Noc z czwartku na sobotę. Spektakl teatralny „Paranoja”.  

Noc była długa, ciągnęła się od czwartku do soboty. Ziemię Obiecaną nawiedziły niedobre sny. Przedstawił je teatr szekspirowski, pomieszany, ten od tajemnic, mroków, nieudanych misji kosmicznych, hejtów z ogonem hydry oraz psa Baskerville’ów z pyskiem zionącym siarką i fosforem. Słowem teatr niesamowitości, przypominający normalne zdrowe dziecię polityczne z rączkami wyciągniętymi po władzę.

Odsłona pierwsza

Do gabinetu Ministra Sprawiedliwości wchodzi bez pukania Prokurator Generalny i mówi:

– Przepraszam pana, że wchodzę sobie swobodnie jak roztańczona baletnica, pukałem, o tak, puk, puk, ale pan nie odpowiadał, sam nie wiem dlaczego. Ładnie tu u pana, obszernie, kwiatki w doniczkach, gratuluję, też chciałbym tak mieć. Mam nakaz przeprowadzenia rewizji. Podobno jest u pana fabryczka hejtów. Jeśli jest legalna, to wszystko jest w porządku, ale jeśli nielegalna, to będzie draka.

– Jest legalna, mam na to pozwolenie z góry.

– Czy to znaczy, że od pana Boga? No, niech pan nie żartuje!

– Nie żartuję, proszę pana. Z góry nie znaczy, że od tego pana Boga, którego pan ma na myśli. U góry jest ktoś ważniejszy, ale nie mogę panu powiedzieć, bo mam przykazane – właśnie z tej właściwej góry – aby nie ujawniać żadnych informacji bez konsultacji. My wszystko konsultujemy nawet pokarm dla kota i kanarka, żarcie dla psa i kropkę nad „i”. Krótko mówiąc, muszę trzymać mordę na kłódkę.

– A jeśli tak, to przepraszam, ja też mam kogoś nad sobą, i rozumiem, co to znaczy.

Przybysz salutuje i wychodzi.

Odsłona druga

Przewodnikiem po teatrze jest tajemnicza dziewczyna o oczach czarnych jak węgiel. Wyjaśnia, że w teatrze odsłona druga to w istocie odsłona pierwsza, tylko widziana od tyłu. – Tył może być piękny jak marzenie – rozczula się.

Do gabinetu Ministra Sprawiedliwości wchodzi Prokurator Generalny i mówi:

– Mam sprawdzić, czy te hejty, których ślady prowadzą do pańskiego gabinetu są oryginalne czy też chińskie podróbki. Pies gończy doprowadził nas tutaj i twierdzi, cytuję:

„Nie ma mowy, abym się mylił, mam węch jak sto diabli i nie odstąpię, dopóki z nim nie porozmawiamy. Chyba żeby mi nogi przydeptał a na mordę nałożył kaganiec”.

Wracając do podróbek, jeśli są to chińskie podróbki, to chcemy sprawdzić, czy są odpowiedniej jakości. Bo wie pan, my nie dopuszczamy na rynek byle czego, zwłaszcza zaś – za przeproszeniem – owego ówna, którego tyle jest na świecie.

– Powinienem obrazić się na Pana za zwątpienie w jakość naszej produkcji, ale tego nie zrobię, bo lubię pana, przypomina mi pan Misia Koalę, on jest taki kochany, ma pan ładny granatowy garniturek z jedwabiu, leży na panu jak marzenie. W ogóle wygląda pan bardzo smukle i ta teczuszka pod paszką też mi się podoba, dlatego powiem panu, że nasze wyroby mają najwyższy znak jakości, każdy je lubi z nielicznymi wyjątkami. A my takich ludzi, co nie lubią dobrej jakości, też nie lubimy. Pozwoli pan, że splunę z obrzydzenia.

Przybysz odpowiada:

– Jeśli tak, to przepraszam, żegnam, pozdrawiam i życzę powodzenia.

Po chwili zatrzymuje się i mówi:

– Przepraszam jeszcze raz, o tutaj, na krawędzi pańskiego biureczka, zachwycający mahoń, cymes, że palce lizać, leży malutki hejcik, chyba do wysłania, bo ze znaczkiem pocztowym. Prześliczny! Tak panu zazdroszczę tego gabinetu.

Odsłona trzecia

Do gabinetu Ministra Sprawiedliwości wchodzi bez pukania Prokurator Generalny i mówi:

– Przepraszam pana, drzwi były otwarte, więc wszedłem. Pukałem, ale pan nie odpowiadał. Nie był to miły gest z pańskiej strony. Nie jest też tutaj tak ładnie jak myślałem. Nie mam nakazu przeprowadzenia rewizji w sprawie hejtów, bo były to bezpodstawne podejrzenia. Że też ktoś mógł coś takiego zgłosić! Dla mnie same podejrzewanie jest podejrzane. Mam za to dla pana propozycję emerytalną, niezgorszy pakiecik. Negocjujmy. Przyniosłem ze sobą koniaczek, jeśli ma pan coś do zagryzienia, to możemy zaczynać.

– Będę zagryzać palce.

– Swoje czy moje? Wolałbym, aby pańskie. Są takie ładne, że aż palce lizać, wysmukłe, czyściutkie. No to jak z tą emeryturą?

Spada kurtyna, robi hałas i podnosi kurz. Widzowie to zauważają ale nie wstają z miejsc lecz czekają na ciąg dalszy. Wchodzi sprzątaczka i mówi:

– Nie martwcie się widzowie, spoko, nie jest źle. Jestem z firmy Quick Hate Cleaning. Otrzymałam własnie zlecenie. Potrafimy wszystko sprzątnąć. Najlepiej pod dywan, bo wtedy jest najmniej kurzu. Używamy dywany najlepszej jakości, perskie. Pozwólcie państwo, że odwrócę się do was tyłem i wypnę, bo muszę się schylić. Dywan leży tak nisko. Że też człowiek nie wynalazł jeszcze wysokich dywanów!

0Shares

Zdrowa Paranoja i My, Ciężkomyślący.

Drodzy Czytelnicy!

Dziś, w Dniu Odnowionej Nadziei, w obliczu zbliżających się Wyborów do Sejmu i Senatu, konsolidacji sił po lewej i po prawej stronie, podjąłem ważną decyzję. Przemyślałem wszystko. Zmieniam karierę, aby zmieniać świat na lepsze. Dobra zmiana to dobra zmiana. Powtarzam te święte słowa, aby raz na zawsze zapamiętać, o co chodzi, ponieważ jesienna pamięć łatwo rozmaka na deszczu. Nie będę już pisać rzeczy lekkich; wiem, że ich czytanie jest czynnością wyczerpującą, podobnie jak myślenie. Głowa od tego puchnie. Ponadto nie ma czasu na czytanie.

Skoncentruję się na popieraniu sił postępu. Zachęcili mnie do tego ich czołowi działacze: marszałek Kuchciński oraz wiceminister sprawiedliwości Piebiak, którzy w pełni sił umysłowych podali się do dymisji, aby sprawić Suwerenowi radość, czyli także mnie, ponieważ jestem jego częścią. Niedużą, ale zgrabną i udaną, jak mniemam.

Marszałek Kuchciński powiedział mi w zaufaniu:

– Chłopie! Popierasz nas, to radość ci się należy. Teraz jak polecę bezpłatnie samolotem rządowym na Światową Konferencję Powszechnej Uczciwości, nikt nie będzie mieć już do mnie pretensji. Nie będziesz musiał świecić za mnie oczami. Mam już własną latarkę.

Wiceminister Piebiak, niezwykle pracowity i skuteczny organizator pracy sądownictwa, wyznał mi SMS-em: Odchodzę ze spółki „Raj”. Koniec z rządowymi trollami. Tworzę własny zespół. Mam zlecenia. Zbieram fachowców. Podobno coś pisałeś i masz pomysły? Może chciałbyś przyłączyć się do zespołu?

Odpowiedziałem bez namysłu, bo co tu myśleć w tak niezwykłej chwili:

– Dzięki za propo. Zapisuję się z przyjemnością. Żądam podwyżki oraz gwarancji, że mnie nie aresztujecie.

Odpisał:

– Obiecuję. Zrobione. Zadzwonię. Naostrz zęby, trzeba będzie dogryźć. Podam komu. Dobra zmiana może być tylko lepsza!

Też chcę być taki jak oni, ludzie z wyobraźnią, piękni i silni, wobec czego rezygnuję z kariery pisarskiej, poezji, biurka, Gabriela Garcii Marqueza oraz Ody do młodości i starości, i poświęcam się promocji uczciwości i ciężkiego myślenia. Ludzie ciężko pracują, ci popierający rząd także ciężko myślą. To trzeba docenić. Będę promować ciężkie myślenie. To moja misja. Aby sprostać szlachetnemu wyzwaniu, zakładam dwa towarzystwa wsparcia władzy i jej ludu: „Zdrowa Paranoja” oraz „My, Ciężkomyślący”. Czynię to po to, aby naród nie musiał już czytać Gazety Wyborczej i torturować się intelektualnie.

Jeśli będziesz stać w ulicznym korku, jechać tramwajem, autobusem lub pociągiem, zajrzyj do mnie! Komunikaty będą krótkie i błyskotliwe jak myśl przewodnia Ukochanego Brata Jarosława. Oby Bóg miał go w opiece zdrowotnej!

Nie jesteśmy sami. Kto i co pisze o Polsce? 

Politicohttps://tinyurl.com/y3p3xc4a
Financial Timeshttps://www.ft.com/content/a670c8c2-c32c-11e9-a8e9-296ca66511c9
Washington Posthttps://tinyurl.com/y2nola4h 

0Shares

Ptachu wraca myślą do dawnych lat. Powieść psychodeliczna. Odc. 1.

Wieczorami Ptachu wracał myślą do dawnych lat. Przypominał sobie, jak to wówczas było. Ottar Nepomucen nie był dobrym człowiekiem. Jego człowieczeństwo kurczyło się, pokazując coraz więcej pęknięć i słabości. Już sam jego wygląd i zachowanie napawały obywateli niepokojem, nawet przerażeniem. Nazywano go Rudym i nie bez kozery, bo włosy miał koloru żywego ognia. Wyglądał jakby płonął. Ptachu pierwszy dostrzegł jego diabelskie cechy, pierwszy nazwał go demonem, pierwszy ostrzegał ludzi przed nim i czającym się wokół złem.

Pod koniec reżimu Nepomucena, Ptachu nie wahał się używać tego określenia, obywatele ostatecznie stracili ikrę, zapał i energię. Pozostało im tylko tyle, aby wyrazić to słownie, smutną pieśnią bez refrenu lub malarstwem muralnym. Ptachu pomagał im dobierać słowa i obrazy, z którymi nie każdy człowiek ma lekko i po drodze. Pomagał im także wyrażać uczucia.

Był to czas, kiedy obywatele zaczęli zdawać sobie sprawę, że oprócz marzeń potrzebują także ludzkiego ciepła, życzliwości i wsparcia. Nepomucen ich zawiódł; nie tulił do piersi, nie pocieszał, nie tłumaczył, jacy są wielcy i jak wspaniałą mają tradycję i historię. Czując się podle mówili:

– Ten typ nam się przeżył. Jest zimny jak ryba, interesuje się tylko sprawami przyziemnymi, naprawą parkanów i dróg, budową jakiejś autostrady słońca i grą w ping-ponga. Po co nam autostrada słońca, zwłaszcza zimą? Nie informuje nas nawet, kiedy i gdzie zbudował żłobek, przedszkole lub choćby obórkę dla krów. Odwala fizyczną robotę jak prostak, zamiast pocieszać nas i mówić, co mamy robić, aby doznać radości.

Był to wielki błąd Nepomucena. Sam sobie ściągnął na łeb nieszczęście; przykryło go ono jak plandeką. Ptachu, ambasador władzy uczciwej i aktywnej, widząc, że Nepomucen kuleje na prawą nogę i grozi mu poważniejsza niemota i paraliż, uznał, że obywatelom należy się wytchnienie.

– To jest naród, który ma w sobie parę, inaczej mówiąc dynamit. Muszą one znaleźć ujście, bo inaczej rozwalą ten wielki kocioł parowy, jakim jest nasz kraj.

Ptachu zaobserwował też, że wielu ludziom nie powodził się tak dobrze jak innym, bardziej przytomnym, pracowitym, trzeźwiejszym a może po prostu młodszym. Serce mu to podpowiedziało, nie rozum, bo wychowywał się na salonach i nie za często bywał na podwórku. Postanowił to naprawić. 

*****

Negatywnych opinii o Nepomucenie i jego władzy nie wyrażali oczywiście wszyscy obywatele. Ich liczba jednak rosła, tym bardziej, że Ptachu liczył niezadowolonych i uświadamiał im, jacy są nieszczęśliwi. Chodząc nad rzeką dla ochłody, bo dni bywały gorące już od samego myślenia, powtarzał sobie głośno, aby nie zapomnieć.

– Obywatelom należy się wielka zmiana na lepsze.

Myśląc o niej, drogą intensywnej medytacji w fotelu doszedł do wniosku, że musi za wszelką cenę ratować kraj przed nieszczęściem. Kiedy opowiedział o tym znajomemu proboszczowi, z którym w niedzielę grywał w wista, ten uścisnął go serdecznie.

– Masz rację, synu. Nie zapomnij skorzystać w razie potrzeby z metod Inkwizycji, której celem było przecież zbawianie grzeszników i pomyleńców. 

Widząc pobożność Ptacha, ludzie cenili go tym bardziej. Tej nocy prorok przyszłości zapadł w głęboki, radosny sen. Śniły mu się garota, sąd boży i młot na czarownice. Rano obudził się świeższy niż poranny świąteczny pączek. Od razu wezwał służbę i krzyknął:

– Na koń, kto w Boga wierzy!

0Shares

My, wasi dobroczyńcy. Zmiany na lepsze. Odcinek 28.

Wojsko jest w ruchu. To dobra zmiana, bo wojsko potrzebuje manewrów, ćwiczeń na świeżym powietrzu oraz tężyzny, która nie przychodzi sama. Pozwalnialiśmy generałów, pułkowników i majorów, razem ponad dwieście osób. Część z nich zwolniła się sama, bo mieli fantazję, prawdopodobnie ułańską, która leży w naszych tradycjach. Odejście z armii wysokich rangą wojskowych to dobra zmiana; wojsko może teraz ćwiczyć swobodniej, nikt na nikogo nie krzyczy. To dobrze zrobiło żołnierzom. Są wyluzowani, widać to na zdjęciach.

Niektórzy żołnierze są na koniach, bo tak jest cieplej. Ale tylko do czasu, jak będą rakiety i helikoptery, których jeszcze ich nie ma. Miały być, ale nie nadeszły przez zapomnienie albo przeoczenie. Tak to jest z martwą materią. Gdyby miała rozum, jak niektóre roboty, to by się nie zapomniała ani nie przeoczyła.

Koń jest u nas tradycją, a dobra tradycja to patriotyzm. I to się liczy. Koń parska, ale nie smrodzi, chyba że dla żartu, czołg natomiast smrodzi spalinami i zanieczyszcza środowisko. A tego minister ochrony środowiska nie lubi, bo on w ogóle nie lubi środowiska, wszystko by wyciął w pień, bo tak jest czyściej. Gdybyśmy nie mieli środowiska, to nie byłoby zanieczyszczeń. – Po co nam środowisko? – Pyta minister.

– Dlaczego pyta? – Zapytacie.

– Bo mamy trzydzieści miast najbardziej zanieczyszczonych w Europie.

– A dlaczego? – Zapytacie po raz drugi? – Bo my, rząd, jesteśmy zajęci ważniejszymi sprawami.

Nawiązaliśmy stosunki z San Escobar. To nowy kraj, bardzo odległy. To my odkryliśmy go w ramach ważnych inicjatyw międzynarodowych. Co do stosunku, to jest to dobra rzecz, a dobra rzecz tam, gdzie jej wcześniej nie było, to dobra zmiana. Każdy chciałby mieć stosunek, przynajmniej jeden, od czasu do czasu, bo to zdrowe i przyjemnie, wyzwala endorfiny, a endorfiny to dobra zmiana. Dobra dla organizmu oczywiście. Organizm dobrze się kojarzy, bo z orgazmem, a każdy orgazm jest piękny jak duże zdjęcie selfie z dobrze wyczyszczonymi zębami.

Ostatnio zrobiliśmy takie zdjęcia kilkunastu osobom, które pokazały się w tłumie. Pokaż się i ty, to też ci zrobią zdjęcie. Tych na zdjęciach chcielibyśmy rozpoznać, aby ich wyróżnić.

– Czym? – Zapytacie.

– Czym się da. Medalami na przykład, albo pytaniami o życie osobiste. Każdy lubi się przecież czymś pochwalić. Chwalenie się w odpowiedzi na pytanie to dobra zmiana, bo pytany wtedy czuje, że żyje, że ktoś się o niego troszczy. A kto się troszczy o zwykłego obywatela? Tylko dobra władza, która odkłada na bok własne troski i zajmuje się obywatelem, kiedy już wyśle ludzi do pracy na ważnych stanowiskach i dobrze ich wynagrodzi. Powiedzcie to tym, którzy na nas głosowali, na dobrą władzę, to się ucieszą.

Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego. Recenzja z 2015 04 09: http://nieterazwlasnieczytam.blogspot.com/2015/04/sedzia-od-swietego-jerzego-m-tequila.html  Intrygująca satyra, która w wyśmienity i przystępny sposób obnaża fałszywy świat sceny politycznej. Michael Tequila posługuje się doskonałym warsztatem pisarskim, jego niezwykła finezja, poczucie humoru, lekkość i zaskakujące zakończenie to znaczące walory tej niedługiej powieści.

Zakup w księgarniach Empik, Matras i księgarniach internetowych, w wersji książkowej i ebooka. Ebook można kupić okazyjnie za 9,12 zł (rabat 40 %). Patrz link: http://upolujebooka.pl/oferta,38398,sedzia_od_swietego_jerzego.html

0Shares

O myśleniu anatomicznym w nastroju zmiany. Odcinek 27.

Piszę do was list otwarty. Nie ma to większego znaczenia, bo wkrótce wszystkie listy będą otwarte, zanim je otrzymacie.

Dzisiaj wstałem z łóżka dwiema prawymi nogami, dzięki czemu przystępuję do pisania w niezwykle pozytywnym nastroju. Nie ukrywam, choć mógłbym to zrobić, że jest to dobra zmiana. Nie wiem jeszcze, o czym chciałbym pisać, ale oto przychodzi mi do głowy idea, dokładniej mówiąc konkret. Jest nim dupa. Dotykam ją i odczuwam chłód. O, myślę, zimna dupa. O, myślę, zaczyna się ciekawie.

– W jakim celu mi się ukazujesz, wystawiasz, że tak powiem, i to w dodatku w telewizji? – Nadaję jej otwartym szyfrem.

Ta bez wahania odpowiada: – Wystawiam się jako potwierdzenie wszystkiego najlepszego, co ciebie i innych obywateli dzisiaj otacza i spotyka. Powiedziała to i zamilkła. O, myślę, dobra zmiana, bo na ogół jak ktoś ważny zaczyna mówić w telewizji, to nie chce skończyć. Tu mi się przypomniała rządowa Beata K, i wiem dlaczego. O, myślę, dobra zmiana, bo często nie wiem, dlaczego wracam myślą do ludzi wybitnych, przeszłych i teraźniejszych: Karola Marksa, Friedricha Engelsa, Włodzimierza Lenina, Feliksa Dzierżyńskiego.

Ten ostatni, tak to czuję, jest również wam bliski, bo to nasz człowiek, patriota, rodak, który realizował zmiany na lepsze. Jego nazwisko jak i wzrost kojarzą mi się z teraźniejszością. O, myślę, to dobra zmiana, bo kiedyś przeszłość kojarzyła mi się źle w porównaniu z teraźniejszością. Teraz jest inaczej, na odwrót. Jestem tego świadomy. O, myślę, dobra zmiana, bo zdaję sobie sprawę z tego, co się wokół dzieje.

Rozpisałem się i lżej mi się zrobiło na sercu. I tak być może pozostałoby, gdyby w wieczornej telewizji nie ukazał się facet w ciemnym paletku, z mikrofonem przy ustach, na uroczystości odprawianej z dokładnością zegarka szwajcarskiego. O, myślę, a właściwie pytam: – Czy to dobra zmiana? Chyba tak, myślę, skoro nastąpiła. Powiedz to, myślę, tym, którzy jego, tego z mikrofonem i ją, tę zmianę, wybrali w sposób szczery i patriotyczny, i postawili na nogi. Ucieszą się, że jest jeszcze ktoś myślący tak jak oni.

Odczułem chłód. O, myślę, znowu ta zimna dupa. Ale nie, to mróz za oknem. O, myślę, to dobra zmiana, bo w niskich temperaturach najgorsza zaraza wymiera. Oby to się spełniło, myślę, bo byłaby to jeszcze jedna dobra zmiana. 

Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego. Opinia na blogu http://michaeltequila.com/?p=2416#comments Książka pisana jakby obrazami mimo że narracja oparta jest w zasadzie na dialogach, doskonały materiał na scenariusz filmowy. Ciekawa lektura na czasie.

Powieść dostępna w księgarniach Empik, Matras i księgarniach internetowych, w wersji książkowej i ebooka

Dopisek z dnia 20.01.2017: Książkę  w wersji elektronicznej (ebook) można kupić okazyjnie z rabatem 40 %. Zobacz link: http://upolujebooka.pl/oferta,38398,sedzia_od_swietego_jerzego.html

0Shares