Drugie spotkanie w drodze do okrutnej prawdy

Los przyciągnął nas ku sobie i herbacie ponownie kilka dni później. Tym razem nie zdziwiliśmy się. Było to równie naturalne jak przerabianie nadmiaru jabłek na cydr.

– W książce Ewy Woydyłło „W zgodzie z sobą” odnalazłem prawdę o sobie, kiedy przeczytałem, że człowiek może stać się wrogiem samego siebie. Ja nim jestem! – Iwan Iwanowicz zadeklarował zdecydowanie. Jestem, ponieważ wybucham gniewem z byle powodu, wściekły na siebie i na świat. Zachowuję się wtedy okropnie, przebieram nogami jak południowoamerykański kogut ze stalowymi ostrogami nafaszerowany narkotykami przed walką albo wyskakuję jak stójkowy zza słupa ogłoszeniowego w Rosji carskiej, aby zszokować kogoś bliskiego, a także siebie samego. Wybuchając jak granat terrorysty, przerażam wszystkich. To potworne!

Walka kogutów w ostrogach

– Czy czuje się pan wtedy tak, jak ja, czyli jak zwierzę w pułapce z bali drewnianych, których nie może przegryźć, mimo że ma kły i silne zęby trzonowe? – Zapytałem równocześnie z Wiktorem, jakbyśmy wyuczyli się zdania jak aktorzy roli.

– Dokładnie tak. – Wykrzyknął starzec zaskoczony trafnością naszej obserwacji i dla udokumentowania prawdy otworzył usta. Miał rzeczywiście uzębienie imponujące dwoma masywnymi kłami i solidnymi zębami trzonowymi. Powaga na jego obliczu i na naszych świadczyła o nadzwyczajności sytuacji.

– Ta książka mówi o takim stanie frustracji. Autorka pisze wprawdzie o kobiecie, ale na mój gust pasuje to doskonale także do mnie. Zacytuję wam. – Wiktor wydawał się zaskoczony nagłą własną interwencja. Nie ociągając się wydobył zza pazuchy książeczkę i przeczytał fragment: „Gdy tylko coś jest nie po jej myśli, natychmiast podnosi głos, i nie przebiera przy tym w słowach. Krzyczy na męża, córki, koleżanki w pracy, kasjerkę w sklepie, nawet na matkę staruszkę … Po każdym takim wybuchu czuje się winna, ale kolejna frustracja znów wywołuje jej gwałtowną reakcję. Czy możliwe jest, by przestała wpadać w furię? Obawiam się, że problemem tu nie jest impulsywny temperament. Złość i gniew prawie zawsze kryją jakieś zranienie, lęk lub wstyd. Wybuchy złości przy byle okazji są symptomem dawno doznanego, przeważnie głęboko skrywanego bólu, ujawniającego się w formie obraźliwych epitetów, gniewnych okrzyków, czasem nawet rękoczynów.”

Po głośnej lekturze Wiktora poczuliśmy się nieswojo. Ogarnęło nas dziwne uczucie smutku, pochyliliśmy głowy i zachowaliśmy milczenie. Nie byliśmy podjąć tematu; był zbyt trudny. Przed rozejściem się, zdecydowaliśmy jednak kontynuować go na następnym przypadkowym lub nieprzypadkowym spotkaniu.

 

Trójca psychologiczna

Przypadki chodzą po ulicy. Dzisiaj spotkałem Iwana Iwanowicza, choć on utrzymuje, że to on spotkał mnie. Z okazji spotkania zaprosiliśmy się do pobliskiej kawiarenki na dużą herbatę z dwioma plasterkami cytryny i brązowym cukrem. Teraz herbatę pije się na litry, dlatego nie zdziwiliśmy się porcelanowymi garami zamiast filiżanek, jakie przyniosła nam kelnerka.

Kiedy już usiedliśmy przy stoliku, pojawił się tan Wiktor. Przedstawiłem go Iwanowi Iwanowiczowi. Wiktor też zamówił herbatę.

– Wśród ludzi dojrzałych popyt na herbatę rośnie, na kawę maleje. Lepiej dla Chin, gorzej dla Brazylii. – Pomyślałem bez satysfakcji przyglądając się moim towarzyszom przy stoliku. Po chwili zauważyłem, że bardzo się zmienili, byli jacyś dziwni. Wiktor miał długie dziewczęce rzęsy, którymi mrugał zalotnie jak panienka usiłująca przypodobać się mężczyźnie, zaś starszy pan miał policzki uróżowane i przypudrowane jak dbająca o siebie kobieta sprzed drugiej wojny światowej. Zastanawiałem się, jakie mogły być powody tych nieoczekiwanych zmian, kiedy obydwaj zaczęli machać rękami przed moimi oczami życzliwie wołając:

– Hej, obudź się. Chyba śpisz i masz widziadła senne, bo wyglądasz jak nieobecny.

Podziękowałem im za życzliwą obserwację, wróciłem do przytomności i zacząłem mieszać herbatę.

– Czytam teraz fantastyczną książkę „W zgodzie z sobą” – Iwan Iwanowicz rozpoczął konwersację.

– Ja też ją czytam. – Dodałem w pośpiechu zaskoczony zgodnością zainteresowań, na co Wiktor odezwał się niepewnie: – Chyba was przebiję. Ja również ją czytam!

Tego było za dużo. – Nie przesadzacie!? Może to jest w dodatku ten sam egzemplarz? – Zapytał zdegustowany naszymi oświadczeniami Iwan Iwanowicz. Wyraźnie wziął je za łgarstwo lub głupi żart.

– Trzech mężczyzn przy jednym stoliku czytających w tym samym czasie tę samą lekturę to zbieżność nad zbieżnościami zakrawająca na poważne śledztwo. – Podsumował, lecz w widząc naszą powagę zrozumiał, że mówimy prawdę.

– Otóż powiem wam, ale tylko wam, że czytam ją, ponieważ odkryłem w niej samego siebie.

– Ja też. – Dodałem w zdumieniu.

– Nie przesadzajcie. Znowu opowiadacie jakieś głodne kawały, bo ja też odkryłem w niej prawdę o sobie samym. – Zakończenie licytacji przez Wiktora nie mogło być bardziej zaskakujące. Nasza zdumienie sięgnęło zenitu, którym okazał się wysoki sufit kawiarenki, czysty, ale niezbyt atrakcyjny, aby o nim pisać.

– O co chodzi, panowie?. – Zaczęliśmy się dopytywać jeden prze drugiego.

– Chyba nie jesteśmy rodzeństwem jednojajowym. – Zapytałem pragnąc zaimponować przyjaciołom terminologią medyczną.

C.d.n.

Piekła ciąg dalszy

Zarzucono mi, że mój ostatni opis przedsionka piekła miał się nijak to rzeczywistości. Nie znaczy to, że piekło na ziemi nie istnieje. W tych dniach jest ono z pewnością w Adelajdzie, gdzie mieszka dostatecznie dużo ludzi, aby miało to znaczenie. Co z tego, że w Alice Springs w centrum Australii bywają wyższe temperatury, jeśli trzeba tam biegać po pustyni z dużym szkłem powiększającym lub łuczywem, aby znaleźć człowieka. I to w dodatku pijanego ze szczęścia, że innym też jest źle. Niewielu tam cierpi, bo jest ich niewielu. Wielu natomast pije lub odurza sie zapachem benzyny. To z braku kwiatów. Na bezrybiu i rak ryba.

Kilka dni temu temperatura w Adelajdzie osiągnęła apogeum. Oficjalnie podano, że wyniosła 45 st. C, mój termometr zanotował jednak 46 st. C. Jest chyba bardziej ambitny niż termometry stacji meteorologicznej. Tak czy inaczej był to rekord. Najbliższe dni nie zapowiadają się najgorzej.

Adelaide 7-day Weather Forecast

Summary

Mon
Jan 7

Tue
Jan 8

Wed
Jan 9

Thu
Jan 10

Fri
Jan 11

Sat
Jan 12

Sun
Jan 13

Sunny

Sunny

Mostly sunny

Mostly sunny

Mostly sunny

Mostly sunny

Mostly sunny

Maximum

40°C

31°C

26°C

34°C

35°C

29°C

33°C

Minimum

21°C

19°C

15°C

12°C

20°C

17°C

18°C

Pobyt w cieniu w temperaturze 45 st. C stwarza wrażenia. Po minucie lub dwóch czujesz ciepło na twarzy tak, jakbyś przebywał bezpośrednio na słońcu w upalny dzień. Uczucie gorąca jest wszechobejmujące. Czujesz się jak w dobrze nagrzanym piecu. Od naturalnego ciepła na zewnątrz nie można uciec. Możesz zrzucić siebie wszystko i będziesz nadał odczuwać gorąco. Kiedy jest zimno, możesz założyć na siebie dwa kożuchy i masz sprawę z głowy. Może to tłumaczy rozumienie piekła jako miejsca gdzie jest bardzo gorąco, a nie hurtowni z wiecznym lodem na Syberii, gdzie rekord temperatury osiągnął podobnież minus 80 st. C.

Wracając do rozbierania się, kiedy jest gorąco. Być może ktoś rozbiera się przed tobą lub ty przed kimś. Milsze jest oczywiście rozbieranie się we dwójkę, zawsze to towarzystwo. Tak jak picie w towarzystwie jest milsze niż zalewanie robaka samobójczo przed lustrem. Rozbieranie się i picie niekiedy mogą zresztą iść ze sobą w parze tak jak Kaczyński i Macierewicz na konferencjach prasowych. Przemyśl sobie ten ewenement. Może ci się skojarzy z czymś ambitnym i pozytywnym w Nowym Roku, który powolnymi kroczkami staje się Starym Rokiem. Nowy będzie lepszy niż stary. To pewnik. Znam kogoś na drodze do sławy, kto za rozsądną opłatą udziela gwarancji na tę okoliczność.

Powrócę do psychologii upalnych dni. Jeśli w sytuacji upalnej lub nawet niezbyt takowej, rozbierasz się do naga przed kimś, to znaczy, że jest naprawdę gorąco lub że chcesz temu komuś zaimponować. Czym? To jest złożone pytanie implikujące wiele opcji. Pięknem ciała? Dużym brzuchem? Lub na odwrót, anemicznym, takim, który rozpaczliwie woła o jedzenie? Długimi nogami lub błękitną głębią oczu? Rzeźbionymi mięśniami brzucha, które w Australii nazywają czteropakiem lub sześciopakiem w zależności od intensywności rzeźby i ilości kupowanego piwa. Obietnicą wielkich czynów? Jakich? – mogłaby zapytać ta druga istota i narazić cię na brak przekonywującej odpowiedzi. Wtedy możesz mieć na podorędziu przećwiczone już w samotności łazienki rozwiązanie: Skopię ogródek i posadzę kwiaty. Teraz, zimą? – zadają ci pytanie. Milczysz szukając wyjścia z pokoju, gdy tymczasem pada konstruktywna propozycja. Zgadzam się, ale pod warunkiem, że zrobisz to od razu, bez przebierania się. Jest to moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, nagle i głęboko, że ona/on już cię nie kocha.

Przepraszam za odskok od powagi sytuacji klimatycznej do tematów psychologii upałów.

Utrata koncentracji w taki czasie nie jest niczym nadzwyczajnym – podpowiada mi z boku Wiktor. Chce jeszcze zabrać glos, ale tłumaczę mu, że może w najbliższej przyszłości.