Niedziela. Wciąż obowiązuje cisza wyborcza. Proponuję poezję.

Kolejne dwa wiersze z niepublikowanego zbioru „Oniemiałość”.

Białe motyle 

Nie pamiętam, kiedy i gdzie pisałem ten wiersz. Mogę się tylko domyślać, że było to na Kamiennej Górze w Gdyni, przy ulicy Korzeniowskiego, gdzie mieszkałem przez kilka lat. Wiersz pisałem oczywiście zimą. Dziś Kamienna Góra jest jedną z najlepszych dzielnic Gdyni; wspaniale miejsce, z uroczym, mało uczęszczanym parkiem na samym szczycie wzgórza dominującego nad portem. W czasie II Wojny Światowej, niedaleko mego domu, chyba nawet tuż obok, właśnie przy ulicy Korzeniowskiego (zwanej wówczas Prinz Eugenstrasse) znajdowała się placówka gdańskiego oddziału Gestapo, miejsce kaźni.

Zamieć przybyła, dostojna i cicha,
ulicami chodzi, welonami oddycha,
z mroźnych ust białe wzlatują motyle,
fruwają rozbawione, prawią krotochwile.

Do świateł się garną istot miliardy,
w czapy ubierają prawdy i nieprawdy
gwarne ulice, dachy i zielone świerki,
czasem promień odzieją w niewinne iskierki.

W polu zając zdumiony staje w sztywny słupek,
spokojem bieli zachwyca filozof i głupek,
widząc jak ulotne i kruche istnienia
żyją bez niepokoju, wściekłości, łaknienia.

Bóg uczłowieczony

To wiersz bardzo filozoficzny, a zarazem bardzo prawdziwy, oddający naturę człowieczeństwa, które nie zna granic. Wiersz powstał co najmniej kilkanaście lat temu; życie ciągle aktualizuje prawdziwość zawartego w nim przesłania. Nie uważam się za moralistę, ani pesymistę, tym niemniej jestem głęboko przekonany, że oprócz najwyższego dobra, jakie człowiek nosi w sobie, nosi w sobie także największe zło. Nie ma takiej podłości, której człowiek nie dokonałby, ani takich granic szaleństwa, których nie przekroczyłby. Przypomnijmy sobie Pol Pota, Stalina, Hitlera, Envera Hodżę i innych satrapów, nie licząc tysięcy mniej znanych okrutników, którzy przewinęli się przez historię. To smutne proroctwo. Wolałbym, aby się nie spełniło.

Prostotę życia chce zgmatwać w węzeł
chciwiec, co z bratem się kojarzy,
on chce inaczej, dalej, prędzej,
władza bez granic mu się marzy.

Boga odsunął, sam chce być Bogiem
w wieczny sobowtór powielony,
żywy swój obraz widzi za progiem,
sam sklonowany, chce rodzić klony.

Chemicznym snem zmorzył motyla,
rozsypał kropki wiotkich skrzydeł.
Kto teraz wdzięki będzie rozpylać,
esów floresów uczyć prawideł?

Poezje, Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona”, księgarnia Empik: https://tinyurl.com/yxv6dj9n

   
0Shares

Dzień Wszystkich Świętych. Zapis doraźny jak samo życie.

allegory-of-immortality-giulio-romano-public-domain

Kiedy zacząłem pisać ten blog, była godzina 7.49. Nie zdziwiłem się, ponieważ powtarza się ona każdego dnia, taka jej niezawodna natura, podobna do deszczu, szumiącego właśnie za oknem, który stale powraca, tylko z inną regularnością.

Jestem zadowolony, że byłem na cmentarzu już wczoraj. Zostawiłem tam dwa bukiety kwiatów w donicach, bordowy i złocisty, zapaliłem świeczki i modlitewnie zadumałem się nad losem człowieka.

Przestrzeń, czas, Bóg, życie i śmierć, to czysta filozofia, dla każdego zaczynająca się nieświadomymi narodzinami i bardziej lub mniej świadomym odejściem. Podobno nie umie żyć ten, kto nie oswoił się ze śmiercią, której pokonanie we własnej świadomości daje odwagę życia. Jest to jasne w buddyzmie; jego wyznawcy oddają się medytacji wyobrażając sobie, jak umierają, jak ich ciała rozpadają się, jak ich kości bieleją i rozsypują. Buddyści czynią to, aby do głębi zrozumieć życie i żyć bez strachu, świadomie, w pełni.

Budda zapytany, jaki jest sens ludzkiego życia, odpowiedział: Życie samo w sobie nie ma żadnego sensu, jedyny sens to taki, jaki ty nadasz swojemu życiu. Nie wiem, czy tak dokładnie powiedział, nie było mnie przy tym, a szkoda, ale myśl wydaje się godna uwagi i refleksji, nie mówiąc o zapamiętaniu i stosowaniu.

Bogobojni pamiętają o moralności, czynieniu dobra, unikaniu niegodziwości, zapominają jednak często, że Bóg dał im ciało, o które powinni dbać równie mocno jak o moralność. Wysiłek fizyczny, ruch, dorosłego człowieka, o dzieci nie ma co się martwić, one to mają zakorzenione w sobie, to forma utrzymywania tego, co najwartościowsze, zdrowia, dobrego samopoczucia, niezależności, radości. Dlatego uprawiam, jak tylko potrafię najczęściej, jogging przemieszany z szybkim marszem, pół godziny dziennie, utrzymując w kondycji ciało i umysł. Wysiłek fizyczny musi być dostatecznie intensywny, aby przyniósł pełną korzyść organizmowi.

Tak to sobie przypomniałem, w ramach drobnego kaznodziejstwa, w dzień wszystkich świętych. Faraonowie egipscy nosili złote maski na twarzy i siedzieli nieruchomo na tronie, nie poruszając się, aby umocnić w sobie i poddanych przekonanie, że są wieczni, że są bogami.

Jesteśmy tylko ludźmi. 

Obraz: Giulio Romano: Alegoria nieśmiertelności.

0Shares