Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 194: Kult fallusa

Niemożność poradzenia sobie z prezerwatywami męczyła gubernatora, dopóki nie wpadł na przewrotny pomysł. Nikomu w gabinecie nie ujawnił go z obawy o kompromitację. Swój plan powierzył jedynie skromnej urzędniczce rządowej, o której nikt nie pomyślałby nawet, że może być łączniczką z tajną policją. Już po kilku dniach Babochłop miał swoich ludzi w trzech zakładach produkujących prezerwatywy, zatrudnionych na stanowiskach pakowaczy, majstrów, brygadzistów oraz kontrolerów jakości produkcji. Mieli ważną rolę do spełnienia: przebijać prezerwatywy przed zapakowaniem. Jeśli musieli je rozpakować, aby to zrobić, co z reguły miało miejsce nocą, wkładali je w opakowania zastępcze. Ponieważ popyt produkt był duży, nikt nie zwracał uwagi na opakowanie. Był to czysty sabotaż. Gubernator nie był w stanie ocenić, jakie skutki on przynosił, wyobrażał sobie jednak, że zadał przeciwnikom potężny cios.

Kościół sprzeciwiał się praktyce sabotażu, uznając ją za nieetyczną. Eminencja przez długi czas o niczym nie wiedział, przynajmniej nie przyznawał się do takiej wiedzy. Dowiedział się o wszystkim od jednego z księży, który spowiadał strażnika z zakładu wyrobów gumowych, zatrudnionego tam przez tajną policję w celu przekłuwania prezerwatyw. Miał on wyrzuty sumienia, że uszkodzone wyroby mogą przyczyniać się do przenoszenia chorób wenerycznych. Eminencję męczyło to dodatkowe zagrożenie społeczeństwa, mającego już za sobą wielką dawkę cierpień, trudno mu było jednak określić, czy przekłuwanie prezerwatyw w sytuacji kraju jest grzechem czy nie. Długo roztrząsał to w swoim sumieniu, może nawet nie dlatego, że tak bardzo go to męczyło, po prostu drobiazgowy i lubił rozwiązywać zagadki logiczne.

– Z jednej strony jest to grzech, z drugiej strony nie, bo sprzyja wywiązywaniu się ludzi z obowiązków nałożonych przez Stwórcę – doszedł do wniosku. Swoją niepewność nosił w sumieniu przez kilka dni, po czym zapomniał o wszystkim. Jeśli mu się przypomniała, to na krótko. Był zadowolony, że w końcu jego sumienie oczyściło się z męczącego natręctwa.

*****

Determinacja gubernatora i arcybiskupa rosła. Rząd gotów był podjąć najbardziej ryzykowne i drastyczne środki i działania, aby tylko ratować kraj przed nieszczęściem. Wiedzieli o tym przedstawicie dyplomatyczni wszystkich krajów akredytowani w Nomadii.

Ambasador Nubuku Kirudze, licząc na wzbudzenie zainteresowania gubernatora Blawatsky’ego kulturą Japonii, wspomniał mu na dorocznym przyjęciu dla korpusu dyplomatycznego o kulcie fallusa obchodzonym w jego kraju jako święto płodności pod nazwą Kanamara Matsuri. Wzmianka o płodności trafiła na podatny grunt. Gubernator zaprosił ambasadora do siebie na rozmowę. Przyjął go serdecznie w swoim gabinecie już następnego dnia. Rozmowa o kulturze japońskiej była tylko pretekstem, który ambasador, doświadczony dyplomata, potraktował z wielkim szacunkiem. Mężczyźni spędzili blisko godzinę rozmawiając o szczegółach.

Wieczorem gubernator i Czarna Eminencja spotkali się we dwójkę, aby omówić niełatwy temat. Mieli poważne obawy. Wymienili się informacjami na tematem kultu fallusa w ujęciu historycznym i geograficznym, gdyż temat wykraczał poza granice Japonii. Rozmowa w części rozwiała ich obawy. Temat fallusa, waginy i płodności był obecny we wszystkich krajach od początków cywilizacji ludzkiej. Wedle mitologii egipskiej starożytny bóg Atum stworzył świat poprzez masturbację. Cechy fallocentryczne miała także biblijna opowieść o przymierzu z narodem wybranym, przypieczętowanym obrzezaniem, co oznaczało, że penis stał się symbolem związku między Izraelitami a Stwórcą.

Dwaj przywódcy byli zgodni co do jednego: dla dobra kraju muszą zaryzykować eksperyment zwiększający zainteresowanie płodnością i prokreacją. Duchowny okazał się większym optymistą niż gubernator:

– Dlaczego ta impreza nie miałaby być udana, skoro udaje się każdego roku Japończykom? Czy my jesteśmy od nich gorsi? Mniej otwarci lub mniej odważni?

Przy udziale ambasadora Nubuku Kirudze i jego attaché kulturalnego odbył się wkrótce w Afarze happening. Było to zdarzenie na pograniczu sztuki, kultury, religii i teatru ulicznego. Przez Plac Centralny przemaszerowała procesja. Na jej czele szli mężczyźni i kobiety ciągnący na lawecie z drewnianymi kołami wizerunek fallusa grubości jednego metra i długości trzech metrów wykonanego z drzewa cedrowego. Lawetę popychało osiem skąpo ubranych kobiet w wieku od osiemnastu do osiemdziesięciu ośmiu lat. Uroczystość odbywała się pod hasłami „Zdrowie i płodność dla rodziny i narodu”.

Japoński festiwal fallusa Kanamara_Matsuri

Demonstracja kultu fallicznego, umocniona wywiadem z ambasadorem Nubuku Kirudze, wywołała wielkie zainteresowanie Japonią i jej kulturą. Biura turystyczne nie mogły nadążyć ze sprzedażą i obsługą wycieczek do tego kraju. Nie trwało to jednak długo. Ktoś zaczął rozpuszczać plotki, prawdopodobnie stowarzyszenie Pobożnych Matron, że wycieczki do Japonii w celu poznania jej kultury i zwyczajów to jedno wielkie kłamstwo, oszustwo i naciąganie naiwnych na bezsensowne wydatki.

Zainteresowanie Nomadyjczyków kultem fallusa i płodności utrzymywało się przez jakiś czas. Odważniejsze kobiety spały z symbolem fallusa pod poduszką, aby spełniły się ich marzenia zajścia w ciążę. W mieście powstawały koła czcicielek świadomego macierzyństwa, marzycielek o dziecku, akademie płodności i macierzyństwa. Pojawili się też anonimowi darczyńcy, prawdopodobnie zagraniczni, importujący z całego świata obrazy, symbole i artefakty związane z kultem płodności i prokreacji.

Po okresie zainteresowania, pojawili się krytycy kultu. Ich krytyka stawała się coraz bardziej agresywna. Gubernator Blawatsky uznał, że dalsze lansowanie płodności poprzez oddawanie czci męskiemu członkowi, powszechnie już nazywanego fallusem, nie ma sensu. Po konsultacjach ze zwolennikami i przeciwnikami kultu podjął decyzję. Miał obawy, że jeśli szybko nie zareaguje, nie usunie z miasta męskiego symbolu płodności i nie zakaże dalszych jego pokazów, to środowiska bigoterii i dewocji oskarżą go o fetyszyzm, wyuzdanie i rozpustę.

– Może nawet o zboczenie seksualne. – Przeszło mu przez myśl.

Możliwość posądzenia go o perwersję wydała mu się szczególnie nieprzyjemna, nawet niebezpieczna.

2Shares

Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 13: Krytyka władzy

No dobrze – sędzia zdecydował się zmienić temat, aby przerwać kolejną tyradę pomocnika.

A ci drudzy, ci, którzy są przy władzy. Co to za ludzie? Czy ich przywódca, Słabosilny zwany także Tasakiem, też trzyma ich za mordę? Pseudonim wskazywałby, że to może być ostry facet.

A skądże. On nie używa takich wyrazów jak morda! Może nawet i nie zna. Sam może go pan zobaczyć. To ten szczuplak z piłką w ręce, kapitan drużyny Ewolucjonistów. O, tam po lewej stronie…

Zaraz, zaraz. Ten w krótkich spodenkach w granatowe pasy?

Trafił pan. To premier Słabosilny. Pseudonim Tasak jak ulał pasuje do niego, ale tylko wtedy, kiedy facet się wkurzy. Bo tak to działa i mówi jakby miał na ustach aksamitne rękawiczki. Taki też ma głos i usposobienie. Kieruje Ewolucjonistami jak przyjazny naukowiec, który wierzy w wolny rynek oraz Wielkiego Brata Ruro. Jest jednak skuteczny, choć małomówny. Niestety, ma także swoje słabości, które Kaczan i jego ludzie bezlitośnie eksponują i wykorzystują na każdym kroku.

O, to ciekawe. Jakie to są słabości?

Ubóstwia budować i odnawiać. Wszystko, co mu wpadnie w ręce. Stadiony, boiska, mosty, przejazdy, drogi, autostrady, dworce kolejowe, dworce autobusowe, przedszkola, żłobki, ścieżki dla rowerzystów i dróżki w lasach.

To ludzie muszą go cenić – zawyrokował sędzia.

Nie tak bardzo. Bo i po co komu to wszystko? Koleją nikt już nie jeździ, po co więc ludziom piękne dworce. Podróżnych kulturalnych i wyrobionych artystycznie oczywiście to cieszy. Kiedy pociąg spóźnia się panu pięć godzin, ma pan czas delektować się cudownymi freskami na ścianach dworca, dokładniej przyjrzeć się historycznej płaskorzeźbie drzwi wejściowych, zrobić sobie kilka zdjęć studialnych na tle weneckich okien albo zanurzyć się duszą i ciałem w luksusowych wnętrzach pałacu dworcowego. Słabosilny jest jak Kazimierz Wielki, co zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Ale wielu obywateli i tak go nie znosi. Za mało rozdaje pieniędzy. Ludzie lubią, jak premier ma gest. Mało ludzi zresztą go zna, bo w telewizji pokazuje się jak malowane jajko wielkanocne. Raz w roku.

Może jest nieśmiały? Choć to mało prawdopodobne u polityka. A może nie lubi zajmować innym czasu bajkami, które każdy premier ma do opowiedzenia. Stara się być umiarkowany i niepotrzebnie nie narzucać się społeczeństwu. A może jest bardzo zajęty i uważa, że są rzeczy ważniejsze niż występowanie w telewizji – uczenie spekulował Sędzia.

Bardzo ciekawe sugestie. Kłopot w tym, które z nich są prawdziwe – asystent popatrzył na szefa z uznaniem.

Nie, to chyba nie to – zawyrokował. Wielu ma mu za złe, że jest miękki wobec Kaczana jak jajko gotowane dwie minuty. On napada Premiera przy każdej okazji i jeździ mu po głowie nowymi oskarżeniami i krytyką. I nie ma znaczenia, czy rząd zrobił cos dobrze, czy źle. U Kaczana wszystko zawsze jest źle, jeśli chodzi o działania rządu, samorządów, prezydenta i innych organów państwowych. Rzeczywistość jawi mu się w słonecznych kolorach jak mieszkańcy wioski na zbiorowym zdjęciu nad rzeką Niger bezksiężycową nocą. I proszę sobie wyobrazić, panie Sędzio, że strategia „czarnej nocy” przynosi mu niezłe wyniki w sondażach poparcia społeczeństwa dla partii politycznych. A wie pan dlaczego?

Nie zastanawiałem się nad tym, więc nie będę ośmieszać się zgadywaniem. W polityce jak w sporcie, lepiej zapytać niż zgadywać.

Otóż… – przyciszonym głosem zaczął Szczerbaty. Rozejrzał się na boki, spojrzał na stadion, gdzie chwilowo nie działo się nic godnego uwagi, i pochylił konfidencjonalnie ku Sędziemu, aby wyszeptać: Otóż jego popierają ludzie wzruszająco prości, ubodzy, którzy winią rząd za swój niedostatek, zagubieni, którzy szukają zbawiciela w zasięgu ręki, niedouczeni, którzy wolą słuchać opowiadań niż poczytać gazetę, niepewni siebie, którzy szukają wsparcia przywódcy jak wulkan grzmiącego przekleństwami i rzucającego obietnicami, osoby wierzące w cuda, dziwy i katastrofy wywołane przez siły nieczyste ukryte w bombach lub w drzewach, a w końcu ludzie kryjący się w przeszłość, pomniki, pochodnie, symbole i historię.

Sędzia niewyraźnie pokiwał głową na znak zrozumienia bądź niepełnego zrozumienia drobiazgowej analizy. Powinien pan pisać książki, panie kolego, ma pan dar obserwacji oraz łatwo obraca pan językiem. Z uwagą pana wysłuchałem, ponieważ jest teraz spokój na stadionie i uznałem, że czas zrelaksować się w łagodnej jak letnia bryza atmosferze rozmowy o bliźnich. Zaskoczę pana i dodam coś od siebie na ten sam temat.

Słucham z najwyższą ciekawością! – wyrzucił z siebie Szczerbaty mile połechtany tytułem „panie kolego” oraz zaintrygowany tajemniczą obietnicą Sędziego. Patrzący z boku mogliby powiedzieć, że słuchacz wpił się wzrokiem w usta sędziowskiego majestatu, gdyby nie brzmiało to przesadnie i odrobinę brutalnie.

Otóż spotkałem niedawno młodego człowieka, który nazwał rząd złodziejami i łajdakami. Jaki jest powód pańskiej odrazy wobec rządu? – zapytałem. Każdemu rządowi obywatele zarzucają, że kradnie, oszukuje, rozrzuca pieniądze i jest skorumpowany. Nie znaczy to, że jest to prawdą w stu procentach. Procentowo miara nikczemności rządzących może być pokazana prawdopodobnie na palcach jednej ręki, no może dwóch, jeśli nie jest to osoba jednoręczna.

Myli się pan. Ja wiem swoje i dlatego nie płacę tym złodziejom podatków – energicznie zaprotestował młodzieniec opierając swe przekonania i odmowę płacenia podatków na mocnym argumencie „ja wiem swoje”.

Zapytałem go wtedy – kontynuował Sędzia – czy niepłacenie podatków nie jest przypadkiem atrakcyjnie ubraną formą złodziejstwa. Ten, który nie płci podatków, nie okrada rządu tylko państwo, budżet państwa, który lepiej czy gorzej zarządzany finansuje szkolnictwo, opiekę medyczną, naprawę i budowę dróg, administrację i policję. Z niego wypłaca się także zasiłki dla bezrobotnych.

No i co pan usłyszał w odpowiedzi? – niecierpliwie ponaglał asystent.

Nic. Po prostu nic. Miałem wrażenie, że młody człowiek przypomniał sobie nagle, że milczenie jest złotem.

0Shares