Arytmetyka wyborcza. Prognoza koalicji rządzącej.

Triumwirat film media.press.tv

W drodze po chleb powszedni i codzienne mleko spotkałem sąsiada z osiedla, Iwana Iwanowicza Iwanczyna, Polaka z krwi i kości, choć międzynarodowego pochodzenia, osobnika dojrzałego, krzepkiego i uważnego politycznie. Przemówił do mnie. Zabrał głos, jakby był jakimś analitykiem politycznym i wyłożył mi swoje poglądy na przedwyborczą rzeczywistość. Zapisałem je i odtwarzam.

– Obserwuję uważnie scenę polityczna, obliczam głosy i kalkuluję. Wiem, kto będzie rządzić w Polsce po 25 października. Moje kalkulacje są oparte na analizie statystycznej oraz starannej ocenie programów partii politycznych i sile argumentacji jej przywódców.

– Kto będzie rządzić? – Przerwałem mu niecierpliwie, choć trochę niegrzecznie, chcąc jak najszybciej poznać prawdę.

Starzec nie dał się zbić z pantałyku i kontynuował.

– W skład koalicji rządzącej wejdzie PiS, Kukiz15 i Korwin-Mikke, w skrócie PKK. Zgodnie z perspektywicznym sondażem Millward Brown uzyskają oni odpowiednio 37%, 5,9% i 4,1% poparcia, czyli razem 47 %. To zapewni koalicji przewagę w Sejmie. Pozostałe partie wykluczam jako zbyt małe lub niezdolne z gruntu do rządzenia. Partii rządzącej grunt po prostu usunął się nagle spod nóg, co świadczy o jej nędzy i zagubieniu.

– Każda z trzech wymienionych partii koalicyjnych stanowić będzie jeden filar. Trzy filary zapewniają doskonałą równowagę, zwłaszcza jeśli rozumiemy ewangeliczne słowa „Omne trinum perfectum”, co znaczy „Każda trójca jest doskonałością”. Nie wierzę w każdą trójcę, ale w tę uwierzyłem. O jej przywódcach dużo pisano już wcześniej, zwłaszcza Dostojewski i Freud. Czytam właśnie księgę „Freud, życie na miarę epoki”, ponad 900 stron, i znajduję tam liczne odniesienia do panów Kaczyńskiego, Kukiza i Korwina-Mikke. Freud poddał ich psychoanalizie i wyciągnął niezwykle trafne i pozytywne wnioski. To mnie umocniło w przekonaniu, że i ja słusznie w nich wierzę.

– Skromnie powiem, ciągnął Iwan Iwanowicz, że udzielam poparcia tej koalicji. Mogę dodać, tym razem nieskromnie, że wierzę w jej zdolność przemiany Polski w lepszą, sprawniejszą, bogatszą, piękniejszą, uczciwszą i bardziej sprawiedliwą.

– PiS czyli Filar Nr 1. Nie muszę przedstawiać tej partii, bo jej siła i powaga są oczywiste. Reprezentują ją: dojrzała myśl Jarosława Kaczyńskiego, wyraziste usta Beaty Szydło oraz siwa głowa Antoniego Macierewicza. To rzeczowa kombinacja: dojrzałość, wyrazistość i jeszcze raz dojrzałość. Do tego dochodzi poparcie pana Andrzeja Dudy, prezydenta wszystkich obywateli, światłego przeciwnika partii nieudolnych, twarzą i sylwetką coraz wyraźniej wskazującego kierunek rozwoju kraju – ku obfitości jadła i osobistego spełnienia.

– Kukiz15 czyli Filar Nr 2. Liczba 15 nawiązuje – jak rozumiem – do wieku, w którym pan Kukiz osiągnął dojrzałość polityczną, którą potem doskonalił śpiewnie i muzycznie, aby rozwinąć pojemność płuc. Rozwój osobisty wykorzystał w trakcie ostatniej debaty telewizyjnej przywódców wszystkich partii politycznych przekrzykując głupią konkurencję, a nawet prowadzących debatę dziennikarzy, którzy nie wiedzieli, o co pytać. On to wiedział i wyraził. Dla mnie było to wspaniałe przeżycie.

Nie przerywałem sąsiadowi, gdyż mówił przekonywująco. Kontynuował.

– Teraz jego, czyli pana Kukiza, argumentacja. Trzeba zmienić wszystko, czyli ustrój, parlament, konstytucję, kraj i obywateli. Drogę do zmiany utorują JOW-y, które same w sobie zadecydują, że wybierani będą tylko ludzie uczciwi i mądrzy, potrafiący docenić także dobrą muzykę i śpiew, czyli kulturę osobistą i zbiorową, jakżeż potrzebną naszemu społeczeństwu. Zmiana konstytucji i wprowadzenie JOW-ów to sprawa prawie już załatwiona, ponieważ PKK będzie miało poparcie dwóch trzecich wszystkich posłów w Sejmie. Gdyby jej zabrakło, to dobiorą poparcie z PSL, partii elastycznej koalicyjnie, gotowej wnieść do rządu także plan obniżki kosztów utrzymania poprzez zwiększoną konsumpcję jabłek. Popieram ten pomysł, ponieważ jestem za godnym życiem obywateli, o którym wielokrotnie i przekonywująco mówiła pani Beata Szydło.

– Pan Kukiz stawia na pracę. Cytuję: „Córka pani Kopacz wyjedzie sobie do Kanady, a moje dzieci będą tyrać”. Pomysł ciężkiej pracy własnych dzieci świadczy o jego szlachetności, ale też i o niezwykłej przytomności umysłu i rozwadze, ponieważ NFZ nie wydoli ponieść kosztów leczenia pana Kukiza nadwerężającego dla dobra kraju nie tylko płuca, struny głosowe i umysł, ale i całe rozedrgane emocjonalnie ciało. Przetwarzanie ogromnej ilości jego niezwykle trafnych pomysłów musi odbić się na jego zdrowiu. Martwię się o niego i modlę się, aby i inni też się modlili o jego powodzenie i zdrowie, które służy nam wszystkim.

W tym momencie Iwan Iwanowicz przeżegnał się i zaraz kontynuował.

– Janusz Korwin-Mikke czyli Filar Nr 3. To niezwykły człowiek, prawdziwy atut, filar zdecydowany i jednoznaczny w opisie i zwalczaniu zjawisk niezdrowych dla kraju, niezłomny w poglądach i reprodukcji rozszerzonej, jakżeż potrzebnej naszemu społeczeństwu w obliczu zalewu terrorystami obcymi nam religijnie i ideologicznie. Osobiście szczególnie cenię pana Korwina–Mikkego za plan wysadzenia w powietrze Unii Europejskiej, postawienia w to miejsce wielkiego domu publicznego i zniesienia wszelkich podatków, aby i biedniejsi obywatele mieli środki na radość cielesno-duchową. Cenię go także za przyjaźń ze Związkiem Radzieckim reprezentowanym przez prezydenta, który skutecznie walczy z imperialistami amerykańskimi na Ukrainie, w Radzie Bezpieczeństwa i w Syrii. Mój rozmówca znowu przerwał, ale tylko na chwilę, aby podsumować swój wywód. – Nie będę mówić więcej o nowej koalicji, ponieważ wierzę, że wszyscy rozumni jak i mniej zamożni we własną myśl obywatele zgadzają się ze mną i nie zawahają się udzielić poparcia mojej koalicji przy urnach wyborczych. – Oby tylko nie sfałszowano wyborów. – Dodałem, aby też powiedzieć coś rozumnego.

Czytaj wiecej: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/arytmetyka_wyborcza_prognoza_koalicji_rzadzacej_338595.html

Dyskusje polityczne gigantów

W telewizji trwa dyskusja kandydatów na stanowisko prezydenta. Posłuchałem ich autoprezentacji, potem wypowiedzi o polityce zagranicznej, potem wynurzeń o sprawach społecznych i gospodarczych.

Dyskusja bardzo mi się podobała, poczułem się odnowiony, motywowany do życia. Ponieważ ciężko mi było, że obecnie mamy jedynie same problemy, że otaczają nas zewsząd wrogowie, zdrajcy, Żydzi, masoni, wrodzy nam Amerykanie, przyjaźni nam Rosjanie, polski przemysł zbrojeniowy gotów dostarczać za pół darmo supernowoczesną broń, cały jej asortyment, już za dziesięć lat, prezydent, który nie jest patriotą a tylko kucykiem polityki zagranicznej w porównaniu z Magdaleną Ogórek, Braunem i Korwinem Mikke – jej wyścigowymi wierzchowcami, którzy ponadto są patriotami do głębi szczerozłotych serc, kiedy popatrzyłem na tych wszystkich kandydatów, z wyjątkiem może jednego, góra dwóch, poszedłem do łazienki i wyżygałem się. Od razu zrobiło mi się lżej na duszy.

Pan Kukiz, trzeci w kolejce do prezydentury, istny magnat poparcia społecznego, od razu oczarował mnie głębią wiedzy i szarmancji, proponując szczerze i przekonywująco zniesienie podatków, nie wiem czy wszystkich, lecz z mocy jego słów wnoszę, że bardzo wielu.

Poraził mnie nie tyle poziom ignorancji czy wręcz tępoty niektórych kandydatów, ile tych dziesiątek tysięcy ludzi, którzy ich popierają. Nie wiedziałem, że jesteśmy tak potwornie bogaci w guano intelektualne, masy słuchające i przyjmujące za dobrą monetę argumenty o zniesieniu podatków ( i podobnie nonsensy), nierozumiejące, że są one źródłem finansowania lub co najmniej dofinansowania wszystkiego, co nas otacza: wyższych uczelni i szkół średnich, szkół podstawowych, armii, policji, straży pożarnych, administracji, autostrad, kolei, kultury, emerytur i rent, ochrony zdrowia i ochrony przyrody, świadczeń społecznych a nawet dopłat do górnictwa. Czyli, znieśmy podatki, i wszystko samo się będzie finansować. Chyba z datków dobroczynnych? – Tak sobie spekuluję.

Poza tym argumentowano, jak bardzo jesteśmy samowystarczalni, nie potrzebujemy żadnych sojuszy, ani współpracy, ani wymiany towarowej, ani z UE, ani ze Stanami Zjednoczonymi, tymi manipulantami, tylko z Litwą, Łotwą i Estonią, nie, z nimi też nie, ani dobrych relacji ze światem, z wyjątkiem Rosji i Putina.

Jest to tak straszne, że nie jestem w stanie napisać nic więcej o kampanii prezydenckiej, bo pognębię się do końca, skurczę się i nie będę musiał udawać, że mnie z tymi ludźmi cokolwiek łączy. Boże, czemu mnie każesz świadomością, że obok ludzi mądrych i przytomnych, mamy w Polsce nieprzenikniony ciemnogród, który coraz bardziej wydaje mi się nie do pokonania?

Nie pozostanę jednak negatywem w morzu narodowego optymizmu. Myśląc o dobrodziejstwie posiadania tylu zdolnych kandydatów na prezydenta uważam, że powinno być tylu prezydentów, ilu mamy kandydatów. Wtedy wszyscy popierający danego kandydata mieliby swojego prezydenta. Jest to jedyna pewna droga narodu do pojednania i szczęścia.

Wybory prezydenckie w Polsce i w Moskwie

Polskie wybory prezydenckie są szeroko komentowane w Rosji. Znana jest rozpoznawalność kandydatów: Duda 2 %, Komorowski 5 %, Ogórek 20%, Korwin Mikke 90 %. Wszyscy mówią o polskiej polityce i politykach.

„Korwin Mikke to najbardziej znany w Rosji polski paralityk, kandydat do stanowiska prezydenta w Polsce”. – Powtarzają w dziennikach telewizyjnych komentatorzy moskiewscy. „Wygrał ostatnio drugą nagrodę w ogólnorosyjskim konkursie politycznym”.

Nagrody były następujące: Trzecia nagroda: „Wycieczka na dwa tygodnie na Syberię”. Druga nagroda: „Wycieczka na dwa tygodnie na Syberię bez możliwości powrotu”, pierwsza zaś to „Osobiste spotkanie z Towarzyszem Leninem”. Korwin Mikke o mało co nie zdobył pierwszej nagrody.

Drugą nagrodę wygrał podając trafną odpowiedź na pytanie konkursowe: Kto, gdzie, kiedy i ilu szkolił spadochroniarzy amerykańskich, mających wykonać desant na Kreml? Korwin Mikke odpowiedział: „Rząd polski, na Placu Defilad, 2014 rok, 15 tysięcy żołnierzy amerykańskich”.

W wywiadzie po rozmowie z Prezydentem Putinem zachował się bardzo skromnie. „Ujawniłem tylko prawdę historyczną. Za to mnie cenią w Rosji. Nazywają mnie tutaj Siwym Wilkiem, Drugim Dzierżyńskim, trochę tylko przekręcają moje nazwisko mówiąc Kurwin-Mikke, ale tak lepiej brzmi po rosyjsku i to mi się podoba. Amerykanie to zdrajcy, a Polacy im pomagają”. – Dodał wykrzywiając usta z niesmakiem. – „Ja to wszystko rozwalę, łącznie z Unią Europejską, jak tylko zostanę prezydentem”.

Jego wypowiedzi wywołały ogromny entuzjazm po obydwu stronach granicy. Rosjanie proponują nam pojednanie na zasadzie: Oddacie nam tylko jedną trzecią województwa mazowieckiego i połowę województwa warmińsko-mazurskiego.

Popularność kandydatki Ogórek wynika z dyskusji o zakazie importu do Rosji polskich warzyw i owoców. Ogórki, ziemniaki jabłka to trzy podstawowe produkty zdjęte z list importowych. W odróżnieniu od ziemniaków i jabłek, w Rosji kochają polskie ogórki. Przy okazji wspomina się tam, że Leszek Miller też bardzo je lubi.

Nigdy jeszcze nie byliśmy tak popularni politycznie w Rosji jak za sprawą Korwina Mikke, a w Polsce za sprawą Leszka Millera.

Dzień Pożyczonych Imienin. Poprawiny.

Przyjęcie imieninowe nie spełniło oczekiwań; trzeba było je poprawić. Poprawianie jest zdrową polska tradycją. – Oświadczył mężczyzna zwany Jadowitym dopisując poprawiany obiekt do listy autostrad rozpoczętych, niezakończonych, zbyt kosztownych i zbyt tanich. Taniość nie gwarantuje jakości. A kto jest temu winien?. – Zapytał z odwagą, która wstrząsnęła nawet jego własnym ciałem. Działo się to wobec licznego audytorium osób ukrywających się za parawanem przeciętności.

Kirchner_-_Selbstbildnis_als_Soldat-800x894 Actor Arya Birthday Celebration 2013 Photos Gallery (2)

Czy pan, człowieku, nie jesteś przypadkiem z Twojego Ruchu? – Odezwał się mało gramatyczny głos zza parawanu, w który mało kto wierzy podobnie jak w kwadratowy stół.

-Twój ruch, mój ruch, nasz ruch!. Co za różnica? Dobrze, że coś się w ogóle rusza. Bezruch jest śmiercią. – Tym razem głos pochodził z jamy gębowej (jest to autentyczny termin biologiczny) śmiertelnie znużonego grabarza, który wpadł na spóźnione piwo imieninowe po zakończeniu codziennej sesji kopalnej.

– Ziemia była ciężka, glina przemieszana z kamieniami. – Wyjaśnił między łykami piwa Perła Zwierzyniecka. – Nie to jednak mnie zmęczyło, ale brak stymulacji intelektualnej w pracy. Tylko żałoba, wypadki, pochówki, groby, pomniki. Chyba wypiszę się z mojej firmy. Jest zbyt konserwatywna na mój gust. Szkoda mi tylko prezesa, osoby znanej i szanowanej za pamięć o tragicznej przeszłości.

Żołnierz je obrońcą ojczyzny. – Dobił się wreszcie do głosu mężczyzna zwany Jadowitym z odpowiedzią na pytanie: Czym je żołnierz? Łuska mieniła się na jego ciele różnokolorowo jak u kameleona z firmy medialnej „Zoo i Polityka”, która ostatnio zmontowała nową trójfilarową koalicję.

– Jadowity, ale dobry polityk. – Zawyrokował zwolennik wolnościowego Ruchu Wszyscy ze Wszystkimi, odłamu Twojego Ruchu.

– To nie jest tak. Nie chodzi o żołnierza-obrońcę, lecz o sposób spożywania posiłku. – Interweniowała kobieta, której tożsamości nie wypada mi zdradzać.

– Pani ma na myśli „Czym ji żołnierz?”. Ji łyżką, widelcem i nożem.

– Kogo? Kogo? – Na hasło „nożem” żywo zareagował stareńki Pierwszy Sekretarz Partii Komunistycznej narodu niegdyś stowarzyszonego. Przypomniały mu się pamiętne wydarzenia w restauracji „Ambasador Wschodu” w Waszyngtonie. Jadł wtedy rękami, a powinien użyć noża, narzędzia bardziej eleganckiego i częściej stosowanego w dyplomacji restauracyjnej niż grube paluchy. Były to czasy rakiet szmuglowanych na Kubę płacącą ciężką walutą w postaci cygar i cukru trzcinowego. Była to dobra kombinacja, pozwalająca na słodzenie raka cukrem. Wszyscy ucieszyli się tchnieniem zmurszałej już nieco historii mając na uwadze nową żelazną kurtynę szytą naprędce przy pomoc wyrzutni typu ziemia- powietrze.

– Na tablicy ogłoszeniowej figuruje tam napis. Budowniczy: Wielkie Mocarstwo. Inwestor: Też Wielkie Mocarstwo. Ta informacja nie jest potrzebna. Wszyscy wiedzą. Szkoda drewna. – Oświadczył ze znawstwem profesor Korwin Mikke wyróżniający się nadprzyrodzonym talentem objaśniania złożonych zjawisk prostymi słowami.

Korwin Mikke Roztrzepany

– Korwin Mikke powala naród na kolana. To największy prorok młodego pokolenia. Popiera go już osiem procent społeczeństwa. Porywa mnie krzykiem, hasłami, rześką analizą polityczną. Trudniej przychodzi mu wprawdzie wzdychanie na temat kobiet, ale po co mi to potrzebne? – Szepnęła mi do ucha młoda, urocza kobieta uczęszczająca na kurs przyspieszonej emancypacji w firmie „U Proroka”. Ucieszyło mnie jej podwóje zaufanie: do Korwina i do mnie..

Czym dzisiaj warto żyć?  

Nie poznaję sam siebie. Zrodziła się we mnie pasja, a właściwe dwie. Nie będę trzymać ich w tajemnicy, gdyż ukrywałbym w ten sposób zdrowy ekshibicjonizm pisarski. Chodzi o Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej oraz Wielką Politykę. Tym, którzy zaśmieli się odruchowo w tym momencie przypomnę tylko: „Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”. Nie lubię być na końcu, ale mogę być ostatni. Last, but not least. Ostatni, ale nie najgorszy.

Mundial każdy może sobie oglądać, politykę trzeba zrozumieć. Po obejrzeniu filmu z cywilnym detektywem Hecules Poirot oraz poczytaniu o roli sierżanta-detektywa w policji Australii Zachodniej, łatwej jest mi pisać o polskiej scenie politycznej. Dzieją się tam rzeczy nadzwyczajne.

Hasłem przewodnim jest „Ubój rytualny”. Objawiło się ono jak „Deus ex machina” razem z nagraniami rozmów polityczno-bankowych. Najbardziej martwi się tym Premier Tusk, ponieważ podobno wie, o co chodzi i domyśla się, kto najłatwiej może paść ofiarą. Nie lubię zabijania, ale jest to fakt przyrodniczy i nie da się go uniknąć. Mój pacyfizm mnie by na to nie pozwolił. Nigdy nie poprowadziłbym rzeźni. Co do roli kata, to nie jestem pewien, kiedy przypomnę sobie Markiza de Sade. Donatien Alphonse Francois de Sade, szerzej znany jako Markiz de Sade, posiadał wyjątkowo barwny życiorys. Blisko trzydzieści lat swojego życia spędził w trzynastu różnych więzieniach na terenie Francji. Dwukrotnie uniknął kary śmierci. Jego rękopisy były rekwirowane i palone przez policję, a w wieku XIX (dwukrotnie) i XX (jeden raz) jego dzieła były zakazywane” (www.historia.org.pl)

Marquis_de_Sade_prisoner

na temat de sade

Wracam do polityki. Scena w Sejmie podzieliła się na dwie części: prawą i lewą, przy czym nie oznacza to podziału na prawicę i lewicę, tylko coś bardziej skomplikowanego, czego jeszcze do końca nie rozgryzłem.

Poprzez przegrupowania i koalicje tworzą się dwa wielki bloki. W pierwszym ruch jest jak w kotle, gdzie ludożercy warzą strawę. Możliwe, że mają oni tam tasiemca, który ich tak bawi, że cały czas ruszają się jak na szpilkach. Leszek Miller i Janusz Palikot zbratali się w nowym bruderszafcie, w czym pobłogosławił in John Godson, jedyny duchowny dostatecznie elastyczny, aby bronić przeciwników. To też są bliźni. – Twierdził. Zbigniew Ziobro przytulił twarz do włochatej piersi Jarosława Kaczyńskiego i ucałował go w pierścień. Nie słyszałem zbyt wyraźnie, co szeptał mu do ucha, ale wydawało mi się, że była to modlitwa „Ojcze Chrzestny”. Nie dałbym jednak za to głowy, gdyż już raz o mało jej nie straciłem. Na ten pojednawczy gest Jarosław Gowin wykrzyknął „Polska Razem z wami!” i od ręki – znak dobrego pokerzysty – zadeklarował jeśli nie miłość, to szczerą pojednawczą życzliwość dla dobra sprawy.

Po drugiej stronie sceny zblokowała się wygodnie na poduszkach Platforma Obywatelska tworząc kształt klina, którego ostrze stanowi opancerzony Donald Tusk. Siedzi tam w kucki na wzór bóstwa z Indii, ma po kilka ramion z prawej i lewej strony, dzięki którym może kształtować rzeczywistość w sposób spokojny i elastyczny.

Obok PO przycupnęła nieco mniejsza, trochę wystraszona grupka z transparencikiem „PSL”. Mają oni nowego, świetnego rzecznika w osobie posła o pseudonimie „Kłopotek”. Ciekawa postać! Widać, że umie mówić, bo mówi dużo, choć nie zawsze trzeźwo. Musi być chyba w bliskich relacjach z panem Bogiem. Nie chodzi do spowiedzi, bo u niego, co w sercu, to i na języku. Porządny chłop, szczery jak pijany wiejski weterynarz, który właśnie odebrał z porodu ślicznego, dwugłowego cielaczka. Koledzy namawiają go, aby zmienił nazwisko na Kłopot, gdyż brzmi to poważniej. Mówi o tym podobno połowa posłów z Platformy Obywatelskiej. Zauważyłem, że Kłopotka dokarmiają posłowie z drugiej strony barykady. Tak jest lubiany!

Najciekawsza jest symbolika. Po prostu fascynująca. Posłowie zgrupowani w bloku „Wokół PiS” widząc posłów PO, wyciągają w górę prawą rękę z palcami ułożonymi w literę „V”, na co pozdrawiani odpowiadają samotnym środkowym palcem wzniesionym do góry. Ci pierwsi przyjmują to niechętnie, z wyjątkiem jednego a może nawet i nawet kilku posłów z Twojego Ruchu, którzy uśmiechali się dyskretnie wyginając usta w przekazie niewerbalnym „Obiecanki cacanki”.

Takie sobie tam radosne gierki rozbawionych posłów. Nie zazdroszczę im. Też im się należy coś od życia. Kiedyś, za czasów Gierka i Kruczka, mówiono, że Gierek ma swoje kruczki, a Kruczek ma swoje gierki, ale wraz z upadkiem ustroju zniknęły łagodne obyczaje. Dzisiaj jest inaczej. W Sejmie każdy w coś gra, nawet, jeśli nie wszyscy to rozumieją, bo w grę wchodzi coraz bardziej symbolika i proste słowa już nie wystarczają. Podobno teraz posłowie uczą się na potęgę języka migowego, aby móc jeszcze skuteczniej działać na niwie publicznej dla naszego dobra.

Ciekaw jestem, co na ten temat ma do powiedzenia Korwin Mikke? To polityk wielkiego pokroju i ducha. Znajdziecie go w Internecie pod hasłem www.korwin-mikke.pl.

Koń Trojański

Wreszcie i my mamy swojego Konia Trojańskiego. Wszyscy zdziwili się, kiedy wjechał na salę inauguracyjnych obrad Parlamentu Europejskiego. Nikt nie przeczuwał, co się zdarzy. Z konia wyskoczył zbrojny hoplita, z włócznią i tarczą, zdobny w marynarkę, białą koszulę, krótkie spodenki i muszkę pod szyją. – Tak jest mi lżej. Mam ochronę szyi i męskości. Czyli wszystkiego, co najważniejsze. – Wydyszał machając rękami.

Koń trojański ciągniony obraz

Zanim zebrani zaczęli śpiewać na jego cześć hymn Unii Europejskiej, on już wygłaszał mowę oskarżycielską.

Kto to jest?  Kto to jest? – Pytali zaskoczeni posłowe europejscy z prawa i z lewa. Zaskoczenie było powszechne.  Mężczyzna zrodzony z Konia Trojańskiego mówił szybko, jeszcze szybciej połykał głoski, po prostu dławił go język angielski. Tym zaimponował wszystkim.

– To najlepszy wojownik, jakiego mamy. Korwin Mikke. Słowianin z krwi i z kości, biegle mówi po angielsku, rewelacyjnie udaje Greka! – Gorliwie informował ktoś z jego świty.

Korwin Mikke Roztrzepany

 

– O czym on mówi? – Pytania padały ze wszystkich stron jak jabłka po silnym wstrząsie mózgu.

– To mowa oskarżycielska pod adresem naukowców i polityków, którzy spowodowali ocieplenie klimatu, kradnąc przy tym dwa miliardy euro.

Tłumacz miał problemy z przekładem. Wynikało z niego, że klimat ocieplił się sam na wspomnienie Zielonej Grenlandii z IX wieku, ale oni, te sukinsyny, ukradli dwa miliardy dolarów. Rozstrzelać ich!. – Ryknął Korwin Mikke do Marine Le Pen, fajnej tęgiej Francuzicy, oraz tego tam, Anglika, jak mu tam … no tego … Eurosceptyka. Farage?

Po udanym wystąpieniu w budynku UE, którą Korwin Mikke rzeczowo nazwał Burdelem”, udzielił wywiadu Monice Olejnik, znanej z okrucieństwa wobec mężczyzn. Użyła ona wyrafinowanych tortur słownych, lecz nic nie wydobyła z bohatera. Torturowany mówił dużo, ale nie powiedział nic.

Nie zgadzam się! Korwin Mikke powiedział wszystko, co trzeba, i nic więcej! – Odezwał się nieznany poseł z Polski, z małą głową za to z dużą walizeczką, z której wysypywały się drachmy. – Oni tu płacą w greckich drachmach, mało wartych, dlatego w ogromnych ilościach banknotów. A głupi naród wierzy, że to wielkie pieniądze! – Wyjaśnił karzełek.

– Może i tak. Co mi zresztą do tego? I tak nic nie zrozumiałem z przemówienia pana Korwina! – Odpowiedziałem zażenowany własną ciemnotą. Mówił szyfrowanym językiem angielskim i to tak szybko i soczyście, że kelner przyniósł mu trzy spluwaczki.

Podobał mi się styl Korwina: pełna gala, muszka od Diora, szarmancki język. Bohater wysławiał się salonowo, odnosząc się do wszystkich per „Jego Ekscelencja”. Zaczął od góry, od Władimira Putina. Nazwał go carem i bronił jego prawa do tronu. Potem bronił Jego Ekscelencję Jarosława Kaczyńskiego. W pewnej chwili mówca zmienił się w Pytię, nazwał Ekscelencję Lewakiem i prorokował mu stanowisko premiera.

– Sam nie chcę być premierem. Po co mi to? Jestem za stary. Mówię za szybko. Co innego Jego Ekscelencja Jarosław Kaczyński! On zasługuje na wysokie stanowisko.

Żałuję, że nie widziałem ani nie słyszałem niczego więcej, bo ktoś mi wyłączył telewizor i podniósł deskę toaletową, gdzie spłynęły resztki soczysto-zagranicznej mowy Korwina Mikke.

Koń trojański surowy