiktora za czasów studenckich zwany był „Smutniakiem”, ponieważ zawsze był w stanie przygnębienia. Smutek wynikający z braku ożywczej energii życia bywa niestety motywem przewodnim życia.

Kiedy wstaję z łóżka, moje samopoczucie jest fatalne. Widzę je prawie czołgające się po podłodze. Chętnie kopnąłbym je, gdybym tylko dysponował siłą w owym momencie, ale nogi odmawiają mi posłuszeństwa – relacjonuje Wiktor. Strasznie wtedy sobaczę z frustracji, że nie jestem w stanie nic zrobić, aż mnie samego to przeraża. A przecież już wcześniej poznałem kilka brzydkich słów, wrednych, furmańskich, nawet kloacznych. Byłem w wojsku, gdzie przekleństwo jest argumentem wychowawczym i świadczy o dobrych manierach żołnierskich, bez względu na szarżę. Przekleństwo stoi tam na piedestale jako olśniewajacy i niezłomny symbol intelektu a nawet samego istnienia. Tylko śpiący i martwi żołnierze nie przeklinają – tak to Wiktor relacjonuje mi historię i stosunek do sobaczenia.

Zaraz potem wyjaśnia zawiłości związane z piciem kawy. Kawa jest paliwem poruszającym ludzki motor podobnie jak benzyna czy olej dieslowy wprawia w ruch silnik samochodowy. Jej plusem jest to, że nie śmierdzi. Wręcz przeciwnie, pachnie tak pięknie. To rzecz użyteczna. Na przykład w Australii w domu parzy się świeżą kawę, kiedy mają przyjść osoby zainteresowane jego kupnem.

Pewien Włoch, który studiował medycynę oświetlił mnie, że kawa podnosi ciśnienie krwi na wyższy poziom, ale na krótko – wyjaśnia Wiktor. Potem ciśnienie spada poniżej pierwotnego poziomu, co sprawia, że będąc człowiekiem z gruntu pozytywnym pragniesz popełnić samobójstwo. Dlatego do kawy należy dodawać trochę alkoholu. Widzisz wtedy świat w różowych kolorach. Młodsi osobnicy i osobniczki mogą go widzieć nawet w różowych majteczkach na zgrabnym siedzeniu lub w bogatym owłosieniu na masywnej klatce piersiowej. Życie staje się naprawdę kwieciste, jeśli zabarwisz je kawą z dodatkiem brandy  – oczy Wiktora nabierają nowego blasku, kiedy zbliża się do kafeterki trzymając w ręku butelkę Bardinet Napoleon.

Niejeden wybitny pisarz napędzał się alkoholem i kawą (w tej kolejności). Też liczę na tę formułę. Oby tylko nie przesadzić jak Hemingway i nie zbliżyć do ust dwururki zamiast zawartości szklaneczki z wodą ognistą, choć też kojarzy się z piekłem.

O pisarkach australijskich, polityce i sukcesach. Część 2

Tylko jedna z młodszych z pisarek australijskich, Catherine Gaskin, zakwestionowała fascynację komunizmem swoich „koleżanek po fachu” zadając pytanie prowadzącej wywiad: Tak, ale czy one kiedykolwiek doświadczyły komunizmu? Czy kiedykolwiek żyły w komunizmie? Nie zniosłabym życia w społeczeństwie, gdzie każą mi pisać pewne rzeczy lub zamilczeć na zawsze. Gaskin przyznaje, że sama ma „bardzo socjalistyczne” skłonności, ponieważ nie akceptuje moralnego zepsucia. Socjalizm oraz poparcie dla komunizmu, socjalizmu i partii pracy, pisarki australijskie widziały w kategoriach walki o sprawiedliwość w warunkach kapitalizmu.

Orientacja ideologiczna i polityczna nie była sprawą bagatelną dla osób twórczych. W życiu niejednej pisarki w Australii była ona treścią ich życia, zaangażowania społecznego oraz źródłem natchnienia i motywacji do pisania.

Nie wszystkie pisarki australijskie osiągające sukcesy zawodowe miały szczęście w życiu. Dla niektórych z nich było ono pasmem problemów i nieszczęść. Przykładem jest Kylie Tennant. Jej mąż, Roddy, cierpiał na chorobę psychiczną. Jego stan zdrowia pogarszał się; usiłował on popełnić samobójstwo. Kylie opiekowała się umierającą matką, kiedy jej ojciec opuścił je wyjeżdżając do Europy. Bim, syn Kylie, był schizofrenikiem, zaczął przyjmować narkotyki i tragicznie skończył: został zamordowany w wieku 26 lat. Mąż Kylie, Roddy, zmarł na raka, a wkrótce potem zmarł jej ojciec. Przez cały ten czas sama Kylie borykała się z rakiem i chorobą serca.