Poezja australijska

Cape Jervis

Chmurnych kłębów ciemna czasza,
pod nią deszczu skośne smugi,
światło słońca wnet przygasza,
tunel tworzy mroczny, długi. 

W deszczu wzgórze się ukrywa,
lecz przy drodze skałą łamie,
pejzaż w dali się rozmywa,
zieleń chowa w kropel bramie.

Nagły błysk po lewej stronie,
w oczy kłuje skier tysiące,
chmurę w rozpalone dłonie
chwyta słońce gorejące.

Błysk miliardy kropel łamie,
zieleń lasu blask rozjaśnia,
w mroku chmury, w deszczu ramie
tęcza złudzeń z drzew wyrasta.

Wiatr welony deszczu strząsa,
miesza światła z wód mgławicą,
wpina w nią drobiny słońca,
wyolbrzymia krasne lico.

Południowa Australia, Półwysep Fleurieu, 3 sierpnia 1996

To jeden z moich ulubionych wierszy, fragment opublikowanego zbioru „Klęczy cisza niezmącona”.

Pamiętam tę podróż. Towarzyszyła nam niezwykła ulewa, jechaliśmy prawdziwym tunelem deszczu. Wracaliśmy z samego koniuszka Półwyspu Fleurieu, najbardziej południowego krańca Australii kontynentalnej; bardziej na południe jest tylko Wyspa Kangurów (Kangaroo Island). Mieszkałem w Australii dwadzieścia lat, ale nigdy jej nie odwiedziłem. Jest tam niewiele do oglądania z wyjątkiem wielkiej kolonii fok. Droga biegła między wzgórzami a brzegiem morza. Przed nami dosłownie wyrosła tęcza, jakiej nigdzie indziej ani nigdy później nie oglądałem. Była ogromna i niezwykle wyrazista. Zatrzymaliśmy się, aby ją podziwiać. Miałem wrażenie, że wyrasta z jednego krańca ziemi i wrasta w drugi. Zapamiętałem też las i wielkie pniaki dawno wykarczowanych eukaliptusów. Nie mogłem tego nie opisać.

To marina w miejscowości Wirrina po drodze.

0Shares

2019 10 22 Przebudzenie w przyszłości. Opowiadanie fantasy. Odc. 2.

Kiedy podchodzę do drzwi, otwierają się same usłużnie, bezszelestnie. Wychodzę na dwór i rozglądam się przez chwilę. Jest bardzo jasno, słonecznie. Przede mną są schody łagodnie opadające w kierunku ulicy. Schodzę po nich. Przede mną rozciąga się płaski teren przecięty pasmem dziwnego materiału. To ulica bez krawężników. W miejscu krawężników widoczne są czerwone pasy boczne. Na zewnątrz okala je nieznana mi roślinność. Przechodzę przez tę ulicę nie-ulicę, jezdnia okazuje się lekko sprężysta, i podchodzę do śmietników.

Wszystkie są wykonane z metalu, każdy w innym kolorze. Jest ich osiem, ustawionych jeden obok drugiego w równym rzędzie. To co widziałem z góry z okna mojego pokoju, okazuje się nieprawdą. Było to złudzenie, ale przyjemne. Przyglądając się śmietnikom, wkładam odruchowo rękę do kieszeni spodni, wyczuwam tam kawałek papieru. Jakby celowo się tam znalazł po to, aby go wyrzucić. Wyjmuję go, jest pomięty. Nie ma na nim niczego godnego uwagi oprócz niezrozumiałego dla mnie krótkiego tekstu. Chcę wyrzucić papier. Podchodzę do najbliższego, pierwszego z brzegu, śmietnika w kształcie lśniącego cylindra. Wyświetla się na nim napis: „Podaj kod dostępu lub przeczytaj instrukcję na tablicy głównej”. Nie znam żadnego kodu dostępu. Przyszło mi na myśl, że jest on czymś w rodzaju jednorazowego biletu wstępu do kina. To głupie.

Czytam instrukcję. Niewiele z niej rozumiem. Mówi o jakimś definitorze odpadów. Nie usiłuję zgadywać, o co chodzi, nie zastanawiam się dłużej na tekstem. Myślę, że muszę eksperymentować, robić co mi przyjdzie do głowy i patrzeć, co z tego wyniknie. Przybliżam papier do pojemnika. Pojawia się na nim poziomy pasek, rozjaśnia się i ukazuje się na napis: „To papier. Wrzuć go do kosza Nr 3. Tego szarego.”

Domyślam się, że informacja pochodzi z definitora rodzaju odpadów. Poniżej paska z napisem spostrzegam naklejkę. Pochylam się i czytam zawarte na niej informacje. Definitor ma wbudowane w sobie kamery rozpoznające obrazy oraz czujniki rozpoznawania zapachu, dźwięku, smaku i kolorów. Analizując wymienione parametry, urządzenie rozpoznaje każdy rodzaj materiału, z którego może być wykonany przedmiot. To pozwala na jednoznaczną i ostateczną segregację wszystkich, nawet najmniejszych śmieci i odpadów.

Po powrocie do sali zastaję w niej dwie osoby. Kobieta, która już tu była wcześniej, to oczywiście pielęgniarka, ta druga to lekarka. Podchodzę do nich.

– Gdzie ja jestem – pytam.

Zapytane wyjaśniają mi, że jestem w klinice przebudzeń i podają kilka szczegółów, które staram się zapamiętać.

– Klinika jest teraz pańskim domem.

Mówią to tak beznamiętnie, jakby mieszkanie w klinice było czymś równie zwyczajnym jak gapienie się na wrony.

– Przynajmniej przez jakiś czas – dodają, jakby chciały mnie pocieszyć.

Patrzę na nie i nic nie odczuwam. Czuję się jak z drewna, choć obydwie wyglądają atrakcyjnie.

W drugiej kolejności pytam o kosze i segregację śmieci. Nie dziwi ich to. Znowu odpowiadają tak, jakby ludzie nigdy nie pytali ich o nic innego w życiu.

0Shares

Przebudzenie w przyszłości. Opowiadanie fantasy. Odc. 1.

Przebudziłem się w roku 2060, w dniu 15 maja, w momencie, kiedy ktoś powiedział głośno „Z ręką w nocniku”. Jak się okazało, było to hasło. Ktoś sobie takie wymyślił. Nie mam nic przeciwko niemu. Jest dobre jak każde inne. Może tylko mało oryginalne, nawet głupawe. Ważne, że działa.

Wyjaśniła mi to wszystko na biało ubrana kobieta, nie wiem czy pielęgniarka czy lekarka, która zjawiła się w pokoju zaraz po moim przebudzeniu. Powiedziała, co miała powiedzieć, coś tam sprawdziła na ekranie urządzenia widocznego na stoliku znajdującym się po prawej stronie pod oknem i wyszła. Po chwili wróciła i znowu stanęła przy stoliku. Nie ma chyba chęci rozmawiać ze mną. Widziałem to po jej twarzy, ani starej, ani młodej, trudnej do określenia wiekowo. Nie wszystko jest dla mnie zrozumiałe, w dodatku szumi mi w głowie.

Dlaczego się przebudziłem, nie wiem. Właściwie niewiele wiem o sobie, muszę sobie wszystko przypomnieć lub się nauczyć. Albo zostałem pozbawiony pamięci, albo ją utraciłem w nieznanych okolicznościach. Pamiętam tylko datę mego urodzenia: rok 2018.

Jestem z pokolenia śmieciowego. Tak nazwano pierwszą generację ludzi XXI wieku, która pierwsza podniosła wielki krzyk o to, że tworzywa sztuczne zabijają życie na ziemi. Każdy mieszkaniec planety produkował wtedy ponad sto kilogramów odpadów plastikowych rocznie. Było to dziedzictwo, jakie zostawiły nam poprzednie pokolenia.

Pokój, w którym leżę wyciągnięty na czymś w rodzaju wąskiej leżanki, jest duży i jasny. Jest mi wygodnie. Opuszczam lewą rękę i poruszam nią; czuję się trochę niepewnie, jakby nie była moja. Opuszczam prawą rękę, poruszam palcami, rozprostowując je i zaciskając, w końcu podnoszę rękę do góry. To wywołuje reakcję; tylna część leżanki, ta, na której spoczywają moja głowa i plecy, powoli unosi się do góry. Po chwili jestem już w pozycji półsiedzącej. Jest mi wygodnie; mam wrażenie, że leżanka automatycznie dostosowuje się do kształtów i położenia mojego ciała.

Przez okno mojego pokoju, rozciągające się prawie od podłogi do sufitu, widzę ulicę i przylegający do niej skwer otwarty w głębi na morze, a na jego krawędzi, zaraz od strony ulicy, długi rząd błyszczących pojemników. Domyślam się, że są to pojemniki na śmieci. Zaintrygowały mnie. Długo im się przyglądam oceniając ich kształt, kolor, wielkość i połysk. Są ustawione w jednym rzędzie, tak mi się wydaje, w jakimś, trudnym do określenia, artystycznym ładzie-nieładzie. Chciałbym obejrzeć je z bliska. Nawet dotknąć. Rozglądam się po sali niepewny, co to za miejsce, jaki tu obowiązuje porządek, czy wolno mi chodzić czy nie i czy mogę wyjść na zewnątrz.

Decyduję się zejść z leżanki i opuścić pokój, aby obejrzeć pojemniki. Czuję się trochę niepewnie, ale wszystko idzie mi składnie. Mam wrażenie, jakby moim ciałem sterował jakiś mechanizm równowagi, korygujący chwiejność członków ciała. Stojąc, oceniam sytuację. W pokoju oprócz mnie jest tylko jedna osoba, ta ni to pielęgniarka, ni lekarka. Jest odwrócona do mnie tyłem, przy stoliku, który po bliższym przyjrzeniu się, przypomina mi biurko z płaskim blatem, bez szuflad, i chyba coś ogląda lub pisze. Mam wrażenie, że jest jej obojętne, co dzieje się na sali.

Myślę, że nie reaguje dlatego, że nie musi, że i bez jej uwagi jestem obserwowany. Patrzę w rogi sali i widzę tam miniaturowe kamery. Teraz jestem już pewny, że mój najmniejszy ruch jest rejestrowany i analizowany. Spoglądam w lewo, spodziewam się tam drzwi. Są tam rzeczywiście. Różowawe, podobnie jak ściany sali, bardzo naturalny kolor. Podoba mi się. Nabieram przekonania, że wszystko wokół mnie jest dostosowane do moich potrzeb i oczekiwań.

0Shares

Prowadzę się niezwykle intensywnie. Proza i poezja.

Noc. W nocy chodzę po domu i myślę czasem tylko wpadając na ścianę lub drzwi. Robię to podświadomie, aby wrócić do rozpoczętej wcześniej myśl, która mi ucieka.

Blog. Nie piszę już o sprawach politycznych, bo idą w dobrym kierunku. Konkretnie, w kierunku Ziemi Obiecanej. Jeśli to proroctwo się nie spełni, to chyba tylko dlatego, że nie jesteśmy narodem wybranym.

Zakupy. Zawsze kupuję więcej niż trzeba. Kupiłem śliwki węgierki, moje ulubione. Lubię Orbana, ale jeszcze bardziej lubię ich śliwki. Autor książki o Węgrzech określił Orbana krótko: To cynik, który eksploatuje państwo w celach nabicia sobie i przyjaciołom kabzy.

Kultura: Wczoraj byłem na prezentacji podróży po Sycylii oraz kuchni sycylijskiej. Potem pół godziny słuchałem pani harfiarki z Poznania.

– Jestem harfiarką, nie harfistką – przedstawiła się. Nie gram zawodowo w orkiestrze.

Kultura spowalnia chamienie, stanowiące dziś ważny trend społeczny. Łatwej staczać się w dół, niż iść do góry, choć niektórym z nas wydaje się, że jest odwrotnie. Życie jest dla mnie tajemnicą.

Poezja. Skoro nie proza życia, to może poezja? Przedstawiam dwa kolejne wiersze ze zbioru „Klęczy cisza niezmącona”. Po lajkach widzę, że poezja jest dobrze odbierana.

Na zdjęciu: Valley of Tasman River na Tasmanii. Zwiedzałem Tasmanię. Niesamowite, przemawiające do serca pustkowia.

Leśne przywidzenia

W półcieniu pagórka niby stara dama
skryła się jeziora zapieczona plama.
Płachty szarej soli i rdzawego piasku
krzewy uwięziły w pustynnym potrzasku.

W ukwieconym gąszczu kształt ukrzyżowany
dziwnie przypomina Chrystusowe rany.
W zdrewniałej szarości nie widać rozpaczy,
w kwietnym raju zasnął – los mu tak naznaczył.

Z jednego korzenia kilka pni wyrasta,
każdy gładki i czysty – brązowość trawiasta.
Obok sąsiad samotny, brodaty i stary
płatami korę zrzuca – smutek jasnoszary.

Australia, Freemantle, 31 października 1996

Do czego wracam

Do czego wracam? Myśli wytrychami
drzwi zatrzaśnięte wyważam nocami,
wspomnień jasnych oczu, pustej plaży szukam,
do serc zamkniętych nadaremnie pukam.

I tylko czasem radość promienna
zabłyśnie złotem, krótkością brzemienna,
w pamięć się wryło namiętności lato,
serce sprzedało zimnych wspomnień katom.

Z ust zniknął zapach leśnego miodu
skórę pokryły drobne krople chłodu,
uśmiech zniewolony gubi się i lęka;
złą kartę rozdała opatrzności ręka.

Sopot, 17 stycznia 1998

„Klęczy cisza niezmącona”, ebook, Empik https://www.empik.com/kleczy-cisza-niezmacona-tequila-michael,p1234860172,ebooki-i-mp3-p

0Shares

Wspomnienia powyborcze. Prywatna rezolucja polityczna.

 

 

 

 

 

 

Francisco Goya: Caprichos.

Po dwóch dniach od wyborów do Sejmu i Senatu zobaczyłem Przyszłość. Zaskoczyła mnie nocą pukając w moją głowę tak uporczywie, że obudziłem się z przestrachu, że wybuchła wojna dwóch światów, tego dobrego, który reprezentuje Wielki Mistrz, i tego przewrotnego, do którego sam się zapisałem. Przyszłość opowiedziała mi o swoich planach. Brzmiało to mniej więcej tak:

Przed wyborami Wielki Mistrz wyciągnął przed siebie ręce, spojrzał w niebo i krzyknął do Premiera:

– Módlmy się o deszcz!

Obydwaj modlili się o deszcz pieniędzy z Unii Europejskiej. I wymodlili. Ma przyjść już wkrótce w formie ogromnej chmury pomocy dla uciekinierów zalewających Unię Europejską z południa.

– Damy te pieniądze Polsce, bo ona najbardziej nam pomaga. – Zgodnie oświadczyli premierzy Grecji, Cypru, Malty, Włoch, Francji i Hiszpanii.

Przyszłość rozgadała się. Można by powiedzieć, że plotła androny, a ja w mojej radosnej naiwności wierzyłem w nie. Kontynuowała:

– Dodatkowe środki przyjdą z podatków, których jeszcze nie ma, ale będą. Przyjdą w różnej postaci, bo z pustego to i Salomon nie wypełni kotła potrzeb społecznych, ponadto dochody TVP z reklam wyborczych oraz datki zebrane w trakcie publicznych orędzi księży w ramach akcji „Głosuj przeciwko perwertom”. Naród mamy lotny, w mig chwytał zdrowe myśli i poniósł je ze sobą do urn wyborczych. Stąd nasze zwycięstwo. Nie pamiętam, kto to powiedział, może to ja sama to powiedziałam – oświadczyła Przyszłość.

Myśl, jak głosować, poniosłem i ja, ponieważ obiecano mi trzynastą i czternastą emeryturę już do końca, a spodziewam się żyć długo i szczęśliwie. Dla pewności poczekam jeszcze kilka dni na zapisanie tych dodatkowych emerytur w budżecie państwa, choć nie jest to konieczne, bo co się odwlecze to i uciecze, jak mawiała pewna pijana ręka z kieliszkiem spadając z dachu na łeb pewnego łysonia. Czy zwróciliście uwagę, jak często używam zwrotów w rodzaju „pewna ręka”, „pewni ludzie”, „pewne poglądy”? To zapożyczenia od Wielkiego Mistrza. 

Od dnia wyborczego zwycięstwa wierzę mocniej w Naród, Wielkiego Mistrza, Partię Powszechnego Dobrobytu oraz śledztwa w drobnych sprawach: działeczki pana premiera, samolocików marszałka Kuchcińskiego, trolli Ministra Sprawiedliwości, domku szybkiej radości pana prezesa NIK, Skoków pana senatora Biernackiego, zapłaty fakturek pana Birgfellnera i podobnych drobiazgów. Oczywiście żartowałem, bo to wszystko są zmyślenia i dobrze wiemy, że prokuratura i sądy w praworządnym państwie nie powinny zajmować się takimi głupstwami. Co innego śledztwo w sprawie Amber Gold, VAT-u i wystawnych kolacji z owocami morza okraszonymi przekleństwami. To były poważne sprawy.

*****

Na tej relacji postanowiłem ostatecznie zakończyć moją blogerską aktywność polityczną. Gdybym coś kiedyś przypadkowo chlapnął, to może to być tylko jakaś drobna dygresja, i tylko przez zapomnienie albo wyjątkowy upór. Sam nie muszę już myśleć. Wybaczcie mi, że w ogóle pisałem, było to potrzebne jak trzecie skrzydło u samolotu, którego wrak miał do nas wrócić a nie wrócił.

– Tam gdzie jest, jest mu dobrze. Nie jest już nam zresztą potrzebny. – Uspokoił mnie pan Antoni, główny teoretyk rozumowania katastroficznego.

Nie piszcie do mnie. Może wyrażę to w formie życzenia. Piszcie do mnie tylko wtedy, kiedy w Sejmie powstanie Kółko Swobodnej Myśli Politycznej, na którym będziemy mogli wszyscy obiecywać sobie nawzajem złote góry bez podatków, głosować przeciwko przedstawicielom własnego kraju w Unii Europejskiej, mówić o własnej historii, która ma tylko jasne strony, ograniczać do jednej minuty czas wypowiedzi upartych posłów opozycji, jeść z tacki plastikowej i swobodnie przeklinać jak pani Krysia, wyróżniać hejtami ulubionych sędziów, odpowiadać na pytania reporterów pozdrowieniem „Teraz jestem zajęty”, a nade wszystko nie będziemy potrzebowali prowadzić nudnych dochodzeń prokuratorskich w sprawach, które nas samych dotyczą.

Rozczuliłem się. I taki już pozostanę. Z ustami złośliwie skrzywionymi od płaczu. Może pomyślicie o jakimś pomniczku dla takich jak ja na centralnym placu dużego miasta? Może to być teren z odzysku. Byłbym wdzięczny.

0Shares

Nocna radość zwycięstwa nad duchem i materią

Postanowiłem napisać dziś coś tak rozrzewniającego, że popłaczecie się ze wzruszenia. Chodzi o zwycięstwo wyborcze Partii Powszechnego Dobrobytu. Z tej okazji Wielki Mistrz zwany też Klasykiem wygłosił przemówienie. Nie było długie, ale bardzo obiecujące. Wspomniał, że nie wszyscy jeszcze wierzą w Partię. Postanowiłem, że kiedy już uwierzą, osobiście zainicjuję Kult Wielkiego Mistrza.

Późną nocą ogłoszono wstępny wyrok wyborczy. Wysłuchałem go z uwagą, po czym wyszedłem na deszcz, aby go sobie przemyśleć i nacieszyć się nim w ciszy. Chodziłem boso po ulicy, a po powrocie posypałem sobie głowę popiołem. Dobrze mi to zrobiło. Uczciłem w ten sposób zwycięstwo Wielkiego Mistrza, ukochanego przywódcy milionów.

To on zorganizował i opłacił wesele przedwyborcze. Na jego czas cudownie rozmnożył pieniądze, nakarmił miliony a potem zwielokrotnił głosy. Tak silnie nawiązywało to do Biblii, że wyszukałem biskupa, aby mu podziękować całując w pierścień.

Okazało się, że był bezręki; wobec czego pocałowałem go z wdzięczności gdzie indziej za to, że on i jego koledzy po komży pomogli w zwycięstwie Wielkiemu Mistrzowi i PPD otwierając także i mnie drogę do raju.

W nocy rozpłakałem się serdecznie. Były to łzy gorące i z taką zawartością słodyczy, że dla równowagi wypiłem kielich goryczy i powziąłem postanowienie w ogóle już nie myśleć. Dla pewności zapytałem sumienie:

– Po co miałbym myśleć skoro jest ktoś większy i mądrzejszy, co myśli za mnie i za miliony?

Zapytane przyznało mi rację, po czym zamilkło.

– Szkoda słów – dodało po chwili.

Zrozumiałem to jako potwierdzenie mojego rozumowania. Żal mi było tylko, że od razu nie zapisałem się do tych milionów, które głosowały na Partię Powszechnego Dobrobytu. Porzuciłem ten niewczesny żal, kiedy znajomy zwycięzca wyborczy poinformował mnie, że jest możliwe, że w niedalekiej przyszłości zapisy będą już obowiązkowe i on mi w tym pomoże przedstawiając moją kandydaturę gdzie trzeba.

– Zadba o ciebie nasz niezrównany Mistrz Ceremonii Prawnych, który określa, co jest dopuszczalne, a co nie, kiedy ma to nastąpić, oraz kiedy sprawa trafia do prokuratury a kiedy na śmietnik.

Wydało mi się to dziwne, może nawet okrutne.  

0Shares

Niedziela. Wciąż obowiązuje cisza wyborcza. Proponuję poezję.

Kolejne dwa wiersze z niepublikowanego zbioru „Oniemiałość”.

Białe motyle 

Nie pamiętam, kiedy i gdzie pisałem ten wiersz. Mogę się tylko domyślać, że było to na Kamiennej Górze w Gdyni, przy ulicy Korzeniowskiego, gdzie mieszkałem przez kilka lat. Wiersz pisałem oczywiście zimą. Dziś Kamienna Góra jest jedną z najlepszych dzielnic Gdyni; wspaniale miejsce, z uroczym, mało uczęszczanym parkiem na samym szczycie wzgórza dominującego nad portem. W czasie II Wojny Światowej, niedaleko mego domu, chyba nawet tuż obok, właśnie przy ulicy Korzeniowskiego (zwanej wówczas Prinz Eugenstrasse) znajdowała się placówka gdańskiego oddziału Gestapo, miejsce kaźni.

Zamieć przybyła, dostojna i cicha,
ulicami chodzi, welonami oddycha,
z mroźnych ust białe wzlatują motyle,
fruwają rozbawione, prawią krotochwile.

Do świateł się garną istot miliardy,
w czapy ubierają prawdy i nieprawdy
gwarne ulice, dachy i zielone świerki,
czasem promień odzieją w niewinne iskierki.

W polu zając zdumiony staje w sztywny słupek,
spokojem bieli zachwyca filozof i głupek,
widząc jak ulotne i kruche istnienia
żyją bez niepokoju, wściekłości, łaknienia.

Bóg uczłowieczony

To wiersz bardzo filozoficzny, a zarazem bardzo prawdziwy, oddający naturę człowieczeństwa, które nie zna granic. Wiersz powstał co najmniej kilkanaście lat temu; życie ciągle aktualizuje prawdziwość zawartego w nim przesłania. Nie uważam się za moralistę, ani pesymistę, tym niemniej jestem głęboko przekonany, że oprócz najwyższego dobra, jakie człowiek nosi w sobie, nosi w sobie także największe zło. Nie ma takiej podłości, której człowiek nie dokonałby, ani takich granic szaleństwa, których nie przekroczyłby. Przypomnijmy sobie Pol Pota, Stalina, Hitlera, Envera Hodżę i innych satrapów, nie licząc tysięcy mniej znanych okrutników, którzy przewinęli się przez historię. To smutne proroctwo. Wolałbym, aby się nie spełniło.

Prostotę życia chce zgmatwać w węzeł
chciwiec, co z bratem się kojarzy,
on chce inaczej, dalej, prędzej,
władza bez granic mu się marzy.

Boga odsunął, sam chce być Bogiem
w wieczny sobowtór powielony,
żywy swój obraz widzi za progiem,
sam sklonowany, chce rodzić klony.

Chemicznym snem zmorzył motyla,
rozsypał kropki wiotkich skrzydeł.
Kto teraz wdzięki będzie rozpylać,
esów floresów uczyć prawideł?

Poezje, Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona”, księgarnia Empik: https://tinyurl.com/yxv6dj9n

   
0Shares

Poezja na czas ciszy wyborczej

Dziś wiersze z niepublikowanego zbioru „Oniemiałość”, wybrane bez namysłu, dwa prawie kolejne utwory.

Pierwszy jest trudny do określenia, to gra wyobraźni o istnieniu i nieistnieniu, czyli o tym, co znamy tylko w części pierwszej, ulotnej, przemijającej, i drugiej, o której nikt nie ma najmniejszego pojęcia. Czysta refleksja.

Alegorie

Z czyśćca niepokojów dusze wyjrzą płowe,
oniemiałość czynom odejmie znaczeń mowę,
w królestwie pięknej Wenus i chmurnego Marsa
Idea na tron zasiądzie. Wszystko inne to farsa.

Kiedy już dojdziesz, gdzie każdy dojść musi
i ciężar zmyślony na przejrzystość zmienisz,
ręce cię zaświerzbią i anioł podkusi,
byś bezwstydnie dotknął poezji płomieni.

Wiersz „Bałkany” pisałem w czasie, kiedy na terenie dawnej Jugosławii panowała wojna dwóch religii, dwóch nienawiści. Historia określiła ją później jako najkrwawsze wydarzenia wojenne na terenie Europy od zakończenia II Wojny Światowej.

Bałkany

Ziemia spalona, zszarpana darnia,
szczątki ciał w siebie chciwie zgarnia,
tysiące szczątków, bo niespokojna
nie spocznie, jak długo trwa wojna.

A inne nacje, gdzie luksus syty,
z wojny ściągają haracz obfity
śląc okrucieństwa broni i sprzętu;
nie ich obejmą fale zamętu.

Poezje, Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona”, księgarnia Empik: https://tinyurl.com/yxv6dj9n

0Shares

Ostatnia przedwyborcza inwentaryzacja radości i smutków.

Wszystko jest polityką. Po wygranej naszej drużyny narodowej w siatkówkę z Egiptem i Australią zrobiłem inwentaryzację polityki radości i smutków. Pominąłem poprzednie partie rządzące, ponieważ od kilku lat są już w grobie, i skoncentrowałem się na partii rządzącej PiS (+ Koalicja), bo do kogo mam kierować prośby o lepsze jutro, jak nie do niej, Najmiłościwszej Carycy, panującej nam miłościwie od ponad czterech lat, aby Bóg dał jej zdrowie większe niż balon wypełniony gorącym powietrzem.

Nie upieram się, która opcja polityczna była czy jest lepsza, PO czy PiS. PiS ma swoje zasługi, niewątpliwe 500 + i przywrócenie (zdrowego?) zainteresowania historią, przeszłością, tradycją czy patriotyzmem. Porównywanie dwóch partii ma sens naprawdę wtedy, kiedy weźmie się pod uwagę skalę i intensywność zjawisk pozytywnych i negatywnych związanych z każdą z nich. Moja inwentaryzacja pokazuje, jeśli nie skalę zjawisk, to przynajmniej zwykłą, nieuporządkowaną listę. Nie jest to oczywiście kompletna lista. 

Kieruję ją w pierwszym rzędzie do moich znajomych, przyjaciół oraz rodziny, Miłośników Innego Nieba niż Moje. Zanim przedstawię listę, błagam Was, wybaczcie mi mój zbuntowany umysł, moją upadłość w niepewność, co dobre, a co złe, moje zagubienie, polegające na zadawaniu sobie i innym pytań, czy białe jest to, co wydaje się czarne, czy też czarne jest to, co wydaje się białe albo czy diabeł to anioł, a anioł to diabeł.

Poniżej inwentaryzacja. Niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem ten, kto jest bez winy. Mnie rzucanie weszło już w krew. Kiedy świeci słońce, coś mnie opętuje, wychodzę na dwór i rzucam pytania. Inni rzucają żony, kochanki, ziarno kurom, przekleństwa, a ja pytania. Taki już jestem, swawolny, sam nie wiem dlaczego. Chyba coś rozchwiało się we mnie na widok tego, co w innych zawiązało się w twardy węzeł wiary w nadzwyczajność partii rządzącej już przez kilka lat 

Sami oceńcie, co Was cieszy, a co smuci. Potem głosujcie jak chcecie.

  • Państwowe stadniny koni. Gdzie są te krociowe zyski po zmianie dyrektorów? Może są to straty?
  • Setki tysięcy drzew wyciętych w Puszczy Białowieskiej wbrew protestom ekologów oraz licznych instytucji i gremiów naukowych, polskich i zagranicznych. Dlaczego to dalszą egzekucję chronionej prawem Puszczy zakazała nam Unia Europejska?
  • Kwota wolna od podatku? Gdzie ona jest?
  • Jeden milion aut elektrycznych? Od kiedy? Czy jest już chociaż jakiś plan lub początkowa inwestycja?
  • Gdzie jest wrak samolotu ze Smoleńska, najpierw żądany od PO, a potem obiecywany przez PiS?
  • Skrócenie wieku emerytalnego. Wszystkie kraje wydłużają wiek emerytalny. Pokażcie mi taki, który (oprócz Polski) skrócił wiek emerytalny. Czy my jesteśmy mądrzejsi od innych narodów?
  • Gdzie jest sto tysięcy mieszkań dla ludzi bez większych dochodów?
  • Zasiłki dla niepełnosprawnych? Jak znaczące są te zasiłki?
  • Zniesienie zasad korpusu cywilnego w administracji państwowej. Teraz na wysokie stanowiska powołuje się ludzi bez konkursu czyli z mianowania partii rządzącej. To dobrze czy źle?
  • Przejęcie Trybunału Konstytucyjnego i wymiana przewodniczącego (profesora prawa) na (przewodniczącą) magistra prawa, z którą chętnie spotyka się teraz prywatnie prezes Jarosław Kaczyński. Obecny Trybunał rozpatruje teraz mniej spraw niż poprzedni. To dobrze czy źle?
  • Głosowanie ex-premier Szydło w UE o nieprzedłużanie kadencji Przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska przeciwko 27 krajom Unii Europejskiej. Premier PiS głosuje przeciwko przedstawicielowi własnego kraju!? To ona także wyprowadziła flagę Unii Europejskiej ze swojego gabinetu. Czy można się dziwić, że pani Szydło dwukrotnie została odrzucona jako kandydatka na nie najwyższe przecież stanowisko komisarza UE?
  • Niezapłacone faktury Jarosława Kaczyńskiego (Spółka Srebrna). Dlaczego Birgfellner był przesłuchiwany przez prokuraturę/sąd już kilka razy, a pan Prezes ani razu? Czy to dobrze czy źle?
  • Hejty przeciwko sędziom prowadzone przez grupę trolli Wiceministra Piebiaka w Ministerstwie Sprawiedliwości. Gdzie jest śledztwo w tej sprawie? Minister Ziobro, który Piebiaka mianował na to stanowisko, kompletnie nie wiedział co robi jego zastępca?
  • Ponad 4 mld zł strat poniesionych przez Kasy Skoki i pokrytych przez państwo z naszych podatków. To cztery razy więcej niż straty poniesione przez klientów Amber Gold. Gdzie jest śledztwo w sprawie Skoków?
  • Działki Morawieckiego. PiS zadeklarował, że majątek współmałżonka będzie również objęty obowiązkiem publicznej deklaracji dochodowej. Gdzie jest obiecana ustawa dotycząca poszerzonych deklaracji dochodów polityków?
  • Air Kuchciński. Dlaczego marszałek Kuchciński zrezygnował z funkcji skoro nie uczynił nic niezgodnego z prawem czy dobrymi obyczajami? Gdzie jest śledztwo w tej sprawie?
  • Temat kamienicy prezesa NIK Mariana Banasia, byłego Wiceministra Finansów, który wynajmuje kamienicę po żenująco niskiej cenie mafii, która prowadzi tam dom publiczny „na godziny”. Gdzie jest śledztwo w tej sprawie?
  • Prezydent Duda organizuje obchody święta państwowego dla uczczenia Brygady Świętokrzyskiej, jedynej polskiej formacji wojskowej z II WŚ która otwarcie kolaborowała z Niemcami i mordowała Żydów. To dobrze czy źle, że tak bardzo wyróżnia tę brygadę?
  • Korzystanie z trolli i hejtów przez Andrzeja Dudę w okresie ostatniej prezydenckiej kampanii wyborczej. Prezydent Duda nie skierował sprawy do sądu, że jest to pomówienie. Startując z poziomu poparcia około 8 procent pan Duda wygrywa z prezydentem Komorowskim, który cieszył się poparciem na poziomie ponad 65 procent. Czy był to cud czy coś absolutnie zwykłego?
  • Katastrofa smoleńska. Gdzie jest ostateczny raport Komisji Antoniego Macierewicza? Gdzie są dowody zbrodni uzyskane (w wyniku ekshumacji ofiar katastrofy) wbrew woli szeregu rodzin ofiar?
  • Premie, które „słusznie należały się” członkom rządu premier Szydło. Ilu z nich zwróciło te premie? Dlaczego miały one trafić na konto Caritas, a nie do kasy państwowej, skąd pieniądze wzięto?
  • Mamy bardzo niski poziom inwestycji w polskiej gospodarce (dużo poniżej średniej UE). Czy wiesz, że gospodarkę napędzają: wysoka konsumpcja, wysoki eksport, wysokie inwestycje. Czy przeznaczenie wielkich pieniędzy na konsumpcję (wszystkie programy plus „dobrej zmiany”) przez rząd PiS jest rzeczywiście tak wielkim dobrodziejstwem dla społeczeństwa? A co będzie za rok, dwa lub trzy? Stanowiska pracy same się stworzą a gospodarka sama się unowocześni?
0Shares

Literacki blog wyborczy nr 3: Olga Tokarczuk i Nagroda Nobla

Dziś jest ostatni dzień debaty przedwyborczej. Cytuję informację prasową:

„Zagłosujmy we właściwy sposób, za demokracją” – zaapelowała wczoraj noblistka Olga Tokarczuk do Polaków. To oznacza, że prawica będzie miała z nią jeszcze większy kłopot. Radość premiera Morawieckiego i wicepremiera Gliński z przyznania pisarce najważniejszej literackiej nagrody nie powinna nas zmylić.

  • Instytut Książki uznał, że tłumaczenia jej książek nie zasługują na dofinansowanie.
  • Radni PiS w Wałbrzychu wyszli z sali, kiedy odbierała tytuł „Zasłużonej dla miasta Wałbrzycha”.
  • Prawicowcy w jej ukochanej Nowej Rudzie grozili, że spalą jej dom, po tym, jak powiedziała kilka słów gorzkiej prawdy o Polsce i Polakach.

Olgi Tokarczuk nie da się zagłuszyć. Od lat jest aktywną uczestniczką debaty społeczno-politycznej i nagroda Nobla tego nie zmieni. Na szczęście dla nas i dla demokracji”.

Cenię i popieram Olgę Tokarczuk jako pisarkę i obywatelkę!.

PS. To takie miłe ze strony PiS, instytucji kierowanych przez PiS, radnych PiS oraz prawicy utożsamiającej się z PiS, że nie zgadzają się dofinansować tłumaczenia jej książek, nie popierają przyznania jej tytułu „Zasłużonej dla miasta Wałbrzycha” oraz grożą spaleniem jej domu za to, że pisze i mówi o tym, że Polacy nie tylko pomagali Żydom w czasie II Wojny Światowej, ale także ich prześladowali a nawet mordowali. Tak, jakby nie było to prawdą.

My, Polacy, wszyscy jak jeden mąż jesteśmy ideałami.

0Shares

Literacki blog wyborczy Nr 2 czyli recenzja kolejnej powieści

Recenzuję powieść, jaka wpadła mi w ręce jakiś czas temu, nie tak długi, aby zapomnieć jej treść. Jest to powieść obyczajowo-kryminalna „Niezapłacone faktury Pana K”.

Fabuła z pozoru zaczyna się prosto. Nikomu nieznany Austriak, niejaki Birgkellner, sąsiad zza miedzy wpływowego Prezesa K, żąda od niego zapłaty faktury za gwoździe i papę do przykrycia dachu biurowca spółki Srebrnozłota. Birgkellner zeznawał już kilka razy w sądzie i w prokuraturze i jest już sprawą zmęczony. Prezes K milczy rzeczowo i konsekwentnie, można by powiedzieć, że nawet tajemniczo. Jest w tym milczeniu duma i pasja, która rozpala czytelnika do czerwoności, co dalej. Prezes nie pozywa Austriaka do sądu za składanie fałszywych zeznań, co mogłoby rozwinąć się w ważny wątek powieści. W swym postępowaniu jest nonszalancki, chodzi elegancko ubrany, patrzy w górę i pogwizduje. Pytany odpowiada na luzie tak wielkim, że aż ciarki chodzą po plecach. Paruje z niego duma.  

– Nie muszę składać zeznań w prokuraturze, bo i po co? Ostatecznie to moja prokuratura, nie jego. Stoję o niebo wyżej w hierarchii społecznej niż jakiś tam adwokacina. Jego słowa to takie austriackie gadanie, że rozpacz człowieka ogarnia.

Zakończenie tej historii jest niezwykłe, nie mogę jednak go podać, abyście zainteresowali się powieścią, zapoznali się z nią i przemyśleli jej przesłanie. Zacytuję jeszcze tylko słowa wieszcza: „Co wolno wojewodzie to nie tobie taki i owaki” oraz porzekadło: „Wszyscy są równi, ale niektórzy mają szersze plecy, a na nich plecak ze złotą buławą i ambicją władzy”. Uważny czytelnik mógłby pomyśleć, że do tego tekstu można dodać jeszcze słowa „Oraz wpływy w małym palcu, na który można nawinąć, co się chce”.

Oczywiście myślenie nie jest obowiązkowe, podobnie jak bezstronność, obiektywność czy uczciwość. Co do mnie, to w mojej zapalczywości recenzenckiej celowo przeginam pałę,

aby uświadomić sobie i czytelnikom, że świat jest inny, niż sobie to wyobraziliśmy jakiś czas temu.

Ocena punktowa powieści to 8 gwiazdek.

0Shares

Nocna dawka poezji

Dla złagodzenia złych snów i wyprostowania pleców dwa wiersze ze zbioru „Klęczy cisza niezmącona”.

Burza nad lasami

Burza krąży nad lasami,
płoszy jezior chmurną toń,
werbli bije tysiącami,
strąca kwiatów słodką woń.

Chmura słońce w szal spowija,
ptakom nuty deszcz rozmywa,
przestrzeń smuci się niczyja,
jasność w szarą dal odpływa.

Pnie drzew wodą omroczniały,
liść schłodzony patrzy w dół,
krople w nim się rozszeptały;
pół ich spija, zrzuca pół.

Deszcz za deszczem płynie falą,
w strużki pereł las obleka,
przyszła bujność gra fanfarą,
w ziemię wsiąka życia rzeka.

Australia, Pemberton, Karri Valley Resort, 30 listopada 1996

Modlitwa lasu

Wiatr uczucia zamknął w liści zapomnieniu,
szmery poukrywał w omszałym kamieniu;
z kryjówek wyszły leśnych duchów zwidy
zdziwione ustaniem powiewów corridy.

Przyjdź, Zbawco, i rozwiąż przestrzenie,
wypuść na wolność liściastych harf drżenie,
niebo ustrój w wieczorne szkarłaty,
krzykiem burzy obudź pogubione kwiaty.

Przyjdź, Zbawco, przez deszczu kałuże,
rozrzuć jagody błękitem na wzgórze,
rozsyp promienie kroplami po trawie,
ukaż, co skryte, ukryj, co na jawie.

Zwierzyniec, 20 lipca 1997

Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona” w księgarni Empik w formie drukowanej i ebooka: https://www.empik.com/kleczy-cisza-niezmacona-wybor-poezji-tequila-michael,p1137202017,ksiazka-p

0Shares

Literacki blok wyborczy numer 1

Wszyscy szczycą się patriotyzmem, postanowiłem i ja pokazać się z tej strony. Najlepiej zrobię, kiedy zaagituję do sumień i nóg, abyście w dniu wyborów poszli i dokonali wyboru. Nie chodzi tylko o głosowanie, ale o postawienie krzyżyka we właściwym miejscu.

Dla umilenia Państwu oczekiwania na ten moment opracowałem kilka recenzji nowych książek, głównie powieści kryminalnych, obyczajowych i sensacyjnych, niekiedy z ładunkiem fantasy. Ich tematem są afery. Jak wyjaśnił mi znany łopatolog, afera to po francusku „affaire”. Jest to wyraz rodzaju żeńskiego i znaczy po prostu „sprawa”. Sam łopatolog nie czyta takich powieści, uważa je za marnotrawstwo czasu. Niektórzy ludzie je czytają i dobrze im to robi, inni mówią, że ich to męczy, bo narusza ich dobre samopoczucie. Nie wiem dlaczego, bo to przecież fikcja. Czasem tłumaczą mi:

– Przykro jest mi czytać coś niedobrego o bohaterach, których pokochałem. Prawda ma dla mnie mniejszą wartość niż miłość.

Albo:

– Nie lubię wyborów moralnych. Przyzwyczaiłem się do czegoś i jest mi z tym dobrze. Nie lubię zmieniać obiektu mojej miłości.

Zastanawiam się, czy mają rację. Może tak, może nie. Czy ja wiem?

Oto pierwsza recenzja:  

„Hejt w Ministerstwie Uczciwości” to powieść kryminalna. Jej bohaterami jest oddział trolli zwalczających występnych sędziów, pragnących zrujnować kraj wydając wyroki, których nikt nie potrzebuje, bo w kraju panuje spokój i dobrobyt. Trolle piszą na nich donosy, kopią ich w opinię, krótko mówiąc, robią im koło pióra. W terenie pracuje dla nich tajna agentka “Śliczna Ezzi”, która ostatecznie ujawnia aferę. Kiedy tajemnica wychodzi na jaw, padają pytania. Minister Uczciwości nic o oddziale nie wie, choć jej szefem jest jego zastępca. Pytany jak to się stało, że w pokoju obok pracują od kilku lat pełną parą trolle, a on o tym nic nie wie, wyjaśnia:

– Słyszałem uderzenia w klawiaturę, ale myślałem, że to szumi woda w sedesie za ścianą.

– Kiedy pan złoży dymisję? – Pytają go.

– Teraz nie mogę, bo mam jeszcze kredyt do spłacenia za rower. Musimy zresztą najpierw przeprowadzić śledztwo, a to jest niemożliwe, bo nie mogę śledzić się sam. Prawo mi na to nie pozwala. Nic w tej sprawie nie zrobimy, dopóki nie zmienimy prawa. 

Rzecznik rządu wyjaśnia sprawę bardzo rzeczowo:

– Nie ma się o co kłócić, bo trolle są, były i będą, i nic na to nie poradzimy. Pracujemy nad nową trutką na nie, ale to sprawa przyszłości.

Powieść ma niezwykłe zakończenie. Klucze tajemnicy trzyma Namiestnik Kukuła, główny bohater powieści, który dysponuje niezwykłą siłą perswazji. Zakończenia nie mogę jednak ujawnić, aby nie pozbawiać Czytelnika radości czytania i odgadywania, jak powieść się zakończy, kto ma rację, a kto nie ma, i kto pociąga za sznurek. Gwoli jasności dodam, że w powieści typu „affaire” sznurek odgrywa bardzo ważną rolę.

Moja ocena powieści to 9 gwiazdek, czyli prawie arcydzieło.

0Shares

Najlepszy dzień weselny mego życia

Dzień weselny był kilkustopniowy. Najpierw katedra i ślub kościelny. Państwo młodzi niezwykle sympatyczni. Panna młoda drobniutka jak motylek, pan mody wysoki, piękni razem i osobno. Siedzą samotni przed ołtarzem. Dobrze odżywiony ksiądz mówi o miłości i udziela im ślubu. Myślę, że o miłości to oni wiedzą więcej, on zaś więcej o ślubie.

Potem lektorka czyta fragmenty listu św. Pawła do Koryntian:  

„Gdybym mówił różnymi ludzkimi językami, a nawet językami aniołów, ale nie miałbym w sobie miłości, to nie różniłbym się od dźwięczącego gongu lub brzmiącego cymbału. Gdybym miał dar prorokowania, gdybym poznał wszelkie tajemnice i zdobył wszelką wiedzę, a do tego miał dar szczególnej wiary, która przenosi góry, to bez miłości i tak byłbym nikim. I nawet gdybym rozdał biednym cały majątek, a sam dał się żywcem spalić, to bez miłości nic bym przez to nie zyskał.”

Od księdza dowiaduję się, że te piękne słowa czytała babcia panny młodej.

Potem przyjęcie weselne. Uczestniczę, mając oczy szeroko otwarte. Napiszę krótko: jedzenia w bród, jest doskonałe, dużo mocnej muzyki. Sala tańczy. Nie umiem tańczyć, ale ośmielam się. Mam cudowną partnerkę, tańczy lekko i wdzięcznie jak powiew wiatru. Dzięki niej zdaję sobie sprawę, że nie tylko umiem tańczyć, ale tańczę wprost rewelacyjnie. To mnie oszałamia. Wpadam w nastrój radości, przez co jem więcej, niż powinienem. Potem piję zielonkawy koktajl „kiwisour”. Rewelacja. Oszałamia mnie. Potrzebuję napić się kawy. W ofercie kawa sypka i rozpuszczalna. Rozmawiam z baristą. Proszę o kawę z ekspresu.

– Taką, która mnie zabije. Chodzi oczywiście o moc, nie o truciznę. – To moja standardowa prośba. Mocna kawa jest moją słabością.

Jestem w dobrych rękach, barista praktykował w Italii. Rozmawiamy o Italii, konkretnie Rimini, kawie i książkach czyli o tym, co nas kręci. Chcemy zrobić sobie zdjęcie. Do towarzystwa zapraszamy urodziwą panienkę, która przygotowywała mi koktajl; ma piękne ciemne oczy. Razem tworzymy idealną kompozycję: dojrzałość, piękno i fachowość. Oceńcie sami. To my.

W niedzielę poprawiny. Nie wiem po co, skoro przyjęcie weselne udało się nadzwyczajnie i nie ma czego poprawiać. Zadaję sobie to pytanie, ale nie umiem odpowiedzieć. Wesele dostarcza mi tyle przeżyć, że gdyby je razem spakować, to wypełniłyby wielki namiot, a nawet balon. Może nawet Zeppelin. Coś ogromnego i imponującego.

Pozdrawiam wszystkich uczestników, szczególnie parę młodą, moją cudowną tancerkę,

organizatorów wesela (niech im Bóg błogosławi finansowo), osoby na zdjęciach oraz rodzinę.

Czekam na kolejne zaproszenie weselne. Pójdę choćby na kolanach, jeśli nie będzie zbyt zimno. Niska temperatura mi specjalnie nie przeszkadza, ale trzeba się ciepło ubrać. To mi z kolei nie odpowiada, bo ludzie mogą wziąć mnie za niedźwiedzia i poszczuć psami. Odległość jest bez znaczenia. Taka jest we mnie moc weselna.

Empik. Wszystkie moje książki: https://tinyurl.com/y52br67b  

0Shares

Pierwsze refleksje poweselne

Wróciłem z wesela. Rzadko bywam na takich imprezach; było to dla mnie bardzo odświeżające przeżycie. Jestem szczęśliwy, że byłem i że wróciłem. Mogłem nie wrócić; czasem człowiek zapatrzy się na coś niezwykłego i tak już pozostanie. Utopi się w tym swoim zapatrzeniu.

Na początek coś szybkiego jak bigos na gorąco. Kilka aforyzmów, jakie chciałem wygłosić, a nie wygłosiłem. Powstały drogą refleksji nad tym, co widzę i słyszę w ogólności, oraz co widziałem i usłyszałem w rozmowach przed, w czasie i po weselu. Są też w nich wątki religijne i biblijne. Nie żałuję ich sobie, bo życie jest bogate.

Aforyzmy:

  • Jak każdy uczciwy człowiek czasem mówię prawdę, a czasem nieprawdę. Miarą uczciwości jest proporcja jednego do drugiego. Pokażcie mi stuprocentowo uczciwego człowieka, a pierwszy rzucę w niego kamieniem.
  • Powtarzam kobietom: Nie wierzcie mężczyznom, bo kłamią, nawet kiedy mówią prawdę. Tylko kobiety robą to lepiej.

Teraz coś zwierzęcego, bo zbliżają się wybory i jak każdy świadomy obywatel, weselnik – nie weselnik, też mam coś do powiedzenia. Wiem nawet na kogo nie będę głosować.

  • Najbardziej koszmarny sen Jarosława Kaczyńskiego, naszego bohatera narodowego: Schetyna i Biedroń z uśmiechem na ustach rozrywają na strzępy czarnego kota.
  • Powstrzymuj się od publicznego ujawniania swoich poglądów politycznych, bo część słuchaczy zechce cię nosić na rękach, a druga żgać widelcem w oko.

Dla mnie, człowieka dojrzałego, to zbyt wielka skala przeżyć. Nie wiem, czy umiałbym się odnaleźć w tym korowodzie namiętności zachowując godność i pogodę ducha, z której – jako naród – jesteśmy teraz znani w całej Europie. Podobno o naszej dumie słyszeli nawet Eskimosi.

Dlatego na weselu milczałem. To moje pierwsze wspomnienie.

0Shares

2019 10 04 Informacja dla Czytelników

Drodzy Państwo,

Z uwagi na wyjazd nie jestem w stanie publikować dalszych odcinków powieści na moim blogu do czasu powrotu w najbliższy poniedziałek późnym popołudniem. Przepraszam za to.

Życzę bardzo udanego weekendu,

Pozdrawiam serdecznie,

Michael Tequila

Dla osłodzenia Państwu mojej nieobecności zamieszczam dwa wiersze z niepublikowanego zbioru „Oniemiałość”.

A ja Cię błagam

A ja Cię błagam, Panie świata,
byś dał mi miłość, czułości lata
i spokój życia, obecność cudu,
a wszystko inne okrył ułudą.

Niech mnie obejmie i tkliwie dotknie,
darzy uśmiechem stojąc w oknie,
choć raz zatęskni za mną ogromnie
i nie zapomni od razu o mnie.

Anioł miłości

Anioł o rękach czystych jak kryształ
skrzydła ukrył w liściach jesieni,
ciała oplątał w nagości zmysłach,
w sercach rozniecił gorączkę płomieni.

Z nieba zstępują ideały,
w kwiatach nasturcji zapach dojrzewa,
mchy rdzawe schodzą z wilgotnej skały,
pierzasty kasztan zaczyna śpiewać.

0Shares

Pamiętnik dojrzałego świrusa. Powieść. Odc. 5: Rehab i Cadillac

Piszę skąpo, bo czas nagli. Za chwilę jadę na rehab. Potrzebuję się wyluzować, choć to tylko trzy zabiegi, aby mi także w plecach, a nie tylko w sercu grało. Zauważam, że używam skrótów. To znak czasów; myśleć i mówić krótko i zwięźle. Dobrze, jeśli w dodatku niegłupio.

Na rehabie w zastępstwie pieszczot otrzymuję masaż i różne prądy. Leżę na luzie i konwersuję. Słucham otaczających mnie ludzi. Zewsząd dochodzą głosy. To jakaś wada genetyczna, że wszyscy coś mają do powiedzenia. Czasem mówią głupoty. A ja nic. Jak ta skała leżę lub siedzę nieruchomo. Od czasu do czasu tylko warknę ostrzeżenie w rodzaju:

– Nie ze mną takie sztuczki, Bruner! – to zawołanie jeszcze z PRL-u, ale wciąż skuteczne.

Rehab oferuje mi coś w rodzaju pieszczoty miłosnej, jedwabiście delikatnej, zastępczej oczywiście. Pieszczoty należą się każdemu. Kiedy jesteś oseskiem, to pieszczą cię do znudzenia, w miarę dojrzewania, choć potrzeby rosną, podaż pieszczot maleje. Takie są prawa rynku. Co do demokracji, to wolność nie znaczy równość. Chyba pierwszy wyłożył to Georg Simmel na początku dwudziestego wieku. Zilustruję to z grubsza przykładem. Tam gdzie jest wolność, niektórzy ludzie, bardziej przedsiębiorczy, energiczni, pomysłowi czy bardziej oszczędni wybiją się, staną się bogaci, zajmą wysokie stanowiska, zdobędą władzę. Kiedy to już się stanie, przestają być równi wobec tych, którzy pozostali na tym samym szczeblu drabiny społecznej.

Idę z parkingu do gabinetu zabiegowego. Mija mnie limuzyna, długi, czarny Cadillac z zaciemnionymi szybami.

Boki samochodu zdobią postacie mrocznych aniołów. Limuzyna jedzie powoli, dostojnie, zwalnia na nierównościach. A ja nic! Jakby to mnie nie dotyczyło, jakbym nie był ciekaw, kto jest w środku, czy ten ktoś stoi, siedzi czy leży, dokąd go wiozą i po co. Mówię sobie:

– Spoko! Czy ja jestem nienormalny, żeby brać sobie do serca taki widok i zadawać pytania, kto, gdzie, kiedy?

Nie pozostaję jednak całkiem obojętny. Intel pracuje. Znaczy się intelekt. Tak sobie spekuluję, że to jednak wygodnie jechać takim wypasionym Cadillakiem, bo można nawet na leżąco, czyli superwygodnie. Po głowie snują mi się myśli i marzenia:

– W takim pojeździe jedzie się o niebo wygodniej niż nawet na najbardziej eleganckiej kuszetce w pociągu ekspresowym, który z konieczności łomocze na złączach szyn nie mówiąc o żelaznych mostach. Cadillac z pewnością ma super resorowanie. To czysty luksus. Nie miałem szczęścia jechać takim cudem techniki, ale domyślam się, jak to bosko, bo wyobraźni mi nie brakuje. W dodatku człowiek wieziony takim samochodem, nawet bez zasług, bo kto wie kogo wiozą, otrzymuje wyrazy uznania. Widzę jak dwaj idący chodnikiem mężczyźni zdejmują czapki z głów i pochylają głowy.

– Pełen szacun – myślę. – Każdy chciałby znaleźć się w takiej sytuacji.

Moją myśl w tym momencie zaprząta nie limuzyna, ale szacunek, który należy się każdemu człowiekowi. Czarna limuzyna także, choćby raz na dziesięć lat, ale to niemożliwe. Nie każdy ma tyle pieniędzy, bo państwo u nas niebogate. Wydaje dużo na dzieci i młodzież, choć rządzą nim siwi jak gołąbki staruszkowie. Im to obojętne, nie dlatego, że mają już demencję, ale dlatego, że na wysokich stanowiskach taka limuzyna jest pewna jak gorąca zupa pomidorowa na obiad.  

Tyle nara i do zoba.

0Shares

Przydługi komunikat o formularzu i stanie zdrowia

Jak Państwo zauważyliście, można się skontaktować ze mną wysyłając wiadomość z formularza „Kontakt” na pasku menu u góry po prawej stronie ekranu.

Nie byłem świadomy, że od jakiegoś czasu wiadomości z tego formularza są kierowane automatycznie do spamu. Niedawno prowadzona była aktualizacja platformy WordPress, być może to spowodowało zmianę przekierowań. Mógłbym jeszcze wymyślić inne wątpliwe usprawiedliwienia, ale nie będę bo się spieszę. Inaczej mówiąc, nie kijem go to pałką. Co tu będę mącić, czuję się nędznie w tej sytuacji. Jest ona o tyle korzystna, że tak powiem z drugiej strony (która bywa również stroną miłosną, co mnie zachwyca), że pobudza mnie do kontynuacji powieści „Pamiętnik zmyślnego świrusa”.

Tak czy inaczej, przepraszam. Poprawiłem oczywiście wadliwy mechanizm.

Skorzystam z okazji, aby wydać, jak każdy szanujący się celebryta, komunikat o stanie mojego zdrowia.

Poza wyżej wymienioną – i minioną już na szczęście dolegliwością komunikacyjną – czuję się doskonale, nic mi nie dolega, oprócz braku czasu i uczucia serdeczności do miłościwie nam panującej Partii Rządzącej, którą ukochało czterdzieści procent społeczeństwa. Jak oni wzbudzają w sobie tyle miłości nie wiem. Jest to zagadka patriotycznie-erotyczna, której nie jestem w stanie rozgryźć mimo że regularnie ostrzę sobie zęby.

Pozdrawiam serdecznie,

Michael Tequila

Tu znajdziesz wszystkie moje utwory, przyzwoite jak i bezecne: https://tinyurl.com/y52br67b  

0Shares