Życzenia Wielkanocne

Postanowiłem popełnić dzisiaj, w przeddzień Wielkanocy, blog radosny, równie okolicznościowy jak makaron czterojajeczny, który tym różni się od dwujajecznego, że zawiera tę samą ilość jajek.

Z okazji Świąt Wielkanocnych składam moim Czytelnikom i Czytelniczkom najserdeczniejsze życzenia, a w szczególności:

  • Nienasyconym jajecznie – jaja strusiego, odpowiednika 27 jaj kurzych.
  • Facetom bez jaj – kopy jaj lub żony z charakterem. Ktoś w domu musi przecież nosić spodnie.
  • Kangurom i kanguropodobnym – większej torby na zakupy wielkanocne.
  • Przeklinającym brzydkimi wyrazami „kurza twarz” – nauczenia się przekleństw godnych mężczyzny.
  • Czującym wielkanocną suchość w ustach – wiosennego deszczu za oknem.
  • Jajogłowym – kwadratowej głowy lub otwarcia w pobliżu sklepu ze stosownymi kapeluszami.
  • Osobom z problemami – pomysłów typu „Jajko Kolumba” lub miecz do przecinania węzłów gordyjskich.
  • Mężczyznom-kogutom – seksownych kur domowych lub zmiany znaku horoskopu chińskiego na poważniejszy.
  • Powagi – tym, którzy robią sobie jaja ze wszystkiego.
  • Kurom – okolicznościowego złożenia pisanek ekologicznych oraz uznania historycznego pierwszeństwa jaja.
  • Jajom – uznania historycznego pierwszeństwa kury.
  • Politykom – zakończenia wkurzającej wszystkich wojny polsko-polskiej.
  • Istotom jajorodnym – rozważenia innej opcji przychodzenia na świat.

IMG_20120926_070725

Wszystkim zaś, bez względu płeć, przynależność, poglądy, zboczenia i stosunek do świąt i jaj, życzę pięknej pogody, dobrego samopoczucia oraz szczerego i pełnego pojednania z sobą, bliźnimi i losem.

PS. Struś i kangur to jedyne zwierzęta, które nie umieją chodzić do tyłu. Kangurowi się nie dziwię, ale struś? Strusiowi też nie, bo w razie problemu może schować głowę w piasek.

 

 

 

Andrzej Stasiuk, pisarz. Co z nim?  

Uczestniczyłem dzisiaj w spotkaniu z Andrzejem Stasiukiem. Przeczytałem wcześniej na Wikipedii jego życiorys. Bardzo znany i zasłużony dla literatury i kultury polskiej pisarz. Zabrałem ze sobą jego książkę „Wschód”, otrzymałem ją na imieniny w upominku, podpisał mi. Ucałowałem jego autograf i zalałem się łzami. Może i zrobiłbym to, gdyby jej autor był w lepszej formie w czasie spotkania.

Po niedawnym spotkaniu z Katarzyną Bonda, znaną autorką kryminałów i dzisiaj z Andrzejem Stasiukiem, bardzo znanym pisarzem, porównałem ich sobie Australijczykami. W Adelajdzie też uczestniczyłem w spotkaniach z pisarzami. Wypadli oni korzystniej. W moim odczuciu byli bardziej otwarci w kontaktach z publicznością, bardziej zaangażowani, chętni do rozmowy, bardziej sympatyczni.

Pan Stasiuk stwarzał wrażenie, jakby był zmęczony albo znużony pytaniami, jakie mu zadawano. Dużo jeździł na Wschód, Rosja, byłe republiki radzieckie, Ukraina, Azja. Zapytany, jak widzi różnice miedzy Rosjaninem i Ukraińcem, oświadczył coś w rodzaju, że nie posiada takiej wiedzy, albo że nie czuje się kompetentny mówić na ten temat.

Jeździł prawie wyłącznie na wschód i na południe od Polski. Napisał w związku z tymi podróżami kilka książek. Lubi przestrzenie, kultury i ludzkie losy. Zapytałem go, czy nie miał chęci zwiedzić Ameryki Południowej i Środkowej. Tam też są ogromne przestrzenie, bogate kultury i przebogata literatura. Nie, nie miał takiej chęci. Był tylko raz w Stanach Zjednoczonych, lecz chętnie pojechałby tam ponownie. Pomyślałem, że nie czułby się dobrze w Ameryce Południowej ze względów językowych, jeśli nie zna albo zna słabo język hiszpański i angielski. To drobny szczegół, który być może lepiej określa motywacje podróży niż inne względy. To jest oczywiście moja spekulacja. Ale myślę, że jest w tym trochę prawdy.

Tak czy inaczej, ta i inne odpowiedzi pisarza wzbudziły we mnie sceptycyzm, co do autentyczności jego kontaktów z audytorium. Szczerość, otwartość, naturalność dają się wyczuć, wydają mi się wspaniałą cechą u autora czy autorki, którzy są także ludźmi. W wymienionych zachowaniach jest prawda i autentyczność, taka sama jak w pejzażach, dzieciach, zwierzętach i przyrodzie. Coś, co ujmuje, zjednuje i cieszy.

U wielu Polaków wyczuwam prawie nieuchwytną sztuczność, jakiś łagodny albo i nie łagodny rodzaj nadęcia, nienaturalność, nawet arogancję. Coś w rodzaju: Co ja będę z wami rozmawiać!? Już tyle razy mnie o to pytano!

Być może, kiedy jesteś już bardzo popularny, nie potrzebujesz więcej uznania i uwagi bliźnich. Temat godny ujęcia w powieści.

Pytanie: Gdzie zamieszczać opinie o książce i jej autorze?

A. Na stronach księgarni internetowych, zwłaszcza tych większych.

B. Na poważnych portalach pisarskich, literackich i czytelniczych:

www.lubimyczytac.pl

http://liternet.pl

http://portalliteracki.pl

www.granice.pl

www.portal-pisarski.pl

Hura na sieć księgarską

Obudziła mnie wiara w nadzwyczajną moc ducha autorskiej przedsiębiorczości.

– Kto mnie kupuje i czyta? – Zadałem sobie pytanie, sprawdziłem fakty i oto pierwsze wyniki: wysoki funkcjonariusz sklepu Biedronka, wciąż pracujący inżynier-emeryt, młodzieńczy posiadacz wnuczka o nadzwyczajnym talencie szachowym, przemiła pani rehabilitantka, przedsiębiorczy mężczyzna ze znajomością kapuery, uśmiechnięta ekspedientka ze sklepu delikatesowego oraz specjalista od mass mediów.

Z radością stwierdzam, że są to bez wyjątku osoby inteligentne i przemiłe, zamieszkujące różne miejscowości w Polsce, jedna nawet w Brazylii. I nie jest to wymyślone wazeliniarskie stwierdzenie, lecz żywa prawda jak w przysłowiu: „Amicus Plato, sed magis amicus veritas”.

Poświadczając ją kieruję pod adresem nabywców mojej powieści serdeczne „Bóg zapłać!”. Jest to ekonomiczna forma dziękczynności, bardzo użyteczna; płatnikiem jest pan Bóg, nie osoba dziękująca. Korzystając z niej stawiam się na równi z biskupami oraz księdzem profesorem Oko, którego miłość bliźniego jest wręcz porażająca. O skali swej miłości do Boga być może nie ma pojęcia nawet on sam. Ja w każdym bądź razie o niej nie słyszałem.

Zdobyłem już bastion księgarni internetowych, mam namierzone dwie twierdze księgarni stacjonarnych, niezwyciężony pozostaje tylko Empik. To mnie smuci, a także trochę gniewa, które to uczucie zapożyczam od Władimira Władimirowicza ze Wschodu. Tak jak on postanowiłem nie poddawać się.

Rozmawiałem już w salonie Empiku na temat spotkania autorskiego, reakcja była życzliwa, lecz warunkiem organizacji spotkania jest zakup mojej powieści przez Empik.

Wierzę, że jest to możliwe stymulując niejako od „dołu” zainteresowanie zakupem. Chodzi o to, aby większa ilość osób skierowała do Empiku pytanie o powieść „Sędzia od Świętego Jerzego”, kiedy i gdzie będzie dostępna np. w stacjonarnych księgarniach (salonach) czy w księgarni internetowej. Zwracam się w tej sprawie do czytelników oraz do przyjaciół, znajomych i rodziny.

Jeśli zechcecie Państwo pomóc, to proszę:

  1. Wejść bezpośrednio na http://www.empik.com/pomoc/kontakt (lub na adres sklepu internetowego empik.com a następnie odszukać i kliknąć na ikonkę (napis) „Kontakt’ znajdujący się u samiutkiego dołu po prawej stronie sklepu internetowego, co otworzy formularz kontaktowy.
  2. Kliknąć na „Wybierz” (w malutkiej ramce). Otworzy się lista.
  3. Kliknąć na „Pytanie o produkt”. Otworzy się lista.
  4. Kliknąć na „Sprawdź dostępność”. Otworzy się formularz kontaktowy.
  5. Wypełnić formularz pytając o powieść „Sędzia od Świętego Jerzego”
  6. Kliknąć na „Wyślij” u dołu formularza..

Przetestowałem pytanie i otrzymałem odpowiedź ze sklepu internetowego Empiku, że nie jest im znana decyzja firmy w tej sprawie. Decyzja zależy od Centrali, a konkretnie od bliżej niezidentyfikowanej osoby lub osób określających, co kupić a czego nie kupować.

Decyzja zakupu powieści przez wielką sieć księgarską to prawie szekspirowskie wyzwanie „Być albo nie być” dla autora rozwijającego skrzydła spóźnionego talentu. W sprawie autopromocji idę w ślady Balzaka, Stendhala, George Simenona, Ernesta Hemingwaya i innych wybitnych pisarzy, którzy aktywnie zabiegali o względy Czytelników.

Program moich spotkań autorskich w Gdańsku:

12 marca 2015, godzina: 18.30. Biblioteka Publiczna Filia nr 44, Ul. Wyrobka 5A, Gdańsk-Morena, tel. 58 348 70 06. Temat: Duchowa podróż do Indii i Nepalu. Program: Prezentacja slajdów i wspomnienia z Indii i Nepalu, pokaz nepalskiej misy muzyczno-leczniczej (musical and healing bowl), prezentacja krótkiego opowiadania „Hanuman, Bóg-Małpa”, dyskusja.

16 kwietnia 2015 godzina. 18.30. Spotkanie autorskie. Biblioteka Morena, Ul Wyrobka 5A, 80-288 Gdańsk, tel. 58 348 70 06.

24 kwietnia 2015 godzina. 18.00. Spotkanie autorskie. Biblioteka Manhattan, al. Grunwaldzka 82, 80-244 Gdańsk-Wrzeszcz, tel.: 58 500 00 80.

 

Polska. Nieliczni zbuntowani. Część 1.

Tytuł blogu jest zmodyfikowanym zapożyczeniem z książki: „Indie. Miliony zbuntowanych.” autorstwa V.S.Naipaul’a, rzeczy godnej czytania i przeczytania. Jeśli ktoś ma choć cień wątpliwości, że życie w Polsce jest dobre i dostatnie, to po przeczytaniu tej książki dozna oświecenia i zacznie całować się po nogach z radości, że mieszka w tym kraju. Ja robię to od dawna, choć mieszkałem w Australii.

images (1) Podróże.Onet.pl Indie

 

 

 

 

 

Do wyrzucenia z siebie wszystkiego, co dobre i co złe, a zła jest wiele, gdyż jest ono oburzeniem na to, że świat nie jest taki, jak chciałbym, aby był, skłonili mnie synowa Pudźiarego, rozmowa z Czytelnikiem oraz moje własne zbuntowane ego.

Synowa Pudźiarego poinformowała mnie, że Premier Tusk mówił o znaczeniu i możliwościach objęcia przez Polaków wysokich stanowisk w Unii Europejskiej. Tekst wypowiedzi podobno nie był skomplikowany, tym niemniej nie miała ona wątpliwości, że nie zostałby zrozumiany przez więcej niż 10 procent polskich obywateli. Chyba wie, co mówi, bo jest nauczycielką, osobą świadomą procesów myślowych zachodzący w jej głowie i wielu innych. Ma do czynienia z dziećmi i rodzicami. Uparłem się razem z nią, że to założenie jest prawdziwe.

Wkrótce, jak po podsłuchu, zjawił się na skrzydłach Czytelnik, Czytelnik I i Czytelnik II, zapewne jeden, ale w trzech osobach i dodatkowo sprowokował mnie do niechętnego podsumowania, jacy jesteśmy jako społeczeństwo. Nie wypadło to dobrze.

Jesteśmy zbiorem mieszanym ludzi dojrzałych jak i prostaków, prawdopodobnie ani lepsi, ani gorsi od innych nacji. Z analiz specjalistów wynika, że wielu ludzi w Polsce czyta, jeśli już zdobędzie się na ten wysiłek (i nie chodzi tu o ulotkę o świeżych produktach piekarniczych, lecz coś bardziej znaczącego) i nie rozumie tego, co czyta. Nie znaczy to, że się nie wypowiadają, wręcz przeciwnie. Wszyscy mówią jak najęci. Ja jestem raczej wyjątkiem, bo głównie piszę (co nie znaczy, że nie nawiedza mnie od czasu do czasu pierwsza przypadłość).

Jest to wątpliwe dobrodziejstwo demokracji. Wszyscy jesteśmy równi i wszyscy jesteśmy wolni. Możemy myśleć, mówić i pisać, co nam ślina na język przyniesie. Prawda jest prosta. Z myśleniem jest źle, z pisaniem jest już trochę lepiej, bo podobno dzisiaj piszących jest więcej niż czytających, z mówieniem jest najlepiej. Wystarczy trochę śliny, która jest smarem czyli substancją do oliwienia poruszających się mechanizmów, język, który służy artykułowaniu mowy (rzadziej jej finezyjnemu smakowaniu) oraz oczy wzniesione w górę, nie w kontemplacyjnej szczerej modlitwie, lecz w poszukiwaniu pomocy Najwyższego w doborze odpowiednich słów. Myśli, stojących za słowami, nie ma potrzeby dobierać, gdyż same pchają się ku wyjściu jak słoma w sieczkarni.

C.d. nastąpi jak amen w pacierzu.

Podziękowanie dla Czytelników i zapowiedź wydawnicza

Serdecznie dziękuję wszystkim Czytelnikom i Czytelniczkom za zapisy na blogu. Dzisiejsze notowanie pokazuje 3460 subskrybentów. 18 stycznia br. zapisanych było zaledwie 1555 subskrybentów (po ponad dwóch latach istnienia blogu). Zapisy pędzą do przodu jak koń wyścigowy, który ostatnio nieoczekiwanie przegonił samego siebie o kilka długości.

Liczba subskrybentów to miara popularności, jaką cieszy się moja twórczość pisarska. Konsumuję tę statystykę na śniadanie, obiad i kolację. Piszę to szczerze. Jest to pożywienie o wiele bogatsze i zdrowsze niż tradycyjne pokarmy, od których tylko brzuch rośnie. Duży brzuch może być miarą sukcesu jedynie kobiety ciężarnej i chińskiego mandaryna. Mandaryn przyjmujący petenta

Dla informacji Państwa, już za kilka miesięcy ukaże się w druku moja powieść „Sędzia od Świętego Jerzego”. W formie elektronicznej jest ona już dostępna w księgarni internetowej Virtualo. Po prawej stronie ekranu na stronie głównej znajduje się link do powieści. Jest ona obszerną alegorią i niekoniecznie wydumanym obrazem polskiego społeczeństwa i sceny politycznej.

Wyznanie Anonima

Jest to blog jubileuszowy, setny. Uznałem, że powinien być inny, zawierać w sobie symbolikę i ujawniać coś osobliwego.  Dedykuję go w szczególności blisko 400 subskrybentom mojego blogu, których liczba nieprzerwanie rośnie.

xxxxx

Na wyniosłej skale pojawił się Anonim w odświętnym stroju: krótkich spodenkach, czerwonej przewiewnej koszulce z długimi rękawami i ulubionych skórzanych sandałach na gołych stopach. Cenił sobie prostotę i elegancję. Dolina w dali jaśniała i jarzyła się setkami postaci. Anonim przychodzi tu co kilka dni, aby dzielić się rzeczywistością i fikcją, które sam przeżywa lub wymyśla, a które kryją w sobie ziarenka prawdy. Takie są jego pragnienia i ambicje, los i przeznaczenie.

Stoi i patrzy na zgromadzoną w oddali rzeszę istot. Wie, że każda z nich ma swoje imię, twarz i miejsce w społeczeństwie. Ma wrażenie, że chcą mu coś zakomunikować. Domyśla się tego po ich niewyraźnych twarzach. Chciałby, aby mu powiedzieli, co ich cieszy, co męczy, czego poszukują i pragną, i czy on może im pomóc. Oni jednak zahartowali się w milczeniu.

Przypatrując się bliżej zauważa, że ręce mają spętane a usta zaklejone taśmą. Każda z postaci jest inna, jednakże wszyscy wyglądają jak postawne i urodziwe rodzeństwo syjamskie, zarówno kobiety jak i mężczyźni. Wszyscy sa piękni, tylko dziwni.

Przed zgromadzenie wybiegają trzy małpki. Grają teatr symboliki zamknięcia. Przed nimi siedzi na zydelku postać o rysach Chińczyka i naciska guziki na urządzeniu sterującym wielkim ekranem w głębi równiny. Pojawiają się kolejno słowa: Mają oczy, a nie widzą. Mają uszy, a nie słyszą. Mają usta, a nie mówią.

To wszystko jest takie paranoiczne – myśli Anonim i pogrąża się w zadumie nad losem człowieka Przymusowego Odosobnienia. Dlaczego ci ludzie milczą? – zadaje sobie pytanie, które regularnie nagie jak rajska Ewa nawiedza go porą nocną.

Rzadziutko, jak zupa ugotowana na siekierze i jednym ziemniaku, jakaś postać wyrwie się przed nieruchomy szereg, aby po kryjomu przy świeczce wystukać w pośpiechu na klawiaturze komputera skromniutki przekaz. Niepokój maluje się wtedy w oczach desperata w poczuciu nieposłuszeństwa wobec tłumu i obnażenia własnej duszy.

Jak i dlaczego ci ludzie dyscyplinują się, aby milczeć? – otaczająca cisza zadaje pytanie Anonimowi. W odpowiedzi zjawia się na wielkim ekranie obraz omotanej strachem postaci.

Ekran komputera przez Anonimem pokazuje płeć, wiek i miejsca zamieszkania osób zebranych na wiecu milczenia. Wie o nich dużo, nie znając ich w ogóle. Głowa Anonima pochyla się w zadumie. Na przestrzeni kilku lat zdążył już lekko przygarbić się w służbie niemej społeczności. Usiłuje odgadnąć ich intencje i pragnienia, lecz ich uczucia, myśli i słowa pozostają w ukryciu osobliwej zmowy milczenia.

Anonim nie czuje się jednak samotny, gdyż spamerzy nie próżnują. Często do niego piszą: Masz taki oszałamiajacy blog. Ciekawe, że robią to w języku angielskim tam, gdzie wszystkie teksty pisane są po polsku. Ci spamerzy też są dziwni i pełni poświęcenia. Promują nieprzerwanie dobrobyt i szczęście jednostki w oryginalnych hasłach: „Buy Viagra” albo „Our steroids are the best”. Szkoda, że nie rozumiem ich chemicznego języka i muszę ich wykasowywać – wzdycha Anonim, który pragnąłby przychylić nieba australijskiego wszystkim spragnionym słońca i gorącego piasku na plaży. Zarzuca tę myśl, kiedy głos przepitego sumienia chrypi mu do ucha: Droga do piekła jest wybrukowana dobrymi intencjami.

 

Prywatne lekcje pisania opowiadań. Część 2.

Druga wersja opowiadania „Izabella i Królowa” zachowała te same postacie, zmieniony został natomiast charakter ich interakcji. Usunąłem elementy parodystyczne, wyśmiewające słabości monarchini, te, w których na przykład żartuje ona na temat swojej i nie tylko swojej rodziny. I ta wersja nie okazała dostatecznie dobra, ponieważ opowiadanie straciło pierwotny charakter nie nabywając nowego, lepszego. Powstała nowa jakość, ale tak problematyczna, że zrezygnowałem i z tej wersji opowiadania.

Trzecia wersja, która dopiero teraz dojrzewa, budzi we mnie raczej pozytywne odczucia. To dobry znak. Mam poczucie, że zmierzam we właściwym kierunku. Zmieniłem tytuł na „Izabella i Księżna” oraz charakter postaci księżnej, która w poprzednich wersjach była królową. Powstaje historia przypadkowego spotkania dwóch kobiet, które łączy ze sobą jedno pewne pragnienie, z którego nie zdają sobie sprawy (przynajmniej na początku).

Przed stworzeniem trzeciej wersji przygotowałem opisy dwóch głównych postaci, ich pełną charakterystykę. Jest to podejście zalecane przez pisarzy, którzy mają „wypracowane” metody pracy, sukcesy publicystyczne i nieraz prowadzą zajęcia z zakresu twórczości pisarskiej. Przygotowanie opisów głównych postaci oznacza dla autora dodatkową pracę, ale tez daje niemałe efekty. W trakcie pisania opowiadania jestem w stanie dużo lepiej wczuć się w opisywaną postać; rozumieć jej charakter, przeszłość, słabości, ambicje, sposób zachowania, wygląd itp. Dialogi i akcje z udziałem takich postaci stają się bogatsze, prawdziwsze, bardziej przekonywujące. Postacie, które sobie wcześniej stworzyłem, zbliżyły mnie do rzeczywistości opowiadania. Czuję się tak, jakbym pisał o osobach, które dobrze znam. Mam nadzieję, że czytelnicy dostrzegą i docenią walory opowiadania, wyrosłego na błędach, uczeniu się, wytrwałości i solidnej pracy autora.

Pisarze, tłumacze i czytelnicy czyli horror w łagodnej formie

Każdy z nas lubi czytać. I czyta. Ci, którzy umieją jeszcze pisać, piszą, również o tym, ile społeczeństwo czyta. Wydaje im się, że czytelnicy to tylko ci, co czytają książki. A przecież jest tyle innych tekstów godnych czytania: reklamy w gazetach, nalepki z opisami produktów w supermarketach, hasła w szaletach publicznych reklamujące znawców anatomii i miłości, kolorowe napisy w McDonaldzie, gdzie litery są takie jak w gazecie za to kanapki na zdjęciu obok są 6 razy większe i piękniejsze niż te rzeczywiste, godziny przyjazdów i odjazdów autobusów, grafitti. Mógłbym wymieniać znacznie dłużej, ale nie miałbym czasu na czytanie. Podsumuje więc tylko: z czytaniem nie jest tak źle. Jeszcze lepiej ma się pisanie i tłumaczenie.

Zanurzyłem się dwa dni temu w literaturę kobiecą, aby zrozumieć coś niecoś z pasji literackiej kobiet piszących dla Wydawnictwa Harlequin, i tych, które je czytają. Zacząłem czytać Harlequin Special „Sezon na randki” autorstwa trzech pań: E. Bevarly, T. Kelleher i M. Leo. Z trzech opowiadań zachwyciła mnie już pierwsze „Bilet w jedną stronę” tak bardzo, że nie będę mieć czasu na czytanie pozostałych.

Po dwóch – trzech stronach doszedłem do wniosku, że w grę wchodzi potężna kombinacja sił: kobieta-pisarz, kobieta-tłumacz, kobieta-czytelnik. Ponieważ zabawiam się w krytyka literackiego, powinienem wyjaśnić od razu, że atrakcyjność opowiadania tkwi nie tylko w języku i stylu autorki, ale prawdopodobnie i w sposobie tłumaczenia angielskiego oryginału na polski. Nie znam oryginału, lecz przyznałem sobie prawo stwierdzenia, że tłumaczka Aleksandra Komornicka dosyć swobodnie tym razem potraktowała swoją pracę. Przytoczę kilka próbek:

Tess Truesdale, założycielka i naczelna redaktorka superatrakcyjnego magazynu „Tess” dla superniegrzecznych dziewczynek, pławiła się w rozproszonym blasku światła. Siedziała za biurkiem z nierdzewnej stali …gdy dwie inne osoby w gabinecie wierciły się na wintagowych* krzesłach.

Gwiazdka przy „wintagowych„ prowadzi do wyjaśnienia: Vintage – rzeczy z przeszłości; ubrania dodatki, meble, które przezywają druga młodość (przy. Tłum.). Sam jestem tłumaczem i zachwyciłem się prostotą podejścia do tłumaczenia. Nie znasz obcego wyrazu – przetłumacz go przekręcając jego angielską formę na polską i wyjaśnij opisowo, co to znaczy. Zilustruję to własnym przykładem: „He had an egg for breakfast” możnaby przetłumaczyć: „Miał egga na śniadanie” (bardziej wyrafinowane tłumaczenie: „Zjadł egga na śniadanie”) a następnie wyjaśnić, że „egg” to „produkt kurzany sprzedawany powszechnie w opakowaniach po 12 sztuk, kształtu owalnego, łatwo tłukący się”.

„Nigdy wzornictwo duńskie nie było takie industrialne”. Tutaj przydałby się przypis tłumacza, że industrialny należy rozumieć jako „przemysłowy” na przykład „wzornictwo przemysłowe”.

W tekście jest wiele perełek pretensjonalności, swobody skojarzeń, beztroski języka i tłumaczenia. Przytoczę pierwsze z brzegu: „…śmiech i zadowolenie były niemożliwe z czysto fizycznych powodów”, „Naprawdę było w tym coś z karmy”, „Olympia była „chałupą” w Southampton, należącą do Tess i jej trzeciego męża, Spirosa Andreopolisa, multimiliardera, właściciela zbiornikowca”.

Ten multimiliarder to ciekawy typ. Jest właścicielem zbiornikowca. Można podejrzewać, ze facet udaje Greka i mając tyle fur pieniędzy ma tylko jeden zbiornikowiec, który zasłużył na wyróżnienie ze strony autorki. Multimiliarder jest jednak oddanym mężem skoro autorka pisze w następnym zdaniu: „Spiros robił mi masaż stóp nowym preparatem Kiehlsa, o którym pisałyśmy w ubiegłym miesiącu, ja zaś sączyłam boski koktajl pod cudowna nazwą Perfect Cosmopolitan.”

Literatura opowiadania nastroiła mnie optymistycznie. Umocniłem się w przekonaniu, że nie święci garnki lepią. Przetłumaczyłem to sobie na język polski: Chłopie, pisz! I ty masz szansę być publikowanym!