Rysio Czarnecki przemówił mi do rozumu

Spałem, kiedy obudził mnie głos posła uniwersalnego, wszechobecnego, czyli Rysia Czarneckiego. Widziałem go kiedyś w stroju sportowym, przy rowerze. Też dobrze wyglądał. Chłop pracuje jak dwa Herkulesy, dwoi się i troi, raz widzę go w Warszawie, innym razem w Brukseli, jeszcze innym w Strasburgu.

Przemówił mi do rozumu, wyjaśniając historię prezydenta Macrona, który odwiedził wszystkie kraje Europy Wschodniej z wyjątkiem Polski i Węgier. – To bardzo dobrze dla nas – powiedział Rysio. – Macron boi się Polski. Gdyby nas zaprosił do wspólnego stołu z innymi Wschodnimi Europejczykami, to wszyscy oni przeszliby na stronę Polski i Francja pozostałaby osamotniona jak palec, a wiadomo, jak palec u nich się kojarzy. Wtedy i Niemcy przeszłyby na naszą stronę i Francja jeszcze bardziej byłaby osamotniona, bo za Niemcami przeszłyby na naszą stronę pozostałe kraje, nie mające tej prężności, mądrości i odwagi, jaką wykazujemy walcząc z Unia Europejską. Przykład skutecznej walki? Wytniemy Puszczę Białowieską co do krzaczka i mogą nam nagwizdać! Zdusimy ich jak kurczaka naszymi odważnymi decyzjami. Ich, znaczy się Unię Europejską. Kiedy to już się stanie, obejmiemy w niej przewodnictwo i wtedy Niemcy będą u nas chodzić na pasku, a Francuzi nauczą się od nas w końcu jeść widelcem, bo oni wciąż tego nie umieją. I nic nie rozumieją. Na szczęście my mamy rozumny rząd przed sobą i mądrą część narodu za sobą, tą, która nas popiera. Znaczy się Suwerena. – A reszta? Reszta to ludzie pośledni, zagubieni we mgle niewiedzy, buntujący się, nie rozumiejący potrzeby podporządkowania wszystkiego rządowi, scentralizowania i mądrego rządzenia. To najkrótsza droga do ogólnego szczęścia.

Lubię słuchać Rysia Czarneckiego, fantastycznie przemawia do rozumu. 

Poufne rozmowy prezydenta Trumpa w Polsce. Cz. 1.

Na jaw wyszły ostatnio szczegóły poufnego spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Prezydentem Trumpem w dniu jego słynnego przemówienia na temat dziejów Polski. Mężczyźni zwracali się do siebie per „Mr President". Był tu pewien niuans językowy, ale tłumacz rządowy rozwiał go bardzo szybko: „Prezes” w języku polskim znaczy dokładnie „President” w języku angielskim.

Podjęto ważne zobowiązania. USA dostarczy Polsce gaz ziemny, pociski Patriot oraz będzie udzielać stałego poparcia idei Międzymorza z Polską w roli przywódcy. Podkreślono korzyści: dostawy gazu radykalnie zmniejszą zależność Polski od Rosji, a Międzymorze od Unii Europejskiej. President Kaczyński podkreślił, że pociski Patriot dobrze mu się kojarzą.

– Jesteśmy patriotami, nie wpuszczamy obcych do Polski. Mamy piękną tradycję.

President Trump powiedział a propos tradycji, że jest on spokrewniony ze znanym polskim rodem. President Kaczyński zainteresował się.

– Przestudiowałem drzewo genealogiczne. Mój dziadek wywodził się ze słynnego rodu Bufonów.

President Kaczyński nie pamiętał tego rodu. – Bardzo żałuję. – Wyjaśnił.

Dziękując za możliwość wystąpienia w Warszawie, president Trump wyjaśnił, że nie wspomniał roku 1989 w swoim przemówieniu, ponieważ ta część polskiej historii była dla niego niejasna. – Najważniejszy był wtedy Lech, ale chyba nie ten, o którym myślałem. Tak mi się wydaje. To delikatna kwestia, jak rozumiem.

President Kaczyński zobowiązał się do wyjaśnienia tej sprawy.

– Zmienimy wtedy podręczniki historii w USA. – Odpowiedział president Trump.

W międzyczasie obydwie pierwsze damy wymieniły się uściskami i uwagami na temat fryzur i sukni, oraz obiecały sobie wyjaśnić, na czym będzie polegać ich rola. – Dotychczas było to niejasne. – Zgodziły się.

Prezydenci złożyli przysięgi.

– I shall make my country great! – Pierwszy przysięgał president Trump. – Postawię mur większy niż chiński, oddzieli nas od Meksykan i muzułmanów.

– Uczynię mój kraj wielkim. – Szybko wyjaśnił tłumacz.

– Ja też uczynię mój kraj wielkim, ale nie potrzebuję muru. – Odpowiedział z przekonaniem president Kaczyński.- Mam ministra Błaszczaka, który już doskonale oddzielił nasz kraj od obcych. Nikt do nas nie przyjeżdża, nawet na zaproszenie. Zapraszamy serdecznie, ale oni mówią, że w Polsce im się nie podoba.

Temat ten bardzo zaintrygował Presidenta Trumpa, ale nie miał czasu go drążyć

Prezydenci w moim życiu

Moje życie toczy się między poezją codzienności a prozą pisarstwa. Dzisiaj jest inaczej. Moją przestrzenią życiową zawładnął prezydent Trump. Jest wszędzie: w TV, radio, prasie, Internecie, na podwórku i w lesie. Widzę go i czuję. Oto idzie do samolotu Air Force One, popychając przed sobą żonę i synka. Wozi go ze sobą wszędzie, to jego maskotka. Chudzina stoi i patrzy na ludzi, a oni na niego. To jest piękne, umieć chwalić się rodziną.

Pięć minut później prezydent Trump wchodzi do samolotu. Żona stoi obok, synek też. Prezydent lekko popycha ich, aby zrobić sobie wspólnie ładne zdjęcie. Za chwilę są już wewnątrz. Oddycham z ulgą, że czas biegnie tak szybko. Komentatorzy nieprzerwanie informują, co to jest Air Force One i co będzie robić prezydent Trump w Polsce. Spotka się z prezydentem. Innym, ale takim samym. Prawie takim samym. Na razie leci. Dwie godziny później też, i jeszcze później też. Cały czas śledzę wydarzenia.

– Wciąż leci? – krzyczę z nadzieją do żony.

– Wciąż leci! – odpowiada z radością.

– A ten drugi? – pytam.

– Jaki drugi? – słyszę gniewny głos.

– Ten drugi prezydent. Nasz rodak. Ma inne imię, ale to taki sam Donald jak ten amerykański.

– On nigdzie nie leci. On czeka na ziemi na spotkanie z prezydentem. Tym pierwszym Donaldem, najważnijeszym na świecie.

W powietrzu i na ziemi są dzisiaj tylko prezydenci. Będą budować Międzymorze. To nowa dzielnica mieszkaniowa, gdzie zamieszka dziesięć krajów. To nasza odskocznia od Unii Europejskiej, gdyby ta nam się nie udała. W Unii są tylko ważniaki, tutaj jesteśmy my, wszyscy, mieszkańcy trzech mórz. To mnie zachwyca i uspokaja.

Wprawdzie nie przepadam za prezydentamii, ale ich lubię. Mają fantastyczną gestykulację. Ciekawie poruszają ustami, nawet kiedy nie mówią. Teraz czekam na wyniki ich spotkań ciesząc się, że prezydent Donald, ten amerykański, wciąż leci.