Ministerstwo Sprawiedliwości. Winni i niewinni.

Niewinni.

Przedrukowuję fragmenty artykułu z Wyborczej. 

Skutki afery u Ziobry – jak zwykło się określać skandal ze zbieraniem haków i oczernianiem prawników nieprzychylnych obecnej władzy – muszą być dotkliwe, skoro w poniedziałek do południa PiS wytoczył aż dwa działa.

Najpierw przeciekami do „Rzeczpospolitej” i „Dziennika Gazety Prawnej” ujawniono, jak rząd będzie opracowywał projekt budżetu na przyszły rok. Ma być on cacuszkiem, którym premier będzie mógł się chwalić w kampanii wyborczej. Przede wszystkim ma być bez deficytu – to co, że tylko w wąskim wymiarze budżetu centralnego. Po drugie – trudne sprawy będą ujawniane dopiero po wyborach. Suweren ma nie słyszeć o takich sprawach jak wyższe podatki i składki.  

Drugim działem była zwołana na południe konferencja sejmowej komisji ds. VAT, na której jej szef Marcin Horała wymierzył w „wiadomo, że wszystkiego winnych łajdaków z PO”. Ogłosił bowiem, że Donald Tusk, Ewa Kopacz, Jacek Rostowski i Mateusz Szczurek powinni stanąć przed Trybunałem Stanu. 

Jak bardzo zarzuty Horały et consortes są dęte? O tym pisze Piotr Miączyński

Tymczasem afery u Ziobry nie da się ani przykryć, ani zamieść pod dywan. Nie dość, że dziennikarze ujawniają coraz to nowe mechanizmy działania Kasty, to spod powierzchni zaczyna też wychodzić Emi. Do tej pory komunikowała się tylko przez pełnomocników. W dwóch wywiadach zaczęła się dzielić szczegółami swojej pracy. Utrzymuje, że robiła to „dla dobra Polski”, a pieniędzy z tego było tyle, co kot napłakał, ale nigdy nie było dla niej tajemnicą, dla kogo pracuje.

W internetowych wiadomościach pojawia się „szef”, który ma się ucieszyć z dokonań Emi. Ta twierdzi, że musiał nim być Zbigniew Ziobro. A to by oznaczało, że minister i prokurator generalny wiedział o procederze przynajmniej od półtora roku. Ziobro nadal w tej sprawie milczy, podobnie jak Kaczyński, Morawiecki czy nowy minister spraw wewnętrznych.

0Shares

Powieść „Cezarea”. Odc. 12: Rząd składa propozycję negocjacji przy okrągłym stole

Rząd przygotowywał się do negocjacji. Wymagało to czasu. Wobec agresywności strony przeciwnej premier stosował taktykę zwodów i opóźnień. Wyjaśniał trudną sytuację państwa, jednocześnie dodawał otuchy:

– Nie mamy pieniędzy, ale będziemy mieli.

Dla udokumentowania prawdy premier wywrócił na zewnątrz kieszenie spodni w czasie telewizyjnego wystąpienia. Wypadły tylko dwa spinacze, grzebyk i książeczka do nabożeństwa.

Przemówiło to do wyobraźni zwłaszcza osób starszych, pamiętających czasy pustych półek, naparstka, nożyczek oraz drobnej naprawy odzieży. Niektórzy wzruszyli się nawet do tego stopnia, że wysyłali pieniądze na wsparcie bezdomnych.

Premier zapewnił, że jego rząd będzie ściśle współpracować z Przyziemiem, aby wyprowadzić kraj na prostą.

W następnych dniach rząd zaskakiwał wszystkich niezwykłą energią i pomysłami. Strajkującym zaproponowano wspólną pracę nad reformowaniem gospodarki.

– Chodzi nam o rzeczywistą reformę, pełną, bez żadnych ulg dla kogokolwiek. Począwszy od programów usprawnień zarządzania koleją, przez ekologię, loty kosmiczne, aż do gaszenia pożarów wysypisk śmieci.

Za każdym wystąpieniem premier przedstawiał nowe propozycje: reformy całkowite i cząstkowe, poprawa jakości myślenia obywatelskiego, podwyższenie smaku produktów rolnych, lepsza łączność z Chinami, edukacja seksualna młodzieży. W końcu premier zaproponował negocjacje przy wspólnym stole.

Strajkujący odpowiedzieli okrzykami sprzeciwu.

– Nie ma takiego stołu, który pomieściłby nas wszystkich.

W odpowiedzi premier polecił wyświetlić animację negocjacji. Miały się odbyć na błoniach podmiejskich, gdzie zarezerwowano pięć hektarów terenu. Stół był okrągły i miał średnicę stu metrów.

Wokół niego stały dziesiątki mniejszych kwadratowych stołów. Przy głównym stole, przyciętym z jednej strony, aby nie miał krągłości (nie znosił jej Namiestnik Kukuła), siedział sam Namiestnik, Premier Chudy, jego ministrowie, przewodniczący organizacji społecznych, dyrektorzy wielkich koncernów, przedstawiciele mediów krajowych i zagranicznych. Drony unosiły nad nimi wielkie wachlarze. To poruszyło wyobraźnię. Strony szybko doszły do porozumienia w sprawie negocjacji już po wakacjach.

– Tak będzie najlepiej. – Podsumował premier, zacierając dyskretnie ręce. – Cieszył się, miał ambitne plany.

Michael Tequila – książki https://tinyurl.com/y895884p

0Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 190: Biblia i nowa ofensywa rządowa przeciw zboczeńcom

Kolejne spotkanie gabinetu poświęcono homoseksualizmowi i homoseksualistom. Prowadził je Czarna Eminencja, który na wstępie zwięźle podsumował sytuację:

– Homoseksualizm od początku był potępiony przez Biblię, ponieważ zachowania homoseksualistów są sprzeczne z naturą człowieka. Nie po to Bóg stworzył Adama i Ewę, protoplastów ludzkiego rodu, aby ich dzieło zniweczyli zboczeńcy, dla których prokreacja jest równie obca jak szachrajstwo dla praworządnego człowieka.

Eminencja przedstawił historię walki z homoseksualizmem, po czym poprosił swego asystenta o prezentację filmu dokumentalnego „Sodoma i Gomora” opracowanego na podstawie przekazów biblijnych. Pokazywał on degenerację i rozpustę mieszkańców dwóch miast biblijnych, Sodomy i Gomory, ich pogardę dla praw boskich i ludzkich. Eminencja kilka razy robił komentarze, przerywając projekcję.

– Zostali za to ukarani śmiercią. Ich miasta dotknęła zagłada. Biblia i historia nie pozostawiają wątpliwości, że zboczenia należy zwalczać w sposób bezwzględny. W średniowieczu wiele państw i miast w Europie surowo karało homoseksualistów. Nie było dla nich wybaczenia ani litości. Święty Paweł, święty Augustyn i inni ojcowie kościoła potępiali ich, ponieważ rozwiązłość jest przeciwna prokreacji.

Pietro_della_Vecchia: Ojcowie Kościoła

W 390 roku Cesarstwo Rzymskie, gdzie chrześcijaństwo stało się religią państwową, ustaliło karę śmierci za homoseksualizm przez spalenie na stosie. Potwierdził ją i utrzymał sobór laterański w 1179 roku.

Wszyscy zauważyli ostry ton wypowiedzi Eminencji, sprzeczny z jego powszechnie znaną łagodną naturą opartą na wyrozumiałości i wybaczeniu.

Kiedy gabinet zebrał się na kolejną naradę, oparty o ścianę gabinetu czekał na nich wielki płaski przedmiot zakryty płótnem. Arcybiskup odsłonił go osobiście. Był to obraz „Zniszczenie Sodomy i Gomory” Pietera Schoubroecka.

Wszyscy studiowali go uważnie; rozpoczęła się żywa dyskusja. Członkowie rządu jakby przebudzili się; ich determinacja rozprawy z przeciwnikami prokreacji stała się oczywista. Mimo to zachowywali się wstrzemięźliwie w okazywaniu swoich uczuć. W najgorszym wypadku nazywali homoseksualistów pederastami, dewiantami lub odmieńcami, nie było w tym jednak pogardy dla człowieka.

– Uważam, że taki język jest dopuszczalny. Mam na myśli zachowanie wielu obywateli Nomadii, niekiedy bardzo znamienitych, którzy wyrażają się o homoseksualistach nieporównywalnie ostrzej, nawet wulgarnie, nazywając ich degeneratami, pedałami i ciotami. – Czarna Eminencja przypomniał, że Kościół Hierarchiczny nie popiera wulgarności, sytuację zagrożenia doskonale jednak rozumie i jest zdecydowanie przeciwny homoseksualizmowi, jawnie odrzucającemu świętą powinność opisaną w Biblii słowami „Idźcie i rozmnażajcie się”.

*****

Departament Walki z Odmiennością Seksualną powstał w niespodziewanie krótkim czasie. Na jego czele stanęła kobieta, która w wojsku doszła do stopnia pułkownika. Była zajadła wobec wszelkiej dewiacji od czasu, kiedy jej syn trafił do sekty – jej członków nazywała popaprańcami – i uległ deprawacji zostając homoseksualistą. Pułkownik miała wielkie nadzieje wobec syna i w żaden sposób nie mogła pogodzić się z nieszczęściem. Ogromnie pragnęła mieć wnuki. Wciekłość w niej aż kipiała i gubernator postanowił to wykorzystać. Ale i ona ze swą zaciętością a nawet furią niewiele wskórała. Wyszło to na jak już po miesiącu.

– Można ich aresztować, wsadzić do więzienia, zlinczować, nawet unicestwić, ale nie można ich zmienić. To jest absolutnie niemożliwe. – Wyjaśniła na pożegnalnym spotkaniu. Niepowodzenie przeżywała tak bardzo, że usiłowała popełnić samobójstwo. Po rozmowie z gubernatorem zrezygnowała ze stanowiska.

*****

Nie zmniejszyło to determinacji rządu, który ze zwiększoną siłą ponowił natarcie na odmieńców, cyberseksiarzy i kobiety wyzwolone. Już wcześniej Babochłop w rozmowie z ministrem spraw wewnętrznych wyraził gotowość podjęcia takiej ofensywy. Czekał tylko na sygnał, jakąś formę aprobaty, przytaknięcia jego planom, rozumiejąc, że rząd krępuje się oficjalnie zaakceptować drastyczne środki. Otrzymał taki znak.

Na pierwszy ogień poszli homoseksualiści i lesbijki, najliczniejsza grupa społeczna. Wkrótce rozpoczęły się procesy o organizację nielegalnych pochodów i spotkań oraz deprawację młodzieży. Nie wszystko odbywało się w świetle dnia. Nieznani sprawcy demolowali wnętrza domów najbardziej aktywnych homoseksualistów, podpalano ich samochody, upokarzano i zastraszano. Były też porwania i zniknięcia. Ofiary, którym udało się przeżyć, odmawiały udzielania informacji, gdzie były i co robiły, jakby zapomniały o swoich przeżyciach. Media donosiły o podpaleniach klubów homoseksualistów zwanych dla niepoznaki domami kawalerskich spotkań.

Rząd miał w zanadrzu plan przywrócenia podatku kawalerskiego zwanego bykowym, wymierzonego mężczyzn, niemających potomstwa. Zastanawiano się nad tym, czy wprowadzenie podatku nie doprowadzi do wylania dziecka razem kąpielą, ponieważ wielu samotnych mężczyzn nie będąc homoseksualistami popierało rząd w walce o ratowanie kraju przed zagładą demograficzną.

2Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 137: Organizacja pracy Laboratorium

Po podjęciu decyzji stworzenia konioczłowieka i nadania mu imienia Josef firma wpadła w rutynę szalonych spotkań, dyskusji i decyzji. Zasady współpracy laborantów celowo zostały określone w sposób ogólny, aby zachować elastyczność i nie krępować inicjatywy i inwencji twórczej. Wyglądało to, jakby zostały pozostawione żywiołowi.

Wzorując się na awangardowych firmach, traktujących pracowników jak współwłaścicieli, zarząd zapewnił laborantom całkowitą swobodę postępowania; mogli uczestniczyć w pracy dowolnego zespołu i włączać się do projektów, gdzie uważali, że wniosą znaczący wkład. Tworzyło to masę synergii. Pewne słabości, jakie wystąpiły, uznano za koszt uzyskania wysokiej wydajności pracy. Salki rozłożone wokół dużej sali konferencyjnej wyposażono w fotele i kanapy do wypoczynku w czasie pracy. Pracownicy mogli także korzystać bez ograniczeń z kawy, herbaty i innych napojów oraz papierosów.

Opór pracowników budziły na początku kamery przemysłowe, choć wszyscy zdawali sobie sprawę, że firma musi je mieć dla bezpieczeństwa. Były one wszędzie, na zewnątrz i wewnątrz budynków, we wszystkich pomieszczeniach z wyjątkiem toalet i przebieralni należącej do siłowni. Pracownicy pogodzili się z nimi dopiero po ustaleniu, że na żądanie każdy z nich będzie mieć dostęp do nagrania z dowolnej kamery. Po upływie trzech miesięcy nagrania niebudzące wątpliwości Działu Bezpieczeństwa i zarządu były kasowane. Było to bardzo demokratyczne i uspokajające.

W pracach Laboratorium uczestniczyli psycholodzy i psychoterapeuci. Ich rolą była integracja psychiczna konioczłowieka jako przedstawiciela dwóch różnych gatunków. W razie potrzeby mieli też pomagać pracownikom. W gronie naukowców i praktyków był także psychiatra. Zarząd firmy uważał, że jego pomoc raczej nie będzie potrzebna załodze. Gdyby wymagana był interwencja psychiatry, byłby to przypadek specjalny.

Przed zatrudnieniem wszyscy przeszli testy psychologiczne. Pracownicy mieli do siebie zaufanie, ale zachowywali czujność, licząc się nie tyle z nieuczciwością czy zdradą członków organizacji, ile ze słabością charakteru, nieuwagą czy nieostrożnością. System się sprawdzał, potwierdzały to informacje przekazywane zarządowi przez Zespół Bezpieczeństwa.

– Wszyscy jesteśmy w tym samym kotle jak na ognisku u dzikiego luda. Jeśli jeden z nas zechce podgrzać zawartość do temperatury wrzenia, sam także się ugotuje. To jest nasza gwarancja.

Dykteryjki tego rodzaju opowiadano dla rozładowania napięcia, nieuniknionego w przedsięwzięciach dużego ryzyka. Nie było to pozbawione naukowych podstaw.

Dla rozwiązywania konfliktów Laboratorium stosowało metodę kręgów naprawczych, obejmujących kręgi otwierające, wspólne i zamykające. Metoda dała zaskakująco pozytywne rezultaty. Zdarzało się, że pod koniec dnia pracy ludzie padali sobie w ramiona wybaczając sobie nawzajem niewłaściwe zachowania, przekleństwa, agresywność, niechęć, podszczypywanie i podglądanie, a nawet grzechy przeszłości. Kręgi naprawcze były odpowiednikiem spowiedzi, pokuty i wybaczenia; w sprawach najpoważniejszych miały zastąpić sąd.

Praca nad człowiekoniem wyzwoliła pokłady inicjatyw i wynalazczości. Ulepszono narzędzia prezentacji i analizy tworząc innowacyjne rysunki, schematy, projekcje, animacje, modele symulacyjne oraz bazy danych. Nad wszystkim czuwali instruktorzy, którzy nazywali siebie facylitatorami. Usprawniali oni komunikację między osobami i grupami, pomagając znaleźć wspólne rozwiązania, uściślając kody językowe, wyjaśniając intencje stron oraz motywując do osiągania wyznaczonych celów.

Podstawowe zasady pracy Laboratorium były przejrzyste i surowe. Z samego rana na sali konferencyjnej odbywała się dyskusja ogólna przy wielkim, okrągłym stole. Po jej zakończeniu uczestnicy łączyli się w zespoły do pracy przy mniejszych stołach. Każdy pracownik mógł w każdej chwili zmienić zespół, aby aktywnie uczestniczyć w dyskusji lub tylko po to, aby jej się przysłuchiwać. Po południu odbywała się ponownie dyskusja ogólna przy wielkim stole dla omówienia wyników prac w zespołach roboczych.

– I tak w kółko Wojciechu. W końcu dnia masz wszystkiego dosyć, ale równocześnie jesteś zachwycony. Jeśli odczuwasz zbyt dużo presji, wyłączasz się. Nikt nie pracuje ponad siły, byłoby to niebezpieczne. Wszyscy to rozumiemy i akceptujemy. – Była to opinia, którą można było słyszeć z niejednych ust.

Jeśli chodzi o wypoczynek, to oprócz spacerów, zajęć na wolnym powietrzu i ćwiczeń na wolnym powietrzu, laboranci mieli także inne możliwości rozrywki i relaksu: dwie biblioteki, kino, kluby dyskusyjne, telewizję. Po nocnym odpoczynku powracali rano do pracy w pełni zregenerowani. Pokoje odpowiadały standardem czterogwiazdkowemu hotelowi.

1Shares