Rewolucja trwa. Ludzie dostają szału i strasznie krzyczą.

Świat zmienia się tak szybko, że wystarczy jedna noc, by następnego dnia już go nie poznać. Na szczycie piramidy społecznej, jaka zebrała się w pewnym okrągłym budynku, pewien prezes dostał szału, strasznie miotał się, krzyczał, wyzywał ludzi od sukinsynów, gniotów i parszywców, i to podobno tylko dlatego, że nie dostosowują się dostatecznie szybko do jego postulatów postępu społecznego. Jeśli chodzi o szczegóły, to gwałtowną i jakżeż zrozumiałą reakcję Prezesa (każdy lubi przecież wybuchnąć od czasu do czasu) wyjaśniano wzmianką o członku jego rodziny, rzekomo ktoś powiedział o nim coś niewłaściwego wycierając sobie równocześnie twarz. Tak dokładnie to nie wiadomo, co złego powiedział, bo powiedział tylko to, co ów krewniak Prezesa ogłosił kiedyś osobiście na temat rządzenia.

Niestety powiedzenie kuzyna źle się skojarzyło Prezesowi i dlatego wybuchł na mównicy jak granat. Na szczęście nikomu nic się nie stało, oprócz tego, że pani Krysia, miłośniczka Prezesa stwierdziła, a właściwie wykrzyczała, że pan Prezes miał rację, że wyzwał przeciwników własnych nad wyraz słusznych poglądów, od sukinsynów i podobnych łajdaków, bo ona by ich nazwała jeszcze gorzej, gdyby nie to, że jest kobietą.

Na to podniosły się głosy zwątpienia. Ktoś krzyczał, że nawet jeśli na górze ma ona coś solidnie kobiecego (tu podawał opis), a na dole też coś kobiecego (tu obył się bez opisu), ale ma usta pełne wymowy jędrnej jak słowa rycerza znużonego długim przebywaniem w rynsztoku, to nie wiadomo, czy nadal jest kobietą, czy też nie, o ile kiedykolwiek była.

– Ja jestem pełen wątpliwości. – Powiedział sceptyk i osunął się na ziemię, bo właśnie ogłoszono, że po błyskawicznym nocnym głosowaniu całe dwie wysokie izby ważnej instytucji opowiedziały się za kontrolą sędziów wszystkich spraw doczesnych.

– Na początku będziemy kontrolować sędziów w sądach, brzydkich wymieniać na ładnych, ponieważ lubimy piękno, potem sędziów piłkarskich, robiąc to samo, potem arbitrów wszelkich gier sportowych, potem jurorów ważnych imprez, potem sędziów w sporach rodzinnych, potem wszystkich innych ludzi, którzy wydają sądy o czymkolwiek. – Wyjaśnił Prezes swoim zwolennikom, gapiącym się w niego jak pies w gnat, jak to mówi przysłowie. Byli to ludzie szczęśliwi, niezdający sobie sprawy, że i oni mogą kiedyś trafić do sądu i zostanie im dokopane, jeśli trafią na sędziego myślącego po linii Prezesa, a nie po linii bezstronności, która jest dziwna, bo nie reprezentuje żadnej partii i może dlatego jest nielubiana przez wielu.

Kiedy o tym usłyszeli internauci, włos im się zjeżył na całym ciele (co było straszne, bo wiadomo, że człowiek wtedy szpetnie wygląda, zwłaszcza nago), ponieważ zdali sobie sprawę, że pisząc cokolwiek na blogu, na Fejsie czy na platformie społecznościowej, w emailu, a nawet na murze, wydają sądy o tym i o owym. 

Szczerze się martwię o zdrowie Pana Prezydenta

L0031338 An itinerant doctor, by a subterfuge, cures an undergraduate Credit: Wellcome Library, London. Wellcome Images images@wellcome.ac.uk http://wellcomeimages.org An itinerant doctor, by a subterfuge, cures an undergraduate hoaxer of his supposed maladies of lying and bad memory. Coloured etching by T. Rowlandson, 1807, after G.M. Woodward. Coloured etching 1807 By: George Moutard Woodwardafter: Thomas RowlandsonPublished: July 9 1807 Copyrighted work available under Creative Commons Attribution only licence CC BY 4.0 http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

L0031338 An itinerant doctor, by a subterfuge, cures an undergraduate
Credit: Wellcome Library, London. Wellcome Images
images@wellcome.ac.uk
http://wellcomeimages.org
An itinerant doctor, by a subterfuge, cures an undergraduate hoaxer of his supposed maladies of lying and bad memory. Coloured etching by T. Rowlandson, 1807, after G.M. Woodward.
Coloured etching
1807 By: George Moutard Woodwardafter: Thomas RowlandsonPublished: July 9 1807
Copyrighted work available under Creative Commons Attribution only licence CC BY 4.0 http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

Martwię się o Pana Prezydenta, o jego zdrowie.

Pan Prezydent przemęcza się pracując na dwie zmiany, coraz częściej nocą. Z tego, co pamiętam, a przecież nikt nie pamięta wszystkiego, PP jeździł nocą do Prezesa Kaczyńskiego na konsultacje, a ostatnio po północy w trybie pilnym przyjmował przysięgę sędziów wyświęconych przez Partię Rządzącą.

Ten nadzwyczajny pośpiech jest godzien podziwu i zadumy oraz zadumy i podziwu; w ciągu jednej nocy omówiono pięć kandydatur, przyjęto kandydatów drogą głosowania, Pan Prezydent Andrzej Duda (pozwólcie, że dla skrótu będę używać tytułu PP lub PPAD) natychmiast ich zaprzysiągł i jeszcze zdążył opublikować to w Monitorze Polskim, wydrukowanym, jak słyszę, tylko w jednym egzemplarzu jako numer specjalny, unikalny i od razu archiwalny.

To tajemnicze i fascynujące. Podobno takie zdarzenia miały miejsce dotychczas tylko w Ameryce Południowej i w Afryce, gdzie nocą panuje inny klimat, dzięki któremu ludzie ożywiają. Ale u nas, zimą, w nocy można chyba tylko poważnie się przeziębić? Ten znak zapytania niech będzie dowodem naszej wspólnej troski o zdrowie Głowy Państwa.

Obawiam się, że PP traci pamięć. To straszne. 3 grudnia w czwartek rano Trybunał Konstytucyjny przedstawił werdykt w sprawie trzech posłów wybranych prawidłowo i dwóch wybranych wadliwie przez PO/PSL (która to organizacja przestępcza na szczęście zeszła w niebyt opozycji politycznej w ramach wymiany uprzejmości wyborczych), lecz Pan Prezydent w odrobinę późniejszym orędziu mówił o zupełnie innej grupie pięciu posłów wybranych przez Partię Rządzącą (dodatkowo i w nadmiarze, co należy zapisać im na plus zważywszy na porzekadło „co za dużo, to nie zdrowo”). PP zupełnie zapomniał o tych pięciu z układu prawidłowo-wadliwego 3 + 2, a przecież pięć to liczba solidnie niemała, w dodatku kabalistyczna.

Jeszcze wcześniej PP zapomniał zaprzysiąc, mimo próśb i przypomnień, pierwszych trzech sędziów prawidłowo wybranych przez parlament poprzedniej kadencji.

Jeszcze, jeszcze wcześniej, Pan Prezydent ułaskawił posła Mariusza Kamińskiego, choć ten go o to w ogóle nie prosił. Wręcz przeciwnie, mówił, że chce być oczyszczony całkowicie z zarzutów przez sąd drugiej instancji. Pan Prezydent zapomniał, że ułaskawiony prosił o nieułaskawianie, bo jest niewinny.

Czy oprócz mnie kogoś jeszcze niepokoi utrata pamięci przez Pana Prezydenta? Przecież jest to nasza wspólna pamięć, gdyż chodzi o prezydenta całego narodu. Zadając to krótkie, niewinne pytanie wiem oczywiście, że są tacy, których to nie niepokoi, ale to chyba ludzie płochego usposobienia, skoro nie myślą o zdrowiu Pana Prezydenta, tylko o tym, aby go maksymalnie eksploatować jak swoją własność.