Rewelacyjne wyborcze regenerum regenerujące

Hmong women oglądajace zdjęcia Bob Tubbs Public domainWyniki wyborów parlamentarnych prawie są już znane. Gratuluję wszystkim osobom głosującym na PiS. Sam głosowałem na inną partię, ale tego żałuję. Byłbym teraz w obozie wygranych; każdy lubi otrzeć się o wielkość.

W reklamie TV usłyszałem hasło „Regenerum regenerujące”. Przypadło mi do gustu jako znak nowych czasów. Teraz zregenerujemy się całkowicie: nasz Prezydent, nasz Prezes, nasza Premier, nasza Większość w parlamencie, wkrótce nasza Większość konstytucyjna. Zmienimy wszystko razem, jeśli nie sami to z panem Pawłem Kukizem15.
Prezes Kaczyński był w czarnym garniturze i czarnym krawacie (chyba z racji pogrzebu PO). Najpierw były podziękowania zmarłym (śp. Lech Kaczyński i inni), potem wzajemne całowanie się zwycięzców, gratulacje.

Teraz cytaty z przemówienia pana Prezesa: „Także wielu, wielu innym. Jeszcze długo będziemy dziękowali. Wyciągamy rękę do tych, którzy chcą dobrej zmiany. Zadanie niesłychane, więc trudne. Żadnej zemsty, żadnych osobistych wycieczek, żadnego kopania tych, którzy upadli z własnej winy. I słusznie”. Koniec cytatów.

Tu się sprzeciwiłem. Kilka tygodni temu biegnąc ścieżką przez las zaczepiłem o wystający fragment ściętego korzenia i upadłem na twarz. Wina była bezsprzecznie moja, bo go nie zauważyłem. Ale czy było to słuszne, że upadłem? Wątpię.

Są także inne pytania. Także nadzieje i oczekiwania. Moje również. Jestem młody i mam oczekiwania. Przed wszystkim mieszkania w cenie 2.500 zł, góra 3.500 zł za metr kwadratowy. To konkret. Powiedział to sam pan Prezes. Kiedy już takie pojawią się na rynku, dajcie szybko znać. Stanę w kolejce. Będę oszczędzać, kupię kilka, aby rozdać w najbliższej rodzinie tym, którzy nie mają własnego mieszkania.

Jeśli obiecane mieszkania się nie pojawią, będę skarżyć się na piśmie. Nawet panu Prezydentowi. On mnie na pewno zrozumie. Jest przecież Prezydentem wszystkich Polaków.

Arytmetyka wyborcza. Prognoza koalicji rządzącej.

Triumwirat film media.press.tv

W drodze po chleb powszedni i codzienne mleko spotkałem sąsiada z osiedla, Iwana Iwanowicza Iwanczyna, Polaka z krwi i kości, choć międzynarodowego pochodzenia, osobnika dojrzałego, krzepkiego i uważnego politycznie. Przemówił do mnie. Zabrał głos, jakby był jakimś analitykiem politycznym i wyłożył mi swoje poglądy na przedwyborczą rzeczywistość. Zapisałem je i odtwarzam.

– Obserwuję uważnie scenę polityczna, obliczam głosy i kalkuluję. Wiem, kto będzie rządzić w Polsce po 25 października. Moje kalkulacje są oparte na analizie statystycznej oraz starannej ocenie programów partii politycznych i sile argumentacji jej przywódców.

– Kto będzie rządzić? – Przerwałem mu niecierpliwie, choć trochę niegrzecznie, chcąc jak najszybciej poznać prawdę.

Starzec nie dał się zbić z pantałyku i kontynuował.

– W skład koalicji rządzącej wejdzie PiS, Kukiz15 i Korwin-Mikke, w skrócie PKK. Zgodnie z perspektywicznym sondażem Millward Brown uzyskają oni odpowiednio 37%, 5,9% i 4,1% poparcia, czyli razem 47 %. To zapewni koalicji przewagę w Sejmie. Pozostałe partie wykluczam jako zbyt małe lub niezdolne z gruntu do rządzenia. Partii rządzącej grunt po prostu usunął się nagle spod nóg, co świadczy o jej nędzy i zagubieniu.

– Każda z trzech wymienionych partii koalicyjnych stanowić będzie jeden filar. Trzy filary zapewniają doskonałą równowagę, zwłaszcza jeśli rozumiemy ewangeliczne słowa „Omne trinum perfectum”, co znaczy „Każda trójca jest doskonałością”. Nie wierzę w każdą trójcę, ale w tę uwierzyłem. O jej przywódcach dużo pisano już wcześniej, zwłaszcza Dostojewski i Freud. Czytam właśnie księgę „Freud, życie na miarę epoki”, ponad 900 stron, i znajduję tam liczne odniesienia do panów Kaczyńskiego, Kukiza i Korwina-Mikke. Freud poddał ich psychoanalizie i wyciągnął niezwykle trafne i pozytywne wnioski. To mnie umocniło w przekonaniu, że i ja słusznie w nich wierzę.

– Skromnie powiem, ciągnął Iwan Iwanowicz, że udzielam poparcia tej koalicji. Mogę dodać, tym razem nieskromnie, że wierzę w jej zdolność przemiany Polski w lepszą, sprawniejszą, bogatszą, piękniejszą, uczciwszą i bardziej sprawiedliwą.

– PiS czyli Filar Nr 1. Nie muszę przedstawiać tej partii, bo jej siła i powaga są oczywiste. Reprezentują ją: dojrzała myśl Jarosława Kaczyńskiego, wyraziste usta Beaty Szydło oraz siwa głowa Antoniego Macierewicza. To rzeczowa kombinacja: dojrzałość, wyrazistość i jeszcze raz dojrzałość. Do tego dochodzi poparcie pana Andrzeja Dudy, prezydenta wszystkich obywateli, światłego przeciwnika partii nieudolnych, twarzą i sylwetką coraz wyraźniej wskazującego kierunek rozwoju kraju – ku obfitości jadła i osobistego spełnienia.

– Kukiz15 czyli Filar Nr 2. Liczba 15 nawiązuje – jak rozumiem – do wieku, w którym pan Kukiz osiągnął dojrzałość polityczną, którą potem doskonalił śpiewnie i muzycznie, aby rozwinąć pojemność płuc. Rozwój osobisty wykorzystał w trakcie ostatniej debaty telewizyjnej przywódców wszystkich partii politycznych przekrzykując głupią konkurencję, a nawet prowadzących debatę dziennikarzy, którzy nie wiedzieli, o co pytać. On to wiedział i wyraził. Dla mnie było to wspaniałe przeżycie.

Nie przerywałem sąsiadowi, gdyż mówił przekonywująco. Kontynuował.

– Teraz jego, czyli pana Kukiza, argumentacja. Trzeba zmienić wszystko, czyli ustrój, parlament, konstytucję, kraj i obywateli. Drogę do zmiany utorują JOW-y, które same w sobie zadecydują, że wybierani będą tylko ludzie uczciwi i mądrzy, potrafiący docenić także dobrą muzykę i śpiew, czyli kulturę osobistą i zbiorową, jakżeż potrzebną naszemu społeczeństwu. Zmiana konstytucji i wprowadzenie JOW-ów to sprawa prawie już załatwiona, ponieważ PKK będzie miało poparcie dwóch trzecich wszystkich posłów w Sejmie. Gdyby jej zabrakło, to dobiorą poparcie z PSL, partii elastycznej koalicyjnie, gotowej wnieść do rządu także plan obniżki kosztów utrzymania poprzez zwiększoną konsumpcję jabłek. Popieram ten pomysł, ponieważ jestem za godnym życiem obywateli, o którym wielokrotnie i przekonywująco mówiła pani Beata Szydło.

– Pan Kukiz stawia na pracę. Cytuję: „Córka pani Kopacz wyjedzie sobie do Kanady, a moje dzieci będą tyrać”. Pomysł ciężkiej pracy własnych dzieci świadczy o jego szlachetności, ale też i o niezwykłej przytomności umysłu i rozwadze, ponieważ NFZ nie wydoli ponieść kosztów leczenia pana Kukiza nadwerężającego dla dobra kraju nie tylko płuca, struny głosowe i umysł, ale i całe rozedrgane emocjonalnie ciało. Przetwarzanie ogromnej ilości jego niezwykle trafnych pomysłów musi odbić się na jego zdrowiu. Martwię się o niego i modlę się, aby i inni też się modlili o jego powodzenie i zdrowie, które służy nam wszystkim.

W tym momencie Iwan Iwanowicz przeżegnał się i zaraz kontynuował.

– Janusz Korwin-Mikke czyli Filar Nr 3. To niezwykły człowiek, prawdziwy atut, filar zdecydowany i jednoznaczny w opisie i zwalczaniu zjawisk niezdrowych dla kraju, niezłomny w poglądach i reprodukcji rozszerzonej, jakżeż potrzebnej naszemu społeczeństwu w obliczu zalewu terrorystami obcymi nam religijnie i ideologicznie. Osobiście szczególnie cenię pana Korwina–Mikkego za plan wysadzenia w powietrze Unii Europejskiej, postawienia w to miejsce wielkiego domu publicznego i zniesienia wszelkich podatków, aby i biedniejsi obywatele mieli środki na radość cielesno-duchową. Cenię go także za przyjaźń ze Związkiem Radzieckim reprezentowanym przez prezydenta, który skutecznie walczy z imperialistami amerykańskimi na Ukrainie, w Radzie Bezpieczeństwa i w Syrii. Mój rozmówca znowu przerwał, ale tylko na chwilę, aby podsumować swój wywód. – Nie będę mówić więcej o nowej koalicji, ponieważ wierzę, że wszyscy rozumni jak i mniej zamożni we własną myśl obywatele zgadzają się ze mną i nie zawahają się udzielić poparcia mojej koalicji przy urnach wyborczych. – Oby tylko nie sfałszowano wyborów. – Dodałem, aby też powiedzieć coś rozumnego.

Czytaj wiecej: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/arytmetyka_wyborcza_prognoza_koalicji_rzadzacej_338595.html

Debata „Rozmowa o Polsce”

Oglądałem debatę „Rozmowa o Polsce” z udziałem pani Beaty Szydło z PiS i pani Ewy Kopacz z PO. Debata była fantastyczna. Wygrała zdecydowanie pani Beata. Była jeszcze bardziej fantastyczna niż debata! Była w spodniach. Też były fantastyczne!

Na początku doszło do drobnych nieporozumień. Kwestia nazewnictwa.

– Nie będę pani nazywać premierem, tylko przewodniczącą. – Oświadczyła pani Beata. Może i słusznie. Kiedy już kwestię wyjaśniono, rozmowa ruszyła naprzód jak pijana furmanka. Pani Ewa z wdzięczności zaczęła nazywać panią Beatę „Pani Poseł”. Też nieźle.

W debacie zdecydowanie lepsza była pani Beata. Konkretna, rzeczowa, odpowiadała dokładnie na zadawane pytania, choć były one inne. Jak to robiła, nie wiem. To wielka sztuka. W ramach odpowiedzi wygłaszała też piękne mowy oskarżycielskie.

Była nie tylko lepsza, ale i ładniejsza niż konkurentka. Miała słodko-ponętne usta, bardzo podobne do ust pana Prezesa, dzięki czemu była w stanie wiernie powtarzać jego prorocze słowa.

Debata nasączyła mnie otuchą co do przyszłości. Mam teraz pewność, że pod rządami PiS odzyskam godność, która odebrała mi PO. Utrwaliła mnie w tym pani Beata słowami: – Mamy wszystko przygotowane: programy, projekty, ustawy, pieniądze.

– To niech pani pokaże! – Krzyknęła pani Kopacz, zawistna, że oni tego nie mają.

– Nie teraz! Później! – Rzeczowo odparowała pani Beata. W całym kraju zerwały się brawa podobne do ogromnego stada ptaków, szczęśliwych, że wreszcie nadchodzi wiosna.

Po zapewnieniach, że PiS ma już wszystko w kieszeni, łącznie z panem Prezydentem, który też kocha pana Prezesa, nadszedł wątek hydrauliczny.

– Będziemy uszczelniać VAT. – Powiedział pani Beata. Pomyślałem o niej ciepło, gdyż cieknący VAT był słabością PO. Sądzę, że ta zagubiona w swym nierządzie partia wybrała złą rurę na VAT. Teraz to się zmieni.

– Jak go uszczelnicie? – Padło podstępne pytanie.

-” Prawo i Sprawiedliwość wie, jak to zrobić.” – To dokładna odpowiedź pani Beaty, ostrej jak brzytwa cyrulika sewilskiego.

– A skąd weźmiecie na to pieniądze? – To było pytanie Przewodniczącej PO, dawniej zwanej Premierem. Byłem na nią wściekły. Tak beznadziejne pytanie! Uspokoiłem się dopiero wtedy, kiedy pani Beata spokojnie wyjaśniła: – Mamy program „Bilion na Rozwój”. Wyciśniemy go jak cytrynę.

W miarę rozwoju dyskusji, coraz więcej rozjaśniało mi się w głowie. Miałem ogromną wątpliwość, jaka naprawdę jest Polska. Pani Beata wyjaśniła to bardzo prosto: „Polska to piękny kraj.”

Strasznie mnie to ucieszyło, bo wydawało mi się, że Polska jest w ruinie. Przyznaję uczciwie, byłem chyba nieprzytomny. – Jaka ruina? Jak ja mogłem myśleć o ojczyźnie w ten sposób!?

Dalsze wypowiedzi pani Beaty rzucały wiadra światła na program wyborczy PiS. Cytuję panią Beatę, aby nie uszczknąć nawet literki z treści jej wypowiedzi: – „Prawa kobiet są bardzo ważne”. „Polskie dzieci są najwspanialsze”. „Nie ma wspanialszych dzieci niż polskie dzieciaki”.

Były to wypowiedzi niezwykle oryginalne. Zajęło mi trochę czasu, aby to zrozumieć. Wiele wtedy zrozumiałem.

Po zakończonej debacie zasięgnąłem języka, skąd pani Szydło czerpie wiedzę o dzieciach i polityce. Okazuje się, że ma w gabinecie zdjęcia pana Prezesa Kaczyńskiego w niemowlęcym i dziecięcym wieku. Cztery zdjęcia. Ze wszystkich dzieci on był najwspanialszy. Już wtedy w oczach miał mądrość, początki siwizny na głowie, czarujący, ukośny uśmiech i umiał powiedzieć „emiglanci mają lobaki”.

Kiedy pani Beata na koniec zapewniła, że „Pan Prezydent Andrzej Duda ma program naprawy Polski” wszystko stało się dla mnie proste i oczywiste. Dwa programy naprawy Polski, jeden PiS-u i drugi Pana Prezydenta, to gwarancja naszego szczęścia. Przyszłość Polski jest w pewnych rękach.

Prezydent analizuje swoje orędzie sejmowe. Jest zadowolony.

Następnego dnia, już w pałacowej ciszy i na państwowym wikcie, Prezydent zagłębił się. Najpierw w fotelu, potem w orędziu. Przeanalizował je słowo po słowie, od wielkiej litery powitania do kropki w ostatnim zdaniu. Liczył i podsumowywał.

– Statystycznie, w ciągu pierwszych pięciu minut podziękowałem 15 razy i witałem 8 razy. Poza tym 5 razy oświadczałem, złożyłem 4 deklaracje wiary i raz powiedziałem, że coś uczynię. Łącznie, 33 znaczące statystycznie wydarzenia.

– Najpierw podziękowałem sobie: „Drodzy Rodacy. Jestem niezwykle wzruszony. Dziękuję bardzo”. To był majstersztyk. Należało mi się to. W ogóle to dobrze, że dziękowałem dużo i często. To ludzi ujmuje. Dwa razy podziękowałem poprzednim prezydentom, aby naród zdał sobie sprawę, że sam jestem teraz w grupie prezydenckiej. Najlepszy, bo aktualnie u władzy! Jestem równy wśród równych. Nie! Równiejszy wśród równych. Orwell, „1984”. – Przypomniało mu się. – Nie! Nie! To był „Folwark zwierzęcy”.
– W sumie, było to dobre orędzie: żywy monolog z elementami ograniczonego, lecz rzeczowego dialogu. – Zdecydował. – Bez kartki, czyli z serca.
– Co dalej? Ile i co obiecałem? Zawsze trzeba coś obiecać, aby dojść do władzy, lub choćby w podzięce. Ludzie lubią upominki. Im kosztowniejsze, tym lepiej. Obiecałem niższy wiek emerytalny i wyższą dolną granicę dochodów wolnych od podatku. Zgrabna para. Niższy wiek, wyższa granica. Zasępił, ponieważ ktoś mu wcześniej doniósł, że i jedno i drugie może sporo kosztować. – Oczywiście nie nas, rządzących, tylko państwo. – Aha, to była ta kobieta o ostrym nazwisku. Przypomniał sobie rozmowę.

– Państwo! Mówi pani. A, to już poważna sprawa, bo to ja jestem jego głową!- Zaraz, zaraz! Ja w orędziu nie obiecywałem, że to załatwię, tylko że „opracuję i złożę projekty ustaw”. To zupełnie inna para kaloszy. The buck stops here. – Mruknął Prezydent po cichu dla przypomnienia sobie języka, którym będzie teraz często się posługiwać. Tu kończy się odpowiedzialność. Co się dalej stanie, to ja za to już nie odpowiadam, tylko parlament. Taki układ jest w porządku. – Podsumował Prezydent.
– Czy coś może poszło niedobrze w orędziu? Właściwe to nic, tylko może niepotrzebnie dziękowałem bezpośrednio zmarłemu Prezydentowi Kaczyńskiemu. Zmarłym się przecież nie dziękuje. To tak jakbym zszedł do krypty i z nim rozmawiał. Zupełnie jak w tym kawale o Leninie. O zmarłych tylko mówi się dobrze, zaocznie wyrażając im się wdzięczność w imieniu narodu za chwalebne czyny. Ale zaraz dziękować?!

Przypomniał sobie spóźniony komentarz doradcy. – Nie mógł mi tego powiedzieć wcześniej?. Mógł. Niedobrze. Muszę pomyśleć, czyby go nie wymienić na bardziej udany egzemplarz. Mniejsza z tym. – Machnął ręką. – To sprawa na później.

– Co jeszcze mogę powiedzieć sobie o orędziu? Aha, część dialogowa. Jak ona wypadła? Opozycja oczywiście siedziała w otępieniu, onieśmielona moją obecnością. Spodziewałem się tego. Co do naszych, to mogliby być bardziej serdeczni i spontaniczni w oklaskach i uśmiechach tak, jak to mamy w zwyczaju. Ale nie było źle. Pierwszy raz zaklaskali, a nawet wstali, jak tylko podziękowałem sobie. Czyli nie powinienem być rozczarowany. Ciekaw jestem, czy oni zrobili to spontanicznie, czy też ktoś im to podpowiedział?
Prezydent nie udzielił sobie odpowiedzi, gdyż pomyślał bardzo ciepło o wicepremierze partii rządzącej. – On jedyny okazał mi uczucie. Ciekaw jestem, czy zrobił to spontanicznie, czy też miał w tym jakiś cel? Chłopi to chytrusy. Niezależnie do tego, że kochają ziemie. To normalne, każdy przecież lubi kochanie.

– Proszę o jajeczko w majonezie i kufelek piwa. – Zwrócił się do przechodzącego kelnera. – Niech pan schowa ten drucik, tutaj nie podsłuchujemy. Kelner oddalił się.

– W tym kraju nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie będzie mnie podsłuchać albo podglądać. Prezydent nie przejął się tą myślą zbytnio. Pocieszył się, że ma władzę nad wojskiem. Pomyślał równocześnie o orderze, który otrzymał na wejściu. – To było fantastyczne. Już pierwszego dnia. Ludzie mnie cenią. Oby tak dalej.
Zagłębił się jeszcze bardziej w fotelu. – Nie jest źle. Pomyślał.

Był z siebie dumny. Dobrze wypadł statystycznie i w ogóle.
Prezydent Andrzej Duda na tle sztandarów.

Chodzę pijany ze szczęścia i przewiduję

Chodzę pijany ze szczęścia. Zarzuciłem sześciomedalowy szampan „Russkoje Igristoje”, w zamian poję się wiadomościami politycznymi: o dalszej promocji prezydenta przysłowiem „Dudy w miech”, przyszłej premier przysłowiem „Wylazło szydło z worka”, obecnej premier hasłem „PKP przyszłości” i o Jarosławie Kaczyńskim, niepromowanym, lecz promującym nienaganne maniery, ciemne garnitury, ciasne uśmiechy i deski do prasowania zamiast pleców. Ostatnio stał się bardziej pobożny, odmawia przemówień cywilnych koncentrując się na udzielaniu błogosławieństw z ambon kościelnych. Stojąc wysoko, wydaje się jeszcze wyższy. Jest dla wszystkich przykładem, jak rosnąć.

Rozmawiam z Iwanem Iwanowiczem Iwanczynem o przyszłości kraju.

– Będzie dobrze. – Entuzjazmuje się.

– A jak kościół namiesza wielką chochlą w kotle polityki i wszystko zmieni?

– To może być źle, ale i tak będzie lepiej, ponieważ naród oczekuje zmiany. Tak czy inaczej nic się nie zmieni z wyjątkiem sądów, emerytur, kontrolowanych zakupów i sprzedaży, rządu, prezesów, marszałków, konstytucji, JOWwów, składu Sejmu, podręczników szkolnych, eutanazji, euro oraz in vitro, które stanie się out vitro.

Teraz trochę prognoz. W październiku przewiduję dwa kondukty w Warszawie: jeden żałobny, drugi weselny, z pytaniami, która partia będzie szła w którym. Będą grane i śpiewane dwa wielkie dzieła muzyczne: żałobne Requiem Mozarta oraz marsz weselny Mendelssohna, obydwa w wykonaniu Pawła Kukiza i jego nowej orkiestry symfonicznej. Widzę już, jak między konduktami biega Zjednoczona Pomieszana Lewica, dumne PSL, świeże jak kwiat Niezależni.PL oraz Korwin-Mikke z pytaniami na spieczonych ustach: Ty do domu weselnego czy na stypę? Meteorolodzy zapowiadają burzliwą imprezę kulturalną połączoną z piorunami radosnych powitań i deszczami żałosnych pożegnań.

PS. Nie czekaj październikowej literatury wakacyjnej, bo może być za późno. Kup sobie lub w upominku powieść: Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego. Wielka treść wakacyjno-polityczno-kryminalna, cena 17 do 23 zł. Zasługujesz na to! Czytanie poprawi ci cerę, humor i zmniejszy zmarszczki pod oczami. Sam przeczytałem i czuję się dużo lepiej. Kup teraz, zanim poczta dostarczy ci drugą Grecję do spłacenia!