Głowa. Dykteryjka abstrakcyjna z serii „Opowiadanie krótsze niż świst bata”.

Ludzie ją lubili. Wśród masy innych głów wyróżniała się wielkością i kolorem. Była celebrytką i miała różowe policzki. Pokazywała je chętnie obracając się raz w prawo, raz w lewo.

Tego dnia miała ważne wystąpienie. Mówiła o żarówce. W nawale spraw mało ważnych, bezpieczeństwa światowego, zatrucia środowiska, ubóstwa, imigracji, ona jedna pamiętała o żarówce. Tęskniła do żarówki, takiej zwykłej, dawnej, prostej jak deska. Wypowiedziała się o niej otwarcie patrząc w oczy czającym się wokół wyzwaniom. Nikt jej nie rozumiał, z wyjątkiem narodu, za którym się ujęła.

– Naród mówi o zwykłej żarówce. Idzie do sklepu, a tam żarówki zaawansowane. A oni tęsknią, tak jak ja, za zwykłą żarówką, naturalną, prosto od krowy. Dlaczego nie ma takiej żarówki w sklepie? Choćby jednej. – Zapytała głowa i od razu zawyrokowała: – Bo ci podlece z …tu głowa wskazała palcem Brukselę – nam nie pozwalają.

Oprócz żarówki głowa zajmowała się także innymi ważnymi sprawami. Przemawiała, tańczyła, spotykała się z grajkami ulicznymi, całowała bochenki chleba na dożynkach, korespondowała z młodzieżą żeńską na Fejsie, czasem uderzała samochodem w inny samochód, jeśli akurat napatoczył się niepotrzebnie, spotykała się z innymi głowami. Wielu ją podziwiało, bo była to głowa państwa.

– Nie wiem tylko po co ona istnieje? Czy państwu nie wystarczyłby korpus, kończyny oraz wnętrze? Po co mu zaraz głowa? – zapytał pewien anatom gnany jesiennym niepokojem. Mówiono o nim, że jest wścibski i zadaje niepotrzebne pytania.

Mój ulubiony bohater Cz. 1

Życie mnie rozpieszcza. Poczułem się dzisiaj jak Dziecko. Nie pierwsze z brzegu, ale to z analizy transakcyjnej, potraktowane w sposób ciepły i życzliwy przez Osobę Dorosłą, pod którą ujawnił się Prezes PiS Jarosław Kaczyński, przez przyjaciół zwany JK. W jego obecności (medialnej) czuję się radośnie jak dziecko, rzadko zbuntowane a zawsze rozpieszczane.

JK jest dla wielu źródłem radości i inspiracji. Emanuje dobrocią. Daje z siebie wszystko, aby tylko pocieszyć naród uginający się pod ciężarem reform społecznych i autostrad w budowie. Konkretniej mówiąc nie cały naród, ale tę jego część, która zachowała poczucie humoru i kocha satyrę, wygłupy (w dobrym tonie), parodię, żart i krotochwile.

JK jest obecnie najwybitniejszym satyrykiem w Europie. Nie tylko tworzy teksty, ale i je wygłasza. Improwizuje. Krytycy mówią, że „chlasta językiem”. Ale który polityk słucha dzisiaj krytyków? Chyba tylko osoby głuche. Czyli nie JK. On nie zniża się do tego poziomu.

Często improwizuje na świeżym powietrzu (ponieważ nie znosi zaduchu i rzadko bywa w Sejmie) lub w sali Domu Kultury miejscowości Przyćma Dolna, gdzie jego zwolennicy mają szansę zgłębiać treści wyrastające w swej oryginalności z otchłani piękna myśli politycznej późnego Gierka i wczesnego Mao Tse-tunga.

Finanse państwa są w trudnej sytuacji? „Wystarczy zrzucić z pleców ten garb, jakim są patologie. I wysłać sygnał tzw. rynkom, czyli spekulantom, że Polski nie da się dalej doić” – oto rzeczowa i jakżesz trafna odpowiedź JK na podstępne pytanie.

Boże, czemu zmuszałeś mnie w przeszłości do uczenia się teorii Marksa i Engelsa, zamiast dać mi (choćby we śnie) szansę wysłuchać wykładu Jarosława Kaczyńskiego na temat ekonomii? Oczami mojej stęsknionej wyobraźni widzę Go na uniwersytecie ubranego w togę akademicką i wygłaszającego uroczysty wykład inauguracyjny dla kadry naukowej, studentów oraz zaproszonych członków rządu. Temat wykładu: „Proroctwa dla Polski na najbliższe trzy lata” czyli „Kiedy wreszcie nastąpi koniec świata”.

C.d.n.