Mocarz czyli fenomen fenomenologiczny

W trakcie dziennika telewizyjnego na ekranie telewizora skoncentrowały się głosy fachowców, różnych profesorów od zdrowia i siedmiu boleści, ekspertów, spin doktorów, a także – dla równowagi – ludzi bez wykształcenia, których nadzwyczajną siłą jest ślepa wiara w cuda i przywódców. Mówiono o Antonim Macierewiczu.

I wtedy stało się coś nadzwyczajnego. Pojawił się sam zainteresowany i zaczął wypełniać ekran, przytłaczając inne postacie: pana prezesa, który zesznurował usta tak mocno, że widać było tylko błyszczące sznuróweczki, i pana prezydenta, który skarżył się bardzo boleśnie, że mu chowają do szafy ulubionego generała i on nie wie co robić, i społeczeństwo podzielone na pół, jedna połowa z ustami wypełnionymi bogobojnymi pochwałami i zachwytami, a druga z zębami zaciśniętymi, do których przykleiły się przekleństwa.

Kiedy ekran wypełnił się całkowicie postacią mocarza i zaczął on wychodzić na zewnątrz, przeraziłem się i wyłączyłem telewizor, i dopiero wtedy, pod wpływem szoku, zdałem sobie sprawę, że jest to fenomen fenomenologiczny, taki, który potrafi wybić medal ulubionemu Misiowi i spokojnie skopać tyłki dziewięćdziesięciu generałom, i lekką ręką pokerzysty odrzucić helikoptery francuskie potrzebne chyba na złom, bo obronność mamy mocną jak stal a może i jeszcze mocniejszą.

Tak to sobie napisałem w ramach oszczędności miejsca w głowie, która jest mi potrzebna na inne myśli i bajkę o normalności, jaka śni mi się po nocach od długiego już czasu.

Dzisiaj dowiedziałem się, że dla dobra sprawy mocarz dobrowolnie zrezygnował z przewodniczenia siłom lądowym, morskim, lotniczym i leśnym, które pożegnał bardzo długim i serdecznym przemówieniem o patriotyzmie, umocnieniu, wzroście, poprawie, szczęściu i bezpieczeństwie, którego ja akurat nie zauważyłem, ale ucieszyłem się, że on je widzi i żegna.

Co mamy i co mieć będziemy. 2017 v. 2018.

Piszę po Świętach Bożego Narodzenia, czyli na trzeźwo, bez widoku krzywej mordy karpia. Dzięki temu wyraźniej widzę przyszłość. Jest różowa.

Mijający rok oceniam dobrze. Mamy osiągnięcia. Mnie najbardziej podobało się zwolnienie 90 generałów, niezakupione helikoptery oraz dotacje na wyrąb Puszczy Białowieskiej, jakie Unia nam obiecała. Ileż to zaoszczędzonych pieniędzy! Nie dziw, że nasza gospodarka rozwija się tak szybko. Jeśli chodzi o tempo rozwoju, to jesteśmy podobno na 14 miejscu w Europie. To nieźle, bo jakiś szczupły medalista w okularach straszył mnie w telewizji, że rozwijamy się najszybciej w Europie. To byłoby niebezpieczne.

W prasie znalazłem tekst o Japonii, który wezbrał we mnie uczuciem patriotycznej radości. Cytuję: „ … honorowy kodeks bushido, koncentrat konfuncjanizmu, zen i szinto, który niczym samurajski miecz ciosał dusze Japończyków całe dziesięć wieków i do dziś jest ich moralnym i mentalnym kompasem. Uczciwość, grzeczność, czystość, skromność, pracowitość, solidarność i lojalność – cnoty bushido są cechami Japończyków”.

– To tak jak i u nas – pomyślałem. Teraz wiem, dlaczego tęskniliśmy za drugą Japonią. Jesteśmy zdumiewająco podobni do nich. Nie wiem tylko, czy oni też mają tyle dumy narodowej i tak nie lubią być na kolanach jak my. 

Rok 2018 według horoskopu chińskiego to rok Psa, żywiołu Ziemi. Cytuję: „Rok Psa jest czasem przyjaźni oraz zacieśniania kontaktów międzyludzkich. To także czas współpracy i okazywania większej tolerancji sobie nawzajem. Teraz staniemy się bardziej wrażliwi, dzięki czemu wiele dotychczasowych nieporozumień oraz konfliktów może zostać zażegnanych. Wystarczy jedynie odrobina dobrej woli”.

Brzmi to bardzo zachęcająco. Liczę na rok Psa.

Podsumowując, jest nieźle, będzie jeszcze nieźlej, może nawet jeszcze lepiej. Tego oczekuję od losu, czyli łaski pańskiej, która – jak mówi przysłowie – na pstrym koniu jeździ. Ponieważ u nas dysponentem łaski pańskiej jest rząd, rok 2018 napawa mnie optymizmem.

Może jeszcze coś na ten temat napiszę. Radości nigdy za dużo.

My, wasi dobroczyńcy. Zmiany na lepsze. Odcinek 28.

Wojsko jest w ruchu. To dobra zmiana, bo wojsko potrzebuje manewrów, ćwiczeń na świeżym powietrzu oraz tężyzny, która nie przychodzi sama. Pozwalnialiśmy generałów, pułkowników i majorów, razem ponad dwieście osób. Część z nich zwolniła się sama, bo mieli fantazję, prawdopodobnie ułańską, która leży w naszych tradycjach. Odejście z armii wysokich rangą wojskowych to dobra zmiana; wojsko może teraz ćwiczyć swobodniej, nikt na nikogo nie krzyczy. To dobrze zrobiło żołnierzom. Są wyluzowani, widać to na zdjęciach.

Niektórzy żołnierze są na koniach, bo tak jest cieplej. Ale tylko do czasu, jak będą rakiety i helikoptery, których jeszcze ich nie ma. Miały być, ale nie nadeszły przez zapomnienie albo przeoczenie. Tak to jest z martwą materią. Gdyby miała rozum, jak niektóre roboty, to by się nie zapomniała ani nie przeoczyła.

Koń jest u nas tradycją, a dobra tradycja to patriotyzm. I to się liczy. Koń parska, ale nie smrodzi, chyba że dla żartu, czołg natomiast smrodzi spalinami i zanieczyszcza środowisko. A tego minister ochrony środowiska nie lubi, bo on w ogóle nie lubi środowiska, wszystko by wyciął w pień, bo tak jest czyściej. Gdybyśmy nie mieli środowiska, to nie byłoby zanieczyszczeń. – Po co nam środowisko? – Pyta minister.

– Dlaczego pyta? – Zapytacie.

– Bo mamy trzydzieści miast najbardziej zanieczyszczonych w Europie.

– A dlaczego? – Zapytacie po raz drugi? – Bo my, rząd, jesteśmy zajęci ważniejszymi sprawami.

Nawiązaliśmy stosunki z San Escobar. To nowy kraj, bardzo odległy. To my odkryliśmy go w ramach ważnych inicjatyw międzynarodowych. Co do stosunku, to jest to dobra rzecz, a dobra rzecz tam, gdzie jej wcześniej nie było, to dobra zmiana. Każdy chciałby mieć stosunek, przynajmniej jeden, od czasu do czasu, bo to zdrowe i przyjemnie, wyzwala endorfiny, a endorfiny to dobra zmiana. Dobra dla organizmu oczywiście. Organizm dobrze się kojarzy, bo z orgazmem, a każdy orgazm jest piękny jak duże zdjęcie selfie z dobrze wyczyszczonymi zębami.

Ostatnio zrobiliśmy takie zdjęcia kilkunastu osobom, które pokazały się w tłumie. Pokaż się i ty, to też ci zrobią zdjęcie. Tych na zdjęciach chcielibyśmy rozpoznać, aby ich wyróżnić.

– Czym? – Zapytacie.

– Czym się da. Medalami na przykład, albo pytaniami o życie osobiste. Każdy lubi się przecież czymś pochwalić. Chwalenie się w odpowiedzi na pytanie to dobra zmiana, bo pytany wtedy czuje, że żyje, że ktoś się o niego troszczy. A kto się troszczy o zwykłego obywatela? Tylko dobra władza, która odkłada na bok własne troski i zajmuje się obywatelem, kiedy już wyśle ludzi do pracy na ważnych stanowiskach i dobrze ich wynagrodzi. Powiedzcie to tym, którzy na nas głosowali, na dobrą władzę, to się ucieszą.

Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego. Recenzja z 2015 04 09: http://nieterazwlasnieczytam.blogspot.com/2015/04/sedzia-od-swietego-jerzego-m-tequila.html  Intrygująca satyra, która w wyśmienity i przystępny sposób obnaża fałszywy świat sceny politycznej. Michael Tequila posługuje się doskonałym warsztatem pisarskim, jego niezwykła finezja, poczucie humoru, lekkość i zaskakujące zakończenie to znaczące walory tej niedługiej powieści.

Zakup w księgarniach Empik, Matras i księgarniach internetowych, w wersji książkowej i ebooka. Ebook można kupić okazyjnie za 9,12 zł (rabat 40 %). Patrz link: http://upolujebooka.pl/oferta,38398,sedzia_od_swietego_jerzego.html