Pozostałe zdjęcia i wspomnienia z Tajlandii

Piszę spóźniony blog. Postanowiłem umieścić w nim zdjęcia, które mi pozostały. Tajlandia to prawdziwa egzotyka zwłaszcza jeśli zagłębimy się w dominującą religię tego kraju, buddyzm. W hotelu Asia Pattaya znalazłem na stoliku nocnym dwie książki jak już wspomniałem. Jedną z nich pobrałem na komputer; jest ona dostępna bezpłatnie w języku angielskim. Jest to ciekawa pozycja; nie traktuje bezpośrednio o buddyzmie, ale wyjaśnia jego historię, znaczenie, rolę, praktykę.

Teraz zdjęcia. Sporo tego.

 Jeden z wielu klubów Go-Go w Pattaya Transseksualiści z Alcazar w Pattaya

Motyw ze świątyni w Parku Centralnym w Pattaya.

Rodzice nie tracący pociechy z widoku nawet w trakcie posiłku w restauracji. 

Zejście na plażę w hotelu Asia Pattaya

Figurka na balustradzie zejścia.

 

Biała Świątynia, własność prywatna artysty..

1Shares

Dawne stolice Tajlandii: Sukothai (1238-143) i Ayutthai (1350-1767). Kobieca postać Buddy.

Pozostałości świątyń pierwszej historycznej stolicy Tajlandii Sukothai (lata 1238 – 1436) mieszczą się w parku historycznym. Zwiedzamy je na rowerach. Sama przejażdżka po rozległym terenie parku jest frajdą. Idealny dzień, idealna temperatura. Zdjęcia zamieszczam bez większych komentarzy.

Moją uwagę zwraca materiał, z jakiego wykonano wszystkie obiekty: wypalana cegła. Zastanawiam się, czy twórcy tej świątynie nie mieli wyobraźni, aby przewidzieć skutki nietrwałości tego materiału. Teren leży blisko rzeki, w okresie deszczów jest podmokły, mury świątyń są nierówne, często zwichrowane. Doskonałość Buddy dziwnie łączy się z niedoskonałością władców i wykonawców, którzy wierzyli w jego boską doskonałość i pragnęli ją uwiecznić.

To jedyny Budda o wyraźnie kobiecych kształtach, jakiego widziałem w Tajlandii. Jest to metalowy odlew. Musiał go wykonać artysta o miękkich rękach i płynnych ruchach.

  King_Ramkhamhaeng Monument

Why travel to Sukothai? Zainteresowanych przeczytaniem tekstu w języku angielskim kieruję pod link: https://traveloutlandish.com/blog/sukhothai-vs-ayutthaya-ancient-cities-thailand/

Po śniadaniu wyjeżdżamy z Kanchanaburi do Ayutthai, drugiej historycznej stolicy Tajlandii (lata 1350-1767).

Stupy buddyjskie zwane są w Tajlandii chedi. Dla buddystów stupa jest materialną reprezentacją doskonałego oświecenia. Obrazuje przekształcenie wszystkich emocji i żywiołów w oświeconą mądrość i pięć rodzin buddów. Pierwszym etapem budowy stupy jest złożenie pod fundamentem skarbów i przedmiotów odpowiadających jej funkcji. Jeśli stupa ma pełnić np. rolę „strażnika przed złymi siłami” składa się tam oprócz złota czy srebra także białą broń. We wnętrzu stupy umieszcza się relikwie Buddy lub sutry. Buddyści odwiedzają stupy jako symbole obecności samego Buddy, trzykrotne je okrążając zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, aby gromadzić dobroczynne przyczyny karmiczne. (Wikipedia)

 Wiele posągów Buddy zostało pozbawionych głów przez najeźdźców z Birmy poszukujących złota w nich ukrytego.   Wizerunek głowy Buddy wyrzeźbionej w korzeniach drzewa.

.Miniaturowa rekonstrukcja świątyni w Ayuttayi.

3Shares

Dzisiaj jestem pesymistą. Hurtem o Tajlandii.

Po wypiciu trzech mocnych kaw, intensywnym spacerze, obejrzeniu filmu o uzależnieniu od smartfonu i dostrzeżeniu trzech lajków na moim wczorajszym blogu na temat Tajlandii postanowiłem zaprotestować. Powodem jest uzależnienie. W Tajlandii, w samolocie, w hotelu i na ulicy widać tysiące osób uzależnionych od smartfonu. Wiele osób trzyma w ręku to urządzenie i klika, podobnie jak u nas. Takie społeczeństwo łatwo znajdzie sobie drogę do informacji w Internecie przedstawiających inny kraj. Dziś nie powinno się pisać blogów z wycieczki, tylko rzucić hasła i każdy sam znajdzie sobie odpowiednie teksty i zdjęcia do obejrzenia.

Tajlandia jest niezwykła, podobnie jak Indie i inne kraje Azji, ale bardzo zaśmiecona. Ilość śmieci i zaniedbania przerasta moje mieszczańskie polskie i australijskie wyobrażenia. Śmieci raziły mnie w Tajlandii. Przy kanałach prowadzących na targ wodny drzewa i krzewy bujnie rosną i kwitną na naturalnie nawadnianej, żyznej ziemi. W ich otoczeniu stoją domy. Widokowo byłby to raj na ziemi, gdyby nie brud. W miastach setki kabli kłębi się i zwisa żałośnie ze słupów i ścian; chodniki dla pieszych wykonane są jak pułapki, miejskie strumienie i niektóre kanały są mocno zanieczyszczone.

Apel do osób myślących o wycieczce do Tajlandii: Strzeżcie się! Napływa tam coraz więcej turystów z potężniejących gospodarczo Chin, chyba niewiele mniej z Indii. Za kilka lat Tajlandia, tańsza dzisiaj niż Polska, będzie dużo droższa, jeszcze bardziej zanieczyszczona i jeszcze bardziej zapchana ludźmi. Nie jestem dobrej myśli. Tym, czym dzisiaj cieszą się turyści, przyroda, naturalne widoki i pejzaże, będzie ulegać dalszej degradacji. Przewodnik wycieczki wspominał, jeśli go dobrze zrozumiałem, że w minionych stu dwudziestu latach wycięto w Tajlandii osiemdziesiąt procent dziewiczych lasów.

Rzeczywiście, jadąc wiele godzin autobusem na północ od Bangkoku, a potem kilkadziesiąt minut pociągiem wzdłuż rzeki Kwai nie przypominam sobie, abym widział zwartą ścianę lasu, ścianę zieleni, jedynie połcie poszatkowanej przez człowieka ziemi, działki monokultury, jakieś zabudowania. Obawiam się, że piękna już tam nie przybędzie, przybędzie natomiast turystów, wyższych cen, punktów sprzedaży tandety, garkuchni ulicznych, autobusów, śmieci oraz zatrutego powietrza w dużych miastach.

Zmęczyła mnie ta prognoza. Dla odmiany załączam nowe zdjęcia na różne tematy.

Fragment zdobień ściany świątyni buddyjskiej.

.Na targu. Pracownicy przygotowujący kwiaty do sprzedaży.

. Produkty tragowe.

 Też widoczek z tego samego targu.Podobnie jak kot. Ten lepiej się wyeksponował..

 Bogato zaopatrzone stoisko targowe.  Inne stoisko.    Widok z okna pociągu na rzekę Kwai.Most na rzece Kwai.

Na blasze u dołu uliczny sprzedawca oferuje pieczone polne szczury.

Widok z okna pociągu na trasie wzdłuż  rzeki Kwai.

Vicky. Nasza tajska przewodniczka, niepodobna do Tajki.

Ludzie różnie się fotografują ze strażnikiem Wielkiego Pałacu Królewskiego w Bangkoku.

W drodze do Wielkiego Pałacu Królewskiego. Para idąca przede mną była tak nietypowa, że postanowiłem zrobić im zdjęcie. Kobieta w rzeczywistości była jeszcze większa niż widać to na zdjęciu.

Tego rodzaju maszkary zdobią wiele świątyń buddyjskich. Baśń łączy się tam nader łatwo z religią.

6Shares

Wielki Pałac Królewski w Bangkoku – część druga i ostatnia

Czas na zakończenie prezentacji pałacu królewskiego. To ogromny kompleks. Zwiedzaliśmy go w upalny i wilgotny dzień w niekończących się tłumach ludzi. U wyjścia z kompleksu pałacowego niektórzy turyści decydowali się robić sobie zdjęcie ze strażnikiem. Przedstawiam kolejne zdjęcia.

Świątynia Wat_Phra_Kaew. Widok zewnętrzny.

Phra Mondop. Jest to budynek mieszczący bibliotekę, w której przechowywane są święte pisma buddyjskie, zbudowany za czasów króla Ramy I. Drzwi wejściowe pokryte są masą perłową. Czterech wejść do budynku strzegą posągi demonów i mitycznych węży Naga o ludzkich twarzach podarowane królowi Ramie V przez władcę Jawy. Na rogach budynku Phra Mondop znajdują się cztery kolumny przedstawiające insygnia panującej dynastii Chakri. Każda z kolumn otoczona jest figurami białych słoni należących do poszczególnych władców.

  Świątynia Wat Phra Kaew, Garuda kariatydy. Kariatydy Garuda uosabiające postacie ludzi-orłów. Jest ich 112. Otaczają one Świątynię Szmaragdowego Buddy, do którego wolno zbliżyć się tylko królowi.

Prangi Świątyni Wat Phra Kaew. Na wschód od Panteonu Królewskiego znajduje się osiem prangów ustawionych w równych odstępach. Są one pokryte porcelanową mozaiką. Każdy z nich symbolizuje jakiś aspekt buddyzmu: biały symbolizuje Buddę, niebieski Dharma (prawo), różowy Sangha (mnichów buddyjskich) itd.

4Shares

Tajlandia, Bangkok, Wielki Pałac Królewski, Świątynia Wat Phra Kaew, Szmaragdowy Budda i inne cudowności

PS. Będę jeszcze uzupełniać obrazy do tego wpisu.

 Plan kompleksu pałacowego

Wielki Pałac Królewski (pomnik narodowy) w Bangkoku to wielki kompleks budynków. Służył jako oficjalna rezydencja króla Tajlandii od XVIII wieku do połowy XX wieku. Po śmierci króla Anandy Mahidola w Wielkim Pałacu w 1946, król Bhumibol Adulyadej przeniósł królewską siedzibę w inne miejsce.

Kompleks pałacowy znajduje się na wschodnim brzegu rzeki Menam; otoczony jest murem obronnym o łącznej długości 1900 metrów. Teren kompleksu zajmuje powierzchnię 218 400 m². Budowa Wielkiego Pałacu rozpoczęła się w roku 1782, gdy u władzy był król Rama I.

Ważnymi częściami pałacu są: Wat Phra Kaew czyli Świątynia Szmaragdowego Buddy oraz Chakri Mahaprasad Hall, budowla w stylu włoskiego odrodzenia.

Turyści mogą zwiedzać teren kompleksu pałacowego i wybrane budowle. Wstęp na teren kompleksu jest płatny i możliwy tylko w wyznaczonych godzinach i w określonym stroju: w świątyniach tylko bez obuwia, długie spódnice i spodnie, zakryte ramiona).

 Golden Chedi czyli Złota Stupa

Budynki na górnym tarasie pałacu

Golden Kinon Świątyni Wat Phra Kaew

Nok Tantima strzegący Viharn Yod Światyni Wat Phra Kaew.

Wielki strażnik Thotsakan

 Szmaragdowy Budda to mała rzeźba z jaspisu umieszczona w świątyni na dużej wysokości.  Tajowie wierzą, że tak długo jak jest ona w kraju, kraj jest bezpieczny. Jest to skarb narodowy.

 Mural na terenie świątyni. Wyznawcy buddyzmu składający ofiarę  i modlący cię.

5Shares

Tajlandia, Bangkok, Palace hotel, Świątynia Złotego Buddy. Odc 3.

Trzeci dzień podróży, konkretnie 21 stycznia 2019. Jesteśmy zakwaterowani w Palace Hotel w Bangkoku.

Figurka wewnątrz hotelu.

Bangkok to trzecie miasto na świecie o najbardziej zanieczyszczonej atmosferze. Kilka dni później premier w randze generała (rządzi junta woskowa) informował o działaniach rządu mających na celu zmniejszenie zanieczyszczeń powietrza i jego skutków, między innymi o ograniczeniu ruchu po mieście samochodów z silnikami diesla. Także o polewaniu jednej z głównych ulic miasta strumieniem wody z wysokości trzydziestego szóstego piętra. Można i tak walczyć z zanieczyszczeniem powietrza.  

Po śniadaniu w Palace Hotel w Bangkoku zwiedzamy Świątynię Złotego Buddy (Wat Pho zwana też Wat Prachetupon). Odpoczywający złoty Budda ma 46 m długości i 15 m wysokości. Ciekawe są zdobienia jego stóp. Poniższe zdjęcia wykonane zostały w świątyni.

Detal świątynnego dachu.

Postać powyżej to Farang. Tak Tajowie nazywają obcokrajowców.

 Portrety królów Tajlandii można zobaczyć w świątyniach i miejscach publicznych bardzo często.

6Shares

Tajlandia, Kanchanaburi, rzeka Kwai, cmentarz, rynek pływający. Odc. 2.

Dziś mało piszę, więcej ilustruję.

Zwiedzamy Kanchanaburi (w języku tajskim pisze się to กาญจนบุรี), miasto 66 tysięcy mieszkańców położone na Nizinie Menamu, ośrodek administracyjny prowincji Kanchanaburi.

W mieście znajduje się Muzeum Kolei Tajsko-Birmańskiej oraz duży cmentarz zmarłych i zamordowanych jeńców wojennych,

a także słynny most na rzece Kwai,

przez którą przebiega linia kolejowa z Bangkoku do Nam Tok (historyczna kolej tajsko-birmańska o tragicznej historii), fragment dawnej Kolei Śmierci. Idę do końca mostem, i proszę spotkanego tam turystę, jak się okazuje kanadyjskiego żołnierza, o zrobienie mi zdjęcia. Wyglądam na nim jak aptekarz w szelkach sprzedający tanie środki na muchy. Nie wiem dlaczego Bóg mnie pokarał taką niwelowaną facjatą. 

W odległości ponad 20 km od Kanchanaburi znajduje się pływający rynek (floating market), na który zabiera nas szybka łódź motorowa. Sprzedawcy siedząc na łodziach sprzedają swoje towary. Część sklepów jest na stałym lądzie.

 Tędy płyniemy na rynek.

W drodze na rynek ogarnia mnie rozpacz. Nad kanałami stoją domy, przy każdym z nich widać kolorowo kwitnące rośliny. Gdyby tylko trochę odświeżyć te domy, niektóre być może fragmentami odmalować, brzegi kanałów wyglądałoby jak raj na ziemi. Problemem jest potworne śmietnisko: wielkie brudne szmaty zwisające z ogrodzeń, puszki, butelki, opakowania i wszelkiego rodzaju barachło rozrzucone na każdej posesji. To jakieś szyderstwo losu: piękno bogatej przyrody i konstrukcji zniweczone bezmyślnością i lenistwem człowieka.

 

0Shares

Wycieczka, Tajlandia, Budda i Buddyzm, Pattaya. Odc. 1.

Rano obudziłem się już w Polsce ale z głową jeszcze w Tajlandii. Kiedy stało się to, co się stało, mam na myśli ową połowiczność przebudzenia, zrobiłem sobie mocnej kawy i zacząłem snuć wspomnienia. Wspominam bardzo dobrze dwutygodniową wycieczkę do Tajlandii,

 Godło Tajlandii.

przede wszystkim zaś uczestników wycieczki, potrawy bardziej chyba azjatyckie niż tajskie, świątynie Buddy, wspaniale owoce, szczególnie papaję, mango i ananasa, ostatni hotel Asia Pattaya w miejscowości Pattaya, a także dwie książki, jakie znalazłem na stoliku w moim pokoju hotelowym, dzięki którym mogłem zanurzyć się głębiej w buddyzm. To mnie zmieniło tak bardzo, że musiałem uszczypnąć się dwa razy, aby upewnić się, że to ja, kiedy po powrocie do domu zobaczyłem się w lustrze. Tajlandię (i program Bajeczna Tajlandia) wybrałem głównie z powodu zainteresowań buddyzmem, bo to najbardziej buddyjski kraj na świecie.

 Mnisi buddyjscy

Na zdjęciach zamieszczanych na tej stronie zobaczycie mnie w nowym, bogatszym kształcie katolika z rozbudzonymi ambicjami buddysty. Ten pierwszy to osoba głęboko wierząca w Pana Boga oraz rząd, jaki był łaskaw nam zafundować w ostatnich latach, ten drugi, to osoba bardziej zrównoważona, uważniej patrząca na świat bez owych woalek i zasłon, jakie nie-buddystom zaciemniają widzenie siebie i rzeczywistości.

Buddyzm nie jest religią w takim sensie jak katolicyzm, protestantyzm czy islam, z wyraźnie określonym Bogiem i doktrynami wiary. Jako religia buzyzm pojawił się dopiero w kilka wieków po śmierci Buddy. Buddyzm jest bardziej filozofią życia, edukacją na temat, jak żyć. Centralną postacią tej filozofii i wiary jest historyczny Budda Siakjamuni (ok. 563-483 p.n.e., właściwie. Siddhartha Gautama, który doznając oświecenia, stał się Buddą, od którego obecni aspiranci do szczęśliwego życia i przebudzenia oczekują wsparcia. Siddhartha to imię podchodzące od rodziców, Gautama to nazwa rodu (klanu).

Fragment muralu świątyni w Parku Centralnym w miejscowości Pattaya.

Zaskoczeniem było dla mnie forma prezentacji i wyobrażeń religijnych w Tajlandii i w Polsce. Tak jak my, Polacy, a także Europejczycy jesteśmy, oszczędni w prezentacji Boga i Jezusa w naszych świątyniach, gdzie jest niewiele ich obrazów i rzeźb, tak buddyzm jest pod tym względem niezwykle rozrzutny. W każdej świątyni można zobaczyć dziesiątki, jeśli nie więcej, rzeźb, odlewów, obrazów i wyobrażeń Buddy. 

Świątynia w Bangkoku

Dla ilustracji przedstawiam kilka zdjęć ze świątyni w Parku Centralnym w mieście Pattaya, gdzie zostaliśmy zakwaterowani na sześć dni (część pobytowa wycieczki). 

Pozdrawiam serdecznie wszystkie osoby, z jakimi brałem udział w rozmowach, spotkaniach i wędrówkach w czasie wycieczki, także w podróży pociągiem do i z Warszawy. Pozdrawiam także Iwana Iwanowicza, przyjaciela z osiedla, który przypadkiem znalazł się na Tajlandii w tym samym czasie co ja. Iwana Iwanowicza podejrzewam niekiedy, że jest moim sobowtórem, włóczącym się za mną jak cień. Plusem takich sytuacji jest możliwość otworzenia do kogoś gęby, a może nawet i duszy, kiedy czuję się samotny.

Wkrótce dalsze odcinki relacji z Tajlandii.

0Shares

Wycieczka do Egiptu Cz. 6 Przeprawa przez śluzę na Nilu

Statek nazywał się „A. Sara”.

 Statek pasażerski A Sara

W niiedzielę 25 marca późno w nocy przepływamy przez śluzę na Nilu z drodze z Luksoru (starożytne Teby) do Edfu (Idfu).

 Kolosy Memnona

Operacja trwa kilka godzin. Śluza jest tak wąska, że po obu burtach statku widocznego przed nami pozostaje nie więcej niż pół metra przestrzeni. Stoimy, kilku pasażerów, na górnym pokładzie na dziobie i czekamy na wejście do śluzy. Śluza mieści jednorazowo dwa statki. Różnica poziomu wody wynosi siedem metrów. Wieje chłodna bryza.

Pierwsze urozmaicenie: z pachołka na nabrzeżu spada gruba lina cumownicza, marynarze spieszą się, aby jak najszybciej ją zamocować. Nie trwa to długo. Wkrótce od strony lewej burty z dołu, z poziomu rzeki, słyszymy krzyki. W ciemnościach na wodzie ledwie widoczna jest mała łódka z dwiema osobami. Jeden mężczyzna nieprzerwanie wiosłuje, ponieważ rzeka spycha go w tył dosyć intensywnie, drugi wrzeszczy do osób stojących na pokładzie. To sprzedawca, Egipcjanin, zachęcający pasażerów na pokładzie do kupienia strojów egipskich: sukienek, galabiji, koszul wyglądających na nocne i podobne rzeczy. Mówi chyba wszystkimi językami, bo odpowiada na każde zawołanie w dowolnym języku.

Zainteresowanie wykazuje grupka Hiszpanów. Śledzę przebieg ich rozmów, znam hiszpański. Egipcjanin identyfikuje Carlosa, nazywa go Carlo. Rozmawiają krzycząc do siebie. Wkrótce sprzedawca nieproszony rzuca na pokład zawiniątko w plastiku. Trafia bez pudła, choć pokład jest na wysokości kilkunastu metrów nad wodą i jest bardzo ciemno. Potem rzuca po dalsze rzeczy, trafia bez problemów, do obejrzenia i przymierzenia. Rzuca i rzuca, łącznie osiem sztuk. Grupa Hiszpanów liczy chyba też osiem osób. Oglądają, przymierzają i konwersują. Nieprzerwanie trwają negocjacje. Widzę i słyszę to wszystko, jestem tuż obok w odległości kilku metrów. Szlafrok kosztuje 40 Euro, po dłuższych negocjacjach cena schodzi do 5 Euro. Egipcjanin spręża się, negocjuje tanio sprzedaż kilku sztuk pod razu. Carlos przekazuje decyzję zakupu w ręce żony, Marty.

– To ja decyduję o pieniądzach – krzyczy w dół Marta.

Sprzedawca coś jej odkrzykuje, nazywa ją Mardą. Kupuje nie tylko ona, ale i inni Hiszpanie. Wszyscy młodzi i szpuli, jakby niedożywieni, dziewczyny drobne. Ściągają bluzeczki i przymierzają. Potem widziałem, jak paradowali po korytarzu ubrani w długie białe stroje. Taki męski strój jest tradycyjny, sam myślałem, aby go sobie kupić, nazywa się galabija. Ma też inne podobne nazwy.

 Galabija

Do śluzy wpływamy nocą po zejściu z pokładu do kabin pasażerskich.

Michael Tequila, powieść, poezje, opowiadania: https://tinyurl.com/y7cza5nc 

8Shares

Wycieczka do Egiptu. Cz 3: Starożytny Egipt, okresy historyczne i zdjęcia

Właściwa wycieczka zaczęła się w Luksorze, gdzie zamustrowaliśmy się  na statku, aby przez cztery noce i pięć dni podróżować Nilem w górę rzeki w kierunku Asuanu.

Nasi przewodnicy mówiący po polsku: Nagi (po lewej), wyznania koptyjskiego,  i Zienadine (po prawej), wyznania muzułmańskiego. Około 80 % Egipcjan to muzułmanie.

 Sklep tekstylny w Hurghada. Własność pana Gomaa. Kupowałem u niego szale z pashminy na upominki. Właściciel mieszka w Kairze, biznes prowadzi w Hurghadzie. Ma swoją stronę na Facebooku..

Grupa wycieczkowa, głównie Polacy, ale także jedna para z Litwy i jedna z Czechosłowacji.

Zadałem sobie niezbyt udany trud uporządkowania zdjęć świątyń i zabytków egipskich wedle okresów historycznych, w jakich powstały. Różne źródła nawet na samej Wikipedii podają niezbyt zgodne ze sobą dane. Wybrałem jedno z nich, wydawało mi się najbardziej uporządkowane i konsekwentne w prezentacji.

5500 – 3350 p.n.e. Okres predynastyczny

3350 – 3150 p.n.e. Okres protodynastyczny

3150 – 2886 p.n.e. Okres wczesnodynastyczny

2686 -2181 p.n.e. Stare Państwo

2181 – 2133 p.n.e. Pierwszy Okres Przejściowy

2133 – 1786 p.n.e. Średnie Państwo

1786 – 1567 p.n.e. Drugi Okres Przejściowy

1550 – 1085 p.n.e. Nowe Państwo

1085 – 664 p.n.e. Trzeci okres przejściowy

664 – 332 p.n.e. Okres późny

332 – 30 p.n.e. Epoka grecka – dynastia Lagidów

30 p.n.e.–395 n.e. Okres rzymski

Na górnym pokładzie zwanym słonecznym.

Na niektóre „pomniejsze” wycieczki, jak na przykład do wioski nubijskiej, wieziono nas łodzią motorową mieszczącą kilkanaście osób. .

Hotel Royal Star w Hurghadzie, w którym mieszkałem ostatnie cztery dni. Podobał mi się.

 

Zespół świątynny Abu Simbel. Pojechaliśmy tam autobusem, trzy godziny jazdy, wyruszając w drogę z Asuanu o godzinie czwartej rano.

Mniejsza świątynia Abu Simbel poświęcona bogini Hathor.

Główna część świątyni Abu Simbel poświęcona faraonowi Ramzesowi II oraz bogom Ra, Ptah i Amun.

Bugenwilla rosnąca przy drodze prowadzącej bezpośrednio do Świątyni Abu Simbel. To niezwykle piękny i popularny krzew w ciepłym klimacie. W moim ogrodzie w Australii rosła czerwona bugenwilla. To, co widać na krzewie, to nie kwiaty, ale liście które nabierają barwy i wyglądają jak kwiaty. Bugenwilla czyli kącicierń to roślina pnąca z rodziny nocnicowatych, gatunków roślin pnących i płożących wywodzących się z Ameryki Południowej.

Dodatkowym problemem były zdjęcia. Pomysł robienia zdjęć w Egipcie aparatem komórkowym nie był dobry, mimo że mam jeden z nowszych smartfonów (Lenovo K5) i wydawało mi się, że powinien robić w miarę dobre zdjęcia. Wyszła jedna wieka lipa. Dokonałem rzezi, dziesiątkując je. Byłem w tym nieporównywalnie mniej okrutny niż Egipcjanie, którzy wystrzelali kilkadziesiąt tysięcy krokodyli po zbudowaniu Wielkiej Tamy Asuańskiej! Moje zdjęcia zastąpiłem w większości bezpłatnymi zdjęciami wyszukanymi na Wikimedia Commons. Okazałem się być nie tylko zabójczym, ale i pracowitym facetem. Dałem sobie w duchu jednego lajka za ten heroicznie użyteczny czyn. Oto pierwsza seria 10 zdjęć.

3Shares

Podróż do Egiptu Cz 2: Egipska historia RWPG

W trakcie wycieczki mieliśmy niezwykłe szczęście zwiedzić piramidę, nieoznaczoną na żadnej mapie i poznać tajemnicę, o której słyszałem już wcześniej z zaufanych ust. Niestety szczegółów nie mogę ujawnić, gdyż złożyliśmy uroczystą przysięgę milczenia. Jest to tak wielka tajemnica, że nie powierzyłem jej nawet sobie samemu. Powiem tylko, że wydarzenie miało miejsce w pobliżu wioski nubijskiej blisko Asuanu.

Przybyliśmy tam nocą w kompletnych ciemnościach (zwanych egipskimi) na wielbłądach z zawiązanymi oczami. W takiej sytuacji nie można ufać wielbłądom tym bardziej, że podejrzewaliśmy, że są pijane albo na narkotykach, bo miały nierówny chód.

Zwiedziliśmy piramidę sprzed czterech tysięcy lat o kształcie rogatego zwierzęcia, w której uczeni z krajów demokracji ludowej odkryli po II Wojnie Światowej niezwykłą izbę z dostępem świeżego powietrza. Przebywały w niej żywe zwierzęta. Był to wielki byk oraz pięć małych ptaszków. Pytaniem było, jak udało im się przeżyć w dobrym zdrowiu kilka tysięcy lat. Okazało się, że korzystały one z wilgoci skraplającej się na ścianach pomieszczenia, a jeśli chodzi o jedzenie, to ptaszki żywiły się tym, co pozostawił po sobie byk, a byk tym, co pozostawiały po sobie ptaszki. Dało to pomysł założenia RWPG, organizacji mającej na celu przyśpieszenie postępu technicznego, wzrost wydajności pracy i zwiększenie dobrobytu państw członkowskich. Ponieważ korzystałem z tego dobrobytu, piszę o tym wszystkim z wielkim wzruszeniem. Domyślam się, że ptaki odkryte w piramidzie były ibisami.

Dlatego na pamiątkę kupiłem sobie ibisa z onyksu. Zaoferował mi go z zaskoczenia za jednego dolara pewien Egipcjanin, po czym przekonał mnie, że rzeźba wart jest trzydzieści dolarów, co w końcu drogą wzajemnej łagodnej perswazji (niezwykle cywilizowanej, bo bez przekleństw), sprowadziliśmy do dziesięciu dolarów, czym uszczęśliwiliśmy siebie nawzajem. Korespondujemy teraz ze sobą, planując założyć Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Egipskiej im. Ptaka Ibisa.

Michael Tequila, powieść, poezje, opowiadania: https://tinyurl.com/y7cza5nc 

10Shares

Wycieczka do Egiptu. Cz 1: Wioska nubijska, wielbłąd i hodowla krokodyli.

Już w pociągu z Warszawy do Gdańska przystąpiłem do przygotowania opisu pierwszego fragmentu mojej dwutygodniowej wycieczki do Egiptu. Podjąłem to z energią wielbłąda, który usiłował zrzucić mnie na ziemię w wiosce nubijskiej, jaką zwiedzaliśmy w czasie podróży statkiem po Nilu. Mimo, że na imię miał Rambo, był dziewczyną, ciemniejszą niż inne wielbłądy i bardziej włochatą. Rambo miała rozmiar kopyta 66 i rzęsy dłuższe i bardziej zalotne niż najpiękniejsze kobiety, jakie śnią się mężczyznom w Egipcie po nocach. Była pieszczochą; zamiast patrzeć pod nogi, aby dowieźć mnie bezpiecznie do celu, kładła kudłaty łeb na kolana jadącej przede mną pani.

Siodło na wielbłądzicy było tak umieszczone, że przechylałem się nadmiernie do przodu, w związku z czym dla utrzymania równowagi wychylałem się do tyłu. Poganiacz wielbłądów zauważył widocznie moje cierpienie, gdyż podszedł i życzliwie sugerował mi przesunięcie się jeszcze bardziej do przodu. Ani z nim ani z wielbłądem nie doszedłem jednak do porozumienia. Na szczęście podróż karawany wkrótce skończyła się, gdyż przybyliśmy do wioski.

Szkoły figurującej w programie zwiedzania nie udało nam się obejrzeć; była zamknięta z powodu wyborów prezydenckich. Przez metalowy fragment bramy obejrzałem tylko duże zdjęcie obecnego prezydenta Egiptu w charakterze kandydata na nowego prezydenta. Podobał mi się, też głosowałbym na niego, zwłaszcza jak pomyślę o innym, lepiej mi znanym prezydencie, który nie wygląda tak poważnie jak ten egipski.

W wiosce zwiedziliśmy typowy dom nubijski, powierzchnia na oko 300 m kwadratowych, pokoje elegancko wysypane drobnym żółtym piaskiem, ciepłe. Dach był z liści palmowych, pod nim obracał się wentylator. Na ścianie namalowany był wielki słoneczny obraz z wodą i drzewami. Na stole pojawiła się przekąska, był to chleb domowego wypieku, obok stały miseczki z miodem.

W programie wycieczki była też hodowla krokodyli. Miała ona postać jednego krokodyla, długości około 90 cm, umieszczonego wewnątrz domu w dużym zlewie. Krokodyl miał podwinięty ogon i wazową łyżkę wody przed pyskiem. Zwierzak nie ruszał się, ale żył. Poznałem to po tym, jak łypnął na mnie okiem; wydawało mi się, że porozumiewawczo. Nie wiem, czy go dobrze zrozumiałem. On milczał, to i ja milczałem. Na wszelki wypadek nie podałem mu ręki na powitanie, niepewny, czy właściwie zrozumiałby gest przyjaźni polsko-egipskiej.

Potem gospodyni wniosła drugiego krokodyla, właściwie krokodylka, miniaturkę długości 30 cm. Uczestnicy wycieczki podchodzili i brali go na ręce, zwłaszcza panie, które mają w dłoniach więcej pieszczot. Nawet córeczka gospodyni wzięła krokodylka na ręce. Dzieci mają w sobie tyle miłości.

Było gorąco, piaszczyście, w sumie bardzo fajnie. Wioska nubijska podobała mi się. Po raz pierwszy zapragnąłem być Egipcjaninem.

Pozdrawiam serdecznie uczestników wycieczki oraz osoby zainteresowane podróżą do Egiptu.

0Shares