Pensjonat Jutrzenka. Odświeżona interpretacja zdarzeń z 13 czerwca.

Przed godziną szóstą rano obudziło mnie klekotanie przypominające stukanie młoteczkiem w zardzewiałą blachę. Siadłem na łóżku. Jak tylko postawiłem nogi na podłodze, pojawiły się wyrzuty sumienia, zupełnie jak głód w wycieńczonym organizmie.

– Zbyt ostro opisałem sytuację w Pensjonacie Jutrzenka. Nie znowu jakieś tam duby smalone, szaleństwa panny Ewy czy szaleństwo Almayera, abym mnie miało rzucać po łóżku, ale też i nie najłagodniejsze, skoro coś mnie zbudziło tak wcześnie i ciągnie na fotel przed komputerem.

– Pisz! – usłyszałem nad głową.

– Co mam pisać? – zawołałem skonfundowany, włączając komputer. – Domyśliłem się, że polecenie wydał mi głos wewnętrzny.

Zapadła cisza. Po chwili świat zewnętrzny otworzył się i ze wszystkich stron zaczęły napływać wiadomości, przenikając przez framugi okienne, szparę pod drzwiami, przesączając się przez ściany na wzór hałasu. Zacząłem pisać..

W Pensjonacie pogłębia się ubóstwo, ludzie przestali interesować się sprawami publicznymi, pojawiły się nieuzasadnione przekonania, że skoro dzisiaj jest w sprzedaży mleko o zawartości 3,25 procent tłuszczu od czarnych krów oraz 2,5-procentowe od chudych i łaciatych, to jutro też będzie. Mieszkańcy zamknęli się sobie, przestali słuchać wiadomości, poczuli się nimi zmęczeni, nie dowierzali im.

– W czym rzecz? – Zadałem sobie pytania. Mój niepokój, że dzieje się coś nienormalnego, pogłębił się: w pokoju nie było żywej duszy, a na zewnątrz wciąż panowała poranna cisza.

Na ekranie komputera pojawiły się rozmazane obrazy ludzi, przedmiotów i zdarzeń. Z gmatwaniny sygnałów zrozumiałem, że Pensjonat opanowała bryndza duchowa, pacjenci tkwią we mgle odurzenia, nie wiedzą, co myśleć, stale potrzebują przewodnika, który im objaśnia, co się wokół dzieje, oraz palucha wskazującego drogę przez Pustynię Niepewności do Ziemi Obiecanej.

Podsumowałem sytuację.

– Nie ulegało wątpliwości, w Pensjonacie zapanował marazm grożący demencją, a może i czymś gorszym.

Ordynator Mirakles miał odmienne zdanie. Nie przemawiał często. Oszczędzał się, twierdził, że trudno jest mu otwierać usta, bo nie jest już taki młody.

– Faktem jest – wyznał to otwarcie – że trudniej jest mi chodzić, zdrowie mniej mi dopisuje, mam cięższy chód i trochę za bardzo przytyłem. – Jego coraz bardziej zmierzwiona, siwa broda, mimo zaniedbania, nadawała mu powagi. Siedząc, był najbardziej aktywny, nieprzerwanie podchodził ktoś do niego na konsultacje.

– Moja diagnoza jest odmienna. – Zaczął powoli, aby od razu nie przegrzać organizmu. – Nie uważam, że rośnie poziom zaburzeń. Oceniam go na nie więcej niż sześć w skali od jednego do dziesięciu. To normalna sytuacja. Ci, którzy to twierdzą, że jest inaczej, to oszuści, którzy zamiast hodować króliki napędzają nienawiść. Mam nadzieję, ze mnie doskonale rozumiecie. Robimy wszystko, aby wyprowadzić Pensjonat  na prostą, lecz wciąż ktoś rzuca nam kłody pod nogi. Nie wiemy dokładnie kto, bo ci ludzi chodzą w kapturach i nieprzezroczystych pelerynach, nawet gdy nie pada deszcz. W ogóle jest bardzo dobrze, bo ludzie chętnie mnie słuchają, a wiem niemało. Dużo jeździłem po świecie, utrzymuję bliskie kontakty z siłą wyższą i mam wgląd w przyszłość.

Zadzwonił telefon i musiałem oderwać się od komputera.

– Marmur! Przepraszam, Zenon! – Zabrzmiał zdecydowany głos przyjaciela. W tle usłyszałem charakterystyczny dźwięk dzwonu kaplicy w Pensjonacie wzywającego na modlitwę poranną.

– Wiem, że nie wierzysz w to, co tutaj się dzieje. – Kontynuował przyjaciel. – Uwierz w to, co mówią i pokazują w telewizji, ale tylko w kanale Tuba. Najgorsze jest to, że ci w kapturach i pelerynach przypisują rosnące otępienie Ordynatorowi i jego drużynie konduktorskiej, chciałem powiedzieć lekarskiej. Mówią o niej, że zamiast zająć się diagnozą i leczeniem mieszkańców pensjonatu, sama wypluwa z gardła zarazki jak niegdyś wieloryb Jonasza. A przecież wszystko jest piękne. Jest lato i kwitną kwiaty. I to jakie! Nie mogę się ich nawąchać do woli.

0Shares

2019 05 20 Premier Mateusz Morawiecki. Krótka historia.

W obliczu zdarzeń ciekawszych niż fantazje seksualne zimnego erotomana z Alaski zawiesiłem pisanie powieści.

Gazeta Wyborcza ujawnia:

W roku 2002 r. Mateusz Morawiecki, obecnie szef rządu PiS, wraz z żoną kupił ziemię, którą Kościół dostał od państwa. Kupił po cenie 700 tys. zł, choć ta działka pod Wrocławiem już wtedy była warta 4 mln zł, a Morawiecki musiał wiedzieć, że jej notowania jeszcze wzrosną, bo ma tamtędy biec trasa szybkiego ruchu. Jeśli władze Wrocławia chciałyby dzisiaj budować tę drogę, musiałyby odkupić ziemię za nawet 70 mln zł. Morawieccy na tym interesie zarobiliby więc stukrotnie.

O działce nie ma informacji w oświadczeniu majątkowym Mateusza Morawieckiego. Morawiecki grozi pozwem za tekst o jego działkach. Gazeta Wyborcza odpowiada: na wszystko są dokumenty.

Przed przejściem do polityki Mateusz Morawicki dokonał rozdziału majątku z żoną Iwoną. To ona jest dziś współwłaścicielką m.in. mieszkań, które premier kupił w starej kamienicy w centrum Wrocławia, oraz willi w Warszawie, na którą dostała kredyt z BZ WBK, kiedy sam kierował tym bankiem.

W 2018 roku w wywiadzie udzielonym Piotrowi Zarembie Mateusz Morawiecki powiedział „Wielu ludziom, w tym i mnie, oczy otwierały się coraz szerzej, kiedy patrzyliśmy, jak pod płaszczykiem haseł wolnego rynku następuje uwłaszczenie postkomunistów i osób dokooptowanych do systemu III RP”.

0Shares