Dzień Pożyczonych Imienin. Poprawiny.

Przyjęcie imieninowe nie spełniło oczekiwań; trzeba było je poprawić. Poprawianie jest zdrową polska tradycją. – Oświadczył mężczyzna zwany Jadowitym dopisując poprawiany obiekt do listy autostrad rozpoczętych, niezakończonych, zbyt kosztownych i zbyt tanich. Taniość nie gwarantuje jakości. A kto jest temu winien?. – Zapytał z odwagą, która wstrząsnęła nawet jego własnym ciałem. Działo się to wobec licznego audytorium osób ukrywających się za parawanem przeciętności.

Kirchner_-_Selbstbildnis_als_Soldat-800x894 Actor Arya Birthday Celebration 2013 Photos Gallery (2)

Czy pan, człowieku, nie jesteś przypadkiem z Twojego Ruchu? – Odezwał się mało gramatyczny głos zza parawanu, w który mało kto wierzy podobnie jak w kwadratowy stół.

-Twój ruch, mój ruch, nasz ruch!. Co za różnica? Dobrze, że coś się w ogóle rusza. Bezruch jest śmiercią. – Tym razem głos pochodził z jamy gębowej (jest to autentyczny termin biologiczny) śmiertelnie znużonego grabarza, który wpadł na spóźnione piwo imieninowe po zakończeniu codziennej sesji kopalnej.

– Ziemia była ciężka, glina przemieszana z kamieniami. – Wyjaśnił między łykami piwa Perła Zwierzyniecka. – Nie to jednak mnie zmęczyło, ale brak stymulacji intelektualnej w pracy. Tylko żałoba, wypadki, pochówki, groby, pomniki. Chyba wypiszę się z mojej firmy. Jest zbyt konserwatywna na mój gust. Szkoda mi tylko prezesa, osoby znanej i szanowanej za pamięć o tragicznej przeszłości.

Żołnierz je obrońcą ojczyzny. – Dobił się wreszcie do głosu mężczyzna zwany Jadowitym z odpowiedzią na pytanie: Czym je żołnierz? Łuska mieniła się na jego ciele różnokolorowo jak u kameleona z firmy medialnej „Zoo i Polityka”, która ostatnio zmontowała nową trójfilarową koalicję.

– Jadowity, ale dobry polityk. – Zawyrokował zwolennik wolnościowego Ruchu Wszyscy ze Wszystkimi, odłamu Twojego Ruchu.

– To nie jest tak. Nie chodzi o żołnierza-obrońcę, lecz o sposób spożywania posiłku. – Interweniowała kobieta, której tożsamości nie wypada mi zdradzać.

– Pani ma na myśli „Czym ji żołnierz?”. Ji łyżką, widelcem i nożem.

– Kogo? Kogo? – Na hasło „nożem” żywo zareagował stareńki Pierwszy Sekretarz Partii Komunistycznej narodu niegdyś stowarzyszonego. Przypomniały mu się pamiętne wydarzenia w restauracji „Ambasador Wschodu” w Waszyngtonie. Jadł wtedy rękami, a powinien użyć noża, narzędzia bardziej eleganckiego i częściej stosowanego w dyplomacji restauracyjnej niż grube paluchy. Były to czasy rakiet szmuglowanych na Kubę płacącą ciężką walutą w postaci cygar i cukru trzcinowego. Była to dobra kombinacja, pozwalająca na słodzenie raka cukrem. Wszyscy ucieszyli się tchnieniem zmurszałej już nieco historii mając na uwadze nową żelazną kurtynę szytą naprędce przy pomoc wyrzutni typu ziemia- powietrze.

– Na tablicy ogłoszeniowej figuruje tam napis. Budowniczy: Wielkie Mocarstwo. Inwestor: Też Wielkie Mocarstwo. Ta informacja nie jest potrzebna. Wszyscy wiedzą. Szkoda drewna. – Oświadczył ze znawstwem profesor Korwin Mikke wyróżniający się nadprzyrodzonym talentem objaśniania złożonych zjawisk prostymi słowami.

Korwin Mikke Roztrzepany

– Korwin Mikke powala naród na kolana. To największy prorok młodego pokolenia. Popiera go już osiem procent społeczeństwa. Porywa mnie krzykiem, hasłami, rześką analizą polityczną. Trudniej przychodzi mu wprawdzie wzdychanie na temat kobiet, ale po co mi to potrzebne? – Szepnęła mi do ucha młoda, urocza kobieta uczęszczająca na kurs przyspieszonej emancypacji w firmie „U Proroka”. Ucieszyło mnie jej podwóje zaufanie: do Korwina i do mnie..

Urodziny i ryczący koala

Uczestnictwo w urodzinach bywa ucztą dla ciała i ducha. Przedostatnie zaproszenie na urodziny było dla mnie prawdziwym przeżyciem. Na uroczystość złożyły się: solenizantka z mężem, mieszane towarzystwo gości, znakomita kolacja, wino Shiraz 2009 z czterema złotymi medalami, trzy tematy rozmów i kilka skarg, w tym jedna słuszna.

Przybyłem z poważnym opóźnieniem, czego żałuję. Towarzystwo siedziało przy stole na murawie za domem i delektowało się przekąskami, napojami i rozmową o polskich skrótach językowych. Jedna z pań wyraziła zdecydowaną dezaprobatę z powodu skrótu „sorki”. Wspomniano też „nara”, „do zoba”, „dzięks” i inne skróty, których używa się dla zbliżenia nas do Amerykanów i Anglików mających najwybitniejsze osiągnięcia na tym polu. Może to i lepiej: jeśli masz coś powiedzieć w ciągu trzech minut, powiedz to w ciągu minuty. Przeczuwam, że mówienie skrótami to przyszłość komunikacji międzyludzkiej. Czysta oszczędność czasu i gęby, szczególnie ważna dla tych, którzy mają krzywy zgryz lub wypowiedzieli walkę dentystom.

Pani domu, która była solenizantką, była przeważnie nieobecna wśród gości z uwagi na obowiązki związane z ich przyjmowaniem. Pan domu był obecny i zabawiał gości. Ten podział obowiązków wydawał mi się naturalny, aczkolwiek chyba niesprawiedliwy. Solenizantka wyraziła żal na późniejszym etapie spotkania formułując go mniej więcej tak: Co to za urodziny, jeśli solenizantka nie ma czasu porozmawiać z zaproszonymi gośćmi? Poparłem skargę i przestawiłem sugestię: goście przychodzący na urodziny powinni być już po posiłku, czyli najedzeni. Mówię to poważnie, gdyż sam odczuwam brak czasu na rozmowę z gości w trakcie obchodów moich imieninourodzin.

W momencie żywej konwersacji przy stole dwie panie oderwały się nagle od towarzystwa w poszukiwaniu świerszcza, który głośno hałasował. Był on nie do zniesienia szczególnie dla jednej z nich. Wysiłki zmuszenia owada do milczenia spełzły na niczym mimo tupania i poruszania gałęziami drzewa, pod którym się ukrył. Dla dokończenia walki z potwornym owadem zaangażowano pana domu, który polewał domniemane miejsce zamieszkania intruza strumieniami wody z węża ogrodowego. Chyba nie zaszkodziło to zwierzęciu, ponieważ kontynuowało swą pasję artystyczną.

Rozmowa zeszła na głośno zachowujące się owady, ptaki i ssaki. Padały skargi i oskarżenia. Okazuje się, że australijskie świerszcze, wrony, magpies a nawet niedźwiadek koala potrafią szaleńczo hałasować. Weźmy pod uwagę koalę. Szukając partnerki ma zwyczaj siedzieć nocą na ulubionym eukaliptusie i „ryczeć głośno jak lew”. Wiedziałem wcześniej, że koala potrafi naćpać się liści eukaliptusa, które zawierają olejki eteryczne i poruszać się jak pijany. Teraz wiem, że potrafi ryczeć. Jest przez to bliski gatunkowi ludzkiemu: osobnik mocno pijany też ryczy (nawet bez powodu). W moim odczuciu, koala jest bliższy człowiekowi bardziej niż małpa, którą oddziela od nas tylko 3-procentowa różnica w genach. Nie wiem, co na to powiedzą osoby wierzące w stworzenie człowieka bezpośrednio przez Pana Boga. Nie martwię się jednak, ponieważ według najnowszych teorii Bóg stworzył małpę i zaniechał dalszych eksperymentów. Tak bardzo nie podobało mu się to, co stworzył. Co z tego wynikło opisał kilka milionów lat później niejaki Darwin. Czytajcie Darwina zamiast oglądać dziennik telewizyjny.

Dla udowodnienia moich racji załączam linki do dwóch nagrań YouTube.

http://www.youtube.com/watch?v=F8eyOA5ub8E&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=gs08r8vBlHI&feature=related