Radosne wiadomości Nowego Roku 2014

Wychodząc naprzeciw społeczeństwu umęczonemu w minionym roku ponurymi wiadomościami bezrobocia, biedy i nieszczęść związanych z despotycznym premierem i rządem rodem z „Nędzników” Wiktora Hugo, który to rząd musimy obalić, spieszę w roli posłańca dobrych wiadomości. Jest godzina 9.00 czasu noworocznego.

Pięć minut wcześniej wpadł do mnie mój przyjaciel Wiktor z siostrą, aby złożyć życzenia noworoczne. Są oni bliźniakami jednojajowymi, choć bardzo różnią się od siebie. Jajo, z którego się wykluli, było wewnętrznie bardzo zróżnicowane. Pani Asia, siostra Wiktora, jest istotą pełną życia i życiodajnego śmiechu, którym jest w stanie obdarzyć pół świata. Będę proponować ją na nowego premiera w miejsce tego faceta, który ma aspiracje do rządzenia światem, tylko brakuje mu jeszcze wąsików. Energia pani Asi jest tak wielka, że przestałem się martwić o dostawy ropy naftowej i gazu z Rosji. Nie czas jednak pisać o energetyce, tylko o szczęściu narodu. Poczyniłem obserwacje.

Naród szczęśliwy je jak koń i pije jak spragniony wielbłąd z zapasowym garbem na plecach, czyli dużo. U Sowy, znanego nawet w Bollywood jako dostawca najlepszych ciast i słodyczy, w ostatni dzień roku kolejka była jak do najlepszego lekarza (Do przeciętnego lekarza kolejek nie ma lub są krótsze. Przeciętność lekarzy to pomysł na kolejki w przychodniach i szpitalach. Tych dobrych powinniśmy eksportować z grube pieniądze, a słabszych importować skąd się da. Pomysł ten podsuwam gratis ministrowi zdrowia, któremu grozi szafot, jeśli nie skróci kolejek). U Sowy było tłoczno, duszno i ludzie wydzierali ciasta z rąk ekspedientek.

Zdziwiłam się – wyznała pani Asia. Oni nie kupowali ciast na wagę, tylko brali całymi blachami. Nawet pralinki, które kosztowały 200 zł za kilogram! 200 zł za kilogram! Kto ma taka forsę?

Naród jest biedny – przypomniałem gościom święte słowa Prezesa PiS. Ta partia to zmieni i ludzie będą kupować praliny u Sowy nawet po 300 zł, bo będą mieli więcej pieniędzy. Ogarnęło mnie wzruszenie, że będzie lepiej i poszedłem pocieszyć się malutkim kawałeczkiem odświeżającej mandarynki, aby przy okazji stłumić szalejący we mnie szampan. Mogę być głodny, ale szampana sobie nie żałuję.

Nie mogłam nic kupić. Został tylko makownik i to w takich ilościach, że wystarczy do następnego Sylwestra – dokończyła pani Asia wybuchając śmiechem tak radosnym i zaraźliwym, że wszystkim podejrzewanym o depresję lekarze powinni zapisywać go zamiast pigułek na śniadanie.

Chyba nie kupują makownika, ponieważ mak zawiera opium. Po co komu odurzenie opiumowe, jeśli rzeczywistość jawi się bogato i szczęśliwie? Mnie i dwóm innym klientom kobieta wykupiła przed nosem w lokalnej piekarni wszystkie malutkie rogaliczki z wisienką. Chciałem tylko 14 sztuk, a ona zabrała chyba 3 kilogramy. Ludzie przerzucili się teraz na ciastka i torty z wyjątkiem Maryli Rodowicz, która występowała na Sylwestra w Gdyni szczuplejsza o 10 kilogramów i młodsza o 20 lat. – Pokazałem, że jestem na bieżąco z plotkami, celebrytami i sytuacją zaopatrzeniową kraju. Zapytajcie mnie, ile kosztuje chleb, jajko lub butelka wódki, od razu powiem.

Pani Asia znowu wybuchnęła śmiechem. Życzę sobie, aby przez ten blog przelał się on na monitory PC-ów, laptopy, tablety, smartfony i stamtąd w serca Polaków, aby uwierzyli w siebie i Unię Europejską. Jest to życzenie mickiewiczowskie z natury: Może dożyję i ja tej pociechy, gdy śmiech pani Asi zabłądzi pod strzechy.

Spojrzałem na statystykę blogu i ogarnęło mnie upojenie wielkie, puszyste i ciepłe jak niedźwiedź syberyjski. Wczoraj wieczorem liczba subskrybentów blogu wynosiła 1397 i modliłem się o 3 dodatkowe osoby. Skąd się wzięło dzisiaj 1419, tego nie wiem, ale domyślam się, że nie wszyscy biegają za ciastami i chodzą na wielkie imprezy sylwestrowe na świeżym powietrzu, gdzie podnieta udziela się szybciej niż perlisty śmiech siostry Wiktora. Czuję się jak stachanowiec z czasów Bieruta, który wyrabia 250% normy w ramach czynu pierwszomajowego.

Gorąco pozdrawiam Wszystkich Czytelników!

0Shares

Dobre dobrego początki

Nowy Rok nastroił mnie optymistycznie. W pierwszy dzień roku temperaturę mamy właściwą, czyli 44 stopnie C (na moim termometrze). Strona meteorologiczna Kanału 9 News podaje aktualna temperaturę w Adelajdzie w wysokości tylko 40,6 stopni C. Podejrzewam, ze trzymają termometr w ogrzewanej piwnicy; zawsze jest tam nieco chłodniej.

Na dworze jest jak w piecu. Upał jest jednak do zniesienia, ponieważ jest bardzo sucho; oczywiście nie można przebywać zbyt długo na zewnątrz zwłaszcza na słońcu. W parku za płotem panuje prawie całkowita cisza, od czasu do czasu odezwie się słabiutko jakiś ptak. Chyba, aby upewnić się, że jeszcze żyje lub poprosić kolegę obok: „Posuń się stary trochę w prawo, tam jest więcej cienia”. Prawie nie ma wiatru, park i wzgórza w tle wyglądają jak namalowany na płótnie pejzaż.

Upał może i jest znośny dla mnie, ale nie dla roślin i zwierząt. Nasturcje wysiane kilka tygodni temu w gruncie zmatowiały na kolor biało-szary i omdlały. Osłoniłem je kartonem i podlałem, choć nie powinno się tego robić ze względu na szok termiczny: rozgrzana ziemia i raczej zimna woda. W ogrodzie chyba usycha kolejny krzew, mimo dobrego podlewania.

Kotkę rozciągniętą na podłodze w garażu zabieram do domu. Spokojnie przeżyje w garażu, ale się męczy. Dziwne to zwierzątko. Poleży w domu na chłodnej podłodze lub dywanie i za kilka minut już prosi o wypuszczenie. Przychodzi kilkakrotnie do mojego pokoju, gdzie pracuję przy komputerze i miauczy. Wypuszczam ją, skoro takie jej życzenie. W szopie na narzędzia mam jaszczurkę (blue tongue lizzard) około 30 cm długości. Mało jej nie nadeptałem. Postawiłem jej wodę w podstawce do doniczki oraz rzuciłem drobniutki kawałek mięsa kangura, które przygotowałem dla kotki. W całym ogrodzie panuje susza jak na pustyni, ani kropli wody. Mam spokojne sumienie.

Wieczór sylwestrowy rozczarował nas całkowicie. Zawsze wyjeżdżamy każdego roku, tym razem postanowiliśmy zostać w domu. Wcześniej kupiłem dobrego szampana marki Chandon 2006 (którego produkcja w Australii była zainicjowana przez francuską firmę Moet et Chandon), ale to nie szampan zawinił. Rozczarowała nas telewizja australijska. Określę ją dosadnie: nędza. Mimo dostępu do kilkudziesięciu kanałów, ani w jednym nie pokazywano, jak Australijczycy i inne nacje obchodzą
wieczór sylwestrowy. W dwóch programach, których tytuły nawiązywały do New Year’s Eve 2012 transmitowano pożałowania godne koncerty sprzed lat (Petula Clark).

Pracuję dzisiaj z wielkim powodzeniem i entuzjazmem. Przede wszystkim nad sprawami dystrybucji moich ebooków, marketingu i warsztatu pisarskiego. Wprowadziłem nowe ceny na ebooki jak i
zaktualizowałem zapisy dwóch tomików wierszy na platformie wydawniczej. Kiedy aktualizacje zostaną pomyślnie przetworzone przez platformę, książki ukażą się w sprzedaży innych dystrybutorów/księgarni internetowych takich jak na przykład Barnes and Noble czy iTunes. Sprzedaż samoobsługowa przez sklepy sprzedaży internetowej to sedno mojej strategii. Zaczynam być z niej zadowolony. Mam jeszcze wiele spraw do zrobienia w sensie zmian, usprawnień i aktualizacji strony autorskiej, stron na platformie wydawniczej oraz strony Facebook.

0Shares