Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 101: Niebiańska historia Izabeli

– Co on robi w tej chwili? – Zadała sobie pytanie i natychmiast wyobraziła sobie Sefardiego, a zaraz potem zobaczyła na przyjęciu w niebie, jak Bóg go wita, nazywając go Czcigodnym Mistrzem. Zaczęła uderzać palcami w klawiaturę. Na początku pisanie szło jej powoli i opornie, nie zrażała się jednak. Po chwili pisała już swobodniej, jakby czuła obok siebie jakiegoś pomocnego ducha. Poruszyło ją to tak bardzo, że aż się wzdrygnęła. Wtedy uświadomiła sobie, że w pokoju jest już ciemno. Wstała, podeszła do kontaktu i włączyła oświetlenie u sufitu, aby kontynuować pisanie. Przy okazji nalała sobie koniaku do kieliszka i wypiła. Poczuła się śmielsza.

– O czym mam pisać? Jaka jest fabuła?

Kiedy wypowiedziała te dwa pytania, przypomniała sobie, co mówił Sefardi na temat tworzenia fabuły. Zaczęła z nim rozmawiać. Poczuła w sobie tyle serdeczności, że musiała zwracać się do niego po imieniu. Nazwała go wariatem, myślała o nim bardzo ciepło. Czuła, jak bardzo jej go brakuje. Był szalony, narwany, ale i ludzki.

– Musisz mi pomóc, bo piszę o tobie. Chodzi o fabułę. Jak ją opisać?

Wróciła wspomnieniami do rozmów o powstawaniu powieści. Fabuła to historia, która tworzy konstrukcję powieści.

– O czym chcesz pisać? – w uszach zadźwięczało jej pytanie. Nie była pewna, czy był to jej głos czy Sefardiego. – To proste, Isabelo. Najpierw odpowiedz sobie na pytanie, o czym chcesz pisać. To ty musisz to określić, nie ja. Isabela nie miała już wątpliwości, że jest on tuż obok, jak zawsze.

– O tym jak przyjmują cię w niebie! Kto czeka na ciebie oprócz pana Boga? Jego świta? Kim oni są? Co oni robią? Jak wyglądają?

– Dobrze myślisz! – Usłyszała zachętę pisarza. Straciła kompletnie świadomość, że Sefardi już nie żyje. Dla niej zmartwychwstał, był tuż obok. Podpowiadał jej.

– Oczywiście musi to być jakaś poważna historia, musi też być komplikacja, jak w każdej dobrej powieści.

Kobieta zastanawiała się. Jej wzrok padł na stary religijny obraz na ścianie przedstawiający mroczne postacie. – Diabeł! – Prawie wykrzyknęła. Przypomniała sobie wyjaśnienia Sefardiego, że dramat jest podstawą najlepszych dzieł literackich. – Dramat. – To było słowo, którego jej brakowało.

– Diabeł? Szatan? Bies? – Myślała chwilę, po czym połączyła ich razem w jedną postać, jednego wielkiego demona, rezerwując dlań imię Diabeł. Przypomniała sobie słowa używane przez Sefardiego w ich dyskusjach. Wymyślając i pisząc, cieszyła się, jakie to niesamowite.

Pół godziny później poprawiała tekst. Nie był zbyt długi. Odczytała go głośno, identycznie jak czynił to Sefardi. Była zachwycona, po chwili płakała, że nie ma już go w domu. To był taki wspaniały człowiek! Nie dałaby powiedzieć na niego marnego słowa. Czytała przez łzy. Czytała i śmiała się, bo tekst bardzo jej się podobał. Był fantastyczny. Czuła, że Sefardi jest tuż obok i cieszy się razem z nią.

Isabela poczuła głód i pragnienie. Nie mając pod ręką nic do jedzenia, sięgnęła do ruchomego barku, nalała sobie i wypiła jeszcze jeden kieliszek koniaku. Smakował jej, wypiła więc jeszcze jeden. W barku zauważyła też papierosy; wzięła paczkę do ręki. Marka była jej nieznana. Raz czy dwa razy widziała papierosy u Sefardiego. Zapytała go czy pali, z ciekawości, bo i tak wiedziała, że nie pali.

– Nie. – Odpowiedział znużonym głosem, jakby był bardzo zmęczony. – Tylko czasem, kiedy nie mogę zasnąć. Czy ja zresztą wiem? Mówił niewyraźnie, trochę bełkotliwie. Wyjaśnił, że poprzedniej nocy mało spał. Przeprosił ją, że nie może dłużej rozmawiać, bo musi się położyć.

Isabela wzięła jeden papieros, aby przyjrzeć mu się z bliska. Był bardzo cienki. Z ciekawości postanowiła zapalić. Kiedyś paliła, było to bardzo dawno, potem rzuciła. Papieros miał cierpki smak, ale nie był zły. Odurzył ją. Po chwili poczuła się uspokojona i mniej głodna. Kiedy zrelaksowana oparła głowę na oparciu fotela i popatrzyła w górę, zobaczyła Sefardiego udającego się na audiencję u Boga. Najwyższy siedział na tronie, otaczali go zbuntowani księża, fałszywi politycy i przerażający pochlebcy. Isabela rozpoznała ich od razu i żal mu się go zrobiło. Bóg się zestarzał. Od razu to zauważyła.

– On jest dokładnie taki, jaki powinien być, a nie taki, jak go sobie wyobrażamy tutaj na ziemi. – Wymamrotała przyglądając się z uwagą Bogu.

Przyciągnęła bliżej klawiaturę i zaczęła pisać. Pisała coraz szybciej, przypominając sobie ćwiczenia, jakie niegdyś wykonywała. Unoszona wizją przesuwającą się przed jej oczami, ilekroć podniosła oczy do góry, jej palce poruszały się po klawiaturze ze zręcznością wiewiórki przeskakującej wdzięcznie między gałęziami. Litery coraz łatwiej układały się w słowa, słowa w zwroty, zwroty w zdania, coraz bardziej udane i coraz lepiej odzwierciedlające to, co widziała na niebie nie patrząc już nawet w tym kierunku. Sefardi wydał jej się piękniejszy i szlachetniejszy niż za życia, a Bóg bardziej promienny niż mogła to sobie nawet wyobrazić, opisywała więc ich spotkanie z przekonaniem istoty przebudzonej do nowej, piękniejszej niż poprzednia, rzeczywistości.

Ogarniało ją coraz większe natchnienie i odwaga, w końcu bezczelność myślenia i wyrażania słowami wszystkiego, co przychodziło jej do głowy, a nachodziły ją myśli i pomysły nietuzinkowe. W zrywie bezwstydnego szaleństwa przeistoczyła się w mężczyznę, potem znowu w kobietę, aby w końcu stać się pijaczką i łajdaczką udającą uczciwość. Dla rozwiania wątpliwości, kim jest, dolała sobie jeszcze trochę koniaku, o mało nie przewracając kieliszka.

– Każdy z nas jest po trosze łajdakiem, tylko udaje lub chce wierzyć, że jest inny. To, czego nie możemy uczynić ze strachu w życiu, śmiało popełniamy w myślach, w zaciszu rozumu, z łatwością znajdującego usprawiedliwienie dla popełnianych przewinień. – Napisała w porywie niezaprzeczalnej uczciwości.

Czuła w sobie ogrom niezwykłych treści. Ogarnęła ją taka odwaga, rodzaj buntu, że z kury domowej przemieniła się w bywalczynię salonów literackich, znawczynię życia i ludzkich dusz. Myśląc coraz szybciej, rozhulała się, wręcz oszalała, stając się Janem Husem, potem Joanną d’Arc, o której czytała, że była lesbijką, potem Lutrem, w końcu Janem Kalwinem.

Michael Tequila – książki: https://tinyurl.com/y7cza5nc

O pogodzie i pisarstwie

Siedzę przed ekranem komputera i czekam na przypływ inwencji twórczej i energii. Zastanawiam się, jak bardzo jestem związany z naturą, czyli ze środowiskiem naturalnym, pogodą, pożywieniem, powietrzem, wodą, tym wszystkim, co mnie otacza i co konsumuję. Kiedy piszę ten tekst, dzień jest szczególnie zimny i niezwykle wietrzny. Ciśnienie zmienia się nieprzerwanie zważywszy na gwałtowne porywy wiatru. Wiatr jest ruchem masy powietrza wywołanym zmianą ciśnienia atmosferycznego; powietrze przepływa z miejsca wysokiego ciśnienia do miejsca niższego ciśnienia. Silny wiatr i skoki ciśnienia fatalnie wpływają na moje samopoczucie, energię, zdolność koncentracji. W „złe” dni nie pomaga nawet kawa konsumowana w dużych ilościach, i to nie byle jaka, ale solidna, mocna.

Pracuję nad opowiadaniem pierwotnie pomyślanym jako humoreska kosmiczna. Pierwsza wersja nie wypadła dobrze. Gorzej, wypadła miernie. Pisałem ją spontanicznie, w dobrym czasie, kiedy to idee z łatwością przekształcają się w tekst opowiadania. Szybkie i łatwe pisanie niekoniecznie gwarantuje wysoką jakość. Przerabiam więc pierwotną wersję opowiadania. Najpierw przestudiowałem opinię, którą otrzymałem od pani Ewy, mojej recenzentki, wspaniałej osoby, która rzeczy traktuje fachowo, rzetelnie i bezpośrednio, i wynotowałem sobie wszystkie ważne uwagi, komentarze, zalecenia i sugestie. Jeśli piszesz tekst literacki i masz możliwość uzyskania kwalifikowanej opinii na jego temat, skorzystaj! Nie ma lepszej formy pomocy.

Na liście zadań do wykonania znalazły się: określenie celu opowiadania, stworzenie fabuły, określenie punktu wyjściowego i zakończenia opowiadania. Dodałem do tego listę opisów postaci wyróżniając głównego bohatera (postaci pierwszoplanowej), który będzie miał największy udział w rozwoju wydarzeń. Niby to proste i oczywiste, w rzeczywistości trzeba zdrowo nagłowić się, aby wszystkie elementy opowiadania wiązały się w jedną, klarowną, przekonywującą i interesującą całość.

Każdy ma swój styl pracy. Ja najpierw wyobrażam sobie fabułę, następnie piszę fragmenty opowiadania, które pokazują rozwój wydarzeń. Możnaby nazwać je epizodami lub scenami. Najchętniej przedstawiam je w postaci dialogów oraz akcji podejmowanych przez bohaterów. Narracja jest trudniejsza; często wydaje mi się, że jest mniej ciekawa i mniej dynamiczna, a niekiedy zbyt nudna. W oparciu o nowy plan omalże tworzę opowiadanie od nowa starając się wykorzystać fragmenty pierwotnego opowiadania. Czasem łączenie nowego ze starym jest niemożliwe, zapominam więc o starej treści i tworzę odmienną. Nie jest to najprzyjemniejsze zajęcie, ale ma sens, jeśli tylko uda się stworzyć nową, ciekawszą i lepszą stylistycznie wersję.

Zanim ktoś uwierzy w autora, on sam musi wykazać ogromne zasoby cierpliwości, wytrwałości i wiary w swój talent i sukces. Los pomaga tym, którzy pomagają sobie. Brzmi to jak cytat z biblii, dodam więc tylko: Amen.

 

Prywatne lekcje pisania opowiadań. Część 1.

Z natury i zamiłowania jestem samoukiem. Ponieważ mam także doświadczenie nauczania, udzielam sobie prywatnych lekcji. Tym razem pisarstwa. Zintegrowany w jednym ciele nauczycieloucznia kroczę dwiema drogami: studiowania podręczników o pisarstwie oraz popełniania błędów, dostawania cięgów od czytelników i wyciągania wniosków. Problemem nie jest popełnianie błędów; kłopot pojawia się wtedy, kiedy nie wyciągamy z nich wniosków i nie zmieniamy swego zachowania.

Temat, który usilnie nasuwa mi się pod klawiaturę (pomyślałem „pod pióro”, ale to już prawie antyczny termin), to „Jak pisać opowiadanie”. Moje doświadczenia z opowiadaniem „Izabella i Księżna”, nad którym wciąż pracuję, są wyjątkowo frustrujące. Choć tekst zapewne nie przekroczy osiemnastu stron, morduję się nad nim bez mała pięć miesięcy. Szukałem w sobie przyczyny tego stanu rzeczy. I co odnalazłem?

Przyczyna tkwi w niedostatecznym przemyśleniu fabuły i głównych postaci. Na początku miało to być opowiadanie „Izabella i Królowa”. Okazało się ono niewypałem. Miało mieć charakter poniekąd prześmiewczy, satyryczny, parodystyczny w odniesieniu do postaci królowej. Rzecz w tym, że Polakom najbardziej znana jest królowa brytyjska, Elżbieta II. Ostatnio transmitowano w wielu krajach obchody 60-lecia panowania królowej, które pokazały ją w bardzo pozytywnym świetle jako prawdziwą ostoję tradycji, stabilności i powagi państwa. Czytelnik nie przyjąłby dobrze przejaskrawień, śmiesznostek czy słabości postaci monarszej mojego opowiadania. Postać z opowiadania nie pasowała do realiów, zderzała się z nimi, budziłaby niechęć do opowiadania i autora. Szybko odrzuciłem te wersję po opiniach trzech „recenzentów” z kręgu rodzinnego: nie lubię opowiadań, nie podoba mi się to opowiadanie, bardzo pozytywnie myślę o królowej Elżbiecie II.

Trzy ebooki Michaela Tequila do nabycia po 0,99 US$ na platformie publicystycznej www.smashwords.com po wpisaniu Michael Tequila w wewnętrzną wyszukiwarkę platformy. Skorzystaj z okazji!

Jak pisać opowiadanie, powieść, książkę?

To fascynujący i ogromnie obszerny temat. Każdy pisarz ma własne wyobrażenia, jak być twórczym i skutecznym w procesie tworzenia utworu. Umówmy się, że chodzi nam o powieść, najbardziej obszerne przedsięwzięcie, którą w zamierzeniu chcielibyśmy widzieć w postaci książki drukowanej albo elektronicznej (e-booka).

Zacznę ab ovo, czyli od początku, jak mawiali starożytni Rzymianie.

Są dwa style pisania. Jedni preferują styl naturalny, spontaniczny. Z chwilą, kiedy masz już ideę, pomysł, o czym chciałbyś pisać, przystępujesz do dzieła. Nie tworzysz planu, zarysu czy też innej formy organizacji powieści i procesu jej pisania. Piszesz tak, jak dyktuje ci inwencja, wyobraźnia i motywacja chwili. Sam przeszedłem te drogę i okazała się ona skuteczna w sensie powstania powieści. Nie powiedziałbym jednak, że ten sposób pracy jest najbardziej efektywny. Dla mnie oznaczał wielokrotne modyfikacje, zmiany, korekty, reorganizację tekstu. Jest to styl pisania odpowiadający chyba osobom o dużej wyobraźni, uporządkowanym myślowo i gotowym dokonywać na bieżąco zmian wynikających z przemyśleń i nowych idei, jakie pojawiają się w miarę pisania. Nie wszyscy przepadają za tworzeniem planów i podporządkowywaniu się im. Plany ich ograniczają, krępują, blokują ich inwencję. Z wynurzeń autorów i badań wynika, że takich osób jest stosunkowo niewiele.

Drugi styl pracy jest bardziej uporządkowany. Przed rozpoczęciem pisania tworzy się plan powieści. Planowanie może obejmować różne aspekty. Niektórzy zaczynają od stworzenia sylwetek bohaterów, głównych postaci powieści. Postacie są dla nich kluczowe; cała koncepcja ich powieści osnuwa się wokół postaci. Kiedy stworzyłeś już główne postacie i masz wyobrażenie ich charakterów, zamierzeń, ambicji, silnych i słabych stron, konfliktów itp., masz prawie gotową fabułę powieści – taka byłaby ich argumentacja. Fabuła wynika w tym wypadku z pragnień i działań głównych postaci, najczęściej uwikłanych w konflikty między sobą lub w konflikty wewnętrzne. Konflikt jest podstawą dobrej powieści – to stwierdzenie nader często pojawia się w podręcznikach dla osób myślących o karierze pisarskiej.

Plany tworzy się na miarę potrzeb, doświadczeń, umiejętności, wiedzy o planowaniu. Plan może być bardzo krótki i przedstawiać tylko fabułę (wątki) powieści, wyobrażenie jej początku i końca. Ktoś inny zaplanuje sobie przede wszystkim główne postacie, ich zamierzenia i role. Obszerniejszy plan powieści obejmować będzie więcej elementów: fabułę, główne postacie, sceny/epizody, które określają i porządkują rozwój akcji, początek i koniec powieści. Do planu można jeszcze dodać założenia, w jakich proporcjach zamierzamy wykorzystać w pracy narzędzia prezentacji fabuły, postaci, miejsc akcji i kontekstów, czyli narrację, dialog i akcję.

Cdn.