Dwaj kandydaci. Scenariusz rozwoju wydarzeń.

Premier Sz, Minister Wa i Kandydat Sa stoją przed Cesarzem Ka. Ten przygląda im się, po czym błogosławi na drogę.

– Macie załatwić przegraną Tu. Inaczej nie wracajcie. – Mówi to z rozwagą, spokojnie. Umie motywować ludzi. Kochają go za to. Wiedzą, że jego serce jest przepełnione miłością do ojczyzny, obywateli, wszystkich bez wyjątku.

*****

Premier Sy jedzie prosto do Przewodniczącego Rady Bractwa. Sprawa jest piekielnie trudna. Z miłości do Cesarza Ka gotowa jest do najwyższych poświęceń.

– On jest taki dobry! Robi tyle dla kraju, dla narodu, sam poświęca się bezgranicznie. – Premier decyduje się oddać Ex-Cesarzowi Tu, aby wycofał swoją kandydaturę. Po drodze kupuje w specjalnym sklepie różową koszulkę i czarne majteczki z koronami. Są szalenie atrakcyjne. Kiedy o tym myśli, odczuwa dreszcz emocji. Czuje się jak Mata Hari.

Drzwi otwiera jej sam Tu. Jest elegancko ubrany. To ją nastraja optymistycznie. Wyjaśnia mu cel wizyty. Błaga, aby ustąpił dla dobra kraju. W jego oczach widzi jakby błysk zrozumienia. To ją zachęca, bo czuje się strasznie zagubiona. Rozbiera się.

Przygląda jej się. Jest mile zaskoczony. Nie spodziewał się tego.

– Całkiem fajna babka. – Myśli. – Chyba w moim wieku. Jędrne ciało. Może tylko troszeczkę za tłusta. Wydatne usta. – Rozpalają się w nim żądze. Jest pełen uznania dla jej poświęcenia. Odmawia jednak.

– Ogromnie mi przykro, droga Sy (mówią już sobie po imieniu). Zdaję sobie sprawę z ogromu twojej miłości do Cesarza Ka, ale po prostu nie mam czasu na przyjęcie twojej ofiary. Muszę przygotować dwa przemówienia.

– Dlaczego dwa? – Pyta Premier, ubierając się. Odczuwa pewna ulgę.

– Jedno na wypadek wygranej, drugie na wypadek przegranej.

– Żal jej się robi Ex-Cesarza Tu. Widzi go z bliska. Całkiem fajny. – Myśli. – Ale rudy, czyli fałszywy. Przypomina sobie słowa Cesarza Ka. – No to co, że fałszywy. Nikt nie jest idealny z wyjątkiem Ka. – Prowadzi dialog wewnętrzy. – Co Ka chce od niego? – Usiłuje zrozumieć Cesarza. To chyba zazdrość. – Myśli i przypomina sobie, że Ka całował ją tylko w rękę do łokcia. Tu pocałował ją w policzek.  

Rozchodząc się, zbliżają się do siebie. Nigdy nie widzieli się i nie rozmawiali z tak bliska patrząc sobie w oczy. Coś pozytywnego iskrzy między nimi. W pokoju robi się jaśniej i przyjemniej. Sprawa jednakże jest niezałatwiona. To ją boli.

*****

Minister Wa rozmawia z każdym z ministrów-odpowiedników, zaprasza do najlepszych restauracji, stawia najlepszy alkohol. Wszyscy obiecują, że się poważnie zastanowią. Są dyplomatami. Żaden z nich nie zna kandydata Sa. Niektórzy przypominają go sobie jak przez mgłę. Wiedzą, że przyjaciele nazywają go Chłop na Schwał.

Minister Wa wraca do domu pijany jak nigdy w życiu. Zrobił to z obowiązku. Też kocha Cesarza Ka. Spełnił swoją rolę, więcej nie mógł zrobić. Jest nie tylko zmęczony, ale i rozczarowany. Wolałby, aby mu złożono bardziej konkretne przyrzeczenia. Wchodzi do toalety.

– Żygać mi się chce. – Mówi głośno. Przypomina sobie, że jest dyplomatą i wymiotuje.

*****

Kandydat Sa ma strasznie mało czasu. Decyduje się jechać konno.

– To się doskonale kojarzy. Rycerz, odwaga, walka. – Jadąc intensywnie myśli. Koń przerywa jego myślenie.

– Ile zarabiasz, Sy? Czy warto było tak ryzykować? – Rozmawiają.

– Nie robię tego dla pieniędzy. Też pokochałem Cesarz Ka. Przedtem tego nie czułem. Mówi szczerze. Wie, że koń to niemowa, nikomu nie rozpowie. Sa musi dbać o bezpieczeństwo swoje, Cesarza, Premier i Ministra Wa. O spisku nikt nie może się dowiedzieć.

Objeżdża premierów wszystkich państw członkowskich. Zaprasza do restauracji „Kozak Orientalny”. Najlepsza pierogarnia w kraju. Wspaniałe dania, nie tylko pierogi. Cudowne żarcie. – Tymi słowami zachęca każdego premiera. – Popatrz na mnie. Zdejmuje marynarkę, jest tylko w koszuli. Czyniąc to kilka razy przeziębia się. Co gorsze, w drodze powrotnej koń pod nim pada ze zmęczenia.

– Może też trochę za dużo wypił. – Myśli Sa zmęczony.

*****

Cesarz krzyczy. – Nic nie osiągnęliście! Ten typ Tu został na stanowisku. Jesteście niezgułami! Jeśli my nie zmodernizujemy Bractwa, to nikt tego nie zrobi i kontynent przepadnie z kretesem. – Cesarz wywala cała trójkę z pracy. Nie wypełnili zadania, nie mają w sobie dosyć miłości do ojczyzny.

Stoją milcząc ze wzrokiem wbitym w podłogę. Przegrali, stracili pracę. Jest im już obojętne, co się stanie. Wyzywają Ka nazywając różnymi imionami. Bluzgają. Cesarz każe ich ściąć. Nic z tego nie wychodzi, zapobiegawczo schowali topór. Uchodzą z życiem.

*****

Ten scenariusz jest mieszany. Jest to Opcja A, win-loose situation, jeden wygrywa -drugi przegrywa. Jest jeszcze inny scenariusz, Opcja B, loose-win situation, jeden przegrywa-drugi wygrywa. Nie ma jednak czasu, aby go przedstawić. Ale scenariusz jest. O trzecim nie ma co już pisać. Też jest możliwy. 

 

Komiks literacki. Beatyfikacja Wodza. Odcinek 31.

Nasz wniosek, towarzysze, stanął wreszcie na Komisji do spraw Beatyfikacji. Przepraszam, na Ko do spraw Bea. – Zaczął poseł-sprawozdawca. Od czasu powrotu ze służbowej wycieczki do Chin członkowie partii Pra & Spra częściej używali skrótów. Była w tym poezja partyjna.

– Musimy go beatyfikować jeszcze za życia.

– Dlaczego za życia? Przecież nikt tego nie robi. To wbrew przepisom! – Protestował młody poseł, nieznający jeszcze etosu partii.

– Jak to, dlaczego? – Jest dowcipny. Ludzie się do niego modlą. Jest dobry. Mądry. Sprawiedliwy. Pobożny. Cudownie przemawia. Emeryci to wprost lgną do niego. Pamięta o zmarłych. Kilku wydobył nawet z grobów, aby odebrać od nich świadectwa prawdy. – Każdy członek komisji miał coś konstruktywnego do dorzucenia.

Przedstawiciele opozycji nie odzywali się. Byli nieobecni na sali, bo ich nie zawiadomiono.

– Oni nie mają nic ciekawego do powiedzenia w tej sprawie. – Wyjaśnił przewodniczący komisji. – Są ponadto przeciwnikami wszelkich dobrych inicjatyw partyjnych.

– Kwestionują wszystko. Przeszkadzają. Utrudniają. Zadają głupie pytania! – Posypała się lawina krytyki.

Przewodniczący ręką nakierował dyskusję na właściwy tor.

-Wniosek o beatyfikację przejdzie w parlamencie bez przeszkód. Przegłosujemy go. Potem jest Pre. Jeśli da się zaskoczyć nocą, we śnie, podpisze od ręki, jednej lub drugiej. Gdyby miał dodatkowe dwie, podpisywałby czterema. Wodza też kocha i popiera nasz wniosek o beatyfikację. Oświadczył to z ręką na sercu zaproszonym gościom i dworzanom. Też tam byłem. -Wyjaśnił poseł- sprawozdawca.

– W trybunale wniosek przejdzie bez pudła . Czuwa tam nasza towarzyszka, Klacz Trojańska. To ksywa partyjna. Potem już tylko Watykan. Tu może być jednak problem.

– Daj se spokój. – Odezwał się poseł Su misiowatym głosem. Był trochę ospały, ponieważ długo oglądał w telewizji niedźwiadki koala uciekające w popłochu z drzew eukaliptusowych ścinanych w ogrodzie zoologicznym.

Wszyscy przypomnieli sobie, co kilka tygodni wcześniej oświadczył poseł Szy:

– Wytłuczemy wszelką zarazę żyjącą na drzewach. Nie będzie koala ani żaden inny ptak s .. ł nam na trawnik!

– Ni dzieci nam germanił! – Dorzucił nieoczekiwanie poseł Że, bladością przypominający księżyc zmęczony długotrwałym zaparciem.

Wybiła godzina druga nad ranem. – My też popieramy beatyfikację. – Odezwali się posłowie, którzy właśnie się obudzili. – Nie ustąpimy. Watykan będzie nasz.

– Mamy tam już konia trojańskiego. Pseudonim KT Siwy. Tylko tyle mogę wam powiedzieć. – Wykrzyknął przewodniczący komisji i zaczął bić brawo.

Atmosfera na sali stała się gorąca. Pulpit przewodniczącego był tak rozgrzany, że jajka zaczęły od razu skwierczeć. Rozszedł się zapach jajecznicy ze szczypiorkiem. Posłowie zaczęli wciągać powietrze do płuc i wyciągać sztućce z kieszeni.

Sprawa beatyfikacji Wodza wydawała się przesądzona.

 

Zamiast reklamy autorskiej: