Zbliżają się wybory do Sejmu. PiS reklamuje się.

Wicemarszałek z PiS: „Nie ma powodów do dymisji szefowej Kancelarii Sejmu”.

Marszałek Sejmu odchodzi, ale nikt nie bije się w pierś. A co z szefową Kancelarii Sejmu i Centrum Informacji Sejmu, którzy kłamali i wprowadzali opinie publiczną w błąd? Kto – i czy w ogóle – poniesie odpowiedzialność za wprowadzanie dziennikarzy i opinii publicznej w błąd? Kto wymyślił kłamstwo w sprawie lotów Kuchcińskiego, którym próbowano tuszować sprawę?

Kilka komentarzy zamieszczonych pod tą informacją na www.wyborcza.pl:

Malagosia 09.08.2019. To jeszcze nikt nie zgłosił do prokuratury, że pani była uprzejma popełnić przestępstwo? Przekroczyła uprawnienia ewidentnie. Drugie przestępstwo, to nie dopełnienie obowiązków – lala nie wykonała wyroku sądu.

ciemny_lud09.08.2019: Skoro premier kłamie, skoro marszałek sejmu kłamie, skoro (były) minister obrony kłamie jak najęty, skoro kłamie szeregowy poseł, to czemu ma nie kłamać szefowa kancelarii Sejmu?

chardonnay09.08.2019: Ależ do niczego nigdy nie ma powodów. Cała Polska z was się śmieje, kłamcy, oszuści i złodzieje.

jerzy201509.08.2019: Pani tylko kłamała w dobrej wierze -ochraniała szefa z PISu.

aliud201809.08.2019: mafia ściga swoich członków za nielojalność a nie za popełnianie przestępstw. to oczywiste. dopóki rządzi obecny układ o charakterze mafijnym, będziemy mieli grę pozorów, pozorowanych działań, pustych deklaracji, fałszywych wyjaśnień, przemilczeń, odwracania uwagi, wmawiania błędów opozycji, ścigania dociekliwych i agresywnej retoryki wojennej. Wpadną na tej strategii. Pytanie jednak ile do tego momentu jeszcze zdemolują? Na razie jest tak, że nawet przez siebie uchwalonego prawa nie są w stanie przestrzegać. Tego wcześniejszego nawet nie zamierzali. Bo było rzekomo postkomunistyczne. A przy takim stosunku do prawa to raczej nie ma co liczyć na legalistyczną postawę. Nie ma tu miejsca na prawo i sprawiedliwość. Jest rzeczą oczywista, że ktoś powinien złożyć skargę do prokuratury. Jeśli odmowi ona śledztwa to będzie przynajmniej kolejny dowód na jej upolitycznienie i korupcje.

DH09.08.2019: Pani marszałek bez zgody wielkiego SZU nic nie zrobi. Ma tylko robić dobre wrażenie.

0Shares

Wypożyczalnia psów / fragmenty

[…]    Klaudiusz pół siedział, pół leżał na grubym, kolorowym swetrze przy drzwiach wejściowych budynku i rozmyślał. Było mu wygodnie. Głowę i barki miał oparte o ścianę, prawy łokieć spoczywał na najniższym stopniu schodów. Stopa prawej nogi była finezyjnie ułożona na kolanie podgiętej do góry lewej nogi. Mężczyzna trzymał w ręku butelkę toniku Schweppes ze słomką w środku. Dawno niestrzyżone włosy, lekko rozczochrana broda o nieokreślonym kolorze, koszula w jasnoszare pasy, ciemne spodnie i tenisówki bez sznurowadeł uzupełniały jego wizerunek wolnego od trosk człowieka, mającego prawo ubierać się i zachowywać bez żadnego skrępowania. Obuwie nie spadało mu z nóg, co sprawiało mu nieustającą satysfakcję.Niebo rozjaśniło się na tyle, że Klaudiusz mógł dostrzec wyraźnie krawężnik po drugiej stronie ulicy. Rozmyślał o tym, co ostatnio stracił, a co zyskał. Snuł wspomnienia przeszłości, kiedy miał rodzinę oraz psa wabiącego się Ami, którego imię było pamiątką po innym czworonogu. Razem z żoną kochali Amiego jak własne dziecko. Żona w szczególności, dopóki nie urodziła im się córeczka. […] 

      […]  Biegając po lesie, Klaudiusz spotykał zarówno ludzi z psami, jak i samotnych spacerowiczów, osoby w różnym wieku, młode małżeństwa, dziadków i babcie z małymi dziećmi oraz samotne matki z niemowlakami. Chętnie z wszystkimi rozmawiał, szukając pomysłów, jak rozreklamować swój biznes. Łatwiej przychodziła mu rozmowa z kobietami niż z mężczyznami, mimo negatywnych wspomnień związanych z Anastazją. Stosował różne odzywki, aby nawiązać kontakt.
– Panią to ma kto wyciągnąć z domu na spacer – mówił, wskazując psa. – Są ludzie, którzy sami muszą to robić, zwalczając lenistwo. Albo sugerował: – Oprócz urody ma też pani sympatycznego zwierzaka. Można tylko zazdrościć. Kiedy pierwsze lody były już przełamane, rozmowa toczyła się jak z górki: o psach, zdrowiu, spacerach, potrzebie świeżego powietrza, pracy, wypoczynku. Przy okazji Klaudiusz wspominał o swojej firmie, zapraszał do jej odwiedzenia albo obejrzenia na stronie internetowej. Rozdawał także wizytówki.
Biznes nosił nazwę prostą jak promień słońca: „Wypożyczalnia psów wyciągowych”. Na początku ludzie dziwili się nieco określeniu „pies wyciągowy”, lecz bardzo szybko chwytali sens i akceptowali. Idea „bycia wyciąganym” na spacer przez psa okazała się chwytliwa.
Wiadomość o psach do wynajęcia przechodziła szybko z ust do ust metodą poczty pantoflowej. Była to najbardziej skuteczna i najtańsza forma reklamy. Klaudiusz żartował często na temat ludzi i psów, tworzyło to swobodną, życzliwą atmosferę. Nigdy nie zdarzyło
mu się, aby ktoś zareagował negatywnie. Kto mógłby mieć coś przeciwko mężczyźnie w średnim wieku kochającemu i adoptującemu bezdomne psy ze schronisk dla zwierząt, aby pomagały ludziom spragnionym spaceru i serdeczności? […] 

                Powyższe fragmenty pochodzą ze zbioru opowiadań  Michael Tequila: „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco” 

 

1Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 150: Josef w miasteczku Yoko

Wkrótce Laboratorium wkroczyło w etap produkcji promocyjnej. Produkowano plakaty, rysowano konioczłowieka, jak tylko można było sobie wyobrazić, tworzono rzeźby i lepiono figurki Josefa. Dla laborantów była to odskocznia od codziennej rutyny, a także forma poznawania i przyzwyczajania się do Josefa jako przedstawiciela nowego gatunku.

Prawie równocześnie Laboratorium podjęło akcje w terenie. Organizowano spotkania w szkołach, przygotowano programy radiowe i teatralne popularyzujące konioczłowieka, odbyły się pierwsze dyskusje w telewizji, wciąż jeszcze bez udziału Josefa. Jeden z laborantów zawiózł plakat do Yoko, najbliższego miasteczka i umieścił go na słupie ogłoszeniowym na rynku głównym. Plakat informował o występie nowoczesnego cyrku, w którym miał wystąpić konioczłowiek. Kiedy okazało się, że ogłoszenie wywołuje zainteresowanie i pozytywne reakcje mieszkańców, na plakacie przedstawiającym rysunek Josefa zastąpiono jego zdjęciem. Stojący obok laborant pytał ludzi, co sądzą o ogłoszeniu, o cyrku i o konioczłowieku, zbierał opinie, dyskutował i tłumaczył. Reakcje były różne, przeważnie bardzo pozytywne, zwłaszcza ze strony dzieci i młodzieży.

Kiedy Josef pierwszy raz osobiście pojawił się w Yoko, leżące kilkanaście kilometrów na południe od Laboratorium, większość mieszkańców była już przygotowana na jego widok. Społeczność miasteczkowa przyjęła go jako artystę cyrkowego – prezentera programu cyrku, jego pracowników i występujących w nim zwierząt. Jak się okazało, Josefa potraktowano jako przebierańca. Mieszkańcy, zwłaszcza młodzież, ośmieleni jego spokojnym zachowaniem, podchodzili i dotykali jego ubrania i skóry prawie niezauważalnie porośniętej sierścią. Ochroniarze, zaskoczeni tak życzliwą i wcale nie nieufną reakcją, zareagowali w najlepszy możliwy sposób. Podejmując rolę pracowników cyrku prezentowali Josefa jako egzotyczną istotę, zachęcali do obejrzenia go z bliska, wychwalali jego zalety, ubiór i niezwykle miłe maniery. Była to bardzo udana reklama.

– Nikt jeszcze nie widział równie interesującego i inteligentnego stworzenia, kombinację konia i człowieka, najbardziej udaną istotę na świecie, która myśli i czuje jednocześnie jak człowiek i koń. – Daniel, opiekun Josefa, z prawdziwym przekonaniem i bardzo dobrym skutkiem powtarzał wszystkim swoją formułę.

W informacji i reklamie laboranci unikali słowa „zwierzę”. Wyjaśniali, że Josef preferuje posiłki roślinne i jest niezwykle inteligentny, pod niektórymi względami inteligentniejszy nawet od człowieka. Rozochoceni zainteresowaniem zbierającego się tłumu, wołali:

– Podchodźcie i patrzcie! Dotknijcie skóry Josefa! Co za połysk! A jaki on jest silny! Konioczłowiek Josef to najciekawsza, niezwykle oryginalna, postać cyrkowa. Jest taki sam jak my wszyscy, a równocześnie taki jak koń. Jest super!

– A jak on się nazywa? Czy ja mogę do dotknąć? – zawołał jakiś chłopiec z oczami rozszerzonymi z ciekawości.

Ochroniarz podszedł do dziecka i przyprowadził go do Josefa, który spokojnie ujął go swoimi silnymi rękami posadził sobie na grzbiecie. – Chcesz się przejechać na mnie jak na koniu? Na barana? – zapytał zachęcająco i cicho zarżał.

Dziecko było zachwycone. Obecnym wokół ludziom scena bardzo przypadła do gustu, sam Josef poczuł się szczęśliwy. Odezwały się w nim instynkty opiekuńcze brata, może nawet ojca. Z dzieckiem wygodnie siedzącym na jego plecach przebiegł truchtem kilkadziesiąt metrów na oczach zaciekawionego i rozbawionego tłumu, po czym zwiększył szybkość przechodząc w kłus. Nie biegł w jednym kierunku, tylko do małego placyku i z powrotem, aby widziało go jak najwięcej osób. Efekt okazał się nadspodziewanie pozytywny. Chłopiec krzyczał za radości, Josef cicho rżał albo wydawał okrzyki w rodzaju „Naprzód”, „Szybciej”, ludzie zaś wołali: – „Ale ubaw!” „A to ci heca!”

Wydarzenia na rynku obserwował i notował w swojej niezwykłej pamięci Rosaton, specjalnie oddelegowany do miasteczka razem z ekipą ochroniarzy. Zapisy obrazów, rozmów i atmosfery spotkań miały być jeszcze tego samego dnia odtworzone na wielkim telebimie sali konferencyjnej Laboratorium.

Po upływie godziny dowódca ochrony uznał, że jest to najlepszy czas na wycofanie się, pozostawiając za sobą tylko pozytywne wrażenia, skojarzenia i obrazy w pamięci mieszkańców Yoko. Wszyscy już znali i powtarzali imię Josef. On sam, na dyskretny znak dowódcy, zdjął z pleców dziecko, jakie akurat niósł na barana i udał się wolnym krokiem w boczną uliczkę zabudowaną kilkunastoma domami jednorodzinnymi prowadzącą przez nieużytki porośnięte krzewami i trawą prosto do miejsca, gdzie czekała już furgonetka mająca zawieźć Josefa i ochroniarzy do Laboratorium.

Pobyt Josefa i towarzyszących mu ekoanarchistów w Yoko odtworzono wieczorem na wielkim telebimie w obecności laborantów, którzy mieli czas i chęć uczestniczyć w spotkaniu. Uczestniczyli prawie wszyscy, ciekawi doświadczeń pierwszego na świecie konioczłowieka w środowisku miejskim.

3Shares