Powieść „Cezarea”. Odc. 3: Niespokojny sen kronikarza Taranty

Drodzy Czytelnicy!

Dzięki za zainteresowanie nową powieścią. Nie zdążyłem z wpisem w dni dzisiejszym. Przepraszam. Podejrzewam, że będę mógł publikować kolejne odcinki nie częściej niż co drugi dzień, może nawet raz na trzy dni. Mam dużo obowiązków.
Po głowie chodzą mi tak dzikie myśli, że nie wiem, czy powinienem je przedstawiać. Może o to właśnie to chodzi?
Zobaczymy.
Pozdrawiam bardzo serdecznie
Michael Tequila

Wirgil Taranta był w rozterce. Przypomniał sobie w szczegółach dzień szesnastego kwietnia dwa tysiące dziewiętnastego roku. Zarejestrował go w kronice w formie liczbowej 2019 04 16 dla ułatwienia sobie odszukiwania dat i zdarzeń kronikalnych. Rzeczonego dnia obudził się ze snu, który napełnił go niepokojem. Pomieszały mu się pojęcia, nie rozpoznawał dat ani nawet pór roku. Nie wiedział, czy jest już wiosna, czy też zbliża się ku zimie. To go zabolało, bo kronikarz bez pamięci jest w gorszej sytuacji niż świstak na autostradzie.

Nie mogąc zrozumieć, co się stało, dokonał analizy snu rozkładając go na elementy. Przypomniał sobie, że nazywa się to rozkładem na czynniki pierwsze. To drgnięcie pamięci pocieszyło go. Nadal jednak nie był pewny, czy to, co analizował, to był sen, czy też rzeczywistość przypominająca go swoją niezwykłością.

Odważnie wznowił konfrontację ze snem i urojeniami. Będąc skromnym kronikarzem poczuł się Don Kichotem stającym odważnie przed wiatrakami, istniejącymi nie tylko w jego umyśle, ale i w rzeczywistości, ponieważ ludzie zawsze potrzebowali urządzeń do przemiału ziarna na mąkę. Kiedy sobie uświadomił, jak logicznie myśli, wróciła do niego pamięć.

W dniu szesnastego kwietnia, w przeddzień Świąt Wielkanocnych, żyjących w pamięci Wirgila pod znakiem niewinnego jaja, kolorowej pisanki, żółtego kurczaka, kudłatego baranka oraz święconej kiełbasy, przyśniła mu się szopka bożonarodzeniowa.

Rzeczywistość Cezarei od jakiegoś czasu jawiła mu się w postaci szopki ze stajenką, przy której stali Trzej Królowie, orientalnie ubrani i pachnący dobrą wodą kolońską. Towarzyszyła im pewna ilość zwierząt i cudów.

Przeżycie było tak wyraziste, że kronikarz nabrał przekonania, że prawdopodobnie upił się w nocy. Usiadł na krawędzi łóżka i rozejrzał się po pokoju. Nie dostrzegając żadnej butelki, szklanki, kieliszka czy choćby śladu libacji uznał, że pomylił się w ocenie rzeczywistości. W tej sytuacji nie zostało mu nic innego jak wstać i przejść się kilka kroków w kierunku okna, co uczynił. Starał się utrzymać równowagę. Był to test trzeźwości. Wszystko było w porządku. Ciało trzymało pion i poziom równie pewnie jak murarz na budowie. To go skłoniło do pogodzenia się z rzeczywistością, mieszającą zdarzenia fizyczne z metafizycznymi, prawdę z omamami. Uznał, że trudność rozpoznania snu była efektem wiosny, pory roku budzącej soki w drzewach jak i urojenia, podobnie jak schizofrenia. Nie była to cała prawda.

Wirgil Taranta czuł, że coś jest nie tak. Zapragnął wyjść na zewnątrz, nabrać w płuca świeżego powietrza i wchłonąć trochę słońca, aby pobudzić się do dalszego działania. Naszła go młodzieńcza lekkość. Nie czekał na windę, lecz zbiegł na dół po schodach. Stanął na chodniku i patrzył w niebo. Niespodziewanie ściemniało i zaczął padać drobny śnieg zmieszany z kolorowymi płatkami wiosennych kwiatów. Wirgil zauważył to dopiero po chwili, kiedy jego dłoń pokryły kolorowe plamki. Wpadł w dziwny nastrój i zaczął nucić melodię, którą słyszał tylko raz w życiu „Se kofi, se kofi” powtarzając refren „Se lavi, se lavi”. Motyw muzyczny wpadł mu w ucho poprzedniego dnia, kiedy słuchał kościelnej stacji radiowej Musica Religiosa.

Wszystko to nastroiło go refleksyjnie. Zastanawiał się nad porywającą naturą śpiewu, melodii i muzyki, kiedy zbliżył się do niego masywnie zbudowany mężczyzna w turbanie. Zjawił się tak nagle, jakby wyszedł z głębokiego cienia. Trzymając lewą rękę uniesioną lekko w górę, wyciągnął prawą na powitanie i przedstawił się:

– Nazywam się Abdullah. To mój pseudonim. Rządzę Cezareą, jestem jej namiestnikiem i poczytuję to sobie za zaszczyt. Nieoficjalnie jestem jednym z trzech biblijnych królów. Przyprowadziło mnie tutaj światło gwiazdy przewodniej. To, co teraz panu powiem, proszę traktować jako objawienie.

Wirgil popatrzył na nieznajomego z niedowierzaniem. Król zauważył to i pośpieszył z wyjaśnieniem:

– Z trzech biblijnych królów ja jestem tym z czarnymi wijącymi się włosami. Po tylu latach nie wiją się one oczywiście, w dodatku posiwiały. Wiek robi swoje. Kiedyś byłem też wyższy, teraz skurczyłem się nieco.

Kiedy skończył, bolesny skurcz – przypominający cień jaskółki śmigającej za muchą – przebiegł po jego twarzy. Wirgil domyślił się, że wzrost jest dla niego źródłem frustracji. Król odezwał się.

– Rozumiem, Wirgilu Taranto, że nie domyślił się pan jeszcze, którym z trzech bożonarodzeniowych królów jestem. Aby ułatwić panu zadanie powiem, że występuję czasem w telewizji i stoję na czele bardzo poważnego ugrupowania polityczno-społecznego, jakie osobiście założyłem, aby nieść chwałę Cezarei. Chętnie to wszystko wyjaśnię w detalach.

Twarz dostojnika oblekła powaga. Wirgil zwrócił uwagę na bajecznie bogaty strój monarchy. Nie miał ze sobą mirry ani kadzidła. Kronikarz domyślił się, że ma tylko słowa radości i pocieszenia.

– Jest biegły w gębie. Widać, że umie i lubi przemawiać. – Pomyślał. Nie był zbyt przychylnie nastawiony do Namiestnika.

Coś go zastanowiło. Głos przybysza nic mu nie powiedział, twarz wydała się jednak znajoma. Nie bez trudu rozpoznał Namiestnika Leona Krzepkiego-Kukułę. Zdziwił się, że chodzi w przebraniu obcokrajowca, udaje króla-dobroczyńcę, występującego w chrześcijańskiej szopce bożonarodzeniowo-wielkanocnej. Domyślił się, że Namiestnik nie czyni tego bez przyczyny, że stoi za tym jakaś myśl przewodnia i być może jakiś zbożny cel. Pragnąc dowiedzieć się o co chodzi, Wirgil postanowił wysłuchać wyjaśnień, jakie Namiestnik miał do zaoferowania.

Wokół mężczyzn zebrał się już krąg ciekawskich. Namiestnik był osobistością powszechnie znaną w Cezarei. Był celebrytą. Wkrótce dołączyli do nich dwaj pozostali królowie. Sytuacja powtórzyła się. Oni także grali podwójną rolę. Taranta zidentyfikował ich po ubiorze, akcencie, treści przekazów słownych oraz gestów. Byli to Dua, Plenipotent Namiestnika, znany powszechniej pod pseudonimem Prezydent, oraz Jeremi Chudy, premier.

Kronikarz znał ich tylko z telewizji. Pierwszy raz obcował z nimi bezpośrednio. Postanowił to wykorzystać.  

0Shares

Życzenia Wielkanocne 2019

Wielkanoc w Goodchildren Social Aid & Pleasure Club, New Orleans.

Wielkanoc w St Roch Tavern  2012 

Po wgłębieniu się w tradycję Świąt Wielkanocnych i wiosenną naturę ludzi, szczególnie kobiet oraz zwierząt, z uwzględnieniem mężczyzn, życzę od serca:

  • Prezydentowi, łaskawcy od ułaskawień – aby i on doznał słodyczy ułaskawienia ze stanu świątecznego przejedzenia;
  • Rządowi – dalszych sukcesów reformatorskich, ale bez przesady, bo – jak mówi przysłowie – co za dużo, to i świnia nie chce;
  • Członkom LGBT – kolorowych kokard i tęczowych pisanek oraz mniej kamieni obrazy ze strony społeczeństwa;
  • Ludziom ubogim, bezdomnym i nauczycielom – aby Ojciec Rydzyk, namiestnik Boga na ziemi, wziął ich w serdeczną opiekę;
  • Kobietom – spełnienia marzeń, aby ich mężowie, partnerzy i kochankowie okazali się wzorcami odpowiedzialności, zaradności i zasobności finansowej;
  • Dzieciom – nowych, lepszych i szybszych smartfonów, aby nie musiały marnotrawić czasu biegając po podwórku za piłką, bo to męczy;
  • Czarnym Łaniom z Wędliniarni oraz innym równie pracowitym i powabnym sprzedawczyniom – egzotycznych marzeń w chwilach wolnych od troski o klienta;
  • Kurom (także domowym) – więcej złotych jaj w koszyczku i więcej czasu na wolnym wybiegu;

  • Kogutom, wszystkim bez wyjątku – tego wszystkiego, o czym marzy każdy prawdziwy kogut.

Nam wszystkim, abyśmy zdrowi byli jak rydze, silni jak tury, bogaci jak Krezus i odporni na władzę równie mocno, jak ona sama jest odporna na rozum, przyzwoitość i prawdę.

Alleluja Bracia i Siostry! Alleluja!

0Shares

Życzenia Wielkanocne 2016

Osterstrauss, by Goldi61, Creative Commons
W roku Ognistej Małpy 2016 według Horoskopu Jacka Kryga serdecznie, wielkanocnie i politycznie życzę:

Panu Prezesowi – zdrowej sałatki warzywnej oraz dużo ćwiczeń na świeżym powietrzu z tarczą ochronną przed gniewem bożym i ludzkim;

Panu Prezydentowi – świeżutkiego jaja z majonezem i instrukcją „Jak sprawnie przyjmować przysięgę bez strachu przed Omnipotentnym”;

Pani Premier – święconki w koszyczku w kształcie broszki oraz naprawy drukarki do publikacji wyroków zanim nadejdzie zimny Śmigus-Dyngus,

Panu Antoniemu – obfitości stołu oraz odkrycia w nastroju świątecznym niespełnionej wielkiej tajemnicy i sztuki blitzkriegu;

Miłośnikom KOD – spokojnego oddania żłobów, przywilejów i stołków miłośnikom dobrej zmiany;

Kandydatom z listy nepotycznej Pana Prezesa – nieskończonej ilości dobrze płatnych stanowisk;

Opozycji – świętej cierpliwości i nauczenia się egzorcyzmów do walki z mocami nieczystymi;

Rodzinom małodzietnym – dużo miłości, więcej dzieci i jeszcze więcej dodatków finansowych;

Emigrantom – z góry płynących życzeń szczęśliwego powrotu do odnowionego kraju;

Koniom w stadninach – wiosennej trawy oraz wymiany nowych stajennych na jeszcze nowszych;

Żubrom i innym zwierzętom – nowej Puszczy Białowieskiej.

Drogim Czytelnikom, miłym Przyjaciołom i ukochanej Rodzinie oraz wszystkim innym osobom dobrej woli życzę zaś spokojnych, zdrowych i nastrojowych Świąt Wielkanocnych.

Michael Tequila

0Shares

Życzenia Wielkanocne

Postanowiłem popełnić dzisiaj, w przeddzień Wielkanocy, blog radosny, równie okolicznościowy jak makaron czterojajeczny, który tym różni się od dwujajecznego, że zawiera tę samą ilość jajek.

Z okazji Świąt Wielkanocnych składam moim Czytelnikom i Czytelniczkom najserdeczniejsze życzenia, a w szczególności:

  • Nienasyconym jajecznie – jaja strusiego, odpowiednika 27 jaj kurzych.
  • Facetom bez jaj – kopy jaj lub żony z charakterem. Ktoś w domu musi przecież nosić spodnie.
  • Kangurom i kanguropodobnym – większej torby na zakupy wielkanocne.
  • Przeklinającym brzydkimi wyrazami „kurza twarz” – nauczenia się przekleństw godnych mężczyzny.
  • Czującym wielkanocną suchość w ustach – wiosennego deszczu za oknem.
  • Jajogłowym – kwadratowej głowy lub otwarcia w pobliżu sklepu ze stosownymi kapeluszami.
  • Osobom z problemami – pomysłów typu „Jajko Kolumba” lub miecz do przecinania węzłów gordyjskich.
  • Mężczyznom-kogutom – seksownych kur domowych lub zmiany znaku horoskopu chińskiego na poważniejszy.
  • Powagi – tym, którzy robią sobie jaja ze wszystkiego.
  • Kurom – okolicznościowego złożenia pisanek ekologicznych oraz uznania historycznego pierwszeństwa jaja.
  • Jajom – uznania historycznego pierwszeństwa kury.
  • Politykom – zakończenia wkurzającej wszystkich wojny polsko-polskiej.
  • Istotom jajorodnym – rozważenia innej opcji przychodzenia na świat.

IMG_20120926_070725

Wszystkim zaś, bez względu płeć, przynależność, poglądy, zboczenia i stosunek do świąt i jaj, życzę pięknej pogody, dobrego samopoczucia oraz szczerego i pełnego pojednania z sobą, bliźnimi i losem.

PS. Struś i kangur to jedyne zwierzęta, które nie umieją chodzić do tyłu. Kangurowi się nie dziwię, ale struś? Strusiowi też nie, bo w razie problemu może schować głowę w piasek.

 

 

 

0Shares

Zanim zacznę poważne życzenia

Zanim zacznę poważne życzenia, najpierw dla rozgrzewki wiersz okolicznościowy, popełniony wiele lat temu, stanowiący dowód budzącej się religijności i umiłowania kariery, która nie przypadła mi w udziale.

Wielkanoc

W wielkanocną Wielką Sobotę,

nim rozpoczął kropidłem robotę,

Dobrodziej witał rozanielony

„Niech będzie   poświęcony”.

 

Wiernych wodą pobłogosławił,

ich i jaja ich wielkanocne,

kropidłem wiarę utrwalił

i zwyczaje wierze pomocne.

 

Siedzą teraz szczęśliwi jak w raju

i święcone potrawy wcinają,

ale wódki nie wleją do szklanki,

aby grzechem nie splamić pisanki.

 

I my wdziejmy wiosenne stroje,

precz odrzućmy myśli wszeteczne

i otwórzmy gościom podwoje.

Niechaj żyją nam Święta Jajeczne!

Michael Tequila

Unley, 6 kwietnia 1996

 

2Shares

Wielkanocny zapłon tożsamości.

Część ogólna posiedzenia Sejmu poświęcona była czworokątowi: Ukraina, Rosja, Stany Zjednoczone, Unia Europejska oraz wyborom do Europarlamentu. Kocioł zagadnień przynieśli i mieszali w nim na zmianę Minister Spraw Zagranicznych i Poseł Kowal. Strawa nikomu nie smakowała, bo gotuje się nieprzerwanie już od kilku miesięcy. Nie pomogło nawet odczarowywanie ani dosypywanie kolejnych przypraw. Ostatecznie zdecydowano się podtrzymywać ogień pod kotłem, aby zawartość zbytnio nie ostygła. Wokół paleniska nastała spokojna atmosfera wielkanocna.

Nagle zawrzało. Okazało się, że ktoś zjadł wszystkie poświęcone jajka i białą kiełbasę, wypił żurek, a nawet ponadgryzał pisanki malowane nocą przez kierownictwo PiS. Zaczęto rzucać podejrzenia. Na pierwszy ogień poszedł poseł Kalisz, którego oskarżono o ukrywanie jedzenia w kieszeniach spodni i w szerokich szelkach. Ten tłumaczył się świąteczną oceną prawną sytuacji oraz dzieckiem, które musi przecież wykarmić. Nie zgodził sie  na kontrole osobistą. Tłumaczył, że ma łaskotki. Jego argumentacja nie znalazła uznania nawet w PiS-ie i Twoim Ruchu, czołowych partiach wybaczania i pojednania.

Nagła przepychanka polityczna zamąciła posłom w głowie. Jak króliki na karuzeli tracili orientację, kto jest kto, i z kim łączą go więzi solidarności partyjnej i etycznej. Poseł Gowin odważnie przekomarzał się z byłym Szefem-Premierem, Janusz Palikot zarzucał SLD brak lewicowości, a z ławy gości były Prezydent Kwaśniewski nawoływał SLD do wsparcia Twojego Ruchu, twierdząc że jest to „Nasz Ruch”. Zrobił się taki burdel, że kilku bystrzejszych posłów i posłanek kopnęło się do sklepów, aby kupić czerwone lampki i narkotyki. – Trzeba oznaczyć to miejsce niezrównanych przyjemności. Zasługujemy na Mały Amsterdam. – Wołano z entuzjazmem. Krzykom nie było końca.

Marszałkini siedziała przy pulpicie sterowniczym z rękami przyciśniętymi do uszu i płakała rzewnymi łzami. Przerwała zawodzenie, kiedy nastąpił spontaniczny zapłon tożsamości partyjnej. Był tak gwałtowny, że dyżurny strażak popędził po wiaderka z wodą. Taki zapłon następuje w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy temperatura materiału osiągnie taki poziom, że zapala się on sam, ni stąd ni z owąd, bez zewnętrznej przyczyny. Partie zaczęły gwałtownie określać sie.

Zaczęło się od przepychanki słowno-muzycznej. „My ze spalonych wsi, my z głodujących miast” – Zaczął Leszek Miller wznosząc głos pod powałę sali sejmowej. W odpowiedzi poseł Palikot zaintonował „Wyklęty powstał ludu ziemi, powstańcie, których dręczy głód”. Wtórował mu były prezydent Kwaśniewski z ławy gości oraz jakiś szczeciniasty poseł w okularach importowanych z Brukseli. Zza pleców Palikota przebijał nieśmiało hymn gejów i lesbijek oraz mniejszości wysuwających śmieszne postulaty dotyczące usuwania ciąży, hodowli dzieci w szkle, wolnych pieszczot partnerskich, miłości na opak, nauczania i zwalczania religii w szkołach oraz innych ciekawych pomyslów i praktyk ideologicznych.

Wylewu zdziczenia cywilizacyjnego nie zdzierżył Jarosław Kaczyński. Stanął na skrzynce od piwa i zaintonował barytonem: „Nie rzucim ziemi, skąd nasz bród”. Śpiewał sam. Koledzy partyjni nawet nie próbowali korygować innowacyjnego traktowania pieśni, szeptali tylko między sobą: „Śpiewa z takim zaangażowaniem, że traci pamięć i język mu się plącze”. Wszyscy znali słabość weterana-przywódcy.

Przez głosy starszych mężczyzn usiłowały przebić się głosy młodszych posłanek: „O la Boga, nie wytsymom, inne mają a ja ni mom. Inne mają po chłopoku, a ja ni mom tego roku!” Ich śpiewne wołanie wyrażało tyle żalu, że aż serce się krajało. Nie miały bidule szczęścia; ich głosy utonęły w powodzi męskich chórów partyjnych. Wołania kobiet cierpiących nikogo dziś w Sejmie nie wzruszają!

Rząd obudził się z opóźnieniem, ale jeszcze nie z ręką w nocniku. Napór świadomości, co się dzieje, odświeżył Premiera Tuska. Dyrygując rękami jak pałeczkami wydobył z PO i koalicjantów mobilizujący ryk: „Hej, strzelcy wraz, nad nami orzeł biały, a przeciw nam śmiertelny stoi wróg!” Do kogo skierowane były te słowa nie wiadomo. Dyrygent patrzył z żalem na przywódcę PiS, do którego ma od dziecka słuszny żal za ciągłą krytykę. Jedynym pozytywnym faktem jest to, że ci dwaj zawsze lubili się szczypać, choć jeden robil to w salonie a drugi na podwórku. Ludzie mają różne nawyki i nie mnie jest je oceniać. De gustibus non est disputandum!

 

 

0Shares

Życzenia Wielkanocne 2014

Otrzymaliście już Państwo życzenia od przywódców politycznych i duchowych. Niewiele więcej szczęścia może Was już spotkać. Tym niemniej nachalnie wpycham się z moimi życzenia, płynącymi od serca z jedynej w kraju Ambony Obiektywnej Prawdy.

Życzę wszystkim moim Czytelnikom oraz ich Rodzinom, Przyjaciołom i Znajomym radosnych, pogodnych i ciepłych Świąt Wielkanocnych z dodatkiem w postaci wypasionego zajączka objuczonego sakwami pełnymi nowych banknotów w dużych nominałach. Tym, którzy mnie nie czytają, nic nie życzę, ponieważ moje życzenia i tak do nich nie dotrą.

W szczególności zaś życzę:

  • Samotnym – zastanowienia się nad myślą (chyba) Sokratesa: „Czy się ożenisz, czy się nie ożenisz i tak będziesz tego żałować”.
  • Biednym – dużych pieniędzy w Toto Lotku.
  • Pracoholikom – opamiętania.
  • Osobom duchownym na stanowiskach – umiaru w jedzeniu, piciu i wypowiedziach.
  • Bogatym – aby ich nie okradziono.
  • Mężczyznom – aby żyli dłużej.
  • Kobietom – cudownych kosmetyków, kosztownej biżuterii i nieprzeklinania.
  • Zwolennikom PiS – utrzymania przy władzy Jarosława Kaczyńskiego, gwaranta zwycięstw opozycji.
  • Zwolennikom PO – pozostania Jarosława Kaczyńskiego przy władzy w PiS.
  • Antoniemu Macierewiczowi – świętości.
0Shares

Przerywnik literacki: Republika Kokosza. Część 2 (ostatnia)

Przed rozpoczęciem posiłku zamiast modlitwy zagaił gospodarz przyjęcia.

Znamy się jak łyse konie… Czy wiecie, dlaczego konie są łyse? – zapytał zagadkowo zapewne po to, aby popisać się znajomością zoologii i sprawić przyjemność ministrowi rolnictwa. Koń jest bliższy duszy ministra-rolnika niż traktor, mimo iż obydwaj pełnią podobne funkcje w społecznościach zwierzęco-mechanicznych. Premier Turkawka dobrze to wiedział i bezwstydnie wykorzystał dla celów propagandowych.

Na pytanie o łysych koniach posłowie struchleli, skurczyli się w sobie. Niektórzy zbledli. Tylko poseł Kwiczoł nie mógł tego uczynić, ponieważ osiągnął już granice bladości. Nie mógł być bardziej blady. Mąka przy nim wydawała się być rumiana jak słońce zachodzące w drobinkach zmielonej pszenicy.

Zaraz będą nas odpytywać z lektur szkolnych! – z przerażeniem wybąkał spod krzesła poseł o twarzy przypominającej dawniejsze, lepsze czasy. Marzył, aby stać się w tym momencie malutkim Guliwerem na Brobdingnag nawet kosztem porwania przez małpę.

No to co?

Nie znam ich, bo chodziłem na Uniwersytet Marksizmu i Leninizmu. Tam były inne lektury. Prawdziwe!

Przy jednym z stołów toczyła się ożywiona dyskusja. To jak? Tworzymy razem tę „Nową Rzeczywistość” czy nie? Jesteś z nami czy przeciw nam, Brutusie? Ex-Prezydent Kawka usiłował przekonać do swego pomysłu posła Myszołowa, którego energicznie odciągali od stołu koledzy z partii „Czerwony Sztandar”, czciciele historii i przeciwnicy bliskich porozumień.

Po krótkiej szarpaninie przy stole pozostały trzy osoby: Puszczyk, przywódca partii „Głosujcie na mnie”, o wychudłej twarzy głodnego artysty, dobrze odżywiony Ex-Prezydent Kawka oraz młodszy od nich osobnik o poważnym wejrzeniu, w okularach, obdarzony rudawym szczeciniastym zarostem, poseł Sokół-Wędrowniczek.

Co wy wniesiecie do nowej partii? Bardzo mało! Za mną stoją liczby, ja mam ludzi. A wy? – zadał pytanie poseł o obliczu poznaczonym bruzdami głodu. Jego pokaźny rzymski nos skrycie węszył, czy sytuacja jest bezpieczna.

Prezydent Kawka i poseł ze szczeciną na twarzy ożywili się. Ważniejszy z nich odpowiedział:

Potraktujmy sprawę po męsku, szczerze. Ty wnosisz mięso armatnie, a my wnosimy armaty. Prezydent zawiesił głos, aby spotęgować wrażenie wywołane kalibrem propozycji. Wnosimy armaty – powtórzył. To znaczy: pozytywny wizerunek publiczny, szerokie kontakty i znajomości. Jestem znany i popularny – wypiął pierś do przodu. Liczby z ostatnich sondaży opinii publicznej same pchały mu się na usta.

A kto będzie przewodniczyć nowej partii? – indagował Puszczyk o zgłodniałej twarzy. Kiedy zmarszczki na jego obliczu ułożyły się w kształt królewskiego berła, stało się jasne, że był to głód władzy.

Wprowadzimy system rotacyjny. Każdy z nas po kolei będzie przewodniczącym przez sześć miesięcy albo nawet i rok.

A jak z kolejnością?

Będziemy losować.

To wygląda sensownie.

Trójka popatrzyła po sobie z satysfakcją i uznaniem.

A co zrobimy z „Czerwonym Sztandarem” i jego przewodniczącym? Powinni do nas dołączyć, dopiero wtedy staniemy się siłą. Na razie stanowią dla nas konkurencję.

Zaproponujmy ich stowarzyszenie się z nami, nie stracą wtedy własnej identyfikacji. Musimy oswoić ich z naszym „Wielkim planem” i dać możliwość dostrzeżenia korzyści stania się częścią dużej, silnej partii.

Idę przyciągnąć tu Myszołowa, aby przedstawić mu nasz plan. Proponent podniósł z krzesła krzepki tułów i pomaszerował w kierunku stołu, nad którym powiewała czerwona flaga.

Po dwóch godzinach chłodzenia się oranżadą atmosfera na sali biesiadnej wybitnie ożywiła się.

Kto idzie ze mną wykąpać się? – zaproponował gromko ktoś z głębi sali. Śmigus-dyngus dopiero pojutrze. Nie będziemy czekać. Kto ze mną?

Okrzyki „ja” zabrzmiały z kilku stron. Potem podniosły się ręce. Wiele rąk.

Nie wygłupiajcie się – histerycznie zawyła posłanka, która panicznie bała się kąpieli zdrowotnych. To dopiero koniec marca. Jest strasznie zimno – uparcie usiłowała unicestwić parlamentarną inicjatywę rozrywkową.

Komu zimno, temu zimno, mnie nie dzwoni żaden dzwon – zaintonował męski bas z końca sali. Z krzesła podniósł się mąż o twarzy sformowanej w trójkąt równoboczny zwrócony wierzchołkiem do góry i tułowiu zdefiniowanym przykusą marynarką i obfitymi spodniami. Był to poseł Bargieł-Kowalik z rodziny Kowalikowatych. My z narodem, naród z nami, a woda nas wszystkich połączy! – rzucił z wrodzoną mu werwą i łagodnym uśmiechem na trójkątnej twarzy.

A dokąd pójdziemy wykąpać się?

Jak to dokąd? Do Wilgi, naszej ojczystej rzeki. Nie rzucim ziemi skąd nasz ród! – zaintonował poseł Bargieł-Kowalik tanecznym krokiem wydobywając się spomiędzy stolików i kierując ku wyjściu. Za nim podążył tłum posłów i posłanek. Pozostali poczuli, że byłoby niepolitycznie nie dotrzymać towarzystwa grupie inicjatywnej. Nie chcieli być gorsi.

Noblesse oblige – zdecydował po chwili wahania Premier Turkawka i wzrokiem odszukał swego największego rywala, który z uprzejmie podsuniętej mu aktówki wyciągał wcześniej przygotowane spodenki kąpielowe. Potem spojrzał na dwóch rywali z własnej partii, którzy prywatnie usiłowali z nim konkurować. Ci też byli gotowi do wyjścia.

Nic mi nie zostaje, jak przyłączyć się. A niech to szlag trafi! – mruknął pod nosem. Wszyscy mają spodenki kąpielowe, tylko ja jestem nieprzygotowany. W dodatku jeszcze ten cholerny katar!

Bractwo spragnione wielkanocnej kąpieli przewaliło się przez hall w kierunku autobusu, który podjeżdżał już usłużnie pod drzwi wyjściowe.

Pogrubione ramki ogłoszenia w „Naszej Tubie” tworzyły wrażenie klepsydry. Mikroskopijne czarne kurczaczki łączyły się w linie symbolizujące święta oraz smutek ciemnej rzeki. Tekst był szokujący: „Marszałek Parlamentu Republiki Kokoszej z żalem zawiadamia o odejściu dwóch wybitnych polityków, którzy oddali życie naszemu społeczeństwu w trakcie uroczystej inauguracji sezonu kąpielowego. Związek Ratowników Wodnych wyklucza możliwość przeżycia kolegów parlamentarzystów w obecnych warunkach pogodowych. Z uwagi na nieodnalezienie ciał nie możemy jeszcze podać nazwisk zaginionych posłów. Cześć ich pamięci!

Poczta pantoflowa działa sprawniej niż media. Kto zaginął było tajemnicą poliszynela. Trzej pochyleni nad gazetą posłowie wymieniali się informacjami jak grupa spiskowców.

Jestem pewien, że oni nie potonęli ot tak sobie. Oni potopili się nawzajem. Do czego to prowadzi rywalizacja o władzę! – wyszeptał poseł Sokół-Wędrownik spoza szczeciniastego zarostu zdobnego zaparowanymi ze wzruszenia okularami.

Co się stało, nie odstanie. Los tak chciał. Każde nieszczęście ma swoje dobre strony. Odejście tych dwóch stwarza szansę nam, politykom bardziej energicznym i mądrzejszym! – z przekonaniem wyrecytował poseł Puszczyk, przewodniczący partii „Głosujcie na mnie!”

Trzeci ze spiskowców, Prezydent Kania o okrągłej twarzy i wielkim doświadczeniu w rozstrzyganiu spraw trudnych, zobaczył przed oczyma duszy – jak w tragedii Szekspira – wzlatującą w niebo promienną gwiazdę Partii „Nowa Rzeczywistość”

0Shares

Przerywnik literacki. Republika Kokosza. Część 1.

Po zakończonej sesji parlamentarnej wychodzących z budynku posłów filigranowa stewardessa kierowała do autobusu. Jej radosna dziecięca buzia z lekko skośnymi oczami wskazywała na wschodnie pochodzenie.

Gdzie ja jestem? Co ja tu robię? – zapytał poseł, który zdezorientowany szybkim zakończeniem sesji, grenlandzką pogodą i nietypową urodą stewardessy z trudem kojarzył sobie zmianę miejsca pobytu.

Jedziemy na późne śniadanie wielkanocne. Funduje pan Premier – przewodniczka obdarzyła pytającego uroczym uśmiechem.

A, to co innego.

Oprócz diet poselskich należy nam się od czasu do czasu bezpłatne śniadanie na koszt podatnika – wyjaśnił tęgawy przywódca partii opozycyjnej „Patria”, człowiek bezpośredni i elastyczny. Przy mównicy przekonywał ostatnio, że podatnicy powinni płacić mniej podatków. Nie dziwiło to nikogo, mądrość wybrańców narodu kryje się pod wieloma postaciami i przejawia na wiele sposobów.

W trakcie przejazdu autobusem padła propozycja. Pół żartem, pół serio, jak w filmie. Wiadomo, każdy lubi i ceni poważny żart.

Jest Wielkanoc, niedługo przyjdzie słońce, w perspektywie bezpłatne śniadanie. Przyjmijmy pseudonimy, udawajmy, że nie znamy się nawzajem. Tak będzie ciekawiej. Wrogowie polityczni będą mogli w końcu porozmawiać ze sobą. Może nawet w duchu przebaczenia? Ogólnie rzecz biorąc jesteśmy przecież społeczeństwem ludzi wierzących. Autorka przedniej myśli, Posłanka Synogarlica, o głosie wysokim jak maszt telewizyjny, wypowiedziała te słowa z taką żarliwością, że prawie sama uwierzyła w to, co mówi.

Wierzących? W co? – mruknął pod nosem poseł znany ze sceptycznego usposobienia.

Po co i komu są tacy potrzebni? – zadał sobie pytanie poseł-narrator obdarzając sceptyka niechętnym spojrzeniem. Starożytni Grecy mieli tylu wybitnych sceptyków, a dzisiaj nie umieją poradzić sobie nawet z marnymi drachmami. Sceptycyzm jest do bani. Dyskretnie splunął w obszerny mankiet marynarki, aby zachować dobre maniery parlamentarne.

Jakie pseudonimy? – zaniepokoiła się posłanka, o której mówiono, że jest niejasnego pochodzenia partyjnego.

Nazwy ptaków. Ptak to symbol pokoju, pojednania.

Wniosek przyjęto z aplauzem. Skryba parlamentarny zanotował szczegóły postanowienia na malutkim laptopie marki Saint Parlamentarian.

Nad drzwiami wielkanocnej sali bankietowej figurował napis: „Zakaz konsumpcji napojów alkoholowych”. Kilku przerażonych posłów rzuciło się wstecz, w kierunku skąd przyszli, choć wiało stamtąd śniegiem i mrozem. Zatrzymali ich pracownicy ochrony. Niedoszli uciekinierzy zmuszeni zostali do wejścia na salę, gdzie po rozejrzeniu się uznali, że diabeł nie jest tak straszny, jak go malują.

Okrągłe, ośmioosobowe stoły przykryte były luksusowymi białymi obrusami i ustawione w kształt zajączka wielkanocnego. Na każdym stole znajdował się bukiet kwiatów wiosennych, poza tym zestawy talerzy, talerzyków, sztućców, szklanek i kieliszków w liczbie ośmiu. W dyskretnie oznaczonych kopertach każdy z gości znalazł osiem banknotów, nagrodę pocieszenia od marszałka parlamentu, który uznał, że należy wynagradzać ludzi za ciężką pracę. Banknoty miały różne nominały w zależności od zasług obdarowanego.

Liczba osiem w numerologii chińskiej symbolizuje determinację i wytrwałe dążenie do celu, i kojarzy się z sukcesem. Dzięki nauce języka mandaryńskiego liznąłem nieco wiedzy o symbolice – z satysfakcją uświadomił sobie przewodniczący „Patrii”, poseł Kania.

Rojowisko wybrańców narodu gotowe było popaść w zachwyt, gdyby nie rozczarowanie brakiem napojów niosących relaks i uniesienie. Co robić? – zaczęły się pytania i niebezpieczne szemrania. Pragnienie nie zna litości; pod powierzchnią parlamentarnej uprzejmości zaczynał gotować się bunt.

Były prezydent Kwiczoł nie stracił głowy, która zawsze była okrągła i pojemna na myśli i napoje, co służyło doskonale jemu, ułaskawionym przestępcom oraz narodowi. Wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy skromniejszy niż najniższe uposażenie, o którym zresztą mało kto pamięta. Jeśli chodzi o pieniądze dla ubogich, pamięć jest bardziej zawodna. Grube pieniądze zapadają w pamięć równie łatwo jak wypasiony  zając w puszysty śnieg.

Jasiu, przyjeżdżaj. Ktoś musi nas pobłogosławić. Mamy przecież Wielkanockę – ciepłym głosem wyszeptał do komóreczki. Serdeczność obywateli Republiki Kokoszej wyraża się nader często w zdrobnieniach.

Dwie minuty później jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na salę wkroczył dostojnie z wielką wypchaną teczką Arcyduchowny Grubodziób. W drugiej ręce trzymał kropidło i naczynie z wodą święconą. Rozległy się oklaski i okrzyki aprobaty. Różowe policzki gościa błyszczały od mrozu typowego dla dni, w których ranne zorze wstają wcześniej niż otwierają się sklepy z napojami. Arcyduchowny znany był z pobożności i gościnności. Usadowił się przy stole i głośno objawił: mam dla was niespodziankę. Tu w teczce.

Obecni zawiesili oczy na pulchnych ustach gościa w oczekiwaniu dalszych objawień.

To świeżutka, pyszna oranżada i inne napoje chłodzące. Arcyduchowny nachylił się do ucha Prezydenta Kwiczoła i dodał: Oranżada Wyborowa, Lemoniada Smirnoff, Coca Cola American Honey oraz lokalny produkt Coca Cola Żytnia Niesłodzona.

Jak to się stało, że tak szybko przybyłeś? – Prezydent wciąż był zaintrygowany tajemnicą ekspresowego pojawienia się gościa.

Wiedziałem, że będziecie mnie potrzebować. Święta Wielkanocne bez poświęcenia jadła i napoju to jak polityk bez zaplecza. Czekałem w pobliżu z teczuszką. Pomagać bliźnim w potrzebie to moja specjalność – westchnął w sposób wskazujący na gotowość do dalszych poświęceń.

 

0Shares

Życzenia Wielkanocne

Wszystkim moim Miłym Czytelniczkom i Czytelnikom składam najserdeczniejsze życzenia zdrowych i szczęśliwych Świąt Wielkanocnych, pełnych radości, miłości i zwierzątek, gotowanych kurczaczków w pisankach oraz zajączków w czekoladzie.

Wielkanoc

W wielkanocną Wielką Sobotę,

nim rozpoczął kropidłem robotę,

Dobrodziej witał rozanielony

„Niech będzie…poświęcony”.

 

Wiernych wodą pobłogosławił,

ich i jaja ich wielkanocne,

kropidłem wiarę utrwalił

i zwyczaje wierze pomocne.

 

Siedzą teraz szczęśliwi jak w raju

i święcone potrawy wcinają,

ale wódki nie wleją do szklanki,

aby grzechem nie splamić pisanki.

 

I my wdziejmy wiosenne stroje,

precz odrzućmy myśli wszeteczne

i otwórzmy gościom podwoje.

Niechaj żyją nam Święta Jajeczne!

Unley, 6 kwietnia 1996

(Michael Tequila, wiersze niepublikowane)

PS. W dniu jutrzejszym specjalne świąteczno-polityczne wydanie blogu.

0Shares

Rozmyślania wielkanocne Cz 1

Każdy przeżywa Święta Wielkanocne w inny sposób. Czasem wzruszający, czasem prozaiczny, a niekiedy bez zastanowienia. Dobry Bóg dał nam wybory, z których korzystamy na miarę wyobraźni i rozumu. To nasze zasoby. Z tymi zasobami jest jak z produktami konsumpcyjnymi w czasach kwitnącego socjalizmu (niech mu ziemia ciężką będzie): czasem są, czasem ich nie ma, a czasem są marnej jakości.

Kilkanaście lat temu napisałem wiersz. Bodźcem było inspirujące spojrzenie na pisankę, z której mógłby był wykluć się kurczaczek, gdyby nie potrzeby żywieniowe i artystyczne Najwyższego Tworu Natury czyli Człowieka. Myśl o tragicznej drodze jajka do piękności oraz radosnym nastroju świątecznym skłoniła mnie do nadania jej formy poetyckiej. Być może jest ona trwalsza nawet niż spiż, a z pewnością trwalsza niż partie polityczne w Polsce. Zwróćcie uwagę, jak łatwo przejść można od Świąt Wielkanocnych do ich symboliki w postaci pisanki, następnie do polityki oraz refleksji nad życiem (po)tworów politycznych.

Wielkanoc

W wielkanocną Wielką Sobotę,
nim rozpoczął kropidłem robotę,
Dobrodziej witał rozanielony
słowami: „Niech będzie   poświęcony”.
 
Wiernych wodą pobłogosławił,
ich i jaja ich wielkanocne,
kropidłem wiarę ludu utrwalił
i zwyczaje wierze pomocne.
 
Siedzą teraz radośni jak w raju
i święcone potrawy wcinają,
ale wódki nie wleją do szklanki,
aby grzechem nie splamić pisanki.
 
I my wdziejmy wiosenne stroje,
precz odrzućmy myśli wszeteczne
i otwórzmy gościom podwoje.
Niechaj żyją nam Święta Jajeczne!

Unley, 6 kwietnia 1996

Przyjaciele zaprosili mnie razem z żoną na obiad. Dali oni pokaz kunsztu kulinarnego, który zasługuje na niekończące się pochwały oraz twórczej atmosfery, która okazała się bardziej polityczna niż religijna.

Dyskutowaliśmy na temat roli partii rządzącej i partii opozycyjnej, tu w Australii oraz w Polsce. Punkt najtrudniejszy do rozstrzygnięcia został zdefiniowany. Partia opozycyjna ma obowiązek krytykowania partii rządzącej oraz określenia, z jakimi decyzjami czy planami rządu się nie zgadza. W tym miejscu dyskusja lekko wykoleiła się: jedna strona uznała, że to za mało, że opozycja powinna przedstawić merytoryczne propozycje, jakie rozwiązania by wprowadziła w miejsce rządowych. Druga strona uważała, że opozycja ma zasadniczo skrytykować i wyrazić sprzeciw wobec rozwiązań, które uznaje za złe, lecz nie musi przedstawiać własnych propozycji rozwiązań (na to przyjdzie czas przed wyborami). Obydwie strony miały rację w jednej kwestii: najlepsza w rządzeniu jest ta partia, którą indywidualnie popieramy. Tak to mniej więcej zrozumiałem. Jestem szczęśliwy, że aż tyle zrozumiałem, ponieważ gospodarz szczerze dolewał mi do kieliszka znakomitego wina Shiraz marki Willow Point, rocznik 2008.

0Shares