Piramida snów. Powieść fantastyczna. Odc. 8: Plac straceń.

Przed pójściem spać Sefardi wrócił pamięcią do spotkania z przyjaciółmi. Nie było zbyt udane. Usiłował bronić się przed tą myślą. Winił siebie za to, że za mało interesował się polityką i nie wiedział, jakie może wywołać emocje. Postanowił to zmienić, a przynajmniej zastanowić się nad tym. W świecie następowały wielkie zmiany, przede wszystkim technologia i poglądy. Czuł, że musi się podciągnąć, włączyć się w nurt przeobrażeń, bo przepadnie.

Była to ciężka noc. Zapadł w jakiś koszmar. Dusiła go własna piżama. Po chwili szarpania się z nią odleciał w miejsce otoczone drutem kolczastym. Był to plac straceń.

Na środku stała wielka gilotyna, wyglądała jak armata. Nad nią było rusztowanie. Miano wykonać wyrok. Odczytano imię i nazwisko skazańca. Słyszał je wyraźnie: Sefardi Baroka. Zadrżał. Ktoś podszedł do niego od tyłu i zaczął wykręcać mu ramiona. Sefardi szarpnął się energicznie. Wtedy zaczęto bić go po twarzy. Zobaczył oprawców; jednym z nich był Wiktor, drugim nieznany mężczyzna w przeciwsłonecznych okularach. Krzyczeli na niego.

– Wraz z zębami wybijemy ci nienawiść do władzy i przewodniczącego. Zrozumiesz, że jednostka jest niczym, władza jest wszystkim, bo pochodzi od Boga, podobnie jak przewodniczący. To nasza gwiazda zaranna i wieczorna. Zapamiętaj sobie te zasady!

Na placu ukazała się czarna tablica z czerwonymi napisami, ułożonymi jeden pod drugim. Wyglądały jak przykazania.

– Nie myśl źle o stosunkach rząd-społeczeństwo-jednostka. Bo i po co?
– Nie traktuj władzy jak zarazy zagrażającej wolności jednostki. To niesłuszne.
– Nie uważaj Przewodniczącego za opresora o dyktatorskich zapędach. To ci nic nie da.

Sefardi nie wiedział, co myśleć. Im bardziej chciał się wyswobodzić, kierowany strachem, co się z nim stanie, tym silniej dusili go strażnicy. Po chwili się uspokoił, bo zobaczył siebie wśród tłumu zgromadzonego na placu. Przemawiał stojąc w pierwszym szeregu. Wielkie drukowane litery wypływały mu z ust. Był to jego głos, co do tego nie miał wątpliwości. Przemawiał głośno i dobitnie.  

– Mówię do was wszystkich i do każdego z osobna. Obywatelu! Wraz z postępem technologii twój rząd coraz skuteczniej kontroluje ciebie i społeczeństwo.

Kiedy skończył, zauważył wysokiego mężczyznę o chłopięcym spojrzeniu. Był to Luka. Na piersiach miał tabliczkę „Właściciel małej firmy informatycznej”. Sefardi poznał go po wysokim wzroście, gniewnych oczach i kilkudniowej ciemnej szczecinie na twarzy.

– Już dziś wszystko jest regulowane przez rząd. Nie ma niczego, co nie podlegałoby kontroli państwa. Nawet drobiazgi, na jakie w ogóle nie zwracamy uwagi.

– Na przykład, co? Wyjaśnij, ty chamie! – Krzyknął zaczepnie Wiktor.

Sefardi przyjrzał mu się dokładnie. Wiktor miał ze sobą broń. Stał w rozkroku, w mundurze majora, z wielkim złotym orderem na piersi. Miał na uszach słuchawki i przypominał rzeźnika.

– Recepta. Mówię o recepcie lekarskiej. – Luka aż się zapienił. – To wy określacie jak ma ona wyglądać. Ja sobie tego nie życzę. Jestem biznesmenem, a nie konowałem, skrybą, bezdusznym urzędnikiem czy sługusem. – Mówca krzyczał i krzyczał. Nie chciał przestać. 

– Decydujecie o najmniejszym szczególne mojego życia, a kiedy chcę o tym mówić, to wy mi tłumaczycie, że tego nie wolno, że robię z tego politykę. Wszystko jest polityką. Decydujecie jak wygląda recepta lekarska, jaką ma treść, pieczątkę, podłużną czy okrągłą, jak długo jest ważna, na jakim papierze, jego rozmiar, czy podpis lekarza ma być zwykły czy też wyraźny z drukowanym imieniem i nazwiskiem. To wy ustalacie wszystko w najmniejszych szczegółach, prawa, przepisy, regulacje. Prowadzenie małej firmy, przepisy ruchu drogowego, transportu, handlu, telewizji publicznej i edukacji. W szkole robicie dzieciom wodę z mózgu. Powiem wam – w oczach Luki zapaliły się ognie – czasem myślę, że powinienem zostać anarchistą, bo jeśli my nie rozwalimy rządu, to on nas rozwali.

Po gwałtownym i nieoczekiwanym wystąpieniu Luki zapadła grobowa cisza. Zamilkła służba więzienna, strażnicy, kat, ludzie z tłumu, z gilotyny przestała kapać krew.

Sefardi obudził się zlany potem. Ręce miał związane na plecach rękawami piżamy jak pacjent szpitala psychiatrycznego. Z trudem się rozplątał. W głowie słyszał wciąż jedno zdanie, że wraz z postępem technologii rząd coraz skuteczniej kontroluje jednostkę i społeczeństwo. Był to fragment jego snu. Zrozumiał, że jest to także rzeczywistość.

0Shares

Prof. Friszke: Gdy więźniowie Dachau czekali na egzekucję, Brygada Świętokrzyska piła szampana z Gestapo. Cz. 1 wywiadu.

Tory dokąd? Bronna Gora, place of execution.

Dziennikarka Dorota Wysocka-Schnepf rozmawiała z profesorem Andrzejem Friszke. Wywiad ten, opublikowany 12 08 2019 na łamach Gazety Wyborczej, uznałem za tak ważny, że bez wahania zamieszczam go tutaj, abyśmy zdawali sobie sprawę z tego, gdzie – jako społeczeństwo i naród – jesteśmy i dokąd zmierzamy. 

– Dziennikarka: Na placu Piłsudskiego uhonorowano wczoraj Brygadę Świętokrzyską pod patronatem prezydenta Dudy. Czy słusznie uhonorowano?

Prof. Friszke: – Ja w gruncie rzeczy nie wiem, co tu się honoruje. Na pewno nie honoruje się polskiego państwa podziemnego, do którego Brygada Świętokrzyska z całą pewnością nie należała. W tamtym czasie, w roku 1944, ze strony demokratycznych sił społecznych podziemia właściwego, związanego z rządem w Londynie, oni byli traktowani jako właściwie rodzaj faszyzmu polskiego. Kolaborowali z Niemcami. Mieli totalistyczną czy totalitarną ideologię narodu, państwa.

This picture was censored by Mussolini.

Uważali, że w powojennej Polsce tylko oni mają prawo rządzić, bo tylko oni są narodem. Znaczy oni i inni narodowcy. Że mają być wyeliminowani z życia publicznego socjaliści, ludowcy, chadecy, tylko skrajni nacjonaliści mają prawo mówić w imieniu narodu. I to jest właściwie początek tego wszystkiego, reszta jest w gruncie rzeczy dodatkiem. Czyli atakowanie partyzantów związanych z ruchem ludowym lub z AK czy socjalistów, chłopów, atakowanie Żydów, mordowanie tych Żydów gdzieś po wsiach. Oni po prostu czyścili Polskę, żeby zbudować tutaj nacjonalistyczną dyktaturę. A ta dyktatura – oni mieli cały pomysł na to, cały projekt ideologiczny, opisany, wydany, to nie są żadne tajemnice. W którym to jawnie mówili – do nas ma należeć Polska, tylko my mamy rządzić narodem. Z całą pewnością wychodzili z Polski po porozumieniach z Niemcami – to jest nazwisko Fuchs, funkcjonariusz Gestapo, z którym utrzymywał kontakt niejaki Hubert Jura, dość ważna postać w tym kręgu – i po drodze żywili się racjami Wehrmachtu, korzystali ze szpitali Wehrmachtu, odbywały się różne spotkania po drodze, uzgadnianie tras, uzgadnianie różnych kwestii. Dali swoich ludzi do przeszkolenia dla Wehrmachtu, żeby potem oni skakali ze spadochronem na teren Polski. Parę takich grup skakało, z samolotów oczywiście Luftwaffe, przecież własnych nie mieli.

– Dziennikarka: Czy można mieć tu wątpliwości, czy tę działalność można nazwać kolaboracją?

Prof. Friszke: W gruncie rzeczy można to tak nazwać, bo Niemcy to też wykorzystywali w propagandzie, w swojej prasie, informując, że Brygada podąża po niemieckiej stronie frontu. Natomiast inni by powiedzieli w tej dyskusji – i to ma dla nich duże znaczenie – że rzeczywiście po stronie Wehrmachtu nie strzelali, to znaczy nie dali się wprowadzić w linię frontu, żeby walczyć z Armią Czerwoną. Polskie państwo podziemne zakazywało kontaktu i współpracy z Niemcami. A Brygada Świętokrzyska złamała te wszystkie zasady. I powiedziałbym jeszcze – o czym pan Kasprzyk [szef Urzędu ds. Kombatantów], jak rozumiem, nie wie, bo nie ma wykształcenia historycznego i chyba nigdy się takimi sprawami bliżej nie interesował, ale radzę mu, niech sobie przeczyta wypowiedź Józefa Stalina na konferencji w Teheranie. Wypowiedź do Churchilla i Roosevelta, gdzie właśnie takie ekscesy stały się argumentem dla Stalina, żeby znokautować w gruncie rzeczy w oczach aliantów zachodnich Armię Krajową i polską partyzantkę. On tam mówił: “Co to za partyzanci, oni walczą z Niemcami? Nie, oni walczą z komunistami. Oni walczą z ludźmi, którzy stawiają opór. Oni ścigają naszych żołnierzy po lasach, naszych partyzantów. To są profaszystowskie organizacje”. I właściwie Churchill już nic na to nie może odpowiedzieć, bo on nie zna tych szczegółów. Więc oni w gruncie rzeczy ułatwili legitymizację na forum międzynarodowym tej operacji antypolskiej, którą Stalin przeprowadzał.

Dziennikarka: Andrzej Wielowieyski, który w 1944 roku zetknął się z Brygadą Świętokrzyską, napisał, że Brygada słynęła z rabowania zajmowanych wsi, ale to w gruncie rzeczy drobiazg, bo pisze tak: “Szczycili się listami setek zabitych Polaków, nie tylko z Armii Ludowej, również z Batalionów Chłopskich i AK, a także działaczy ludowych i PPS-owskich. Ze szczególną satysfakcją odnotowywali likwidowanie ukrywających się Żydów”.

Prof. Frischke: Poza tym przecież są druki z czasów II wojny światowej. Zarówno wydawane przez NSZ – one są też obecne na Facebooku, przypominane są niektóre artykuły – jak i ich przeciwników z Armii Krajowej czy z Batalionów Chłopskich. Rozumiem, że pan Kasprzyk się nie interesuje prawdziwą historią i zamiast historii chce uprawiać politykę historyczną. Czyli mitologię historyczną. Czyli ideologizację naszej historii w myśl skrajnej prawicy.

Dziennikarka: Czy to samo można powiedzieć o prezydencie Dudzie, który udziela narodowego patronatu? Podkreślę – narodowego.

Prof. Friszke:  Mam wrażenie – nie po raz pierwszy, jak słucham różnych wypowiedzi pana Dudy – że on nie ma najmniejszego pojęcia o historii. I w gruncie rzeczy ja bym mu rekomendował zajrzenie do jakiegoś podręcznika. To, co on mówi w sprawach historycznych, to po prostu włosy na głowie się jeżą.

Dziennikarka: Może dlatego, że prawnik? Może można zrozumieć, ale premier? Historyk. Premier, który składał kwiaty w Monachium, na grobie żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej, a teraz mówi: “Zachęcam, żeby wczuć się w tamtą sytuację, rozumiem, że są ośrodki, które starają się prezentować punkt widzenia, jaki pasuje najbardziej lewicowym czy postkomunistycznym poglądom na sprawę drugiej wojny światowej”.

Prof. Friszke: – Uważam, i tak odebrałem to składanie kwiatów na grobach jakichś ludzi Brygady – nie wiem, jak oni tam zginęli, bo przecież Brygada nie prowadziła żadnych działań wojennych – że to jest skandaliczne. Już wtedy to był gest skandaliczny. To się wszystko odbywało tuż obok obozu koncentracyjnego Dachau, w którym siedzieli też polscy księża i w którym – a wiem o tym, bo mój ojciec siedział wtedy w Dachau – ci więźniowie szykowali się na egzekucję. To były ostatnie dni przed wejściem Amerykanów i Niemcy chcieli wymordować więźniów. W tym samym czasie ludzie z Brygady Świętokrzyskiej pili szampana z oficerami Gestapo. To jest rzecz, która woła o pomstę do nieba – że pan Morawiecki zapomniał o więźniach Dachau, zapomniał również o księżach katolickich, którzy tam siedzieli, i złożył kwiaty na grobach sympatyków faszyzmu. To jest próba postawienia historii Polski tego czasu na głowie. Również tej historii, której się uczyliśmy z książek wydawanych na emigracji, w polskim Londynie. Których nie wolno było dopuszczać do Polski, które szmuglowaliśmy. Oni to wszystko wywracają do góry nogami. Również te publikacje, które dotyczą NSZ. Chciałem zwrócić uwagę, że jest taka książka o NSZ, napisał ją Zbigniew Siemaszko, wydana w 1980 roku w Londynie, zupełnie zasadnicza książka dla tego tematu. Nikt jej w ogóle nie przywołuje.

0Shares

Upalny dzień powszechnej radości. Groteska abstrakcyjna z serii „Szyderstwem w dyktaturę”.

Dzień 19 października okazał się bardziej upalny niż piec kaflowy mroźną zimą. Iwana Iwanowicza spotkałem na torach tramwajowych. Zagadaliśmy się, w ostatnim momencie uskoczyliśmy przed tramwajem. Uniknęliśmy nieszczęścia. To był dobry znak. Wdaliśmy się w rozmowę. Entuzjazm rozsadzał nam piersi. Wokół towarzystwo rozgrzane słońcem podobnie jak my. Jedna dziewczyna z nogami aż po pachy, ale to tak głęboko, że poza tym nie było widać nic więcej tylko głowę. Nogi miała ubrane we wzorzyste rajstopy, zakończone na dole długimi butami. Wszyscy domyślali się, że piersi też miała, ale nikt nie wiedział dokładnie gdzie. Ona sama na ten temat milczała.

– Czyste piękno – krzyknęliśmy zgodnie w tym samym momencie.

Na mężczyzn nie zwracaliśmy uwagi, to był inny gender. Bawiliśmy się jak dzieci. Od ręki zorganizowaliśmy Hyde Park przy chodniku, aby każdy mógł mówić, co mu się podoba. Zakazana była tylko polityka.

– W kraju i bez tego panuje zamieszanie. – Rzucił Iwan Iwanowicz z lekkością zjadacza tanich jabłek. – Słychać głosy, że robi to jakiś chudy facet i to podobno wysokiej rangi, Podejrzewam, że to wojskowy. Jego zwolennicy tłumaczą, że on nie kłamie, tylko nie mówi prawdy.

– Nagrywał się na taśmę, aby się przekonać, jaki naprawdę jest w słowach i w sumieniu. -Dodała przechodząca obok staruszka w okularach Hugo Boss Sunglasses Free Shipping. Wyglądała niebiańsko. Towarzyszył jej mężczyzna, niezwykle poważny, cały w czerni. Mówił, że prawdą jest, że niektórzy jego koledzy cudzołożą, a inni strasznie przeklinają.

– Ja sam tego nie robię. Najwyżej powiem k…a mać, ale to nie przekleństwo, tylko przecinek. Teraz inaczej nikt nie mówi, nawet dzieci. Czują, że rodzice lepiej rozumieją dziecko, kiedy używa brzydkich słów. Proste słowo nie porusza już nikogo.

– Każde dziecko na miarę złota! – Krzyknęła niewiasta pchająca przed sobą wózek z jarzynami.

To nam się podobało. Zaczęliśmy namawiać ludzi na ulicy, aby dziecinnieli, dla dobra kraju i ojczyzny. Chodziło nam o to, aby przestali być oseskami wyciągającymi chciwą rękę po obfitą matczyną pierś i świeże mleko, by w końcu spoważnieli, zadbali o rozum i zaczęli budować wielkie obiekty, porty lotnicze na tysiące samolotów i miliony dronów, oraz nabywali świeżość intelektualną opartą na tym, co mówią głosy u samej góry zalecające, aby oderwać się od bytów wyimaginowanych.

Nieoczekiwanie na chodniku pojawił się rumiany mężczyzna. Popatrzył w prawo, w lewo, uśmiechnął się rozkosznie i przedstawił się.

– Jestem Głowa. Stoję na czele wszystkiego. Jestem tu najważniejszy. – Jest źle – powiedział. Trzeba wszystkich poważnie ubranych ludzi zwolnić ze stanowisk.

– To chyba jakiś prezydent? Mówi tak dziwnie. Chyba nie myśli tego poważnie? Co on będzie nas straszyć? Czy my nie mamy własnego rozumu i nie wiemy jak się koła toczą? – Pytania padały gęsto jak wiosenny deszcz jesienią.

Okazało się, że był to prezydent Związku Wszystkich Nafciarzy.

– Co to za różnica, kim on jest?! Odezwały się głosy. – Taka Głowa to zawsze coś palnie, czy zrobi coś głupiego. To nieudacznik. Nie będzie nafciarz wciskać nam głupoty w brzuch. Niech się wreszcie weźmie do solidnej roboty, murarki, sprzątania, a nie jeździ tam i z powrotem. – Rozkrzyczeli się ludziska.

Zaraz po zniknięciu Głowy na chodniku pojawił się chudy osobnik w garniturze i okularkach w cienkiej oprawie. Zebrał się w sobie, zsynchronizował wąskie usta i zaczął obiecywać, że wkrótce będzie padać manna z nieba i żądał, aby ludzie patrzyli do tyłu, a nie do przodu jak koń. Swoją gadką tak wyprowadził z równowagi pasażerów wysiadających z tramwaju, że motorniczy krzyknął oburzony:

– Chudy cwaniaczku, co ty chcesz ukręcić? Lepiej byś przyznał się do grzechów przeszłości i wyspowiadał. Na dwóch koniach nie będziesz wiecznie jeździć. I Bogu świeczkę i diabłu zegarek!

Chudy wymamrotał spod okularów jakieś złe słowa, prawdopodobnie przekleństwa, bo powietrze zagotowało się wokół. Widać było po jego wykrzywionej facjacie, że nie zamierza do niczego się przyznawać i nie zrezygnuje z manii wielkości, która każe mu wmawiać innym, że wie najlepiej, gdzie kwitną róże.

Scenę skomentował duchowny podobny do pobożnej grubej szychy w filmie, który każdy ogląda z wyjątkiem tych, którzy nie wierzą w Boga.

– W kraju jest burdel i my to wiemy. Chodzi o naprawę, ale my nie mieszamy się do ideologii. Nam jest dobrze. Niech to rozstrzygną wybory.

– Jakie? Kiedy? – pytano. Nie umiał tego wytłumaczyć. – Nie będę mieszać się do ideologii. – Powtarzał.

3Shares