Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego. Powieść. Dwa fragmenty.

Fragment 1

Drzwi były otwarte. Kiedy nacisnęłam klamkę po raz drugi, otworzyły się – wyjaśniła ciemnooka niewiasta niewinnym głosem osoby niesłusznie oskarżonej o wtargnięcie do cudzego mieszkania. Patrzyła na mężczyznę czystymi, szeroko otwartymi, nad wyraz pięknymi oczami. Wyglądała jak obraz niewinności namalowany przez uduchowionego artystę.

Zdezorientowało to sędziego.- Może rzeczywiście zostawiłem drzwi otwarte? – przeszło mu przez myśl.- Przecież to bzdura! – natychmiast odezwał się głos wewnętrzny. Intuicja podpowiedziała mu, że kobieta kłamie znakomicie udając zaskoczenie. Omalże nie wprowadziła go w błąd.

-Czego ode mnie chcecie? – zapytał poirytowany bezsensownym wyjaśnieniem. -Wtargnęłyście tutaj jak oddział Biura Poprawności Politycznej. To włamanie. Odpowiecie mi za to przed sądem!

-Co będzie pan nas straszyć sądem! Są ważniejsze sprawy. Jest pan pilnie potrzebny do sędziowania najważniejszych zawodów w tym kraju – odpowiedziała wyższa i zaczęła bezceremonialnie szarpać kołdrę, która osłaniała piersi i brzuch Sędziego.

-Jakich zawodów? – dopytywał się zdezorientowany mężczyzna.

-To coś więcej niż zawody. Ale pan jest dociekliwy i uparty! Chodzi o Sportowe Igrzyska Partii i Organizacji Politycznych. Potrzebny jest sędzia główny i został pan wytypowany – wyjaśniła starsza z kobiet usiłując wyciągnąć Sędziego z łóżka.

-Zostawcie mnie w spokoju! – bronił się przed nieoczekiwanym atakiem. Szarpnięta mocniej kołdra wyśliznęła mu się z rąk i opadła na podłogę jak wielki, nadmuchany, pasiasty liść. Kobiety bez żenady zaakceptowały nagość mężczyzny. Ich wzrok wydawał się jednak żądać wyjaśnienia, czemu tak się zachowuje w obecności kobiet.

-Sypiam nago, do cholery! – krzyknął wyprowadzony z równowagi Sędzia. – Nie widzicie tego? Czego ode mnie chcecie? – ponowił zapytanie. Prawie krzyczał.

– Niech się pan nie przejmuje, człowieku… Panie Sędzio – poprawiła się wyższa z kobiet. – Nie takie rzeczy się widziało!-  Agresorka popatrzyła na koleżankę i obydwie zaśmiały się pokazując zęby.

Fragment 2

Akcja na stadionie rozwijała się równocześnie w kilku miejscach. Zapoczątkowały ją utarczki harcowników połączone z okrzykami, oskarżeniami i wyzwiskami. Byli to zawodnicy reprezentujący sporty konne, którzy poczuli się rycerzami demonstrującymi dumę zawodową i pogardę wobec przeciwnika, a może nawet i śmierci. Inicjatywę od początku przejęła drużyna Garolisa.

– Bluźniercy! Kłamcy! Oszuści! Bezbożnicy! Mordercy! – Wyzwiska i kalumnie padały gęsto jak pociski pod adresem Ewolucjonistów. Ci odpłacali Kreacjonistom pięknym za nadobne miotając w nich definicjami poziomu wiedzy, charakteru i pobożności, a nawet terminami zoologicznymi: Nieuki! Prostaki! Dewoci! Barany!

– Co to za dziwne określenia, którymi posługują się zawodnicy? – indagował zdezorientowany Sędzia. Co one symbolizują? Znam sporo wyzwisk, niektóre całkiem brutalne. Słyszałem je na stadionach, ale są zupełnie innego rodzaju. Sędzia-kalosz, złamas, żabol, wiśnia, drwal, platfus to są określenia uniwersalne, którymi widzowie obrzucają zawodników, sędziów i trenerów. Niech mi pan to wyjaśni. Muszę znać język tutaj używany, aby lepiej rozumieć zachowania zawodników. – Sędzia energicznie poruszał ręką w takt padających słów. Jego mowa i ruchy zgrabnie łączyły się w skuteczną formę przekazu.

Asystent pośpieszył z wyjaśnieniami. – Linia podziału między tymi partiami ma charakter głównie religijny i ideologiczny. Kreacjoniści wierzą, że Bóg stworzył ich po to, aby kreowali nowy, lepszy świat, gdzie ludzie będą szczęśliwsi. Nie wiadomo jednak w jaki sposób, skoro są przeciwni rządowi, sąsiadom, aborcji, zabiegom in vitro, eutanazji, homoseksualistom, lesbijkom oraz lataniu samolotami rządowymi.

Sędzia pragnął zapytać o samoloty, lecz jego uwagę przykuła nowa fala akcji ofensywnych. Harcownicy wyraźnie szukali zbliżenia. Zupełnie jak w boksie. – Przemknęło mu przez myśl. Najlepiej sprawdzali się starsi zawodnicy. Siwiutki staruszek o twarzy drapieżnego ptaka podjechał na wypasionym koniu do linii Ewolucjonistów i pełen wzburzenia wrzasnął przeraźliwym głosem: Oddajcie nam nieboszczyków!

Jego przyboczny, służący za łącznika z przywódcą Kreacjonistów, życzliwie podpowiedział: Panie Zachariaszu, nie należy mówić nieboszczyków, tylko zmarłych.

– Dlaczego? – warknął starzec. – Przecież krzyczę po polsku!

– Ze względu na szacunek, jaki im się należy.

Dziarski staruszek widocznie wziął sobie pouczenie do serca, gdyż przy kolejnym podjeździe wycelował palcem jak lufą karabinu w premiera Słabosilnego i ryknął oskarżycielskim głosem: Ty morderco! Oddaj nam zmarłych nieboszczyków! Stawiając żądanie miał minę orła, który po zjedzeniu nieświeżej żaby chce ją wyrzygać na widok wypasionego królika.

Mimo wstrząsających okrzyków i oskarżeń łza zakręciła się w oku Sędziego. Nie był w stanie powstrzymać wzruszenia. Przypomniała mu się długotrwała wojna „La Violencia” między Partią Konserwatywną a Partią Liberalną Kolumbii, kiedy strony mordowały się nawzajem w bratobójczych walkach. Mimo okrucieństwa, Sędziego oczarował ciepły stosunek stron do pomordowanych przeciwników, których nazywano pieszczotliwie „truposzkami”. Zapamiętał hiszpańskie słowo: „muerticos”. Miłe wspomnienia przyniosły mu ulgę.

– Ludzie potrafią zachowywać pozytywne uczucia wobec bliźniego nawet w trakcie bratobójczych walk – doszedł do wniosku. To odświeżyło jego wiarę w człowieka. Ze wzmożonym zainteresowaniem podjął obserwację poczynań drużyn na boisku.

Przekaż dalej
0udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *