Niedzielny esej o pisarzu, biskupie i złodzieju

Jedna krótka niedziela i tyle przeżyć. Z braku wielkich wydarzeń, małe stają się wielkie. Zależy to od umiejętności powiększania, której służy nie tylko szkło powiększające, lornetka i mikroskop. To umiejętność życiowa, umykająca uwadze, ale ważna. Przynajmniej dla pisarzy.

Przeglądam teraz (bardziej niż czytam) biografię autorstwa Denisa Briana: „Hemingway. Jaki był naprawdę. Wspomnienia tych, którzy go znali”. Bohater autobiografii, w swoim czasie najbardziej znany pisarz na świecie, umiał powiększać. Miał też inne umiejętności, dzięki którym do dzisiaj trudno jest rozwikłać prawdziwą historię jego życia. Relacje z wydarzeń, w których uczestniczył. są niekiedy tak pogmatwane, że nie wiadomo, co jest, a co nie jest prawdą. Jakie były jego stosunki z ważnymi ludźmi, gdzie i kiedy co powiedział, i czy to w ogóle to powiedział. Hemingway był twórcą sprzeczności, dzięki którym skutecznie budował swoją legendę. Jedyna zgodność w biografiach Hemingwaya sprowadza się do tego, że był postacią fascynującą, bogatą i urzekającą.

Z przeszłości wracam do teraźniejszości, czyli minionej niedzieli. Nie chcę utknąć na Hemingwayu. Jest zbyt tragiczny i pogmatwany. Życie zakończył samobójstwem.

Mój niedzielny bohater podobny był do Hemingwaya masywną sylwetką i mocnym umięśnieniem. Poza tym wyróżniał się czerwoną, plamiastą twarzą, przekonywująco wyrażającą tęsknotę za otępieniem umysłowym. Intuicja podpowiadała mi, że nie była to charakteryzacja. Tak czy inaczej, imponował swoim wyglądem. Patrzysz, i od razu jesteś pod wrażeniem. Rzeczony chojrak przeszedł obok mnie w „Biedronce”, kiedy oglądałem wina. To nas zbliżyło do siebie w sensie zainteresowań. Mimowolnie stał mi się bliższy. Dwie minuty później okazało się, że z alkoholem łączą go głębsze uczucia, wręcz namiętność. Ujawnił to, kiedy usłyszałem zdecydowany głos wysokiego powagą i wzrostem funkcjonariusza „Biedronki”: Proszę odstawić to na półkę! Osiłek podszedł do półki z alkoholami, wyjął zza pazuchy dwie butelki wódki 0,75 litra i umieścił tam, skąd je wziął. Wrócił do funkcjonariusza, który zaimponował mi przenikliwością natury ludzkiej albo znajomością osiłków w kurtkach ortalionowych. Proszę odstawić resztę! – Zażądał despotycznie pracownik Biedronki.

Tego się nie spodziewałem! Bohater dnia wrócił na miejsce i odstawił jeszcze jedną butelkę wódki! Patrzył w kierunku prześladowcy spode łba, co było zrozumiałe. Trudno jest patrzeć prosto przed siebie, kiedy ktoś ma nad tobą przewagę i stawia ci żądania nielicujące z „godnościom osobistom” i ważnymi potrzebami życiowymi. Pomyślałem, że Czerwonogęby jest marksistą, co to odbiera bogatym i daje biednym, których osobiście reprezentował. Marksizm niestety nie jest już w modzie z prostych względów: okazał się niepraktyczny, gdyż wchodził w kolizję z duchowością proletariatu jak i klas próżniaczych. W walce klasowej demokracja pokazała lwi pazur i komunizm, niegdyś w Polsce dla zmyłki zwany socjalizmem, poszedł w odstawkę. Niech mu ziemia lekką będzie!

Odrobina dygresji z ekonomii politycznej nie zwalnia mnie od podsumowania klasowej walki o trzy butelki wódki. Złodziej nie został nazwany złodziejem, a Biedronka nie odebrała mu licencji nielegalnego przywłaszczania mienia wzywając policję. Obawiam się, że może to zachęcać najwytrwalszych zwolenników bojów o alkohol do praktykowania sklepowej zabawy w „A kuku!”.

Dodatkiem do niedzieli była wiadomość, która ubawiła mnie skojarzeniem. Chodziło o przyjazd do Warszawy biskupa z małżonką. Wyobraziłem sobie Arcybiskupa Głodzia połączonego węzłem małżeńskim z pobożną niewiastą, jak kroczą dostojnie po czerwonym dywanie w dniu przyznawania Oskarów głosząc chwałę Stwórcy, kina i dobrego towarzystwa.

Nie wszystkich duchownych Bóg uszczęśliwił jednak prawem do ożenku. Są tacy, którym się powiodło. Kościoły anglikański, starokatolicki i ewangelicki pozwalają duchownym zawierać związki małżeńskie. Ma to oczywiste zalety: kiedy żona ci dokucza, uciekasz do Boga. Nie ma niestety ucieczki w drugą stronę, gdyż Pan Bóg nie dokucza. Najwyżej przypomina o czymś, co zapomniałeś, lub upomina w sprawie, którą opatrznie zrozumiałeś, czyniąc to ustami duchownych. Zwykły człowiek nie jest w stanie uniknąć pośrednictwa osoby duchownej, gdyż w dobie telefonu komórkowego mało kto utrzymuje bezpośredni kontakt z Bogiem. Pan Bóg podobno jest tradycjonalistą i nie znosi nowoczesnych technologii.

Przekaż dalej
0udostępnień

5 komentarzy do “Niedzielny esej o pisarzu, biskupie i złodzieju

  1. W tym co piszecie coś musi być. Ten niedzielny bohater pewnie się odchudza w myśl powiedzenia:” Kradzione nie tuczy”, a w świątecznym wydaniu „ Polityki” na przedostatniej stronie Jan Koza w rysunkowym tryptyku zawiera odkrywczą myśl: „kradzież stymuluje gospodarkę” ( bez znaku zapytania ). Zaczynam już wątpić; co dobre a co złe!

  2. Odbierać bogatym i dawać biednym to domena Janosika, a Czerwonogęby nie jest Marksistą. Ten niedzielny bohater jest dopiero Proletariuszem i to z gatunku tych wymierających bo jak ktoś kiedyś słusznie zauważył marzeniem każdego Proletariusza jest jak najszybciej przestać nim być i awansować na wyższy szczebel w hierarchii społecznej. Niestety Marksizm nie wyszedł z mody ,to jest za dobra filozofia żeby z niej rezygnować. On po prostu ewoluował do postaci tz. Marksizmu Kulturowego który wydaje się być motorem mającym odwrócić ten niebezpieczny trend w dążeniach Proletariuszy? W walce klasowej trzeba rzucić na pożarcie takie wartości jak moralność chrześcijańska, konserwatyzm, patriotyzm, więzy rodzinne, tradycje kulturalne, dążenie do prawdy itp…a zastąpić to ateizmem, nieograniczoną w niczym wolnością, rewolucją seksualną ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami, szerokim dostępem do używek. Jednym słowem zniszczyć cywilizacje łacińską opartą na greckiej filozofii, prawie rzymskim i etyce chrześcijańskiej….
    Proletariat ma być zastąpiony tz. klasą średnią zmodyfikowaną według powyższych określeń przez co dającą się w dowolny sposób manipulować….. […..] [Ustawa z dnia 31.VII.1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art.2 pkt.3 ( Dz.U. nr.20, poz 99, zam,:1983 Dz.U. nr.44 poz.204)] Stad pewnie wynikają Twoje obawy na temat konsekwencji gry w „ A kuku!”.

  3. Dobrze jest pisać o owadach, w tym przypadku o “Biedronce”. Dziękuję Ci, przemile trunkowy Czytelniku, za opinię o “Chateau Talbot, rocznik 2010”. Skorzystam z niej. Chętnie próbuję nowe wina, zwłaszcza jeżeli sa dobre. In vino veritas! Pozdrawiam serdecznie.

  4. Generał Sławoj Leszek był w Watykanie gdzie Papieżowi zdawał sprawozdanie z działalności podległych mu jednostek. Jak donoszą po prawie godzinnym monologu Franciszek zapytał, czy nie wyschło mu czasem w gardle i sam osobiście przeszedł cała długość pokoju aby podać spragnionemu szklankę wody. Ten arcywymowny gest Papieża dał chyba Generałowi dużo do myślenia na następne lata. Jeśli przyjąć, że arcybiskup generał jest „zwykłym człowiekiem” to pośrednictwo osoby duchownej jest w tym wypadku nad wyraz widoczne.

  5. Jedno mnie bardzo ciekawi! Jakiegoż to wina szukał Pan w Biedronce?
    Czyżby chodziło o „Chateau Talbot” – rocznik 2010! Moim zdaniem znakomite!
    Ciekawe, że ostatnio w takich dyskontach można dostać całkiem niezłe trunki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *