Opowiadanie „Mój życiorys” dwoma zdaniami pisane

Prolog

Wczoraj świętowałem okrągłą rocznicę ukończenia studiów, tak odległą, a może nawet jeszcze bardziej niż odległą, że wolałbym o tym zapomnieć, co nie przychodzi mi trudno, bo pamięć jak wiadomo starzeje się szybciej niż ciało. Otóż to świętowanie spędziłem w gronie przemiłych koleżanek i kolegów z czasów studiów w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Sopocie; niech im Bóg wybaczy, że nie znali mnie od strony pisarskiej, bo przecież od dawna umiem wysłowić się nie tylko gębą, ale i piórem czyli pisząc na komputerze.

Poniższe opowiadanie napisałem właśnie z myślą o nich, aby przypomnieć, kim jestem i jaki mam życiorys, a nawet porównać siebie z pewnym celebrytą, którego nazwisko kończy się identycznie jak moje. Jest to istotne, bo jak mówił znany polityk ważne jest, jak kto kończy, a nie jak zaczyna. Dla ułatwienia przypomnę, że ten polityk ma na imię Leszek i lubi nieśmiało się uśmiechać, i jest znany z tego, że nie tylko wynalazł ogórek rodzaju żeńskiego, ale też starał się go wypromować na prezydenta, choć miała ona nogi i biodra kojarzące się bardziej z erotyką niż z głową państwa. Co do piersi, to raczej nimi nie imponowała. Mówiła za to bezgłośnie.

Opowiadanie „Mój życiorys”

Nazywam się … pomyślałem sobie, co to kogo obchodzi, czy to takie ważne i co to komu powie, jak brzmi moje prawdziwe nazwisko, w każdym bądź razie kończy się ono na „ski” i to mnie martwi, bo znam takiego jednego, nawet bardzo popularnego faceta, pokazywanego w telewizji, który ma się za wielkiego wodza i przewodnika, choć nie jest znowu taki wielki wzrostem, skoro chodzi z przenośną drabinką lub na koturnach, którego nazwisko też kończy się właśnie na „ski”, przez co jest bardzo nielubiany, choć są też i tacy, co go uwielbiają, nazywają go geniuszem; ci pierwsi porównują go do ptaka, w dodatku samca, domowego czy też pływającego, jakie to ma znaczenie, bo na przykład w powiedzeniu „on ma ptaka” brzmi nuta wprawdzie dojrzałości, ale i seksu, który kojarzy się wielu, prawdopodobnie i tobie, z wyuzdaniem i to niemałym, to już chyba lepiej „on ma ptaszka”, bo to kojarzy się z dzieckiem i mlekiem matki, a przecież matka to i ziemia i ojczyzna, w ogóle robi się wtedy cieplej, ale nie zagadujmy się, że jeśli masz nazwisko kończące się na „ski” i rysują cię żółto na plakatach i transparentach jako ptaka w dodatku pieczonego w duchówce, to robi ci się od razu gorąco, podobnie jak i mnie, więc dlatego nie lubię być nazywany nazwiskiem na „ski”, krótko mówiąc powiem okrężnie, że nazywam się Michael Tequila z dodatkiem w środku Michał, co brzmi bardzo rodzimie, patriotycznie i religijnie, bo przecież Michał Archanioł, czyli wracając do rzeczy w sumie nazywam się Michael (Michał) Tequila; brzmi to jak nazwisko mocno alkoholizowane czyli dobrze się kojarzące, zupełnie inaczej jak w przypadku tego drugiego na „ski”, który jest abstynentem i kojarzy się z ptakiem, choć są i tacy, co obrzydliwie nazywają go palantem; mówiąc prawdę, która jest słodka nawet szanującemu się łajdakowi,  nie wydaje się to niesłuszne albo nietrafne, skoro tyle zamieszania, co on wprowadził w kraju i w Europie, a może nawet i częściowo na świecie, to i sam Pan Bóg by nie uczynił, choć też ma niemały dorobek w sianiu zamieszania, wynajdując na przykład starość, co nie wydaje mi się dobrym pomysłem, bo przecież kiedy masz imieniny albo nawet urodziny, to każdy przychylny i rozsądny człowiek życzy ci „Bądź zdrów” i „Żyj do woli”, a nie przypomina ci o tym, że życie nie trwa wiecznie. Ani też nie wspomina ci ptaka, co zło czyni.

Michael Tequila w księgarni: https://tinyurl.com/y895884p

Komiks polityczny. Święto 365 Dni. Odcinek 6.

Święto „365 Dni” zwane „ Rocznicą” przypadło na pochmurny i deszczowy dzień. Rok minął od chwili, kiedy kapitan Jaroszka otrzymał insygnia władzy od narodu natchnionego obietnicami radości, szczęścia i wszelkiej pomyślności, oraz spełnienia najskrytszych marzeń. Wraz z insygniami otrzymał tytuły Wodza, Wielkiego Stratega, Reformatora i Zbawcy Narodu. Oponenci kapitana dorzucili swoje trzy grosze, krytykując go i jego współpracowników, zwłaszcza tych, których wyciągnął z szafy, odkurzył i dał im wysokie uprawnienia w kierowaniu statkiem.

Myślał o nich, przede wszystkim o ich wierności. Bea, pierwsza po kapitanie i druga po Bogu, I oficer Brzuchal, znawca dwóch obcych kontynentów i jednego języka, I oficer Sęp, Zbrojmistrz i Ogniomistrz w jednej osobie, Nijaki, spóźniony chrześniak, wdzięczny i posłuszny. Do tego grona doszedł później Skarbnik, skromny, twarzowy zastępca kapitana, nawigator ogromnego majątku, ekonomicznej fortuny statku. – Oby się ziściła. – Zamarzył kapitan.

Z powagą potwierdził w duchu insygnia i tytuły, dziękując tym, którzy doprowadzili go władzy, masom narodu popierającym jego i jego statek, oficerom i załodze, a także klakierom, propagandzistom, aktywistom oraz szarym obywatelom przewożonym autokarami, miłośnikom gorącej kiełbasy z pachnącą cebulką schludnie ułożoną na ciepłej bułeczce. Wszystko to postanowił wyrazić w przemówieniu, zaplanowanym na wielki dzień rocznicowy i przez wszystkich oczekiwanym. Oblizał wargi na myśl o czekającej go przyjemności głoszenia niezaprzeczalnych prawd.

Poprzedniej nocy śniła mu się Paranoja, niezbyt duża, usiłował ją oswoić, przychodziło mu to z trudem. Kiedy była tuż, tuż i prawie jadła mu z ręki, nagle wyrywała się na wolność i znowu go nawiedzała, kiedy miał powiedzieć coś ważnego, zmieniała sens słów, z prawdy czyniła kłamstwo, z kłamstwa prawdę, pod jej wpływem nie był nawet pewien, co jest co, pojęcia mu się zacierały, miłość ojczyny myliła z nienawiścią do ludzi, rozpacz przeszłości z nadzieją przyszłości, dzielił ludzi i rzeczy po połowie, jakby dla równowagi. W nocy Paranoja przypomniała mu kolejny raz, że jego powinnością jest odrąbać głowę hydrze przeszłości dręczącej jego naród, radząc sobie z trudnym zadaniem jak Herkules, który jednym mądrym pociągnięciem oczyścił stajnie Augiasza zaświnione aż po sufit.

– Mój ukochany naród! – Westchnął kapitan z dumą i przytulił go do serca. Nie zamierzał oddać go nikomu, ani dzielić się nim, bo był jego własnością, sam go wybrał i miał prawo go kształtować na wzór i podobieństwo swoje, niezależnie od tego, co o nim, Wodzu Narodu, szeptali, mówili, pisali i krzyczeli, a nawet malowali, jego krytycy i oponenci, ludzie zagubieni w nierzeczywistości.

Szybki przegląd cudownych wydarzeń kraju w drodze do dobrobytu

Eisenach Germany Burschenschaftsdenkmal, by CEphoto Uwe Aranes, Wikimedia Commons

Zakończyłem pięciodniowe wakacje robocze w ośrodku zdrowego żywienia w Szwajcarii Kaszubskiej. Trzy razy pływałem w jeziorze, raz obszedłem jezioro, był to mój najbardziej urokliwy spacer ostatnich lat, jeździłem konno po lasach, raz ale całą godzinę, dzięki czemu przez wiele godzin łatwiej mi było stać w stanie zdrowego wyprostowania niż siedzieć w stanie niezdrowego zgięcia. Ani minuty nie oglądałem telewizji. Były to wakacje tak bogate w przeżycia, że zacząłem zazdrościć samemu sobie.

W ciągu tych pięciu dni nasz kraj zmienił się nie do poznania. Zobaczyłem to po powrocie w telewizji. Pierwszego września był nowy rok szkolny, przemówienia, fanfary, czytanie. Pan Prezydent był w wielu miejscach, czytał Quo Vadis, omawiał go, raz wzruszył się głęboko, otarł łzę wzruszenia, ja razem z nim.

W wielkim spotkaniu Sędziów Krajowej Izby Sądownictwa pan Prezydent nie uczestniczył, nie było też pani premier, Pana Ministra (zwanego także Mistrzem) Sprawiedliwości, ani innych wysokich gości (Wysokich niekoniecznie wzrostem, gdyż sam wzrost nie świadczy o wielkości. Ja na przykład jestem wysoki, ale jestem niski przy panu Prezesie, panu Prezydencie, pani Premier i jej ministrach).

Pan Prezydent podobno odpisał na zaproszenie Krajowej Izby Sądownictwa duchu inauguracji roku szkolnego: „Koleżanki i Koledzy, Chłopcy i Dziewczynki Prawnicy! Serdeczne Bóg zapłać za zaproszenie. Nie będę obecny na Waszym posiedzeniu, ponieważ jestem już prawnikiem, doktorem praw, mam prawo w małym paluszku (tu pokazał paluszek prawej ręki, różnie mówiono, który), wiem, kiedy i kogo mogę ułaskawić, a kiedy nie muszę tego czynić, kiedy ustawę podpisać, a kiedy jej nie podpisywać, kiedy zaprzysiąc, a kiedy nie zaprzysięgać, i dlatego nie chciałbym Wam przeszkadzać w Waszym ważnym spotkaniu towarzyskim. W dniu Waszej imprezy kulturalnej mam do spełnienia obywatelskie obowiązki, edukację dzieciątek rozpoczynających naukę szkolną, czytanie im Quo Vadis, oraz przypominanie o tym, że pierwszy września to rocznica rozpoczęcia drugiej wojny światowej, związana z żołnierzami wyklętymi, obozami koncentracyjnymi, partyzantką, bohaterskimi czynami, pomnikami, oraz całą naszą historią, która w swych najszlachetniejszych wymiarach przelewa się do teraźniejszości, a da Bóg także do przyszłości.”

Pani Premier, ani żaden członek jej gabinetu, nie przybyli na posiedzenie KRS, z powodu fatalnego błędu organizatorów w zaproszeniu. Zamiast Krajowa Rada Sądownictwa, figurowało tam Krajowa Rada Sadownictwa. W związku z tym pani Premier wyjaśniła: „Jest już po sezonie, na drzewach pozostały tylko małe rajskie jabłuszka, przypominające nam raj utracony przez Adama i Ewę, a to jest zbyt smutne, abym osobiście lub przez moich ministrów uczestniczyła w Waszej koleżeńskiej naradzie. Życzę Wam dobrej kawy i zdrowego ciasta. PS. Najlepiej własnego wypieku.”. Być może niezbyt dokładnie przetłumaczyłem jej wyjaśnienie, ponieważ w głowie mi jeszcze bulgocze po pływaniu w jeziorze i jeździe konnej, za co mówię wszystkim „pardon”, aby być charmant podobnie jak panowie i panie w Sejmie.

Pani Premier kocha dzieci, uczestniczyła więc w otwarciu roku szkolonego, a nawet była wśród górników, gdzie machała piąstkami, aby podkreślić, że mamy plan dla Śląska i podniesiemy na nogi górnictwo węglowe, że węgiel jest naszym czarnym złotem, na którym będziemy budować nasz dobrobyt. Zrozumiałem to tak, że inne dziedziny, nowoczesne technologie, drony, edukacja, informatyka, elektronika, roboty, sprzęt medyczny, nie rokują już takiej nadziei jak czarne złoto. – Złoto to złoto, powiedziałem i pocałowałem ją z wdzięczności w rączkę zaciśniętą w piąstkę, która biologicznie jest damska, lecz z natury męska, gdyż stoi za nią niezwykła siła perswazji.

Pan Minister Ziobro nie zjawił się na posiedzeniu KRS. Podobno opracowuje dalsze plany reformy sądownictwa w uzgodnieniu z panem Prezesem, który w imieniu nas wszystkich i dla dobra nas wszystkich, całego kraju, obywateli i obcokrajowców, suwerenów i pozostałych jednostek, myśli intensywnie o dalszym reformowaniu naszego kraju i życia, umacnianiu przewagi władzy wykonawczej nad sądowniczą, czyli przywracaniem równowagi, czym budzi także mój zachwyt, podziw i uwielbienie.

 

Prezydent Duda ulubieńcem medialnym narodu

Prezydent Duda zaimponował mi wczoraj. Wygłosił mocne przemówienie w Szczecinie z okazji 35 rocznicy Porozumień Szczecińskich. Postanowiłem o tym napisać, ponieważ występ Pana Prezydenta autentycznie mnie poruszył.

Od wczoraj cenię go jeszcze bardziej niż poprzednio. Cieszę się, że jest także moim prezydentem. Mógł mi przecież odmówić.

Język wystąpienia Prezydenta był nie tylko wyrazisty, ale i poetycki. Mało kto umie tak przemawiać. Cytuję: „Spojrzałem na bramę stoczni i uśmiechnąłem się. Była tam zardzewiała kłódka, której już teraz nie ma”. Jeśli dobrze go zrozumiałem to powiedział jeszcze, że stocznia została zjedzona przez rdzę, ale już się odbudowuje.

Z występu Prezydenta w Szczecinie podobało mi się jeszcze to, że nie zaprosił Premier Kopacz. I słusznie, widziała już tę uroczystość niejeden raz. Była za to Premier Szydło. Też słusznie, ponieważ po raz pierwszy uczestniczyła w tej uroczystości. Musi być sprawiedliwie.

Poza wspomnianymi, w uroczystości uczestniczyło więcej dobrze urodzonych osób. Obecny był przede wszystkim Drugi Duda, brat Pierwszego Dudy czyli Przewodniczący Związków Zawodowych Solidarność, które od niedawna są właścicielem Solidarności, jej historii, logo a nawet byłego prezydenta Wałęsy. Poza tym byli księża, ołtarz i cywile. Sceneria obchodów doskonale integrowała państwowość z głęboką religijnością narodu.

Telewizja pokazała pełny przekrój wizualny Prezydenta, jego postawy: stojącą, siedzącą i na klęczkach. W ostatniej pozie ujęto go w dwóch wersjach: jak przyjmuje opłatek i jak modli się z pochyloną głową. Wspaniale jest widzieć rozmodlonego polityka wysokiego szczebla; dotychczasowi byli bezbożnikami albo okazali się zbyt wstydliwi, aby swoim zachowaniem zaświadczyć, że są także osobami wierzącymi.

Na pasku programu „Szkło kontaktowe” ktoś napisał „Andrzej I, Pobożny i Sprawiedliwy”. Podobało mi się to. Prawda zawsze się podoba.

Będę obserwować działania Pana Prezydenta. Cieszę się jego wystąpieniami w kraju i za granicą, gratuluję tego sobie. Potrafię być szczery aż do bólu. Może dlatego, że ból kojarzy mi się z rzeczywistością.