Historia kołem się toczy. Pełzająca kontrrewolucja.

Bosch,_Hieronymus, The_Garden_of_Earthly_Delights,_right_panel

Powstanie wolnych związków zawodowych „Solidarność” zapoczątkowało rewolucję w Polsce. Obaliła ona ustrój samodzierżawia i powołała do życia nowy – demokracji. Był to piękny gest historii.

Stał za nim pan Bóg, który choć niepoznawalny wedle doktryny doktora kościoła Św. Augustyna, od czasu do czasu daje o sobie znać aktami dobroci. Skończyły się donosy, donosiciele, wszechwładza SB i milicji, braki w sklepach, czekanie czterdzieści pięć minut przy kasie na miejscówkę do przesiąkłego dymem papierosowym pociągu do Warszawy, każdorazowe ubieganie się o paszport na wyjazd wakacyjny do Bułgarii oraz konieczność jego zwrotu w ciągu trzech dni do biura paszportowego, inwigilacje małe i duże, ludzi, biurek i korespondencji, i wiele, wiele innych dobrodziejstw ustrojowych.

Historia kołem się toczy. Kto je wynalazł nie wiadomo, mam jednak wątpliwości, czy dobrze zrobił, gdyż po niecałych trzydziestu rocznych obrotach wraz z nami wokół słońca historia przyniosła nam kontrrewolucję. Jest to stan obecnego łagodnego, bogobojnego i życzliwego odkręcania zdobyczy rewolucji demokratycznej, na rzecz nowej klasy panującej, działającej, jak sama twierdzi, także na twoją rzecz, Drogi Obywatelu-Czytelniku, na rzecz Twojego szczęścia, obfitości materialnej i finansowej, radości, zdrowia i wiecznych wakacji. Oraz spełnienia marzeń.

Kontrrewolucja, która w naszych warunkach i czasie jest demontażem zdobyczy demokracji, nie jest nowym wynalazkiem. Wcześniej wynaleźli ją Chińczycy, podobnie jak proch, który okazał się wielce użyteczny dla nerwicowców i entuzjastów zmian sygnalizowanych wybuchami na dworcach i w autobusach, tak jakby mogły one cokolwiek zmienić. Nasza rodzima kontrrewolucja kryje się za hasłami postępu społecznego i dobrobytu bez kontroli władzy ze strony społeczeństwa, czyli Trybunału Konstytucyjnego.

Kontrrewolucja odbywa się u nas tak zgrabnie i sympatycznie, że ludzie jej niechętni już jakby mniej protestują, a dziennikarze mniej ostrzegają przed jej skutkami. Wszyscy przyzwyczajamy się do niej powoli. Dla mnie kontrrewolucja jest piękna chociażby przez to, że rządzić będzie w pojedynkę monarcha oświecony, wyrazisty, choć niezbyt wysoki, koncentrujący w sobie mądrość i sprawiedliwość, którego sam chwalę, wynoszę pod niebiosa, gdyż jest on niezwykle płodny w pomysły i motywacyjny dla Suwerena, który bez tej motywacji skurczyłby się nieznośnie, a może nawet i przestał istnieć, tym bardziej, że reprezentuje aż 29 do 38 procent całego narodu. Można by pokusić się o powiedzenie, że jest to Suweren nadzwyczajny, choć częściowy.

Sam nie daję się skusić zgrabnymi powiedzeniami, uodporniłem się, kiedy uświadomiłem sobie, że każda pokusa pochodzi od Szatana, potwora ogoniastego, rogatego, obrośniętego rudymi kłakami, który sam powołał się do istnienia, gdyż zło istnieje niezależnie od woli Najwyższego.

Wraz z kontrrewolucją czyli odkręcaniem rewolucji demokratycznej odkręci się też trochę historii i przestawi jej bohaterów. Obok postaci kluczowej, uznanej już w świecie, postawimy inną postać, też niezwykle sympatyczną i udaną, o wielkich zasługach dla kraju i ludzkości, polegających przede wszystkim na tym, że ma ona wielkiego i przedsiębiorczego brata. Jeśli zamkniecie oczy i odsuniecie na bok choćby na chwilę przedsiębiorczego brata, to zobaczycie jak szybko i łatwo braterska pomnikowa postać zmaleje i zacznie opierać się wchodzeniu z fanfarami do historii.

„Wielki wielkością brata” – jest to przesłanie oczywiście dialektyczne, czyli podlegające dyskusji, dawniej marksistowskiej, jeszcze dawnej heglowskiej. Hegla nie rozumiem, podobnie jak i racjonalizmu etycznego, który naszej kontrrewolucji służy dla uzasadniania wątpliwych, bo niejasnych celów. Jeśli ktoś zna jakieś inne cele naszej kontrrewolucji, jasne, pozytywne i konkretne, niech wstanie, położy rękę na sercu i głośno wyjawi nam te cele. Sam też chętnie posłucham, zwłaszcza liczb, faktów i argumentów.

O Polityce, Prezesie, Partii oraz metodach analizy i opisu

Malczewski_Jacek_Do_slawy public domain
Ożywiłem się politycznie, kiedy kupiłem sobie i zacząłem studiować opasłe tomisko (970 stron) „Freud, życie na miarę epoki” autorstwa profesora Petera Gray’a, który „wykorzystując mnóstwo niepublikowanych dokumentów zgłębia psychikę Freuda, ukazuje jego pasje, śledzi zdumiewającą drogę naukową, odkrywa prawdziwą drogę jego miłości do córki Anny i przedstawia nietypową psychoanalizę, której ją poddawał” (to słowa z okładki).

Psychoanalityczne ożywienie było mi potrzebne, aby zrozumieć wygraną PiS-u i przegraną PO, i pokonać zaskoczenie, jakie ogarnęło a następnie rozświetliło zwolenników zwycięskiej partii (ponad 25 % społeczeństwa) i zasmuciło zwolenników PO (poniżej 25 %), nie wzruszając pozostałych 50%, czyli tych, którzy nie wiedzieli, nie chcieli lub zapomnieli, jak głosować, co i tak nie zmieniło rezultatu.

Wyborcze ćwiartowanie społeczeństwa nie jest oczywiście dokładne, jest wręcz zgrubne, lecz ma jeden plus: upraszcza perspektywę widzenia. Ćwiartowanie kojarzy mi się z rąbanką i PRL-em, który poprzez ciągłość historyczną delikatnie tkwi także w dzisiejszym społeczeństwie. Nie da się zaprzeczyć, że zbiorowo wyrastamy z PRL-u i z polskości, niegdyś koślawo reprezentowanej przez wspomniany PRL, który źle mi się kojarzy. W tym jestem być może odmieńcem, ponieważ wielu rodakom PRL nadal kojarzy się dobrze. Różnica tkwi w naturze i poziomie zboczenia.

Freuda zacząłem studiować, aby zarówno zrozumieć lepiej, co i dlaczego źle lub dobrze mi się kojarzy (autoanaliza), jak i wejrzeć głębiej w życie polityczno-społeczne toczące się wokół nas, budzącego nadzieje jak i frustracje.

Do analizy i opisu życia politycznego, nazwijmy je śmiało i szeroko, „naszego, ojczystego, rodzimego, polskiego”, stosuję różne techniki: analizy statystycznej, skrytej obserwacji i jawnych porównań, opisu literackiego i groteski. Są to chwyty, które strażnicy czystości ideologicznej mogliby nazwać podstępnymi. Z góry im to wybaczam kierując się duchem miłości bliźniego. Policzka jednak nie nadstawiam.

Nie wiem, dlaczego tak się zachowuję, ale taki już jestem, skomplikowany i komplikujący. Piszę o polityce, partiach i politykach z ambicją sprawienia czytelnikom przyjemności literackiej, zaoferowania zabawy i edukacji, podobnie jak w przedszkolu, gdzie dzieciaczki bawiąc się – uczą. Radość połączona z korzyścią to mój ideał.

PS. Pragnę Państwa poinformować, że przenoszę moje dziennikarstwo społeczne na blog pod adresem www.PsychoanalizaPolityczna.blog.pl
www.PsychoanalizaPolityczna.blog.pl

Prześniona rewolucja – wykład profesora Ledera

Byłem na wykładzie profesora Ledera z Zakładu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk na temat przedstawiony obszernie w jego książce „Prześniona rewolucja”. Cytuję fragment recenzji zamieszczonej na stronie Empik.com:

„W Polsce w latach 1939–1956 dokonała się rewolucja społeczna. Okrutna, brutalna, narzucona z zewnątrz, ale jednak rewolucja. Ta rewolucja niesłychanie głęboko przeorała tkankę polskiego społeczeństwa, tworząc warunki do dzisiejszej ekspansji klasy średniej, czyli mieszczaństwa, do najgłębszej być może od wieków zmiany mentalności Polaków: odejścia od mentalności określonej przez wieś i folwark ku tej zdeterminowanej przez miasto i miejski sposób życia. Ta rewolucja pozostaje jednak nieobecna w świadomości społecznej. To książka o wydarzeniach, które nas ukształtowały, a o których wolimy nie pamiętać. Filozof bada naszą zbiorową amnezję, poddając psychoanalizie traumy najnowszej historii: okupację z Zachodu i rewolucję ze Wschodu, zagładę Żydów i likwidację ziemiaństwa, wyparte winy i nieopowiedziane krzywdy”.

Był to jeden z najciekawszych wykładów, w których uczestniczyłem. W wielkim uproszczeniu tezy Prof. Ledera ująłbym w następujący sposób.

W Polsce przed drugą wojną światową układ społeczny oparty był na:

  • Ziemiaństwie stanowiącym – jak to określa profesor Leder „hegemona”, klasę rządzącą, z której wywodzili się urzędnicy i wojskowi, inteligencja;
  • Chłopstwie;
  • Społeczności żydowskiej, którą wykładowca określa mianem „pośredników” (handel, produkcja itp.).

Los tych warstw społecznych jest znany: Niemcy dokonali eksterminacji społeczności żydowskiej, w ogromnej mierze dokonali likwidacji także polskiej inteligencji. Potem przyszli Rosjanie, komuniści, i zlikwidowali resztki warstwy ziemiańskiej, na początku poprzez reformę rolną, która przekazała skonfiskowane ziemie w ręce rolników indywidualnych.

PRL władza dba o ludzi

W latach powojennych (do 1956 roku) wyłoniła się nowa warstwa społeczna, klasa rządząca, składająca się z ludzi z awansu społecznego, którzy zapoczątkowali warstwę średnią.

Wykład profesora pozwolił mi zrozumieć fenomen „rozdarcia” tożsamości jednej z czołowych postaci kraju, Jarosława Kaczyńskiego.

PRL Gierek i J Kaczyński

Jego (i PiS-u) system wartości tkwi w II Rzeczpospolitej (przedwojennej) nawiązując do wartości takich jak tradycja, patriotyzm, ojczyzna, katolicyzm. Z drugiej strony, jego sposób postępowania wydaje się wywodzić z powojennego PRL-u: sposób rządzenia (we własnej partii jest niedemokratycznym hegemonem), apodyktyczność/bezwzględność polityczna, negowanie demokratycznie wybranych władz („to nie nasza ojczyzna”), reprezentacja grup społecznych poszkodowanych na przemianach demokratycznych 1989 roku (odpowiednik PRL-owskiego proletariatu).

Zjawiska, o których mówił profesor nie znalazły znaczącego odbicia w literaturze polskiej, filmie czy sztuce teatralnej. Nadal brak jest dzieł literackich i filmowych, które pokazałyby głębiej zjawiska przemian zaszłych w Polsce między rokiem 1939 a 1956, w okresie „Prześnionej rewolucji”.

Wykład był znakomity, książka z pewnością jest warta przeczytania.

Teoria dobrobytu społecznego. Ciąg ostatni rozważań z dnia 15 08 2014.

Nowa Huta, stara wiara, pomniki Edwarda Gierka i Władysława Gomułki, sztuczne Jezioro Solińskie, Mały Fiat dla wielodzietnej rodziny.

– Mój Boże, ile tego było! – Zachwyciłem się osiągnięciami socjalizmu, niesłusznie, bo z wyprzedzeniem zwanego komunizmem. Też pragnę powrotu starych czasów; czasem chodzę na cmentarz i modlę się słowami: Powstańcie, których gnębi głód. W miejscu szlachetnego i cichego odosobnienia widuję niekiedy ludzi wielkiego formatu, poważnych polityków, ex-prezydenta Kwaśniewskiego, ex-premiera Millera, ex-premiera Kaczyńskiego, którego też zrodził socjalizm, a którego podobno nie znosi gdyż wywołuje weń niezrozumiałe drżenie nóg i rąk. Bądźmy szczerzy: wypieranie się rodziny nie znaczy, że nie odziedziczyliśmy po niej żadnych cech.

Snuję dzisiaj te wspomnienia jako poeta, bez historii twórczego rozwoju i szans spóźnionego awansu społecznego. – Hej, to były czasy chędogie, lecz pełne fantazji i szlachetnej rozrywki. Czytelnictwo kwitło wtedy szalenie jak powabna róża albo smaczne pieczarki na ciepłym, końskim łajnie. Nie wiem, jak to się dzieje, że rosnąc na łajnie kwiaty Pracujemy w trójkę - socrealizmpachną a grzyby nadają się do konsumpcji. Ten aspekt przyrody pozostaje dla mnie tajemnicą.

Za czasów bujnego czytelnictwa ludzie stali w kolejkach, aby mieć czas zachwycać się arcydziełami literatury, w tym trzytomowym dziełem „Lenin a higiena i bezpieczeństwo pracy”, odpowiednikiem współczesnej powieści „50 seksualnych twarzy Greya”.

Twórczość poetycką uprawiał wtedy każdy, kto umiał czytać i pisać, a nawet i bez tego. Ludzie pozdrawiali się na ulicach lirykami, prawdziwymi, rymowanymi, nie to, co dzisiaj, wierszem białym, atrapą, której zaletą jest to, że zmusza organizm do głębokiego oddychania, kiedy stoisz przed wierszem z otwartymi ustami i zastanawiasz się, co też autor chciał powiedzieć. Nie znajdujesz odpowiedzi, biegniesz więc do źródła czyli do autora i pytasz go o to. To, że on też nie wie, ma znaczenie twórcze, gdyż obydwaj zagłębiacie się w dyskurs na temat sensu i piękna poezji.Rolniku daj krowie

Poezja jako twórczość masowa wtedy też kwitła, ale trochę inna, bardziej zachęcająca i bezpośrednia. Sam w tym uczestniczyłem. Dzieci w szkole a dorośli poza szkołą recytowali poezję odpowiedzialną społecznie: „Zamiast szczypać w rowie dziwki, rób wiosenne podorywki”, albo: „Każdy rolnik postępowy sam zapładnia swoje krowy”, albo też: „Zamiast chodzić wciąż na ksiuty, zbieraj złom dla Nowej Huty”. Wiersz w owych wzniosłych czasach służył celom społecznym, patriotycznym, wydajności pracy i uduchowieniu ciemnych mas, które dzisiaj rozjaśniają się blaskiem konsumpcji.

– Czemu służy dzisiaj poezja i literatura? – Pytam pełen gniewu na bezmyślność społeczeństwa odżywiającego się kiełbasą z trzydziestoprocentową zawartością mięsa. Nie dziw, że w PRL-u nie było mięsa w wolnej sprzedaży tylko na kartki, bo ludzie je zjadali w kiełbasie, a nie w dodatkach w rodzaju uszczelniaczy, barwników syntetycznych, wzmacniaczy smaku, dopalaczy i spulchniaczy. Dodatki te, zwane przez emigrantów prezerwatywami (ang. preservatives), są zdrowsze i bardziej odżywcze niż samo wulgarne mięso, nie powodują bowiem wzrostu masy ciała, lecz działają rozluźniająco na żołądek pozwalając ci czuć się lekko i radośnie. Mimo ogromnych dawek szczęścia dostępnego dzisiaj w dodatkach do mięsa, ludzie śmieją się rzadziej, są poważniejsi, mniej skłonni do żartów i kawałów, inaczej mówiąc do wypróżniania się ze złych humorów. – Co takiego było w tamtym ustroju, że ludzie cieszyli się jakby im ktoś w kieszeń narobił, a dzisiaj chodzą poważnie jak matrona w mnogiej ciąży? Sex w ZSRR Muzeum Erotyki

Zadaję sobie to i inne pytania, aby zrozumieć tęsknotę dużej części społeczeństwa do poprzedniego ustroju. – Czemu ta tęsknota ma służyć? – Nie wiem. Do czego ona zmierza? –Jeszcze bardziej nie wiem. W mojej ignorancji pocieszam się tym, że nie znając odpowiedzi przynajmniej zadaję pytania.

Realistyczna teoria dobrobytu społecznego

Społeczeństwo mamy wrażliwe społecznie i historycznie. Czterdzieści procent ludzi tęskni za dawnym ustrojem, za którym i ja uroniłem już niejedną łzę.

Wspomnienia przeszłości zalały mnie falą szeroką jak front zrzeszający zwolenników PRL-u. Duchem i sercem przyłączyłem się do masy ludzi wrażliwych, odrzucających blichtr masowej konsumpcji i tęskniących za pełnym zatrudnieniem.

Mieliśmy wtedy naprawdę pełne zatrudnienie, prawdziwe błogosławieństwo, podobnie jak i niepełne półki. Dzisiaj mamy na odwrót, ale z jakim fatalnym skutkiem? Ludzie są nieszczęśliwi, mniej się śmieją, mało żartują i prawie w ogóle nie tańczą. W telewizji nie ma Edwarda Gierka odbierającego bochen chleba z solniczką na Święto Dożynek od rosłej dziewoi lat pięćdziesiąt sześć. A co w ogóle jest w telewizji? Jest rozrywka, ale inna, może nawet i nie taka zła: dyskusje o pedofilach i homoseksualizmie, gender panoszący się na ustach Danuty Kępy zamiast szminki, arcybiskup prowadzący rekolekcje o wyższości alkoholu nad wodą świeconą.

Czyż można się dziwić, że – niezależnie od telewizji – ludzie tęsknią do czasów PRL-u i nienawidzą rządów Tuska, który nie zapewnia pełnego zatrudnia? Nie!

Wszystko wtedy było za darmo, albo bardzo tanio, nie tylko praca. Nie tylko było jej w bród, ale była ona bogatsza. W pracy za niewielkie pieniądze nabywałeś cebulę w workach po 20 kilogramów i otrzymywałeś bezpłatne skierowanie na wczasy po uzyskaniu stempelka w legitymacji partyjnej o zapłaceniu składki. Przodownicy pracy to nawet otrzymywali vouchery na małego Fiata, bo duży nie mieścił się na ulicach i był bezużyteczny! Brak mi dzisiaj owego realizmu i tężyzny, którą wyrabiałeś sobie stojąc w kolejkach, czekając na autobus lub pędząc kilometr za stację kolejową, aby wsiąść do pociągu zanim wjedzie on na peron. To były czasy!

Jedyną przewagą dzisiejszych czasów jest tylko Odnowiony Związek Radziecki, jeszcze bardziej szlachetny niż oryginał, dowożący setkami ciężarówek pomoc humanitarną do sąsiednich krajów w ramach wymiany: My wam dajemy (bezpłatnie!) separatystów i wyrzutnie rakietowe, a wy w zamian dajecie nam Krym i kilka mniejszych miast. Takiego braterstwa to nawet wtedy nie było. Kraj ten wyrosły ze zdrowej gleby przeszłości ma też zdrowe podejście do gospodarki.-„My to nawet cieszymy się z sankcji nałożonych przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską, gdyż pozwalają nam one rozwinąć rodzimy przemysł, któremu do tej pory brakowało naturalnego bodźca rozwoju”. – Pięknie to powiedział Władimir Putin, prezydent, który dla dobra ojczyzny gotów jest pozostać dożywotnio na stanowisku, a nawet zintegrować je w stanowisko Prezydenta-Premiera. Jeden etat zamiast dwóch, jeden rząd zamiast dwóch, to ogromna oszczędność dla kraju.

Nie to, co w Australii, gdzie niezależnie od parlamentu i rządu federalnego są jeszcze parlamenty i rządy stanowe. Ambitni, ale niepraktyczni to ludzie. Taka Australia Południowa: 2 miliony ludzi i własny parlament i rząd! Ba, nawet własny, choć nie całkiem, gubernator stanowy oddelegowany do pracy przez Królowa Elżbietę II, miłosiernie panującą Królową Wielkiej Brytanii i Australii. Czyż można się dziwić, że Nowy Związek Radziecki rześko pędzi do przodu, a Australia szybko pedałuje do tylu?

Wypada mi przyznać z dumą, że na świecie to tylko Jarosław Kaczyński pedałuje szybciej do tyłu z lotnym peletonem PiS zmierzając niezawodnie po górską premię wyborczą i żółtą koszulkę lidera.