Kawa i alkohol czyli motyw życia. Część druga i ostatnia.

Po raz trzeci wracam do znajomego faceta, Wiktora. Ostrzeżcie mnie, gdybym chciał wrócić do niego po raz czwarty, gdyż byłaby to perwersja lub co najmniej ostrzeżenie przed demencją. W smutne dni Wiktor żywi się kawą, aby utrzymać drętwy umysł i zmagające się z grawitacją ciało w stanie używalności. Stan zapaści bywa tak poważny, że trudno uwierzyć. Każdy z nas nosi bagaż, jaki włożyli mu na grzbiet przodkowie i natura. Jeden z kolegów Wiktora za czasów studenckich zwany był „Smutniakiem”, ponieważ zawsze był w stanie przygnębienia. Smutek wynikający z braku ożywczej energii życia bywa niestety motywem przewodnim życia.

Kiedy wstaję z łóżka, moje samopoczucie jest fatalne. Widzę je prawie czołgające się po podłodze. Chętnie kopnąłbym je, gdybym tylko dysponował siłą w owym momencie, ale nogi odmawiają mi posłuszeństwa – relacjonuje Wiktor. Strasznie wtedy sobaczę z frustracji, że nie jestem w stanie nic zrobić, aż mnie samego to przeraża. A przecież już wcześniej poznałem kilka brzydkich słów, wrednych, furmańskich, nawet kloacznych. Byłem w wojsku, gdzie przekleństwo jest argumentem wychowawczym i świadczy o dobrych manierach żołnierskich, bez względu na szarżę. Przekleństwo stoi tam na piedestale jako olśniewajacy i niezłomny symbol intelektu a nawet samego istnienia. Tylko śpiący i martwi żołnierze nie przeklinają – tak to Wiktor relacjonuje mi historię i stosunek do sobaczenia.

Zaraz potem wyjaśnia zawiłości związane z piciem kawy. Kawa jest paliwem poruszającym ludzki motor podobnie jak benzyna czy olej dieslowy wprawia w ruch silnik samochodowy. Jej plusem jest to, że nie śmierdzi. Wręcz przeciwnie, pachnie tak pięknie. To rzecz użyteczna. Na przykład w Australii w domu parzy się świeżą kawę, kiedy mają przyjść osoby zainteresowane jego kupnem.

Pewien Włoch, który studiował medycynę oświetlił mnie, że kawa podnosi ciśnienie krwi na wyższy poziom, ale na krótko – wyjaśnia Wiktor. Potem ciśnienie spada poniżej pierwotnego poziomu, co sprawia, że będąc człowiekiem z gruntu pozytywnym pragniesz popełnić samobójstwo. Dlatego do kawy należy dodawać trochę alkoholu. Widzisz wtedy świat w różowych kolorach. Młodsi osobnicy i osobniczki mogą go widzieć nawet w różowych majteczkach na zgrabnym siedzeniu lub w bogatym owłosieniu na masywnej klatce piersiowej. Życie staje się naprawdę kwieciste, jeśli zabarwisz je kawą z dodatkiem brandy  – oczy Wiktora nabierają nowego blasku, kiedy zbliża się do kafeterki trzymając w ręku butelkę Bardinet Napoleon.

Niejeden wybitny pisarz napędzał się alkoholem i kawą (w tej kolejności). Też liczę na tę formułę. Oby tylko nie przesadzić jak Hemingway i nie zbliżyć do ust dwururki zamiast zawartości szklaneczki z wodą ognistą, choć też kojarzy się z piekłem.

Kawa i alkohol. Część pierwsza.

Znam pewnego faceta, który wciąż uczy się, jak żyć. To jest sztuka, jeśli chce się żyć mądrze i szczęśliwie. Aborygeni australijscy od ponad 200 lat szukają formuły swego miejsca w świecie. Szukają i jak dotychczas nie znaleźli nic stosownego.

Wracam do faceta. Widzę go nader często, ponieważ mieszkamy blisko siebie. W miarę jak go poznaję, coraz bardziej mnie zaskakuje. Ma kilka wad; ilość zalet jest nieokreślona. Czyż nie jest prawdą, że łatwiej jest określić, jakie kto ma wady, niż stwierdzić, jakie ma zalety? Zastanów się nad sobą, swoją żoną, partnerką lub narzeczoną, a zobaczysz, że mam rację. Jeśli jesteś kobietą, zastanów się nad bliskim ci mężczyzną lub mężczyznami. Albo nad kobietą, jeśli twój wybór jest inny niż męski. Po napisaniu kilku zdań zmieniłem własne zdanie: nie zastanawiaj się nad sobą. Ludzie typowo widzą siebie w lepszym świetle niż innych. I tak nie poznasz siebie do końca. A jak poznasz, to możesz tego pożałować. Może lepiej żyć w stanie ignorancji o sobie?

Wracam po raz drugi do faceta, którego znam. Dla dobra identyfikacji ochrzczę go Wiktor. Imię stosunkowo krótkie i łatwe do zapamiętania. Tu dygresja. Współczesność rozpaczliwie stara się być łatwa i tania. Czy będzie też krótka, tego jeszcze nie wiem. Zapewne tak, ponieważ ludzie wysilają się bez przerwy, aby wprowadzać wciąż zmiany. Kupujesz skarpetki, które wyjątkowo odpowiadają ci kolorem, wzorem i materiałem. Następnego dnia idziesz do sklepu i już ich nie ma. Producent doszedł do wniosku, że innowacja dobrze ci zrobi i nowe skarpetki powinny być krótsze oraz wykonane z innego materiału. Tańszego oczywiście. Coraz tańsze są też dobre zegarki. Szwajcarskie na przykład. Kilkadziesiąt lat temu marka Longines (najstarsza na świecie opatentowana marka zegarków), Tissot czy Delbana były w cenie. Zegarek kosztował majątek. Dzisiaj zegarek takiej marki można kupić za niewiele ponad 100 dolarów. A może nawet i taniej. I to nie podróbkę. Tańsze zegarki szwajcarskie mają części produkowane w różnych krajach, te droższe wyłącznie w Szwajcarii. Tu kryje się różnica jakości i różnica ceny. Wczoraj widziałem zegarek z ciekawym ogłoszeniem: „Kup jeden, drugi dostaniesz za darmo”. Może i warto mieć dwa zegarki? Jeden na lewą rękę, drugi na prawą. Nikt nie pozna, czy jesteś mańkutem, praworęczny czy leworęczny, czy też masz dwie lewe ręce. Tajemniczość jest w cenie.

C.d. n.