Wywiad z prof. Friszke dot. historii i bieżącej rzeczywistości. Cz. 2 (ostatnia). Dokąd zmierzamy?

Prof Friszke: Jest taka książka o NSZ, napisał ją Zbigniew Siemaszko, wydana w 1980 roku w Londynie, zupełnie zasadnicza książka dla tego tematu. Nikt jej w ogóle nie przywołuje.

Dlaczego?

– To jest pytanie. Bo oni piszą historię od nowa. Historię nie tylko w stosunku do tego, co w PRL-u można było powiedzieć, ale także historię polskich tradycji drugiej wojny światowej, pisaną przez polską emigrację na Zachodzie w Londynie.

I AK schodzi teraz na plan dalszy?

– Tak, oni delegitymizują Armię Krajową.

Ale niedawno, jeszcze parę lat temu, nie było takiej wrogości wobec AK ze strony polityków PiS-u, wręcz przeciwnie.

– Ale tu się zaostrza tendencja totalistyczna, przynajmniej w sensie ideologicznym. Armia Krajowa była armią państwową. Przypominam, że wszyscy żołnierze, oficerowie, którzy nie znajdowali się w niewoli, mieli obowiązek zgłosić się do służby w AK. To była część Polskich Sił Zbrojnych, będąca też częścią sił zbrojnych alianckich. I to, co dzisiaj się odbywa, jest próbą narzucenia monopartyjnego, nacjonalistycznego poglądu ideologicznego na całą polską kulturę i historię i patrzenia oczami skrajnych nacjonalistów. Ja już nie mówię, że nacjonalistów w ogóle, bo w AK też byli nacjonaliści ze Stronnictwa Narodowego. Nawet część wcześniejszych działaczy NSZ, których notabene ta grupa skupiona wokół NSZ mordowała. Uwadze pana Kasprzyka polecam casus pułkownika Nakoniecznikoffa-Klukowskiego. Albo Władysława Pacholczyka. To byli działacze skrajnej prawicy. Jednakowoż szukający porozumienia z AK i dlatego zamordowani przez ludzi, którzy tworzyli Brygadę Świętokrzyską.

I do czego to zmierza, panie profesorze? Jeżeli tak będziemy kształtować pamięć historyczną i młodych ludzi w Polsce?

– Aż się boję mówić, do czego to zmierza. Na pewno to zmierza do rozbicia narodu. Bo ta część narodu polskiego, która utożsamia się z AK, która ma swoich przodków w strukturach AK, w powstaniu warszawskim, w akcji „Burza” na wschodzie albo w obozach koncentracyjnych, jak w moim przypadku, po prostu nie jest w stanie zaakceptować takiej wizji przeszłości. I to jest co najmniej rozłam w stosunku do tradycji narodowych, zupełnie zasadniczy.

Pisali teraz i potomkowie AK, i powstańcy warszawscy się wypowiadali, i pisarze polscy, m.in. Adam Zagajewski, było mnóstwo apeli do prezydenta, żeby wycofał się z tego patronatu, i nic.

– Ale przecież widzimy od dłuższego czasu, to nie jest tylko kwestia NSZ. To jest też np. skandaliczna kwestia, w jaki sposób obchodzono rocznicę 11 listopada. Skandaliczna! Odwołania się nie do prawdziwej historii, tylko do nacjonalistycznych emocji skrajnej prawicy, najskrajniejszej prawicy. Nawet nie tej endeckiej, tylko jeszcze bardziej – ONR-owskiej, totalistycznej. To jest przerażające w gruncie rzeczy.

I te uroczystości odbywały się na placu Piłsudskiego, tuż obok Zachęty…

– Tak, gdzie zamordowano prezydenta Narutowicza.

Jest pewna symbolika w tym wszystkim.

– Jest. I obawiam się, że skutki będą dramatyczne, również międzynarodowe. Dlatego że im się wydaje, że to nie ma znaczenia, a to ma znaczenie.

Już „New York Times” o tym pisał, już świat obiegły depesze.

– Tak, bo to ma znaczenie w dwóch obszarach. Po pierwsze Polska szczęśliwie należała do koalicji antyhitlerowskiej. I oni, nie mając żadnej wiedzy historycznej, ci ludzie, którzy obecnie kierują całą sferą polityki historycznej, nic z tego nie rozumieją. Nie rozumieją, że dzięki temu, chociaż znaleźliśmy się pod butem Stalina oczywiście, to jednak Polska miała pewne przywileje. Chociażby takie, że Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie nie zostały wydane Sowietom, jak to było w przypadku innych formacji kolaboracyjnych. Również dotyczy to NSZ. Generał Anders wziął ich pod jakąś ochronę, że szczęśliwie nie zostali wydani Sowietom. Ale dlatego, że gen. Anders i II Korpus byli częścią alianckich sił zbrojnych na Zachodzie. Dalej: dzięki temu mogła funkcjonować polska emigracja, z tymi wszystkimi dobrami, które nam dała. Tymi książkami, wszystkimi publikacjami, archiwami zgromadzonymi na Zachodzie, z których korzystaliśmy. Dalej: to jest kwestia zupełnie praktyczna – Polska otrzymała ziemie zachodnie, granice na Odrze i Nysie. Gdyby była prohitlerowskim aliantem albo nie była traktowana jako część sił koalicji antyhitlerowskiej, toby tych ziem nie dostała. I teraz oni to wszystko wywracają do góry nogami i chcą zbudować na Zachodzie obraz Polski jako dwuznaczny. W gruncie rzeczy do tego to prowadzi. Bo nie można akceptować współpracy z Niemcami i jednocześnie mówić, że się było częścią obozu alianckiego. Po drugie: to jest kwestia Żydów. Rabin Schudrich słusznie powiedział, a oni w ogóle tego nie rozumieją – że w powszechnej świadomości Żydów to jest [formacja] antysemicka i – słusznie – obciążana zbrodniami na Żydach. Więc oni ich wynoszą na piedestał, a jednocześnie się dziwią, że potem na Zachodzie są głosy Polsce nieprzychylne, przypisujące jej współodpowiedzialność za zbrodnie.

Rabin Schudrich napisał krótki, ale niezwykle wymowny list, po tym jak dostał zaproszenie na wczorajsze uroczystości. „Zorganizowanie tych uroczystości znieważa pamięć wszystkich obywateli Polski poległych w walce z Niemcami. Zaproszenie mnie do wzięcia w nich udziału traktuję jako osobistą zniewagę”. I odesłał zaproszenie do szefa Urzędu ds. Kombatantów.

– No tak, bo to jest zrozumiałe: jak można zapraszać naczelnego rabina Polski na uroczystości antysemitów?

To pytanie mnie nurtuje, panie profesorze – jak można? Czy to wynika z niewiedzy, czy to było celowe, żeby się tak szyderczo w twarz roześmiać?

– Ja myślę, że to wynika z niewiedzy. Mam takie głębokie wrażenie, że ci wszyscy ludzie – pan Kasprzyk, pan Duda – powinni się cofnąć do szkoły podstawowej, jeśli chodzi o edukację. Oni nic nie rozumieją z historii, chociaż się zajmują historią.

To jeszcze wrócę do tego premiera w Monachium z kwiatami na grobie Brygady Świętokrzyskiej, bo to było bodaj tego samego dnia, kiedy powiedział o „żydowskich sprawcach Holocaustu”.

– No właśnie. Rozebranie logiczne ich sposobu myślenia jest właściwie szalenie trudne. Bo tam jest tyle sprzeczności, wynikających też właśnie z kompletnej niewiedzy, nieczytania niczego. Oni nie chcą wiedzieć, bo te rzeczy są nawet w internecie, zostały zamieszczone publikacje, fragmenty, rzecz jasna, bo trudno całą książkę zamieszczać, ale to wszystko jest obecne w przestrzeni, wydrukowane, powtórzone też w różnych zbiorach dokumentów. Na przykład publicystyka środowiska NSZ dotycząca Żydów. Przerażająca. Wzywająca do tępienia tych Żydów, którzy się po lasach ukrywają, oraz wyśmiewająca, a w zasadzie potępiająca drastycznie tych, którzy tym Żydom pomagają. I to są teksty z wiosny 1944 roku. W centralnych organach NSZ. No i jak to wszystko można pogodzić?

A może jest tak, panie profesorze, że ponieważ ta władza lubi przypodobać się wyborcom, to może czuje, że te nastroje i ludzie, którzy tak myślą, są całkiem liczni w naszym kraju?

– Bardzo możliwe, ale władza państwa jest odpowiedzialna za kształtowanie poglądów. Również za przeciwstawianie się poglądom skrajnym, antyspołecznym. W gruncie rzeczy antynarodowym. Bo w tym sosie nacjonalistycznym to są w gruncie rzeczy poglądy antynarodowe. Dlatego że prowadzące do podzielenia narodu, zantagonizowania, i nie wiem, co oni sobie wyobrażają na końcu.

I rujnujące wizerunek Polski.

– I rujnujące wizerunek Polski wśród innych krajów, zwłaszcza krajów koalicji antyhitlerowskiej, gdzie te tradycje wspólnej walki z faszyzmem są zasadnicze. Oni bardzo chętnie nie używają słowa „faszyzm”.

Tak jak żaden antysemita nie przyzna, że jest antysemitą.

– Tak jest. Oni nie lubią. Ale oni mogą sobie nie lubić. To pojęcie funkcjonuje w świecie. Państwa Osi: Hitler, Mussolini i ich sojusznicy – to jest faszyzm. I tak w świecie się opowiada tę historię. To jest historia wojny z hitleryzmem, faszyzmem. Po tej stronie były demokracje. I nie da się z Warszawy zmienić poglądów świata – ustalonych w licznych książkach, publikacjach naukowych, publicystyce, gazetach, świadomości polityków, świadomości ludzi. Oni próbują coś wymyślić i narzucić światu.

A może to nie o świat chodzi? Może chodzi, aby to tu – wewnątrz granic naszego kraju – to zmienić?

– Myślę, że ma pani rację, bo oczywiście nie mogą mieć nadziei, że zmienią poglądy na świecie. Ale tym samym robią to, co przed chwilą powiedziałem. To znaczy: w oczach zewnętrznych wyprowadzają Polskę z koalicji antyhitlerowskiej. A w każdym razie stawiają znak zapytania wokół tego. I to może mieć niesłychanie groźne konsekwencje dla spraw polskich, również na przyszłość. I jest całkowicie nieodpowiedzialne. W imię pozyskiwania poklasku jakichś skrajnie nacjonalistycznych kiboli. Bo w gruncie rzeczy ja nie widzę innego powodu – tylko chuliganów stadionowych chcą w ten sposób przyciągać taką retoryką. Bo jest im bliska, ich poziom umysłowy jest właśnie taki. Zero. Żadnej refleksji, żadnych książek, żadnego czytania. Wyłącznie epatowanie namiętnościami. To im schlebiają. Ale to jest ze szkodą dla narodu, dla państwa i jego pozycji międzynarodowej.

0Shares

Prof. Friszke: Gdy więźniowie Dachau czekali na egzekucję, Brygada Świętokrzyska piła szampana z Gestapo. Cz. 1 wywiadu.

Tory dokąd? Bronna Gora, place of execution.

Dziennikarka Dorota Wysocka-Schnepf rozmawiała z profesorem Andrzejem Friszke. Wywiad ten, opublikowany 12 08 2019 na łamach Gazety Wyborczej, uznałem za tak ważny, że bez wahania zamieszczam go tutaj, abyśmy zdawali sobie sprawę z tego, gdzie – jako społeczeństwo i naród – jesteśmy i dokąd zmierzamy. 

– Dziennikarka: Na placu Piłsudskiego uhonorowano wczoraj Brygadę Świętokrzyską pod patronatem prezydenta Dudy. Czy słusznie uhonorowano?

Prof. Friszke: – Ja w gruncie rzeczy nie wiem, co tu się honoruje. Na pewno nie honoruje się polskiego państwa podziemnego, do którego Brygada Świętokrzyska z całą pewnością nie należała. W tamtym czasie, w roku 1944, ze strony demokratycznych sił społecznych podziemia właściwego, związanego z rządem w Londynie, oni byli traktowani jako właściwie rodzaj faszyzmu polskiego. Kolaborowali z Niemcami. Mieli totalistyczną czy totalitarną ideologię narodu, państwa.

This picture was censored by Mussolini.

Uważali, że w powojennej Polsce tylko oni mają prawo rządzić, bo tylko oni są narodem. Znaczy oni i inni narodowcy. Że mają być wyeliminowani z życia publicznego socjaliści, ludowcy, chadecy, tylko skrajni nacjonaliści mają prawo mówić w imieniu narodu. I to jest właściwie początek tego wszystkiego, reszta jest w gruncie rzeczy dodatkiem. Czyli atakowanie partyzantów związanych z ruchem ludowym lub z AK czy socjalistów, chłopów, atakowanie Żydów, mordowanie tych Żydów gdzieś po wsiach. Oni po prostu czyścili Polskę, żeby zbudować tutaj nacjonalistyczną dyktaturę. A ta dyktatura – oni mieli cały pomysł na to, cały projekt ideologiczny, opisany, wydany, to nie są żadne tajemnice. W którym to jawnie mówili – do nas ma należeć Polska, tylko my mamy rządzić narodem. Z całą pewnością wychodzili z Polski po porozumieniach z Niemcami – to jest nazwisko Fuchs, funkcjonariusz Gestapo, z którym utrzymywał kontakt niejaki Hubert Jura, dość ważna postać w tym kręgu – i po drodze żywili się racjami Wehrmachtu, korzystali ze szpitali Wehrmachtu, odbywały się różne spotkania po drodze, uzgadnianie tras, uzgadnianie różnych kwestii. Dali swoich ludzi do przeszkolenia dla Wehrmachtu, żeby potem oni skakali ze spadochronem na teren Polski. Parę takich grup skakało, z samolotów oczywiście Luftwaffe, przecież własnych nie mieli.

– Dziennikarka: Czy można mieć tu wątpliwości, czy tę działalność można nazwać kolaboracją?

Prof. Friszke: W gruncie rzeczy można to tak nazwać, bo Niemcy to też wykorzystywali w propagandzie, w swojej prasie, informując, że Brygada podąża po niemieckiej stronie frontu. Natomiast inni by powiedzieli w tej dyskusji – i to ma dla nich duże znaczenie – że rzeczywiście po stronie Wehrmachtu nie strzelali, to znaczy nie dali się wprowadzić w linię frontu, żeby walczyć z Armią Czerwoną. Polskie państwo podziemne zakazywało kontaktu i współpracy z Niemcami. A Brygada Świętokrzyska złamała te wszystkie zasady. I powiedziałbym jeszcze – o czym pan Kasprzyk [szef Urzędu ds. Kombatantów], jak rozumiem, nie wie, bo nie ma wykształcenia historycznego i chyba nigdy się takimi sprawami bliżej nie interesował, ale radzę mu, niech sobie przeczyta wypowiedź Józefa Stalina na konferencji w Teheranie. Wypowiedź do Churchilla i Roosevelta, gdzie właśnie takie ekscesy stały się argumentem dla Stalina, żeby znokautować w gruncie rzeczy w oczach aliantów zachodnich Armię Krajową i polską partyzantkę. On tam mówił: „Co to za partyzanci, oni walczą z Niemcami? Nie, oni walczą z komunistami. Oni walczą z ludźmi, którzy stawiają opór. Oni ścigają naszych żołnierzy po lasach, naszych partyzantów. To są profaszystowskie organizacje”. I właściwie Churchill już nic na to nie może odpowiedzieć, bo on nie zna tych szczegółów. Więc oni w gruncie rzeczy ułatwili legitymizację na forum międzynarodowym tej operacji antypolskiej, którą Stalin przeprowadzał.

Dziennikarka: Andrzej Wielowieyski, który w 1944 roku zetknął się z Brygadą Świętokrzyską, napisał, że Brygada słynęła z rabowania zajmowanych wsi, ale to w gruncie rzeczy drobiazg, bo pisze tak: „Szczycili się listami setek zabitych Polaków, nie tylko z Armii Ludowej, również z Batalionów Chłopskich i AK, a także działaczy ludowych i PPS-owskich. Ze szczególną satysfakcją odnotowywali likwidowanie ukrywających się Żydów”.

Prof. Frischke: Poza tym przecież są druki z czasów II wojny światowej. Zarówno wydawane przez NSZ – one są też obecne na Facebooku, przypominane są niektóre artykuły – jak i ich przeciwników z Armii Krajowej czy z Batalionów Chłopskich. Rozumiem, że pan Kasprzyk się nie interesuje prawdziwą historią i zamiast historii chce uprawiać politykę historyczną. Czyli mitologię historyczną. Czyli ideologizację naszej historii w myśl skrajnej prawicy.

Dziennikarka: Czy to samo można powiedzieć o prezydencie Dudzie, który udziela narodowego patronatu? Podkreślę – narodowego.

Prof. Friszke:  Mam wrażenie – nie po raz pierwszy, jak słucham różnych wypowiedzi pana Dudy – że on nie ma najmniejszego pojęcia o historii. I w gruncie rzeczy ja bym mu rekomendował zajrzenie do jakiegoś podręcznika. To, co on mówi w sprawach historycznych, to po prostu włosy na głowie się jeżą.

Dziennikarka: Może dlatego, że prawnik? Może można zrozumieć, ale premier? Historyk. Premier, który składał kwiaty w Monachium, na grobie żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej, a teraz mówi: „Zachęcam, żeby wczuć się w tamtą sytuację, rozumiem, że są ośrodki, które starają się prezentować punkt widzenia, jaki pasuje najbardziej lewicowym czy postkomunistycznym poglądom na sprawę drugiej wojny światowej”.

Prof. Friszke: – Uważam, i tak odebrałem to składanie kwiatów na grobach jakichś ludzi Brygady – nie wiem, jak oni tam zginęli, bo przecież Brygada nie prowadziła żadnych działań wojennych – że to jest skandaliczne. Już wtedy to był gest skandaliczny. To się wszystko odbywało tuż obok obozu koncentracyjnego Dachau, w którym siedzieli też polscy księża i w którym – a wiem o tym, bo mój ojciec siedział wtedy w Dachau – ci więźniowie szykowali się na egzekucję. To były ostatnie dni przed wejściem Amerykanów i Niemcy chcieli wymordować więźniów. W tym samym czasie ludzie z Brygady Świętokrzyskiej pili szampana z oficerami Gestapo. To jest rzecz, która woła o pomstę do nieba – że pan Morawiecki zapomniał o więźniach Dachau, zapomniał również o księżach katolickich, którzy tam siedzieli, i złożył kwiaty na grobach sympatyków faszyzmu. To jest próba postawienia historii Polski tego czasu na głowie. Również tej historii, której się uczyliśmy z książek wydawanych na emigracji, w polskim Londynie. Których nie wolno było dopuszczać do Polski, które szmuglowaliśmy. Oni to wszystko wywracają do góry nogami. Również te publikacje, które dotyczą NSZ. Chciałem zwrócić uwagę, że jest taka książka o NSZ, napisał ją Zbigniew Siemaszko, wydana w 1980 roku w Londynie, zupełnie zasadnicza książka dla tego tematu. Nikt jej w ogóle nie przywołuje.

0Shares

Polska po szczycie klimatycznym w Katowicach. „Brawo my!” według the Guardian.

Dla świata „śmiertelne uzależnienie”, dla polskich polityków „dar od Boga” i „czarne złoto” – po szczycie klimatycznym w Katowicach świat ostro krytykuje polskie przywiązanie do węgla.

„Wystawa węglowej biżuterii i mydła, węgiel pod szklaną podłogą, węgiel w powietrzu, którym tu oddychamy. Polscy gospodarze szczytu klimatycznego ONZ niezbyt subtelnie na każdym kroku przypominali delegatom, że nadal żyjemy w świecie paliw kopalnych, mimo palącej potrzeby znalezienia czystszej drogi” – zauważa Jonathan Watts z „Guardiana”.

 „Jakby tego było mało, prezydent Andrzej Duda, już otwierając szczyt, chwalił się, że jego kraj dosłownie siedzi na węglu, którego wystarczy na dobre 200 lat, więc ‚trudno byłoby z niego nie skorzystać'” – zżyma się publicysta „Guardiana”. „Dla konserwatysty, jakim jest Duda, węgiel do dar dla Polski od samego Boga. Nic dziwnego, że utrzymanie otwartych kopalń to dla niego sprawa narodowej suwerenności” – przekonuje.

„Guardian” cytuje też ekspertów, którzy przypominają, że Polska – chociaż chwali się zasobami węgla – jednocześnie coraz więcej go importuje – głównie z Rosji.

„Guardian” przypomina, że z 50 najbardziej zatrutych miast w UE aż 36 leży w Polsce, głównie na Śląsku, gdzie „odwiedzający już na lotnisku czują smród siarki”. „Wpływ zmian klimatycznych staje się coraz bardziej oczywisty. Polska boryka się z falami upałów i suszy, które coraz bardziej szkodzą zbiorom i narażają zdolność kraju do samowyżywienia się” – ostrzega Watts.

Cytuje ekspertkę od społeczności żyjących z węgla Irmę Allen z instytutu technologii w Sztokholmie. – Życie z węglem dziś nie przypomina tego sprzed 20-30 lat, bo dzisiaj jego koszty przewyższają korzyści. Górnik już nie jest bohaterem klasy pracującej, jak za socjalizmu, a młodzi ludzie nie chcą pracować w kopalniach – tłumaczy.

– Ale górnicy to wcale niekoniecznie ludzie, którzy są przeciwko środowisku. Jednak, żeby dać im nadzieję, trzeba dać im alternatywną wizję przyszłości ich regionu. Jeśli tego nie zrobimy, będą się bali, że w Polsce będzie tak, jak w Wielkiej Brytanii za czasów Thatcher – tłumaczy ekspertka.

1Shares

Jest dobrze. Co dalej? Tym razem pytam siebie o przyszłość.

Obraz Ned Kelly, autor Sydney Nolan, Australia
W odpowiedzi na zachęty na Facebooku, aby kontynuować działalność społeczno-dziennikarsko-literacką, napiszę wkrótce, czym się będę zajmować. Coś będę pisać, ale nie wiem jeszcze, co i jak. Chciałbym, aby było to coś mądrego i użytecznego. Pod tym względem jestem cholernie ambitny. Marzy mi się własna dobra zmiana.

Lubię opowiadać kawały, czyli słowne żarty, ale wychodzi mi to różnie. Mógłbym przedstawiać je na piśmie. Waham się jednak. Jeśli opowiadając kawał odkrywam (razem ze słuchaczami, lub samodzielnie), że jest to coś sensownego, wtedy w pełnej zachwytu poważnej zadumie pochylam się nad sobą podobnie jak Prezes Kaczyński i Prezydent Duda nad Konstytucją, a kiedy mi nie wychodzi kawał, wtedy wdeptuję siebie w głęboki śnieg, aby otrzeźwieć, i tylko patrzę, aby nie za głęboko się wkopać. Lubię śnieg. Jest piękny zwłaszcza na Roztoczu Lubelskim, w Bieszczadach i w Australii (zima w Wiktorii).

A propos zimy. Kiedy pracowałem w banku w Adelajdzie, jeden z moich pracowników, młody Australijczyk, jeśli sobie dobrze przypominam jego nazwisko, John Toby, wziął roczny bezpłatny urlop i wyjechał do Europy. Po powrocie rozmawialiśmy o jego wojażach. Zapytałem go, co tam robił. – Pracowałem jako instruktor narciarski w Austrii. – Odpowiedział. Nie żartował, to była prawda. To mnie zachwyciło i ubawiło. Australijczyk uczy Austriaków jeździć na nartach! Prawdziwa egzotyka.

Tak sobie pomyślałem, że szkoda, że w naszej polityce jest tak mało egzotyki. Tylko zwyczajna szara przyzwoitość, nudna jak flaki z olejem.

Pozdrawiam serdecznie.

0Shares

Szczerze się martwię o zdrowie Pana Prezydenta

L0031338 An itinerant doctor, by a subterfuge, cures an undergraduate Credit: Wellcome Library, London. Wellcome Images images@wellcome.ac.uk http://wellcomeimages.org An itinerant doctor, by a subterfuge, cures an undergraduate hoaxer of his supposed maladies of lying and bad memory. Coloured etching by T. Rowlandson, 1807, after G.M. Woodward. Coloured etching 1807 By: George Moutard Woodwardafter: Thomas RowlandsonPublished: July 9 1807 Copyrighted work available under Creative Commons Attribution only licence CC BY 4.0 http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

L0031338 An itinerant doctor, by a subterfuge, cures an undergraduate
Credit: Wellcome Library, London. Wellcome Images
images@wellcome.ac.uk
http://wellcomeimages.org
An itinerant doctor, by a subterfuge, cures an undergraduate hoaxer of his supposed maladies of lying and bad memory. Coloured etching by T. Rowlandson, 1807, after G.M. Woodward.
Coloured etching
1807 By: George Moutard Woodwardafter: Thomas RowlandsonPublished: July 9 1807
Copyrighted work available under Creative Commons Attribution only licence CC BY 4.0 http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

Martwię się o Pana Prezydenta, o jego zdrowie.

Pan Prezydent przemęcza się pracując na dwie zmiany, coraz częściej nocą. Z tego, co pamiętam, a przecież nikt nie pamięta wszystkiego, PP jeździł nocą do Prezesa Kaczyńskiego na konsultacje, a ostatnio po północy w trybie pilnym przyjmował przysięgę sędziów wyświęconych przez Partię Rządzącą.

Ten nadzwyczajny pośpiech jest godzien podziwu i zadumy oraz zadumy i podziwu; w ciągu jednej nocy omówiono pięć kandydatur, przyjęto kandydatów drogą głosowania, Pan Prezydent Andrzej Duda (pozwólcie, że dla skrótu będę używać tytułu PP lub PPAD) natychmiast ich zaprzysiągł i jeszcze zdążył opublikować to w Monitorze Polskim, wydrukowanym, jak słyszę, tylko w jednym egzemplarzu jako numer specjalny, unikalny i od razu archiwalny.

To tajemnicze i fascynujące. Podobno takie zdarzenia miały miejsce dotychczas tylko w Ameryce Południowej i w Afryce, gdzie nocą panuje inny klimat, dzięki któremu ludzie ożywiają. Ale u nas, zimą, w nocy można chyba tylko poważnie się przeziębić? Ten znak zapytania niech będzie dowodem naszej wspólnej troski o zdrowie Głowy Państwa.

Obawiam się, że PP traci pamięć. To straszne. 3 grudnia w czwartek rano Trybunał Konstytucyjny przedstawił werdykt w sprawie trzech posłów wybranych prawidłowo i dwóch wybranych wadliwie przez PO/PSL (która to organizacja przestępcza na szczęście zeszła w niebyt opozycji politycznej w ramach wymiany uprzejmości wyborczych), lecz Pan Prezydent w odrobinę późniejszym orędziu mówił o zupełnie innej grupie pięciu posłów wybranych przez Partię Rządzącą (dodatkowo i w nadmiarze, co należy zapisać im na plus zważywszy na porzekadło „co za dużo, to nie zdrowo”). PP zupełnie zapomniał o tych pięciu z układu prawidłowo-wadliwego 3 + 2, a przecież pięć to liczba solidnie niemała, w dodatku kabalistyczna.

Jeszcze wcześniej PP zapomniał zaprzysiąc, mimo próśb i przypomnień, pierwszych trzech sędziów prawidłowo wybranych przez parlament poprzedniej kadencji.

Jeszcze, jeszcze wcześniej, Pan Prezydent ułaskawił posła Mariusza Kamińskiego, choć ten go o to w ogóle nie prosił. Wręcz przeciwnie, mówił, że chce być oczyszczony całkowicie z zarzutów przez sąd drugiej instancji. Pan Prezydent zapomniał, że ułaskawiony prosił o nieułaskawianie, bo jest niewinny.

Czy oprócz mnie kogoś jeszcze niepokoi utrata pamięci przez Pana Prezydenta? Przecież jest to nasza wspólna pamięć, gdyż chodzi o prezydenta całego narodu. Zadając to krótkie, niewinne pytanie wiem oczywiście, że są tacy, których to nie niepokoi, ale to chyba ludzie płochego usposobienia, skoro nie myślą o zdrowiu Pana Prezydenta, tylko o tym, aby go maksymalnie eksploatować jak swoją własność.

0Shares

Kronika: Niezwykła szczerość Pana Prezydenta

Kubel zimnej wody Jak Siek kandydat na burmistrza

Od czasu wyświęcenia Prezydenta Elekta na Pełnego Prezydenta czuję się coraz lepiej. W kraju jest źle, ale wreszcie mamy kogoś, kto nazywa rzeczy po imieniu.
Nazywa i to nie w rozmowie z kronikarzem wielkich osób kieszonkowego rozmiaru, ale w rozmowach w innymi prezydentami i premierami.

Najpierw były jabłka.

– Co z tymi jabłkami przemycanymi z Polski? – Zapytał prezydent Putin swojego Ministra ds. Zaopatrzenia Owocowego.

– W Polsce dzieci masowo niedojadają. Nasze dzieci głodują. W szkołach nie ma dożywiania. – Głos prezydenta Dudy lotem błyskawicy dotarł do Prezydenta Rosji. Prezydent zadekretował: – Zwrócić jabłka na dożywianie głodnych dzieci w Polsce! Wszystkie gazety w Moskwie pisały o tym. Dzieci od razu poczuły się dożywione.

W Berlinie rozmowa toczyła się w cztery oczy. Prezydent Niemiec zapytał życzliwe przy wodzie sodowej:

– Panie Prezydencie Duda, co słychać w Polsce?

– Nędza, Panie Prezydencie. Nie jest to kraj sprawiedliwy! Ludziom dzieje się krzywda!

– Może pan powie konkretnie, co ma pan na myśli?

– Nie da się. W Polsce nie ma sprawiedliwości. To powszechne zjawisko. Sędziowie wydają niesprawiedliwe wyroki. Dają niskie wyroki tym, którym się nie należą, i wysokie tym, którym też się nie należą.

Szczerość polskiego prezydenta tak bardzo wzruszyła Prezydenta Niemiec, że nie wiedział, co odpowiedzieć.

Wizyta Prezydenta Dudy w Londynie też poszła gładko.

– Myślimy o powrocie do kraju! – Entuzjastycznie wspomniała młoda polska para na spotkaniu z Panem Prezydentem. – Zaoszczędziliśmy trochę pieniędzy. Pracy nie szukamy, bo chcemy założyć własny biznes.

– Czyście oszaleli? Chcecie wracać do kraju? Nie mam odwagi zachęcać was do tego. Gospodarka istnieje tylko na papierze, w statystykach, a naprawdę to jest coraz gorzej!

Premier Cameron w trakcie późniejszej rozmowy nie krył swoich obaw.

– Słyszałem, że Polacy w Wielkiej Brytanii nie chcą wracać do kraju. Chcemy wprowadzić ograniczenia pomocy społecznej dla obcokrajowców.

– Chcą, ale ich zniechęcam. Po co mają wracać? Gospodarka w Polsce stoi coraz gorzej.

– Dobrze, że mi to pan mówi. Kilka brytyjskich firm myślało o inwestycjach w Polsce. A tu takie buty!

– Powiem panu szczerze, drogi Premierze Cameron. W moim kraju gospodarka jest tylko na papierze, bo sprawy idą ku gorszemu.

Zaskoczony dyplomatyczną otwartością gościa premier Cameron rzucił się w ramiona Prezydentowi Dudzie. Przepraszam pana, pańskie słowa bardzo mnie wzruszyły!

– Nigdy jeszcze nie słyszałem głowy państwa tak szczerze i bezstronnie przedstawiającej sytuację własnego kraju. – Grzmiał kilka godzin później w swoim parlamencie.

Królowa, kiedy to usłyszała, też uroniła łzę.

– A to ci Duda! – Powiedziała do męża. – U nas to Szkoci grają na dudach, a u nich to gra sam Duda. I to pierwsze skrzypce!

0Shares

Prezydent Duda ulubieńcem medialnym narodu

Prezydent Duda zaimponował mi wczoraj. Wygłosił mocne przemówienie w Szczecinie z okazji 35 rocznicy Porozumień Szczecińskich. Postanowiłem o tym napisać, ponieważ występ Pana Prezydenta autentycznie mnie poruszył.

Od wczoraj cenię go jeszcze bardziej niż poprzednio. Cieszę się, że jest także moim prezydentem. Mógł mi przecież odmówić.

Język wystąpienia Prezydenta był nie tylko wyrazisty, ale i poetycki. Mało kto umie tak przemawiać. Cytuję: „Spojrzałem na bramę stoczni i uśmiechnąłem się. Była tam zardzewiała kłódka, której już teraz nie ma”. Jeśli dobrze go zrozumiałem to powiedział jeszcze, że stocznia została zjedzona przez rdzę, ale już się odbudowuje.

Z występu Prezydenta w Szczecinie podobało mi się jeszcze to, że nie zaprosił Premier Kopacz. I słusznie, widziała już tę uroczystość niejeden raz. Była za to Premier Szydło. Też słusznie, ponieważ po raz pierwszy uczestniczyła w tej uroczystości. Musi być sprawiedliwie.

Poza wspomnianymi, w uroczystości uczestniczyło więcej dobrze urodzonych osób. Obecny był przede wszystkim Drugi Duda, brat Pierwszego Dudy czyli Przewodniczący Związków Zawodowych Solidarność, które od niedawna są właścicielem Solidarności, jej historii, logo a nawet byłego prezydenta Wałęsy. Poza tym byli księża, ołtarz i cywile. Sceneria obchodów doskonale integrowała państwowość z głęboką religijnością narodu.

Telewizja pokazała pełny przekrój wizualny Prezydenta, jego postawy: stojącą, siedzącą i na klęczkach. W ostatniej pozie ujęto go w dwóch wersjach: jak przyjmuje opłatek i jak modli się z pochyloną głową. Wspaniale jest widzieć rozmodlonego polityka wysokiego szczebla; dotychczasowi byli bezbożnikami albo okazali się zbyt wstydliwi, aby swoim zachowaniem zaświadczyć, że są także osobami wierzącymi.

Na pasku programu „Szkło kontaktowe” ktoś napisał „Andrzej I, Pobożny i Sprawiedliwy”. Podobało mi się to. Prawda zawsze się podoba.

Będę obserwować działania Pana Prezydenta. Cieszę się jego wystąpieniami w kraju i za granicą, gratuluję tego sobie. Potrafię być szczery aż do bólu. Może dlatego, że ból kojarzy mi się z rzeczywistością.

0Shares

Prezydent: Podjąłem decyzję, że uszanuję decyzję.

Prezydent Duda Billboard
Pan Prezydent ma za sobą wszystkich: partię, która popiera go otwarcie, co on odwzajemnia, partie popierające go skrycie, czego nie odwzajemnia, żonę, córkę, armię, od niedawna także prezydenta z Tallina. Brak mu tylko kronikarza.

Wszystkie funkcje w otoczeniu PP zostały już objęte. Pełnią je najlepsi funkcjonariusze partyjni. Nie ustaliłem jeszcze, jakiej partii. Prawdopodobnie reprezentacja całego narodu, jego najlepszy partyjno-społeczny przekrój. Nie ma tylko jeszcze kronikarza. Sam miałbym chęć nim zostać. Mam ambicje, choć jestem samoukiem. Oficjalny Kronikarz Pana Prezydenta. W skrócie OKPP. Brzmi super.

Od chwili orędzia w Sejmie chwytam wszelkie przejawy myśli, słów i czynów Pana Prezydenta. Czynię to w locie jak jaskółka, trawię kawałkami jak gęś francuska, a następnie przedstawiam w punktach, aby czytelnicy mogli je szybko i łatwo przeczytać. Dzisiaj nikt nie ma czasu słuchać z wyjątkiem Pana Prezydenta, Pani Premier Kopacz i Pani Premier Szydło.

Pan Prezydent stanął w pałacu przed wielkim lustrem i przyjrzał się sobie uważnie. Był zadowolony. W oczy rzuciła mu się głowa, nie byle jaka, bo państwa. Zadowolony, pozytywnie ocenił lustro. Kiedyś, za PRL-u, były aparaty fotograficzne 6 x 9. – Pomyślał. Dzisiaj mam w pałacu lustro 6 x9. Tylko że wtedy było w centymetrach, a teraz jest w metrach. Poczuł się większy. Dla pewności sprawdził, z czego wykonano ściany pałacu. Zapukał. Odpowiedział mu dudniący glos. Dobrze! –Zdecydował. – Myślałem, że to dykta. Cały kraj jest pokryty dyktą, ale nie u mnie. To go uspokoiło.

Zrobił inwentaryzację zdarzeń ostatnich kilkunastu dni. Odnotowywał wszystko w myśli, punkt po punkcie.

1. Kasza. Byłem na Święcie Kaszy. Pojechałem, bo myślałem, że to Święto Kasy. Przydałaby się nam, jeśli naród w referendum zlikwiduje finansowanie partii politycznych z budżetu.

2. Wydatki. Zobaczyłem wydatki kancelarii mojego poprzednika. Były przesadne. Ja będę rządzić oszczędnie. Nie podwyższę ich więcej niż o 10%.

3. Polska. Oficjalnie uznałem, że Polska jest piękna. Powiedziałem to publicznie w gronie wysokich woskowych. Poprzednio myślałem, że kraj jest zabity dyktą i w ruinie. Od czasu nominacji widzę lepiej. Mam te nowe, różowe okulary. Dobrze w nich wyglądam. Był zadowolony.

4. Kościół. Odwiedziłem kościół kilka razy, modliłem się nawet, i raz odwiedziłem cerkwię. Wszyscy wiedzą, że jestem pobożny i nie czepiam się konkordatu. Popieram ludzi wierzących, ale tylko tych, którzy naprawdę wierzą. Wielu udaje. Taki to kraj. Ale piękny!

5. Ochrona środowiska. Posadziłem drzewo. Widziałem siebie w telewizji z łopatą. Dobrze się kojarzy. Prezydent bliski ludziom pracy.

6. Rada Gabinetowa. Odrzuciłem propozycję Premier Kopacz. To było niegrzeczne z jej strony. Sam zwołam Radę Gabinetową, kiedy uznam to za słuszne. Nikt nie będzie stawiać mi warunków. Jestem głową Państwa.

7. Referendum. W sprawie referendum, ja Prezydent, podjąłem decyzję, że uszanuję decyzję Prezydenta. Poprzedniego. Trzeba mieć charakter.

8. Znowu referendum. Referendum 1 uzupełniłem o Referendum 2. Dodałem je do kalendarza wyborczego. Kalendarze nie są dzisiaj drogie, więc naród nie poniesie wielkich kosztów. Trzeba być oszczędnym.

9. 500 zł na dziecko. Zaproponowałem to w kampanii wyborczej. Poprosiłem rząd, aby przygotował dokumenty i zorganizował wypłatę. Odmówili. Powiedzieli, że mam gabinet i sam mogę opracować, a oni nad tym podyskutują w Sejmie. To jest po prostu niewyobrażalne. Muszę to zmienić.

Prezydent zakończył podsumowanie. Poczuł stan wzniosłości. Czytał kiedyś, że cierpią na to tylko ludzie na najwyższych stanowiskach. Trudno się było z tym nie zgodzić. Czeka teraz na dalszy rozwój wydarzeń. Zdecydował się sponsorować niektóre z nich. Te najlepsze dla kraju.

Czytaj wiecej: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/prezydent_podjalem_decyzje_ze_uszanuje_decyzje_335717.html

2Shares

Prezydent analizuje swoje orędzie sejmowe. Jest zadowolony.

Następnego dnia, już w pałacowej ciszy i na państwowym wikcie, Prezydent zagłębił się. Najpierw w fotelu, potem w orędziu. Przeanalizował je słowo po słowie, od wielkiej litery powitania do kropki w ostatnim zdaniu. Liczył i podsumowywał.

– Statystycznie, w ciągu pierwszych pięciu minut podziękowałem 15 razy i witałem 8 razy. Poza tym 5 razy oświadczałem, złożyłem 4 deklaracje wiary i raz powiedziałem, że coś uczynię. Łącznie, 33 znaczące statystycznie wydarzenia.

– Najpierw podziękowałem sobie: „Drodzy Rodacy. Jestem niezwykle wzruszony. Dziękuję bardzo”. To był majstersztyk. Należało mi się to. W ogóle to dobrze, że dziękowałem dużo i często. To ludzi ujmuje. Dwa razy podziękowałem poprzednim prezydentom, aby naród zdał sobie sprawę, że sam jestem teraz w grupie prezydenckiej. Najlepszy, bo aktualnie u władzy! Jestem równy wśród równych. Nie! Równiejszy wśród równych. Orwell, „1984”. – Przypomniało mu się. – Nie! Nie! To był „Folwark zwierzęcy”.
– W sumie, było to dobre orędzie: żywy monolog z elementami ograniczonego, lecz rzeczowego dialogu. – Zdecydował. – Bez kartki, czyli z serca.
– Co dalej? Ile i co obiecałem? Zawsze trzeba coś obiecać, aby dojść do władzy, lub choćby w podzięce. Ludzie lubią upominki. Im kosztowniejsze, tym lepiej. Obiecałem niższy wiek emerytalny i wyższą dolną granicę dochodów wolnych od podatku. Zgrabna para. Niższy wiek, wyższa granica. Zasępił, ponieważ ktoś mu wcześniej doniósł, że i jedno i drugie może sporo kosztować. – Oczywiście nie nas, rządzących, tylko państwo. – Aha, to była ta kobieta o ostrym nazwisku. Przypomniał sobie rozmowę.

– Państwo! Mówi pani. A, to już poważna sprawa, bo to ja jestem jego głową!- Zaraz, zaraz! Ja w orędziu nie obiecywałem, że to załatwię, tylko że „opracuję i złożę projekty ustaw”. To zupełnie inna para kaloszy. The buck stops here. – Mruknął Prezydent po cichu dla przypomnienia sobie języka, którym będzie teraz często się posługiwać. Tu kończy się odpowiedzialność. Co się dalej stanie, to ja za to już nie odpowiadam, tylko parlament. Taki układ jest w porządku. – Podsumował Prezydent.
– Czy coś może poszło niedobrze w orędziu? Właściwe to nic, tylko może niepotrzebnie dziękowałem bezpośrednio zmarłemu Prezydentowi Kaczyńskiemu. Zmarłym się przecież nie dziękuje. To tak jakbym zszedł do krypty i z nim rozmawiał. Zupełnie jak w tym kawale o Leninie. O zmarłych tylko mówi się dobrze, zaocznie wyrażając im się wdzięczność w imieniu narodu za chwalebne czyny. Ale zaraz dziękować?!

Przypomniał sobie spóźniony komentarz doradcy. – Nie mógł mi tego powiedzieć wcześniej?. Mógł. Niedobrze. Muszę pomyśleć, czyby go nie wymienić na bardziej udany egzemplarz. Mniejsza z tym. – Machnął ręką. – To sprawa na później.

– Co jeszcze mogę powiedzieć sobie o orędziu? Aha, część dialogowa. Jak ona wypadła? Opozycja oczywiście siedziała w otępieniu, onieśmielona moją obecnością. Spodziewałem się tego. Co do naszych, to mogliby być bardziej serdeczni i spontaniczni w oklaskach i uśmiechach tak, jak to mamy w zwyczaju. Ale nie było źle. Pierwszy raz zaklaskali, a nawet wstali, jak tylko podziękowałem sobie. Czyli nie powinienem być rozczarowany. Ciekaw jestem, czy oni zrobili to spontanicznie, czy też ktoś im to podpowiedział?
Prezydent nie udzielił sobie odpowiedzi, gdyż pomyślał bardzo ciepło o wicepremierze partii rządzącej. – On jedyny okazał mi uczucie. Ciekaw jestem, czy zrobił to spontanicznie, czy też miał w tym jakiś cel? Chłopi to chytrusy. Niezależnie do tego, że kochają ziemie. To normalne, każdy przecież lubi kochanie.

– Proszę o jajeczko w majonezie i kufelek piwa. – Zwrócił się do przechodzącego kelnera. – Niech pan schowa ten drucik, tutaj nie podsłuchujemy. Kelner oddalił się.

– W tym kraju nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie będzie mnie podsłuchać albo podglądać. Prezydent nie przejął się tą myślą zbytnio. Pocieszył się, że ma władzę nad wojskiem. Pomyślał równocześnie o orderze, który otrzymał na wejściu. – To było fantastyczne. Już pierwszego dnia. Ludzie mnie cenią. Oby tak dalej.
Zagłębił się jeszcze bardziej w fotelu. – Nie jest źle. Pomyślał.

Był z siebie dumny. Dobrze wypadł statystycznie i w ogóle.
Prezydent Andrzej Duda na tle sztandarów.

2Shares