Gwarancja twórczej jakości. Opowiadanie.

Drodzy Czytelnicy,

Jestem tak zajęty pisaniem kolejnego opowiadania z gatunku fantastyki, że dzisiaj mogę zaoferować jedynie humoreskę, która na konkursie literackim na krótkie opowiadanie w Gdańsku Oliwie w 2017 roku przysporzyła mi wyróżnienie. Nawiązuje ona do „gwarancji jakości”, jakiej (pół żartem, pół serio) udzielam wszystkim osobom zainteresowanym moją twórczością literacką. Do treści opowiadania wprowadziłem tylko jedną lub dwie kosmetyczne zmiany.

Pozdrawiam serdecznie,

Michael Tequila

Był pisarzem. Młodym i świeżym jak wiosenny wiatr, choć wyglądem przypominał początkującego starca. Produkty swojej twórczości określał mianem dzieł literackich, a swoje rzemiosło traktował tak poważnie, że zdecydował się udzielić gwarancji ich jakości. Przygotował ogłoszenie i umieścił je w prasie:

– Ja, autor Eduardo Tey, daję uczciwą i pełną gwarancję, że moje książki są bardzo przyzwoicie napisane. Gwarancja jest pisemna, a jeśli trzeba, chętnie udzielę także ustnej. Jeśli czytelnik nie jest zadowolony z książki, ma prawo złożyć zażalenie i uzyskać przeprosiny autora.

Najpierw była powieść obyczajowo-sensacyjno-kryminalna zatytułowana „Sędzia od Świętego Jerzego”. Jak tylko trafiła do księgarni, otrzymał pierwszą reklamację. Określił ją mianem zażalenia. Przeczytał je trzy razy, aby upewnić się, że dobrze zrozumiał czytelniczkę.

Wredny Autorze „Sędziego od Świętego Jerzego”!

Przeklinam Pana w żywe kamienie. Swoją nędzną bazgraniną odebrał mi Pan czas, zdrowie i pieniądze. Jest Pan bezwstydnym nieukiem niemającym pojęcia o pisaniu powieści. Zrażona przez Pana do literatury pięknej sama zaczęłam pisać; idzie mi bardzo dobrze. Żegnam Pana epitetami.

Szczerze Panu nieżyczliwa,

Zuzanna Z

Pisarz poczuł, że jego autorską świeżość ożywił nowy wiatr. Przekaz czytelniczki wziął sobie do serca i od razu udzielił odpowiedzi, aby nie pozostawiać wątpliwości, że poważnie traktuje swoją misję. List napisał na bladoróżowym, kredowym papierze w kwieciste wzory; jego kolor i tekstura miały sprawić dodatkową przyjemność czytelnicze.

Szanowna Pani Zuzo!

Pani krytyka mojej powieści jest niezwykle trafna. Zgadzam się z Panią, że fabuła jest nudna, bohaterowie są gorsi od polityków, a zakończenie utworu jest beznadziejne. Zrozumiałem to dopiero wtedy, kiedy sam przeczytałem książkę. Było już jednak za późno, aby cokolwiek zmienić. Szczerze przepraszam za lichą jakość mojej produkcji. Niech Bóg Panią błogosławi w drodze ku lepszej literaturze.

Z poważaniem,

Eduardo Tey

Po kilku dniach napłynęła nowa reklamacja, tym razem od mężczyzny. Ucieszyło to autora, ponieważ obawiał się, że książki czytają tylko kobiety, istoty poświęcające mniej uwagi piciu piwa a więcej rozwojowi duchowemu.

Szanowny Panie!

Proszę nie szczycić się tym, że w formule powitalnej użyłem określenia „Szanowny”, ponieważ Pańska książka jest tak nędzna, że zaraz po jej skończeniu wyrzucę ją do kosza. Albo nie. Przeczytam ją jeszcze raz, bo nie wszystko dobrze zrozumiałem w mętnym tekście i szemranej fabule powieści. Życzę Panu wszystkiego najgorszego, kiepskiego zdrowia, nieudanych wakacji, złego samopoczucia oraz niespełnienia skrytych marzeń.

W ogóle nie pozdrawiam Pana,

Jerzy Jarosław K

Zażalenie spotkało się z natychmiastową odpowiedzią autora.

Drogi Panie Jerzy Jarosławie,

Przepraszam Pana serdecznie za zawód, jaki Pana spotkał. Pańska krytyka treści i ocena wartości powieści jest naprawdę przekonywująca. Dzięki Panu zrozumiałem wszystkie swoje błędy. Aby je naprawić, zapisałem się na dwa warsztaty superkreatywnego pisania. Będę wdzięczny za publiczne nazwanie mnie miernotą pisarską. Życzę Panu wszystkiego najlepszego. Cieszę się, że już się nie spotkamy.

Z szacunkiem,

Eduardo Tey, pisarz, który dzięki Panu naprawił swoje życie.

Za każdą nową reklamacją, pisarz popadał w głęboką zadumę, ciesząc się, że jego utwory spotykają się z żywym zainteresowaniem czytelników. Z wielką przyjemnością odpowiadał na korespondencję wiedząc doskonale, że jedyną drogą do sławy literackiej jest pełne zrozumienie i życzliwość wobec czytelnika.

„Sędzia od Świętego Jerzego”, wersja elektroniczna i drukowana:

https://www.empik.com/sedzia-od-swietego-jerzego-tequila-michael,p1112953163,ksiazka-p

0Shares

Trzecie przesłuchanie Namiestnika. Powieść psychodeliczna. Odc. 13.

Sprawa niezapłaconych faktur odbijała się Namiestnikowi przykrą czkawką. Odczuwał gorycz w gardle i niesmak w ustach. Zagraniczni kuzyni, którym winien był pieniądze, nie ustępowali, upierając się, że zapłata należy im się jak amen w pacierzu. Skierowali sprawę do sądu, tym razem w swoim kraju. Było to niewygodne dla Namiestnika. Nie podobało mu się bardzo, że musi wystąpić w sądzie jako oskarżony o niezapłacenie faktur. Psuło to jego reputację. O powodach powiedział krótko:

– To podli ludzie. To ma być rodzina?!

Rozprawa odbyła się za granicą. Z uwagi na pilne obowiązki służbowe Namiestnik odpowiadał przez Skype. Sędzia, prokurator, powód i świadkowie oraz pozostali uczestnicy rozprawy oglądali transmisję na dużym ekranie telewizyjnym w sali sądowej.

Rozprawa zaczęła się chaotycznie. Prokurator był marnie przygotowany. Miał znikome pojęcie o budownictwie, zwłaszcza budowie wieżowców. Jak później zgodnie poinformowały media krajowe, sponsorowane i niesponsorowane, osobiście zbudował on tylko własny dom jednorodzinny, chatkę w ogrodzie dla synka oraz dwie budki dla ptaków.

Namiestnik spokojnie i rzeczowo odpowiadał na jego napastliwe pytania. W pewnym momencie prokurator z wściekłości wyszczerzył zęby, jakby chciał ugryźć pozwanego siedzącego z podniesioną głową i oczami wpatrzonymi w odległy ekran. Scenę tę wychwycili reporterzy sądowi. Pokazano ją w telewizji obydwu krajów.

Na pytanie prokuratora, jaką rolę pełni oskarżony w budowie wieżowców, wyjaśnił, że oprócz roli Namiestnika, spełnia się także jako przedsiębiorca.

– Robię to dorywczo na zasadzie hobby, tym chętniej, że nie są to byle jakie wieże, ale typu Abu Dhabi, najwyższego lotu, w pełni oszklone, samomyjne, dokumentujące wielkość osiągnięć kraju, jaki reprezentuję.

– Jakim konkretnie celom mają służyć te wieże, oprócz zaspokojenia pasji hobbystycznej oskarżonego? – Zapytał niechętnie prokurator, na co Namiestnik wytłumaczył, że mają być w nich zorganizowane zbiorniki do myślenia.

Wyjaśnienie zaskoczyło prokuratora jak i sędziego. Dziennikarze obecni na rozprawie rzucili się do laptopów i smartfonów, szukając wyjaśnień w Internecie. Prokurator podszedł do sędziego i poprosił o słowo. Po krótkiej konsultacji sędzia zapytał Namiestnika, jak rozumie określenie „zbiornik do myślenia”. Oskarżony, korzystając z pomocy tłumacza, wyjaśnił, że jest to termin naukowy pochodzący z języka angielskiego. Na prośbę sędziego przeliterował litera po literze „t-h-i-n-k-t-a-n-k”. 

– Jest to konstrukcja ułatwiająca zbiorcze myślenie na wielką skalę. Nas interesuje przede wszystkim myślenie strategiczne w skali krajowej jak i międzynarodowej. Na dowolny temat.

Na te słowa głowa sędziego opadła. Rzecznik sądu, mężczyzna wygadany, ale o tak nierównej twarzy, jakby go pokręciło, wytłumaczył, że sędzia uznał oświadczenie pozwanego za obrazę sądu. Obrońca Namiestnika stwierdził, że zaszło nieporozumienie, choćby dlatego, że jego klient sam serdecznie nie znosi chamstwa, kłamstwa i obrazy.

Ostatecznie wyjaśniono, że Namiestnik odmówił zapłaty faktury za papę i gwoździe, ponieważ dostarczony towar był wadliwy. Co więcej, nie zgadzała się także ilość materiału ani termin dostawy.

– Nic się nie zgadzało – podkreślił z powagą świadek pozwanego.

Przyjmując to do wiadomości, prokurator zaskoczył wszystkich niezwykłą obserwacją.

– Prawo międzynarodowe nie zezwala, aby osoba na takim stanowisku – prokurator podkreślił wyraz „takim” – jakie pan zajmuje, prowadziła działalność budowlaną.

W odpowiedzi to Namiestnik złożył oświadczenie.

– W moim kraju każdy człowiek jest wolny, duży czy mały, łysy czy owłosiony, na całym ciele czy lokalnie, i ma święte prawo do posiadania hobby, namiętności, pasji a nawet manii, która go rozwija, zgodnie z Instrukcją Obsługi Państwa i Obywatela, stanowiącej najwyższą formę prawa i praworządności w każdym kraju. Dla mnie jest ona świętością. Ja sam, zajmując wysokie stanowisko, też mam do tego prawo, ponieważ przestrzegam prawa i głęboko wierzę w Boga.

W stanie wzruszenia powiedział to tak niewyraźnie, że nie dosłyszano go na sali rozpraw, w związku z czym jego słowa nie mogły być zaprotokołowane. Sędzia uznał oświadczenie za nieważne. Prokurator ponownie poprosił sędziego o słowo, aby złożyć wyjaśnienie. Po uzyskaniu zgody, zbliżył się do sędziowskiego stołu. Kiedy sędzia nachylił się, aby go wysłuchać, prokurator jakby zawahał się, po czym szepnął: 

– Szanowny panie sędzio! Proponuję zdecydować o tym po konsultacji z naszym najwyższym zwierzchnikiem.

0Shares

Prawda nas zaboli. Wyborcza v. PiS w sądzie.

 Anton Raphael Mengs : Prawda (dodajmy: jest piękna).

„Prawda nas zaboli” to hasło i audycja Radia TOK FM. Mnie nie zabolało. Mam grubą skórę.

Wyborcza wygrała proces w sprawie uwikłania polityków i funkcjonariuszy PiS w warszawską aferę reprywatyzacyjną. Chodzi o teksty opublikowane w papierowym wydaniu „Wyborczej” i serwisie Wyborcza.pl od 13 lutego do 13 marca 2018 r. PiS uznał, że zostały napisane nierzetelnie i że naruszyły „dobre imię partii”.

Warszawski sąd uznał, że artykuły Wyborczej były rzetelnie udokumentowane, a dziennikarze działali w interesie publicznym. Prowadzący sprawę sędzia Jacek Tyszka oddalił żądania PiS (usunięcie tekstów z Internetu, wielokrotne przeprosiny oraz 30 tys. zł zadośćuczynienia) i obciążył partię kwotą 4,3 tys. zł kosztów prawnych. Wyrok nie jest prawomocny.

0Shares

O powieści „Sędzia od Świętego Jerzego”

Fragment recenzji książki Michael Tequila:  "Sędzia od świętego Jerzego" :

http://recenzjeoptymisty.blogspot.com/2015/06/michael-tequila-sedzia-od-swietego.html  "Sędzia od świętego Jerzego" to satyra, która wyróżnia się spośród innych pomysłem na fabułę. Serdecznie zachęcam wszystkich do zapoznania się z ta fantastyczną lekturą. Polecam!

oraz fragment samej książki:

– Jestem międzynarodowym sędzią hokeja na lodzie. Znalazłem się tu przypadkowo, choć teraz nie jestem pewny, czy tak w istocie było. Wszystko to takie dziwne – dodał z westchnieniem. – Moi porywacze, czy raczej porywaczki, były rozczarowane, że nie jestem sędzią wymiaru sprawiedliwości, a potem ucieszyły się, że jestem sędzią sportowym. Najbardziej życzyłyby sobie, abym był sędzią piłki nożnej. W sumie wiem tylko tyle, że mam wystąpić jako sędzia główny Sportowych Igrzysk Partii i Organizacji Politycznych. Pan uchylił mi rąbka tajemnicy za co jestem szczerze wdzięczny – Sędzia uznał, że najkorzystniejszy będzie pojednawczy tryb rozmowy.

– O, widzi pan, to dobrze się składa, bo ja naprawdę wiem sporo. Widziałem tutaj niejednego sędziego, ale ostrzegam pana: żaden z nich nie sprostał zadaniu. Jest ono skomplikowane, a zawodnicy, trenerzy i kibice są niezwykle wymagający i trudni. Niektórzy sami dobrze nie wiedzą, czego naprawdę chcą, choć wszyscy krzyczą, że pragną prawdy, sprawiedliwości i dobra narodu. Oraz oczywiście ukarania winnych. – Politolog podkreślił swoje oświadczenie, unosząc w górę prawą pięść, a następnie opuszczając ją w dół tak, jak kat opuszcza topór. Sędzia mógłby przysiąc, że usłyszał nawet świst powietrza. – Widocznie dlatego zmienili kryteria wyboru sędziego – kontynuował Szczerbaty. – Dotychczas byli to sędziowie wymiaru sprawiedliwości i tylko jeden był sędzią pokoju. Przywieźli go zza wschodniej granicy. Skąd wytrzasnęli tam człowieka o takich kwalifikacjach, tylko Bóg raczy wiedzieć. Dla mnie zakrawało to na cud. Czy mogę wiedzieć, jakie są pańskie doświadczenia zawodowe? – Szczerbaty przerwał wyjaśnienia, aby ostatecznie rozwiać niepewność dotyczącą osoby, której w poczuciu obywatelskiego obowiązku udzielał pomocy.

– Moja kariera zawodowa obejmuje trzy brutalne dziedziny sportu: futbol, boks i hokej na lodzie. Przez dwadzieścia miesięcy grałem w drużynie futbolu australijskiego. Miałem szczęście, że skończyło się to tylko dwukrotnie złamanym obojczykiem i silnym wstrząsem mózgu. Australijczycy mają takie ilości testosteronu, że musieli wymyślić własny futbol, aby nie pozabijać się na ulicach. Potem boksowałem, a w końcu zostałem zawodowym hokeistą. Kariera hokejowa doprowadziła mnie do sędziowania. Byłem dobry i szybko uzyskałem awans na sędziego międzynarodowego.

– Wiedziałem, że jeśli wybrano pana, międzynarodowego sędziego hokeja na lodzie, to znaczy, że jest pan twardy, sprawiedliwy i nieprzekupny. Musi pan być gwiazdą sędziostwa! – Szczerbaty promieniał entuzjazmem, że wreszcie znaleziono właściwego arbitra.

 

 

 

 

0Shares

Informacje dla odwiedzających stronę – książki Michaela Tequili

Z przyjemnością informuję, że w sprzedaży w księgarniach stacjonarnych i internetowych są już trzy moje książki:

  • Sędzia od Świętego Jerzego (książka drukowana i ebook) (cena od 13,80 zł),
  • Klęczy cisza niezmącona (książka drukowana) (cena od 11,20 zł)
  • Niezwykła decyzja Abuelo Caduco (książka drukowana) (cena od 14,20 zł).

Opinie i recenzje można przeczytać klikając na przycisk na górnym pasku menu strony autorskiej (w formie fragmentów recenzji oraz linków do recenzji). Szeroki zakres recenzji podaje też portal www.lubimyczytac.pl z linkami do księgarni, gdzie książkę można najtaniej kupić.

Będę wdzięczny za informowanie o tym znajomych i przyjaciół.

Zachęcam do zakupu dla siebie lub na upominek.

Bądź patriotą! Kup książkę! Wspieraj autora!

Serdecznie pozdrawiam,

Michael Tequila

0Shares

Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 9: Ocena sytuacji

Cholera, jak tu się rozeznać, kto reprezentuje jakie barwy? Jakie to są zespoły? Przydałby się jakiś program igrzysk, gdzie możnaby znaleźć takie informacje – Sędzia zaczął głowić się, jak rozwiązać problem identyfikacji zespołów.

Nie musi pan zgadywać, która partia jest która. To widać jak na dłoni – Sędzia usłyszał poniżej platformy spokojny męski głos. Popatrzył w kierunku mówiącego. Był to mężczyzna około pięćdziesiątki, średniego wzrostu, starannie wygolony, ubrany jak do jazdy konnej. Bryczesy, buty oficerki oraz skórzana kurtka nadawały mu wygląd człowieka wysportowanego i zdyscyplinowanego. Ocena Sędziego wypadła pozytywnie.

Tak? A pan je rozróżnia? Jak pan może coś widzieć na ogromnym boisku nie mając lornetki? – Sędzia wyrzucał z siebie pytania jak automat. Był zaskoczony niespodziewanym towarzystwem jak i zadowolony, że obok jest ktoś, kto wydaje się orientować w sytuacji.

Niech pan się nie dziwi, panie Sędzio. Mam dobre rozeznanie w sprawach politycznych. Zajęło mi to wiele lat, aby wszystko rozgryźć. Zęby na tym zjadłem – tu rozmówca otworzył szeroko usta i sędzia dojrzał poważne braki uzębienia w dolnej szczęce. Kontrastowało to niekorzystnie ze schludną i szczupłą sylwetką mężczyzny.

Szczerość i odwaga nieznajomego zaimponowały Sędziemu. Mnie na coś takiego nie byłoby stać – przemknęło mu przez głowę. Natychmiast odrzucił myśl jako refleksję bez znaczenia. A propos, skąd pan wie, jaki jest mój zawód? – Sędzia zadał pytanie Szczerbatemu, jak go nazwał w duchu.

Wiedzieć takie rzeczy, to mój zawód. Jestem profesjonalistą – z dumą odpowiedział zapytany wyprostowując swoją niezbyt wyrośniętą postać i zwracając w górę twarz, na której widoczne były ślady zmęczenia lub przepicia. A tak naprawdę, oni tu nikogo innego nie przywożą, tylko sędziów.

Kim są ci „oni”? – Sędzia kontynuował przesłuchanie z pewną niecierpliwością.

To porozumienie ludzi, których celem jest przywrócenie przyzwoitości walce politycznej w kraju. Z lewa i z prawa wszyscy przyznają, że jest ona bezlitosna, brutalna, wręcz okrutna. „Porozumienie na Rzecz Debarbaryzacji Polityki” chce nadać grze i rywalizacji politycznej bardziej ludzkie wymiary. Rząd ani prezydent nie są w stanie poradzić sobie z tym problemem nabrzmiewającym jak wrzód na zdrowym organizmie społeczeństwa, a kościół nie chce zabierać w tej sprawie głosu. Wzięła więc ją w ręce grupa najmniej skołtunionych polityków i działaczy społecznych. To oni przywożą tu sędziów, aby propagowali wśród uczestników walki politycznej kanony minimalnej obiektywności, poczucia odpowiedzialności, sprawiedliwości oraz rozwagi – zakończył politolog i podniósł głowę do góry.

Teraz do pana należy obowiązek rzetelnie przysłużyć się sprawie – podkreślił Szczerbaty wpatrując się z uwagą w twarz Sędziego. Chciał wiedzieć, jak zareaguje na jego słowa.

Ja miałbym propagować tutaj kanony poprawności politycznej? W jaki sposób?– Sędzia sączył wyrazy zaskoczony skalą wyzwania i oczekiwaniami wobec niego.

A kto inny, jak nie pan? – kategorycznie replikował Szczerbaty. Jak może pan zadawać takie pytania, panie Sędzio? Przecież jest pan człowiekiem odpowiedzialnym. Widzę, że muszę panu pomóc więcej niż myślałem – dodał spokojniejszym już tonem. Zdał sobie sprawę, że nie ma podstawy winić Sędziego za to, że ktoś nie udzielił mu stosownych instrukcji. Zawsze byliśmy bałaganiarzami– mruknął do siebie pod nosem.

To nie jest moja działka. Nigdy się tym nie zajmowałem – odkrzyknął Sędzia częściowo wyprowadzony z równowagi. Jestem tylko sędzią sportowym.

Jak to nie pańska działka? – oburzył się Szczerbaty. Przecież jako sędzia sportowy wielokrotnie zażegnywał pan konflikty między zawodnikami, drużynami i kibicami. Wezwano pana tutaj, aby ostatecznie rozstrzygnąć, która z partii politycznych ma rację w sporze o dobro i przyszłość narodu.

Nagły niepokój i złe przeczucie pojawiły się na twarzy i w oczach politologa. Nie chciał popełnić omyłki i rozmawiać z człowiekiem przypadkowym albo ignorantem, wobec czego zapytał: Czy pan się na tym zna? Czy pan jest naprawdę sędzią i zna się na wymiarze sprawiedliwości? Sportowej czy niesportowej to jest bez znaczenia. Kim pan w ogóle jest? – Szczerbaty postawił na jedną kartę szansę ułożenia sobie dobrych relacji z bądź co bądź bardzo wpływowym człowiekiem. Kolejny raz podniósł w górę głowę, aby konwersacja przebiegała na bardziej wyrównanym poziomie.

Jestem sędzią hokeja na lodzie. Sędzią klasy międzynarodowej. Znalazłem się tu zupełnie przypadkowo. Moi porywacze czy raczej porywaczki były rozczarowane, że nie jestem sędzią wymiaru sprawiedliwości, a potem ucieszyły się, że jestem sędzią sportowym. Nie wiem dlaczego. Najbardziej życzyłyby sobie, abym był sędzią piłki nożnej. W sumie nikt nie powiedział mi dokładnie, o co tu naprawdę chodzi. Pan uchylił mi przed chwilą nieco woal tajemnicy, za co jestem panu wdzięczny – Sędzia wyczuł, że pojednawczy tryb rozmowy jest mu najbardziej na rękę.

O, widzi pan, a ja to wiem. Wdziałem tutaj niejednego sędziego. Żaden z nich nie sprostał zadaniu. Jest ono wielkie i skomplikowane, a klienci są niezwykle trudni i wymagający. Niektórzy z nich sami nie wiedzą, czego chcą, choć wszyscy krzyczą, że chcą prawdy, sprawiedliwości i dobra narodu. Oraz ukarania winnych. Politolog podkreślił ostatnie zdanie unosząc w górę zwiniętą w pięść prawą dłoń a następnie opuszczając ją w dół. Tak, jak kat opuszcza topór. Sędzia usłyszał świst powietrza, albo mu się tak wydawało. Widocznie dlatego zmienili kryteria wyboru sędziego – kontynuował Szczerbaty. Dotychczas byli to sędziowie wymiaru sprawiedliwości i tylko jeden był sędzią pokoju. Przywieźli go zza wschodniej granicy. Skąd wytrzasnęli tam człowieka o takich kwalifikacjach, Bóg raczy tylko wiedzieć. Dla mnie zakrawało to na cud.

Czy mogę wiedzieć, jakie są pańskie doświadczenia zawodowe? – Szczerbaty przerwał wyjaśnienia, aby rozwiać swoją niepewność dotyczącą człowieka, któremu w poczuciu obywatelskiego i moralnego obowiązku pragnął udzielić pomocy.

Moja kariera zawodowa obejmuje dwie z najbardziej brutalnych dziedzin sportu: boks a potem hokej na lodzie. W swoim czasie przez dwadzieścia miesięcy grałem w drużynie futbolu australijskiego. Miałem szczęście, że skończyło się to tylko dwukrotnie złamanym obojczykiem i silnym wstrząsem mózgu. Australijczycy mają takie ilości testosteronu, ze musieli wymyśleć własny futbol, aby nie pozabijać się na ulicach.

Wiedziałem, że jeśli wybrano pana, sędziego hokeja na lodzie, to znaczy, że musi pan być osobą kwalifikowaną, nieprzekupną, sprawiedliwą i z charakterem. Musi pan być gwiazdą sędziostwa.

No…Nie wiem, czy pan mnie nie przecenia. Nie zaprzeczam jednak, że moja renoma jako międzynarodowego sędziego jest nieposzlakowana – mówiący nie był pewny, czy samemu sobie wypada udzielać tak znakomitej rekomendacji. Ale wróćmy do mojej roli. Pan, panie Szczer…, pardon me, …panie asystencie, jak pan ją widzi konkretnie?

Szczerbaty słysząc zwrot „panie asystencie” z prawdziwym zadowoleniem wyjaśnił Sędziemu swoje stanowisko.

Podobnie jak role pańskich poprzedników. Pilnować przestrzegania reguł gry oraz ocenić, który zespół ma rację. A jeżeli nie całą rację, to który z nich ma najwięcej racji. To nie jest łatwe zadanie, ale ja panu w tym pomogę. Zęby na tym zjadłem – powiedział dobitnie politolog i już otwierał usta, aby poświadczyć prawdę, kiedy sędzia interweniował: Nie ma potrzeby. Widziałem. Wierzę panu.

Nastąpiła chwila przerwy, gdyż obydwaj mężczyźni zaczęli kaszleć od nadmiaru kurzu i pyłu wzniecanego nogami tysięcy zawodników rwących się do starcia i sportowych rozliczeń.

 

 

0Shares

Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 8: Miejsce

Miejsce rozgrywek pojawiło się nagle za krawędzią lasu w postaci nieskończonej równiny stanowiącej dno niecki, na której podwyższonych krawędziach widoczne były prace ziemne i budowlane. Była wczesna godzina ranna. Chłodne i czyste powietrze stwarzało doskonałą widoczność. Słońce stało już wyraźnie nad horyzontem oświetlając równinę i obrzeżające ją wzniesienia terenu, za którymi widniał kontur  lasów. Bezmiar równiny i znajdujące się tam masy ludzkie nasuwały wrażenie pola bitewnego. Uczestnicy ubrani byli tak różnorodnie, jakby ich celem był udział w wielkim pikniku a nie w zawodach sportowych. Wszędzie panował rozgardiasz i zgiełk. Nie widać było ani znaków ani służb porządkowych.

Z zachowania się tłumów Sędzia wyniósł natychmiastowe wrażenie, że wszyscy zbrojni są w nadmiar uczuć patriotyzmu i przekonania o własnych racjach, które gotowi są udowodnić każdemu, kto mógłby w to wątpić. Wywnioskował to z zaciśniętych pięści i zdecydowanych postaw, czerwonych twarzy i biało-czerwonych akcesoriów, które bogato zdobiły orędowników sportu, oraz gęstych okrzyków i mocnych gestów. Zaabsorbowany widokiem poczuł nagłe szturchnięcie w łokieć.

Panie sędzio, proszę skorzystać z lornetki – atrakcyjna brunetka, która kilka godzin wcześniej przeprowadzała na nim eksperyment seksualny, teraz życzliwie podsuwała mu elegancką czarną lornetkę zawieszoną na wąskim, skórzanym pasku. Sędzia skwitował propozycję skrzywieniem ust przypominającym gorzki uśmiech. Bez wahania zawiesił pasek na szyi i przyłożył lornetkę do oczu.

Fantastyczne! Dziękuję pani. Tego mi naprawdę brakowało! – wykrzyknął jak dzieciak obdarowany zabawką, której piękno i użyteczność przerosły jego wyobrażenia. Zaczął gorliwe notować w pamięci obserwacje czynione przy pomocy nowego narzędzia pracy. Zafascynowany pozostałby zapewne dłużej w tym samym miejscu, gdyby nie naleganie ekipy towarzyszącej.

Panie Sędzio, proszę nie zatrzymywać się tutaj. Blokujemy ruch. Idziemy na stanowisko sędziowskie.

Kilka minut później niedawne prześladowczynie podejrzanie szybko przeobrażone w uczynne pomocnice doprowadziły Sędziego do wysokiej metalowej konstrukcji i zachęciły gestami do wejścia po stromych schodkach. Platforma na szczycie otoczona była solidną metalową barierką oraz ekranem ze szkła pancernego. Mówił o tym napis na tabliczce u dołu barierki określający nawet miarę odporności ekranu na siłę uderzenia. Sędzia zastanawiał się chwilę nad znaczeniem tej informacji, po czym z rezygnacją machnął ręką i ulokował się wygodnie na przeznaczonym dla niego fotelu sędziowskim. Rozejrzał się wokół i poczuł się w swoim żywiole. To był jego świat. Po chwili przysunął do siebie stolik, na którym znajdowały się jakieś dokumenty, notatnik, dwa długopisy, masywny gwizdek sędziowski, trzy olśniewająco czyste szklanki na małej tacce, otwieracz do kapsli oraz dwie butelki: jedna z coca-colą a druga z wodą mineralną. Dotknął najbliższej butelki; była zimna jakby przed chwila wyjęto ją z lodówki. Zdziwił się, skąd ona się tam wzięła. Doszedł z zadowoleniem do wniosku, że widocznie dbają o niego, gdyż nie znosił ciepławych napojów.

Z chwilą zajęcia miejsca na platformie ujawniły się z całą mocą nawyki językowe sędziego. Podejmując obserwację przez lornetkę równiny w duchu ochrzcił ją mianem boiska. Widząc wszystko wyraźnie jak na dłoni Sędzia zauważył dwa stojące naprzeciwko siebie ogromne zgrupowania zawodników oraz kilka mniejszych grup stojących nieco na uboczu. Z przyzwyczajenia określił je natychmiast mianem drużyn. Różniły się one między sobą barwą strojów, kształtami oraz wielkością transparentów i plakatów, treścią wypisanych i wykrzykiwanych haseł, wreszcie postaciami przywódców.

Stoją przed swoimi drużynami jak wygłodniałe króliki przed zagonami kapusty. Pokazują, kto tu jest najważniejszym pretendentem do żłobu – Sędziemu nasunęło się porównanie ze świata zwierząt, który był mu bliski od dzieciństwa, oraz polityki, nad którą zaczął poważniej zastanawiać się dopiero od kilku godzin.

 

3Shares

Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 7: Włamanie

Stukanie w drzwi obudziłoby zmarłego. Właściwie nie było to stukanie, ale łomotanie.

Czego oni chcą o tej porze? Przecież to środek nocy! – Sędzia budził się z głębokiego snu. Późno położył się spać i marzył o długim śnie, nieprzerywanym przez mary nocne ani pijaków walących pięściami w drzwi. Siedząc na krawędzi łóżka przycisnął włącznik lampki nocnej. Popatrzył na budzik stojący na stoliku. Była prawie czwarta nad ranem. Nie stanowiło to dla niego pocieszenia, że przespał już solidne kilka godzin.

Łomotanie nie ustawało.

Panie sędzio, jest pan pilnie potrzebny. Chodzi o sprawę wielkiej wagi – usłyszał wołanie tłumione przez grube drzwi. Nie zdążył nałożyć szlafroka, kiedy do pokoju wpadły dwie kobiety. Były ubrane jak do bitwy. Obydwie miały na sobie identyczne bluzy. Wyższa i nieco tęższa nosiła spodnie, niższa o miłej twarzy i dużych ciemnych oczach miała na sobie krótką spódnicę. Ich ubiory przypominały kobiece mundury wojskowe.

Jak panie mogły tu wejść? Przecież drzwi były zamknięte na klucz! – mężczyzna podniósł głos. Jego prawa dłoń zacisnęła sie odruchowo w pięść, na której grzbiecie wyraźnie pokazały się żyły. Patrzył na nie spode łba, jego fizjonomia i sylwetka wyrażały zaskoczenie i wrogość.

Drzwi były otwarte. Kiedy nacisnęłam klamkę po raz drugi, otworzyły się – wyjaśniła ciemnooka niewiasta głosem osoby niesłużenie oskarżonej o bezprawne wtargnięcie do cudzego mieszkania. Patrzyła na mężczyznę niewinnymi, szeroko otwartymi, nad wyraz pięknymi oczami. Wyglądała jak obraz niewinności malowany przez anioła.

Zdezorientowało to sędziego. Może rzeczywiście zostawiłem drzwi otwarte? – przeszło mu przez myśl. Przecież to bzdura! – natychmiast odezwał się głos wewnętrzny. Zadziałała intuicja. To go przekonało. Sędzia wiedział już, że kobieta kłamie i znakomicie udaje zaskoczenie. Omalże nie wprowadziła go w błąd.

Czego ode mnie chcecie? – zapytał poirytowany bezsensownym wyjaśnieniem niezwykłej intruzki. Wtargnęłyście tutaj jak oddział Biura Poprawności Politycznej. To włamanie. Odpowiecie mi za to przed sądem!

Co będzie pan straszyć nas sądem! Są ważniejsze sprawy. Jest pan pilnie potrzebny do rozstrzygnięcia najważniejszego sporu w tym kraju – odpowiedziała wyższa i zaczęła bezceremonialnie szarpać kołdrę, która osłaniała piersi i brzuch sędziego.

Zostawcie mnie w spokoju! – bronił się przed niespodziewanym atakiem. Kołdra mocniej szarpnięta wyśliznęła mu się z rąk i opadła na podłogę jak wielki nadmuchany pasiasty liść. Kobiety bez żenady zaakceptowały nagość mężczyzny. Ich wzrok wydawał się jednak żądać wyjaśnienia, czemu tak się zachowuje w obecności kobiet.

Sypiam nago, do cholery! – krzyknął wyprowadzony z równowagi sędzia. Nie widzicie tego? Czego ode mnie chcecie? – ponowił wcześniejsze zapytanie. Prawie krzyczał.

Niech się pan nie przejmuje, człowieku. Panie sędzio – poprawiła się. Nie takie rzeczy się widziało! Agresorka w spódniczce popatrzyła na koleżankę i obydwie zaśmiały się.

Ja też bywam naga. Kobieta w spódniczce podeszła w kierunku siedzącego, jak primadonna podniosła w górę nogę i postawiła stopę na krawędzi łóżka. Miała na sobie czarne siatkowe pończochy zakończone fikuśnymi bordowymi podwiązkami. Przechyliła się do przodu zbliżając do nich dłonie i zaczęła delikatnie podciągać je w górę. Albo udawała, że je poprawia.

Czy nagie udo nie jest piękne? – zapytała kierując marzycielski wzrok na sędziego. Oczy jej błyszczały rozbudzone przyjemnością dotyku olśniewającego ciała i mówienia o tym przeżyciu.

Nic nie odpowiadając sędzia w duchu przyznał jej rację. Dawno już nie widziałem takiego uda – pomyślał z żalem. Miał świadomość, że prawie zapomniał, jak wygląda ponętna kobieta, kiedy pragnie przypodobać się mężczyźnie. Ale artystka! – westchnął zapominając na chwilę o swym paradoksalnym położeniu.

Sędzia poczuł ciepło i krew napływającą do dolnej partii ciała, a chwilę później rozpierające go pożądanie. Było mu nieskończenie głupio. Był zażenowany swą nagością i nieoczekiwaną, kretyńską reakcją organizmu. Miał poczucie, że kobiety drażnią się i naigrywają z niego. Wiedział, że mają go w saku. Nic im nie mogę zrobić, skompromitowałbym się – poczuł się przygnębiony.

Co ty robisz, dziewczyno? – towarzyszka „artystki” była równie zaskoczona jak sędzia.

Jak to co? Przecież szef powiedział, że mamy użyć wszelkich środków przekonywania, aby tylko go ściągnąć. Powiedział o nim wyraźnie, że to stary babiarz– wyjaśniła szeptem zbliżając usta do ucha koleżanki. Nie martw się. Szef umie znaleźć haka na każdego. On się nie myli.

Haka to ja mam na niego. Kiedy go podniecałaś, zrobiłam wam obojgu zdjęcie moim mikroskopijnym aparacikiem. Ty jesteś widoczna prawie z tyłu, tak, że cię nikt nie rozpozna, on za to jest widoczny jak na patelni. Goluśki i rozgorączkowany jak kogut wrzucony do wagonu z kurami. Nic nie może nam teraz zrobić – cicho dopowiedziała jej koleżanka dumna z pomysłu i przeprowadzonej akcji.

Sędzia podniósł rękę chcąc zaprotestować lub zwrócić na siebie uwagę. Otwierał usta, aby coś powiedzieć. Kobiety zauważyły to, lecz zignorowały jego próbę ingerencji.

Niech pan się szybko ubiera. Jedziemy na pole walki! – padło polecenie.

Kobiety, czyście poszalały? Jakie pole walki? Ja jestem sędzią sportowym, a nie sędzią trybunału wojskowego.

Pan nie jest sędzią w sądzie? A nich to szlag trafi! To się nam sytuacja skomplikowała – wyrzuciła z siebie wyższa.

Co ty się martwisz? Przecież adres się zgadza. Jeśli ktoś popełnił błąd, to nie my.

Może i masz rację. Na bezrybiu i rak ryba. Lepszy taki sędzia niż żaden – doszła do wniosku. Opanowała się bardzo szybko.

Zaraz, zaraz – kobieta w spódniczce podchwyciła słowa sędziego jakby dopiero teraz do niej dotarły. Sędzią sportowym? W jakiej dziedzinie? Może w piłce nożnej? No, tam to umiecie ustawiać i wygrywać mecze! A my musimy wygrać! Jadziu, on nam spadł jak z nieba! – wykrzyknęła entuzjastycznie do koleżanki ciągnącej w kierunku drzwi pośpiesznie ubierającego się sędziego.

3Shares