Kronika narodu wybranego. Odc. 9: Sen na jawie, słowa i ich interpretacja

 CharmLG by Louis-Garden

Na pytanie dziennikarki o przemówienie Prezydenta, jego rzecznik, osobnik pucołowaty, w czarnym kusym paletku na pulchnym organizmie, odpowiedział uśmiechając się różowawo na twarzy, bo było bardzo zimno:

– Pan Prezydent tego w ogóle nie powiedział w pełni świadomości. Jemu to się śniło i on to mówił przez sen.

– W pełni dnia, na świeżym powietrzu, w obecności setek ludzi?

– Właśnie. Dokładnie tak. Wszyscy to widzieli. Śni się również na jawie! To pani tego nie wiedziała? To niezwykłe. Niby taka znana dziennikarka, a nie wie podstawowych rzeczy! – nie mógł się nadziwić rzecznik

– Czy oni wszyscy muszą być tacy pulchni i pucołowaci – zadała sobie pytanie dziennikarka, przemilczała jednak odpowiedź jak każda rozważna kobieta unikająca publicznego komentowania męskich przypadłości.

– Wyjaśnię pani z całą wyrazistością – kontynuował rzecznik – cytując fragmenty wypowiedzi pana prezydenta: co tam nasz kraj, najważniejsza jest Unia Kontynentalna, że bywają takie głosy, że ponad sto lat zaborów, że kraj taki wielki zniknął z mapy, a może to lepiej, bo wreszcie swary się skończyły i rozkosze, wszystkie insurekcje, wojny, awantury, konferencje, nie mamy już na to żadnego wpływu, bo jesteśmy małymi dziećmi, bo gdzie indziej decyduje się o naszych sprawach, zabiera nam się kieszonkowe, które zaoszczędziliśmy z wielkim trudem i pracujemy jak niewolnicy na innych, i nic nie czujemy. Ja przynajmniej nic wtedy nie czuję, kiedy mówię, jak niewolnik pracując na kogoś, kogo nawet poważam, bo mu dużo zawdzięczam, ale tak nie buduje się rzeczywistości – zakończył rzecznik na ostatnim oddechu przytaczając słowa prezydenta, po czym znowu podjął.

– Pan prezydent, owszem, tak powiedział, ale przez sen i to nie całkiem własny, przez to nie miał na myśli tego, co powiedział, ale zupełnie coś innego. Jego słowa nie odnosiły się do Unii Kontynentalnej, którą szanuje i doskonale zna, bo przecież dłuższy czas tam terminował, brał nie takież to znowu nadzwyczajne pieniądze, wykonywał różne znaczące prace, czytał i oznaczał ważne akta prawne, a raz nawet redagował fragment ustawy o hodowli rasowych królików, które muszą być jednowymiarowe, czemu on się sprzeciwił i to zostało dobrze przyjęte i uznane przez Unię. Pisała o tym potem cała prasa. Co do imienia i nazwiska, to Prezydent jest tylko pseudonimem literackim, teraz właściwy jest tytuł Najwyższy Urzędnik Państwa, zwany Głową albo Duą, co jest naturalne, bo wszyscy jakoś się nazywamy i jest to już tradycja i historia, która kiedyś bez wątpienia też doczeka się pomnika.

Co do pseudonimu, że niby taki literacki, to pan prezydent umie pisać, czytać i mówić, i na tej podstawie twierdzi z pełnym przekonaniem, i ja mu wierzę, że wie co czyta, pisze i mówi, nawet kiedy nie mówi od siebie tylko przemawia w czyimś imieniu, kogoś bardzo ważnego. Jest to rzecz zupełnie zrozumiała w naszych warunkach klimatycznych, kiedy jest tak zimno, że człowiekowi osobiście nie chce się gęby otworzyć, zwłaszcza kiedy jest bardzo ważną osobą – podsumował rzecznik.

– Pan Dua znany jest podobno z szybkiej i niechybotliwej jazdy na nartach? Czy to prawda? – zapytał jeszcze dziennikarka, aby oryginalną informacją nadać dodatkowej świeżości wywiadowi.

– Tak, to prawda, z tym, że nie to jest najsilniejszą cechą Duy, używajmy tego skrótu, to ogromnie upraszcza porozumiewanie się, co jest ważne dla naszego ukochanego kraju, przez nas uczciwych urzędników państwowych zwanych ojczyzną, a nie wiadomo jak zwanych przez opozycję, ulicę i zagranicę – rzecznikiem wstrząsnęło, kiedy wymawiał trzy ostatnie słowa; o mało co nie uwięzły mu one w gardle ze zgrozy i niepokoju, co stałoby się, gdyby wymienione elementy mogły o czymkolwiek decydować.

Dziennikarka pomyślała, że to wszystko to bełkotliwa interpretacja wypowiedzi wszystkich krajowych najwyższych urzędników państwowych, ale nie była pewna, czy tak szeroka definicja ma ręce i nogi, podobnie jak je mają wszyscy normalni ludzie w Nomadii.

Michael Tequila, powieść, poezje, opowiadania: https://tinyurl.com/y7cza5nc 

Kabaret Jaro: Druga prawda o 13 grudnia.

Kuję żelazo, póki gorące. W pośpiechu założyłem kabaret. Otrzymałem telefon z Warszawy z zachętą. Scenariusze pisze dla mnie najlepszy polski scenarzysta, aktor i reżyser kabaretowy J. K. To pseudonim. Facet nie ujawnia imienia i nazwiska ze względu na nadmierne z publiczne zainteresowanie jego osobą.

Jaro dokonał wczoraj kolejnej publicznej spowiedzi.

Moje internowanie nie będąc internowaniem było ciężkim internowaniem. Cierpiałem bardziej niż ci, którzy byli internowani.

To właściwie był pan, czy też nie był pan, internowany? Dziennikarze potrafią być wścibscy.

Powiem otwarcie. W nocy z wczoraj na dzisiaj mój pogląd zmienił się, choć w istocie to się nie zmienił. Boleśnie odczułem to, co powiedziałem wczoraj o więźniach politycznych w Polsce. W okresie internowania sam byłem więźniem politycznym. Wiadomo oczywiście, kto nas wsadzał do wiezienia. Wszystkiemu jest winien obecny polski rząd, który dla mnie nie jest rządem. Jest niedemokratyczny i niepolski. Dziwię się, że prezydent ostro nie skrytykuje tego rządu. Moja partia wystąpi do władz USA, Unii Europejskiej i ONZ, aby interweniowali. Już raz wystąpiliśmy o pomoc w ujawnieniu prawdy o katastrofie lotniczej i osiągnęliśmy powodzenie.

Jak to? Przecież Amerykanie nic nie zrobili w tej sprawie.

Jest pan źle poinformowany. Dzięki wsparciu administracji amerykańskiej odkryliśmy na szczątkach pozostałych z katastrofy ślady prochu. To niezbity dowód, że to polski rząd przygotował zamach.

Jak to?

To był przecież samolot rządowy.

Wróćmy do internowania. Pańskie internowanie pasjonuje wszystkich, ponieważ jest tak tajemnicze.

Nie ma tu żadnych niejasności. Internowałem się sam. Nigdy nie przeżyłem niczego cięższego. Pokój w domu zamieniłem na celę. Wybrałem ten najmniejszy. Marzłem tam. To była prawdziwa Syberia. Z trudem wywalczyłem u strażnika pryczę i koc. On zadbał o to, aby jak najszybciej zakratować okno i pozbawić mnie tego ostatniego skrawka wolności.

Pamięta pan może nazwisko tego strażnika?

Oczywiście, jakże mógłbym nie pamiętać. Jaro K. Przecież to było samo samointernowanie. Pamiętam również nazwisko naczelnika więzienia. Też Jaro K. Nigdy im nie wybaczę im okrucieństwa, bezmyślności i znęcania się nade mną. Internowanie złamało mi życie.

Chyba nie całkiem. Wygląda pan na dobrze odżywionego, choć nieco blado. Szczerze mówiąc, wygląda pan jak syn młynarza.

Co pan tu robi jakieś głupie aluzje? W mojej rodzinie nikt nigdy nie był młynarzem, choć wiem, co to za zawód, bo młyn raz widziałem. A to, że jestem blady, to normalne. Pracuję dużo po nocach. Robię wszystko dla dobra ojczyzny.

Jest pan blady, bo pozostaje pan w cieniu. Nawet, kiedy wychodzi pan na dwór.

To insynuacje.

Mam na myśli to, że na dworze jest pan w cieniu kilkunastu wynajętych ochroniarzy.

Może i w cieniu, ale na świeczniku. Pan tego i tak nie zrozumie, bo pan jest za młody. I nie wygląda pan na prawdziwego Polaka.

A kto decyduje o tym, kto jest, a kto nie jest prawdziwym Polakiem?

Jak to kto? Ja o tym decyduję!