Kat. Opowiadanie.

To już całe opowiadanie. Wreszcie je dopracowałem. Proszę mi wierzyć, to masa roboty. Mam nadzieję, że się Państwu podoba.
Pozdrawiam serdecznie,
Autor

Na sześćdziesiąte urodziny swojej babki, Katarzyny Kaszmir, Maurycy zaprosił kata. O zaproszeniu tej jednej osoby nic nikomu nie powiedział, przede wszystkim samej zainteresowanej. 

Maurycy od początku nie był entuzjastą organizacji tych urodzin. Do zaangażowania się trzeba było go przekonać. Największą rolę odegrała w tym jego cioteczna babka, Karolina, siostra Katarzyny. Stać ją było na to, aby – nie przejmując się wrażliwością krewniaka – wyrazić swoją prośbę w bardzo bezpośredni sposób.

– Maurycy! Masz dwadzieścia pięć lat, umiesz pisać i czytać, nie masz nic do roboty. Zamiast obijać się po mieście, pić piwo i podrywać mężatki, zajmij się lepiej organizacją urodzin swojej babki. Masz ją tylko jedną a rocznica jest wyjątkowa. Jej organizacja nie wymaga nadzwyczajnych kwalifikacji. Nie chodzi o gastronomię ani o przygotowanie pomieszczeń, tylko o sporządzenie listy gości i wysłanie im zaproszeń. No i zorganizowanie jakichś atrakcji. Musisz wymyśleć jakiś program. Jestem przekonana, że potrafisz zrobić to wszystko, tym bardziej, że niezwykłych pomysłów nigdy ci nie brakowało.

Zaproszenie prawdziwego kata, pracującego lub kiedyś wykonującego  ten zawód, miało być niespodzianką, dobrze przemyślaną i oryginalną rozrywką. Katarzyna Kaszmir była zawodową aktorką i grywała także w sztukach dramatycznych opartych na różnych scenariuszach. Lubiła też literaturę kryminalną i detektywistyczną. Obecność kata, odpowiednio ubranego i wyposażonego w symbol władzy katowskiej, nie powinno jej niemile zaskoczyć – rozumował Maurycy. Miał w tym także swój własny plan.

Zaproszeni byli ludźmi z kręgów towarzyskich, w jakich babka obracała się przez swoje długie zawodowe życie: miłośnicy teatru, literatury i bibliotek, autorzy, krytycy, recenzenci, wydawcy i kilka innych postaci określanych mianem celebrytów.

– Razem z tym swoim doborowym towarzystwem babcia Kasia zasługuje na nietypowe potraktowanie – mruknął do siebie Maurycy, zaklejając kopertę z zaproszeniem dla kata.

Kat nazywał się Patryk Radwan. Nie pracował już w zawodzie, był na emeryturze. Zanim Maurycy go zaangażował, zebrał o nim informacje z różnych źródeł. Nie chciał popełnić błędu włączenia do ważnej imprezy niewłaściwego człowieka. Mając już podstawowe dane w ręku, umówił się Radwanem, aby przeprowadzić z nim rozmowę, która uzupełniłaby luki i wyjaśniła szczegóły dotyczące jego kariery zawodowej.

Kat Radwan okazał się zwalistym, wysokim mężczyzną o rumianej twarzy wieśniaka i sumiastych wąsach starodawnego szlachcica. Spotkali się w barze hotelu „Nepot”. Po zamówieniu czegoś do picia, Maurycy poprosił gościa, aby w krótkich słowach powiedział coś o sobie.

– W charakterze kata pracowałem w Stanach Zjednoczonych przez dziesięć lat. Było to w stanie Virginia. Wykonałem egzekucję czterdziestu czterech osób. Na początku więzienie korzystało z krzesła elektrycznego, potem były już zastrzyki trucizny. Stosowaliśmy głównie tiopental. Takie jest najkrótsze streszczenie mojej kariery w tym zawodzie.

Maurycy pomyślał, że była to odpowiedź w iście katowskim stylu, raz a dobrze. Wywnioskował, że Radwan ma szczególne poczucie humoru, kiedy ten mu powiedział z całą powagą, że skazańcy, na których miał dokonać egzekucji go lubili podczas gdy on ich nienawidził.

– Skąd pan wie, że pana lubili? I dlaczego miał ich pan nienawidzić?

– Nienawidziłem ich, bo byli to bezwzględni przestępcy i z ich powodu miałem niekiedy wyrzuty sumienia.

– Ale przecież żaden z nich nie mógł wiedzieć, że to pan będzie dokonywać na nim egzekucji. Takich informacji nie udostępnia się osobom skazanym na karę śmierci.

– Oficjalnie nie, ale i tak wszyscy oni dowiadują się o tym przed egzekucją. Nie wiem po co to robią, ani co to im daje.

W trakcie rozmowy ustalili szczegóły wystąpienia kata na urodzinach. Miał on odegrać w nich ważną aczkolwiek nietypową rolę.

Partię gości spoza miasta przywiózł ze stacji kolejowej wynajęty mikrobus. Pod dom solenizantki podjechał punktualnie, dwadzieścia minut po przyjeździe pociągu. Maurycy obserwował wysiadających. Kata poznał od razu, jak tylko wyszedł z mikrobusu. Był ubrany w szary flanelowy garnitur w paski i miał przy sobie wielki topór. W głowie Maurycego kotłowało się. Myślał o tym, co miało się zdarzyć, martwiąc się, czy plan się powiedzie i impreza się uda. Wróciły dawne niespokojne wspomnienia. Aby oderwać się od nich, skoncentrował się na Radwanie.

– Przyjechał kacisko i przywiózł ze sobą wielki topór. Błyszczy z daleka, nie sposób go nie zauważyć. Zatłucze tę gadzinę, moją babkę. Tak obrzydziła życie memu ojcu, że nie miał czasu ani siły, aby mnie wychować.

Maurycy przypomniał sobie szczegóły swojego dzieciństwa. Babka Katarzyna przez wiele lat maksymalnie wykorzystywała Jana, jego ojca. Maurycy miał bardzo jasny pogląd na ten temat. Babka przekazała ojcu do prowadzenia, a właściwie to kazała mu prowadzić dużą firmę odzieżową, stanowiącą od pokoleń własność rodziny. Sama nie była w stanie – jak mówiła – sprostać wszystkim obowiązkom domu, pracy w teatrze i biznesu, albo po prostu nie miała już chęci osobiście zarządzać firmą. Ojciec był dla Maurycego dobry ale nie miał dla niego czasu, zaniedbał go. Matka Maurycego sama nie umiała sobie poradzić z synem. Po kilku aresztowaniach i dwóch krótkich pobytach w więzieniu Maurycy nabrał głębokiego przekonania, że ojciec zmarnował mu życie. Nie mogąc zapewnić mu właściwego wychowania, widząc jak się wykoleja, ojciec popełnił samobójstwo.

– To przez babkę Katarzynę się zabił, a ja się zmarnowałem. Przepuściłem wszystkie pieniądze, jakie ojciec mi zostawił, i teraz muszę żyć na garnuszku tej wiedźmy.

Maurycy nie znosił babki, lecz skrzętnie to ukrywał. Nikt nie miał prawa o tym wiedzieć, ona sama najmniej. Jeśli rozmawiał z kimś o niej, to jedynie z przyjacielem ze szkoły, Cezarym, z którym się spotykał, aby razem pić do upadłego. Czasem rozmawiał na głos sam ze sobą. Treść była ta sama.

– Jest brzydka, choć wszyscy mówią, że to nieprawda, że ma oryginalną urodę. Ja tej urody nie widzę, mimo że staram się rozumieć innych ludzi. Jeśli mówią, że babka jest urodziwa, to chciałbym wiedzieć, w czym się to wyraża.

Maurycy widział tylko jej brzydotę. Zmarszczki pod oczami, pypeć na lewym policzku, jak to nazywał. Inni uznawali to za uroczy pieprzyk.

Solenizantka uznała obecność kata za oryginalny i zabawny pomysł. Jak tylko przedstawiono jej Patryka Radwana, podjęła z nim rozmowę. Pytała o szczegóły. Jak wykonywał egzekucje, jak się do nich przymierzał, także o wyrzuty sumienia. Odpowiadał szczerze, w sposób dla niego typowy, krótki i szarmancki.

– Wyrzuty sumienia to na pewno nie. Miałem je tylko na początku, potem mi przeszło, kiedy sobie uświadomiłem, że uśmiercam tylko morderców, podżegaczy do zbrodni i podobnych łajdaków.

W trakcie rozmowy z katem, ktoś podszedł do Katarzyny. Miała jeszcze inne obowiązki, była panią domu. Nie mogła dłużej z nim rozmawiać, wyjaśniła mu, że musi odejść. Aby nie pozostawiać gościa samego poprosiła siostrę, Karolinę, aby w jej miejsce kontynuowała rozmowę z Radwanem. Pomyślała, że to szansa dla niej, aby poznać kogoś nowego i interesującego. Karolina była tak krótko mężatką, że wiele osób wciąż uważało ją za starą pannę.

– Nie dziw, że nikt jej nie chce. Jest zbyt podobna do Katarzyny. Ta sama krew – pomyślał Maurycy, uważnie obserwujący wszystko, co dzieje się na sali. Starał się kontrolować rozwój sytuacji.

Karolina i Patryk Radwan rozmawiali z ożywieniem najpierw w salonie, nieco na uboczu, pod wielkim oknem, potem udali się na przechadzkę po parku okalającym dom z dwóch stron.

Po dłuższym czasie nieobecności z parku wrócił tylko kat. Nie skierował się do sali ogólnej, gdzie przebywali goście, tylko na taras z boku budynku, gdzie przebywała Katarzyna Kaszmir razem z Maurycym. Kat trzymał w prawej ręce za włosy ludzką głowę. Była to głowa Karoliny; z szyi kapała jeszcze krew. Maurycy omówił tę scenę wcześniej bardzo dokładnie z Radwanem. Rekwizyt był przygotowany w umówionym miejscu w parku.

Maska twarzy Karoliny była wykonana w sposób idealny. Kosztowało to charakteryzatora masę pracy. Był to podstawowy rekwizyt przedstawienia granego przez kata.

Efekt był bardziej przerażający niż to przewidział Maurycy. Chciał tylko babkę przerazić, ukarać ją za to, co zrobiła z jego ojcem. Był przekonany, że zareaguje spokojniej, była przecież zawodową aktorką, osobą przyzwyczajoną do niezwykłych inscenizacji.

Na widok głowy siostry Katarzyna upadła na taras, dostała drgawek, po czym znieruchomiała.

– To zawał serca – po krótkim badaniu stwierdził lekarz przybyły z salonu razem z innymi gośćmi, kiedy Maurycy zaczął wzywać pomocy. Maurycy przypomniał sobie, że sam umieścił nazwisko lekarza na liście zaproszeń sugerując się opinią babki, że był on wielbicielem jej talentu i oglądał wszystkie jej wystąpienia teatralne. Lekarz natychmiast wezwał karetkę pogotowia ratunkowego. Jak tylko przyjechała, powiedział rozkazująco:

– Proszę się rozejść. Nic państwo tu nie pomożecie. Chodzi o natychmiastową pomoc. Ja się tym zajmę, pojadę z nimi, pomogę ją reanimować w drodze do szpitala. Proszę pozostać na miejscu. Możliwe, że przyjedzie tu policja. Mam obowiązek ich zawiadomić o takim zdarzeniu.

Kilka godzin później Maurycy otrzymał telefon ze szpitala. Dzwonił lekarz.

– Pańskiej babci nie udało się uratować. Bardzo mi przykro z tego powodu.

Maurycy zastanawiał się, co czuje. Był zdezorientowany. Tłumaczył sobie:

– To nie była moja wina. Nikt tego nie mógł przewidzieć.

Odczuł ulgę, kiedy wyjaśnił sobie, że tak musiało być, że śmierć ojca została pomszczona i była to jego zemsta zza grobu.

Rozprawa odbywała się w dużej, staromodnie zabudowanej sali sądowej. Maurycy uczestniczył w niej w charakterze oskarżonego o usiłowanie spowodowania śmierci. Po ustaleniu podstawowych faktów i przesłuchaniu dwóch świadków, sędzia zażądała od prokuratury dokładniejszego zbadania okoliczności związanych z pożarem domu.

Maurycy uznał, że rozprawa nie poszła we właściwym kierunku. Spodziewał się, że dochodzenie zatrzyma się w miejscu z braku dowodów wskazujących, kto konkretnie wywołał pożar, i całe zdarzenie rozejdzie się po kościach. Tłumaczył się, że zorganizował wszystko za wiedzą i aprobatą babki. Patryk Radwan twierdził natomiast, że miał pewne obawy co do sceny z obciętą głową, ale zleceniodawca uspokoił go zapewniając, że zna dobrze swoją babkę i jej stan zdrowia, i wszystko będzie w porządku.

– To, czego oczekiwał ode mnie pan Maurycy Kaszmir, było tak niezwykłe, że z obawy o konsekwencje mimo jego zapewnień poprosiłem go o potwierdzenie zlecenia na piśmie. Mam je przy sobie.

Na życzenie sądu pokazał pismo sędzi; ta, po przeczytaniu go, poleciła włączyć je do akt. Sąd nie dopatrzył się w dokumencie niczego nadzwyczajnego.

Dwa dni po rozprawie Maurycy otrzymał list.

– Maurycy, o mało co mnie nie wykończyłeś. Nigdy bym cię nie posądziła o taką wyobraźnię i takie postępowanie. To była gruba przesada, jeśli chodzi o rozrywkę. To, co uczyniłeś, było okropne. Uznałam, że miałeś nieudany dzień i skłonna jestem ci wybaczyć. Ty zagrałeś „va bank”, ja również, dlatego upozorowałam własną śmierć. Moja przyjaciółka obserwowała spacer kata Patryka z moją siostrą. Poszła za nimi i widziała wszystko. Zdążyła ostrzec mnie w porę.

– Ten wypadek był wyrokiem losu – pomyślał Maurycy i czytał dalej.

– Chyba zawsze posądzałeś mnie, że zrujnowałam życie twojego ojca. Teraz sprawa jest jasna. Chciałeś mnie przetestować, dać mi nauczkę. Martwię się o twój stan psychiczny. Być może to nic poważnego, ale powinieneś skorzystać z pomocy psychoterapeuty. Musisz się zmienić. Jeśli tego nie zrozumiałeś, to powiem się ostrzej:  musisz się leczyć. Stawiam to jako warunek naszego porozumienia. Jeśli tego nie uczynisz, wydziedziczę cię, bo nie będziesz się nadawać nawet na parobka do sprzątania nawozu ze stajni. Chociaż nie! Może koń cię kopnie i wbije ci do głowy trochę rozumu. To może być jednak niebezpieczne, bo równie dobrze może skończyć twój nędzny żywot!

Maurycy przyjął list z ulgą. Babka żyła i to było najważniejsze. Tym razem to ona go przechytrzyła. Miał jeszcze nadzieję, że wróci do jej łask. Nie przekreśliła go całkowicie. Swoją przebiegłością i porównaniem go do parobka zraniła go bardziej niż sugestią wydziedziczenia. Bardzo go to zabolało.

Cztery tygodnie później w nocy spłonął dom Katarzyny Kaszmir. Była wewnątrz budynku. Maurycy nie miał co do tego wątpliwości; obserwował babkę od pewnego czasu, aby dokładnie poznać jej zwyczaje. Oglądał też pożar z oddali i słyszał kobiece krzyki.

Zaraz po straży pożarnej przyjechała policja. Skutki były tragiczne. W pogorzelisku znaleziono zwęglone ciało kobiety.

– Katarzyna Kaszmir zginęła tragicznie. Tym razem naprawdę. – Lokalna prasa rozpisywała się obszernie o pożarze i jego ofierze przez kilka dni. 

Wkrótce rozpoczęto zakrojone na szeroką skalę śledztwo. W kręgu podejrzanych znalazła się służba pani domu, przede wszystkim kucharz zwolniony przez nią kilka tygodni wcześniej, oraz Maurycy. Policji nie udało się niczego mu udowodnić. Już po pierwszym przesłuchaniu był przekonany, że tak właśnie będzie. Dom podpalił nie pozostawiając śladów mogących doprowadzić śledczych i prokuratora do sprawcy pożaru. Był jedną z wielu osób przebywających w domu lub w jego pobliżu w ciągu ostatniego miesiąca. Kilka dni przed pożarem podłożył specjalny zapalnik, którego obudowa stopniała i wyparowała pod wpływem wysokiej temperatury.

Czekał na uspokojenie się sytuacji. Był szczęśliwy, że wreszcie wszystko się stabilizowało. Był też pewien, że do dnia pożaru babka nie zdążyła zmienić testamentu. Nie zrobił niczego, co mogłoby ją nastawić negatywnie do niego. Wręcz przeciwnie, starał się prowadzić jak najbardziej przykładne życie. Zaczął nawet poszukiwać pracy. Zadbał o to, aby ta wiadomość dotarła do babki Katarzyny, co prawdopodobnie podniosło jego notowania. W przypadku pozytywnego rozwoju wydarzeń, planował kilkutygodniową wycieczkę zagraniczną. Przemyślał nawet, jak to zrobi. Pieniądze na nią pożyczyłby z banku, później spłaciłby ze swojego udziału w spadku.

Niecały tydzień później, z samego rana, do drzwi mieszkania Maurycego zapukał oficer policji.

– Wygląda na generała, tyle ma odznaczeń – pomyślał Maurycy zaskoczony nietypową wizytą. Za oficerem stał drugi policjant, młodszy i niższej rangi. Mężczyzna stojący za progiem przedstawił się:

– Podinspektor policji Damian Narożny. A to jest detektyw policyjny sierżant Józef Paliwoda.

Z wszystkiego, co usłyszał, Maurycy zapamiętał tylko nazwisko Paliwoda. Szumiało mu w uszach, czuł ssanie w żołądku. Nie rozumiał tego, ponieważ nigdy wcześniej, nawet w najbardziej opresyjnych sytuacjach nic takiego nie odczuwał. Znający go ludzie mówili o nim, że ma skórę słonia.

– Jest pan aresztowany pod zarzutem podpalenia domu pani Katarzyny Kaszmir i usiłowania jej zabójstwa.

Maurycy domyślił się, że coś poszło zdecydowanie nie tak, jak zaplanował, ale nie upadł na duchu. Postanowił walczyć.

– Nie mam pojęcia o co chodzi – odpowiedział zdecydowanym tonem.

– Nie szkodzi. Nie musi pan wiedzieć. Mam nakaz aresztowania. Tam, gdzie pana zabierzemy, będzie się mógł pan wytłumaczyć ze swojej niewiedzy.

– Co mam ze sobą zabrać? – zapytał zrezygnowany Maurycy, gotów udać się od razu w głąb mieszkania, aby zebrać i włożyć do plecaka niezbędne rzeczy.

– To, co pan chce, ale tylko rzeczy osobiste. Zrobi pan to w asyście sierżanta Paliwody. Tylko bez żadnych wygłupów, bo w razie jakichkolwiek wątpliwości sierżant natychmiast obezwładni pana, a to może być bolesne.

Po opuszczeniu domu i zamknięciu drzwi na klucz, Maurycy zajrzał do skrytki pocztowej. Był tam tylko jeden list. Zabrał go ze sobą, nie sprawdzając nawet, kto był nadawcą. W samochodzie usiadł na tylnym siedzeniu obok sierżanta. Jadąc siedział nieruchomo i gapił się w milczeniu przez okno. Podinspektor popatrzył na niego przekręcając głowę z przedniego siedzenia.

– Ma pan teraz czas. Może pan spokojnie przeczytać ten swój list.

Maurycy otworzył kopertę obrywając jej boczną krawędź palcami. Serce w nim zadrżało, kiedy rozpoznał charakter pisma. Zaczął czytać.

– Nie wiem jak się do Ciebie zwracać, bo na pewno nie „Drogi Maurycy”. Wiedz, że mam prawo serdecznie cię nienawidzić po tylu udrękach, jakie na mnie sprowadziłeś. Tym razem wyeliminowałeś się sam. Domyśliłam się, że twój stan psychiczny nie polepszył się i nie popuścisz, dopóki nie uczynisz czegoś okropnego. Nie miałam pojęcia, co to mogłoby być. Pomyślałam, że zechcesz zrobić coś, aby mnie postraszyć bardziej niż za pierwszym razem.  Dlatego kazałam cię śledzić. Cały czas chodził za tobą detektyw. Byłeś zbyt pewny siebie i chyba także zbyt głupi, abyś to zauważył. Nawet nie spostrzegłeś, że wokół domu poleciłam zainstalować kamery. Nie sądziłam jednak, że stać cię na taką podłość, że spalisz dom, aby mnie ostatecznie unicestwić. Na szczęście byłam nieobecna, musiałam wyjechać na kilka dni do rodziny. Podpalając dom, niczego nie osiągnąłeś. Wewnątrz była tylko gosposia, która zdążyła uciec. Uratowała się cudem. Informacja o ludzkich szczątkach znalezionych wewnątrz służyła tylko uśpieniu twojej czujności. Nie był to mój pomysł. Dom był ubezpieczony, w związku z czym nic nie straciłam. Mam jego plany i mogę go odbudować w takiej samej postaci. Lubię teatr dramatyczny, ale to, co zrobiłeś, przerasta ludzkie wyobrażenie. Wydarzenia wywołane przez ciebie uznałam za najbardziej tragiczne chwile mojego życia.

Przebywając w areszcie śledczym Maurycy otrzymywał listy. Wszystkie pochodziły od babki Katarzyny. Uznał, że go prześladuje, choć nic prześladowczego w nich nie było. Pojawiły się w nim wyrzuty sumienia. Odrzucał je od siebie. Babkę wciąż nazywał starą, podłą klępą oraz dręczycielką. Potem nachodziły go myśli, że ona w ogóle nie istnieje, że ją sobie wymyślił, że wychowywał się bez ojca a nawet go nie znał.

Katarzyna Kaszmir była zawsze kilka kroków do przodu. Pisała mu co się zdarzyło, w końcu także o tym, co się zdarzy.

Tydzień przed procesem otrzymał list w żółtej kopercie. Nigdy wcześniej nie otrzymał takiej przesyłki. Ucieszył się, że to nie od babki. Pomylił się. Tym razem napisała mu o zbliżającej się rozprawie sądowej, przewidując jaki zapadnie wyrok. Było tak, jak zapowiedziała. Sąd skierował go na badania do szpitala psychiatrycznego.

– To tylko badania – pocieszał się. Miał pojechać tam prosto z aresztu.

Zaraz po zakończeniu rozprawy sądowej, otrzymał kolejny list. Koperta była bez znaczka. Wyglądało na to, że ktoś specjalnie przyjechał do aresztu sądowego, aby go doręczyć adresatowi w odpowiednim czasie.

– Cieszę się, że wreszcie otrzymałeś zaproszenie na stały pobyt tam, gdzie zawsze było twoje miejsce. Nie martw się. Będę cię regularnie odwiedzać. Będziesz paradować w białym mundurku z rękawami zapinanymi na plecach na klipsy, a ja będę mieć na sobie moją najlepszą garsonkę, tę, w której najbardziej mnie nienawidziłeś. Możesz liczyć na mnie, będę ci służyć w formie wyrzutów sumienia. Ilekroć mnie zobaczysz, będziesz żałować swojej głupoty i okrucieństwa. Obudziłeś w sobie najgorsze duchy naszej rodziny. Czeka cię jeszcze jedna niespodzianka; nie zgadniesz jaka, ja ci też tego nie zdradzę. Niespodzianka to niespodzianka.

Samochód z podsądnym zatrzymał się na placyku przed wejściem do szpitala. Najpierw wysiadł strażnik więzienny, potem Maurycy. Wśród trzech osób, które czekały na niego, był także …. Tego się nie spodziewał. Zrozumiał, co babka miała na myśli pisząc o niespodziance. To był Patryk Radwan, masywne chłopisko ze swoim nieodłącznym towarzyszem – wielkim katowskim toporem. Stał spokojnie i czekał, aż Maurycy podejdzie bliżej. Przywitał się z nim jak z dobrym znajomym. Nie rozmawiali długo.

– Będę czekać na ciebie. Skontaktuj się ze mną po południu, to pogadamy. Mam tu pokój gościnny. To numer 13, przynoszący szczęście. Dziś wieczorem wygłaszam tutaj prelekcję. Będę opowiadać o moim zawodzie, o występach w roli kata. Wyobraź sobie, ci ludzie tutaj w większości biorą mnie za prawdziwego kata, podobnie jak ty, choć byłem tylko aktorem charakterystycznym grającym takie role. Przyjdź, przypomnisz sobie swoją własną przeszłość i zlecenie, jakiego mi udzieliłeś. Musisz wiedzieć, że kiedy to uczyniłeś, nie zadając sobie trudu sprawdzenia, gdzie pracowałem i co robiłem w ostatnich latach, byłeś już przegrany. Twoja babka Katarzyna to moja koleżanka ze sceny. Przyjaźniliśmy się. Powiedziałem jej o wszystkim. Nie grałeś nigdy w teatrze, byłeś amatorem i to jest twoja największa słabość. Dobry byłeś tylko w jednym; wspaniale udawałeś osobę zaburzoną psychicznie, aby wykończyć Katarzynę i przejąć majątek rodzinny, którym dysponuje. Teraz musisz dokonać poważnego wyboru, najpoważniejszego w twoim życiu. Pierwsza możliwość jest taka, że nadal będziesz grać osobę psychicznie niezrównoważoną, niebezpieczną dla otoczenia … i wtedy pozostaniesz tu na stałe. Druga możliwość, przyznasz się do świadomie popełnionych przestępstw i wtedy dostaniesz dożywocie za podpalenie domu i usiłowanie dwóch zabójstw z premedytacją. Masz na koncie też kilka szantaży i dwie krótkie odsiadki w więzieniu. W średniowieczu ktoś taki jak ja musiałby skrócić cię o głowę.

Masz jeszcze trzecie wyjście. Skończyć ze sobą. Ale nie życzę, ani nawet nie rekomenduję ci tego. Gdybyś się jednak na to zdecydował, doradzę ci, jaka trucizna jest najłagodniejsza w rozstaniu się ze światem. Jeśli mnie oczywiście poprosisz o radę. My, zawodowi aktorzy, niczego nie robimy na siłę, w odróżnieniu od amatorów, takich jak ty, którzy ubarwiają fikcję, myśląc, że dokonują czegoś realnego. Życie to wielki teatr, w którym trzeba umieć grać.

Michael Tequila,
Gdańsk, 27 grudnia 2020

0Shares

Biblioteka 58 Opowiadań. Lista i daty publikacji.

Polecane

Drodzy Czytelnicy,

Pracuję wciąż nad dużym zbiorem opowiadań. Chcę go jak najszybciej wydać w formie książkowej. Dlatego będę kontynuować wpisy na tej stronie ale będą one mniej regularne. 

Niniejsza biblioteka autorska zawiera 58 utworów literackich. Znakomita większość to opowiadania. Biblioteka jest dostępna nieprzerwanie. Strona jest bezpieczna, co potwierdza symbol kłódeczki. Jeśli podoba się Państwu utwór, kliknijcie na lajk zachęcając tym innych do czytania.
Pozdrawiam serdecznie,
Michael Tequila 

Kronika czasów zarazy. 50 lajków. Opowiadanie seryjne. Odc. 1-39/60. Ostatnia aktualizacja 04 08 2021 (środa) godz. 08.15.  https://michaeltequila.com/?p=18112

Inne (ostatnie) aktualizacje są zaznaczone żółtym tekstem na liście poniżej. 
 
Aby czytać tekst publikowany na tej stronie, wystarczy kliknąć na link poniżej wybranego tytułu. Na stronie każdego opowiadania najłatwiej poruszać się przesuwając suwak (mały kwadracik) znajdujący się tuż przy prawej krawędzi ekranu. Utwory udostępniam na zasadzie dozwolonego użytku prywatnego określonego „Ustawą z dnia 4 lutego 1994 o prawach autorskich i prawach pokrewnych” plus nowelizacje. Zachęcam do komentarzy. Mój adres email: michael.tequila@anciano.pl
 
Aforyzmy i myśli. Wybór aforyzmów i myśli z dodatku do zbioru poezji “Oniemiałość”   https://michaeltequila.com/?m=20200604    
Aleksander Cumagin Sake. 5 lajków. Opowiadanie. O prezydencie, który marzył o koronie imperatora. 2640 wyrazów.   https://michaeltequila.com/?m=20200322
Automat. 2 lajki. Opowiadanie. O człowieku bez poczucia czasu i woli. 1216 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?m=20191211 
Broda. 2 lajki. Opowiadanie. O męskim życiu bez miłości i uwielbienia. 2480 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=13683  
Buntownik. 3 lajki.  Opowiadanie. O człowieku i przyrodzie. 1550 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=16008  
Carajo. 3 lajki. Krótkie opowiadanie. 267 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=15396  
Cień wielkiego sztukmistrza. 3 lajki. Opowiadanie. https://michaeltequila.com/?p=16578  
Człowiek z taczką. 4 lajki. Opowiadanie. O mężczyźnie budującym dom dla ukochanej kobiety. 2250 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=17220  
Dojrzałość. 3 lajki. Opowiadanie. Wiosenny dzień w życiu wrażliwego mężczyzny. 1140 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?p=17541  
Domek nad jeziorem. 11 lajków. Opowiadanie. O starszej pani z problemami pamięci.https://michaeltequila.com/?p=15263  
Drzewo kłamstwa. Opowiadanie. O niezwykłości drzew i kwiatów. 1235 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?p=17047 
Dyktator. 29 lajków. Opowiadanie. Odc. 1- 34. https://michaeltequila.com/?p=14681  
Dzień weselny. 18 lajków.  https://michaeltequila.com/?m=20191008 
Dziewczyna z pieskiem. 2 lajki, Opowiadanie. O miłości do ludzi i zwierząt. 1540 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=11924  
Dziwna noc mieszańca etnicznego. 1 lajk. Opowiadanie. O przeżyciach nocnych starszego mężczyzny. 624 wyrazy. https://michaeltequila.com/?m=20200129  
Gabriel Garcia Marquez. 8 lajków. Refleksje pisarza na temat własnych opowiadań. https://michaeltequila.com/?m=20200517 
Galeria handlowa. 4 lajki. O wzrastaniu mężczyzny na widok kobiety. 580 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?m=20191210  
Głowy w autobusie do Dżajpuru. 39 lajków. Opowiadanie. 58 odcinków. https://michaeltequila.com/?p=15345  
Goryl. 4 lajki. O partii i człowieku przypominającym małpę. Opowiadanie. 3850 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200305  
Hurtownia wnętrz. Opowiadanie okolicznościowe. 1250 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=15008
Instrukcja obsługi pejcza. 3 lajki. Opowiadanie. O walce arystokraty francuskiego z bólem i bezsennością. 6800 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200226  
Ja, Herkules. 44 lajki. Powieść. Odc. 44/80https://michaeltequila.com/?p=16741  
Jalapo Umota, Inuit z charakterem. 10 lajków. Opowiadanie. O niezwykłych losach autochtona z Labradoru. 9700 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200320  
Kat. 5 lajków. Opowiadanie. O nietypowych urodzinach i relacjach rodzinnych. 3230 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?p=15730
Koniec świata. 3 lajki. Opowiadanie. O człowieku, który
przeżył koniec świata. 1920 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200407  
Kronika mniej więcej osobista. 4 lajki. Różne teksty. https://michaeltequila.com/?p=13782  
Krzykacz. 7 lajków. Opowiadanie. Odc. 1-5/5. https://michaeltequila.com/?p=18761 
Letnie upały nad jeziorem Ostre-Upojne. 13 lajków. Groteska. Odc. 13/13 (ostatni). https://michaeltequila.com/?p=18564  
Michael Tequila – przegląd twórczości: Klęczy cisza niezmącona. Pięć wybranych wierszy. Aktualizacja 2021 04 20 godz. 08.55  https://michaeltequila.com/?p=17656
Michael Tequila – przegląd twórczości: Oniemiałość. 7 lajków. Poezja. Aktualizacja 05 04 2021. https://michaeltequila.com/?m=20200520
Miniatura z kolibrem. 2 lajki. Opowiadanie. O pocieszeniu w codziennym życiu. 601 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=11447  
Natręt. 3 lajki. Opowiadanie. O dwóch mężczyznach na przystanku autobusowym i podstępie. 1620 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?m=20200519  
Niedziela z Alberto. 1 lajk. Opowiadanie. O miłości i ludzkich postawach.  3718 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?m=20200205 
Nienawiść organiczna. 2 lajki. Opowiadanie. O nienawiści do własnego ciała. 430 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?p=10332
Niepokorny świat Izydora Czyżyka. 4 lajki. Opowiadanie. 3050 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200418  
Niesforny starzec. 2 lajki. Opowiadanie.
1720 wyrazów https://michaeltequila.com/?m=20200620  
Nowy wymiar ewolucji. 2 lajki. Opowiadanie. O technologii zastępującej ewolucję, 2510 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=10832  
Obraz ze zwierzętami. 3 lajki. Opowiadanie. 2920 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=13976  
Osiedle Panorama. 5 lajków. Opowiadanie. O pijącej młodzieży i problemach osiedla. 6470 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200420  
Ostatni dzień.
1 lajk. Opowiadanie. 1680 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=13619  
Papier. 2 lajki. Opowiadanie. 1520 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=12781 
Patriarcha Anastasio Gerylas. 2 lajki. Opowiadanie. O walce hierarchy kościelnego z Trójcą Zła. 1190 wyrazów.  https://michaeltequila.com/?p=10690  
Pies gończy słowa mówionego. 1 lajk. O społeczeństwie bliskiej przyszłości. 780 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20191220  
Pogoda. 8 lajków. Opowiadanie. O niezwykłym wpływie pogody na człowieka. 6 odcinków. https://michaeltequila.com/?p=17845  
Polowanie. 3 lajki. Opowiadanie. O zabójcy z wyrachowaniem. 5200 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200413  
Pracowita noc malarza Sapiehy. 1 lajk. 2540 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=14447  
Prezydent Zrzeszenia Nafciarzy
. 4 lajki. Opowiadanie. O życiu wysokiego funkcjonariusza w dobie pandemii. 993 wyrazy. https://michaeltequila.com/?m=20200429   
Recydywa. 5 lajków. Opowiadanie.  https://michaeltequila.com/?p=14355   
Sierżant Baba. 3 lajki. Opowiadanie. O wojskowym szkoleniu dzieci. 980 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=10759  
Spryciarz i bohater. 6 lajków. Opowiadanie. Odc. 6/6. https://michaeltequila.com/?p=17733  
Stadny instynkt. 2 lajki. Opowiadanie kompletne, uzupełnione i poprawione. https://michaeltequila.com/?p=14856   
Święty Słoń. 3 lajki. Bajka dla dzieci i dla dorosłych. https://michaeltequila.com/?p=15775   
Świrus. 9 lajków. Opowiadanie. O dostosowywaniu się człowieka do zmieniającej się rzeczywistości.  https://michaeltequila.com/?p=13918
Walec drogowy. 4 lajki. Opowiadanie. 5930 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=14612  
W nocy wymyśliłem sobie diabła. 3 lajki. Opowiadanie. O diable podobnym do człowieka. 284 wyrazy. https://michaeltequila.com/?m=20190916 
Wsteczna ewolucja. Opowiadanie. 840 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200612  
Wykład profesora Inha. 16 lajków. Opowiadanie. O doświadczeniach i proroctwie odnośnie człowieka i epidemii.14 odcinków. 8280 wyrazów. https://michaeltequila.com/?p=17904  
Zabójstwo. 1 lajk. Opowiadanie.  https://michaeltequila.com/?p=16969  
Zimowy las. Opowiadanie.  https://michaeltequila.com/?p=14400  
Znak pokoju. 5 lajków. Opowiadanie. O rodzinnej miłości i nienawiści. 4380 wyrazów. https://michaeltequila.com/?m=20200522   

Video “Niezwykłe rzeźby”. Aby powiększyć do rozmiaru pełnoekranowego, kliknij ikonkę w prawym dolnym rogu.

Pod tym linkiem znajdziecie Państwo wszystkie moje książki w Empiku, także w wersji ebookhttps://tinyurl.com/y52br67b 

0Shares

Wigilia Bożego Narodzenia. Poezje okolicznościowe.

Dwa wiersze,
wraz z najserdeczniejszymi życzeniami zdrowia, radości, miłości i szczęścia dla moich Czytelników i ich Rodzin z okazji Świąt Bożego Narodzenia,
Michael Tequila

 

 

Boże Narodzenie 2004, Rzeka Medellin w Medellin, Kolumbia

 

Ku Chrystusowi

Pola wybiegły prosto w słońce
i rozsypały w kolorów plamy;
zrzucam z piersi płomieni kagańce,
powstaję nagi, zbuntowany.

W zadumie kwiatów obmywam ręce,
w ziemię wsiąkają płatków rany,
promień nadziei składam w podzięce,
idę ku Tobie, oczekiwany.

Stoisz na wzgórzu, dłoni stygmaty,
szary len kształty bólu powiela,
lecz Twoich oczu jasne bławaty
niosą wino i radość wesela.

Ciepły dotyk łagodnej ręki
leczy, wyzwala od ziemskiej udręki.
Przestrzeń i cisza stają się zbawieniem,
modlę się oczami, zadumą, milczeniem.

Michael Tequila. Z tomu “Klęczy cisza niezmącona”, wyd. 2, 2019

Nie szukaj Boga 2019 12 24

Nie szukaj Boga, on jest wszędzie,
w Matki Teresy miłosiernym czynie
i w spadających wód obłędzie,
to, co jest wielkie, nie przeminie.

Patrzę w jasność, jak o chłodnym świcie
różanych kwiatów zapachy mnoży
i skrzące krople rozwiązuje skrycie;
milczę, mnie tylko godzi się ukorzyć.

Oczy zogromniałe w lazurowe niebo
błądzą po wzgórzach, gdzie lśni zamyślenie,
owad-czarodziej sieć misterną przędzie;
nie szukaj Boga, on jest wszędzie.

Michael Tequila. Z niepublikowanego zbioru “Oniemiałość”.

0Shares

Życzenia Świąteczne i Noworoczne

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku 2019 życzę:

  • Aptekarzom – epidemii grypy, aby ludzie kupowali jak najwięcej lekarstw;
  • Ludziom, aby zdrowi byli i nie musieli truć się lekarstwami;
  • Antoniemu Macierewiczowi – nowego Misia oraz złotego medalu zasługi za skuteczne odchudzenie wojska z generałów, nowoczesnego sprzętu wojskowego i funduszy na modernizację;
  • Bezrobotnym pozostającym na garnuszku mamusi – pracy, która sama przyjdzie do nich i nie będzie wymagać kwalifikacji ani wysiłku;
  • Członkom PiS – najwyższych odznaczeń hołdowniczych i lenniczych z rąk Tego, Co Stoi Nad Nimi, za wierność jego chimerycznym ideom i przywiązaniu do przeszłości;
  • Donaldowi Tuskowi – powrotu do kraju w samo południe, na białym lub czarnym koniu;

  • Dzieciom – aby korzystając nieprzerwanie ze smartfonów nie zapomniały całkowicie języka w gębie, ruchu na świeżym powietrzu, sportu oraz rozumienia żywego człowieka;
  • Ekshibicjonistom – łagodnej pogody, wygodnego płaszcza oraz uznania za osiągnięcia w demonstracji dzieł sztuki zdobniczej;
  • Górnikom i prezydentowi Dudzie – aby widzieli mniej czarnego węgla pod ziemią a więcej szarego CO2 w powietrzu,
  • Grzegorzowi Schetynie – uśmiechu pełniejszego niż uśmiech spłoszonego zajączka oraz pięści jak młot do wykucia porozumienia partii opozycyjnych;

  • Henrykowi Kowalczykowi, Ministrowi Środowiska – uniknięcia awansu na stanowisko Ministra Ochrony Środowiska, aby nie musiał wypowiadać się o energetyce innej niż węglowa;
  • Krystynie Pawłowicz z PiS – jeszcze więcej testosteronu oraz obfitości wymyślnych przekleństw pod choinką, w sali sejmowej i w sądzie;
  • Księżom pedofilom – długich i szczęśliwych lat za kratami z widokiem na ogródek jordanowski;
  • Łagodnym zboczeńcom i dewiantom seksualnym – uczestnictwa w kolorowych paradach na przekór cnotliwym politykom;
  • Marszałkowi Sejmu, mocarnej laski marszałkowskiej, aby uderzając w podłogę wyzwalał z niej kolejne źródła krystalicznej wody przyzwoitości i szacunku dla opozycji i obywateli;
  • Mężczyznom nie umiejącym kochać – skorzystania z porad zawartych w książce „Pokochaj swego penisa”;
  • Obywatelom nadmiernie powściągliwym w wyrażaniu opinii o władzy – wniebowstąpienia razem z całym swoim dobytkiem cnoty i skromności;
  • Obywatelom nie czytającym nawet jednej książki rocznie – aby zapoznali się z ogłoszeniem o metodach czytania literatury pięknej przez sen;
  • Ojcu Rydzykowi – skromnego roweru, o jakim zawsze marzył, objęcia stanowiska I-go Sekretarza partii Ruch Prawdziwa Europa oraz niekończących się snów o potędze;

  • Osobom notorycznie przeklinającym – żeby im pypeć wyrósł na języku;
  • Paniom ekspedientkom, kształtnym i uśmiechniętym, Czarnym Łaniom ze sklepu wędliniarskiego, Białym Łaniom ze sklepu piekarniczego oraz Zielonym Gazelom z Żabki – spełnienia egzotycznych marzeń;
  • Panu Bogu – aby nie zapomnieli o nim wierzący i przytulili Go do serca przynajmniej raz w roku na Boże Narodzenie;
  • Partiom opozycyjnym – zwartości frontu przeciw kafarom usiłującym wbić państwo, prawo i obywatela w ramy posłuszeństwa partii rządzącej;
  • Premierowi Morawieckiemu – wora słodkich kłamstw pod choinką oraz powrotu pamięci liczb i zdarzeń sprzed roku 2015;
  • Prezesowi Kaczyńskiemu – objęcia na Broadway czołowej roli w sztuce Straszny Dziadunio oraz pokojowej nagrody Nobla w kategorii Siwy Jastrząb Pojednania i Pokoju;

  • Prezydentowi Dudzie – tysiącwatowej żarówki, aby nie prześladowały go fatamorgany wyimaginowanych wspólnot i tajemniczych sędziów-przestępców, a także zaszczytnego tytułu Einsteina Polityki Zagranicznej;
  • Psom – długiego łańcucha i kagańca dla właścicieli, aby i oni zaznali rozkoszy wolnego wybiegu;
  • Senatorowi Biereckiemu ze Skoków – sławy sądowej odpowiadającej skali jego osiągnięć towarzyskich i majątkowych;
  • Stanisławowi Karczewskiemu, chirurgowi z zawodu – ostrego skalpela do sprawniejszego wycinania wypowiedzi opozycji i pytań dziennikarzy;
  • Wstającym z klęczek – aby pozostali jak najdłużej w takiej pozie, skoro im to sprawia tyle przyjemności;
  • Zbigniewowi Ziobro – tytułu Macho Praworządności oraz licznych wyrazów wdzięczności za reformę systemu sprawiedliwości oddalającą nas na bezpieczną odległość od Unii Europejskiej;
  • Zwierzętom z Ogólnopolskiego Folwarku Zwierzęcego im George’a Orwella – odzyskania głosu w noc noworoczną i użycia go w czasie nadchodzących wyborów parlamentarnych.

W końcu Nam Wszystkim, zwyczajnym ludziom i obywatelom – abyśmy zdrowi byli jak konie i nie dali się skopać wiekowi, pogodzie, nadmiernym obowiązkom oraz wrednym politykom.

Michael Tequila

7Shares

Nowa gra, przemówienia, życzenia świąteczne i inne ciekawostki

Trwa przesilenie zimowe. Od jutra dni się wydłużają, ciemności ustępują i nadciąga superksiężyc. Tyle mówi proroctwo.

Gra, która się toczy wokoło, jest super, ponieważ jej reguły dają się zmieniać przez Rozgrywającego. Jego celem jest zdobyć władzę, jak najwięcej władzy i to w taki sposób, aby jego zwolennicy i adoratorzy dali się ująć uczuciom nieskończonej godności i szczęścia.

W telewizji przedstawiciele Rozgrywającego najpierw witali telewidzów, nazywali ich Drogimi, Szanownymi lub Szanownym Państwem, a potem kubłami argumentów wyjaśniali, że Wielki Brat Ruro grubo się myli, ponieważ jest super, rewelacyjnie, dużo dużo lepiej niż poprzednio, a będzie jeszcze lepiej. Mówili też: weryfikujemy i zamieniamy ludzi podłych, tych z przeszłości, na nowych ludzi, szlachetniejszych, których sami wybieramy zwracając uwagę na nieposzlakowany charakter i uczciwy wyraz twarzy.

W dzień Rozgrywający uczestniczy w pochodach, demonstracjach i w świątyniach, pokazując, jak jest poważny, jak ubrany w garnitury klęka, modli się i patrzy w kierunku ambony, znowu się modli i znowu klęka.

W ciągu dnia napłynęły dalsze życzenia. Życzono:

– Funkcjonariuszom i zwolennikom Rozgrywającego – pięknych pomników na każdym rogu ulicy i nazw upamiętniających właściwych bohaterów i świętych;

– Ministrowi M – worka teorii spiskowych pod choinką, kolorowych snów o odzyskaniu wraku, dziesiątek generałów do dymisji oraz nowego puszystego Misia-Aptekarza;

– Ojcu R – jeszcze gorętszych wód geotermalnych, bajecznych samochodów, kolejnych dotacji na walkę ze złem oraz wszelkich innych łask pieniężnych;

– Hierarchii – łaski zrozumienia, że Bóg nie mieszka w Toruniu ani na ulicy Nowogrodzkiej tylko w niebie i jest nieskończonej dobroci, ale niekoniecznie cierpliwości.

0Shares

Niezwykłe zwycięstwo i strumień życzeń gorących jak lawa

Iwan Iwanowicz opowiedział mi dziwną historię. Przysnął w fotelu i śniło mu się, że ze szpitala psychiatrycznego po zażyciu narkotyków uciekła razem grupa pielęgniarzy i pacjentów, jednostek bardzo różnych, wierzących i niewierzących, wykształconych i po zawodówce, którzy odurzeni narkotykami mieli wizję, że wszyscy ludzie wokół, bez wyjątków, są nieszczęśliwi i oni muszą ich koniecznie uszczęśliwić.

Kiedy się obudził z dziwnego snu podawano w telewizji, że w grach zespołowych reprezentujemy poziom światowy i po dwóch latach ostrej rywalizacji nasza reprezentacja narodowa odniosła niesamowity sukces wygrywając z Wielkim Bratem Ruro, pokazując światu naszą dumę, odwagę i mądrość sportową. W uznaniu tego osiągnięcia Wielki Brat obiecał naszej reprezentacji cenne sankcje oferując dodatkowo trzy miesiące na doprowadzenie się do pełnej formy w rozgrywkach finalnych. Zwycięstwo naszej reprezentacji było tej miary, że rozpisała się o nim cała prasa światowa, a Amerykanie wysłali nawet grupę specjalnych obserwatorów do Warszawy.

Potem Dziennik TV podał, że do najwyższych władz szerokim strumieniem płyną życzenia świąteczne i noworoczne. Są one tak gorące, że strumień nie zamarza mimo ujemnych temperatur. Niektóre życzenia były bardzo egzotyczne:

  • Naszemu Wspaniałemu Premierowi – z okazji inauguracji nowiutkiego gabinetu – wielkiego powodzenia w Kochanej Europie, ocieplenia wizerunku, skutecznej akcji rechrystianizacji oraz wielu serdeczności ze strony Ministra Z i Ministra M;
  • Panu Prezydentowi – długich i udanych szusów narciarskich w dół, w kierunku palm i plaż tropikalnych, gdzie można wspaniale wypocząć, orderu za Prawdę i Niezłomność oraz serdecznych żołnierskich uścisków od Ministra M;
  • Rysiowi C z Brukseli – kolorowej, puchowej poduszki z wyszytymi na niej gorącymi ustami jego Ukochanego Bohatera, aby wygodnie trzymał na niej nocą swoją pracowitą siwą głowę, oraz szybkiego zimowego roweru do lotnego pokonywania dystansów Bruksela – Warszawa – Strasburg;
  • Zwolennikom i adoratorom partii rządzącej – pomyślności w załatwianiu spraw w sądach, coraz szybszych i sprawiedliwszych, w przychodniach lekarskich, coraz wygodniejszych i sprawniejszych, oraz w ZUS-e, nieskończonym źródle szybszych i tańszych emerytur.

Życzeń było tak dużo, że tego dnia telewizja nie mogła przedstawić ich więcej, mimo że była to telewizja publiczna o wielkiej przepustowości i obiektywności.

0Shares

Dzień 20 grudnia. Świat opanowała gorączka.

Sytuacja jest skomplikowana. Toczy się wielka gra, tu i tam, w szerszym i węższym kontekście. Szerszy kontekst to trzy imperia: Zachodnie, Wschodnie i Dalekowschodnie. Pierwsze jest najbogatsze, drugie najbardziej agresywne, trzecie rośnie szybko w siłę i ma za sobą moc Ideologii. Niektórzy naukowcy nazywają ten okres Wielką Deformacją. Czy nazwa się utrzyma nie wiadomo, bo zasady gry są ustalone minioną tradycją, ale niestabilne. W ostatnich miesiącach na Dalekim Wschodzie pojawił się dodatkowy agent destabilizujący, tym bardziej niebezpieczny, że ma potężną broń zdolną napromieniować pół świata. Jest to państwo jednoosobowe.

Imperium Zachodnie zadeklarowało wczoraj nowe zasady gry. Pierwsza z nich brzmi: Pokój tak, a jeśli nie, to ustalimy go siłą. Na czele Imperium stoi stary człowiek z rudą brodą, która przesuwa się w górę, kiedy mu robią zdjęcie lub pokazują w telewizji. Jest to prawdopodobnie hazardzista. Nikt nie wie dokładnie, jak bardzo.

W kraju z samego rana cisza. To normalne, bo mróz. Pod pokrywką wielkiego gara przemian cały czas utrzymuje się ciśnienie. W nocy do rządowej sortowni poczty zwanej Kancelarią nadeszły życzenia z okazji Bożego Narodzenia i Nowego Roku.

Pierwsze było w ozdobnej kopercie: Przyszłemu Imperatorowi życzymy najserdeczniej nieprzerwanej podaży premierów, coraz lepszych i mądrzejszych, z coraz większą ilością języków i perspektyw rozwoju, oraz wielu pomysłów na odbudowę imperium z ruiny. Prywatnie także puszystych tygrysków, działających uspokajająco w trakcie głaskania. Podpisano: Naród. Pod podpisem figurują miliony paraf.

Sortownicy domyślają się, że nie wszyscy obywatele są szczerzy w tych życzeniach, wolą jednak trzymać język za zębami. Kierują się zasadą „Morda w kubeł”, która milcząco uwidacznia się w coraz większej ilości miejsc. 

W drugiej kopercie życzenia są bardziej uczuciowe. Koperta jest koloru intensywnie żółtego i wygląda jak kubraczek. Pani Ex-Premier życzymy od serca wypoczynku od minionych ciężkich obowiązków i oby jak najszybciej wyszła igła z worka, kto był lepszym premierem; Ona, zasłużona i wierna przyszłemu Imperatorowi, czy ten Nowy, któremu przyszły Imperator umeblował gabinet.

Problem z identyfikacją podpisu jest ten sam, co poprzednio. Nie wiadomo, kto podpisał szczerze, a kto z obowiązku.

Gra trwa.

0Shares

Najkrótszy dzień roku i Święta Bożego Narodzenia

Najkrótszy dzień w roku na bliskiej perspektywie cieszy mnie, ponieważ potem wszystko idzie z górki, dni stają się coraz dłuższe, mogę też sobie wyobrazić, że coraz bardziej słoneczne. Zdaję sobie sprawę, że tworzę w ten sposób wyobrażenie, które ułatwia mi przetrwanie dni zimowych, ponurych, męczących i przygnębiających, jak obecna polityka.

Polityka i władza mnie znużyły; konsekwentnie ciągną nas w dół, w nieznanym kierunku; mam złe przeczucia, ponieważ kłamstwo zbyt często rozdziobuje prawdę, a duża część społeczeństwa jakby tego nie dostrzegała zachowując się tak, jakby kasza manna padała z nieba. Mojemu rozczarowaniu daję wyraz tweetując na Twitterze, którzy stał się dla mnie głównym forum wypowiedzi.

Przygotowałem sobie kilka wpisów z Twittera, głównie o charakterze aforyzmów, na jutrzejsze spotkanie autorskie o godzinie 18.30 w Instytucie Kultury Miejskiej w Gdańsku. Miejsce i czas spotkania przypominam także sobie, ponieważ jest to dla mnie ważne spotkanie. Myślę o nim od kilkunastu dni, zamierzam przedstawić fragmenty mojej twórczości, poezji, powieści, opowiadań, aforyzmów, blogów i tweetów, twórczości dosyć rozrzuconej gatunkowo, częściowo publikowanej, częściowo niepublikowanej.

Skończyłem właśnie czytać książkę Mariusza Szczygła: „Projekt prawda”, nietypową pod względem zawartości. Obok tekstów autora w książce zawarta jest powieść Stanisława Stanucha „Portret z pamięci”, wyróżniona nieco ciemniejszym kolorem kart, wydana pierwotnie w roku 1959, której autora porównywano – jak podaje M Szczygieł – do takich znakomitości jak Camus, Beckett, Sartre i Proust. Pierwsza część Stanucha podobała mi się, nawet bardzo, druga pisana techniką „strumienia świadomości” już nie. Obydwie części, ta stanuchowa i ta szczygłowa, godne są uwagi, przynajmniej częściowo.

Część szczygłowa zawiera krótkie opowiadana, rodzaj wspomnień i refleksji, każda na temat jakiejś lub czyjejś prawdy, człowieka, zdarzenia lub miejsca. Literatura zawsze sprawia mi przyjemność, ponieważ czytam teraz mniej, za to uważniej i rzeczy, o których jestem przekonany, że warto je przeczytać.

0Shares

Rechrystianizacja – ceny koni idą ostro w górę.

Ważne wydarzenie zawróciło mi w głowie do tego stopnia, że tylko o nim myślę. Chodzi o marzenie Premiera Morawieckiego o rechrystianizacji Europy. Sprawdziłem w Wikipedii. Jest tylko chrystianizacja, czyli proces wypierania pogańskich wierzeń przez wiarę chrześcijańską, zastępowanie oznak rodzimej wiary niechrześcijańskiej chrześcijańskimi symbolami, wznoszenie kościołów w miejscu świętych gajów i świątyń, ustalanie świąt kościelnych w dniach, w których obchodzono uroczystości religijne, zastępowanie lokalnych bóstw kultem świętych chrześcijańskich itp. Teraz, jak rozumiem, musimy dokonać powtórki chrystianizacji i rechrystianizować to, co wymaga odnowienia w duchu postępowego chrześcijaństwa Premiera Morawieckiego, jego rządu i partii.

Nie wiem jeszcze, jak to będzie wyglądać w szczegółach, ale chyba szykuje się krucjata, ponieważ ceny koni poszły ostro w górę. Co do mnie, to już zdecydowałem: będę Premierowi pomagać. Przygotowuję się, nabywając pośpiesznie brakujących mi umiejętności. Na koniu jeździć umiem, czyli wsiadać i zsiadać, popędzić i zatrzymać, oraz – o czym nie mogę za żadne skarby zapomnieć – jechać i to do przodu, nie do tyłu, bo taki jest kierunek rządowych działań. Gorzej jest ze spadaniem, bo i na to muszę być przygotowany, kiedy na przykład przyjdzie mi dobić osobnika uparcie opierającego się rechrystianizacji, czego nie można wykluczyć.

Muszę też nauczyć się rozpoznawać innowierców, ponieważ obawiam się, że jakbym natknął się gdzieś w Europie na Rysia Czarneckiego, to nie wiem, czy nie wziąłbym go za Turka, z tym jego okrągłym obliczem, szarawarami i orientalną mową. Myślę o nim, ponieważ nie jestem pewien, czy on jest prawdziwym chrześcijaninem, czy też udaje, bo złapałem go na kłamstwie. Na szczęście tylko raz, ale Bóg jeden wie, co w Rysiu siedzi. To straszne, jak poganie i innowiercy potrafią udawać!

Tak czy inaczej temat rechrystianizacji jest ważny. Nie będę jednak przygotowany do krucjaty przed Bożym Narodzeniem, ponieważ zbyt wolno myślę i chyba nie zdążę załapać się na pierwszą krucjatę. Zdaje się, że Premier Morawiecki jeszcze w tym tygodniu jedzie do Brukseli, aby zbadać grunt pod rechrystianizację. To dobrze. Życzę my wszystkiego najlepszego kończąc słowami: Boże dopomóż w zbożnym dziele!

Jakżeż ja się cieszę, że jesteśmy prawdziwie chrześcijańskim narodem!

Zaproszenie:

Serdecznie zapraszam na moje spotkanie autorskie w dniu 18 grudnia br. (poniedziałek), godz. 18.30, Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku, ul. Długi Targ 39/40.

0Shares

Refleksje prawie świąteczne w miejsce powieści

Wczoraj życzenia, dzisiaj refleksje, jutro opowiadanie.

Jutro, zamiast kolejnego odcinka powieści „Wódz i jego naród”, pojawi się w tym miejscu opowiadanie okolicznościowe. Czytelnik może je nazwać opowiadaniem spekulatywnym, jeśli sobie tego życzy, ostatecznie żyjemy w wolnym kraju, jeśli tak sądzi, i może robić, co mu się podoba, jeśli mu na to pozwoli siła wyższa, która wie najlepiej, jak powinien on żyć.

Opowiadanie będzie przydługie, sześć stron tekstu A4. Można je czytać dwuetapowo, jeśli ktoś uważa, że co za dużo, to niezdrowo. Po ostatnich wydarzeniach w Sejmie lepiej dzisiaj uważać, co się uważa. Opowiadanie jest w zamierzeniu utworem refleksyjnym, mającym wywołać łzy rozpaczy i radości, co najlepiej odzwierciedla naturę życia w naszym kraju. Życzę więc czytania, czy miłego, to się jeszcze okaże.

W dobie dzisiejszej opowiadania nie są ulubionym gatunkiem literackim. Czytelnicy preferują powieść kryminalną, horror, romans, czternastotonową sagę rodzinną, powieść obyczajową, książkę podróżniczą. Wszystko, tylko nie opowiadanie, bo jest za krótkie, w związku z czym można się wynudzić. Czytałem ostatnio, że to się zmienia i że opowiadanie staje się trendy. Może dlatego, że ludzie mają mniej czasu, za to więcej wielkoekranowych smartfonów, które pozwalają czytać dużo szybciej, jednym palcem.

Czytelnictwo u nas nie kwitnie, bo jest pora zimowa, choć nie jest źle, skoro aż 45 % obywateli czyta co najmniej jedną książkę rocznie. Jest to szansa dla autorów takich jak ja, ponieważ wkrótce statystyka czytelnictwa w Polsce będzie podawać jako jednostkę statystyczną nie książkę, ale jej streszczenie, jeden rozdział, opowiadanie lub wiersz. Statystycznie będzie to brzmiało bardzo podobnie, czyli nieźle: 45 % Polaków przeczytało w ciągu roku co najmniej jeden rozdział książki, albo jej streszczenie, albo opowiadanie albo jeden wiersz.

Pocieszam się, że w najgorszym wypadku sam będę sobie pisać i czytać. Proszę więc o porzucenie mnie bez skrupułów, jeśli przyjdzie Państwu nierozsądna ochota to zrobić; poradzę sobie. W jeszcze gorszym wypadku, czyli w ostateczności, mogę po prostu przestać czytać; wystarczy, jeśli będę oglądać telewizję publiczną zwaną narodową. Robi to przecież z powodzeniem około 36 % obywateli. 

0Shares

Uroczyste życzenia świąteczne i noworoczne 2017

Moim Czytelnikom oraz wszystkim ludziom dobrej woli, życzę serdecznie radosnych i zdrowych świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół.

Życzę także wszystkiego najlepszego naszej ukochanej władzy, w szczególności zaś:

  • Prezesowi Kaczyńskiemu – ożenku i czworga maleństwa, którym poświęciłby swój cenny czas i uwagę korzystając z 500 Plus, nie musząc opiekować się już niewdzięcznymi obywatelami;
  • Dworzanom pana prezesa – obniżki cen wazeliny, wyższych premii i wytrwałości w głoszeniu prawd nieziemskich;
  • Prezydentowi Dudzie – nieustannego dobrego samopoczucia, pewnej ręki nocą oraz nowych nart pod choinką;
  • Europosłowi, prof. Kogutko – więcej ziarna namoczonego w wywarze z maku oraz ostróg u nóg dla skuteczniejszej walki z wrogami rządu i narodu;
  • Marszałkowi Senatu p. Karczewskiemu – rewizyty przemiłego prezydenta Łukaszenki oraz intelektualnej rozkoszy z rozmów z prezesem Kaczyńskim.
  • Posłowi Suskiemu – nominacji na ambasadora na dworze Carycy Katarzyny;
  • Prokuratorowi Piotrowiczowi – kolorowych snów z okresu PRL i awansu do rangi bohatera Solidarności;

Poza tym życzę:

  • Ojcu Rydzykowi i dostojnikom kościelnym – obfitości stołu świątecznego, kwiecistej adoracji ze strony partii rządzącej oraz więcej ziemi pod uprawę winnej latorośli;
  • Przewodniczącemu Schetynie – samurajskiego miecza dla dodania sobie otuchy, aby stanąć w pierwszym rzędzie na demonstracjach;
  • Trybunałowi Konstytucyjnemu – szczęśliwej kontynuacji recenzji artystycznej twórczości rządu;
  • Demonstrującym na ulicach komunistom i złodziejom – wytrwania w roli pośmiewiska całego kraju.

Przy okazji, sobie samemu życzę szampana lepszego niż ten, który właśnie piję, weny oraz nieustającej życzliwości Czytelników.

Michael Tequila

PS. Z przyjemnością informuję, że oprócz wersji drukowanej mojej powieści „Sędzia od Świętego Jerzego” w sprzedaży jest także jej wersja elektroniczna. Portal www.upolujebooka.pl wymienia 13 księgarni elektronicznych sprzedających tę powieść w formacie ePub i Kindle. Najkorzystniejszą cenę, 8,50 zł, oferuje w tej chwili księgarnia www.ebookpoint.pl, w pozostałych jest ona w cenie od 14,25 zł do 19,00 zł.

W wersji drukowanej powieść oferują w sposób ciągły księgarnie sieci Matras oraz dziesiątki księgarń internetowych. Powieść cieszy się dobrymi recenzjami i nadaje się z powodzeniem na upominek pod choinkę lub upominek noworoczny.

Wkrótce w sprzedaży znajdzie się także kolejne, drugie już wydanie, tomiku wierszy „Klęczy cisza niezmącona”. Jest on poetycką ilustracją mojej pięciomiesięcznej podróży po Australii samochodem z przyczepą kempingową, 20.000 km przez cztery stany: Australię Południową, Australię Zachodnią, Wiktorię i Tasmanię. Wszystkie wiersze są oznaczone datą i miejscem ich powstania.

 

0Shares

Życzenia świąteczne z Panem Prezesem w roli upominku pod choinkę

Darwinbish_bearing_gift

– Czy naród może być jednoosobowy?

Jest to szekspirowskie pytanie z gatunku „Bić albo nie bić”, na które odpowiedzi udzielił sam Machiavelli:

– Tak. Naród może być jednoosobowy, lecz tylko pod warunkiem, że jest to osoba z ogromnym balonem pomysłów jak uszczęśliwić naród. Czyli samego siebie, co jest konkluzją logiczną, skoro jest się narodem.

– Kto jest tą osobą? – Zapytałem.

– Tą osobą jest Jarosław Kaczyński, najpiękniejszy upominek podchoinkowy roku 2015.

Tak odpowiedział Machiavelli, który przyśnił mi się świątecznej nocy, aby przekazać ten ważny komunikat.

Jesteśmy w drodze do prawdziwej ziemi obiecanej, niosącej tak oszałamiającą ilość obietnic, że aż to oszołamiająco oszałamia. Mnie przynajmniej. Zmieni się wszystko. Jest tyle spraw, które w przeszłości poszły złą drogą. Kraj w ruinie wymaga gruntownej naprawy. Oto praktyczny scenariusz.

Trybunał Konstytucyjny. Z pożal się Boże trybunałem, jaki mamy obecnie, upartyjnionym, samokreującym się, powolnym, z prezesem Rzeplińskim na czele, nie można wprowadzać postępowych ustaw sejmowych, aby zmienić kraj na lepsze. Dlatego będziemy mieli nowy Trybunał, nowych sędziów, pracowitych, niepodatnych na wpływy polityczne, obiektywnych. Wedle projektu PiS/Kukiz15, w 60 dni od wejścia nowej ustawy w życie kadencje wszystkich sędziów trybunału zostań wygaszone i odbędą się nowe wybory. Sędziowie będą w 100% (odpowiednik czystego spiritusu) wyborem obecnego Sejmu.

Administracja państwowa. To 120.000 osób zatrudnionych w ministerstwach, urzędach skarbowych, wojewódzkich, służbach sanitarnych itp., cała służba cywilna. Nowy projekt przewiduje: zwolnienie za odprawą 1.600 kierowników departamentów i wydziałów, zniesienie konkursów na te stanowiska i zniesienie zakazu przynależności do partii politycznej, także odstąpienie od obowiązku odbycia służby przygotowawczej. Dużo łatwiej będzie zatrudniać i zwalniać kadrę kierowniczą. Bezrobotnych zachęcam do ubiegania się o pracę, są to dobrze płatne stanowiska.

Media państwowe to temat oklepany jak koń indiański do jazdy bez siodła. Dziennikarze będą szkoleni w ośrodkach wojskowych; nauczą się tam zadawać pytania takie, na jakie pragnie odpowiedzieć pytany polityk. Koniec z przymusem odpowiedzi na pytania. W idealnych sytuacjach pytania i odpowiedzi będą synchronizowane. Mediom prywatnym dokręci się śrubę podatkami albo ograniczeniami stosowania reklam. To propozycja.

Prokuratura i sądy. Minister Ziobro będzie mieć wgląd (i wpływ) nie tylko na stronę oskarżenia, ale i osądzania pozwanego: osoby, sprawy lub instytucji. Nie jest to oczywiście sposób na zwalczanie niewygodnej dla władzy opozycji i obywateli, jak twierdzą niektórzy (za czasów PRL-u nazywani zaplutymi karłami reakcji). Trybunał Konstytucyjny mógłby się sprzeciwić takiemu połączeniu, lub jego formie, dlatego zdecydował się podać do przymusowej dymisji. Kontrola sądów, prokuratury oraz czterech służb specjalnych wzmocni bezpieczeństwo społeczeństwa. Nie musisz bać się podsłuchów.

Spółki państwowe. Jest ich chyba około 460. Wielkie, duże i mniejsze. Wymiana kierownictwa jest konieczna. Były źle zarządzane. Mieliśmy mierną opinię jako kraj sukcesu gospodarczego w Unii Europejskiej. Teraz będzie lepiej. Prezesem Orlenu, największej polskiej spółki paliwowej, został już polityk PiS, Wojciech Jasiński. Krótka charakterystyka: osoba godna zaufania, 68 lat, doświadczenie zarządzania biznesem: Powszechna Spółdzielnia Spożywców Społem oraz Spółdzielnia transportu Wiejskiego w Płocku (okres PRL), niewielka warszawska spółka Srebrna (III RP). Możemy liczyć na tanie paliwa.

Kontrola Internetu. To moja propozycja. Trzeba ukrócić samowolę wyuzdanych słownie krytyków rzeczywistości na portalach społecznościowych, forach dyskusyjnych, blogach, poczcie elektronicznej itp. Internauci powinni wiedzieć, co mogą a czego nie mogą pisać.

Jestem pełen entuzjazmu. Tak trzymać! – Krzyknę dzisiaj w nocy we snie do władzy rządzącej z woli narodu. Rozliczyć przeszłość, zbudować przyszłość, której nie mieliśmy! Budować dniem i nocą! Nocą tym bardziej, że dni są teraz krótkie, a mamy tyle do zrobienia. Popieram szczerze dyscyplinę pracy, ponieważ sam siedzę nocami i pracuję.

Prawie zapominałbym. Składam Państwu najserdeczniejsze życzenia świątecznie (niekompletne, bo jednodniowe) i noworoczne, przede wszystkim szlachetnych wzruszeń politycznych oraz rewelacyjnej rozrywki na manifestacjach i demonstracjach publicznych.

Zdrowia i dobrobytu nie muszę nikomu życzyć, gdyż ochrona zdrowia i gospodarka są w rękach rządu. Pisze się o tym mało, bo to temat oczywisty i prosty.

Wybrańcom na stanowiska życzę obfitości łask partyjnych.

Dzieciom życzę konia Kaliguli, Incitatusa, zamiast konia na biegunach. Według Swetoniusza (cytuję Wikipedię) „Incitatus, jako koń wyścigowy, miał prawo do spokoju i odpoczynku. Nad tym, by w noc przed wyścigami nikt mu nie przeszkadzał, czuwali pretorianie uciszając nocne hałasy. Poza tym rumak miał mieszkać w marmurowej stajni, chodzić okryty purpurą i w uprzęży ozdobionej drogimi kamieniami, jadać ze żłobu z kości słoniowej. W końcu koń dostał umeblowany dom i służbę, żeby zaproszeni w jego imieniu goście mogli wygodniej ucztować”. Kasjusz Dion dodaje: (Cytat z Wikipedii): „Incitatus regularnie uczestniczył w ucztach wydawanych przez Kaligulę: przy tej okazji cesarz wznosił toasty za zdrowie rumaka”. Literatura podaje, że Incitatus w końcu został członkiem senatu rzymskiego.

Nie wiem, dlaczego to wszystko napisałem, skoro miałem pisać o obżarstwie, które jest również skuteczną i radosną formą uszczęśliwiania społeczeństwa w okresach świątecznych i pozaświątecznych.

Pozdrawiam serdecznie.

6Shares

Życzenia Świąteczne i Noworoczne

Dzisiaj jest dzień wigilijny. Robimy sobie wspólne zdjęcie pod wielką choinką na Durbar Square w Gdańsku. Trzymam w ręku transparent: Polscy Hindusi z Indii i Nepalu. Wszyscy uczestnicy wycieczki stoją wypasieni upominkami: kolorowe naszyjniki, bawełniane koszulki ze słonikami, małe rzeźby, duże kolorowe albumy, magnesy na lodówkę, dywany i dywaniki, koszule dzienne i nocne.

Nastrój jest radosny. Przewodniczka wycieczki w pięknym zimowym sari liczy uczestników. Są wszyscy. Siwy, szczupły sadhu pokazuje sąsiadowi kindżały, inny, wysoki opowiada dykteryjkę o babie u lekarza, jeszcze inny rozwija jedwabny dywan, jeszcze inny rozdaje cukierki dzieciom, trzech mężczyzn i dwie kobiety robią sobie wspólne zdjęcie z grupą tubylców.

Wszyscy są szczęśliwi, zarówno ludzie jak i zwierzęta. Obok dwie krowy z chustami przewiązanymi przez szyję obgryzają gałęzie wielkiego świerku z bombkami i światełkami, na pierwszym piętrze budynku za nami biegają krzycząc trzy małpy, pod nogami leżą śpiące psy. Otaczają nas tubylcy w malowanych rykszach, słychać klaksony i dzwonki rowerowe, ciężarówka wiezie górę paczek ułożonych jedna na drugiej, w powietrzu oprócz spalin czuć słodkawy dym z ghat płonących nad Radunią. Od ziemi bije ciepło. To efekt papierów, puszek po piwie, plastykowych opakowań i resztek jedzenia rozrzuconych gęstą warstwą w celu zmniejszenia zużycia energii dla ochrony środowiska naturalnego.

Życzę wszystkim Polskim Hindusom, uczestnikom zimowej wycieczki przybyłym do Polski z Indii i Nepalu, oraz Wszystkim Czytelnikom mojego blogu najbardziej radosnych i szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia oraz pomyślnego Nowego Roku 2015.

Namaste!

Michael Tequila

0491073156

0Shares

Świąteczna dematerializacja Organizacji

Przyznam się, że moja ziemska wiara jest krucha, ale niezmiernie wierzę w to, co głosi Prezes zwany Starym, Wiceprezes zwany Nowym, Agent od Miłosnych Wynurzeń, Rzecznik od Pożyczek oraz inni funkcjonariusze Organizacji. Jest to zrzeszenie osób jednomyślnych, bez śladów schizmy, których usta poruszają się dokładnie w ten sam sposób dobywając z wnętrza te same słowa wcześniej podyktowane przez Prezesa.

Na konferencji prasowej transmitowanej przez telewizję Stary Prezes Organizacji składał narodowi życzenia świąteczne i noworoczne. Był to piękny gest myśliwego, gdyż niewielu polityków interesuje się dziś szaraczkami. Już, już miał skończyć, kiedy nagle i niespodziewanie, wyrwał mu z rąk mikrofon nie kto inny, jak Nowy Wiceprezes.

Dysponent mikrofonu przemawiał krótko i treściwie. Telewidzowie słuchali z taką uwagą, że słychać było muchę latającą w pokoju. Przy odbiornikach zebrali się ludzie biesiadujący świątecznie, inaczej mówiąc cały naród, gdyż mówca okazał się złotogęby. Miał aksamitny głos wdzięcznie skojarzony z siwą brodą, mówił wzruszająco i tak ślicznie, jakby motylki wylatywały z jego ust. To ostatnie nie jest czymś nadzwyczajnym, potrafi to każdy prestidigitator szkolony w Chinach. Zaskoczeniem były ostatnie słowa Nowego Wiceprezesa.

Wszystko, co dotychczas mówiłem na temat lotów kosmicznych, to wierutna bzdura. Dziś stać mnie na prawdę, ponieważ jestem w stanie świątecznego uniesienia religijnego, w które wprowadziły mnie (tu padły jakieś niewyraźne słowa) oraz rodzina. Temat kosmosu był zastępczy. Obiekty latające są nam równie potrzebne jak zmarłemu kadzidło. Dla nas najważniejsze to wygrać wybory, utworzyć rząd, i dokonać rzezi ….

W tym momencie wszyscy bez wyjątku, kamerzyści, asystenci kamerzystów, redaktorzy programu, Stary Prezes, Agent i Rzecznik, oraz ludzie przy odbiornikach, wstrzymali oddech. Mówca to zauważył i też wstrzymał na chwilę oddech w geście solidarności. Kiedy zaczął się już dusić z braku tlenu, dokończył monolog:

…aby unicestwić wszystkich nieudaczników, przestępców, ludzi przekupnych i skorumpowanych, członków rządu, złodziei i podobnej kanalii. Żałuję, że dotychczas kłamałem i odwracałem uwagę od rzeczy ważnych. Dziś usłyszeliście Państwo prawdę z moich ust. Niech skonam, jeśli skłamałem! Musiała to być prawda, bo nie skonał. Był to akt pokory i skruchy.

Nikt nie uwierzy, co stało się dalej. Spowiedź Nowego Wiceprezesa wywołała powszechny płacz w narodzie. Płakały istoty różnych proweniencji, niektóre nawet niefigurujące w Spisie Zawodów Użytecznych, zestawionym przez Umberto Eco: nauczyciel, strażnik, gladiator, myśliwy, donosiciel, ogrodnik, tkaczka, rozbójnik, pasterz, kursor, kapłan, król, harfista, rybak, kucharz, nosiwoda, głupiec, sługa, wściekły błazen, medyk, stolarz, pijak, wieśniak, człek smutny, sędzia, nierządnica oraz pani domu. Poza tym płakały liczne inne twarze, których nie wymienię z braku cierpliwości.

Poziom wilgoci tak się podniósł, że z zimowego nieba zaczął padać deszcz. Niesłabnące potoki łez i wody deszczowej zasiliły wody gruntowe, a potem zaczęły przelewać się do strumyków, rzek, stawów, jezior i systemu kanalizacyjnego docierając w niejednym bloku mieszkalnym aż na piąte piętro. Przyszła powódź, a potem wielki potop, który w pierwszej kolejności, w uznaniu administracyjnej hierarchii ważności, zalał Warszawę. Na początku wyglądało to niewinnie, ginęły kury, myszy, jamniki i świnki morskie, choć rozpleniała się zaraza. Nie wiem, czy to dobre skojarzenie, ale powodzie i potopy mnożą bakterie i wirusy workami jak zaraza. W końcu fala potopu sięgnęła budynku, w którym mieści się Organizacja razem z Prezesem, Wiceprezesem i pozostałymi notablami.

Działy się tam sceny dantejskie, których nie wymyśliłby sam Dante Alighieri. Potop był powolny i niesprawiedliwy, ponieważ najpierw zagroził życiu funkcjonariuszy mniejszych wzrostem, choć wysokich rangą. Siwiejący Prezes starał się ukryć pod pachą Nowego Wiceprezesa, ale niewiele mu to pomogło. Wiceprezes zaczął się śmiać jak szalony i wierzgać nogami jak koń, gdyż do bólu nie znosił łaskotek. Takie schronienie nie byłoby stosowne nawet dla chomika, wobec czego Prezes dając dobry przykład innym pierwszy poszedł na dno.

Rzecznik unosił się dłuższy czas na fali z głową na poduszce wypełnionej pożyczkami i mogłoby to trwać w nieskończoność, gdyby nie Wiceprezes, który pragnąc ostrzec go przed jakimś niebezpieczeństwem ostrym językiem niechcący przekłuł piękną powłokę cielesną Rzecznika. Powietrze zaczęło uchodzić z niego z wielkim sykiem; okazało się, że w środku był pusty.

Ostatni zszedł ze sceny w sensie przenośnym i dosłownym Nowy Wiceprezes, który objawiając prawdę uruchomił potop łez narodu doprowadzając tym samym własną Organizację do odejścia w wieczne ostępy. Nie wiadomo, co stało się z Agentem, ale ci jak wiadomo znikają bez śladu, aby ponownie pojawić się na scenie wydarzeń lub nie.

Moment odejścia w nieznane znanej Organizacji w okresie Świąt Bożego Narodzenia nie był zbyt fortunny. Był smutny, choć nie wszyscy poddali się niegodziwemu nastrojowi przygnębienia i zachowali wiarę w nieśmiertelność Prezesa, Wiceprezesa, Rzecznika i Agenta.

Naród potrzebuje bohaterów bez względu na święta.

0Shares

Wigilijny dzień pracy i zadumy

Dysponując chwilą wolnego czasu między zakupami w supermarkecie, gdzie dorsz filetowany bez skóry kosztuje 53 zł za kilogram, a odgłowione i oczyszczone tuszki świeżutkiego dorsza kosztują 16 zł, ucięliśmy sobie z Wiktorem rozmowę przedświąteczną. Czas jest dzisiaj cenniejszy niż piwo w gorący dzień. Miała ona charakter szybkiej jak wiatr oceny z podmuchami zadumy nad polskim społeczeństwem, jego zajęciami i ambicjami oraz nad politykami, którzy wbrew pozorom, że są inni, są nieodrodnymi synami i córami narodu. Niedaleko pada jabłko od jabłoni –stwierdził Izaak Newton dużo wcześniej niż właściciel sadu koło Grójca.

Wiktor pierwszy podjął rękawicę rzuconą przez świąteczno-zakupową okazję do rozmowy.

Ostatnio w polityce pojawiło się kilka sierot, inaczej mówiąc, dojrzałych osobników bez rodziców, rodziny i wsparcia. Sierota to osoba samotna, zagubiona, lecz niekoniecznie bez wiary w przyszłość. Osobiście ciemno widzę ich przyszłość, ale może to lepiej dla nich. Po co mają się męczyć? Najświeższy kandydat do sierocińca to Jarosław Gowin, osobnik postawny, dojrzale siwy, gustownie ubrany. Choć ma za sobą krótką, buntowniczą przeszłość, mówi łagodnie jak anioł i wspiera rodzinę katolicką poprzez nowatorski system głosowania uwzględniający głosy także niepełnoletnich członków rodziny oraz płacz niemowląt, które w jego przekonaniu też mają prawa do aspiracji głębszych niż radosne wypróżnianie brzuszka i zaspokojenie głodu i pragnienia. Są to aspiracje rozwojowe i w takim świetle dostrzegł je ten nowatorski polityk.

Czy sądzisz, Wiktorze, że siuśmajtki, pardon le mot, naprawdę uzyskają prawo głosowania?

Głos wyborczy niemowląt to pewniak w przyszłym rządzie Jarosława Gowina. Byłby to piękny podarunek na przykład pod choinkę. Nie jest jednakże pewne, czy nowa partii przyzna głos wyborczy pomocy domowej oraz zwierzętom domowym, którym też coś należy się od życia w nowoczesnym społeczeństwie płonącym żądzą zmian. Tak czy inaczej, dobre intencje nowej partii sierocej liczą się, nawet jeśli nowatorskim pomysłem głosowania nie można zbyt długo się bawić, bo co za dużo, to nie zdrowo. Sam Gowin jest przyszłościowy. Jego nazwisko daje mu dodatkową szansę, gdyż plasuje go wysoko na liście alfabetycznej. Wiadomo powszechnie, że głosujący najchętniej wybierają tych, którzy są na górze listy. Zdjęcie Gowina, nagranie jego głosu oraz wysoka pozycja na liście to gwarancja sukcesu.

Wiktorze, nie mów już o politykach. Powiedz coś bardziej związanego ze zbliżającym Bożym Narodzeniem. Moja wiara świąteczna rozbudzona widokiem ludzi targających choinki, światełka, butelki z alkoholem, mięsiwo i upominki rozpaczliwie wołała o strawę duchową.

Święta Bożego Narodzenia są dla nas wszystkich okresem odnowy wiary i radości. To poważna kwestia religijna. Nie samą wiarą jednak człowiek żyje, o czym przekonała mnie ostatnio sylwetka pewnego hierarchy koscielnego, który skurczył się w pionie a imponująco rozrósł w wymiarze horyzontalnym, szczególnie do przodu. Przyczyn nie znam, ale też nie dochodzę, gdyż jestem człowiekiem religijnie wyrozumiałym. Wątpię jednak, że chodzi tu o genetykę czyli dziedzictwo po przodkach.

On nie trzyma ani pionu, ani poziomu – dodał poważnie znajomy murarz, który razem ze mną oglądał telewizję i sam za kołnierz nie wylewa ani nie wyrzuca papu do śmietnika. Mimo pozorów, nie jest to mocna konstrukcja – dorzucił z przekonaniem, modyfikując je ostrożnie po namyśle. Mogę się mylić, oczywiście! – dodał po czym przechylił się w kierunku mojego ucha szepcząc: Jestem osobą wierzącą, rozumie pan!

Wspomniany trójwymiarowy hierarcha – kontynuował Wiktor – w chwili wolnej od obowiązków bawił się ostatnio zapałkami, chyba dla uczczenia pamięci o dziewczynce z bajki Andersena. Było to niebezpieczne, ponieważ obok stała łatwopalna choinka.

Każdy lubi poszaleć, szczególnie gdy go pokazują elegancko ubranego w telewizji – skomentowałem. Żarty żartami, choć to, co powiedziałeś brzmi poważnie, ale są problemy poważniejsze niż trójwymiarowość, zapałki i choinka.

Na przykład co? – buńczucznie rzucił Wiktor. Dziś każdy ambitny Polak nosi buńczuk w plecaku zamiast buławy.

Na przykład głód, Wiktorze. Mówiąc o tym nieszczęściu, pragnę powiedzieć coś pozytywnego. Nie martwię się o sprawy wyżywienia Polaków w okresie Świąt Bożego Narodzenia, ponieważ telewizja intensywnie i skutecznie karmi nas wypadkami, napadami, ciężkimi chorobami, zderzeniami pociągów i tysiącem innych nieszczęść. Dzienniki stały się bardziej pasjonujące niż kolacja w dobrej restauracji.

Dokończę tę myśl za ciebie – przerwał mi przyjaciel. Ustąpiłem, gdyż cenię prawdziwą przyjaźń.

Nikt nie pozostanie głodny, kto ma telewizor. A telewizor mają prawie wszyscy. Karma serwowana przez stacje telewizyjne jest wysokokaloryczna, tym wartościowsza, że odchudza umysł. W okresie świąt nawet PiS nie będzie mógł oskarżać rządu, że zaniedbał wyżywienie społeczeństwa, gdyż sprawy żywieniowe przejęła instytucja wszechmocna jak niegdyś Przewodniczący Mao w Chinach. Jest ona silniejsza nawet niż Jarosław Kaczyński i Ojciec Rydzyk spleceni w braterskim uścisku, którego dobroczynnym efektem jest Wielka Orkiestra Braterskiej Niechęci. Naładowana wypadkami karma telewizyjna jest tak kaloryczna, że podnosi ciśnienie, co czyni meteopatów szczęśliwszymi w okresie zimowej depresji. Dwadzieścia pięć procent ludzi w Polsce to meteopaci. A o co chodzi, jak nie o szczęście w życiu doczesnym?

W domu, nakarmiony przez telewizję bogatą strawą wydarzeń na jezdniach, szynach, pogorzeliskach i w szpitalach, z trudem zwlokłem się z madejowej kanapy przeżyć kulturalnych, aby poświecić krzynkę uwagi innym wydarzeniom.

Pierwsze, które pcha się na myśl, to życzenia świąteczne, jakie złożył w telewizji Państwu i mnie elegancko ubrany Prezes pewnej organizacji. Mówił rzeczowo, pobożnie i z godnością używając słów takich jak Polska, wolność, dobrobyt, przyszłość. Trzy wspomniane wymiary: rzeczowości, pobożności i godności stanowiły gratisowy komunikat pozawerbalny, który odebrałem jako zapowiedź przyszłych lepszych czasów. Upominek świąteczny „Trzy w jednym”, fundowany bezpłatnie przez Prezesa, sprawił mi więcej radości niż Powypadkowe Wiadomości Telewizyjne wszystkich stacji razem wziętych.

Drodzy czytelnicy! Nie absorbujcie sobie nadmiernie głowy świętami, które zamykają się w nawiasach przemijania: przyjdą – odejdą. Są rzeczy ważniejsze ma świecie. Ja w przyszłość patrzę z ufnością, również tę świąteczną. Po podzieleniu się opłatkiem i zjedzeniu kolacji będę czekać na rozmowę ze znajomym chomikiem. O północy będzie już troszeczkę wlany i gotowy do szczerej rozmowy. Jeśli jest ci trudno nawiązać pogodny dialog z ludźmi, porozmawiaj przy choince ze swoim psem lub kotem.

0Shares

Życzenia

Przez trzy dni Świąt Bożego Narodzenia włącznie z Wigilią oferuję Państwu „Tryptyk Zadumy nad Wydarzeniami Niekoniecznie Pobożnymi”. Są to minirelacje opowiadane głównie ustami Wiktora, uważnego obserwatora wydarzeń małych i wielkich, słodkich i gorzkich. Wszystko, co mini, włącznie z majtkami, przywodzi Wiktorowi na myśl raczej pogodne i ciepłe wspomnienia, mnie natomiast kojarzy się w sposób zróżnicowany, czasem bajeczny jak życie w Polsce a innym razem mroczny jak piwniczna izba u Marii Konopnickiej.

Moim Czytelnikom, Ich Rodzinom I Przyjaciołom, składam najserdeczniejsze życzenia Szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia oraz Pomyślnego Nowego Roku, przede wszystkim życzenia zdrowia jak tur, ciepła rodzinnego o temperaturze lata australijskiego, nieskończonej miłości, szczerej dziecięcej radości, milionerskiej pomyślności, sukcesów jak smok, oraz wyrozumiałości i rozsądnej cierpliwości wobec bliźnich i wydarzeń.

0Shares