India & Nepal Inc. Powrót z wakacji.

Wróciłem z podróży wakacyjnej po Indiach i Nepalu, głęboko odmieniony, fizycznie podobny do pierwowzoru, który wyjechał, lecz duchowo odmienny w każdym calu, a może nawet i głębiej.

Zmiany zauważyłem późno, dopiero na dworcu kolejowym w Gdańsku. Wyszedłem z wagonu pociągu ekspresowego z Warszawy i zasmuciłem się. Było to uczucie zrozumiałe, gdyż wokół panowała cisza, niedostępna za żadną cenę w miastach Indii i Nepalu. W Gdańsku poczułem się samotnie jak palec środkowy wzniesiony do góry, ponieważ nikt do mnie nie podbiegał, aby zaoferować mi choćby skromną torebkę z bawełny, słonika, kolorową książeczkę ze zdjęciami, naszyjnik z kamieni półszlachetnych czy choćby nawet i sztucznych, magnes na lodówkę, figurkę jednego z wielu bogów nie mówiąc o sztylecie, który może służyć nie tylko jako ozdoba ścienna. Niemile zaskoczyła mnie czystość na dworcu i na ulicy, a jeszcze bardziej brak zwierząt swobodnie poruszających się między ludźmi i odważnie śpiących między straganami. Straganów też mi brakowało, podobnie jak i wielkiego gara lub patelni, w którym lub na której coś wrzało, gotowało się lub smażyło.

W Indiach i Nepalu pokochałem zwierzęta, które przez dwa tygodnie cieszyły nie tylko moje oko: krów, kóz, psów, małp i małpek, świń, kur, pawi a nierzadko i wielbłąda. Raz nawet widziałem konia, co mnie ośmieliło do porównania tych krajów z Polską. Słonie na tamtych terenach wiodły bardziej ekskluzywne życie wybierając – jak to słonie – spokój Parku Narodowego Chitwan oraz chłód wielkich zamków i pałaców. W miłości do pałaców, ale tylko w tym, sam jestem podobny do słonia, niezbyt szybkiego, ale solidnego narzędzia zbrodni i transportu. Wspominając zbrodnię mam na myśli rozdeptywanie głów śmiałków, którzy wyrazili życzenie niezgodzenia się z lokalnym cesarzem lub królem mogolskim.

Aby dobić się ostatecznie, dodam jeszcze brak w Gdańsku ryksz rowerowych i motorowych zwanych tuk-tuk, ciężarówek, półciężarówek i autobusów oraz samochodów osobowych, które przejeżdżają z wielką umiejętnością w odległości dziesięciu lub mniej centymetrów od przechodnia, aby sprawić mu przyjemność bliskością metalu i spalin.

W atmosferze nocnego Gdańska pełnej ciemnych uczuć mimo blasku świateł ulicznych, zabrakło mi też towarzyszy wycieczki, osób bez wyjątku przemiłych, podróżujących tak wiele, że wpadałem w zachwyt większy niż dziury w indyjskich jezdniach i chodnikach. Zapytałem jednego z nich, mężczyznę, czy jest jeszcze jakiś kraj, którego nie odwiedził. Mój rozmówca, postawny jak mało który mędrzec sadhu, po głębszym zastanowieniu się wyznał z żalem, że są jeszcze dwa lub trzy takie kraje. Odmówił jednak określenia, jaki noszą one nazwy i uczynił to chyba tylko ze wstydu. Tak jak on wstydził się niebycia w dwóch miejscach na świecie, tak ja wstydziłem się przed sobą samym, że dopiero w fazie opóźnionego dojrzewania odwiedziłem Indie i Nepal, źródło bezpłatnej i jakżeż skutecznej terapii z poczucia niemocy i pesymizmu.

Po wylądowaniu w domu byłem zawiedziony czystością, tym zimnym uczuciem, którym karzą człowieka wrażliwego kraje skandynawskie, północnoeuropejskie, a ostatnio i Polska.

Przyznam się Ci, Czytelniku droższy mi niż pieniądze (które zamierzam zarobić na mojej ostatnio oszalałej twórczości literackiej), i to z bólem w sercu, które wbrew opiniom rodziny posiadam i od czasu do czasu staram się okazać jako uzasadnienie mego istnienia, że myślę wciąż o pobycie w krainie Indie & Nepal Inc., gdzie wiara w bogów i ich wcielenia, pragnienie wielu kąpieli w Gangesie a następnie jednorazowej kremacji w jego bliskości, oraz walka o byt codzienny zajmują ludziom więcej uwagi i czasu niż nam zajmują wszyscy politycy oraz myślenie o seksie, pieniądzach i władzy.

Przekaż dalej
6Shares

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *