W nocy wymyśliłem sobie diabła. Humoreska.

Kilka dni temu, w nocy, nie mogąc zasnąć, poczułem się tak samotny, że wymyśliłem sobie diabła. Chciałem mieć kogoś do towarzystwa, kogoś użytecznego, przydatnego, tylko na własny użytek. Był to, jest właściwie, diabeł współczesny, podporządkowany, o wyglądzie zwykłego mężczyzny, czyli raczej niekształtny, nie żaden Apollo, tylko lekko łysiejący, zgodnie z ewolucyjną zasadą stopniowej utraty uwłosienia, z tradycyjnymi atrybutami, różkami, ogonem, niezbyt wybujałą kosmatością, mało ruchliwy. Nie jest to okaz piękności, rozczulił mnie jednak naturalnością i podobieństwem do człowieka.

Wydało mi się, że ma chęć rozbrykać się, wziąłem go więc na smycz i założyłem mu kaganiec. Aby się usprawiedliwić w moim okrucieństwie, uznałem, że jest to postępowanie normalne, powszechnie przyjęte.

– Ostatecznie ludzie traktują tak swoich pupilów, własne psy, które kochają, dobrze karmią i chodzą z nimi na spacer do lasu, albo na łąkę. – Wytłumaczyłem mu, kiedy popatrzył na mnie niepewnie.

Do łapy dałem mu smartfon, aby mógł połączyć się ze mną w każdej chwili i wyjaśniłem z grubsza, jak to działa. Od razu zagłębił się w konwersację nawet nie wiem z kim, potem oglądał jakieś obrazki i diabelsko chichotał. Była to prawdopodobnie pornografia, czemu się nie dziwiłem, bo ostatecznie jest sam, młody i prawdopodobnie czuje tak zwany zew natury.

Siedzę teraz przed komputerem i piję czarną kawę, którą mi przygotował, z trzema rodzynkami w środku, aby złagodzić gorycz, i myślę, jak go nazwać. Chciałbym, aby było to coś urokliwego, oddającego sens przewrotności, a równocześnie człowieczego, bo tak sobie spekuluję, że jesteśmy chyba, przynajmniej mężczyźni, z diabłem spokrewnieni. Nie wyobrażam sobie bowiem diablicy, istoty żeńskiej, takiej z białymi piersiami rozczulającymi nawet dziecko, i pełniejszymi biodrami, i tak dalej, nie będę wnikać w anatomiczne szczegóły, ale kosmatej, z ogonem i czarnymi różkami. Zastanowię się jeszcze nad tym.

Więcej czasu wam nie zajmuję. Życzę piekielnie udanego dnia.

PS. Przepraszam, używam nowego programu Gutenberg do edycji tekstów na blogu i nie mogę dojść, jak powiększyć rozmiar czcionki.

„Cztery portrety:cudze i jeden własny” w księgarni:  https://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

0Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 164: Psychoterapeutyczne wyznania Josefa

Aby zrozumieć swoje problemy Josef podejmował różne starania. Najpierw podglądał nagich mężczyzn w łaźni i słuchał co opowiadali przy alkoholu o swoich przygodach seksualnych. Potem zapoznał się z opiniami fachowców na temat seksualnych problemów mężczyzn. Oglądał też pornografię, przeczytał kilka artykułów i obejrzał dokumentalny film o mieszkańcach Afryki, znanych z dużych rozmiarów penisa. Okazało się, że ich także przerósł, był od nich lepszy. Był po prostu nadmiarowy. Musiał to wyraźnie przyznać wobec siebie samego. To go zniszczyło.

– Taki to mój parszywy los: efekt nieudanej integracji organów seksualnych człowieka i konia. – Powtarzał sobie do znudzenia. Był to jedyny defekt, jaki w sobie odkrył.

Problem wielkości przyrodzenia nie pojawił się w jednej chwili, od razu. Jego członek powiększał się stopniowo, w miarę jak Josef koniał. Ciesząc się, że konieje, nie podejrzewał, jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić. Sytuacja go przerosła. Myślał nawet o samobójstwie.

– Dlaczego nam tego nie ujawniłeś? Może moglibyśmy ci pomóc? – Zapytał go psychoterapeuta.

– Sam nie wiem. Czułem niesamowity strach, przerażenie, bałem się okaleczenia. Myślałem, że zechcecie mnie wykastrować. Ostatecznie powstałem w Laboratorium, macie do mnie jakieś prawa.

Zenon postanowił nie negować absurdalności podejrzeń Josefa. Nie miało to sensu. Poprosił go natomiast o informacje, jak ludzie zachowywali się wobec niego w tym trudnym czasie. Chciał zrozumieć jego przeżycia.

Zapytany uczynił to chętnie, wszystko pamiętał bardzo dobrze. Najpierw pojawiły się złośliwe anonimy na temat rozmiarów jego przyrodzenia, niektóre ilustrowane prymitywnymi, inne prawie artystycznymi rysunkami, potem wielkie niezdarne rysunki członka na drzwiach wejściowych do jego mieszkania. Wyglądały, jakby rysował je wyrostek, co niedawno zauważył, że siusiak służy nie tylko do oddawania moczu. Rysunki na drzwiach szczególnie wyprowadzały Josefa z równowagi, ponieważ mogli je zobaczyć wszyscy przechodzący obok jego mieszkania. Pojawiały się one na szczęście nad samym ranem; wstając wcześnie Josef zawsze zdążył je zetrzeć lub zamalować, zanim ktokolwiek mógł je zauważyć.

– Dzieci też zaczepiały mnie na ulicy, krzycząc za mną różne bezwstydne słowa, których prawdopodobnie same nie rozumiały. – Opowiadając to Josef starał się wyraźnie pomniejszyć znaczenie zachowań dzieci, choć były one niewybredne, a nawet złośliwe. Zenon zastanawiał się, dlaczego Josef tak łagodnie traktował swoich małych bądź co bądź prześladowców.

– Nawet koledzy zaczęli mi dokuczać. – Kontynuował Josef. – Uważali to za żarty, chyba nie zdając sobie sprawy, że nie ma nic przyjemnego być przedmiotem takich dowcipów. Mój bliski przyjaciel powiedział mi, śmiejąc się serdecznie:

– Josefie, ty to masz szczęście w swoim nieszczęściu! Kiedy zaproszą cię na bal maskowy, nie musisz w ogóle się przebierać. Po prostu weźmiesz tę rurę na plecy i będziesz grać hydraulika.

Na początku Josef otrzymywał dużo telefonów, większość anonimowych, wkrótce potem zaczęły przychodzić emaile, w końcu zaczął otrzymywać listy. Jeden z nich pamiętał bardzo dobrze, bo był zupełnie szalony. Josef ożywił się podejmując ten wątek.

– Napisało do mnie Towarzystwo Popędliwych Kobiet. I to skąd? Z południa Nomadii. List, koperta i znaczek były jak najbardziej autentyczne. Sprawdziłem nawet, że istnieje urząd pocztowy uwidoczniony na pieczęci. Oczywiście domyśliłem się od razu, że to jakaś fikcja, że ktoś to robi dla kawału. W liście poinformowano mnie, że jedna z członkiń klubu jest zainteresowana przystąpieniem do mojej organizacji i proszono o przysłanie wniosku o członkostwo.

Josef określił otrzymaną korespondencję jako wulgarną i głupią. Mówiąc to, nie wyglądał jednak na zmartwionego. Zenonowi wydało się nawet, że ukrywa rozbawienie.

Potem nadszedł list lotniczy z Japonii z propozycją, aby objął patronat nad corocznymi obchodami Festiwalu Stalowego Fallusa. Josef pamiętał doskonale tę propozycję; była napisana na białoróżowym, czerpanym papierze, od stuleci produkowanym w Japonii tradycyjnymi metodami.

– Na początku nie wiedziałem, jak reagować na zaczepki, bo oprócz złośliwości często wyrażały podziw a nawet zazdrość z powodu mego bogatego przyrodzenia.

Na pytanie Zenona, czy może notować opisywane zdarzenia dla celów dokumentacji, Josef bez zastanowienia wyraził zgodę, jakby była to prośba o podanie adresu cukierni, gdzie sprzedają najlepsze pączki serowe i naturalnie lukrowane wegańskie czekoladki.

W trakcie opisu bolesnych przeżyć twarz Josefa pozostawała napięta i smutna, tylko raz czy dwa razy uśmiechnął się jakby boleśnie. Kiedy mówił o dużym członku – do tego tematu wracał chętnie i to kilkakrotnie – Zenon zaczął nabierać przekonania, że mówienie o nim sprawiało Josefowi przyjemność. Jego twarz rozjaśniała się w takich momentach, a on sam się ożywiał. Stopniowo w psychoterapeucie zaczęły krystalizować się podejrzenia, że coś się nie zgadza w relacjach Josefa. Zaczęły mu się nasuwać wątpliwości czy Josef mówi prawdę, czy jest we wszystkim szczery, czy przypadkiem nie wyraża czasem czegoś innego niż to co mówi. Miał wrażenie, że w historii przeżyć Josefa jest coś, co go męczy.

0Shares