Władimir Putin, piąta kadencja. Co dalej?

Moje motto: Każdy naród ponosi konsekwencje nierozumienia lub niepilnowania tego, co robi jego rząd. W skali kraju, w skali narodowej głupota lub naiwność są niewybaczalne.

 Alegoria państwa wg Alfreda Kubina

Uważnie obserwuję, co dzieje się w Rosji. Patrzę na ten kraj (przede wszystkim jako ekonomista, ale i pisarz/blogger, któremu nieobojętne jest to, co dzieje się wokół) i widzę, jak powoli stacza się w dół, a przynajmniej nie posuwa się naprzód. Rosja jest potęgą militarną, ale wydaje na zbrojenia osiem razy mniej rocznie niż USA. Zbrojenia oznaczają ogromne koszty. Płaci za to społeczeństwo, bynajmniej nie najbogatsze, w większości popierające Putina, lecz nie zdające sobie sprawy, jakie są tego konsekwencje.

Przytaczam niezbyt długi fragment artykułu, jaki ukazał się dzisiaj w elektronicznym wydaniu Wyborczej. Poniżej podaję źródło.

Źródło: http://wyborcza.pl/7,75399,23362494,wladimir-putin-rozpoczyna-swoja-piata-kadencje.html

Władimir Putin rozpoczyna swoją piątą kadencję, 7 maja 2018

I tym razem przeszła przez kraj fala protestów ulicznych. W sobotę demonstrowała cała Rosja, od Dalekiego Wschodu do zachodnich granic. Do wyjścia na ulice wezwał swych – przede wszystkim młodych – zwolenników Aleksiej Nawalny, apelując, by manifestowali pod hasłami „On nam nie car” i „Precz z carem”.

Opozycjonista dowodzi, że Putin nieczysto wygrał ostatnie wybory prezydenckie z 18 marca (otrzymał 76,69 proc. głosów przy 67,54-proc. frekwencji). Bo w rzeczywistości walczył z cieniem, nie dopuszczając do udziału w wyborach żadnego prawdziwego konkurenta.

Z gry przy pomocy snutej przez lata intrygi wyeliminował Nawalnego. Opozycjonista został skazany na podstawie sfabrykowanego oskarżenia. Choć Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał wyrok za niesprawiedliwy i nakazał powtórzenie procesu, sądy utrzymały werdykt. A kieszonkowy Sąd Konstytucyjny orzekł ostatecznie niedługo przed wyborami prezydenckimi, że Nawalny jako skazany udziału w nich brać nie może.

Ze zwolennikami opozycji, którzy zdecydowali się zaprotestować przeciw „carowi”, Kreml rozprawił się brutalnie. Prewencyjne zatrzymania organizatorów manifestacji w różnych miastach rozpoczęły się jeszcze w połowie ubiegłego tygodnia.

A w sobotę władza po raz pierwszy rzuciła przeciw swoim przeciwnikom bojówkarzy, których przez analogię do obrońców reżimu Wiktora Janukowycza należałoby nazwać tituszkami.

Kiedy opozycjoniści zaczęli się zbierać na placu Puszkinowskim w centrum Moskwy, okazało się, że miejsce jest zajęte przez agresywnych członków faszystowskiego Ruchu Narodowo-Wyzwoleńczego (NOD), organizacji założonej i kierowanej przez ultranacjonalistycznego posła do Dumy Jewgienija Fiodorowa. Byli tam też Kozacy, którzy nahajkami bili zarówno manifestantów, jak i przypadkowych przechodniów. NOD-owcy i wspierający ich członkowie Młodej Gwardii, założonej pod skrzydłami Kremla do walki z kolorowymi rewolucjami, pod okiem policji wszczynali awantury z manifestantami. Kiedy jednak liczba zgromadzonych opozycjonistów wzrosła do kilku tysięcy, odstąpili i tłum zaczęła rozpędzać policja.

W sumie w całej Rosji zatrzymano, jak podaje organizacja OWD Info, 1612 osób. To rekordowo dużo. Sześć lat temu po zamieszkach na placu Bołotnym liczba zatrzymanych była cztery razy mniejsza. Tym razem policjanci i funkcjonariusze stworzonej niedawno do tłumienia protestów ulicznych RosGwardii brali też masowo nieletnich. W Saratowie do aresztu trafił 12-letni chłopiec.

Sam Nawalny dotarł jakoś na miejsce zbiórki manifestantów. Ale był tam bardzo krótko. Zdążył tylko podziękować zgromadzonym, zanim funkcjonariusze, chwyciwszy go za ręce i nogi, zanieśli go do więźniarki. Wieczorem odzyskał jednak wolność.

Nie na długo. 11 maja, już po inauguracji Putina i defiladzie w rocznicę zwycięstwa nad Niemcami, stanie przed sądem, który skaże go co najmniej na miesiąc aresztu za organizację nielegalnej demonstracji i opór stawiany policjantom.

Dekrety Putina

Kiedy Putin sześć lat temu rozpoczynał swoją minioną już dziś kadencję, podpisał tak zwane majowe dekrety i zapowiedział, że do 2018 r. stworzy 20 mln „nowoczesnych” miejsc pracy. Zapewniał, że wydajność pracy w Rosji wzrośnie o 50 proc., a średnia realna zapłata – o 40-50 proc.

Nowego przemysłu nie ma. Wydajność pracy rosła przez ostatnie sześć lat w tempie 0,5 proc. rocznie. Realne dochody Rosjan spadły, przez ostatnie cztery lata nieprzerwanie się zmniejszają. Kraj zamiast obiecanego mu przez prezydenta piątego, zajmuje dziś 12. miejsce na liście światowych potęg gospodarczych. Pod względem wielkości PKB (liczonego w dolarach) na obywatela Rosja z 41. spadła przez sześć lat na 72. miejsce. Mocno trzyma się natomiast w czołówce najbardziej skorumpowanych państw świata.

Niedawno portal Republic.ru, podsumowując sześciolatkę putinowską, napisał, że Rosjanie otrzymali „więcej armat i więcej oleju palmowego”. Wzrosły bowiem wydatki tylko na armię i wojny, w które prezydent wplątał kraj. A Rosja obłożona sankcjami za Ukrainę, na które odpowiedziała, wstrzymując import żywności z Zachodu, sprowadza coraz więcej oleju palmowego, który służy do produkcji kiepskiej jakości zamienników masła czy sera.

Obserwatorzy moskiewscy stawiają jednak optymistyczne prognozy. Twierdzą, że Putin może teraz postawi na „rozwój kapitału ludzkiego”, czyli przeznaczy więcej pieniędzy na oświatę i służbę zdrowia, a zredukuje wydatki militarne.

Poprawie relacji ze światem, którą prezydent też ponoć planuje, ma służyć powierzenie jakiegoś poważnego stanowiska liberalnemu ekonomiście, niegdyś wicepremierowi i znakomitemu ministrowi finansów Aleksiejowi Kudrinowi. Mówiło się, że może nawet zostać premierem. Ale giełda moskiewska stawia teraz raczej na to, że szefem rządu pozostanie Dmitrij Miedwiediew, a szanowany na Zachodzie Kudrin stanie się zastępcą szefa administracji kremlowskiej odpowiedzialnym za gospodarcze stosunki z zagranicą.

Moje książki w księgarni: https://tinyurl.com/y895884p